Wielka analiza mistrzostw

Posted: Sierpień 28, 2010 by daveknot in Analizy

Nie miałem szczęścia, żeby pojechać do Turcji na mistrzostwa, ale udało mi się za to oduzależnić od TVP Sport jeśli chodzi o oglądanie meczów  za sprawą FIBATV. Dzięki temu planuję kilka rzeczy: (1) wzbogacić swój materiał badawczy w pracy o kolejne kilkadziesiąt zanalizowanych meczów, (2) opracować ogólny wzór komentarza koszykarskiego mistrzostw, (3) jeśli będą gdzieś dostępne torrenty z meczami półfinałowymi i finałami (małym i dużym) z TVP Sport, zanalizuję tą samą metodą polski komentarz a następnie (4) porównam go z angielskim i (5) przygotuję finalne wnioski. Zabawa nie dość, że będzie genialna, to jeszcze być może zrobi się z tego kolejna publikacja.

W czasie komentarza można usłyszeć z góry ustalone frazy i zwroty, zajmowałem się nimi w magisterce, zajmuję się również nimi w doktoracie i wezmę je na tapetę także w czasie tych mistrzostw. Tymi charakterystycznymi elementami komentarza koszykarskiego są:

1. Modyfikatory (HM)
Najczęściej spotykany element komentarza – są to wszystkie dodatkowe informacje, jakie komentator podaje o jakimś zawodniku, opisując jego wygląd, zwracając się do niego po przezwisku, mówiąc na jakiej gra pozycji itd.

2. Odnośniki do bliskiej i dalekiej historii (RH / H)
Coś, co pojawia się głównie w trakcie przerw i innych czasów – ustalmy, że bliska historia zamyka się w wydarzeniach, które miały miejsce całkiem niedawno, natomiast odległa historia dotyczy się zawodników (czasów) z poprzedniej generacji.

3. Emocje komentatora (AE)
Element ten pozwala widzowi na stwierdzenie obiektywności i subiektywności komentatora, ponieważ język komentarza sportowego, szczególnie w transmisjach lokalnych, jest przesiąknięty subiektywnymi zwrotami, komentarzami i opiniami. Ciekawe, jak to będzie wyglądało przy komentarzu mistrzostw świata.

4. Ocena (EV)
Mimo, że równica między emocjami a oceną wydaje się być płynna, postaram się to odpowiedni rozdzielić. Nie zawsze przecież „głupie podanie” będzie odzwierciedlać nastawienie komentatora – często jest to po prostu jego subiektywna ocena co do danego zagrania.

5. Opis akcji (AD)
Serce każdej relacji, czy to telewizyjnej, radiowej czy zczubowej.

6. Strategia (ST)
Mimo, ze rzadko pojawia się w transmisji, nie wolno jej pominąć. Też chyba nie trzeba tłumaczyć na czym polega.

7. Podawanie wyniku i czasu (SC / TE)
Rzecz drobna, ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak często podawany jest czas i wynik meczu mimo, że cały czas mamy przed oczami grafikę z aktualnym wynikiem i czasem.

8. Statystyki (SS)
Wszystkie cyferki inne od czasu i wyniku. Ile kto ma punktów, zbiórek i asyst, podawane na bieżąco.

9. Przewidywanie przyszłości (FT)
Wszelkie próby zgadywania tego, co będzie dalej. Czy drużyna wyjdzie z grupy, na kogo trafi, co będzie, jak nie trafią tego rzutu itd. Typowe gdybanie.

Jeszcze taka jedna uwaga; ponieważ wszystkie mecze będę analizował „na żywo”, pomijam analizę gramatyczną (typu inwersje czy uproszczenia), bo po prostu nie będę miał na to czasu. Jestem jednak pewny, że efekt dokładnej analizy tak wielu spotkań będzie naprawdę warty mojej pracy (jeszcze jakby mi się udało porównać z komentarzem polskim to byłoby w ogóle pięknie).

Dziś zaczynam pracę już od meczu Litwinów, potem zahaczam o Chorwatów a na końcu ląduję w Argentyńskiej koszulce. Do dzieła!

LBJ is a bitch!

Posted: Sierpień 19, 2010 by daveknot in Video

Refren łatwy – można szybko się nauczyć i sobie nucić pod nosem w drodze do pracy/na klopie

To póki co największy diss Lebrona jaki słyszałem, bolący tym bardziej, że śpiewa go koleś z wąsem, który zrobił by z niego sławnego aktora taniego porno już po pierwszych dwóch scenach rodem z Willy Wanka and the Chocolate Cum Factory (swoją drogą polecam film i pozdrawiam koleżanki z planu).

ENJOY!

Boykins domknie listę rogrywających Bucks?

Posted: Sierpień 19, 2010 by daveknot in Bucks

Wszystko wskazuje na to, że mój ulubiony kieszonkowy koszykarz zagra w przyszłym roku w moich ulubionych zielonych strojach. Będzie to tym samym powrót do Milwaukee, który grał już u nas w sezonie 2006-07 i w tym czasie dwukrotnie zdobył 36 punktów (co do dziś jest jego rekordem kariery). Earl jest ciekawą opcją za minimum dla weteranów – mając w składzie Jennings, Douglasa-Robersta, Doolinga czy Salmonsa, ciężko prognozować mu zbyt wiele minut na parkiecie, ale na pewno jako trzecia opcja będzie czasem przydatny.

Ciekawe tylko, jakie będą kolejne ruchy Kozłów – po podpisaniu kontraktu przez Boykinsa, będziemy mieli w składzie 14 zawodników. Podobno najmniejsze szanse na granie w Milwaukee ma Tiny Gallon, czego osobiście żałuję (nie mniej patrząc na rotację pod koszem trudno byłoby mu wywalczyć solidną pozycję). Jak mówi jego agent, główną opcją Gallona jest teraz wyjazd do Europy, gdzie będzie chciał szlifować swoje umiejętności jak chociażby Elyasova.

I właśnie po raz kolejny złapałem się na tym, że siedzę z Wojakiem w ręku i patrzę na skład Bucks. I nie wiem, czy to te super-mocne 9% uderza mi do głowy, czy też udało mi się znaleźć kolejny powód, dla których będzie warto oglądać Kozły w przyszłym sezonie. Nie ulega wątpliwości, że numerem jeden pod względem atrakcyjności i efektowności będą Heat, którzy (mówię to bardzo niechętnie) chyba mają najciekawiej wyglądającą drużynę od czasów showtime’u Lakersów czy 70-12 Byków. Nie można jednak pominąć tego, że mamy w Milwaukee będziemy mogli oglądać twardą, brudno-grającą drużynę, która nie boi się sprzedać łokcia pod koszem, wbić się na chama pod kosz czy sprowokować kilka technicznych.

Tak na marginesie: czy kiedyś wyobrażaliście sobie Bosha w bójce na parkiecie? Na przykład z Shawnem Bradley’em? To byłoby jak oglądanie Pinokia, który na chudych, drewianych nóżkach ucieka przed czarnoskórą dziewczynką zapałkami, które co chwila plątałyby się jej w warkoczyki.

Ale wracając do twardości gry – Skiles jest w stanie po raz kolejny zaszczepić w Kozły twardą, bezwzględną obronę i nieustępliwość w ataku. Samym talentem czy indywidualnymi zdolnościami nie mamy za bardzo czego szukać w playoffach, natomiast grając zespołowo i zaszczepiając odpowiednią pewność siebie dla rezerwowych, skład Bucks może być na tyle głęboki, że zaskoczy nie raz. I wcale nie boję się powiedzieć tego, że Bucks, razem z Bostonem, mogą być najtwardziej grającą drużyną na wschodzie.

78 dni do pierwszego meczu Kozłów

Posted: Sierpień 11, 2010 by daveknot in Bucks

Kalendarz na nowy sezon już jest gotowy, można więc podzielić się pierwszymi wrażeniami z tego, co zobaczyłem.

1. Pierwszy mecz zagramy jak zwykle na wyjeździe, tym razem w Nowym Orleanie 27 października. Potem mamy dzień przerwy, lecimy do Minnesoty, znowu 24 godziny spokoju, a w końcu w sobotę otwarcie sezonu w Bradley Center z Bobkami. Tak więc na papierze mamy stosunkowo łatwe mecze na dzień dobry i jest realna szansa, żeby wystartować z kopyta.

2. Kozły tylko w dwóch miesiącach będą grali więcej meczów u siebie niż na wyjeździe: w lutym (7 dom / 5 wyjazd) oraz w marcu (10 / 5). Również wczytując się w terminarz mam wrażenie, że najgorsze powinny być dla nas pierwsze tygodnie stycznia oraz cały grudzień, gdzie przyjdzie nam seryjnie grać na zachodzie (6 meczów) oraz to właśnie wtedy rozegramy 8 z 9 meczów z drużynami biorącymi udział w minionych playoffach.

3. Jest też szansa na mecze na Davce – 7 spotkań będzie puszczanych na międzynarodowych stacjach i co miłe, jedno/dwa z nich może uda się wygrać. Oto lista tych spotkań: Boston i Miami na wyjeździe oraz Golden State, Boston (znowu), Orlando, Denver  i Chicago u siebie.

4. To, co najbardziej boli to back-to-backi – zagramy ich najwięcej ze wszystkich drużyn w lidze oraz najwięcej od 16 lat (jednak tylko 11 z nich to b2b na wyjeździe). Żeby tego było mało, mamy tylko 22 dni jednodniowej przerwy od gry (najmniej w lidze), 19 dni dwudniowej przerwy (najwięcej w lidze) i 5 dni z +3 dniami przerwy (przedostatnie miejsce w lidze). Tak więc grafik takie trochę ekstremalny, z jednego bieguna na drugi.

5. Jeśli zaś chodzi o spotkania z drużynami ze wschodu, to spotkamy się z nimi dwa razy u siebie i dwa razy na wyjeździe. Wyjątkiem jest tylko Boston i Waszyngton (po 1 meczu u siebie), a także Charlotte i New Jersey (po 1 meczu na wyjeździe).

Się nie mogę doczekać!

Prokom poza ligą? WTF?

Posted: Sierpień 10, 2010 by daveknot in Euroliga

Właśnie podniosłem szczękę z podłogi, wytarłem ją nieco z kurzu i wsadziłem z powrotem na miejsce po przeczytaniu informacji w GW, że Gdynianie nie będą grali w tym roku w sezonie zasadniczym, a zamiast tego dołączą do rozgrywek VTB.

I tak sobie myślę, czy można było wyprowadzić jeszcze mocniejszego sierpowego lidze?

I czy liga może jeszcze jakoś dodatkowo strzelić sobie w kolano?

Pomijając wszelkie aspekty finansowe i dodatkowe korzyści sportowe, jakie osiągnie Prokom w lidze VTB, zaczynam się zastanawiać, jaki jest sens takiej sytuacji? Z jednej strony prowadząc drużynę, która nie ma sobie równych w lidze i ma z góry wygraną większość spotkań, mogą pojawiać się problemy motywacyjne. Ale z drugiej strony, uważam, że jak tylko liga zacznie pobłażliwie patrzeć na takie zagrywki, to niedługo przyjdzie nam oglądać rywalizacje jak w prywatnych ligach fantasy. Do grupy dostaną się tylko wybrańcy, a dla reszty zostanie granie „tylko” w lidze.Piękna wizja.

Po drugie, jak możemy mówić o zwiększaniu zainteresowania koszykówką, kiedy przez większą część roku, największe gwiazdy nie będą grały na żadnym parkiecie?

Jak mają czuć się kibice drużyn, które harują od początku sezonu na drugie miejsce w sezonie zasadniczym?

Co za absurd, żeby drużyna dostawała dziką kartę na połowę rozgrywek na podstawie poprzednich sezonów! Jestem przeciwnikiem nawet dzikich kart do Euroligi, bo to dodatkowo blokuje motywację do zdobycia mistrzostwa przez inne drużyny. Dodawanie do tego wolnego wstępu do playoffów i to w dodatku z pierwszego miejsca jest dla mnie tak samo sprawiedliwe jak wystawianie w konkursie miss mokrego podkoszulka Scarlett Johanson przeciwko bliźniaczkom Olsen. Kretynizm!

Po trzecie, wiem, jak ciężko jest się zmotywować do meczów o nic kiedy ma się za sobą back-to-back-to-back-to-back-to-back-to-back-to-back-to-back itd. mistrzostw (przeżyłem to samo we wronba :P ), ale ani razu nie przyszło mi do głowy, że może w sumie zagramy w wyższej lidze a do reszty cieciów dołączymy dopiero w play-offach.

Gdzie jest tradycja? Gdzie czekanie na przyjazd najlepszej drużyny w lidze, żeby skopać jej tyłek (albo wyjść z 50)?

Nie wiem, jak patrzyłbym na to jako kibic Śląska w latach jego świetności, ale domyślam się, że każdy fan koszykówki bez konkretnej przynależności klubowej, nie byłby do końca zadowolony (chociaż z drugiej strony, jakby wycofano Prokom z regulara w czasie Jagodnika czy Slaniny, byłbym prze szczęśliwy).

Po czwarte – polska koszykówka nie znajduje się na topie moich zainteresowań, podobnie jak Europejska i dlatego nie orientuję się, czy jest to ewenement na skale Europejską, czy tylko krajową. Przypomina mi się jednak sytuacja sprzed kilku lat, kiedy planowano dołączyć CSKA i kilka najlepszych drużyn do NBA (co na szczęście nigdy nie wypali). Wtedy też był to kretynizm na miarę tego.

Co zrobić? Jestem za tym, żeby jak najbardziej puścić Prokom do innej, mocniejszej ligi. Niech promują PLK w innych miastach, niech ćwiczą formę i zarabiają kasę. Ale nie kosztem ligi – tutaj można ogrywać rezerwy i dawać szanse zawodnikom, którzy nie dostają czasu do gry. A że będą słabsi i nie zapewnią pierwszego miejsca przed play-offami? Jeśli drużyna jest tak dobra, to pewnie i z ostatniego miejsca poradziliby sobie ze zdobyciem mistrzostwa.

Jestem potwornie zniesmaczony.

Czemu Panathinaikos czy Maccabi dalej męczą się w swoich ligach w sezonie zasadniczym?

Czemu pozwolono Lakersom grać w RS i wygrać 33 mecze pod rząd, albo Bykom, kiedy zaczęli sezon od bodaj 45-3?

Cholera, dawno nie było tak chaotycznego wpisu w historii blogów. Ale to nie moja wina.

Alternatywne logo Bucks

Posted: Sierpień 7, 2010 by daveknot in Ciekawostki

W Milwaukee zaprezentowano nowe, alternatywne logo na czas wakacji. Nie wiem jak wam, ale mi bardzo przypadło do gustu. Biorąc pod uwagę, że pierwszymi imigrantami w mieście byli Niemcy, którzy przywieźli ze sobą przy okazji pół litra Oktoberfestu, w Milwaukee łatwiej znajdzie się na ulicach pub z piwem, niż publiczną toaletę. Dodatkowo, Niemcy pomogli lokalnym mieszkańcom rozkręcać browarne interesy, stąd w wolnym czasie można wybrać się na zwiedzanie 150 letniego browaru Miller Brewery (określanego jako „najmniejszy browar o najlepszym smaku”), bądź do Lakefront Brewery lub do każdego innego (legenda głosi – w sumie to nie legenda, ale fakt – że koło 1850 roku w Milwaukee (zamieszkałym wtedy przez około 20,000 mieszkańców) było 12 browarów i 225 pubów! A jak myślicie, dlaczego tak było? Otóż  po Niemcach, drugimi najbardziej licznymi imigrantami (a także drugimi w kolejności) byli Polacy, a zaraz po nich pojawili się Irlandczycy. Czy można prosić o lepsze korzenie?

Logo pojawiło się też okazji celebrowania największego muzycznego festiwalu na świecie – Summerfest, a także, w nieco mniejszym stopniu, obchodzenia Polish Fest – największego Polskiego święta w USA (ok, powód pojawienia się loga zmyśliłem, ale oba festiwale naprawdę istnieją). Ciekawe czy Białystok, oficjalne miasto partnerskie Milwaukee, ma jakieś ulgi na importowanie lokalnych browarów po specjalnej cenie?


I jak tu nie chcieć grać w Bucks?

Kilka dodatkowych uwag po meczu Polska – Portugalia

Posted: Sierpień 6, 2010 by daveknot in Felietony

Żeby nie powielać pracy Maćka, Szczepana, Michała, Łukasza, Adama czy innych zacnych blogerów, do których pomeczowych analiz nie dotarłem, postaram się wypunktować najważniejsze uwagi.

1. Ponieważ był to pierwszy mecz reprezentacji jaki oglądałem od dłuższego czasu z dźwiękiem na telewizorze, byłem prawie że zszokowany oprawą dźwiękową oprawy wizualnej. Czy od dawna jest ten świszczący dźwięk towarzyszący wysuwaniu się ekranu ze statsami (bardzo dokładnymi i rzetelnymi z resztą) czy składami? Po raz kolejny mam wrażenie, że ludzie, którzy zajmują się przygotowaniem oprawy audio-wizualnej mają tak wiele do czynienia z transmisjami meczów na świecie jak ja z BDSMem. Niby wiem na czym polega, widziałem może ze dwa razy, ale nie śmiałbym nazwać się „niewolnikiem bólu”. Tak na marginesie, kilka razy też usłyszałem ten świszczący dźwięk w relacjach ESPN czy NBA TV, czy innego ABC, ale wtedy pojawiały się statystyki pisane drobnym maczkiem na samym dole ekranu i nie rzucały się w oczy tak, jak pełnoekranowe wykresy i tabele.

2. Ze spraw sportowych, strasznie mi się podobał w tym meczu Hrycaniuk, który chyba jako jedyny nasz podkoszowiec włożył w obronę i walkę na deskach serce i ciało. Walczył jak na niedźwiedzia przystało – polował na bloki, ale nie kosztem tanich i awaryjnych samolotów (vide Gortat czy Lampe). Solidnie zaprezentował się też przy zastawianiu i miałem wrażenie, że o wiele lepiej współpracował z rozgrywającymi niż Marcin.

3. A skoro już o Gortacie mowa, to muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziony. Statystycznie rozegrał świetne spotkanie, ale ile to już razy przekonywaliśmy się, że cyferki w koszu nic nie znaczą. Miałem wrażenie, że Marcin jest nie tyle zgrany z resztą drużyny (o czym często mówili komentatorzy), ale że wręcz momentami zapominał, jaka jest jego rola. Cały hype i uwaga, jaka teraz go otacza spowodowały, że zacząłem trochę o nim myśleć, jak o totalnym dominatorze desek. Tytanie defensywy. Wielkim facecie, z potężnymi jajami i jeszcze większą chęcią do niszczenia przeciwników. Taki biały Moses Malone, który zbierze piłkę za wszelką cenę, nawet jakby miał cie wypchnąć tyłkiem z trumny. Marcin jest dla mnie zbyt przyjemny i za bardzo miły. Trochę jakby zapomniałem na moment, że nie gra już z dziećmi na swoim campie w Łodzi i musi teraz ściągnąć śmiech, zrobić groźną minę i puścić łokcie w ruch. Lubię twardy basket i liczę na niego w wykonaniu Marcina w kolejnych meczach.

Bo póki co Zaza zrobił mu dziurę w tyłku wielkości Disneylandu w Orlando i boję się, że każdy kolejny center będzie miał tam zapewniony bezpłatny wjazd.

4. Dardan, oj Dardan. Nigdy jeszcze nie widziałem zawodnika, który tak bardzo przypominał mi… mnie. Ta wysunięta noga przy rzucie z wyskoku. To podejście do rzutu jakby nieco z półobrotu, naskakując najpierw lewą nogą i potem dostawiając drugą. Ten płynny ruch nadgarstka i ta pewność siebie. Do tego moje największe moce – obrona na pół gwizdka i seryjne airballe (czego Dardan jeszcze nie pokazał, ale wierzę, że ma potencjał na 0/7 za trzy w jednym meczu – w tym dwa airballe). Fajnie, że Berisha jest jeszcze w miarę młody i ma czas na nabieranie doświadczenia, bo póki co ogląda mi się go jak młodego Chanasa. Ta sama wysoka pewność siebie, aktywność i energia – tyle tylko, że Dardan nie wygląda jeszcze jakby zjadł na obiad całą ławkę rezerwowych przeciwników.

5. Nie wiem, czemu wszyscy, łącznie z komentatorami, cieszyli się tak bardzo po przegranej Gruzji i prawie nikt nie założył takiej opcji, że Belgia może być po prostu o niebo lepsza i pojedzie nas w kolejnym meczu jak Bill Thornton pojechał Halle Berry w Monster Ballu. Zeby tego było mało, naprawdę jestem tak niepewny tej reprezentacji, że każdy kolejny mecz będę traktował jak najważniejszy, co powoli staje się naszą sportową tradycją narodową.

Rzadko się zdarza, żeby mecz był rozgrywany akurat wtedy, kiedy mam wolny czas. A jak już mi się udaje dobrze zsynchronizować, to lubię zasiąść przed telewizorem z moim wielkim zeszytem i automatycznym ołówkiem w ręku. Każdy, kto chociaż raz zaczął robić różnego rodzaju statystyki w trakcie trwania meczu wie, że później samo oglądanie dla oglądania staje się potwornie nudne.

Z racji na zawodowe zboczenie językowe, patrzyłem na mecz po raz kolejny pod kątem komentarza. Poniżej więc znajdziecie skromną analizę językową dopiero co zakończonego meczu Polska – Portugalia. O meczu z punktu widzenia koszykarza, a nie językoznawcy, wypowiem się jutro, jak starczy jeszcze czasu, weny i natchnienia.

Wszystkich chętnych do nieco innego spojrzenia na koszykówkę zapraszam do dalszej lektury.

Czytaj resztę wpisu »

Ranking ESPN – Kozły dalej w lesie

Posted: Sierpień 5, 2010 by daveknot in Analizy

ESPN opublikowało niedawno najnowszy ranking wszystkich klubów, według którego Milwaukee plasują się na 18 miejscu w lidze (mieliśmy 29 miejsce w listopadzie i 21 w marcu). Patrząc jednak na to, co Kozły zrobiły w przerwie między sezonami, miałem wrażenie, że uda im się uplasować co najmniej w pierwszej połówce. Wiadomo, że ze względu na brak nowoczesnej hali i ogólną niechęć do tej drużyny, nie należy nam się miejsce w pierwszej 5 czy nawet pierwszej 10, ale każde miejsce między 12 a 15 uznałbym za bardziej sprawiedliwe. Ale czy słusznie?

Popatrzmy jak ESPN ocenia kluby.

ZAWODNICY (0 do 400 punktów) – liczy się tutaj obecny skład, ale również brany jest pod uwagę zakładany rozwój zawodników.

ZARZĄD (0 – 200) – jakość i stabilność zarządu, trenerów i ogółu kadry,

PIENIĄDZE (0 – 200) – zakłada sytuacja salary cap, zdolność i chęć przekraczania go i wkraczania w czarną strefę luxury tax.

RYNEK (0 – 100) – jaką reputacją cieszy się drużyna, jaka jest wielkość rynku klubu, jakich ma fanów i w jakim stanie jest hala.

DRAFT (0 – 100) – obecne jak przyszłe picki.

Pierwsze zaskoczenie już na sam początek.

ZAWODNICY – 180pkt, 20 miejsce
Powiedzcie mi, czy ja już czasem nie przesadzam, ale w jaki sposób drużyna, która spokojnie może zakończyć sezon w pierwszej 6 wschodu może zajmować tak odległe miejsce? Szczególnie, że nasze dwie największe gwiazdy – Bogut i Jennings mają podpisane wieloletnie kontrakty i można być spokojnym o ich przyszłość (hmm, chyba już sam sobie odpowiedziałem na pierwsze pytanie – naszymi największymi gwiazdami są Bogut i Jennings…). Ale wracając: Clippers, Knicks czy Kings – to trzy drużyny, które uplasowały się przez Kozłami.Clippersi mają nieruchomego Blake’a, Sacto mają Evansa i Cousinsa ( z czego pewnie któryś z nich w przeciągu 2-3 lat zmieni klub, jak nie obaj), a Knicksi, no coż, Knicksi są jak zwykle do dupy.

ZARZĄD – 129pkt, 11 miejsce
Tutaj niby jesteśmy w pierwszej połówce, ale znowu uważam, że póki co zarząd jest najmocniejszą stroną tego klubu i spokojnie można by mówić (po cichu) o pierwszej piątce. Hammond w krótkim czasie zbudował drużynę walczącą w play offach praktycznie z niczego, a wszystko co udało się rok temu osiągnąć zawdzięczamy jego wymianom i wolnym zawodnikom, których podpisał. Do tego, czy w lidze jest więcej lepszych trenerów od Skilesa (nie licząc Jacksona i Larry’ego Browna)? Ilu?

PIENIĄDZE – 100pkt, 15 miejsce
Centralne miejsce wydaje się być tym razem nieco na wyrost, ale z drugiej strony sytuacja Bucks będzie bardziej niż dobra, jak tylko spadnie potwornie piekący w dupę kontrakt Redda.

RYNEK – 38pkt, 22 miejsce
Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że uda nam się co najwyżej wyprzedzić Wlocławek, Cleveland, Toronto i może jeszcze Minnesotę. Tak więc wyjątkowo, miłe zaskoczenie.

DRAFT – 47pkt, 17 miejsce
Dziwna kategoria, od tego trzeba zacząć. Dawanie punktów bazując na ilości przyszłych picków i jakości przyszłych wyborów. Tak jakby nie mieli czego dorzucić.

Cały ranking, jak każde tego typu zestawienie, trzeba traktować w kategoriach żartu, z uśmiechem na twarzy. Nie mogę jednak przeboleć tego, że Bucks znajdują się za Clippersami, Kings, czy Pacers (bo Nowy Jork jeszcze przeboleję, z racji na ogólny hype). Niemniej, czasem dobrze z bogu popatrzeć na to, jak oceniana jest drużyna, grająca chyba w najgłębszych i najbardziej zarośniętych kołtunami obszarach dziur nad dziurami.

Ron Artest – Pod kopułą

Posted: Sierpień 3, 2010 by daveknot in Artykuły

Jakie jest jedno z najcięższych zadań, kiedy rozmawia się o Ronie Artescie? Dostanie się do jego głowy i poznanie jego sposobu myślenia. Całkiem niedawno Ron Artest przeprowadził wywiad z Ronem Artestem (a spisał wszystko Sam Alpour z ESPN), dzięki czemu powstał ten ciekawy i jedyny w swoim rodzaju artykuł.

Czy jesteś szalony?
Co to znaczy szalony? Musisz się zdecydować. Czy czytając mnie na twitterze powiedziałbyś, że jestem szalony czy że mam po prostu dziwne poczucie humoru? Czy widząc mnie poza parkietem powiedziałbyś, że jestem szalony, czy może po prostu jestem odizolowany? A na parkiecie; jestem szalony czy po prostu gram ostro? Dla każdej osoby mogę być innym człowiekiem. Dlatego musisz się zdecydować. Oczywiście, zdarzały się momenty, że robiłem zwariowane rzeczy, ale nie uważam się za szalonego człowieka. Po prostu dorastałem w szalonym świecie.

A co mówili lekarze?

No cóż, w mojej rodzicie było dużo przypadków chorób na głowę. Moja ciocia jest teraz w szpitalu. Miała swoje wzloty i upadki, podobnie jak ja. W sumie, po raz pierwszy poszedłem na rozmowę z lekarzem, jak wpadłem w pierwsze tarapaty w wieku 13 lat. Czułem się wtedy tak, że jak tylko ktoś powiedział coś o mnie, od razu rozpoczynała się bijatyka. Czytaj resztę wpisu »