daveknot.wordpress.com

Pierwsza w Polsce strona z tłumaczeniami artykułów koszykarskich

Archiwum kategorii ‘Artykuły’

Tłumaczenia artykułów

To jak to w końcu jest z tym Ewingiem?

Opublikował/a daveknot w dniu październik 30, 2009

Poniżej znajdziecie tłumaczenie kawałka książki Simmonsa pod tytułem “The Book of Basketball”. Artykuł tyczy się Patricka Ewinga, a Bill udowadnia, że wybory do Galerii Sław nie są już tak prestiżowe jak kiedyś. Również dlatego, że wybrano Ewinga…

Krótki życiorys King Konga: 17 lat gry w NBA, 12 występów w meczach gwiazd, w 86 debiutant roku, w 1990 TOP5 MVP, TOP10 MVP w latach 88, 89, 91, 92, 93 i 97, członek Dream Teamu z 1992…

Fani Knicks zrobiliby wszystko, żeby jeszcze raz móc przeżyć oglądanie gry swojego ulubionego zespołu za czasów Ewinga. Każdy z fanów wierzył, że Patrick był takim udoskonalonym Russellem, destrukcyjną defensywną mocą, która pewnego dnia będzie dzielić i rządzić w NBA. Tyle, że to się nigdy nie stało… i ponownie się nie wydarzyło… a potem wydawało się, że w końcu się wydarzy, ale zakończyło się tylko obiecankami… i znowu się nie stało… aż w końcu niektórzy fani Knicks obudzili się z letargu i powoli zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że być może to się nigdy nie wydarzy. Wiecie jak to wygląda w filmach: facet umiera na łóżku w szpitalu, z boku stoi jego żona i mówi do niego, jak gdyby nigdy nic, każdy z boku się przygląda i trochę głupio się czują, aż w końcu ktoś do niej podchodzi i mówi: “kochanie, to już koniec. On odszedł.” I stara się ją odciągnąć, tyle tylko, że ona zaczyna krzyczeć: “Nieeeeeeeeeeeeeeee!! Nieeeeeeee! Nic mu nie jest!! Zaraz się obudzi” A potem się załamuje i tonie we łzach. Tak właśnie czuli się fani Knicks w latach 1995-1999. Kiedy Hakeem upokorzył Ewinga w finałach 1994, ten drugi padł trupem w tak sposób, że wszyscy w Nowym Jorku zdali sobie sprawę, że “ten koleś kiedy poprowadzi nas na szczyt”. Ale wszyscy oni stali właśnie w szpitalu nad trupem i czekali, aż ten się obudzi…

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Dikembe Mutombo: historia Finger Waga

Opublikował/a daveknot w dniu lipiec 11, 2009

mutomboW ostatnich kilkudziesieciu latach, różne gesty, sygnały czy atrakcje podczas meczu co raz bardziej zapadają nam w pamięć dzięki youtubowi i innym serwisom video. Takie gesty jak “it’s over” Vince’a Cartera po ostatnim wsadzie w konkursie w 2000 roku, czy ubiegłoroczne kręgle Shaq’a czy fotki rodzinne Lebrona zostaną na długo zapamiętane.

Jest jednak jeden gest, który zostanie zapamietany jako siejący strach przeciwnikom, wzbudzający zadowolenie fanów i pozwalający komentantorom krzyknąć na cały głos po kolejnej udanej akcji defensywnej. Ten prosty gest jest już rozpoznawalny nie tylko przez fanów koszykówki, ale przez wszystkich sportowców, niezależnie od rasy, płci i dyscypliny.

Gest, o którym mowa powyzej, został opatentowany przez Dikembe Mutombo. Przed Wami któtka historia Finger Waga.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , , | Komentarzy: 8 »

Koszykarski piknik we Wrocławiu

Opublikował/a daveknot w dniu czerwiec 22, 2009

W niedziele byłem, zobaczyłem, miałem nadzieje na informacje o odrodzeniu Śląska i się zawiodłem. Nie tylko kompletną ciszą jeśli chodzi o przyszłość klubu, ale również jeśli chodzi o frekwencję. Mówi się, że mamy koszykarskie miasto, a na to wydarzenie przyszło może z 500 osób. Jak nie mniej. Niby dobre i tyle, ale przy takiej ciszy wokół zespołu nastawiłem się chociaż na obecność części klubu kibica, który da o sobie znać i trochę pohałasuje jak za starych dobrych lat.

Najbardziej bałem się w sumie powtórki z pożegnania Keitha Williamsa w Orbicie, która wyszła średnio dobrze. Dla przypomnienia załączę może krótki tekst, który popełnił się moimi krzywymi palcami nieco ponad 4 lata temu:

Jest rok 2010.
Nazywam się David i jestem biednym Amerykaninem, mieszkającym pod Chicago, w standardowym domu, bez kablówki, szybkiego łącza i dostępu do starych meczy. Nie widziałem nigdy na żywo Jordana bo za jego panowania w lidze byłem za młody na te klocki. Z opowieści kolegów z forum Realgm słyszałem jednak, że był z niego kawał zajebisstego wymiatacza.

Jakże się ucieszyłem kiedy dowiedziałem się, że w United Center zorganizowane zostanie spotkanie pożegnalne w którym zagrają legendy ligi: ma być Russell, Jabbar, Magic, Jordan, Bird, nawet Olajuwon się pojawi, jednak z powodu kontuzji będzie siedział tylko na ławce. No ale i tak miło, ze wpadł. W końcu kolega.

Zawiodłem sie, kiedy zobaczyłem, że hala wypełniona została niespełna w połowie, jednak nawet tak mała liczba osób bijących brawo na stojąco powracającemu po latach Jordanowi , zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Boże jak się cieszyłem że znowu zobaczę gwiazdę w akcji. Te dynamiczne wejścia pod kosz, genialny i nie do zatrzymania post-up, rzut z odejściem, zawiśnięcia, lay-upy, paki, bloki, kontry, wsady….aaaaaaaaaaahhh jaki ja byłem szcześliwy! Do tego taka plejada gwiazd – będzie cudownie.

Zdziwiłem się bardzo gdy okazało sie, że Jordan, mimo że wyszedł w pierwwszej piątce, zszedł już po 5 minutach. Sądziłem, że trener sadzał go na ławkę, żeby odpoczął po uganianiu się z Drexlerem, ale nie. On nawet nie usiadł koło kolegów, posszedł wprost do fanów, rozdawał autografy, robił sobie zdjęcia, usmiechał sie co jakiś czas poprawiając swoje wąsiki i masując się po świecącej jak zawsze łysinie.

W między czasie czułem się nieco onieśmielony i poirytowany tym, ze musiałem oglądać pariodę sportu, który kocham. Malone zabijający się o własne nogi, Stockton nie potrafiący przekozłować piłki przez połowę w czasie krótszym niż 10 sekund, O’Neal wyglądający jak napompowany hamburgerami i kurczakami automat do Coli połykający nagminnie nie tylko 99centówki, ale także i swoich przeciwników pod koszem….

A Jego nie było.

Minęła druga kwarta, trzecia, w miedzy czasie w United Center mieliśmy pierwsza w tym roku awarię światła. Nagle 9000 ludzi zaczęło się szyderczo śmiać i wyzywać władze klubu, nie wiem czy to takie miłe na pożegnalnym meczu. Sam się do tego jednak włączyłem, bo mecz i tak przestał być jakąkolwiek radochą po tym, jak Ewing na czworakach opuścił parkiet a Hornacek zasygnalizował zmianę zielonym balonikiem z białym napisem Gatorade. I to ma być nasz sponsor?

Zbliżała się jednak końcówka czwartej kwarty i udało nam się w końcu wywołać głównego bohatera wieczoru. Już widzę te fade-away’e, crossovery, w majtkach czuje ten przysłowiowy hang-time i powoli wiem, co mnie czeka. Michael weźmie sprawy w swoje ręce w ostatnich sekundach meczu. Niczym z Utah, turns… hangs…. fires…., w głowie słyszę komentatora krzyczącego podczas pamiętnego rzutu z Cavs “shot on Ehhloooooo, yesssss”. Wiem, że piłka powędruje teraz do niego. Niech wygra dla nas swój ostatni w życiu mecz w United Center.

No i wygrał, ale rzutami wolnymi a nie półdystansem. Żyjąca legenda. Tyle się nasłuchałem. Że biega. Ze skacze. Ba! Że lata! Chciałem po raz pierwszy i ostatni zobaczyć człowieka, który ma swój pomnik przed halą. Człowieka, który zapoczątkował te cudowne lata w moim kochanym klubie….

A co zobaczyłem?

Spleśniałe kartofle turlające się po parkiecie jak tumany kurzu na biletach, które uparcie kolekcjonuje wydając setki dolarów na ebay’u.

Zardzewiałe legendy dokręcające sobie kolana co drugi krok.

Szyderczych kibiców śmiejących się z każdej nieudanej próby doskoczenia do siatki i wiwatujących po kolejnym podaniu pod nogami.

Widziałem moich idoli, którzy w pewnym momencie sami musieli się czuć głupio z tego co robią. No bo czym oni się różnili od tych, którzy pokrzywdzeni przez los nie mogli kontynuować grania bo byli ograniczeni przez wózek inwalidzki czy brak nóg?

I zastanawiam się, czy nie popełniłem błędu idąc na ten mecz. Miałem w pamięci opowieści, historie, filmiki… Teraz widzę kulawego łysielca nie mijającego linii rzutów za trzy punkty podającego chimerycznie do swojego 58 letniego kolegi z drużyny.

doceniam gest,
doceniam poświęcenie,
doceniam zasługi,

….. no ale generalnie wizerunek zajebistego Keitha Williamsa poszedł się jebać :D

Teraz niby było tak samo, ale jednak nieco inaczej. Nikt nie wymłodniał, każda z legend biegała na zwolnionym tempie, ale jakoś patrzyłem na nich z wielkim szacunkiem, respektem i nie ukrywam, sentymentem. Aplauz jaki dostał p. Mirosław Łopatka po celnym osobistym był najgłośniejszy w czasie całego pikniku, a obie drużyny zagrały na wyższym procencie niż okrojony skład srebrnych juniorów Śląska z obecnymi/niedawonymi graczami WKSu.

Zabrakło tylko finalizacji całego wystąpienia pozytywną informacją / jakąkolwiek informacją o przyszłości drużyny.

Opublikowany w Artykuły | Zostaw Komentarz »

Ostateczna rywalizacja w NBA: Kobe Bryant vs Ktoś lepszy od Kobe Bryanta

Opublikował/a daveknot w dniu maj 29, 2009

Specjaliści od marketingu wzięli się ostro za kreowanie zamieszania wokół tegorocznych finałów od samego początku stawiając na rywalizację Bryanta z LeBronem (choćby w tej lub w tej reklamówce). W rywalizacji tej, Lebron stoi na stanowisku prawdziwego rywala, który pozwoli (w końcu) sprawdzić się Bryantowi. Coś a’la Magic kontra Bird, gdzie doskonałość każdego z nich sprawiała, że była to rywalizacja doskonała.

Ale Bird i Magic byli rywalami z prawdziwego zdarzenia; walczyli ze sobą o mistrzostwo na studiach, potem w tym samym czasie przyszli do NBA i rywalizowali o tytuł najlepszego debiutanta. Tutaj, Kobe Bryant miał już trzy mistrzowskie tytuły kiedy Lebron był w szkole średniej. W wieku 30 lat, Kobe powoli traci swój atletyzm, podczas gdy 24 letni James wiąż może być większy, szybszy i silniejszy. Przez to, rywalizacja między nimi jest bardziej jak między Birdem a starzejącym się Ervingiem (chociaż ich przygody zakończyły się tym, że sfrustrowany Julius zaczął dusić swojego młodszego przeciwnika).

Najważniejsze jest to, że czekając na rywalizację 23 z 24, zapominamy o rywalizacji, która tak naprawdę definiuje obecny etap w NBA: Kobe Bryant kontra ktoś lepszy od Kobe Bryanta.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , , , | 1 komentarz »

Siejący zgortacenie w szeregach Cavs

Opublikował/a daveknot w dniu maj 27, 2009

508241-4130167-317-238Cleveland podeszli do finałów konferencji ze świadomością, że wystarczy wymusić 6 fauli na Howardzie a reszta problemów sama się rozwiąże. Nie da się odmówic logiki – wyfauluj najlepszego gracza podkoszego przeciwników, a Twoja gwiazda będzie mogła hasać do woli pod koszem.

Problem jest tylko taki, ze Cavs zapomnieli o Gortacie, który w drodze do 4 meczu dawał swoim Magikom zdecydowanie więcej, niż mogli oczekiwać od rezerwowego centra.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Witness my ass c.d.

Opublikował/a daveknot w dniu maj 23, 2009

O mój Boże, jak my bardzo popadliśmy w paranoję.

Laurów, wieńców, pochwał i gratulacji zdaje się nie ma końca.

Mamy rzut, który od razu stał się legendarny i w niespełna 12 godzin po zakończeniu meczu dorobił się miana historycznego.

O czym wy wszyscy, z przeproszeniem, pieprzycie?

Czym różnił się ten game winner Lebrona od rzuconego dwa dni wcześniej game winnera Lewisa?

Bo tam zostało jeszcze trochę wolnego czasu i Cavs i tak mieli szansę wygrać mecz?
Bo wygrana w pierwszym meczu finałów nie jest tak ważna, jak w drugim?

Gdzie były zachwyty radości, jak Baby Davis wygrał rzutem w ostatniej sekundzie mecz w Orlando i cudem doprowadził do decydującego meczu w Bostonie? Przecież to też był rzut, który wtedy ratował im dupsko w playoffach (vide Jordan on Ehlo czy Lebron on Hedo wczoraj).

Czemu miłości nie dostał Melo jak trafił trójkę wywalając Dallas z dalszej gry? Nikt nie brał jej pod uwagę, bo miała miejsce na zachodzie w innej strefie czasowej i jeszcze do niektórych nie dotarło, że zdarzyły się już w tym sezonie niejednokrotnie lepsze rzuty niż ten wczorajszy Jamesa?

Nikt nie pamięta ile było wpisów na blogach poświęconych potencjalnie ratującym zycie w playoffach rzutom :

1) Derona Williamsa z Lakersami?
2) Andre Iguodali z Orlando?
3) Trójce Hedo z 76ers?
4) Lay-upowi Younga też z Orlando?
5) Że o trójkach Gordona czy Allena z pierwszej rundy nie wspomnę?

Szczerze dosyć mam całego hype’u wokół Lebrona, podniecania się game winnerem, który był TYLKO game winnerem. Rzut, żeby dorobił się miana historycznego i legendarnego musi być zapamiętany na lata. A zapamiętuje się rzuty, które coś znaczą. Inaczej, zapamiętuje się  rzuty, które znaczą coś więcej niż tylko przedłużenie szans na awans do finałów. Szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę, że był to mecz numer 2. Czy za załózmy 10 lat, większość szarych kibiców koszykówki będzie pamiętało o tym rzucie, jeśli któraś z drużyn wygra załózmy po 7 meczach i ostro odpadnie w finałach?

A jakie game winnery się pamięta?

Na przykład Stocktona z 1997 roku, w 6 meczu finałów konferencji. 13 lat z rzędu awans do playoffów, 13 sezonów bez awansu do finałów. A jego trójka w końcu zapewniła Utah występ w wielkim finale.

Na przykład trójka Paxsona z 1993 roku czy rzut Kerra z 1997 (oba w 6 meczach). Gdyby nie to pierwsze, Bulls wróciliby na mecz numer 7 do Phoenix. Gdyby nie Kerr, Utah wróciliby do Chicago również na decydujące starcie.

Na przykład Derek Fisher w 2004 trafiający za 2 na 0.4 sekundy przed końcem meczu, dając Lakersom awans do finałów zamiast Spurs.

Rozumiecie mniej więcej o co mi chodzi?

Całe to gadanie, że jesteśmy świadkami? Świadkami czego? Bo w moich oczach jedynie niemiłosierniej podniety na supergigancie i innych koszykarskich blogach.

Czy jestem jedyny, którego szlag jasny trafia widząc kolejne peany pochwalne na cześć Jamesa?

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , , | Komentarzy: 2 »

Różnice kulturowe i przynależność społeczna jako główne czynniki braku sukcesów polskiej koszykówki na tle amerykańskich rówieśników.

Opublikował/a daveknot w dniu kwiecień 20, 2009

discourse-studies-scribd_12353763877681Przeciwstawne style gry polskich i amerykańskich koszykarzy można tłumaczyć różnicami natury fizjologicznej, psychicznej, czy też socjologicznej. Różnice psychofizyczne można najłatwiej uzasadnić na podstawie jakże prawdziwego stereotypu, który mówi, że czarnoskórzy zawodnicy skaczą wyżej, biegają szybciej, poruszają się po parkiecie z większą gracją i w bezpośrednich pojedynkach z białoskórymi przeciwnikami zawszą są faworytami. Na dowód tej tezy wystarczy przytoczyć film z 1992 roku, pt.: „Biali nie potrafią skakać”, w którym dwaj przeciwnie grający zawodnicy (biały i czarny, szalony i spokojny), grają w jednej drużynie i zarabiają w ten sposób na życie. W niniejszym artykule chciałbym udowodnić, że różnice między polskimi a amerykańskimi koszykarzami nie biorą się z rasistowskich podziałów, a z otoczenia, w jakim gracze kształtują swoją koszykarską osobowość. Jestem zdania, że nie kolor skóry czy wrodzony atletyzm predysponują nas do grania na wysokim poziomie, ale to w jaki sposób uczymy się koszykówki, stawiając pierwsze kroki na osiedlowych boiskach. Właśnie tutaj zaznacza się największa przepaść między polską a amerykańską koszykówką.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , | Komentarzy: 5 »

Nate “Tiny” Archibald – mały człowiek z wielkim sercem

Opublikował/a daveknot w dniu marzec 24, 2009

Dokładnie 36 lat temu, 24.03.1973, Nate Archibald stał się pierwszy zawodnikiem w historii NBA, który zakończył sezon zasadniczy zarówno jako najlepszy strzelec (34 punkty na mecz) jak i podający (11,4 asysty na mecz). Ponieważ zjawisko to nie wydarzyło się już ani razu od tamtego czasu, postanowiłem nieco przybliżyć sylwetkę tego filigranowego rozgrywającego nieco młodszemu pokoleniu. Zapraszam do lektury.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Matt Steven: niewidomy strzelec

Opublikował/a daveknot w dniu marzec 22, 2009

0311reilly_576x3245

Do końca meczu pozostało tylko kilka sekund. Zwycięstwo jego drużyny zależy od tego, czy trafi oba wolne czy nie. Przełyka ślinę, co rozchodzi się echem na wypełnionej po brzegi hali. Wszyscy wstrzymali oddech. Słychać tylko delikatne dźwięki laski stukającej w tył tablicy. Tak, laski. Pod koszem stoi brat rzucającego zawodnika i rytmicznie uderza w tablicę. Wszystko przez to, że strzelec, Matt Steven, jest niewidomy.

Dlaczego niewidomy chłopak bierze udział w oficjalnym meczu drużyn licealnych?

Ponieważ nie lubi pudłować rzutów osobistych.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , | 1 komentarz »

Przyszłość Pacers pod znakiem zapytania?

Opublikował/a daveknot w dniu marzec 13, 2009

nbamoneyHerb Simon, współwłaściciel Pacers mówi, że nie wyobraża sobie Indianapolis bez Pacers. Takiego samego zdania są tysiące kibiców, którzy sumiennie chodzą na mecze drużyny, która okupuje ostatnie miejsca na wschodzie. Może się jednak okazać, że zarówno fani, jak i właściciele Pacers mogą niedługo otrzymać bardzo gorzką pigułkę do przełknięcia. Wszystko przez to, że słabo grający klub zakończy ten sezon z aż 30 milionową stratą, przez co nie stać ich aby opłacić halę Conseco Fieldhouse na przyszły rok. Koszt wynajmu wynosi bowiem aż 15 milionów dolarów.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Artykuły | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »