BKN-KATRINA-ALL-STARS-NOWITZKI

Światła wokół parkietu przyciemnione. Reflektory oświetlające parkiet świecą za to maksymalną mocą. Sędzia wyrzuca piłkę wysoko w górę, a dwóch rosłych facetów skacze, aby wejść w posiadanie piłki od pierwszej akcji. Przez następne 48 minut (albo dwie i pół godziny normalnego czasu), zespoły walczą o zwycięstwo. Potem słuchać końcową syrenę. Jedni wygrywają, drudzy schodzą z parkietu pokonani. Gdyby się tak zastanowić, większość fanów uważa, że mecz koszykówki rozstrzyga się głównie w ciągu tych 48 minut od pierwszego rzutu sędziowskiego do końcowego gwizdka. Prawda jest taka, że mecz jest tylko kulminacją wszystkich czynności, które odbywają się w ciągu dnia. Bardzo często wynik meczu uzależniony jest w dużej mierze od pracowitości z jaką drużyna, albo jej kluczowi zawodnicy, przygotowali się do wieczornego spotkania.

Poniżej przedstawiam pierwszą część obszernego artykułu przedstawiającego, jak naprawdę wygląda dzień z życia koszykarza NBA.

Tak jak wszyscy „normalni” ludzie, koszykarze NBA mają swoje sposoby na rozpoczęcie dnia. Niektórzy z nich potrafią się podnieść z łóżka i zaraz po przebudzeniu są gotowi żeby iść na parkiet i od razu wziąć się za bieganie do kontry. Są też i tacy, którzy na pierwszy poranny trening wychodzą zaspanym krokiem i ledwo stoją przy linii bocznej boiska. Parę lat temu, kiedy zawodnicy w czasie meczów wyjazdowych dobierani byli w pary według przeciwieństw, miałem okazję zauważyć kilka ciekawych przypadłości.

Kiedyś pisałem artykuł o Calvinie Murphym z Houston Rockets. Na wywiad umówiliśmy się o 8 rano, w czasie śniadania w jednym z hoteli na Manhattanie. Mimo wczesnej pory, Murphy tryskał  energią. Grał tak samo, jak prowadził życie – ciągle na granicy podekscytowania. Po zakończeniu śniadania udaliśmy się do hotelu, aby kontynuować wywiad w jego pokoju. Na miejscu okazało się, że Calvin zostawił klucze w pokoju. Niestety, mieszkał on w pokoju z Ripem Van Tomjanoviciem – kolejne 15 minut walenia pięściami w drzwi, krzyczenia i wydzierania się na cały regulator nie zakłócały prawie w ogóle regularnego chrapania, które wydobywało się z pokoju. Kiedy głos Calvina zrobił się bardziej piskliwy, a stukanie w drzwi bardziej brutalne, Rudy T. w końcu otworzył łaskawie drzwi i w połowie zaspany stwierdził, że wziął nas za złodziei, którzy chcieli go okraść. Murphy przez kilka chwil nie szczędził sobie epitetów pod adresem Rudego T., ale Tomjanovich, który był współlokatorem Calvina od lat, powiedział tylko kilka słów pod nosem i… zasnął tak szybko, jak tylko jego głowa dotknęła poduszki.

„Głupi cyc” – powiedział Murphy, a jego głos powoli zmieniał się ze złośliwego, na bardziej pogodny, pełen zrozumienia i, może trochę, współczucia. „Rudy potrafił się obudzić w środku nocy, zobaczyć, czy nikt nie kradnie jego ubrań, po czym wracał do łóżka i zasypiał w kilka sekund. Gdyby nie ja, spóźniłby się na każdy samolot, autobus, trening, czy mecz. Gdyby nie ja, spałby tak długo, aż umarłby z głodu.”

Kiedy zawodnicy jadą na mecz wyjazdowy, często kładą się spać nieco później. Aby nie przeszkadzała im rodzina czy przyjaciele (którzy dzwonią i proszą o bilety), obowiązkowo wyłączają telefony. Zawsze jednak budzą się na tyle wcześnie, żeby zdążyć zjeść sute śniadanie i iść na pierwszy trening.

Nieważne, czy mecz jest na wyjeździe czy we własnej hali, pierwszym oficjalnym spotkaniem zawodników jest trening rzutowy (z wyjątkiem Chicago Bulls w sezonie 1985-86. kiedy to trener Stan Albeck zarządzał trening rzutowy nie w południe, ale 2-3 godziny przed meczem). Gospodarze wychodzą więc na parkiet koło 11-12 w południe, godzinę po nich wchodzą goście. Kiedy jedna drużyna kończy trening, a druga go zaczyna, zawodnicy często mają okazję do spotkania twarzą w twarz. A ponieważ wielu zawodników grało ze sobą w przeszłości, jest to czas, kiedy słyszymy dużo plotek, narzekań, przechwałek i żartów. Często też jest to okazja, żeby umówić się na spotkanie po meczu albo dowiedzieć się, który klub ze stripteasem jest obecnie na topie w mieście.

W pewnym momencie tych wesołych rozmów, trenerzy dochodzą do wniosku, że czas najwyższy rozpocząć trening. Większość coachów używa gwizdków aby wzbudzić odpowiedni poziom dyscypliny w swoich graczach – nie dość, ze nie musi nadwyrężać swojego głosu, to jeszcze gwizdki kojarzą się automatycznie z sędziami. Właśnie z tego drugiego powodu, część trenerów nie używa gwizdków, aby dodatkowo nie stresować swoich graczy. Zamiast tego używają krótkich zwrotów typu YO! (który jest ulubionym wykrzyknieniem Larry’ego Browna) czy HEJ!

Popołudniowe treningi rzutowe mają swoją historię. Ich wynalazcą jest Bill Sharman, który przez 10 sezonów (1951-61) i 4 tytuły mistrzowskie (w 1957, 1959, 1960 i 1961) był kolega z drużyny Boba Cousy’ego w Celtics. W czasie szczytu swojej kariery, Sharman był uważany za wyśmienitego strzelca – w 1976 został wybrany do Galerii Sław jako zawodnik, po czym w 2005 również dostąpił tego zaszczytu, tym razem jako trener.  Dodatkowo w 1996 roku został uznany za jednego z 50 najlepszych zawodników w historii ligi.

051029101521bill-sharmanSharman rozpoczął rytuał treningów rzutowych w sezonie 1955-56. „Przed meczem zawsze się denerwowałem. W domu zawsze chodziłem w kółko i czekałem na moment, żeby w  końcu wyjść na salę. Koło mnie znajdowała się mała sala należąca do liceum, która była otwierana już od 10 rano. Pewnego dnia stwierdziłem, że pójdę chwilę pokozłować i porzucać, bo to był ten sezon, kiedy okrągłe piłki z szwami w środku zastąpiły te z szwami na zewnątrz. Miałem niemałe problemy z kozłowaniem. W czasie meczu nie dość, że czułem się o wiele lepiej, to jeszcze czułem, ze rzucam zdecydowanie skuteczniej. Przed następnym meczem poszedłem znowu na salę. Po pewnym czasie stało się to moim chlebem powszednim: zawsze oddawałem te same rzuty, które najczęściej oddawałem w czasie meczu. Rzucałem z jednej pozycji, dopóki nie trafiłem pięć razy z rzędu. Nie minęło długo czasu, a część kolegów z drużyny zaczęło chodzić rzucać ze mną.”

Statystycznie rzec biorąc, w ciągu pierwszych pięciu lat w NBA Sharman rzucał wolne z 86% skutecznością. Po kolejnych pieciu latach, w których wdrożył już codzienne rzucanie, skuteczność wzrosła do 92%.

Po zakończeniu kariery, Sharman został trenerem Los Angeles Jets w lidze ABL i od razu wprowadził popołudniowe rzucanie jako część codzinnej rutyny drużyny. „Wszyscy mówili, że zwariowałem. Szczególnie sprzeciwiali się treningom rzutowym w następny dzień po rozegraniu meczu. Wszyscy myśleli, ze zawodnicy będą zbyt zmęczeni i bardziej podatni na kontuzje. Okazało się jednak, że przez to, ze musieli wcześniej wstawać żeby się trochę poruszać, nie byli ociężali i zaspani przed meczem, co wcześniej często się zdarzało. Treningi rzutowe pozwoliły im też podbudować się psychicznie dzięki temu  że często widzieli jak piłka po ich rzutach wpada do kosza.”

Jets mieli bilans 24-15 w połowie sezonu, po czym klub został rozwiązany. Wtedy Sharman odebrał telefon od George’a Steinbrennera, który zaoferował mu stanowisko głównego trenera Cleveland pipers. „Kiedy przejmowałem drużynę, zajmowaliśmy ostatnie miejsce w lidze. Udało nam się jednak zakończyć sezon z mistrzowskim tytułem!”

Po krótkich przygodach z Cal State-Los Angeles (bilans 27-20 w dwa sezony) i San Francisco Warriors (87-76 plus dwa wystepy w play-offs, z których jeden zakończył się przegraną w finale z 76ers), Sharman wylądował w ABA, gdzie w 1971 poprowadził Utah Stars do mistrzostwa. Przez wszystkie laa kariery jako trener, treningi rzutowe były nieodłaczną częścią jego planu treningowego.

Następnym postojem Sharmana byli LA Lakers. „Wszyscy krytycy od razu mówili, że treningi rzutowe nie będą miały racji bytu z bardziej wyrafinowanymi i doświadczonymi zawodnikami, takimi jak Jerry West, Elgin Baylor czy, w szczególnosci, Wilt Chamberlain, który zawsze lubił poleżeć w łózku nieco dłużej niż inni. Każdemu zawodnikowi pomysł się spodobał. Pozwolił im pozbyć się stresu przed meczowego, a w dodatku mieli czym sie zająć przed samym spotkaniem. Nawet Wilt przyznał, ze będzie się do tego stosował, pod warunkiem, że przyniesie to jakiś efekt.”

To był pierwszy moment, kiedy Sharman nieco zmienił wygląd treningu rzutowego. Przez pierwsze 5-10 minut 40 minutowego treningu, zajmował się omawianiem obrony i ataku druzyny przeciwników. „To było przełomowe, ponieważ zawodnicy przez cały dzień myśleli o indywidualnym kryciu. Kiedy przychodziło do meczu, wszyscy przyznawali, że nie mieli w ogóle problemów z koncentracją.”

Sezon 1971-72 Lakersi zaczęli bilansem 6-3 i Wilt zaczął po raz pierwszy kwestionować poranne sesje Sharmana. Jego oczekiwania zostały jednak spełnione, kiedy Lakersi wygrali 33 mecze z rzedu, ustanawiając obecny do dziś rekord kolejnych wygranych (co ciekawe, seria zaczęła się dokładnie wtedy, kiedy Sharman i właściciel LA Fred Schaus przekonali Baylora, żeby poszedł na wcześniejszą emeryturę). Po tym, jak Lakersi zdobyli mistrzostwo, każda drużyna NBA wprowadziła popołudniowy trening rzutowy do swojego charmonogramu.

Jeśli drużyna gra na wyjeździe, na treningi rzutowe jedzie się specjalnym autobusem. Kiedy gra się u siebie, na treningi dojeżdża się we własnym zakresie. Ponieważ opieszałość i spóźnialstwo jest częstym problemem, trenerzy wymyślają różne metody, które mają karać niesubordynację. Niektórzy wprowadzają więc kary finansowe – od 100 do 250 dolarów za każdą minutę spóźnienia. Inni każą kierowcy odjeżdżać punktualnie i dodatkowo zawodnicy muszą sami dostać się na trening. Całkowite opuszczenie treningu rzutowego (co często się zdarzało Latrellowi Sprewellowi), często kończyło się 6 cyfrowymi karami finansowymi.

pregame-shootaround-6A co się dzieje z pieniędzmi, które zawodnicy płaca za karę? Niektórzy trenerzy wymyslają dodatkowe gry w czasie treningów, a główną nagrodą jest właśnie uzbierana pula gotówki (zawodnicy uwielbiają wygrywać kasę swoich kolegów). Część klubów ma jednak nieco twardszą politykę – pieniądze są odejmowane od miesięcznej wypłaty zawodnika.

W dzisiejszych czasach, trening rzutowy trwa 60 minut i w dużej mierze wygląda tak samo, jak za czasów Sharmana. Jedyna różnica polega na tym, że nieco więcej czasu poświęca się scoutowaniu druzyny przeciwnej. Trenerzy też wykorzystują ten moment na ćwiczenie dodatkowych zagrywek ofensywnych, które ich zdaniem mogą się przydac w czasie meczu. Atmosfera na tych treningach jest bardzo luźna, jednak tylko zawodnicy z kontuzjami nie musza brać w nich udziału i wszyscy przez cały czas muszą być maksymalnie skupieni.

Elson Turner (asystent trenera Sacramento), przez 4 sezony grał w Dallas zanim w 1984 został oddany do Denver. „Moim nowym trenerem był Doug Moe. Na pierwszym treningu rzutowym  przezyłem istny szok. Niektórzy zawodnicy byli ubrani w stroje treningowe, inni mieli zwyczajne dresy, część nawet przyszła w jeansach. Doug siedział na ławce z boku, palił cygaro i żartował ze wszystkimi. Wszyscy zawodnicy robili swoje – część rzucała, część się rozciagała, kilka osób stało w grupkach i żartowali sobie. Zapytałem Douga co się dzieje, ten wzruszył ramionami, zaciągnął sie cygarem i powiedział: ‚to trening rzutowy. No dalej. Trenuj rzuty.’ I na tym się skończyło.”

Po treningu, większość zawodników udaje się na solidnych rozmiarów obiad. Zazwyczaj unika sie tłustego mięsa, smażonych rzeczy, zamiast tego w menu rządzą ryby, sałatki, makarony itd. Potem następuje czas rozmów z agentami lub prawnikami. Albo czas wolny (część trenerów przestrzega swoich zawodników przed „dzikim zyciem”, ale Dennis Rodman stwierdził kiedys, że sex przed meczem sprawiał, że gra mu się lepiej).

Czasami, zawodnicy muszą spędzić trochę czasu na wykonywanie czynności dla swoich sponsorów. Najbardziej znany przykład jak bardzo są to czynności ograniczane przez sponsorów pochodzi z czasów Patricka Ewinga. Kiedyś odwiedzał on szpital ze śmiertelnie chorymi dziećmy w Nowym Jorku. Po krótkim przemówieniu, dzieci, które się wokół niego zebrały zaczeły prosić o autografy. Nawet te, które miały tylko kilka tygodni zycia przed sobą usłyszały: „Nigdy nie rozdaję autografów w dzień meczu.”

Po spełnieniu wszystkich obowiązków, zawodnicy udają się na 45 minutową drzemkę.

771720684_a0f8b90a57Ciekawostka. Kiedy Stan Love był rzadko używanym rezerowym w Los Angeles (w latach 1973-75), musiał wymysleć swój własny rytuał meczowy. Zawsze spodziewał sie tego, ze cały mecz przesiedzi na ławce, ale po meczu chciał być czysty, nie mniej pachnący lekko pomeczowym potem. Dlatego, żeby nie chodzić pod prysznic po meczu, zawsze brał prysznic przed meczem w hotelu.

Od tego momentu, zawodnicy musza być psychicznie i fizycznie przygotowani do najwazniejszej części dnia.

Ale o tym, w części drugiej, która ukaże się już niedługo.

org. art.: http://msn.foxsports.com/nba/story/5311680
tłumaczenie: daveknot

Reklamy