Bucks

Obrona? Jaka obrona? (5-6)

Stało się to, co na dobrą sprawę przewidział cały koszykarski świat – Milwaukee poszli na wymianę ciosów z Lakersami i tym samym zakończyli serię 3 wygranych z rzędu. Swoją drogą, nawet statystyki pokazywały, że tego meczu nie  można było wygrać – Lakersi przegrali trzy mecze z rzędu w sezonie zasadniczym tylko raz w ciągu ostatnich… 1023 dni. Jeziorowcy tym samym stali się pierwszą drużyną, która rzuciła ponad 100 punktów Kozłom (w regulaminowym czasie), a Jennings z Bryantem stali się pierwszymi zawodnikami, którzy przekroczyli 30 punktów, czy to w barwach Bucks, czy też ich przeciwników. A po pierwszej połowie myślałem jeszcze, że powalczymy do końca, szczególnie po tym, jak Bucks trafili pierwsze 18 z 25 rzutów z gry, a na tablicy był remis po 41. Pół żywy siedziałem przed komputerem i nie wiedziałem, czy Gooden na prawdę trafia za trzy, Jennings trafiał z półdystansu jak nigdy i nawet Boykins zadziwiał floterami. Jedynym minusem w tamtym okresie było to, że Gasol i Odom trafiali wszystko co tylko się dało, a Salmons z Bogutem utrudniali sobie grę w ataku jak tylko mogli (o tym za chwilę).

Na początek słów kilka o Goodenie, który rozegrał najlepsze zawody w barwach Bucks. Nie dość, że trafiał trójki (!) to jeszcze walczył na desce jak mało kiedy (13 zbiórek). A czasami nawet bronił! Mam tylko nadzieję, że te rzuty za trzy to tylko jednorazowy dzień konia, a nie stała taktyka na kolejne mecze. W pierwszych pięciu latach kariery Drew trafił 30 ze 127 rzutów za trzy (24%), a w poprzednich trzech oddał już tylko 18 rzutów trafiając 1 (nawet nie wiem jak mało to procent).

Druga sprawa, to zbiórki ofensywne. Lakersi są póki co najlepiej zbierającą drużyną w ataku, ale po wczorajszym spotkaniu, Bogut miał więcej zbiórek na atakowanej tablicy  (9) niż cała drużyna z Los Angeles (8). I gdyby nie występ w ataku, Andrew mógłby zaliczyć spotkanie do jak najbardziej udanych. Niestety, 2-10 z wolnych to kompletna katastrofa, nawet jak na zawodnika, który nigdy nie był wybitnym specjalistą od rzutów osobistych. Do tego jeszcze doszło zderzenie z Maggette już na samym końcu spotkania, po którym Australijczyk z niemałym grymasem na twarzy trzymał się za niedawno złamaną rękę. Ten moment obudził mnie na tyle, że nie mogłem zasnąć aż do budzika o 5.30.

Z ciekawych rzeczy:

1. Bucks zdobyli 59 punktów, oddając (i trafiając) tylko jeden rzut osobisty! W drugiej połowie, gdyby nie wolne (16-26), zdobylibyśmy tylko 49 punktów. Skoro już o wolnych mowa, to jeszcze raz chętnie pojadę po 20% skuteczności z osobistych w wykonaniu Boguta. Tragedia!

2. Po tym meczu aż sześciu zawodników Bucks zdobywa średnio ponad 10 ppg: Jennings, Maggette, Salmons, Delfino, Bogut i Gooden. Jeśli tak ma wyglądać zbilansowanie drużyny walczącej o playoffy, to chyba powoli można już się cieszyć.

3. W końcu nieco więcej niż 20 sekund dostał Sanders. Wszedł na koniec pierwszej kwarty i kiedy myślałem, że już go więcej nie zobaczę, pojawił się też na początku drugiej kwarty. Od razu zablokował Blake’a. Chwilę później, znowu zablokował Devina Ebanksa. Szkoda tylko, że dobre bloki były zakończone faulem w obronie, potem stratą w ataku. Nie mniej, 4 minuty na parkiecie pozwoliły Sandersowi zostawić w końcu dobre wrażenie po sobie.

Ze smutnych rzeczy:

1. Mbah a Moute po prostu wczoraj nie istniał. Nie bronił, nie trafiał, praktycznie przeszedł obok meczu. To był jeden z tych dni, kiedy nie trafia się po prostu niczego. Gracze Lakers celowo zostawiali go wolnego na dystansie i na obwodzie, bo wiedzieli, że i tak nie trafi. W meczu nie trafił oczywiście niczego. A obronie też się zawiodłem – szczególnie Skilesem, który oddelegował Salmonsa do Bryanta, zostawiając Luca z Artestem. Szkoda, bo może gdyby zamienić krycie, udałoby się ograniczyć Bryanta poniżej 30 punktów. Może to trochę pomoże, ale to była pierwsza porażka Bucks, kiedy Luc wychodził w pierwszej piątce (4-0 do dziś).

2. No i skoro już o słabym kryciu mowa, nic mnie tak nie dobija, jak słabe faule w kontrze. Jak Kobe biegnie na lay-upa a Salmons delikatnie głaszcze go po ręcę a akcja kończy się 2+1, mam ochotę rzucić czymś w monitor. Potem to samo w wykonaniu Jenningsa na Brownie. I kolejne 2+1. Mam nadzieje, że to taki jednorazowy wybryk i Skiles w końcu nakaże solidne walenie po łapach, żeby nie było and one’ów, albo po prostu powie zawodnikom, żeby schodzili z drogi. Z resztą, co tu  dużo pisać, popatrzcie na pierwszą akcję z poniższego filmu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s