Na przełomie lat 70 i 80, już po tym jak odszedł z Portland do San Diego Clippers, Bill Walton został ubrany w garnitur i zaproszony do udziału w Hollywood Squares. Peter Marshall, główny prowadzący show, był zachwycony możliwością spotkania się z Waltonem. Z drugiej strony, Walton, słabo zaznajomiony z telewizyjnymi teleturniejami był zdecydowanie mniej zachwycony tym spotkaniem („Kim jest ten facet?” – pytał). Na szczęście, występ Waltona można było zaliczyć do udanych. Ich początkowa rozmowa wyglądała w ten sposób:

Marshall: Czy Louis Leakey – wspaniały antropolog – miał rację mówiąc, że jednym z powodów dla których ludzkość przetrwała w starożytnych czasach było to, że człowiek śmierdział tak mocno, że żadne dzikie zwierze nie chciało do niego podejść?

Walton (po chwili ciszy): Sam śmierdzisz.

Warto dodać, że Walton był wegetarianinem i słynął z tego, że na początku kariery w Portland nieustannie narzekał w szatni na to, że jego koledzy potwornie śmierdzą. Przezywał ich nawet „mięsożercami”.

Źródło: „The Breaks of the Game”, D. Halberstam

—–

Tym optymistycznym akcentem chciałem zapoczątkować nową drobną rzecz na blogu. Ponieważ dużo ostatnio czytam, mam też całkiem sporo pozakreślanych linijek w książkach. Czemu więc się nimi nie dzielić? Będą to głównie krótkie teksty opowiadające o życiu zawodników, głównie ciekawostki, nawyki, czy absurdalne zachowania (o czym w następnym odcinku). Póki co jesteście skazani na końcówkę lat 70 i początek 80. Jak przerobię Halberstama, przeniosę się na bardziej współczesne lata.

Reklamy