Wszystko wskazuje na to, że przed czwartkowym draftem Bucks nie wymienią z nikim swojego #12 numeru. Pomimo tego, że John Hammond bardzo lubi wymiany w okresie około-draftowym, to tylko raz w swojej karierze GMa zdecydował się na handel pickiem. Trafiłem też na artykuł na rantsports, który sugeruje nawet możliwość oddania Jenningsa jeśli będzie pewne, że w drafcie da się wyłowić Austina Riversa, jednak podchodzę do tego sceptycznie, głównie z tego względu, że Bucks jednak będą się decydowali na wybór ofensywnego centra niż kolejnego gracza obwodowego. Co ciekawe, również Chad Ford w swoim najświeższym mocku mówi o tym, że Kozły zdecydują się na Terrance’a Rossa z Waszyngtonu, który wcześniej odmówił udziału w przed draftowych treningach w Milwaukee…

Potwierdza to tylko jedną rzecz – mimo, że nasza luka pod koszem jest większa od dziury w ziemi koło wrocławskiego stadionu, to jednak atletyczna trójka potrafiąca dobrze rzucać za trzy jest również łakomym kąskiem. W sumie się nie dziwię, bo nie pamiętam, kiedy był ostatni raz, żeby Bucks mieli tego typu zawodnika w składzie. Tim Thomas, Desmond Mason, Bobby Simmons, Ruben Patterson, Charlie Bell i teraz Carlos Delfino to nazwiska które przychodzą mi w tej chwili do głowy i które potwierdzają, że Bucks chorują na poważną desmondomasonofobię, czyli mamy atletycznych skrzydłowych, których zasięg rzutu niestety kończy się na pomalowanym.

Dewizą Bucks jest „branie w drafcie najlepszego aktualnie dostępnego zawodnika”. Meyers Leonard, którego wiele osób widziało by w Milwaukee moze uciec z #9 do Detroit. Kolejny ciekawy wysoki w tych okolicach to Perry Jones, ale on z kolei wydaje się być wielką niewiadomą. Na szczęście za parę dni skończy się draftowa szopka i zaczną się prawdziwe emocje związane z wymianami.

Advertisements