Daveknot junior obudził się tuż po czwartej lekkim, ale skutecznie wybijającym ze snu marudzeniem, co uznałem za sygnał do podniesienia tyłka z łóżka i przeniesienie się do salonu na mecz. Czysta ciekawość spowodowała, że włączyłem Suns z Golden State – napompowany jak nigdy Gortat kontra niszczący go jakiś czas temu Bogut (który muszę przyznać zaczyna powoli aspirować do najbardziej zarośniętego zawodnika ligi). Do spotkania włączyłem się niestety dopiero na niespełna trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty przy remisie  64-64, tuż przed czwartym faulem Gortata, który natychmiast wysłał go na ławkę (i miał z niej wrócić dopiero na 4 minuty przed końcem meczu, o czym wtedy jeszcze niestety nie wiedziałem. Dodatkowo pierwszą piłkę dostał od Dragicia na 2:50 przed końcem, ale oddał ją od razu do Scoli nie patrząc nawet w stronę kosza. Jeszcze wtedy też nie zdawałem sobie sprawy z tego, że będzie to jego jedyny kontakt z piłką w czwartej kwarcie). Kilka luźnych przemyśleń pisanych w przerwach meczu:

  • Przez ostatnie dwie minuty trzeciej kwarty Suns bez punktu z gry. Dopiero Brown na 11:19 przed końcem meczu trafił długi rzut na wprost kosza. Podobnie z resztą grali Warriors, którzy w pewnym momencie mieli 22% z gry w II połowie.
  • Czwarta kwarta zaczęła się od dobrej obrony Suns i dwóch prawie przechwytów Telfaira. Potem Sebastian trzeci raz w ciągu dwóch minut wyjął piłkę z rąk Curry’ego i wydawało się, że Suns mają ten mecz pod kontrolą – prowadzili wtedy +6.
  • Oglądając czwartą kwartę miałem wrażenie, że jestem w takcie odbywania kary za jakiś drobny występek, bo tego, co prezentowały obie strony nie można było zaliczyć do przyjemności. Wystarczy wejść na boxscore’a i popatrzeć na skuteczność z gry i będziecie wiedzieli, o czym mówię.
  • Momentami za późne powroty do swojego zawodnika przy rotacji, jak Gortat wychodził nieco wyżej do bloku. Dwa razy Warriors rzucili tak trójkę, jak Marcin wracał do swojego zawodnika pod kosz i oddawał gracza obwodowego.

  • W ostatnich dwóch minutach Dudley popisał się przechwytem, Dragić wyprowadził szybką kontrę, oddał do Jarreda, który stał wolny na trójce, ale co było do przewidzenia patrząc na poprzednie rzuty, oczywiście nie trafił. To był ten moment, kiedy publiczność była nabuzowana i nie było innego wyjścia, jak zakończyć akcję punktami i praktycznie zamknąć mecz. 
  • PJ Tucker wszystkie swoje punkty zdobył w IV kwarcie. Ledwo co zagrał w spotkaniu, ponieważ z okazji Halloween, Suns schowali maskotkę do kosza na śmieci i uposażyli ją w mini wuwuzelę. Kiedy zawodnicy Słońc szli do szatni, maskotka wyskakiwała głośno z kosza i straszyła kogo tylko się dało. Tucker o mało nie zszedł na zawał. A w ostatnich 12 minutach siał postrach pod koszem Warriors: cztery punkty zdobył po zbiórkach ofensywnych.
  • Na minutę przed końcem Gortat nie przejął po zasłonie i Suns stracili łatwo punkty (87-84 dla Warriors). Ostatnia akcja na 8,7 sekund przed końcem meczu została dobrze rozpisana  ale rzucający za trzy Dudley znowu chybił, a zbiórka w ataku na nic się zdała. Niestety Suns przegrali swój pierwszy mecz w sezonie.* (*pisanie przed końcem TO). W rzeczywistości ostatnia akcja przerodziła się w trzy, bo Warriors ani razu nie dopuścili do rzutu za trzy dwukrotnie faulując. W końcu na linii wolnych stanął Dragić, który raz spudłował. Na drugim koszu nie popisał się fatalnie grający Curry i też podzielił osobiste. Przy -2 na 5 sekund przed końcem Suns wyprowadzali piłkę spod kosza, ale Dragić zbyt późno oddał piłkę i drużyna Gortata musiała pogodzić się z pierwszą w tym sezonie porażką. Wnioskując po tym, co zobaczyłem, odnoszę wrażenie, że godzenie się z porażką będzie musiało wejść w krew drużynie z Phoenix.
  • Warriors zostali uratowani przez Landry’ego i Rusha, którzy jako jedyni zagrali na poziomie. Nie popisał się za to Curry, który w dzień meczu podpisał nowy, czteroletni kontrakt i mecz zakończył trafiając 2 z 14 rzutów (0/6 za trzy) i zdobywając w sumie 5 punktów. Ale nie ma się co dziwić – z tego co dobrze kojarzę, dopiero wrócił do gry po kolejnym skręceniu kostki, tej samej, która wykluczyła go na ponad 40 spotkań w zeszłym sezonie. Co jak co, ale 11 milionów za sezon dla takiego zawodnika to zdecydowanie za dużo (boję się, że to jest kwota, która będzie widniała przy nazwisku Jenningsa od nowego sezonu – być może jednak nie w Bucks).
  • Suns póki co nie wyglądają na zespół, który miałby walczyć o awans do playoffów z bezpiecznego miejsca. Dopóki ich atak będzie koncentrował się na penetracjach Dragicia, odrzucaniem na obwód i liczeniem, że wpadnie trójka, dopóty myślę, że ciężko będzie mi się ponownie włączyć na jakieś ich spotkanie. A szkoda, bo defensywnie Gortat popisał się z dobrej strony (mimo kilka błędów w przekazaniu), 10 punktów, 9 zbiórek i 5 bloków (z czego jeden bardzo przyjemny monster na Bogucie) to całkiem rozsądnie prezentujące się statystyki na dzień dobry.
Reklamy