Często przy okazji meczów Bucks wspominam o tym, jak ważne jest wykonywanie dużej liczby osobistych w meczu i narzekam, kiedy Kozły przedkładają rzuty z dystansu nad wchodzenie pod kosz i wymuszaniem fauli. Ostatnim Kozłem, który był w tym (tym = wymuszaniem fauli) doskonały był Maggette, który wiadomo, oprócz bycia czarną dziurą na parkiecie, potrafił nawet podczas tragicznej dyspozycji rzutowej wymusić 15+ osobistych i skończyć mecz z dobrym dorobkiem punktowym.

Na oficjalce Bucks pojawiła się bardzo ciekawa statystyka obnażająca wszystkie nasze wady jeśli chodzi o rzuty wolne.

Przedstawiona powyżej zasada FT/FGA oznacza częstotliwość lądowania na linii rzutów wolnych w stosunku do oddanych rzutów z gry. Możemy to rozpatrywać z defensywnego i ofensywnego punktu widzenia, ale najdokładniej wszystko widać na grafice. Jak to czytać? Lakers, prowadzeni przez Kobego, który w NBA był trzecim zawodnikiem najczęściej rzucającym wolne (lepiej od niego tylko Durant i James), mieli 8 najlepszy stosunek oddawanych osobistych w lidze. Nuggest rzucali najczęściej w lidze spod samego kosza, co przeniosło się na czwarty najlepszy w lidze stosunek wolnych, z kolei Thunder nie mieli sobie równych jeśli chodzi o rzuty wolne. Durant (1), Westbrook (5) i Harden (8) zajmowali miejsca w pierwszej dziesiątce oddawanych osobistych. Z drugiej strony mamy najsłabsze drużyny w tym rankingu. Raptors faulowali tak dużo, że w jednym meczu z Memphis obie drużyny oddały w sumie aż 89 wolnych. Warriors również częściej pozwalali przeciwnikom stawać na linii osobistych, niż sami to robili. 

Bucks? Ich najlepszy wynik w zeszłym roku to 30 osobistych w wygranym meczu z Heat. W sumie zajęliśmy 8 miejsce w lidze rzucając średnio wolne z 77% skutecznością, ale już 19 miejsce pod względem liczby oddawanych rzutów. Najlepiej notowanym zawodnikiem był Jennings (44 w lidze).

Wnioski nasuwają się dokładnie te same, co po niektórych meczach. Im częściej Jennings z Ellisem lądują na linii rzutów wolnych, tym lepiej dla drużyny. Na przykładzie Brandona widać już duży postęp w porównaniu z debiutanckim sezonem – nasz rozgrywający z meczu na mecz stara się oddawać co raz więcej rzutów spod kosza kosztem dalekiego dystansu. Teraz musi się tylko nauczyć, w jaki sposób wymuszać faule, kiedy nie będzie miał szansy zakończyć akcji punktami. Zagadką dla mnie jest Ellis, który jest ultra ofensywnym slasherem. Powinien lądować na linii wolnych częściej niż średnio 4 razy w sezonie 2011-12. Ale do tego musi trochę poświęcić swoje wątłe ciało i przestać bać się kontaktu w powietrzu. Pozytywnie nastrajają Udoh z Harrisem. Ten pierwszy chyba sam zdał sobie sprawę z prostej zależności, że im częściej będzie rzucał wolne, tylko w końcu lepszą będzie miał skuteczność. Tobias z kolei już nie raz udowodnił, że dobrze czuje się w pomalowanym i wie, w jaki sposób wymuszać faule. Tak więc kolejna rzecz do ciągłej obserwacji u Bucks (po stratach i blokach) – najpierw jak często rzucamy wolne, a potem, z jaką skutecznością. I, najważniejsze pytanie, czy sukcesy na tym polu przełożą się na wygrane?

Reklamy