Przegrana z Miami pokazała kilka rzeczy:

  • że potrafimy się podnieść, kiedy leżymy na obu łopatkach z nogami do góry  i bezradnie przyglądamy się, jak nas posuwają w tyłek (run 20-5 z mistrzami NBA na ich parkiecie),
  • że nie potrafimy grać w końcówkach,
  • że Ersan Ilyasova jest w tej chwili najbardziej żałosnym zawodnikiem w całej NBA,
  • że Dalembert obudził się na dobre,
  • że gramy naprawdę ultra ofensywną koszykówkę, nastawioną na kontrę i w grze pozycyjnej czujemy się jak nasza reprezentacja Polski, tyle że na Prozacu,
  • że Ellis nadaje się do gry w Bucks tylko wtedy, jak penetruje albo podaje i nie musi bronić albo rzucać z dystansu,
  • że mamy skład 12 wyrobników, którzy nigdy nie wiadomo kiedy i czym nas zaskoczą.

Ale po kolei, skupmy się na kilku spostrzeżeniach po ostatnim spotkaniu z Heat.

 Rzucony Lebronowi na pożarcie Tobias Harris sprawdził się bardzo dobrze nie tylko w ofensywie, ale co najważniejsze w defensywie. Nie zagrał wybitnego meczu przeciwko MVP, ale pokazał, że potrafi odpowiednio ściąć pod kosz, złamać zagrywkę czy ustawić się w idealnym miejscu do rzutu za trzy. Zdobył pierwsze 7 punktów drużyny i wyglądało na to, że dostanie w końcu nieco więcej minut, niż w poprzednich meczach. Nie zagrał ani przez sekundę w czwartej kwarcie z powodu Dunleavy’ego, Udoha i Hensona i myślę, że momentami mógłby dać chwilę oddechu głównie dla Udoha, który w ostatnich minutach ledwo nadążał za robiącym praktycznie wszystko Jamesem.

 Dobrze, mimo fatalnej skuteczności z gry, zagrał też Jennings, który był przydatny szczególnie w defensywie (przechwyty!) Można się przyczepić, że zaczął (na spółę z Ellisem) od 0-9 i że nie rzucił niczego w czwartej kwarcie i dogrywce (odkąd krył go James). Ale gdyby nie on w drugiej i trzeciej kwarcie, to w ogóle nie moglibyśmy mówić o wyrównanym meczu. Jak wpadnie w szał i rzuca praktycznie z zamkniętymi oczami, to oglądanie go jest czystą przyjemnością.

 Henson był fantastyczny i doskonale wykorzystał prezent od Sandersa w postaci głupiego usunięcia z gry. Byłem pod wielkim wrażeniem jego gry bez piłki i tego, z jaką łatwością dochodził do dogodnych pozycji do zbiórek w ataku (sztuk 8). Mimo budowy anorektycznego 14-latka o twarzy czarnego Ole Gunnara Solskjera zaskakiwał w bezpośrednich pojedynkach z Boshem, kiedy nie bał się kontaktu i parł co sił pod kosz. Co by dużo mówić – 27 minut na parkiecie z ławki, 17 punktów (rekord kariery) i 18 zbiórek (rekord kariery) + jedyny w historii taki wyczyn debiutanta wchodzącego z ławki, dało mi wiele do drapania po głowie z niedowierzania. Wygląda w pełni gotowego, żeby zająć powoli miejsce pod koszem zajmowane przez Ersana, który zasłużył sobie na 2-3 tygodniowe wakacje z Goodenem, z dala od koszykówki.

 Gramy swoje, gramy szybko i bazujemy w dużej mierze na zapieprzaniu do przodu i szybkiej wymianie podań. I o dziwo, wtedy nie tracimy piłek. Kiedy stajemy twarzą w twarz z half court offence, mamy problemy z rozegraniem akcji, skupiamy się w dużej mierze na indywidualnych umiejętnościach naszych obwodowych i zdecydowanie gorzej wypadamy w ataku. Cieszy jednak to, że nawet mistrzowie NBA nie byli w stanie spowolnić ataków, które momentami przebiegały perfekcyjnie. Tak na marginesie, Ellis ma doskonały pierwszy krok, łatwość mijania obrońców, dobrą skoczność i zwinność i jest niezwykle skuteczny, jak dogrywa pod kosz po penetracjach. Dlaczego tylko skupia się w tak dużym stopniu na waleniu cegieł za trzy i półdystansu, z nieprzygotowanych pozycji, czasem nawet nienaturalnie zgięty w pół jak jakaś artretyczna ukraińska prostytutka, której syberyjski mróz wykręca kończyny? Nie mam pojęcia.

 Nie mam też pojęcia i boli mnie to aż do teraz, dlaczego:

  1. Ostatnia akcja była przygotowana na izolację dla Ellisa, który wcześniej nie trafił niczego i jeszcze ani razu nie miał pewnej ręki w końcówkach kwart?
  2. A skoro już Ellis miał wolność do klepania przez 15 sekund w miejscu, dlaczego w tej ostatniej akcji nie zdecydował się na chociaż próbę minięcia obrońcy w izolacji i wymuszenia faulu? Śmiem twierdzić, że Jennings w podobnej sytuacji zachowałby się identycznie, dlatego osobiście bym zaryzykował i dał piłkę w tym meczu albo Udrihowi, albo rozrysował coś pod spot upa Dunleavy’ego. Najwyżej by stracili / nie trafili.

 Rzecz trochę związana z tym, co napisałem powyżej odnoście Ellisa. Dalej nie wchodzimy pod kosz i nie wymuszamy fauli, tylko albo odrzucamy na obwód i walimy trójki, albo od razu rzucamy z półdystansu. Nie zdobędziemy mistrzostwa bez agresywności i odpowiednio częstych wizyt na linii rzutów wolnych, to pewne. Dlatego trzeba zrobić jak najlepszy użytek z naszych filigranowych rozgrywających, którzy np. jak Jennings, zamiast skupiać się na floaterze z biegu, mógłby robić ten krok dalej i próbować skończyć akcję 2+1 (vide Dunleavy, czy Udrih, którzy nie mają problemów z penetracją i wymuszaniem przewinień).

 Są też momenty, kiedy zawodzi całkowicie nasza obrona pod koszem. Co dziwi, kiedy na parkiecie są równocześnie Dalembert, Sanders i Udoh/Ilyasova. Ersan to już osobny temat, bo wczoraj do nietrafiania dodał też niezbieranie i największą parkietową apatię, jaką widziałem w życiu. Jakby się nawpieprzał naleśników w szatni i męczyły go wzdęcia.

Ogólnie nie mogę za bardzo narzekać na chłopaków, bo pokazali charta walki i napędzili mistrzom niemałego stracha. Potrafili nadrobić 18 punktową stratę i do odpalenia zwycięskiego cygara zabrakło naprawdę niewiele. Jest szansa, że w razie ewentualnego pojedynku w pierwszej rundzie PO, będzie na co popatrzeć.

Reklamy