Bucks – Heat 104 – 85

Gracze Heat przyjechali do Milwaukee spodziewając się spokojnego spacerku po słonecznych polach pełnych kartofli i kukurydzy. Nie spodziewali się jednak tego, że przywita ich śnieg i zima i chyba ten fakt tak ich cholernie zdezorientował, że po wyjściu na parkiet popełnili szybkie 3 niewymuszone straty z rzędu. I to była historia tego meczu – straty Miami (20 w meczu) były zamieniane na kontry i łatwe punkty Bucks (21 punktów z kontry). Dla porównania Bucks popełnili jedynie 5 strat w całym meczu (3 Mbah a Moute) i stracili  po nich jedynie 2 punkty (Bucks zdobyli 25 punktów z 20 strat Heat). Kiedy na tablicy wyników mieliśmy 16 punktową przewagę nic nie zapowiadało tego, że w trzeciej kwarcie wrócimy do grania dobrego, starego beznadziejnego ataku. 4/22 z gry w tym okresie gry pozwoliło Żarom błyskawicznie nie tylko odrobić straty, ale i wyjść na 7 punktowe prowadzenie. Przełom 3 i 4 kwarty to jednak powrót do dobrej defensywy i skutecznego ataku Kozłów, dzięki czemu udało się wygrać ostatnią odsłonę różnicą 21 punktów i przypieczętować potwornie ważne dla nas zwycięstwo (z bilansem 16-12 zrównaliśmy się na pierwszym miejscu w dywizji).

1. Larry Sanders

Larry był nie do zatrzymania pod koszem (8/11 z gry) i co prawda wygrał bezpośredni pojedynek punktowy z Boshem (12 punktów, 5/14), ale dał sobie parę razy zebrać piłkę spod nosa. Ogólnie po raz kolejny widać było, jak ciężko jest zatrzymać Larry’ego jak dostanie idealne podanie pod samym koszem, ewentualnie w trumnie. Na samym początku zelektryzował publiczność wsadem w kontrze, potem zniszczył Chalmersa wysyłając jego rzut w trybuny, a kiedy w końcu schodził po raz ostatni z parkietu zaczął dodatkowo porywać publiczność do głośnego dopingu dynamicznie unosząc ręce jak na tytułowym zdjęciu na blogu. Jak tak dalej będzie grał, to zacznę się martwić o to, jak bardzo skoczy jego cena w przyszłym roku, jeśli w tym zdobędzie MIP.

2. Brandon Jennings

Ponownie był największym kozakiem w drużynie, tym razem niekoniecznie wyłącznie w złym znaczeniu. Miał swój signature move ze trzy razy po wejściach pod kosz, ale oprócz tego dojrzałem coś więcej. Miał wzrok, jakiego zawsze mi brakuje o Howarda, Bradley’a czy innych gigantycznych centrów z osobowością dwunastoletnich dziewczynek. Kiedy w kontrze sfaulował go Chambers, prawie zabił go spojrzeniem. Dokładnie to samo spojrzenie spaliło co najmniej dwunastu kibiców siedzący w pierwszym rzędzie pod koszem kiedy w czwartej kwarcie trafił trójkę w ostatnich sekundach akcji. Trafił 50% z gry, ale tylko 2/7 za trzy, był najlepszym strzelcem zespołu, drugim podającym i przechwytującym. Jego bezpośrednia rywalizacja z Chambersem nie elektryzowała, głównie przez to, że Mario jedną nogę zostawił w Miami. Nie mniej muszę oddać Brandonowi to, co mu się należy. Nowa fryzura przyniosła ze sobą dobrą grę Jenningsa.

3. Mike Dunleavy

Twittowałem w trakcie oglądania meczu, że dobrze grający Sanders, Udrih i Dunleavy powodują, że na dobrą sprawę niepotrzebni są nam Ellis z Jenningsem. Co zrobił kapitan Mike? Otarł się o triple double grając przez 26 minut z ławki: 18punktów, 9 zbiórek, 6 asyst i 3 przechwyty. Kiedy był na parkiecie, nie mieliśmy żadnego problemu z wykańczaniem akcji w ataku. Dawał nam to, co daje zawsze – pewny rzut za trzy, od czasu do czasu dynamiczne wejście czy zakończenie akcji spod samego kosza. I jak zwykle, jego trójki porywały publiczność, bo bardzo często (dziwnym zbiegiem okoliczności) wpadały akurat wtedy, kiedy momentum leżało po stronie Miami.

4. Monta Ellis

Nie wiem kiedy udało mu się rozdać te 9 asyst, natomiast pamiętam 5 przechwytów – 2 z nich to faktycznie zasługa Ellisa, w pozostałych piłka po prostu wpadła mu w ręce przez niefrasobliwość graczy Heat i stanie w dobrym miejscu w dobrym czasie. Cudem jest że trafił 2 trójki w czterech próbach, bo w pozostałych 12 rzutach pomylił się aż 8 razy. Najważniejsza część meczu w jego wykonaniu to wideo, w którym porównuje się do Wade’a i przekonuje, że jest tak samo dobry, jak on. Momentami przykro się patrzyło na to, co robił z nim Wade, bo Monta nie potrafił się przeciwstawić ani przy post upach, ani przy rzutach z półdystansu Dwyane’a. Co więcej, Ellis nie oddał ani jednego osobistego, co doskonale świadczy o tym, jak mało agresywny w ataku był w tym meczu. Pewnie gdybyśmy nie wygrali, to miałbym nieco większą motywację, żeby go skrytykować.

5. Mbah a Moute

Zająłby wyższe miejsce gdyby nie te nieszczęsne 3 straty oraz pudła spod samego kosza. Straty przede wszystkim spowodowane były zbyt głębokimi wejściami, po których nie wiedział co zrobić z piłką. Pudeł spod kosza nie jestem w stanie wytłumaczyć i nawet jedna celna trójka z narożnika boiska nie jest wstanie wymazać niezbyt dobrego wrażenia ofensywy Richarda. Oczywiście miał kilka dobrych wejść pod kosz i efektywnych (tak, nie mylicie się) minięć i pivotów, ale generalnie znowu było widać, że im więcej czasu Luc ma piłkę w rękach, tym gorzej wychodzi na tym drużyna. W defensywie również nie można powiedzieć, żeby był Lebron stoperem, chociaż parę razy udało mu się dość mocno utrudnić rzut.

Advertisements