Lakers @ Bucks 103 – 113

Dwie rzeczy, które gdyby ktoś mi powiedział przed meczem z LAL to bym go wyśmiał:

1. Larry Sanders będzie naszą główną opcją w ataku i nie dość, że nie da się zdominować Dwightowi, to jeszcze skończy mecz z lepszym indywidualnym wynikiem.

Fakt, w kilku akcjach, szczególnie na początku meczu zanim zszedł za dwa szybkie faule, Dwight dominował pod koszem Bucks. Przestawiał Sandersa gdzie i ja tylko chciał, ale odkąd na ofensie złapał go Ilyasova, przestał być tym samym zawodnikiem. A raczej nie dostawał już tylu szans. Biorąc pod uwagę przewagę, jaką mieli pod koszem Lakers, głównie kiedy Ersan udawał, że broni Gasola (co kończyło się prawie za każdym razem podwajaniem), jestem nieco rozczarowany (zaskoczony?) tym, jak mało piłek dostawali wysocy pod kosz.  Sanders z kolei, przeciwko najlepszemu wysokiemu obrońcy w NBA zaliczył swój pierwszy mecz w karierze z ponad 20 punktami, nie marudził i nie kłócił się z sędziami, miał co najmniej tyle samo (albo i więcej) wsadów co Dwight i zaliczył swoje 9 double-double w ostatnich 10 meczach. Pasuje?

2. Nasza pierwsza piątka zdobędzie 84% naszych wszystkich punktów i poprowadzi nas do zwycięstwa zespołową grą.

Nie tylko tyle. Nasza pierwsza piątka miała w tym meczu 54% z gry i 43% za trzy. Jennings wrócił zza światów i po wczorajszej klęsce zagrał solidne spotkanie, kilkukrotnie objeżdżając Nasha w profesorski sposób. Bardzo mnie ciekawi, jak zareaguje na to, że Boylan znowu posadził go na ławce na ostatnie 6 minut meczu. Oficjalne tłumaczenie było takie, że zamierzał go wpuścić w każdej chwili, ale przebywający na parkiecie skład radził sobie doskonale w końcówce i nie chciał niczego zapeszać.

Drugi skład zawiódł całkowicie, nie tylko w statystykach. Kiedy rezerwowi pojawili się na parkiecie na przełomie pierwszej i drugiej kwarty, Lakers zaliczyli w sumie run 18-2 i wyszli na 13 punktową przewagę. Dopiero powrót pierwszej piątki zainicjował szybką serię 18-8 dla Bucks.

Było to kolejne spotkanie, po którym zastanawiam się, co przed czwartą kwartą wącha Ellis, bo znowu widzieliśmy w niej innego zawodnika. Teraz w ostatniej odsłonie zdobył 8 punktów (4/7), ale w ostatnich 5 spotkaniach trafia z 56% skutecznością z gry i 54% za trzy w ostatnich kwartach.

Szybka, radosna koszykówka napędzana przez Jenningsa pozwoliła nam też zdobyć aż 30 punktów z kontry, czego nie widziałem już dawno w wykonaniu Bucks. Ciekawe, czy podanie Ersana przez całe boisko trafi do jakiegoś TOP10, ewentualnie jeden z wielu fake’ów za plecami Jenningsa, który prowadził do łatwych punktów po wsadach Sandersa albo Danielsa.

Zawsze przyjemnie jest wygrać z Lakers, nawet kiedy wygrana nie zwiększa za bardzo naszych szans na poprawę sytuacji przed pierwszą rundą. Było to jednak kolejne spotkanie, które pokazało, że Kozły potrafią grać radosną, szybką i przede wszystkim skuteczną koszykówkę, tyle tylko, że za przeciwników potrzebują przestarzałych i zmęczonych po back-to-backów Lakers. Jakby na to zwycięstwo nie patrzeć, miło było widzieć Larry’ego, który w charakterystyczny dla siebie sposób zachęcał rękami do głośniejszego dopingu na 38 sekund przed końcem meczu, kiedy prowadziliśmy spokojnie 8 punktami. Przyjemnie się też oglądało Danielsa, który dwoił się i troił przy Bryancie, zmuszając go do nabijania punktów z osobistych a nie z gry. Fantastycznym uczuciem było oglądanie Sandersa momentami nie robiącego sobie wiele z obrony Howarda.

Oby tylko to zwycięstwo nie zaostrzyło nieco mojego apetytu przed piątkowym spotkaniem z Thunder…

Reklamy