Bucks @ Heat 87 – 110

Zgodnie z przewidywaniami, pociąg z Miami rozpędził się do szaleńczego tempa już na samym początku swojej trasy do mistrzostwa, nie zatrzymał się na żadnej pośredniej stacji i z piskiem wyhamował tuż po gwizdku, sygnalizującym koniec męczarni Kozłów.

Dlaczego męczarni? Pomijam już to, co z nami zrobił Lebron. Uwaga zwraca szczególnie szczelna defensywa Heat, przy której jako zespół byliśmy całkowicie bezradni. Jedynie Jennings i Ellis byli w stanie indywidualnymi akcjami zdobywać punktu, co jest wodą na młyn Heat. Nie było tego, co miało nam przynieść zwycięstwo – gry z kontry, ruchu bez piłki, zespołowej koszykówki.

Mimo, że Bucks trzymali się w miarę przez pierwsze trzy kwarty, dopiero w czwartej wynik zaczął odzwierciedlać bardziej to, co działo się na parkiecie. Skuteczność z gry Heat 56% – Bucks 41%. Zbiórki 46 – 31 dla gospodarzy. Do tego zmiażdżyła nas ławka Heat – Allen 20 punktów na 13 rzutach, Birdman 10 punktów i 7 zbiórek (co ciekawe, kiedy Andersen gra, Heat są 40-3 w tym sezonie).

Szkoda, że nie zobaczyliśmy w tym meczu niczego, co mogłoby dawać szansę na chociaż jedno zwycięstwo w meczu wyjazdowym. Dopóki gramy dwoma zawodnikami, dopóty sweep nie przestanie być najbardziej oczywistym finałem tej pary.

Luźne przemyślenia:

  • Nie dziwi to, że Lebron ma siłę do gry w ataku, skoro w obronie może kompletnie ignorować Danielsa/Moute’a. Nawet jak ich zostawi niekrytych to albo zgubią piłkę, albo uszkodzą kamerzystę efektownym airballem z dystansu.
  • Zawiódł stary, dobry, łapiący faule co 20 sekund Larry, a bez niego na parkiecie, byliśmy fatalni. Co do reszty nie można mieć pretensji.
  • Nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego, co siedziało w głowie GMów budujących tą drużynę i liczących, że będziemy się liczyli w przyszłości.
  • Haslem zniszczył Ersana w defensywie do takiego stopnia, że ten drugi nie chciał potem patrzeć w stronę kosza. A jak miał czyste pozycje, bo udowadniał, że trzęsącymi się rękami nie da się dobrze rzucić. Poza tym, Heat są fantastyczni w rotowaniu na obwodzie, przez co JJ, Ersan czy Dunleavy mieli problemy z celnością.
  • Boylan ponownie pokazał, że nadaje się do prowadzenia drużyny NBA w takim stopniu, jak Paris Hilton mogłaby zostać twarzą Mensy. Zero jakichkolwiek reakcji na to, co się dzieje na parkiecie. Brak zmian, minimalnej nawet motywacji, nie brał czasów kiedy by się przydały.
  • Boję się, że kolejne trzy mecze utwierdzą mnie w przekonaniu, że przed nami OLBRZYMIE zmiany personalne. Trade Ersana, Moute out, JJ do widzenia, Daniels również, amnestia dla Drew. Ciekawe tylko, czy zdecydują się na to, że Jennings rozwinie się pod okiem nowego trenera, czy damy sobie również spokój zarówno z nim, jak i z Ellisem. Tak czy inaczej, poważne przemeblowanie.
  • Chciałbym zobaczyć Hensona startującego w drugim meczu w miejsce Ersana. Przynajmniej zwiększyłby naszą aktywność na atakowanej desce. Dlatego może warto spróbować z Dalembertem zamiast Udoha, żeby nie być znowu zniszczonym na tablicach?
  • Przekonałem się, że chyba nie warto będzie wstawać w nocy na mecze tej serii. Z całą sympatią do Bucks, szkoda mi snu na takie widowiska. A znając życie, jak tylko nie wstanę w nocy, zagramy wyśmienity mecz.

Nie nastawiam się na nic w kolejnych meczach i każdą porażkę mniejszą niż 10 punktami przyjmę z otwartymi rękami. Ale, trzymając się zapowiedzi Jenningsa, czeka na teraz seria wygranych Kozłów…

Reklamy