W przypadku Bucks mam wrażenie, że tytułowy aforyzm działa na fanów tej wiecznie przeciętnej drużyny podwójnie. Z jednej strony nie pozostaje nam teraz nic innego, jak cierpliwie czekać na dalszy rozwój sytuacji. Z drugiej – na naszych oczach jedna z najmniej lubianych drużyn w lidze powoli popada w ruinę.

Nie można mówić o tym, że Bucks tankują przyszły sezon już teraz. Wiem, że wizja najlepszego od lat draftu, w tym Weedena z #1 jest kusząca, ale Kohl, słynący z tego, że dopóki będzie szył i szefował w Bucks, będziemy zawsze zajmowali 8-9 miejsce na wschodzie, nie pozwoli, żebyśmy stoczyli się jeszcze niżej. Hammond się starał i pewnie nadal robi wszystko, żeby tylko jeszcze bardziej się nie ośmieszyć. Mam jednak nieodparte wrażenie, że od kilku dni, koszykarscy Bogowie zdecydowali się popełnić gwałt zbiorowy na biednej drużynie z Milwaukee, a teraz, kiedy dalej odczuwamy pieczenie, posypują nas z szyderczym uśmiechem tonami szczypiącej soli.

1. Zaczęło się od tego, że Dunleavy podpisał dwuletni kontrakt wart 6 milionów z Bulls. Bardzo dobry ruch dla Byków, dla których był to najważniejszy i priorytetowy zakup tych wakacji. Ja oczywiście lekko łkałem, kiedy nie dość, że straciliśmy naszego kapitana na rzecz głównego lokalnego rywala, to jeszcze zawodnika, który wchodząc z ławki potrafił całkowicie odmienić ofensywę Bucks. Zaoszczędziliśmy tym samym 4,9milionów rocznie.

2. Potem mieliśmy ratować najgorszy trade w historii (JJ za Tobiasa) proponując wymianę Clippers i ściągając Bleadsoe. Twitter ćwierkał do czerwoności, aż w końcu zwymiotował na mnie prosto z monitora informację, że Bucks i LAC dogadali się w sprawie transferu. Dostaliśmy 2 picki w drugiej rundzie draftu, straciliśmy JJa, a Bledsoe trafił do PHX, którzy niespodziewanie dołączyli do wymiany i w błyskotliwy sposób zgarnęli nam zawodnika, który i tak nie miał zbytnio ochoty dla nas grać. Pozazdrościłem wtedy kibicom, którzy wspierają drużyny z normalnym GMem. 9,3 milionów zostało w kieszeni.

3. Licząc się z tym, że z klubu raczej na pewno odejdą Ellis (17 baniek) oraz Dalembert (prawie 9 milionów), zostajemy z gigantyczną ilością pieniędzy do wydania na zawodników, którzy nie chcą za żadne skarby grać w naszej drużynie.  To jest to, co czym pisałem na samym początku. Nie możemy mówić o tankowaniu w przypadku Bucks, ponieważ to nie jest zamierzone. Dlatego wolę używać określenia „przypadkowy tanking”.  Albo po prostu „Hammond ty durniu”.  Zarząd klubu na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że pewna ilość salary MUSI zostać wydana na zawodników, ponieważ jeśli będziemy poniżej tego limitu, brakująca różnica jest po równo dodawana do wypłat wszystkich zawodników w składzie. Do tego dochodzi skompletowanie składu – w tej chwili (nie licząc jeszcze Mayo) mamy 10 graczy pod kontraktem (w tym Antetokumbo i Waltersa), ale tylko dwóch z nich to obrońcy.

Wiecie, co mi to przypomina? Dramatyczną sytuację z brakiem zawodników w drużynie, która prowadziła do równie kretyńskiego podpisania FA na szybko. Dzięki temu trafili do nas na lata Salmons i Gooden (mam nadzieję, ze uda się tego drugiego amnestiować – jest takie słowo? – tego lata). Jakie były dobre ruchy transferowe Bucks ostatnich lat w czasie FA? Na pewno podpisanie Dunleavy’ego, którego właśnie straciliśmy i jak się okazało, kontrakt dla Ersana też nie był głupi. Ale potem pojawia mi się w głowie wizja Salmonsa i Goodena i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Hammond albo zgodzi się na 15 milionów za rok dla Jenningsa, albo też – co będzie jeszcze gorsze – wyrówna ofertę Mavs, która może być jeszcze wyższa. Tak czy inaczej znowu zostaniemy z nieprzyjemnym obrazkiem naszego GMa trzymającego się rękami kostek ze spodniami spuszczonymi poniżej kolan.

4. Wyliczamy dalej. Chcieliśmy ściągnąć Buddingera, który bez wahania wybrał Minnesotę. Mógł być Kevin Martin, ale wybrał Minnesotę. Miał być Tony Allen, ale zdecydował się zostać w Memphis za 20/4.  Zostali jeszcze JR Smith, Evans i Iggy, ale mam nadzieję, że będziemy się trzymali od nich z daleka, szczególnie, że wczoraj przed snem dowiedziałem się, że jesteśmy o krok od dogadania się z OJ Mayo. I mimo, ze na tweeterze szukałem pozytywów gdzie się tylko da, z ostateczną oceną wstrzymam się do oficjalnego ogłoszenia wysokości kontraktu. Czytałem o 42 milionach za 4 lata gry, co jest absurdem za tego zawodnika. Gdyby dostał tyle, co proponowaliśmy dać Korverowi (a tak, przecież jeszcze chcieliśmy go zgarnąć Atlancie za 20/3), to nie będzie to takie straszne. Pamiętajmy, że Ovintona J’Anthony jest liderem NBA w stratach kiedy wynik jest na styku, a do końca pozostały mniej niż dwie minuty. Fajnie, nie?

Mayo has eight turnovers in the final two minutes of one-possession games, a span of 48 minutes

5. Co zatem musi się stać, żeby wyjść nieco na prostą? Przede wszystkim Hammond powinien teraz zrobić wszystko, żeby ściągnąć Teague’a zamiast Jenningsa i pogonić tego BJ tak daleko jak się da. Teague to praktycznie parkietowa kopia Jenningsa (jeśli chodzi o statystyki), zarabia trzy razy mniej i jest jakoś trzy razy bardziej lubiany. Bardzo ciekawą opcją byłoby też dodanie Inglesa, ale znając życie, nawet takie zawodnik nie będzie chciał się wiązać z drużyną, której przyszłość wisi na włosku.

Póki co, to jest w Bucks najgorsze. Chciałbym, żebyśmy całkowicie zmienili podejście do budowania zespołu. Żeby postawić na młodych Sandersa i Hensona, dodać do nich kilka innych nie do końca sprawdzonych zawodników, którzy mogliby się spokojnie rozwijać. Ten lipiec dobitnie pokazuje, że Bucks nie mogą liczyć na budowanie contendera poprzez FA bo kompletnie nikt nie chce do nas przyjść, nawet po fajną kasę. Pozostaje snt, ale do tego trzeba rozgarniętego GMa. Idźmy w młodych, walczmy ambitnie ile się da w przyszłym sezonie i przypadkowo tankujmy. Nie wiem, czy w momencie kiedy sa plany relokacji klubu, możemy sobie pozwolić na bycie jeszcze gorszą drużyną niż jesteśmy teraz. Mi i pozostałym trzem fanom Bucks w Polsce, którzy regularnie czytają tego bloga nie pozostaje nic innego, jak uzbroić się w dodatkową cierpliwość i czekać na rozwój sytuacji. Do 10 lipca nic nie jest pewne, dlatego z ostateczną oceną wymian i kontraktów, wstrzymam się do połowy miesiąca. A teraz pozwolę, aby w mojej głowie dalej brzmiało pytanie:  „Czy Kohl musi sprzedać drużynę, żeby Bucks w końcu odnieśli sukces?”

Reklamy