Ponieważ ostatnimi czasy kilku czytelników zwróciło mi uwagę na straszny negatywizm, przesiąknięcie sarkazmem oraz opodobania do bólu, postanowiłem popatrzeć na Bucks nieco bardziej przychylnym okiem. Nie jest to łatwe (a wręcz niemożliwe), żeby dokonać tego bez cofania się w przeszłość. Jak zwykle nie oczekujcie za bardzo regularności pisania, ale przez wakacje chciałbym wam przedstawić sylwetki 10 najlepszych zawodników w historii Bucks oraz 10 niezapomnianych akcji/momentów, do których zawsze warto wracać. Większość z was pewnie to wie, ale dla wszystkich moich młodszych czytelników nowością będzie informacja o tym, że Bucks kiedyś byli naprawdę fun-to-watch zespołem, który nie był na stałe zespawany z ósmym miejscem na wschodzie.

#10 Jon McGlocklin

jon_mcglocklin_759

Przyznam się od razu, że nie widziałem ani jednego całego meczu z jego udziałem od ponad 10 lat, mimo że historią NBA interesuję się nieco bardziej, niż tym, co się dzieje teraz (podobnie mam z muzyką, nie wiem co jest ze mną nie tak). Nie dlatego, że zgubiłem płyty, na których miałem nagraną całą historię Bucks wartą uwagi i pokazywaniu synowi w czasie przeprowadzki z Wrocławia. Po prostu w nadmiarze codziennych spraw i tempa życia, nie ciągnęło mnie do tego, żeby wracać do tak odległych momentów. Bo Jon gra w czasach, kiedy nie było jeszcze Stoner Metalu, kiedy Neil Young był młodym chłopakiem a Roberston i Oscar zdobywali mistrzowskie pierścienie z Bucks (nadużycie z liczbą mnogą celową, żeby tak biednie nie brzmiało. Nie musicie poprawiać tego w komentarzach). A McGlocklin był trzecim kołem u ich wozu. Doskonale zgrywał się z Jabbarem – miał fantastyczny rzut, cholernie wysokim łukiem i jak tylko Kareem był podwajany, oddawał piłkę do #14. Jon był takim JJ Redickiem Bucks, z tym że (a) potrafił coś więcej niż tylko rzucać za trzy i (b) nigdy nie podpisał papierów aborcyjnych swojej dziewczynie kiedy miał 20 lat i dopiero zaczynał swoją karierę w NBA. Warto pamiętać, że Jon spędził w Milwaukee 8 długich lat, a w pierwszym swoim sezonie z nami był nie tylko pierwszym strzelcem zespołu (19,6 na rzecz), ale też stał się pierwszym w historii Kozłem, który został wybrany do Meczu Gwiazd (1969).

Może ciężko w to uwierzyć, ale przez całą swoją karierę Jon miał tylko 49eFG%, i 52TS% (dla porównania Redick w karierze ma 53eFG% i 58TS%, z tym, że znowu, Redick kazał dziewczynie usunąć ciążę), a mimo to był uważany za najlepszego strzelca z dystansu w swoich czasach. Jego najlepszy rok przypadł nieprzypadkowo na sezon, w którym Bucks zdobyli mistrzostwo. Sezon 1970-71 musi być w pamięci każdego fana Bucks. Wygraliśmy wtedy 66 meczów, w playoffach mieliśmy bilans 12-2 i w czasie tych 14 spotkań Jon trafiał przeciętnie ze skutecznością 54% z gry rzucając średnio 15 punktów.

Jon zakończył karierę po sezonie 1975-76. Wystąpił w 595 spotkaniach w barwach Bucks, co daje mu czwarte miejsce w historii klubu. Jego koszulka z numerem 14 została zastrzeżona 10 grudnia 1976 roku, co czyni z niego jedynego zawodnika w historii klubu, który kiedykolwiek zagrał z tym numerem. Mac wpisał się na stałe w historię klubu i do dziś znajduje się w czołówce indywidualnych osiągnięć:

#10 strzelec w historii klubu – 7505 punktów,
#8 w minutach – 17008
#10 w asystach – 1921
#9 w celnych i oddanych rzutach – 3315 / 6561
#6 w skuteczności z wolnych – 86%

Do dziś Jon czynnie zajmuje się Bucks: odwiedza campy oraz jest komentatorem, razem z Paschke. W czasie relacji z meczów zdarzało mu się na przykład patrzeć na zegarek w ostatnich sekundach meczu w Orlando i zastanawiać się, ilu kibiców w Milwaukee jeszcze nie śpi i ogląda mecz (youtube), albo tłumaczyć swoje suchary z filmów Johna Belushi. W czasie ceremonii podwieszania jego koszulki pod sufit w 1976 Jon ogłosił, że zakłada fundację MACC Fund, która zbierać będzie pieniądze na dla dzieci chorych na raka. Fundacja działa do dzisiaj i od roku 1990 zebrała ponad 8 milionów dolarów.

Na koniec krótki film przedstawiający mistrzowski sezon Bucks z 71 roku.

Reklamy