Udanego sezonu, Bucksoholicy. To będzie NASZ rok!

Brewhoop_Logo1Jaram się, że za mniej niż dwie godziny początek sezonu. Jak co roku obiecuję sobie dać sobie z tym spokój i skupić się na ważniejszych sprawach i jak zawsze przegrywam z samym sobą. Nie da się zrobić przerwy od koszykówki.

Odpocząć od codziennego sprawdzania boxscore’ów codziennie rano.

Zapomnieć o nastawianiu budzika na 4:30, żeby załapać się na jakiś mecz na zachodzie przed poranną pracą.

Mało jest osób, które to rozumieją. Większość patrzy na mnie z politowaniem, kiedy mówię, że o 13 znowu położyłem się na godzinną drzemkę z dzieckiem pod pachą bo zarwałem kolejną nockę.

Jeszcze mniej jest osób, które od lat robią to w kółko to samo dla nic nie znaczących Bucks.

Muszę wam powiedzieć, że kibicowanie Kozłom to coś więcej niż tylko śledzenie wyników i krytykowanie Jenningsa i Ellisa. Momentami jest to ekipa zapewniająca cały wachlarz emocji w ciągu jednego meczu. Od 0-17 z Celtami do spektakularnej wygranej w zeszłym sezonie. Od +14 na dwie minuty przed końcem i przegrana jednym punktem w  końcówce (co zdarzyło się zbyt wiele razy).

Kozły dają to, co potrafi zapewnić tylko wyrachowana kochanka, która wie, że nigdy nie będzie w centrum uwagi, ale wie jak dostarczyć emocji, które starczą do następnego, pełnego pożądania i ekscytacji spotkania. Nie mówię, że Kozły są teraz kochanką idealną. Mają jednak jędrne, młode ciało, które domaga się pieszczot (Sanders, Henson, Antek) i wystarczająco oleju w głowie (Drew), dzięki któremu wiesz, że długie i ochoczo rozkładające się nogi (Mayo, Knight) nie będą zapraszały do penetracji pierwszego lepszego rozgrywającego z byle jakim crossoverem.

Nastawcie się, że Bucks będą jednocześnie tankować i walczyć o playoffy. To jest właśnie kwintesencja tej drużyny.

Przewidywalność, której nie sposób przepowiedzieć.

Brzydota rzucanych na upartego trójek, która urzeka swoim pięknem, kiedy trafiamy z ponad 40% skutecznością.

To błyskawicznie wyprowadzane kontry, które spowalniają uciekający przez palce czas.

Bucks to największa antyteza koszykówki od czasu Latrella Sprewella i oszczędzania pieniędzy, czy Patricka Ewinga i mistrzostwa NBA.

Bucks to czarna dziura NBA, która w jednym momencie wsysa cię przed monitor tylko po to, aby jednym błyskawicznym i wulgarnym skurczem obrzygać cię 21 stratami i potencjalnym game-winnerem Jenningsa zakończonym spektakularnym airballem.

Nigdy nie wiesz, czego się spodziewać i jednocześnie dałbyś sobie uciąć rękę, że i tak skończą na miejscach 7-10.

Tej spodziewanej nieprzewidywalności życzę każdemu kibicowi Bucks w nadchodzącym sezonie.

I’m drunk. I’m out.

Gordon, Harris, Exum, Randle, Parker lub Wiggins w Bucks. Proszę…

To nie będzie standardowa zapowiedź tego sezonu, a raczej luźne zebranie do kupy tego, co o nadchodzącym sezonem pisałem kilka miesięcy temu. A że na wakacje nie pisałem zbyt dużo na ten temat, a na dodatek kończę pracę za 20 minut i zaczynam weekend, będzie to wyjątkowo krótki wpis.

1. To MUSI być sezon Sandersa. Po świetnym poprzednim roku i ekscytującym zakończeniem wakacji  kiedy Bucks podpisali z nim swój jeden z lepszych kontraktów w ostatnich latach historii, będzie miał idealną sytuację do potwierdzenia swojej wartości.

2. To MUSI być sezon, w którym postaramy się niewidzialnie i niespodziewanie tankować.  ESPN stawia nas na 12 miejscu na wschodzie, nie dając nam praktycznie żadnych szans na awans do playoffów. Nie będę kłamał, że jest to bardzo dobra nowina: przy odrobinie szczęścia w losowaniu trafimy na numer TOP5, a wtedy ktoś z tytułu powinien dostąpić zaszczytu grania w Mecce.

3.  To MUSI być sezon, w którym każde wejście Antka na parkiet budzi mnie z nocnego przysypiania w połowie trzeciej kwarty. Im szybciej zdamy sobie sprawę, że Giannis robi swoją osobą najlepszą reklamę Koźlej koszykówki od lat, tym bardziej zdążymy się przygotować do wiadomości, że Bucks NIE będą najrzadziej oglądaną drużyną w NBA. #AntekBandwagon trenduje tak szybko, że trzeba błyskawicznie wskakiwać na pokład. Niedługo może zabraknąć miejsc.

4. To MUSI być sezon, w którym Bucks zaskakują wszystkich. Boję się, że nawet w tankowaniu okażemy się przeciętni i w rezultacie spełni się czarny scenariusz. Zapowiadam to już teraz, tak więc uwaga:

jeśli Bucks porzucą stawianie na rozwój Hensona, Giannisa i Sandersa kosztem walki o 8 miejsce za wszelką cenę (a przez to mam na myśli oddanie Giannisa za Corey’a Maggette i pick w drugiej rundzie draftu) to zrobię wszystko, żeby znaleźć 4*x (gdzie „x” to liczba zwycięstw Bucks ponad .500) na to, że W.M. jest najlepszym polskim komentatorem.

Zaskoczeniem będzie puszczenie tego sezonu w niepamięć. Kohl i tak zbyt dużo już nie pamięta. To nie jest zespół na playoffy i cholera, nie potrzebujemy kolejnego sezonu na to, aby za wszelką cenę walczyć o 8 spot i robić z siebie jeleni w pierwszej rundzie z Heat.

5. Na koniec tego nic nie wnoszącego w wasze życia wywodu jeszcze jedna rzecz. Rok temu chciałem szukać pozytywów we wszystkim, co się działo wokół Bucks. W tym roku nic z tego. Wracam do sarkazmu i szydery. Jak czas pozwoli będę przygotowywał nieco inne recapy, niż te oficjalne na stronie nba. Będzie zdecydowanie więcej materiałów jak w dwudziestej sekundzie na filmie poniżej.

Stay tuned – sezon na Kozły uważam za otwarty!

Giannis Αντετοκούνμπο – znowu zmarnowałeś mi wieczór!

antekJim Owczarski postanowił popsuć mi wieczór (i jutrzejsze wstawanie o 4:55 na siłownię) i nie dał mi iść spać o standardowej 22:30. Jego artykuł o Giannisie (który w całości możecie przeczytać tutaj) jest po prostu zbyt dobry, nie tylko żeby go nie przeczytać, ale również, żeby czegoś o nim nie napisać.

Twitterowy #AntekBandwagon dopiero się rozkręca, a sezon dopiero przed nami. Za każdym razem, kiedy zastanawiam się, skąd w ogóle tyle zafascynowania grą Antka w głowie mam jego highlightsy z ostatnich meczów. Łatwość wymuszania fauli. Kroki dłuższe od kariery Nasha i Stocktona razem wziętych. Stepback jumper, który wykonuje na takim luzie, jakby to nie była inna czynność od porannego mycia zębów, czy mycia rąk przed jedzeniem. Ta niewiarygodna lekkość bytu na parkiecie mimo tego, że niedługo skończy dopiero 19 lat. Giannis jest jednak przykładem zawodnika, u którego młody wiek wcale nie idzie w parze z brakiem doświadczenia.

Żeby nie tłumaczyć całości, załączam kilka najciekawszych faktów z obszernego artykułu. Wszystkich – WSZYSTKICH – zachęcam do lektury całego tekstu.

Hammond pamięta doskonale trzy dni jakie spędził na hali, mogącej pomieścić góra 500 osób. Na jednej tablicy nie było obręczy, a tablice nie miały sprężyn. Okna były popękane. Drewniane deski od kaloryferów robiły za półki na siłowni.

Rodzinie Giannisa (który jest jednym z sześciorga dzieci) nie było łatwo. Uciekli do Grecji w poszukiwaniu lepszego życia, ale nawet tam było ciężko. 20 lat żyli nielegalnie, bez żadnych dokumentów. Masz dzieci i codziennie musisz żyć ze świadomością, że chodzisz do pracy na czarno. W każdej chwili policja może cię zatrzymać i wysłać z powrotem do domu (rodzice Giannisa uciekli z Nigerii). Rodzina Antetokoumbpo otrzymała obywatelstwo dopiero 9 maja tego roku.

Dla mnie (Giannisa) moi rodzice są moimi bohaterami.

Gdyby Giannis był Einsteinem, albo naukowcem, dalej nie otrzymałby obywatelstwa, bo w Grecji jest 100000 dzieci z tym samym problemem. Ale ponieważ koszykówka jest tu sportem narodowym, łatwiej było mu przejść przez formalne trudności. Niestety, dla pozostałych 100000 dzieciaków, problem obywatelstwa dalej pozostaje nierozwiązany.

Grecy bezustannie winili kolorowych imigrantów jako główną przyczynę problemów ekonomicznych w kraju. Do tego stopnia, że nawet jak Giannis otrzymał obywatelstwo i mógł reprezentować kraj w meczach międzynarodowych, niektórzy ludzie bali się go dotykać. W meczach nie mogli go twardo kryć, bo NIE MOGLI go dotykać!

Giannis, który skończy 19 lat 16 grudnia, gra w koszykówkę dopiero od 5 lat.

Larry Sanders przyznaje, że Giannis ma olbrzymi potencjał, którego nie da się nauczyć – rozmiar, zasięg i szybkość. Ma wszystko, czego potrzebuje zawodnik, żeby stać się wielkim. I co najważniejsze, chłonie wszystko jak gąbka.

Jego dziadek, ojciec oraz starszy brat byli zawodowymi piłkarzami i Giannis chciał iść w ich ślady. „Zawsze chciałem być najlepszy w tym, co robię. Skupiałem się tylko na tej jednej rzeczy. Chcę grać w piłkę. Będę wielką gwiazdą piłkarską. OK, nie udało się. W takim razie koszykówka. Będę wielką gwiazdą koszykówki. Od pierwszego dnia był to mój główny cel. Muszę być najlepszy w tym, co robię. Każdego dnia.

Moje podejście do życia nigdy się nie zmieni. Ostatnio poszedłem oglądać mieszkanie i było za drogie. Ponieważ spędziłeś całe swoje życie w biedzie, liczysz się z każdym groszem. Teraz, nawet jak mam pieniądze, nie chcę wydawać zbyt dużo kiedy coś jest za drogie.

Chętnie bym to skomentował. Napisał z perspektywy starego, doświadczonego 30 latka z duszą 50-letniego profesora językoznawstwa stosowanego, jak bardzo świat potrzebuje takich skromnych ludzi, dla których wartościami przewodnimi nie są dziwki i narkotyki, ale rodzina. Czytałem artykuł trzy razy w ciągu ostatnich kilkunastu minut i za każdym razem zatrzymywałem się na momencie, kiedy wspominał o szacunku dla rodziców. Może to dlatego, że jest jeszcze młody, czuje się z nimi bardzo związany. A może faktycznie teraz dopiero zacznie im się odwdzięczać za to, że przez tak długi okres narażali swoje życie tylko po to, aby ich dzieciom żyło się lepiej niż im.

Strasznie sentymentalne się zrobiło. Caron Butler pewnie popłakał się czytając ten artykuł.

Szukam pozytywów w tragicznym meczu z Bulls (84-105)

Bucks @ Bulls 84 – 105 

bucksbullsCzasami ciężko jest znaleźć jakieś dobre strony w meczu, w którym kompletnie nic nie wychodziło. Rose zniszczył nas grając na pół gwizdka (24pkt w 27 minut, 6/10 z gry, 10/11 z wolnych), do tego pięciu pozostałych Byków rzuciło więcej niż 10 punktów. Co się udało, na co jeszcze martwi?

1. Można chwalić Kozły za agresywną grę, bo nie często zdarza się, żebyśmy aż 49 razy lądowali na linii rzutów wolnych. Egzekucja to już inna sprawa, bo nie wyobrażam sobie tego, żebyśmy w sezonie trafiali osobiste z tragiczną 65% skutecznością (32 celne).

2. Zazwyczaj solidnie grający na deskach duet Sanders-Henson, dzisiaj dodatkowo wzmocniony wracającym do składu Pachulią, został zniszczony na deskach przez 31-52 (w tym 4-12 w ofensywnych zbiórkach). Zwykle miękki pod koszami Boozer miał 16/10 i momentami miałem wrażenie, że byłby w stanie zebrać Hensonowi piłkę sprzed twarzy nawet trzymając go na baranach.

3. Czy Caron Butler jeszcze coś zagra w tym preseason, czy już szykuje MVP formę na sezon zasadniczy? 23 minuty, 1/6 z gry, zero jakiejkolwiek agresywności, czy chęci do gry. U niego nie znajdę niczego pozytywnego po tym spotkaniu.

4.  Larry Sanders miał 12 punktów i uniknął problemów z faulami (tylko 2), ale zebrał tylko 4 piłki i zablokował 1 rzut. Mam też wrażenie, że jest nieco bardziej spięty na parkiecie, niż był rok temu, zupełnie, jakby nie mógł się jeszcze do końca przystosować do swojej nowej roli w zespole. Albo do pieniędzy. Nie wiem, czy to wpływ preseason, czy należy na to patrzeć dokładniej w czasie sezonu zasadniczego, ale też brakowało mu dzisiaj tego pierwiastka dominacji pod koszem w defensywie, który przecież tak zachwycał w poprzednim sezonie.

5. Henson, oprócz tego, że dawał się przestawiać Boozerowi jak niedożywione dziecko z Etiopii, to jeszcze po raz kolejny udowodnił, że ofensywnie póki lewego półhaka i dobitek jest potwornie ograniczony. Nawet momentami Zaza pokazywał, że można rzucić jumpera stojąc przodem do kosza (ale też udowadniał, że nie jest tak trudno jak wszyscy mówią nieustannie podawać do Hensona na wysokość jego kostek…) Znowu muszę to powiedzieć, ale Henson będzie nieściągawalny (jeśli mogę tak powiedzieć) z parkietu, jeśli tylko rozszerzy swój zasięg i arsenał zagrań w ataku.

6. Nie wierzę, że to mówię, ale podobał mi się Brandon Knight. Może jeszcze nie tak bardzo, jak Scarlett w Miedzy słowami, ale już nie mam odruchu wymiotnego, który towarzyszył mi na widok Jenningsa. A to już duża poprawa. Nie widzę w nim jeszcze pewniaka na pozycji rozgrywającego przez cały sezon, ale coraz bardziej zaczyna mnie do tego przekonywać. W swoim ograniczonym czasie dzisiaj kilkukrotnie pokazał, że potrafi znaleźć rzucającego gracza na wolnej pozycji lepiej niż Jennings. Imponował też agresywnością w ataku, szczególnie w kontrach, których nie bał się wykończyć spod kosza mimo twardej, fizycznej obrony. W ataku na pewno musi jeszcze popracować nad dokładnością podań i, momentami, nieco większą umiejętnością czytania defensywy. A skoro o obronie mowa, to dzisiaj niewiele mógł zrobić przy głodnym gry Rosie, który jak się nie połamie, będzie znowu głównym kandydatem do MVP. Sorry LeBron.

7. Jeszcze na koniec Antek, na którego wszyscy czekają. Sam z niecierpliwością czekałem na jego wejście na parkiet i już wiem jakie uczucie będzie mi towarzyszyło w czasie oglądania pozostałych meczów Bucks w tym sezonie. Ale było trochę jak na filmie porno, gdzie przez 30 minut czekasz, aż w końcu rozepną ostatni guzik, a potem wyłączasz szybko, bo jesteś rozczarowany paskudnym tatuażem, czy silikonowym bobkiem na klacie. Mimo słabej dyspozycji rzutowej (1/5) i jeszcze gorszej selekcji rzutowej (momentami), Giannis dalej imponuje łatwością wymuszania fauli, agresywnością w ataku i naturalnym talentem do lądowania na linii osobistych. Wykorzystuje swój zasięg genialnie, 6 zbiórek, 2 bloki i 2 przechwyty, przez długie okresy czasu świetnie radził sobie z Dunleavym. Przez swoją filigranowość dalej ma problemy z przebijaniem się na zasłonach, ale to coś, co można szybko nadrobić. Budujące jest też to, że dzisiaj miał tylko jedną stratę, w dodatku w kontrze, kiedy odgwizdali mu ofensa. Kolejny dobrze rokujący na przyszłość mecz A2Z.

8. Przegraliśmy 5 z rzędu mecz preseason i dalej jesteśmy bez wygranej. Ciekawe, jak będzie wyglądała moja cierpliwość, gdy zaczniemy tak sezon i będę odliczał dni bez kolejnej wygranej. <puka w poranne drewno>

Dalej bez zwycięstwa w preseason [99-102]

Bucks @ Grizzlies 99 – 102

bucksgrizzlies

To tylko preseason.

To tylko preseason.

Mieliśmy czysty rzut w ostatnich sekundach. Co z tego, że nie po zamierzonej akcji, ale po olbrzymim chaosie i zamieszaniu. Nieudany screen and roll Hensona z Knightem, Brandon nie miał co zrobić i odrzucił do Hensona, co wyglądało jak miernie wyegzekwowany pick and pop.

To tylko preseason.

Prowadziliśmy +5 na 1:05 przed końcem i popełniliśmy dwa fatalne w skutkach błędy w obronie, po których gracze Grizzlies zakończyli dwie akcje 2+1.

Walić to. To tylko preseason.

John Henson miał kolejny solidny mecz na deskach, zabrakło jednak nieco masy, doświadczenia i zimnej krwi w obronie przeciw Gasolowi, który otarł się o triple-double (18/7/6).

Caron Butler powiedział przed meczem: „Pieprzyć to, to tylko preseason”, popłakał się, po czym przez zamglone oczy rzucił 3 punkty i zebrał 3 piłki.

Larry Sanders znowu miał kłopoty z faulami (tym razem spadł za 6), nie miał ani jednego bloku ale za to najlepsze +/- w zespole (+13).  W końcu to tylko preseason.

Brandon Knight wyglądał całkiem nieźle w czasie come-backu, ale zawiódł w crunchu. Jest dobrym strzelcem, ale nie na tyle, że kreować sobie samemu rzut po koźle. Jest szybki, ale nie na tyle, żeby samodzielnie rozmontować obronę. Świetnie wypada w kontrach, ale z drugiej strony momentami zaspał w obronie patrząc biernie na piłkę.

OJ Mayo trafił 4 trójki i spadł za faule. To tylko preseason.

Khris Middleton zaczyna powoli pokazywać, że jest młodszą, szybszą, ale jeszcze mniej doskonałą wersją Dunleavy’ego. Zdobył 10 szybkich punktów w czasie naszego powrotu w czwartej kwarcie. Świetny cath and shoot, ale jeszcze nie tak pewny i rzetelny jak u naszego niedawnego kapitana. Oby Carlos jak najdłużej był poza grą (sorry), żeby nie zabierał czasu Khrisowi.

Olek Czyż przez 14 minut pokazywał, że to tylko mecz preseason.

Mirosłav Raduljica przez 10 minut nie oddał ani jednego rzutu z gry. Niech mu wypłacą pół dniówki i niech spada w cholerę.

Luke Ridnour miał znowu solidny mecz z ławki (13 pkt), pokazując, że momentami będzie mógł z powodzeniem zastępować Knighta.

Antek mimo najgorszego +/- w zespole (-13) miał całkiem cichy i spokojny mecz. 8 punktów na trzech rzutach, do tego 3 zbiórki to całkiem wydajny występ. Znowu udowodnił, ze już teraz może być naszym głównym zawodnikiem do wymuszania fauli. Skurkowaniec, jest w tym doskonały mimo braku doświadczenia i młodego wieku.

Poznajcie Bucks 2013/14 – rozgrywający

brandon-knight-21Jesteśmy świadkami bardzo dziwnego offseason w Milwaukee. Doczekaliśmy się pierwszego w historii bandwagona zawodnika, który nie zadebiutował jeszcze w sezonie zasadniczym, a już zdążył pokazać, że swoją grą będzie elektryzował nie tylko kibiców Bucks (Antek). To właśnie za jego sprawą doczekaliśmy się czasów, kiedy Maciek i Adam nie tylko oglądają mecz Bucks, ale i robią to (chyba) bez oficjalnego złotego trunku (whisky), który był w zeszłym roku moim głównym motywatorem do budzenia się w środku nocy na kolejny frajersko przegrany mecz MKE.

Jest to też dziwny offseason, ponieważ wszyscy ćwierkają, że walczymy o drugą rundę playoffów (trzeba mierzyć wysoko!), ale jednocześnie nikt nie wierzy w to, że obędzie się bez tankowania. Mój poziom podniecenia nowym sezonem pewnie byłby większy niż obecne 7/10 gdyby nie to, że po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw skłaniam się jednak ostatecznie ku opcji z walką o 8 miejsce. Nie jestem jej zwolennikiem i zdecydowanie bardziej wolałbym odpuścić ten sezon, niż po raz kolejny skupiać się na małych, nic nie znaczących sukcesach jakimi są skrzętnie zdobywanie przez nas pierwsze rundy kolejnych playoffów.

Mimo wszystko jaram się bardziej niż Ricky Davis po samo-narzuconej-brakującej-do-triple-double-zbiórce-w-meczu-z-Jazz. 7/10 to ogromny poziom ekscytacji u człowieka, który od 2002 roku, rok w rok patrzy na te same błędy powtarzane przez inne mordy. Podświadomie wiem, że ten sezon nie będzie inny i za rok w czerwcu będę się śmiał ze swojej dziecinnej naiwności, która znowu kazała mi usiąść na kolanach Świętego Mikołaja, mimo, że ostatnim razem miałem wrażenie, że jego wór z prezentami przeniósł się nieco poniżej jego brzucha, delikatnie masując moje dziewicze uda (w tym miejscu serdecznie pozdrawiam ojca Mirosława B. oraz Montę Ellisa)

A skoro mówimy o dziewicach, strasznie cieszę się, że Nate Wolters będzie naszym trzecim rozgrywającym.  Obawiam się jednak, czy będzie w stanie szybko przestawić się na grę w NBA. Mimo sukcesów jakie odnosił na uniwersytecie, pierwsze mecze w lidze letniej uwypukliły wszystkie moje lęki jakie mam wobec niego – nieumiejętność penetracji, bycie chodzącym przykładem na to, że biali nie potrafią skakać (czasem odnoszę wrażenie, że Ridnour jest przy Woltersie atletycznym freakiem natury, jak Dwight Howard stojący obok Piotra Szybilskiego). Mecz Indianą pokazał jednak, że drzemie w nim niemały potencjał i nie wykluczam tego, że nasz bielszy od bieli rozgrywający nie raz pozytywnie mnie zaskoczy.

Drugim rozgrywającym, którego mamy w rękawie, jest Ridnour. Luke liczy na to, że po nieudanym eksperymencie w czasie którego grał na dwójce u boku Rubio, w Bucks będzie mógł się zająć tym, co robił przez większość kariery. Nikt nie ma wątpliwości co do tego, jaka będzie jego rola w zespole. Jeśli Knight okaże się większym niewypałem od Jenningsa, to były T’wolf zajmie się głównie klepaniem piłki i kontrolowaniem ofensywy.  Swoją efektywności i (momentami) niezawodnością przypomina mi trochę Udriha, którego strasznie mi brakujew Milwaukee. Nie ukrywam, że z rumieńcami na policzkach będę czekał na te ekscytujące mid-range jumpery.

Ostatnim i jednocześnie głównym rozgrywającym będzie Brandon, który ujeżdżając swojego czarnego rumaka przybył w chwale i oswobodził nas od innego Brandona (tego od zęba mądrości). Dawid  już mnie jednak ostrzegł przed przedwczesną ekstazą i przedstawił wszystkie przywary Knighta. W zeszłym sezonie Knight spędził aż 30% czasu w ataku opierając się na dystansie albo na ucieczce od obrońców dzięki zasłonom bez piłki. Lubi sobie poprawić humor rzutem za trzy i jest to niezwykle pocieszające, że wychodzi mu to o wiele lepiej niż Monta „potrafię-wszystko-to-co-Wade” Ellis. Brandon jest młodziutki i niewyrobiony, dlatego teraz wszystko w twardych i stanowczych rękach trenera, aby z ciemnej gliny urobić figurkę notującą więcej niż 4,6 asysty per 36 minut. Wstyd mi to pisać, ale najkrócej mógłbym scharakteryzować grę Knighta bazując na własnym podejściu do rozgrywania – przyklej się do linii za trzy i czekaj na podanie (tyle, że podanie do mnie najczęściej równało się cegłą/airballem). Jeśli uruchomi swoją umiejętność do wchodzenia pod kosz i odgrywania do ścinających Hensona i Sandersa, będzie z niego większy pożytek, niż Gmina Borów miała ze mnie.

Jeśli miałbym podsumować naszych rozgrywających powiedziałbym jedno. Cieszę się, że Jenningsa nie ma już wśród nas. Knight i Ridnour na pewno wprowadzą więcej spokoju i ułożenia do naszego ataku, mimo że nie będą w stanie samodzielnie decydować o zmianie wyniku spotkania, jak to czasami próbował robić „Ząb mądrości”. Hammond jedna ma moje zielone światło do tego, aby w nawet niedalekiej przyszłości wymienić któregokolwiek z naszych rozgrywających na wybory w drafcie.

Dramat w czwartej kwarcie i porażka z Bobcats.

Preseason: Bobcats @ Bucks 83 – 76

Jeśli Larry Drew oglądał mecze Bucks, które przegraliśmy na własne życzenie w ostatnich kwartach, to dzisiaj mógł podziękować swoim zawodnikom za zaprezentowanie tego na żywo. Na ostatnią odsłonę meczu schodziliśmy z 17 punktowym prowadzeniem, na tyle bezpiecznym, że Drew zdecydował się ściągnąć dobrze grające rezerwy i wprowadzić podstawowy skład (!). Wszystko posypało się błyskawicznie.  W ostatnich 12 minutach trafiliśmy 4/23 z gry (17%), chybiliśmy wszystkie 8 trójek i zamiast szukać kogoś na wolnych pozycjach, oddawaliśmy same wymuszane rzuty przez ręce. W rezultacie Bobki wygrały czwartą kwartę 33-9 i zapewniły sobie bezpieczną wygraną 83-76.

Zawiedli się wszyscy ci, którzy czekali na kolejny elektryzujący występ Antka. Giannis w 14 minut oddał tylko dwa rzuty (trafił jeden, ale za to jaki) miał 5 zbiórek i 2 asysty i największym plusem jego występu jest to, że po raz pierwszy w karierze NBA zakończył mecz bez żadnej straty.

Tragicznie pod względem rzutowym spisał się duet Knight-Sanders, którzy trafili tylko 1 na 16 prób! Brandon otarł się o triple-double z 9 zbiórkami, 7 asystami i 8 oddanymi rzutami…Miał kilka ładnych splitów, po których dogrywał do wolnych strzelców, udało mu się też zaliczyć kilka asyst po pickach, jednak jeszcze daleka droga przed nim żeby znalazł balans między rozgrywaniem a rzucaniem przez ręce.

Problemów z trafianiem nie miał za to Ridnour, który robił typowe dla siebie rzeczy: dyrygował w ataku, solidnie rozgrywał i poniżej przeciętnie bronił. Zaskoczył też trafiając 4 z 5 trójek i kończąc mecz  z 14 punktami.

Martwi mnie nieco Henson, który co prawda wyżebrał double-double (10/10), ale dalej większość jego akcji w ataku opiera się albo na dobitce, albo na lewym półhaku. Nic więcej. Nie mogę jednak za bardzo marudzić, bo John był jednym z lepszych zawodników na parkiecie.

Butler z Mayo zaczęli solidnie, ale pary starczyło im na trzy kwarty (jak całej drużynie z resztą). Frustracja znalazła ujście na zewnątrz 12 sekund przed końcem meczu, kiedy sędziowie odgwizdali bardzo wątpliwy faul Hensonowi. Butler zaczął się kłócić z sędziami, za co dostał pierwszego technika. Nie przejął się nim za bardzo i kontynuował dyskusję. Sędziowie błyskawicznie zareagowali i wyrzucili Carona z boiska. Carol i Mayo zdobyli kolejno 18 i 15 punktów, co było drugim wynikiem w drużynie.

Doskonale w drugiej kwarcie spisał się Czyż, gdzie zdobył 10 punktów (w tym dwa po efektownym alley-oopie), prawie tyle, co reszta drużyny (14).