4-na-5 Co dalej z Bucks? Razem z @mackwiatkowski, @dawlenkiewicz, @llysikowski i @swiatkoszykowki

Bucks skończyli w końcu najgorszy sezon w historii. Przed nami jednak cholernie ciekawe wakacje, po których na pewno wiele się zmieni. Wspólnie z innymi wielkimi fanami Kozłów odpowiadamy na kilka pytań.
1. Zmiana właściciela i draft: czy przed Bucks szansa na to, żeby w końcu odbić się od dna czy początek końca tej drużyny w Milwaukee?
Maciej Kwiatkowski: Herb Kohl, mężczyzna danego słowa, wygląda na to, że pozostawi drużynę w Milwaukee i oczywiście, że nowe właścicielstwo jest szansą na świeże spojrzenie pod kątem strategii kierowania organizacją. Wizja nowych właścicieli może już wyjść przy okazji draftu i wybierania spośród mniej gotowych (Wiggins, Embiid) i gotowych od zaraz (Parker).
Dawid Lenkiewicz: Bucks dopiero zaczęli przebudowę i może nie używałbym tu określenia ‚w końcu’, przecież dopiero co widzieliśmy ich w playoffs. Dzięki wymianie z Pistons pozbyli się szalonego rozgrywającego w postaci Brandona Jenningsa, a pozyskali młode talenty, których i tak już nie brakuje w drużynie. Tankowanie w tym sezonie było zaplanowane i można powiedzieć, że cel został osiągnięty, a Bucks czeka wysoki wybór w bardzo mocnym drafcie. Sytuacja z kontraktami też nie jest najgorsza, więc przy dobrym zarządzaniu organizacją przez nowych właścicieli za kilka lat Bucks mogą wrócić do czołówki ekip z konferencji wschodniej.
Łukasz Łysikowski: Wygląda na to, że zmiana właściciela zamknie wszelkie dyskusje o tym czy Bucks zostaną wygnani z Milwaukee. Jeśli chodzi o draft, to Kozły stoją przed wielką szansą na pozyskanie franchise playera i jeśli tylko nie spieprzą wyboru (o co będzie trudno) to będzie to pierwszy krok do porządnej odbudowy drużyny. Kolejny sezon, nawet z nową gwiazdą w składzie, odibicem od dna raczej nie będzie, ale będzie dużym krokiem w tym kierunku.
Michał Górny: Prędzej nazwałbym to przedłużaniem agonii. O ile nie wydarzy się jakiś cud. (Prawdopodobni) Nowi właściciele Bucks będą musieli mocno się postarać, żeby postawić Bucks na nogi. BMO Harris Bradley Center musi w jakiś sposób przyciągać kibiców. Draft 2014 może być doskonałą okazją na rozpoczęcie „nowego otwarcia”. Pytanie tylko, kogo Ci rzekomi nowi właściciele dobiorą do staffu menadżersko-trenerskiego. 

2. Bucks na pewno mają wybór w TOP4 draftu – kto byłby dla nich najlepszą opcją?

Maciej Kwiatkowski: Andrew Wiggins wygląda na najbezpieczniejszą opcję, jeśli chce wyciągnąć się potencjalnego Top10 gracza NBA. Wygląda jakby w najgorszym wypadku miał zostać Paulem George’m – lockdown obrońcą za 2-3 lata od teraz i graczem, który powoli będzie rozwijał swoją grę z piłką i rzut.
Dawid Lenkiewicz: Szczęśliwe losowanie i wybór z pierwszym numerem może tylko narobić kłopotów Bucks, jako że to Joel Embiid wydaje się być najlepszym graczem w drafcie. Problem w tym, że drużyna ma już kilka ciekawych graczy pod koszem, a brakuje im skrzydłowych, co mogłoby pociągnąć za sobą szukanie ‚upchnięcia’ gdzieś któregoś z graczy z obecnego składu. Ktoś z dwójki Wiggins, Parker (jeśli zgłosi się do draftu) byłby za to świetnym uzupełnieniem i pomógłby wnieść tą drużynę na wyższy poziom.
Łukasz Łysikowski: Każdy z trójki Parker, Wiggins, Embiid. Wybór tego ostatniego uzależniony zapewne będzie od tego jaka przyszłość czeka w Milwaukee Larry’ego Sandersa. Jeśli ten będzie na wygnaniu to Embiid będzie tutaj pewnie opcją numer 1-2. Mówi się, że może on mieć największy upside ze wszystkich topowych graczy. Parker to gotowy produkt do gry na najwyższym poziomie, Wiggins raczej też. Ciężko wybrać mi jednego z tych graczy jako najlepszą opcję, uważam, że każdy wybór Bucks będzie po prostu dobry.
Michał Górny: Tutaj nie ma, co starać się o jakieś wywindowane odpowiedzi. Andrew Wiggins wydaje się być najlepszym wyborem, jeśli chodzi o budowanie drużyny. To on powinien być najbardziej „NBA Ready” z dostępnej trójki Wiggins,Parker,Embiid. Bucks potrzebują kogoś od zaraz by rozpocząć nowy start. 

3. Czy Bucks powinni zatrzymać Sandersa na kolejne lata?

Maciej Kwiatkowski: Sanders miał fatalny sezon, ale nawet w nim bronił obręczy na hibbertowym poziomie 41,6%. Każdy team NBA niemający w składzie LeBrona Jamesa potrzebuje takiego gracza, dlatego gdyby tylko Bucks wystawili go na listę transferową to dzwoniłby praktycznie każdy. Lepszym rozwiązaniem będzie zaczekać i jeśli już, to przehandlować go w lutym 2015.

Dawid Lenkiewicz: Nie. Sytuacja byłaby bardzo prosta, gdyby mogli wybrać Embiida, ale nawet bez tego wyboru powinni poszukać miejsca, gdzie Sanders mógłby wylądować. Gracz dostał nowy kontrakt i od razu pojawiły się z nim problemy, a to nigdy nie wróży dobrze na przyszłość. Larry tak naprawdę sam obniżył swoją wartość transferową, ale wciąż jest cenionym centrem i w dobrym otoczeniu mógłby dojrzeć i znowu siać postrach w obronie. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje tak młoda drużyna jak Bucks jest gracz, który obniża morale, demoralizuje i stwarza problemy.

Łukasz Łysikowski: Raczej nie. Sanders miał świetny sezon 2012/13 czym zaostrzył apetyty ekspertów przed dopiero co skończonymi rozgrywkami. Ekscesy pozaboiskowe, kontrowersyjne wypowiedzi i słaba postawa w meczach, w których miał okazje wystąpić sprawiła, że w Milwaukee powoli zaczynają żałować kontraktu jaki z Sandersem został podpisany. Temu gościowi może brakować autorytetu, doświadczonego weterana, od którego mógłby nauczyć się poprawnej postawy. Jeśli ta się nie zmieni to Bucks powinni mu podziękować.

Michał Górny: Co by nie mówić Larry Sanders ma szansę być graczem, który rok po roku będzie wymieniany, jako główny pretendent do tytułu DPOY. Jest jedno ALE. Larry Sanders musi zapomnieć o bójkach w barach i paleniu marihuany jak również radosnych tyrad na temat swoich prywatnych badań nad tym środkiem. Przynajmniej dopóki NBA nie wprowadzi „legalizacji”. Mniej Larry’ego w Sandersie i powinno być znacznie lepiej. Tylko czy to możliwe ?  Jeśli nie Bucks powinni szybko zdecydować o przeniesieniu Sandersa do innej drużyny z najlepszą ofertą na rynku.

 

4. Czy Bucks powinni zmienić trenera po najgorszym sezonie w historii?

Maciej Kwiatkowski: Na pewno, ale nie wiem czy stać Bucks na lepszego trenera niż Larry Drew. Wszystko zależy od nowego właściciela i draftu. Bucks muszą zdobyć kilka punktow w atrakcyjności, aby skusić kogoś z najwyższej półki.

Dawid Lenkiewicz: Nie. Larry Drew potrzebuje prawdziwej szansy na przebudowę i kilku lat na rozwój młodych graczy. Dopiero za 2-3 sezony powinniśmy go naprawdę rozliczyć i wtedy szukać ewentualnego rozwiązania problemu. Młode drużyny muszą dojrzeć, zgrać się, tak samo trener potrzebuje więcej czasu, by wdrożyć swój system. Tak słaby sezon był tak naprawdę w jakiś sposób zaplanowany i niesprawiedliwe byłoby zrzucenie winy na trenera.

Łukasz Łysikowski: Nie sądzę. Ze składem jakim dysponował Larry Drew nikt inny nie wykręcił by lepszego wyniku. Ciężko jest oceniać pracę trenera po takim sezonie i uważam, że ewentualne konsekwencje będzie można wyciągać w przypadku powtórzenia tak samo złego wyniku w sezonie następnym.

Michał Górny: Tutaj wiele zależy do tego, w jakim kierunku Bucks pójdą w Drafcie jak również od tego, w jaki sposób Hammond (lub nowy GM powołany przez nowych właścicieli Bucks) zareaguje na rynku wolnych agentów. Jednak nie spodziewałbym się JVG na ławce Bucks.

 

5. Kogo z obecnego składu Bucks widziałbyś w składzie drużyn, które weszły do playoffów i jaką odgrywałby rolę?

Maciej Kwiatkowski: Zdrowy Sanders mógłby być rim-protector w pierwszej piątce Dallas, Atlanty i Warriors bez Boguta. Paczulia mógłby grać w Bulls jako zmiennik dla Noaha, Sessions z ławki Indiany, a Khris Middleton oczywiście w Spurs.

Dawid Lenkiewicz: Na chwilę obecną to: John Henson grający jako 4-5 wysoki w rotacji, Ersan Ilyasova jako stretch four z ławki, Brandon Knight, Khris Middleton, Zaza Pachulia i Larry Sanders mogą dać też kilka dobrych minut z ławki w dobrej drużynie. Bucks mają sporo młodych graczy, którzy za 2-3 lata mogą wejść na zdecydowanie lepszy poziom, jednak w tej chwili ciężko szukać tam zawodników, którzy mogliby stanowić o sile swojej drużyny w playoffs.

Łukasz Łysikowski: Giannis Antentokounmpo w Miami Heat. Dlaczego? Otóż historia jest prosta, Heat nie posiadają w swoim składzie żadnego gracza wybranego w drafcie 2013. Ich średnia wieku to ponad 30 lat. Czy nie przydałby się młody gracz, który pomógłby targać torby z lotniska czy byłby odpowiedzialny za zamawianie pizzy? Kolana Dwyane’a Wade’a nie są w najlepszym stanie i nawet lekki plecak to dla niego dodatkowy ciężar. Giannis mógłby być pomocny.

 Michał Górny: Chyba Antka. Wyobraźcie sobie Antka grającego za sezon dwa z Durantem w jednym składzie. Wojciech Michałowicz nie będzie mógł ich rozróżnić w kontrze.

 

Jak o 3 nad ranem sprzedawałem Bucks.

3:12 w nocy, dzwoni telefon. Tylko jedna osoba wie, że może do mnie dzwonić o tej porze. Światło z wyświetlacza bije po oczach, dźwięk dzwonka rozsadza uszy, ale migające imię „HERB” od razu sprowadza mnie na ziemię. Biorę łyk whisky, żeby przepłukać suche gardło. 

„Attanasio wypada z gry.” – słyszę zmęczony głos 79-letniego Kohla – „Powiedział, że nie da więcej niż 400 milionów. Zostają Edens i Lasry, ale nie dadzą więcej niż 500 baniek.”
„Przyciśnij ich. 500 milionów to moje absolutne minimum, nie chcę znowu dokładać do interesu.” – zawroty głowy nie ułatwiają mi ani myślenia, ani wstania z łóżka. „Pamiętaj, że mają się też dołożyć do budowy hali. Namów ich na dodatkowe 300 milionów, po równe 150 na łebka. Jak ci się nie uda, dołożysz różnicę z własnej kieszeni, rozumiemy się?”
” Jasne Dave, przerabialiśmy to już setki razy.” 
” W twoim wieku nigdy nie wiadomo.” – zaciągam się fajką i czuję, jak powoli budzę się do życia. „Simmons zaczyna węszyć?”
„Jak zawsze”
Kutas. To jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy. „Ucisz go, tak jak Mauro de Mauro.”
„Nie będzie łatwo. Nie już co liczyć na Salvatora Riina’e, a sam nie dam rady.”
Rozłączam się. Niekompetentny, stary błazen. Dobrze, że udało mi się namówić na sprzedaż zespołu, bo koszykówka i tak była dla niego tylko dodatkiem do polityki. A w jego wieku szybciej uściśnie dłoń świętego Piotra niż Adam Silvera po zdobytym mistrzostwie.
Włączam ekspres, bo i tak już dzisiaj nie zasnę. Aromat świeżo zmielonej kawy pieści zmysły lepiej niż Jenny Thompson pieściła połowę piłkarskiej Europy. Włączam komputer i zaczynam analizę.
Klub sprzedamy Lasry’emu i Edensowi, za powiedzmy 550 milionów. W najgorszym wypadku Herb namówi ich, żeby dołożyli po 100 milionów na budowę hali. I sam dołoży setkę, żeby zamknąć się w budżecie. 300 milionów to i tak mniej więcej połowa inwestycji, ale to już nie będzie mój problem, żeby znaleźć resztę. Ważne, że mamy gwarancję. Bucks zostaną w Milwaukee, a ja w końcu nie będę musiał pociągać za sznurki niekompetentne szmaciane lalki z zarządu z zapyziałych Świebodzic. Budowa hali ruszy pewnie w przyszłym roku, skończą za 4 lata. Szybko zleci.
Zacznie się nowa era. Ostateczna decyzja o sprzedaży klubu zostanie ogłoszona przed ostatnim meczem z Atlantą. Tak, to jest dobra pora, bo wykorzystamy finalny mecz na zamknięcie pewnego etapu. Etapu porażek, niepowodzeń i przeciętności. Przed Bucks jeszcze kawał drogi do pokonania, to jasne. Ale po raz pierwszy odkąd zdecydowałem się wyłożyć pod stołem grubą kasę na ten klub (jakoś koło 2002 roku) czuję, że nie tylko ja będę podekscytowany w te wakacje.
Mamy zapewniony wybór w pierwszej czwórce draftu.
Mamy zapewnienie, że klub nie zostanie przeniesiony.
Nie wiemy jeszcze, kto zostanie nowym GMem, ale najważniejsze, że Herb przestanie używać swojego weta.
Potem przyjdą wakacje i będziemy mogli poszaleć na FA. Może po raz pierwszy uda się skusić kogoś wartościowego kusząc go lukratywnym kontraktem? Przepłaćmy kogoś od razu, w końcu nowymi właścicielami będą miliarderzy.
Mamy młodych, perspektywicznych zawodników. Dzięki Antkowi już w pierwszym roku jego przygody na parkietach NBA kilka dodatkowych osób obejrzało chociaż jeden mecz Bucks. Jak Sanders wróci z odwyku, też będzie wartościowym elementem. Jest jeszcze Khris, chyba najbardziej niedoceniany gracz w drużynie. Ciekawe, czy nowy zarząd będzie miał odwagę, żeby pozbyć się Knighta, który mimo dobrego sezonu nie jest moją idealną opcją na PG, szczególnie, że niedługo Wolters będzie gotowy do gry na wyższym poziomie.
Biorę łyk kawy, zamykam na chwilę oczy i wybiegam w przyszłość. Widzę czasy, gdzie nie muszę się denerwować samą myślą o oglądaniu nijakich Bucks. Skończą się telefony w środku nocy i opieprzanie trenerów. Nie będzie telekonferencji przez Skypie, żeby motywować drużynę. Skupię się tylko na pisaniu bloga i krytykowaniu wszystkiego, co się tylko da. Piękna wizja, która jest już na wyciągnięcie ręki.
Opadam niżej na fotel i zakładam słuchawki. Zanim dotrą do mnie dźwięki gitary, słyszę jeszcze swój stłumiony głos dobiegający gdzieś z tyłu głowy: „Oby zakończenie najgorszego sezonu okazało się początkiem najlepszego okresu w historii klubu.”

TOP10 Bucks 2013/14

Podsumowanie sezonu. Antek dominuje w highlightsach jako 19-letni 7-footer wyprowadzający kontry z niewyobrażalną lekkością Magica.

20 dowodów na to, jak zły był sezon Bucks.

Na JSonline pojawił się artykuł pełen statystyk i cyfr. Patrzcie na to:

1. W sumie wszyscy nasi zawodnicy opuścili 277 meczów z powodu kontuzji.

2. Pierwszej kontuzji nabawił się już po 105 sekundach pierwszego meczu Brandon Knight, przez co opuścił 4 kolejne spotkania.

3. Larry Sanders zagrał w sumie w 23 meczach. Przegraliśmy 20 z tych meczów. Widzieliście już filmik jak zlał kolesia w klubie?

4. Carlos Delfino spędził większość sezonu w Argentynie lecząc kontuzję. Opuścił wszystkie mecze.

5. Mayo opuścił 30 meczów oficjalnie z powodu flu-like symptoms. Nieoficjalne, z powodu nadwagi uniemożliwiającej mu wyjście z łóżka. Co na temat nadwagi Mayo ma do powiedzenia Rudy Gay?

6. Dodatkowo, Mayo zarobił $5,943.54 za każdą minutę spędzoną na parkiecie. Najwięcej w Bucks. Kilka sekund stracił na kandydowanie na obrońcę sezonu:

7. Na parkiet wybiegło w sumie 27 różnych piątek.

8. To, że wygraliśmy 15 meczów, najmniej w historii klubu, już wiecie. 5 z tych 15 wygranych udało się przywieźć z wyjazdów. 5/41, drugi najgorszy wynik w lidze (Orlando 4). Nie wygraliśmy żadnego back-to-back.

9. Wygraliśmy tylko 1 (jedno!) spotkanie z zespołami z dodatnim bilansem i 3 spotkania z zachodem.

10. Wygraliśmy 8 meczów w 2014. 1-14 w styczniu, 3-8 w lutym, 3-14 w marcu i 1-7 w kwietniu.

11 meczów – tyle trwała nasza najdłuższa seria porażek.

12. Na żadnym meczu nie było kompletu.

13. Średnio na mecze przychodziło 13,487 kibiców. Najmniej, odkąd Bucks przenieśli się do Bradley Center w 1988.

14. Najwyższa porażka – 32 ze Spurs 77-109, 11 grudnia (chociaż najwyżej przegrywaliśmy nawet 40 punktami z Sacramento, ale ostatecznie przegraliśmy ten mecz tylko 17).

15. Najmniej punktów udało nam się rzucić Heat – 67 (29 do przerwy).

16. Przeciwnicy trafiali przeciwko nam aż 38% trójek (pierwsze, najgorsze miejsce w lidze). DefRTg 111,8 – również najgorszy w lidze.

17. Ramon Sessions zagrał w 83 meczach, stając się dopiero 40 zawodnikiem w historii, który wystąpił w ponad 82 spotkaniach.

18. 7 zawodników Bucks ma mniej niż 25 lat.

19. Mamy 25% szans na wylosowanie 1 picku w drafcie i na pewno wybierzemy w TOP4.

20. W czerwcu wybierzemy aż 4 zawodników w drafcie. Dodatkowo mamy jeszcze 31, 36 i 48.

Źródło: Journal Sentinel | Autor: Matt Velazquez 

Bucks mają nowego właściciela!

bucks sprzedani

W końcu skończyła się szopka, o której o dziwo tak fajnie mi się pisało. Potwierdziły się poprzednie doniesienia Simmonsa, że nowymi właścicielami Bucks zostaną Edens i Lasry. Tutaj możecie dowiedzieć się o nich nieco więcej.

Ponieważ dopiero niedługo odbędzie się oficjalna konferencja prasowa, nie ma jeszcze żadnych konkretów. Wiadomo jedynie tyle, że koszt budowy nowej hali w Milwaukee wyceniono na około 500 milionów, z czego 200 milionów wyłożą z własnej kieszeni Edens, Lasry i … Kohl. Cała brakująca reszta będzie musiała zostać pokryta z pieniędzy zarówno prywatnych inwestorów, jak i z miejskiej kasy.

Wg źródeł, Kohl sprzedał drużynę za 550 milionów, dzięki czemu będzie miał trochę dodatkowych zaskórniaków, żeby wesprzeć budowę hali. Na pewno dołoży się również właściciel Brewers, Attanasio, który powiedział, że budowa nowej hali jest dobrą rzeczą dla miasta i na pewno przyniesie korzyści dla mieszkańców.

Nie kryję, jaram się. W końcu skończyły się plotki i zaczęły czyny. Niebawem więcej szczegółów.

[video] Giannis post-up! W końcu!

Więcej takich akcji Giannis! (skrót z meczu z Mavs)

Recap z meczu z Wizards:

Plus – Mayo złapany na przekąsce tuż przed meczem:
fatmayo

 

Jak ostatecznie zabezpieczyć przyszłość Bucks w Milwaukee?

Bojąc się tego, że któryś z panów Eden czy Lasry sprzedadzą klub kolesiom z Seattle po dwóch, góra trzech latach, szukam rozwiązań, które mogą zabezpieczyć przyszłość Bucks w Milwaukee. Nie musiałem daleko szukać. Jako przykład powołam się na Brewers, do których tak często się ostatnio odnoszę (czy czasem podobnie nie jest w Sacramento?). Przejrzałem cały skrót umowy najmu stadionu i uderzyło mnie kilka rzeczy.

1. Właścicielem stadionu jest w 71% miasto, w 29% klub. W związku z tym za obiekt warto 400 milionów, tylko 90 milionów wyłożył Attanasio, a aż 310 milionów hrabstwo Milwaukee.

2. Żeby zapewnić przyszłość Brewers w Milwaukee, miasto podpisało w 2001 roku z klubem umowę najmu obiektu na najbliższe 30 lat. Roczne koszty dzierżawy wahają się od 900,000$ (w latach 1-10) do 1,2 miliona w latach 21-30.

3. To na klub spada cała odpowiedzialność zarządzania obiektem, zatrudnianiem ludzi i organizowaniem imprez.  To samo tyczy się napraw i utrzymania stadionu w porządku. Jednak hrabstwo w latach 2000, 01 i 02 trzy razy dopompowało po 3,850,000 na bieżące naprawy, natomiast w latach 2003-2008 refundowali 71% faktycznych kosztów napraw w wysokości około 2 milionów. Takie wpłaty będą dokonywane na poczet klubu aż do 2029 roku, czyli de facto klub nie ponosi swoich kosztów z tytułu naprawy stadionu.

Leasing jest więc fantastyczną opcją na zapewnienie przyszłości klubu w mieście, pod warunkiem, że znajdą się pieniądze z miasta na budowę hali. W przypadku Bucks cały czas mówi się o tym, że budową nowej hali ma się zająć nowy właściciel. Jeśli postawi to za swoje pieniądze, o dzierżawie nie będzie mowy. A szkoda, bo jak widać na przykładzie Brewers, jest to świetnie działające rozwiązanie. Chyba, że klub sprzeda się za powiedzmy 500 milionów i Kohl zajmie się postawieniem hali, którą później będzie dzierżawił. Takie głosy też się pojawiają.

PS.
Krążą plotki, że NBA jest nie po drodze z Milwaukee Bucks. Mały rynek, nikłe zainteresowanie, finansowo w ogóle się nie opłaca trzymać tu drużyny. Jak nie uda się szybko rozwiązać problemu nowej hali, władze mogą nieoficjalnie naciskać nowych właścicieli na przeniesienie klubu do większego miasta. Pytanie za 100 punktów: ile kosztuje expansion fee? 600? 700 milionów? W Seattle zacierają ręce.

Kim są Wes Eden i Marc Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić?

Tak, wiem, Bucks wygrali z Cavs i niebezpiecznie zbliżyli się do 76ers. W dodatku jeśli w następnym meczu wygramy z Wizards, nie staniemy się trzecią drużyną w historii NBA, która nie wygrała ani razu dwóch meczów z rzędu. Bla bla bla – znasz wynik, bo na pewno oglądałeś mecz. Nie przegapiłeś przecież szlagieru pod koniec sezonu – chyba jedynego meczu w minioną noc, który nie miał absolutnie żadnego znaczenia przed playoffami. Nie mniej nie zapominaj, mecze Bucks są „fun to watch”. Jak odcinki South Parku z dubbingiem. Albo jak polskie sitcomy…

W poprzednim wpisie o tym: „Kto jeszcze został w grze w walce o Bucks”. Simmons rzuca plotkami jak Sofoklis krzesłami (i ludźmi), a my dalej nic nie wiemy. Dopiero co przeczytałem kolejny tekst Billa o tym, że Bucks może niedługo zostaną przejęci przez dwóch gentemenów, których skumulowany majątek przekroczy 1 miliard dolarów. Kim są ci tajemniczy zbawiciele Kozłów?

Wes Eden jest spokojnym i ulizanym 52 latkiem, który po ukończeniu szkoły średniej od razu zaczął karierę w finansach. Zanim w 1998 roku założył swoją firmę Fortress Investment Group, pracował dla Lehman Brothers, czy BlackRock. W FIG zarządzał majątkiem wartym nieco więcej niż 55 miliardów dolarów. Generalnie zbił fortunę na funduszach hedgingowych, o czym możecie więcej przeczytać tutaj.

Marc Lasry, oprócz tego, że na pierwszy rzut oka wygląda jak siwy Jason Segel, to jeszcze z Milwaukee wiąże go tyle, co Brewera z 50 punktowymi meczami. 53 letni milarder urodził się w Maroku i przyjechał do Stanów jako dziecko. Po studiach trochę pojeździł jako kurier w UPS, potem przez chwilę był prawnikiem, aż w końcu założył fundusz hedgingowy (a jakże!) pod nazwą Avanue Capital Group. Wg Forbesa, zarobił w zeszłym roku około 280 milionów dolarów zarządzając majątkiem ludzi o wartości prawie 13 miliardów baksów (daleko mu niestety do George’a Sorosa, który w 2013 zarobił na zarządzaniu funduszami, bagatela, 4 miliardy).

Można by o nich jeszcze pisać, ale pewnie i tak nikt poza mną i trzema osobami nie będzie nimi zainteresowany. Faktem jest, że zarówno Eden jak i Lasry mają na tyle kasy, że można ich stawiać na równi z takimi postaciami jak chociażby Mark Cuban (minus entuzjazm i pierdolec na punkcie koszykówki, plus chęć zarobienia na biznesie). Obaj są również tak związani z Milwaukee, jak ja z Jessicą Biel – i tego się najbardziej obawiam. Nie ma pewności, że będą chcieli długoterminowo trzymać klub w Milwaukee i nie znikną po dwóch, trzech latach niepowodzeń. Z tego co wyczytałem na innych stronach, z Kohlem łączy ich przede wszystkim polityka. Obaj ładują dużo kasy na partię demokratyczną, w tym na kampanię Obamy. Ciekawostka, firma Lasry’ego zatrudniała przez trzy lata Chelsea Clinton.

Pierwszy minus już zatem za nami. Drugi – na ile panowie Marc i Wes chcą wzmocnić Bucks, a na ile chcą tylko zaistnieć na rynku właścicieli NBA? Czy będą w stanie zaangażować się tak mocno w życie mieszkańców Milwaukee, jak zrobił to chociażby Attanasio po kupieniu Brewers?  Czy nie będziemy świadkami sytuacji, w której kupią klub, a następnie sprzedadzą do innego miasta, żeby zarobić kilkaset milionów? Nikt z nas nie jest w stanie odpowiedzieć na te pytania, nie mniej dobrze już się zawczasu przygotować na najgorsze.

A gdzie są plusy? Przede wszystkim kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Gdyby tylko zależało im na szybkich zmianach w zespole, nie mogliby mówić, że brakuje im funduszy. Oby tylko nie wywalali pieniędzy w kretyński sposób jak Prochorow nadwyrężając luxury tax do granic możliwości. Na początek wystarczy jednak świadomość, że przypadku wygrania przez nich przetargu, mielibyśmy jednych z najbogatszych właścicieli w NBA. Obaj są też managerami, którzy przeżyli bez finansowego krachu kryzys w 2008 roku. Głównie dlatego, że otaczają się bardzo kompetentnymi ludźmi, którzy nie dają sobie w kaszę dmuchać. Daje to nadzieję na to, że po przejęciu klubu, nie oddadzą go w ręce byle jakiego GMa.

Po raz kolejny wszystko to póki co wróżenie z fusów. Dobrze, że co i rusz pojawiają się nowe nazwiska, oby tylko cała sprzedaż nie skończyła się tak, jak w 2003 kiedy Kohl miał pierwsze podejście do oddania klubu. Zgłosili się wtedy ludzie Jordana, wszystko zostało wstępnie ustalone, jednak senator wycofał się w ostatniej chwili, bo Jordan nie dawał 100% gwarancji, że nie przeniesie klubu do innego miasta. Teraz wszystko krąży wokół tego. Klub ma zostać w Milwaukee i jest to pierwszy z warunków, jakie Kohl stawia nowemu, przyszłemu właścicielowi. Drugim warunkiem, jest postawienie nowoczesnej hali w zamiast Bradley Center.

Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na kolejne doniesienia i plotki.

Kto jeszcze został w grze w walce o Bucks?

Plotki z ubiegłego tygodnia skończyły równie szybko jak się pojawiły. Bucks dalej są w rękach Kohla, a my dalej nie wiemy, kto zostanie nowym właścicielem. Co zatem wiemy?

1. Kohl chce sprzedać drużynę za 500 milionów. Cena wywoławcza okazała się zdecydowanie za wysoka i z gry wypadł już Craig Leipold, posiadacz pakietu większościowego w Minnesota Wild (NHL).

Kto zatem jeszcze jest w grze?

2. Mój faworyt w wyścigu – Mark Attanasio, który odkąd kupił Brewers postawił ich z powrotem do pionu. Pierwotnie miał kupić drużynę razem z Michaelem Heisley’em, byłym właścicielem Grizzlies, jednak z powodów zdrowotnych musiał wycofać się z tego pomysłu. Attanasio jest jednak w bliskich relacjach z właścicielami Steve Greenberg of Allen & Co., o których pisałem całkiem niedawno. Istnieje szansa, że jeśli to oni kupią klub, ludzie Attanasiego zajmą się rządzeniem w drużynie.

3. Tom Werner (Red Sox) i grupa lokalnych inwestorów z Chicago. Z tymi inwestorami powiązany jest podobno Bryan Colangelo (kiedyś Suns i Raptors) i jak mówi Woelfel, gdyby to oni zostali właścicielami, Bryan stałby się dyrektorem ds basketbal operations w Bucks. Boję się, że pierwszym ruchem transferowym byłoby ściągnięcie Bargnaniego w miejsce Sandersa…

4. Jon Hammes oraz neuropsycholog Dr Richard Chaifetz są kolejnymi dwoma przedsiębiorcami z Chicago, którzy wyrazili publicznie chęć posiadania drużyny NBA. Niestety łączy się z nimi jeden człowiek, którego za żadne skarby nie chcę widzieć w Kozłach – David Kahn. Cudotwórca z Minnesoty.

Wszystko znowu kręci się wokół tych samych nazwisk, co pokazuje jak bardzo Kohl jest zdecydowany, żeby sprzedać drużynę  komuś z okolic Milwaukee.

Najgorzej w historii

Czasem trzeba upaść całkowicie na dno, żeby się podnieść. W taką filozofię wierzą też władze Bucks, bowiem ostatnia porażka z Toronto (63 w sezonie) oznacza, że jesteśmy świadkami najgorszego roku w 45 letniej historii klubu.

Pomimo tak słabego wyniku, Hammond dalej uparcie trzyma się swojej wersji, że tegoroczne tankowanie jest celowe. Jego zdaniem, po tym jak zajęliśmy 8 miejsce na wschodzie sezon temu, w tym głównym celem dla klubu była również walka o playoffy. Tyle, że przez kontuzje (w sumie aż 14 zawodników opuściło 247 spotkań), problemy z zawodnikami (poza parkietem, ekhem, Larry), nieudane transfery (m.in. FatMayo), wygranie 14 spotkań okazało się wynikiem w sam raz dla Kozłów.

Nawet Henson zauważa, że to nie jest tak, że przegrywają celowo. Po prostu brakuje im waleczności i umiejętności, które posiadają inne zespoły, są za młodzi i nie mają odpowiedniego wsparcia weteranów.

Drugi co do fatalności bilans Bucks zanotowali w sezonie 1993/94, kiedy w debiutanckim sezonie Vina Bakera wygrali 20 meczów i przegrali 62. Bucks w nagrodę dostali pierwszy numer w drafcie, wybrali Glenna Robinsona  i odbili się od dna na tyle mocno, że w latach 2000/01 doszli aż do finałów wschodu.

Patrząc na to, że mamy wielkie szanse na kolejny #1 pick (a już raczej pewny w top4), wielu zawodników, działaczy i kibiców pozostaje optymistami. Ja również zaliczam się do tej grupy, bo po tylu latach przeciętności, nic więcej mi nie zostało.

Obejrzyjcie sobie skrót z pamiętnych finałów ECF z 76ers. Mecz 7. Allen Iverson robi to, co Allen Iverson ćwiczył tak ciężko na treningach.

Milwaukee zgodzi się na dofinansowanie nowej hali, ale…

Plotek o sprzedaży Bucks ciąg dalszy. Wczorajsze twitty Simmonsa zostały z jednej strony uzupełnione o kolejne informacje, jakoby to nowojorska firma Steve Greenberg of Allen & Co była najbliżej przejęcia naszej drużyny. Z drugiej strony, dziennikarze z JSOnline konsekwentnie zbijają wszelkie plotki mówiąc, że jest jeszcze za wcześnie na podawanie jakichkolwiek informacji publicznie, bo żadne decyzje nie zapadły.

Co wiemy na pewno?

1. Klub na pewno nie zostanie przeniesiony do innego miasta po zmianie właściciela (pod warunkiem, że powstanie nowa hala).

2. Nowy właściciel będzie musiał wyłożyć nawet ponad 500 milionów na zakup klubu, plus wyłożyć nawet z połowę tej sumy na budowę nowej hali (wycenianej na około 400 milionów).

3. Sprzedaż zostanie sfinalizowana jeszcze przed zakończeniem sezonu (chyba, że nie znajdzie się nić porozumienia między miastem a Kohlem).

Czyli pewne jest to, że nic pewne.

Dlaczego Kohl sprzedaje drużynę tak drogo, skoro Forbes wycenił Bucks na około 400 milionów (najmniej w lidze)? Jest to może chęć ukrycia kilku kosztów związanych z budową nowej hali. Kohl zapowiedział już, że na jej postawienie przeznaczy równowartość podatku, jaki będzie musiał zapłacić po sprzedaniu klubu. Czyli teoretycznie im droższy klub, tym więcej przekaże na halę i jednocześnie zwiększy szanse na to, że drużyna zostanie w Milwaukee. Problem jest taki, że nawet jak dostanie około 100 milionów z podatków, a drugie tyle dołoży nowy właściciel, to i tak będzie brakowało około 200 milionów. Skąd jest wziąć, skoro miasto do tej pory było bardzo niechętne wydawaniu publicznych pieniędzy na drużynę, która nie przynosi miastu praktycznie żadnych korzyści? Ponieważ zbliżają się wybory, politycy kombinują jak tylko się da (tu macie link do pdf z oficjalnym oświadczeniem władz z kwietnia ubiegłego roku)

W dzisiejszym artykule JS pisze o tym, że członkowie organizacji Common Ground, zrzeszającej kościół, małe lokalne biznesy, organizacje charytatywne i, nazwijmy to ładnie, wspólnoty mieszkaniowe, złożą we wtorek wniosek o dofinansowanie budowy nowej hali w wysokości 150-250 milionów, pod warunkiem, że część z tych pieniędzy pójdzie na miejsca użyteczności publicznej: boiska, renowacje hal w szkołach czy centra rekreacyjne. Jeśli ten wniosek zostanie odrzucony, Commond Ground znowu przejdzie na drugą stronę i stanowczo będzie głosować za ODRZUCENIEM wsparcia Bucks z publicznych pieniędzy.

Do tej pory w innych miastach budowy nowych hal zawsze odbywały się według tego samego schematu – część pieniędzy dawało miasto, a część prywatni właściciele. W Milwaukee może być inaczej. Miasto nie ma pieniędzy na budowę hali, ponieważ woli je wydać na poprawę boisk, parków i innych „orlików”, z których aż 65% (na 268) jest w złym stanie (a naprawy i renowacje zostały wycenione na 140-210 milionów, czyli praktycznie tyle, ile wymaga postawienie hali dla Kozłów). Gdybym był mieszkańcem Milwaukee, też nie chciałbym, żeby część moich podatków poszła na budowę hali, ale nie jestem mieszkańcem MIlwaukee i chcę, żeby była nowa hala, to tak FYI.

Problem jest zatem niemały i nic nie wskazuje na to, żeby udało się go rozwiązać pokojowo. Osobiście zawsze jestem przeciwny wspieraniem lokalnych klubów z kasy miasta (np. jak to ma miejsce w Śląsku Wrocław), jednak w przypadku Milwaukee skala jest jednak o wiele większa. Lokalne władze najwyraźniej pomijają fakt, ile pieniędzy w skali rocznej straci miasto w przypadku ewentualnych przenosin Bucks to innego miasta (szukam pdf z dokładnym wyliczeniem). Mówimy o właścicielach barów, restauracji, hoteli i innych działek związanych bezpośrednio z organizacją meczów. Niestety, patrzę też na tę sprawę z perspektywy kibica Bucks, który raczej nigdy nie wybierze się do Milwaukee i któremu zależałoby na tym, żeby nie zmieniać klubu, który wspieram bez przerwy od ponad 12 lat. Jak każdy, chciałbym żeby udało się znaleźć złoty środek i przeznaczyć część pieniędzy na dzieciaki, a część na budowę hali. Jak nie, to trudno. Dzieci zawsze mogą grać na starych boiskach, albo uprawiać sporty w Chicago. Hala MUSI BYĆ!

Jeszcze wiele plotek przed nami – stay tuned!

Bucks bliscy sprzedaży. Może nawet dzisiaj.

Herb Kohl od dawna próbuje zrobić co w jego mocy, aby sprzedać klub w dobre ręce. Dobre, czyli takie, które zagwarantują budowę nowej hali w Milwaukee oraz pozostawienie klubu w mieście. Wiele dotychczasowych rozmów wskazywało na to, że senator Kohl sprzeda drużynę zaraz po zakończeniu sezonu, albo w trakcie wakacji.

Jednak kiedy wracasz od teściów, włączasz komputer i widzisz Simmonsa, piszącego:

Hearing the Milwaukee Bucks are very VERY close to being sold pending league approval. Might be done already. PS: Not to the Seattle guys.

masz ochotę skakać z radości. Jeśli Simmons coś pisze na twitterze, to nie może być zwykła plotka. Ba. Jak Simmons mówi, żebyś zamknął komputer i dwa razy zaklaskał żeby znowu działał, to robisz to w mgnieniu oka. Podobno wartość transakcji ma się mieścić między 500 a 550 milionów.

ebc9976b264bfd5ebb93b24bdf03aa0c

Plotka w przeciągu kilku najbliższych godzin się potwierdzi. Jeśli to będzie prawda (błagam, niech tak będzie), to mam jeszcze jedną prośbę. Niech nowym właścicielem zostanie Attanasio i zrobi z Bucks to, co zrobił z Brewers. Szczególnie że będzie miał do dyspozycji zarówno draft, jak i cały offseason.

Do dzieła!

Larry, zawstydzasz mnie.

Jeszcze na początku tego sezonu wierzyłem, że to, co mówiłeś nam w lipcu ubiegłego roku zmotywuje Cię dodatkowo do tego, aby być twarzą Bucks. Sam z resztą mówiłeś, że chcesz być liderem pełną gębą i że bierzesz na swoje barki odpowiedzialność za tych młodych chłopaków.

Dzięki Tobie wiem, jak się czują kobiety, które nakrywają swoich mężów na klęczeniu przy pisuarze z penisem innego faceta w gębie. Gówniane. Kiedy już w listopadzie pojawiły się pierwsze oznaki Twojego spadku formy i chciałem Cię na szybko oddać do Siarki Tarnobrzeg za kawałek piorunochronu, podświadomie nie wierzyłem w to, co widziałem. Potem w styczniu twitter zaczął żyć propozycjami jak najszybszego trade’a z Twoim udziałem, a ja, głupi i naiwny tępak, ślepo dawałem Ci szansę. „Zostawmy Sandersa”, pisałem, ale natychmiast dodawałem: „Co najmniej do offseason”. Teraz, kiedy zbliża się koniec sezonu, jestem o długość ding-donga Charlesa Barkley’a bliżej do tego, żeby wypłacić Ci pół dniówki i pogonić w cholerę.

Larry, przestałeś być twarzą klubu w pozytywnym tego słowa znaczeniu i zmieniłeś się w Andrzeja Grabowskiego reklamującego Żołądkową Gorzką. Jeszcze chwila i młodzież w liceach przestanie pić alkohol, bo zacznie się bać przeinaczenia w straszną maszkarę ze zdjęcia na etykiecie. Cieszę się, że Bucks Cię zawiesili na pięć meczów za karanie trawy. Jeśli zawodzisz jako lider w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to może chociaż uda się wykorzystać Cię jako postrach na młodych. „Patrz synu,” będę mówił, „to właśnie Larry Sanders, który zapowiadał się na przyszłą gwiazdę naszej drużyny, a skończył jak Latrell Sprewell. Bez kasy. Bez szacunku. Bez historii.” Ktoś też musi służyć, jako negatywny wzór, żeby uświadomić młodzieży, że złamanie reguł niesie za sobą przykre konsekwencje.

Niby marihuana to nic wielkiego, jednak dla kogoś, kto aspiruje do bycia naszym prywatnym LeBronem (w znaczeniu zbawienia drużyny, baardzo naciągana metafora) jest to kolejny drobny news z pierwszej strony Faktu, który plami Twoją i tak już cholernie nadszarpniętą w tym sezonie reputację. Weź się w garść i przepracuj ten offseason tak, jakby był Twoim ostatnim. No, chyba, że wyciągniemy Embiida w drafcie i nie będzie dla Ciebie miejsca w Milwaukee. Cóż. W takim wypadku, patrząc na Twoją obecną wartość, Siarka Tarnobrzeg może być za wysokim progiem.

Dedykuję Ci jeszcze jednego z moich ulubionych klasyków. „I jak jeszcze raz, dasz się tak zdjąć…”

Oficjalna odpowiedź Larry’ego na zawieszenie:
larrymaryha

Brandon kontra Brandon

Na początek krótkie przypomnienie mojej eksplozji szczęścia, kiedy dokładnie 31 lipca dowiedziałem się, że Jennings przeprowadzi się do świeżo sfajczonego w typowym czwartkowym pożarze mieszkania w Detroit. Jennings GTFO! było jednym z najczęściej powtarzanych haseł w mojej głowie podczas ubiegłorocznych wakacji. Najszybszy sezon w historii Bucks (odkąd pamiętam) niedługo odejdzie w zapomnienie, a mnie wzięło na szybkie porównanie dwóch Brandonów.

brandony

Największa różnica w statystykach i stylu gry między Jenningsem a Knightem, jest taka, że Knight został samozwańczym strzelcem w kiepskim zespole (bo ktoś musi zdobywać punkty), a Jennigsa wyśrubował swój nowy rekord asyst (biorąc pod uwagę, że nigdy chyba jeszcze nie miał tyle strzeleckich talentów, co w Detroit). Brandon-ten-już-w-Detroit zanotował jednak ponad dwupunktowy spadek PER w porównaniu do dwóch ostatnich sezonów (z 18,4), co na pewno nie wróży zbyt dobrze na przyszłe lata tego zawodnika (przy jego etyce pracy, do której przyzwyczaił mnie grając w MKE, nie liczyłbym na nagły wzrost formy). Zawsze kiedy piszę o Jenningsie żałuję, że stał się typem zawodnika, którego nie lubię: shot-first filigranowy rozgrywający ze swagiem zamiast kelnera czy finger-rolla. A przecież w swoim debiutanckim sezonie już w 7 meczu rzucił 55 punktów, a potem był główną siłą napędową „Fear the Deer”, która skończyła swoją przygodę w playoffach po wygraniu 46 meczów w sezonie (Andrew, ja ci tego lądowania na łokciu nie wybaczę!)

Jak tylko Jennings zdał sobie sprawę z tego, że lubi rzucać mimo fatalnej skuteczności (39% z gry, 35% za trzy), było już po wszystkim. Z Knightem jest nieco inaczej. Fakt, w tym sezonie oddał o 200 rzutów więcej, niż jakikolwiek inny zawodników Bucks, ale trafiał 42% z nich. Jest też liderem asyst, ale 4,9 na mecz to wynik gorszy niż Jennings w którymkolwiek ze swoich sezonów w Milwaukee.

Knight ma dwie wielkie zalety. Jest młody (młodszy od Cartera-Williamsa chociażby) i jego contract year przypada dopiero za dwa lata (mimo tego, że w tym sezonie zarobił niespełna 3 miliony, za rok wskoczy już na 8 baniek rocznie – czyli tyle, co Jennings). Daje nam to dwa sezony na to, żeby przekonać się do tego, czy warto wiązać z nim przyszłość, czy powoli szykować się na kolejne modlitwy do koszykarskich Bogów o przedwczesne zakończenie przygody w Milwaukee jakimś niespodziewanym transferem.

A Jennings może robić dalej swoje:

Brandon, oprócz tego, że będzie w ciągłym świetle reflektorów w Detroit, w końcu będzie mógł być pierwszorzędną gwiazdą. W zbankrutowanym mieście zdominowanym przez nierobów, gdzie za obligacje w które inwestowało wielu emerytów spece od finansów chcą za każdego dolara oddawać 10 centów, 8 milionów za rok Jenningsa (przy trzyletnim kontrakcie) wydają się być ekstremalnie dużą kasą. Co ja gadam – 8 milionów dolarów za rok dla Jenningsa byłoby potwornym przepłaceniem w każdym klubie.

Na koniec bonus. Jak zrobić mix, na którym nawet Gabourey Sidibe może wyglądać jak Halle Berry w Monster’s Ball:

Pistons wygrali czwartą kwartę!

bucks@pistons3103

Bałem się. Moje najczarniejsze sny prawie się spełniły, kiedy na 5 minut przed końcem Bucks prowadzili 98-95. Wtedy generał Drew, siedzący dumnie na lufie czołgu i pykając swoją fajkę pokoju, zdecydował się ściągnąć Antka, Hensona i Udoha i wstawić Knighta, Zazę i Adriena. Pistons wykorzystali prezent i wyskoczyli na run 9-0 nie oddając już zwycięstwa do końca spotkania.

Ale było blisko. Nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale ten mecz był tak wyrównany, że obie drużyny zanotowały dokładnie tyle same zbiórek (50), asyst (28), przechwytów (5) i bloków (5). Nie pamiętam ostatniego meczu, żeby takie dziwy się pojawiły. Co jest najważniejsze, udało nam się zachować przewagę dwóch meczów nad 76ers i przy naszym grafiku, ostatnie 8 meczów jest jak najbardziej do przegrania w jednej, imponującej serii.

buckschedule

Dwa słowa o meczu:

1. Henson, jak biegniesz w kontrze, KOŃCZ Z GÓRY, zamiast przestrzeliwać layupa. A potem, jak znowu wchodzisz pod kosz, nie popełniał tego samego błędu. KOŃCZ Z GÓRY. Strasznie się patrzyło na to, jak Drummond z Monroe niszczyli, przepychali, przestawiali, odsuwali i rozbrajali Hensona na każdy możliwy sposób.

2. Giannis pokazał, że po skręceniu kostki nie ma już śladu i zagrał swój najlepszy mecz od spotkania z Orlando 31 stycznia tego roku. Zaczął od 8 szybkich punktów w pierwszej połowie, po fantastycznej (naprawdę) współpracy z Zazą, który obsługiwał jego backdoor cuty perfekcyjnie. W czwartej kwarcie Antek znowu postawił zasypiających fanów na kolana, kiedy dał się sprowadzić do parteru Stuckey’owi. Rodney skończył z fragrant 1, a Antek z dwoma wolnymi i trójką w kolejnej akcji. Super, że Drew dał mu 30 minut i to nie śmieci, ale normalnego grania, w czasie którego mógł się odbić nieco po tragicznym 0/5 z Lakersami.

3. Przegraliśmy przez trójki J-Smootha (15 punktów w 4 kwarcie). Powtórzę. Przez trójki. J-Smootha. Trafił dwie, akurat wtedy, kiedy jego drużyna tego potrzebowała. Prawdziwy lider. Nie do zastąpienia. Wyjątkowy. Fantastyczny! <błagam, wyczuj ironię>

4. Pistons imponowali defensywą pod koszem w drugiem kwarcie, pozwalając Kozłom na zdobycie 26 z 31 punktów spod obręczy.