Czasem trzeba upaść całkowicie na dno, żeby się podnieść. W taką filozofię wierzą też władze Bucks, bowiem ostatnia porażka z Toronto (63 w sezonie) oznacza, że jesteśmy świadkami najgorszego roku w 45 letniej historii klubu.

Pomimo tak słabego wyniku, Hammond dalej uparcie trzyma się swojej wersji, że tegoroczne tankowanie jest celowe. Jego zdaniem, po tym jak zajęliśmy 8 miejsce na wschodzie sezon temu, w tym głównym celem dla klubu była również walka o playoffy. Tyle, że przez kontuzje (w sumie aż 14 zawodników opuściło 247 spotkań), problemy z zawodnikami (poza parkietem, ekhem, Larry), nieudane transfery (m.in. FatMayo), wygranie 14 spotkań okazało się wynikiem w sam raz dla Kozłów.

Nawet Henson zauważa, że to nie jest tak, że przegrywają celowo. Po prostu brakuje im waleczności i umiejętności, które posiadają inne zespoły, są za młodzi i nie mają odpowiedniego wsparcia weteranów.

Drugi co do fatalności bilans Bucks zanotowali w sezonie 1993/94, kiedy w debiutanckim sezonie Vina Bakera wygrali 20 meczów i przegrali 62. Bucks w nagrodę dostali pierwszy numer w drafcie, wybrali Glenna Robinsona  i odbili się od dna na tyle mocno, że w latach 2000/01 doszli aż do finałów wschodu.

Patrząc na to, że mamy wielkie szanse na kolejny #1 pick (a już raczej pewny w top4), wielu zawodników, działaczy i kibiców pozostaje optymistami. Ja również zaliczam się do tej grupy, bo po tylu latach przeciętności, nic więcej mi nie zostało.

Obejrzyjcie sobie skrót z pamiętnych finałów ECF z 76ers. Mecz 7. Allen Iverson robi to, co Allen Iverson ćwiczył tak ciężko na treningach.

Reklamy