Tak, wiem, Bucks wygrali z Cavs i niebezpiecznie zbliżyli się do 76ers. W dodatku jeśli w następnym meczu wygramy z Wizards, nie staniemy się trzecią drużyną w historii NBA, która nie wygrała ani razu dwóch meczów z rzędu. Bla bla bla – znasz wynik, bo na pewno oglądałeś mecz. Nie przegapiłeś przecież szlagieru pod koniec sezonu – chyba jedynego meczu w minioną noc, który nie miał absolutnie żadnego znaczenia przed playoffami. Nie mniej nie zapominaj, mecze Bucks są „fun to watch”. Jak odcinki South Parku z dubbingiem. Albo jak polskie sitcomy…

W poprzednim wpisie o tym: „Kto jeszcze został w grze w walce o Bucks”. Simmons rzuca plotkami jak Sofoklis krzesłami (i ludźmi), a my dalej nic nie wiemy. Dopiero co przeczytałem kolejny tekst Billa o tym, że Bucks może niedługo zostaną przejęci przez dwóch gentemenów, których skumulowany majątek przekroczy 1 miliard dolarów. Kim są ci tajemniczy zbawiciele Kozłów?

Wes Eden jest spokojnym i ulizanym 52 latkiem, który po ukończeniu szkoły średniej od razu zaczął karierę w finansach. Zanim w 1998 roku założył swoją firmę Fortress Investment Group, pracował dla Lehman Brothers, czy BlackRock. W FIG zarządzał majątkiem wartym nieco więcej niż 55 miliardów dolarów. Generalnie zbił fortunę na funduszach hedgingowych, o czym możecie więcej przeczytać tutaj.

Marc Lasry, oprócz tego, że na pierwszy rzut oka wygląda jak siwy Jason Segel, to jeszcze z Milwaukee wiąże go tyle, co Brewera z 50 punktowymi meczami. 53 letni milarder urodził się w Maroku i przyjechał do Stanów jako dziecko. Po studiach trochę pojeździł jako kurier w UPS, potem przez chwilę był prawnikiem, aż w końcu założył fundusz hedgingowy (a jakże!) pod nazwą Avanue Capital Group. Wg Forbesa, zarobił w zeszłym roku około 280 milionów dolarów zarządzając majątkiem ludzi o wartości prawie 13 miliardów baksów (daleko mu niestety do George’a Sorosa, który w 2013 zarobił na zarządzaniu funduszami, bagatela, 4 miliardy).

Można by o nich jeszcze pisać, ale pewnie i tak nikt poza mną i trzema osobami nie będzie nimi zainteresowany. Faktem jest, że zarówno Eden jak i Lasry mają na tyle kasy, że można ich stawiać na równi z takimi postaciami jak chociażby Mark Cuban (minus entuzjazm i pierdolec na punkcie koszykówki, plus chęć zarobienia na biznesie). Obaj są również tak związani z Milwaukee, jak ja z Jessicą Biel – i tego się najbardziej obawiam. Nie ma pewności, że będą chcieli długoterminowo trzymać klub w Milwaukee i nie znikną po dwóch, trzech latach niepowodzeń. Z tego co wyczytałem na innych stronach, z Kohlem łączy ich przede wszystkim polityka. Obaj ładują dużo kasy na partię demokratyczną, w tym na kampanię Obamy. Ciekawostka, firma Lasry’ego zatrudniała przez trzy lata Chelsea Clinton.

Pierwszy minus już zatem za nami. Drugi – na ile panowie Marc i Wes chcą wzmocnić Bucks, a na ile chcą tylko zaistnieć na rynku właścicieli NBA? Czy będą w stanie zaangażować się tak mocno w życie mieszkańców Milwaukee, jak zrobił to chociażby Attanasio po kupieniu Brewers?  Czy nie będziemy świadkami sytuacji, w której kupią klub, a następnie sprzedadzą do innego miasta, żeby zarobić kilkaset milionów? Nikt z nas nie jest w stanie odpowiedzieć na te pytania, nie mniej dobrze już się zawczasu przygotować na najgorsze.

A gdzie są plusy? Przede wszystkim kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Gdyby tylko zależało im na szybkich zmianach w zespole, nie mogliby mówić, że brakuje im funduszy. Oby tylko nie wywalali pieniędzy w kretyński sposób jak Prochorow nadwyrężając luxury tax do granic możliwości. Na początek wystarczy jednak świadomość, że przypadku wygrania przez nich przetargu, mielibyśmy jednych z najbogatszych właścicieli w NBA. Obaj są też managerami, którzy przeżyli bez finansowego krachu kryzys w 2008 roku. Głównie dlatego, że otaczają się bardzo kompetentnymi ludźmi, którzy nie dają sobie w kaszę dmuchać. Daje to nadzieję na to, że po przejęciu klubu, nie oddadzą go w ręce byle jakiego GMa.

Po raz kolejny wszystko to póki co wróżenie z fusów. Dobrze, że co i rusz pojawiają się nowe nazwiska, oby tylko cała sprzedaż nie skończyła się tak, jak w 2003 kiedy Kohl miał pierwsze podejście do oddania klubu. Zgłosili się wtedy ludzie Jordana, wszystko zostało wstępnie ustalone, jednak senator wycofał się w ostatniej chwili, bo Jordan nie dawał 100% gwarancji, że nie przeniesie klubu do innego miasta. Teraz wszystko krąży wokół tego. Klub ma zostać w Milwaukee i jest to pierwszy z warunków, jakie Kohl stawia nowemu, przyszłemu właścicielowi. Drugim warunkiem, jest postawienie nowoczesnej hali w zamiast Bradley Center.

Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na kolejne doniesienia i plotki.

Reklamy