Bucks z #2 w drafcie

Nie ukrywam, miałem nadzieję na drugi numer przede wszystkim dlatego, że zrzuca z nas presję wyboru Wigginsa i zawsze zostawia wolne pole na wymowke, w razie gdybyśmy wylosowali Embiida i nie mieli potem co zrobić z Sandersem. „Chcieliśmy Wigginsa, ale pech chciał,  że Cavs ponownie ustawiki loterie i zgarneli najlepszego dostępnego zawodnika.” -będziemy czytali.

Numer drugi i tak daje nam Embiida lub Parkera i teraz tylko kwestia tego,  na kogo zdecyduje sie nowy zarząd.  Zakładam jednocześnie,  że Wiggins zostanie nowym królem Cleveland,  przynajmniej do czasu, aż zdecyduje się na przeniesienie swoich talentów w cieplejsze miejsce. Tak na marginesie,  Cavs zaczynają być bardziej pechowa drużyną niż Bucks. W ostatnich latach mieli 4 pierwsze picki w drafcie i nadal są w głębokiej dziurze.

Losowanie jest już historią i pozostaje nam teraz czekać na wyciekniecie sextape córki Edensa, która w jego imieniu uczestniczyła w drafcie losowanie. Zapewne jestem jedyną osobą w kraju, która liczy na to, że Hammond nie straci pracy przed draftem. Co by dużo nie mówić,  facet ma świetnego nosa do stealow i po cichu liczę na to, że oprócz pewniaka z numerem drugim wyłowi inny talent pod koniec pierwszej lub na początku drugiej rundy.

Ps.
To mój pierwszy tekst ever pisany na telefonie z kolejki w Tesco…umila czas.

Colangelo na celowniku Bucks.

Bucks oficjalnie mają już nowych właścicieli, którzy od razu postanowili zabawić się moimi emocjami i zamiast budować ekscytację, zrzucili bombę, która zabiła ponad połowę entuzjazmu, jakim promieniowałem od ostatnich tygodni.


3rwmos

Brian Colangelo jest jednym z głównych kandydatów do objęcia posady GMa po Hammondzie, którego dni w klubie są policzone. Człowieka, który nigdy nie pozbył się Bargnaniego z Toronto i który może nawet dobrze radził sobie w drafcie, to jednak większość s’n’t i MLE które oferował, jeszcze bardziej pogrążały Raptors w przeciętności.

OoSth

Dlaczego taka wiadomość musiała się pojawić zaraz po tym, jak Hammond oznajmił swoją fascynację Wigginsem, Embiidem i Exumem? Jeśli mnie pamięć nie myli, Colangelo jeszcze w tym roku wypowiadał się o ewentualnych wymianach Bucks i stwierdził, że Rudy Gay byłby bardzo dobrym wzmocnieniem naszego składu…

3rwluw

Zatrudnienie Briana będzie jak budowanie Raptors w sezonach 2006-13 (Torontos, pamiętasz te czasy?), co w przypadku Bucks może skończyć się jeszcze gorszymi sezonami niż obecny. Panowie nowi właściciele Bucks, mam do wam wielką prośbę – nie psujcie Bucks już na samym początku waszej przygody z Milwaukee.

Polecam lekturę: 1) http://hoopshype.com/general_managers/bryan_colangelo.htm oraz 2) http://forums.realgm.com/boards/viewtopic.php?f=32&t=1215822&start=20

Raz. Dwa. Trzy. Płaczemy. A ja wracam do oglądania Family Guy’a z dzieckiem i powoli szukam nowego klubu do kibicowania.

deliver / provide / supply – czym się różnią?

welcome_logoNa środowych zajęciach zostałem mile zaskoczony pytaniem: „jaka jest różnica między provide a deliver?”

Dołóżmy do kolekcji jeszcze jedno słowo: supply i zastanówmy się, czym one się różnią

1. provide sb with sth – zapewnić (coś komuś), np.: Szkoła zapewnia uczniom książki – The school provides students with books. Analogicznie powiemy: HR manager will provide you with infomation lub Netia provides me with internet.

2. deliver sth to sb – dostarczać (coś komuś), np.: Osobiście doręczę ci list – I will personally deliver the letter. 

3. supply sb with sth – zaopatrzyć (kogoś w coś) – praktycznie to samo co provide. Tauron supplies Świebodzice with electricity – Tauron zaopatruje Świebodzice w elektryczność.

Jest to najprostsze z wyjaśnień, które mam nadzieję pomogło. Dodatkowo, możemy jeszcze podać dwa użycia provide i deliver:

4. provide a service – robi to np. pizzeria, przygotowując dla Ciebie pizzę, albo sklep internetowy, pakując i wysyłając Ci nowego iPhona.

5. deliver a service – to już zadanie bezpośrednio kierowcy, który przynosi Ci pizzę do domu albo kuriera, który wręcza Ci paczkę z telefonem.

Jako zadanie domowe przetłumacz poniższe zwroty na angielski (używając deliver/provide/supply) i wyślij na szkolnego maila. Pierwsza osoba, która poprawnie odpowie na wszystkie 5 punktów otrzyma miłą niespodziankę.

a) uchroń nas od złego,

b) porodówka,

c) wygłosić mowę,

d) popyt i podaż,

e) spory zapas jedzenia.

 

Na szybko – co się dzieje w Bucks?

Mijają już trzy tygodnie odkąd dotarła do nas wiadomość, że Lasry i Edens kupili Bucks, jednak dalej nie mamy oficjalnego potwierdzenia przez ligę. Wg tego, co piszę Woelfel, oczekiwanie powinno się skończyć w przeciągu maksymalnie dwóch tygodni. Dokładnie mowa o czasie między przed-draftowym campem w Chicago i przed Wielką Loterią 20 maja.

Obaj nowi właściciele dosyć często jeżdżą do Milwaukee i prowadzą zaawansowane rozmowy kadrowe. Pojawia się wiele pytań, m.in. najważniejsze z nich – czy Hammond powinien zostać na swojej pozycji, czy też Larsy i Edens powinni zastąpić go swoim zaufanym człowiekiem. Ogólnie jest jedno wielkie zamieszanie, bo duża część kadry nie wie, czy zostanie w klubie na przyszłe lata, czy nie.

Przeczytałem też gdzieś ostatnio, że Hammond ma szansę dostać pracę GMa w Detroit, jeśli nie zostanie obdarzony zaufaniem w Milwaukee (jednak podobno to Mike Zarren z Bostonu i Bryan Colangelo są głównymi kandydatami, pojawia się również Chauncey Billups). Dla Hammonda byłby to powrót na stare śmiecie, każdy szanujący się fan Bucks wie, że John przyszedł do Milwaukee właśnie z Detroit.

Co z nową halą Bucks?

Najciekawszym tematem jest jednak nowa hala Bucks – władze w mieście muszą jak najszybciej znaleźć porozumienie w wielu kwestiach, bo jeśli nie wybudujemy nowej hali, nie będziemy mieli drużyny w Milwaukee, a ja będę musiał kibicować mormonom. Póki co są szanse, że hala powstanie gdzieś w centrum miasta, a jej koszt wyniesie między 420-500 milionów. Kohl zadeklarował, że dołoży 100 milionów, tyle samo zainwestują nowi właściciele. Reszta będzie musiała zostać sfinansowana albo z prywatnych pieniędzy innych mniejszych inwestorów, albo dorzuci się miasto. Tutaj mała ciekawostka – w Sacramento również szykuje się nowa hala, wyceniona na 477 milionów. 222 bańki wykładają Kings, pozostałe 255 dokłada miasto. Szkoda, że u nas nie da się tego jak szybko i zgrabnie załatwić.

Podsumowanie sezonu Bucks.

15-67 to najgorszy sezon w historii Bucks. Nie znaczy to jednak, że nie da się doszukać kilku pozytywów w naszej grze. Giannis został właśnie wybrany 7 najlepszym debiutantem (jeden głos na trzecie miejsce od dziennikarza z Oklahomy), Knight miał naprawdę dobry sezon pokazując, że przy kilku zmianach w składzie może być naszą opcją na przyszłość. W grze każdego z zawodników da się znaleźć coś dobrego – oprócz Sandersa. U niego nie znalazłem nic. Poniżej alfabetyczne podsumowanie wszystkich graczy Bucks, którzy zagrali w sezonie co najmniej trzy mecze.

1. Jeff Adrien 

Zagrał w sumie w 28 meczach, ale pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. 52% z gry, prawie 11 punktów i 8 zbiórek na mecz to wyniki, które brałbym w ciemno od każdego rezerwowego skrzydłowego. Nie boi się kontaktu, ma odpowiednią masę do tego, żeby przejąć zawodnika po cherlawym Hensonie. W marcu zrobił coś takiego. Końcowa ocena: 4

2. Giannis Antetokounmpo

Zostawił po sobie większy hype niż prawdopodobnie na to zasłużył. Dzięki niemu przybył nam co najmniej jeden nowy fan Bucks. I jak już wspomniałem wyżej, dostał jeden głos na trzecie miejsce w głosowaniu na debiutanta sezonu. Zaczął sezon fantastycznie, nawet pojawiały się głosy, że może dostać ROY, jednak od stycznia jego gra stopniowo zaczęła się pogarszać. Skuteczność spadła z ponad 40% do niespełna 35%, przez co skończył sezon z 6,8 punktami na mecz, 4,4 zbiórkami i niespełna 2 asystami. Musi popracować nad rzutem i wszystkimi aspektami związanymi z techniką, jednak jego atletyzm, warunki fizyczne, czy NIEPRAWDOPODOBNY zasięg powodują, że wciąż nie znamy jego końcowych możliwości. Trochę na zachętę, żeby za rok można było się poprawić, końcowa ocena 4-.

3. John Henson

70 meczów, 11 punktów i 7 zbiórek na mecz nie rzuca na kolana. Nawet 1,7 bloków, które były 7 wynikiem w lidze. Pod nieobecność Sandersa oczekiwałem, że pokaże znacznie więcej. Liczyłem przede wszystkim na to, że przybierze na wadze, odwiedzi czasem siłownię i nie będzie podkoszowym popychadłem. Fakt, opanował półhaki z obu rąk, nauczył się kilku nowych manewrów w post-upie, co umożliwiło mu trafianie z 54% skutecznością, ale nie jest jeszcze zawodnikiem, jakiego chciałbym widzieć w Bucks. Przed nim przyszłość nawet na All-Stara, ale musi solidnie przepracować wakacje. Końcowa ocena: 4.

4. Ersan Ilyasova

Nie zliczę, ile razy w sezonie chciałem go wykopać do Turcji. Pod nieobecność Jenningsa i Ellisa miał się stać jedną z głównych opcji ofensywnych w drużynie. Zamiast tego, zdecydował się rzucać z gry z 40% skutecznością i 28% za trzy (w poprzednim sezonie odpowiednio 48% i 45%). Do tego w luty zaczął narzekać na grę w Milwaukee i domagał się wymiany. W wakacje może go już nie być i nie będę żałował. Końcowa ocena: 2+.

5. Brandon Knight

Obejrzałem wiele meczów Bucks w sezonie i muszę przyznać, że Brandon pozytywnie mnie zaskoczył. Musi popracować nad rozgrywaniem, ograniczeniem strat oraz nieco lepszą selekcją rzutów, ale wciąż był najlepszym zawodnikiem w najsłabszej drużynie. 18 punktów, 5 asyst i 3,5 zbiórek na mecz to jego najlepsze wyniki w karierze. Ma fantastyczną łatwość penetracji, co przełożyło się na 4,5 FTA na mecz. Zobaczymy co pokaże w swoim drugiem sezonie w Bucks. Póki co jest nadzieja, że będzie zupełnie innym rozgrywającym niż Jennings. Końcowa ocena: 4+

6. OJ Mayo

Przytył, ale chyba przez stresowe podjadanie wieczorem i oglądanie większości meczów z ławki. Wiązał buty w trakcie meczu zamiast kryć swojego kolesia i nie dostał DPOY – nie dziwię się, że sprawiał wrażenie rozczarowanego. Było by świetnie, gdyby udało się go pozbyć w czasie wakacji, ale kto będzie chciał tonę oślizgłej i śmierdzącej szynki, która przez 52 dni leżała zawinięta w worek foliowy w kącie lodówki? Końcowa ocena: 2+

7. Khris Middleton

Mój prawie-że-ulubieniec w tym sezonie. Ukradliśmy go z Detroit, potem cudem połamaliśmy Butlera i Defino i daliśmy mu szansę. 41% za trzy, 12 punktów i 4 zbiórki na mecz, skuteczny i wydajny strzelec w drużynie pełnej murarzy ciskającymi cegłami. Ważny, cholernie ważny element Bucks w przyszłych latach, który pewnie straci swoje miejsce w pierwszej piątce zaraz po drafcie…Końcowa ocena: 4+

8. Zaza Pachulia

Pierwsze dwa mecze (albo dwa tygodnie, już nie pamiętam dokładnie) zaczynał w S5 i szedł na MVP drużyny. Potem wrócił do swojej standardowej, tragicznej skuteczności spod kosza (42%) i mimo prawie 8 punktów i 6 zbiórek na mecz był praktycznie bezużyteczny zarówno w ataku, jak i w obronie. Niby twardy karzeł w krainie skrzatów gangsterów i ponownie rozczarował. Podobnie jak z OJem, ciężko będzie znaleźć frajerów, którzy by go chcieli. Końcowa ocena: 2+

9. Miroslav Raduljica

W swoim pierwszym sezonie zagrał w 48 meczach, spędził na parkiecie niespełna 10 minut na mecz i zdobywał 4 punkty i 2 zbiórki. W przełożeniu na PER36 wygląda to o wiele lepiej: 14ppg i 8,4rpg. Nie będzie z niego gracza pokroju Divaca, ale widać, że przyda się zdecydowanie bardziej niż chociażby Zaza. Twardy zarówno fizycznie jak i mentalnie, może być dobrym uzupełnieniem do malutkiego Hensona i lekko tracącego kontakt z ziemią Sandersa. Końcowa ocena: 3+

10. Larry Sanders

Nie wiem co napisać o jego sezonie. Najpierw bójka w klubie, potem afera z zielskiem. Po fantastycznym sezonie i wielkich oczekiwaniach, podpisał wielki kontrakt (przypomnę 44 miliony za 4 lata), zabrał wypłatę i postanowił nigdy więcej nie zagrać dobrego meczu. Tragiczne, olbrzymie, gargantuiczne, wielkie, kurewskie rozczarowanie. Końcowa ocena: 1

11. Ramon Sessions

Jeden z tych zawodników, którzy w trakcie sezonu dowiadują się, że muszą wrócić do Milwaukee. Co ty byś zrobił? Pewnie się załamał. Ramon zdecydował zawalczyć o średnie na poziomie prawie triple-double: 16 punktów, 3 zbiórki i 5 asyst, rzucając z 46% z gry. Oczywiście wszystko przez contract year. Bucks mają Knighta i Woltersa, przez co Sessions będzie sobie szukał nowego pracodawcy. Końcowa ocena: 4.

12. Ekpe Udoh

Jezus Maria, nienawidzę Ekpe z tego sezonu. Wiele razy myślałem, że będzie notował ujemną liczbę zbiórek w meczach, ale potem zobaczyłem co w playoffach robi Hibbert i nieco odetchnąłem, że nie tylko Udoh jest gigantycznym pussyzaurem pod koszem. Nigdy nie był ofensywną siłą, ale zawsze nadrabiał to walecznością i twardością w defensywie. W tym roku kompletnie o tym zapomniał i momentami chyba lepiej byśmy grali w czterech na parkiecie, niż z nim pod koszem. Końcowa ocena: 2+

13. Nate Wolters

Daje mu dwa, góra trzy lata, żeby był naszym pierwszym rozgrywającym. Nate to prawdziwy i pierwszy w historii biologiczny syn dwóch mężczyzn: Nasha i Stocktona. Basketball IQ weterana, ballhandling Paula, przegląd pola jak u Birda, szkoda tylko, że póki co rzuca z gry jak Deandre Jordan wolne. W czasie kontuzji Knighta grał w pierwszym składzie i w czasie 31 meczów notował 7 punktów, prawie 3 zbiórki, 3 asysty i zaledwie 1 stratę a mecz. Przyszłość All-Stara, ale takiego niedocenianego i latającego poniżej radarów, za to z solidnymi numerami i nieocenionym wpływem na zespół. NATERS GONNA NATE! Końcowa ocena: 4+

14. Chris Wright

Podpisał pod koniec sezonu kontrakt na 10 dni, zagrał w 8 meczach zdobywając 6 punktów (na 60% skuteczności) i 2,5 zbiórki na mecz. Niedawno na stronie Bucks pojawiła się informacja, że klub jest zainteresowany podpisaniem z nim nowej umowy na kilka lat. Ciekawe, co wniesie do zespołu jak dostanie więcej czasu. Końcowa ocena: 3-

Nie zdobędziesz mistrzostwa ufając Hardenowi.

To jest ten moment, kiedy nie wiem jak zacząć spisywanie dziesiątek statystyk, trzymając się obiektywnie faktów i nie dając dojść do głosu mojej osobistej niechęci do kilku zawodników. Kto mnie zna ten wie, że moja opinia na temat kilku supergwiazd jest z góry wyrobiona: kiedy jedną z dwóch najważniejszych opcji w ataku jest Howard czy Westbrook, niestety nie zdobędziesz mistrzostwa. Teraz, do tego duetu dołączam Hardena, który w serii z Portland udowodnił, że owszem, ma ofensywny potencjał, ale kiedy przychodzi do najważniejszych meczów i wysokiej intensywności, nie potrafi pociągnąć za sobą drużyny. Widzieliśmy to doskonale w G7, kiedy zagrał prawie idealny mecz, doczekał się nawet mojej (rzadkiej) pochwały na twitterze (podobnie jak Howard, który dominował totalnie). Wszystko po to, żeby w dwóch ostatnich posiadaniach Rockets odpalić dwa złe rzuty (cudosy dla Batuma i Matthewsa za obronę w całej serii) i po raz kolejny pokazać, że kiedy wynik jest na styku, Harden jest do kitu.

Statystyki nie kłamią

Wypunktujmy kilka różnic między sezonem zasadniczym a playoffami.

1. W RS Harden miał dużo możliwości do oddawania łatwych rzutów spod samego kosza, dokładnie 30,6% (wg nba.com/stats). Z Blazers wynik ten spadł do zaledwie 20,5%.

2. Gra Hardena w ataku w dużej mierze opiera się na wykańczaniu kontrataków. W sezonie zasadniczym zdobywał w taki sposób ponad 25% swoich punktów. Z Portland, już tyko 15%. Wszystko przez szybki powrót do obrony graczy Blazers, ograniczenie strat w ataku i fantastyczną obronę z jak i bez piłki Matthewsa i Batuma. Matthews dodatkowo wykonał kawał dobrej roboty walcząc o każdą bezpańską piłkę jaka turlała się po parkiecie, ale to materiał na osobny temat.

3. Oprócz wspomnianych Matthewsa i Batuma, wysocy Blazers wykonali kawał dobrej roboty zacieśniając strefę pod koszem i pomagając w kryciu Hardena. W sezonie zasadniczym jedynie 5% jego rzutów było blokowanych. W pierwszej rundzie już prawie 9%.

4. Dodatkowo , Harden został pozbawiony zdobywania łatwych punktów z osobistych. Przed playoffami rzucał 55% na każdy rzut z gry – w pierwszych 7 meczach z PTB zaledwie 32%. Co więcej, w playoffach tylko 41% na nim było faulami przy rzucie, w porównaniu do 64% w sezonie zasadniczym.

5. Shot selection, o którym pisałem we wstępie, również zostawił wiele do życzenia. Przede wszystkim TS% spadło potwornie z 62% do 47%. Skuteczność za trzy zmalała o 11% (z 36% do 25%), a spod samego kosza z 61% do 42%. Dodatkowo, tylko 20% jego rzutów była oddawana z pomalowanego (w porównaniu do 30% w czasie RS), a liczba rzutów z półdystansu wzrosła z 19% do 27%. Znowu, wielki szacun dla defensywy Blazers za wymuszenie tych kluczowych zmian.

6. Zabrakło skutecznych pick’n’rolli z Howardem. Wg synergy, w meczu nr 5 udało im się go zagrać tylko 3 razy, a Harden jest najskuteczniejszy w wjeżdżaniu pod kosz, gdy zasłonę stawia mu właśnie Dwight.

Przykry wniosek

Wszystko to sprowadza się do powiedzenia jednego. Owszem, Harden jest świetnym zawodnikiem. Można nawet dyskutować, czy jest w tej chwili TOP3 rzucających obrońców w lidze (nie jest!) Nie tylko statystyki, ale również styl gry, kompletny brak defensywy, przypominają mi tym, że Michael Redd jeszcze nie skończył kariery. Po prostu wymienił sobie kolana, zapuścił brodę, przeprowadził się do Teksasu, nauczył lepiej rozgrywać i poszerzył swój ofensywny arsenał o penetracje i kończenia akcji z góry. Wybaczcie mi wszyscy, którzy wierzycie w jego fantastyczność i niezastępowalność, ale Harden jest miękki. Tak samo jak Howard. W NBA niestety tego typu matematyka nie daje mistrzostwa – przysparza jedynie frustracji, że twój zespół wydaje kupę kasy na największe w tej lidze gwiazdy, których osobiście nie chciałbym nawet, żeby były odpowiedzialne za odbudowę Bucks.

Atlanta zasłużyła na trochę miłości.

Strasznie mi się oglądało wczorajszą porażkę z Pacers. Run Indiany na dwie minuty przed końcem, potem tragiczne rozegrane ostatnie 40 sekundy i marzenia o upsecie błyskawicznie prysły. Szans należy się teraz dopatrywać w G7, który nigdy nie jest łatwym pojedynkiem, szczególnie, jeśli przyjdzie go grać w Indianapolis (w swojej historii Indiana na  sześć rozegranych siódmych meczów, przegrała aż 4).

Skąd ta zmiana Hawks?

Budenholzer, mając w składzie m.in. Korvera, Carrolla, Antica, czy Williamsa, dał drużynie zielone światło na odpalanie trójek. W każdym z dotychczasowych meczów z Pacers oddają średnio po 27 trójek – zdecydowanie więcej, niż Pacers w pierwszych czterech spotkaniach. Pamiętacie mecz 5 tej serii, a w szczególności druga kwartę, wygraną przez Hawks 41-19? Napadało tam rzutami z dystansu i aż 4 zawodników Jastrzębi mogło się pochwalić ponad 50 3PT% (przede wszystkim 5 trójek Scotta). Po tamtym spotkaniu, Hawks mieli na swoim koncie aż 59 oddanych trójek (o 14 więcej niż jakakolwiek inna drużyna w playoffach), a w szóstym spotkaniu dołożyli jeszcze 35. Hawks pobili już zatem rekord NBA pod względem oddanych trójek w siedmiomeczowych seriach – 77 mieli zarówno Magic przeciw Pacers w 1995 oraz Suns w serii z Clippers w 2006).

Zwróćcie uwagę na to, że Atlanta bije rekordy trójek przeciwko drużynie, której defensywa bazuje na fantastycznym kryciu na obwodzie. Pacers (przed Meczem Gwiazd) zajmowali trzecie miejsce w lidze pod najlepszej obrony trójek. Statystyka ta spadła jak forma Hibberta po All-Star Game (aż do 8 miejsca). Co więcej, wg ESPN, Pacers dali sobie wrzucić więcej niż 9 trójek w dwóch meczach z rzędu jedynie w … dwóch pierwszych spotkaniach sezonu zasadniczego.

Budenholzer rozciągnął defensywę Pacers do granic możliwości i na pewno lekko pomógł Hibbertowi skończyć mecz piąty na imponującym poziomie 0 punktów i 0 zbiórek. Trener fantastycznie reaguje na wszystkie ruchy Vogela. Kiedy coach Pacers w omawianym meczu 5 zaczął gonić w czwartej kwarcie ekstremalnym small ballem, Budenholzer ustawił Korvera prawie przy linii środkowej, a pod kosz wcisnął Millsapa. To ustawienie dało Atlancie trzy punktowe akcje w pięciu posiadaniach, co skutecznie uniemożliwiło Indianie powrót.

Nikt z ekspertów ESPN nie postawił na wygraną Atlanty i tylko Strauss postawił na 3 wygrane Atlanty. Ja również należałem do grona tych, którzy Indianę widzieli w finałach konferencji po łatwych przeprawach najpierw z Hawks, potem z Bulls (tak, właśnie z Bulls).

Przed jutrzejszym decydującym meczem zastanawiam się, czy zaskakujący wynik jest rezultatem gargantuicznego spadku formy Indiany, czy jednak trzeba przyznać, że Atlanta była w stanie skutecznie wyrwać kilka zwycięstw i nastraszyć w pierwszej rundzie niczym Bucks z ery Bogutowego Fear-the-Deer. Chciałbym, żeby Hawks stali się pierwszą drużyną, która weszła do playoffów z najgorszym bilansem i wygrała pierwszą serię. Nie zdarzyło się to jeszcze ani razu odkąd wprowadzono 16 zespołowy system playoffów.

Mecz 7 dzisiaj w nocy o 00:30 jeśli dobrze pamiętam. Trzeba wstać!