Bucks i 76ers – dwie potęgi o tych samych wykładnikach.

Cały dzień przygotowywałem się mentalnie do nocnego oglądania meczu Bucks – nawet formalny, na pierwszy rzut oka, strój w pracy skrywał pod sobą, to, co tak naprawdę liczy się dzisiejszej nocy. Z Philly mamy porachunki do wyrównania – rok temu mieliśmy gorszy bilans od 76ers, mimo,  że rekord 26 przegranych z rzędu należał właśnie do nich. Po drugie, nie można zapomnieć o tym, co Spencer zrobił nam rok temu:

Teraz wszystko wskazuje na to,  że role się odwróciły i to Bucks wyjdą na parkiet w roli zdecydowanego faworyta.

Ponieważ nie ma zarówno MC-W, jak i Embiida, na pewno nieraz wystrzelę ochem-i-achem w kierunku Noela, który pewnie będzie elektryzował publiczność walką na deskach z Hensonem (chociaż być może Sanders już dzisiaj zagra).

Ze strony Bucks oczekuję przede wszystkie nie zaliczenia kolejnej głupiej porażki na własne życzenie i, jak pisze Paweł, solidnego nabicia stastów przez Parkera i Giannisa. Nie może się też powtórzyć sytuacja z poprzedniego meczu, gdzie Jabari był zdecydowanie za bardzo olewany w ataku przez przez Knighta i dostawał trochę za mało podań. Do tego jak znowu zobaczę Zazę zabierającego minuty Hensonowi, to mnie chyba trafi.

Startujemy o 01:30, a ponieważ zależy mi na zrobieniu solidnej analizy komentarza z meczu Bulls-Cavs z nc+, po raz pierwszy w tym sezonie zaliczę dwa mecze za jednym zamachem. Uwielbiam NBA w piątki!

PS.

Parker jako członek Blues Brothers rozdający cukierki z okazji Halloween? Zgubił ostatni koszyk jak piłkę w trumnie w crunch timie z  Hornets. Not funny.

Z 74-50 dla Bucks do Kemby Walkera.

Wiesz, że coś jest z tobą nie tak, skoro przed prawie 14-godzinnym dniem pracy (i pierwszymi zajęciami o 6:30) ŚWIADOMIE podejmujesz decyzję o tym, że lepiej będzie przespać całą noc, niż potem być budzonym na zajęciach przez sympatycznego Japończyka czułym: „mista tića? herroł? ju łont slip?”  (co zdarzyło mi się raz i przysięgam, że tylko na sekundę przymknąłem oczy…) Kładę się zatem jak zwykle koło 22 z nadzieją na pobudkę o 5:30, albo jeszcze lepiej, parę minut przed budzikiem. Przy akompaniamencie sapiącej żony, chrapiącego syna i walącego po oczach księżyca podnoszę się leniwie z łóżka i sennym krokiem pędzę do kuchni wstawić kawę. Po drodze włączyłem telefon, żeby sprawdzić, ile minut wcześniej obudziłem się przed budzikiem. K*wa. Dochodzi druga, co oznacza dwie opcje: (1) kładziesz się z powrotem spać, ze świadomością, że po raz drugi olałeś mecz, albo (2)  idziesz do pokoju i włączasz streama, z nadzieją, że trafisz jeszcze na kawałek spotkania.

Trafiłem na ostatnie 3 minuty czwartej kwarty i gdy zobaczyłem wynik na stylu ucieszyłem się, że Bucks nie zaczną sezonu od blow-outu. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że do połowy trzeciej kwarty prowadziliśmy 74-50.  Dla mnie liczyło się to, że w te trzy minuty, które oglądałem, Bucks zaliczyli więcej strat niż celnych rzutów. Middleton nie trafiał otwartych rzutów i najważniejszych dwóch wolnych w meczu, Parker pogubił się w pomalowanym, a na koniec Kidd podjął decyzję o niefaulowaniu Walkera (słusznie?), który miał więcej jaj w końcówce niż cała piątka Bucks razem wzięta.

Potem była dogrywka, standardowy kosz za kosz i przepiękny game-winner Kemby, którego wspominałem dłużej, niż wycieknięte zdjęcia J-Law.

Z tego, co podpowiada mi youtube, wcześniej w meczu Stephenson rozmazał Sandersowi makijaż:

a Giannis pograł trochę w obronie:

Czy można powiedzieć, że to była pierwsza frajerska przegrana w sezonie? Oczywiście. 24-punktowy come-back był największym w historii Hornets.

Najbardziej bolało to, że im bliżej końca meczu się zbliżaliśmy, tylko mniej było wiadomo, kto ma być naszym liderem. Czytałem, że Khris przejął rolę czarnej dziury i oddawał rzut jak tylko dostał piłkę. Parker pomimo kilku przebłysków niczym nie zachwycił, a Giannis nie mógł się odnaleźć na parkiecie w czwartej kwarcie i dogrywce.

Warto poczekać aż na torrentach pojawił się mecz, chociaż dla obejrzenia fantastycznej pierwszej połowy w wykonaniu Bucks. Wtedy też będzie okazja, żeby dodać kilka słów więcej.

Końcówka, którą widziałem i cała reszta meczu, którą przespałem, pokazują tylko, czego należy oczekiwać od Bucks w tym sezonie. Fantastycznych przebłysków talentu i kretyńskich okresów fatalnej gry, że o braku doświadczenia w crunch-time nie wspomnę.

PS.

Widziałeś pierwsze punkty Parkera w NBA?

Czy Lasry już wie, gdzie będzie hala Bucks?

Mimo tego, że Lasry oficjalnie jeszcze dementuje, dużo na to wskazuje, że Bucks mają już zaklepane miejsce pod przyszłą halę. Na twitterze krążą informacje, że w ciągu 30-60 będzie wszystko wiadomo.

Póki co krótkie wideo – komentarz po pracy koło 22:00.

Jakie jest pochodzenie takich słów jak „sneakers” czy „March Madness”?

Tydzień temu mogliście się zapoznać z pochodzeniem takich słów jak dunk, rebound, czy dribble. Dzisiaj zapraszam na ciąg dalszy, gdzie przybliżę ci etymologię kolejnych koszykarskich zwrotów.

dime – dlaczego na asystę mówi się czasem kolokwialnie dime? Najprawdopodobniej pochodzi to od wyrażenia utartego w latach sześćdziesiątych „to drop a dime”, które oznaczało przekazanie informacji, głównie na policję. Osoba „podrzucająca” informacje asystowała organom władzy w złapaniu przestępcy. Stąd dime to asystowanie w zdobyciu punktów.

sneakers – angielskie słowo określające trampki wszystko zawdzięcza gumowym podeszwom. W znaczeniu konkretnie określającym ten rodzaj obuwia, po raz pierwszy użyto tego słowa w 1917 roku, jednak już w 1887 roku Boston Journal użył sneakers do określenia „chłopców chodzących w butach do tenisa”. Ponownie, wszystko sprowadza się do gumowych podeszw, które były ciche na podłożu i pozwalały się „zakradać” (to sneak), w przeciwieństwie do skórzanych butów z twardą, drewnianą podeszwą. Co ciekawe, polska nazwa trampki pochodzi z lat trzydziestych i wzięła się od słowa „tramp” – wędrowiec, tułacz, włóczęga, ponieważ trampki zakładano często na piesze wędrówki.

Boom Shakalaka – znasz to doskonale z serii NBA JAM, a jeśli nie, to nie wiem, co tu jeszcze robisz. Niestety, nie zostało to wymyślone przez twórców najbardziej miodnej arkadowej koszykówki wszech czasów. Zrobił to w latach 60 funkowy zespół Sly and the Family Stone, w których piosence najpierw pojawia się Boom!, po którym słyszymy Shakalaka. Posłuchaj sam:

March Madness – marcowe szaleństwo w NCAA pojawiło się pierwszy raz w artykule NY Times w 1939 roku w kontekście: „„[a] little March madness may complement and contribute to sanity and help keep society on an even keel.” Mimo, że wtedy po raz pierwszy ten zwrot wypłynął na powierzchnię, nie był oficjalnie łączony z turniejem NCAA aż do 1985 roku, gdy ten rozrósł się do 64 drużyn. A potem lawina była nie do zatrzymania i do dziś jest to jeden z najpopularniejszych zwrotów związanych z koszykówką w USA.

Posterize – nie wiedziałem o tym, ale „robimy sobie z kimś plakat” dopiero od 1993 roku, oczywiście za sprawą Jordana. Zwrot ten pojawił się w Washington Times na określenie specjalnych umiejętności wykańczania akcji przez MJa.

From downtown – słyszałeś tysiące razy, jak odpalana z daleka trójka określana była from downtown. Wszystko przez Brenta Musburgera, który w latach 80 komentował finały dla CBS. „From way downtown!” – krzyczał do mikrofonu. Samo „going downtown” ma wiele definicji, jednak wszystkie z nich sprowadzają się do jednego – w downtown zawsze dzieje się akcja. Downtown to miejsce wśród wieżowców, gdzie miasto nigdy nie idzie spać, albo analogicznie, miejsce w trumnie pod samymi koszami, gdzie zdobywa się punkty. Trzymając się słownikowych definicji, nie rzucamy ” z downtown” ale wchodzimy „do downtown”, co miał opanowane do perfekcji Iverson. Penetrujesz tam, gdzie jest największy ruch. Wchodzisz między 215cm wieżowce, odbijasz się od zasłony i mimo wszystko oddajesz rzut w stronę kosza. Tu jest prawdziwy, koszykarski downtown. Dlaczego więc Musburger używał tego w przeciwnym znaczeniu? Domyślam się, że chodziło o skrót myślowy, jak na przykład w zdaniu:  „The shop is about a 30-minute drive from downtown” –  ” Sklep jest oddalony od centrum o około 30 minut jazdy samochodem”. Rzut za trzy z bardzo daleka jest również oddalony od centrum akcji o około, załóżmy, 10 metrów.

Czekam na więcej propozycji.

Jak to Giannis biegł sprintem na mecz w środku zimy.

Jeśli jeszcze nie kochasz Giannisa to przeczytaj krótką anegdotę z początku poprzedniego sezonu i napisz, czy zmieniłeś zdanie. Jeśli nie, to możesz śmiało przestać tu zaglądać.

Był 23 listopada, na dworze zimno jak cholera (prawie -10C), a ja byłam w trakcie zakupów z moim chłopakiem na Brady Street – kilka minut od Bradley Center. Zobaczyliśmy wielkiego mężczyznę, który przebiegł sprintem koło naszego samochodu. Zrównaliśmy się z nim, opuściliśmy szyby i zapytaliśmy, czy czasem nie chciałby, żebyśmy go podrzucili na halę. Odpowiedział, że bardzo chętnie i usiadł na tylnym siedzeniu mojej skromnej Hondy Fit.

Giannis miał na sobie tylko wiatrówkę i krótkie spodenki. Powiedziałam mu, że powinien sobie kupić kurtkę na zimę, a on odpowiedział, że ma zablokowaną kartę kredytową, bo właśnie przez pomyłkę przelał wszystkie swoje pieniądze do rodziny w Grecji i teraz nie ma ani centa nawet na taksówkę na halę. Przez całą drogę bardzo nam dziękował i co chwila powtarzał, że uratowaliśmy mu życie.  Co za słodki dzieciak…

Historia o tym, jak przypadkowi fani podrzucili roztargnionego Giannisa na mecz już temu rządziła w internetach. Jaki był ciąg dalszy? Giannis wysiadł pod halą, przebrał się i zagrał 12 minut w meczu z Bobcats, zdobywając w sumie 6 punktów i zbierając 3 piłki. Efektem jego przedmeczowego roztargnienia w banku było życie na krechę do czasu, aż rodzice nie wykonali przelewu zwrotnego oddając mu część wypłaty.

Podejście Giannisa do życia jest w dużej mierze odzwierciedleniem tego, jak zachowywałby się w pierwszych miesiącach NBA 18-latek z biednej Polski:

Gdy tylko zobaczył, że 50% jego wynagrodzenia idzie na podatki zapytał się mnie, czy znam jakiś sposób, żeby ich nie płacić. – Zaza Pachulia

Giannis po każdym wspólnym posiłku z drużyną zabierał do swojego domu sześć, czasem i więcej opanowań z resztkami. Starał się oszczędzać pieniądze na wszystkim – ciastkach, napojach, ciepłych posiłkach. – Brandon Knight

Kiedyś popełniłem wielki błąd i przy Giannisie wyrzuciłem do kosza parę butów. Ostro zainterweniował mówiąc: „Co robisz? To dobre buty!” Po czym wyjął je ze śmietnika i zabrał do domu. – Caron Butler

Czy w całej swojej dziecinnej naiwności i życiowej niedojrzałości, stać go na osiągnięcie wielkich rzeczy w tym sezonie?

Zamieszanie wokół nowej hali Bucks.

Fakt numer jeden już znasz – do sezonu 2017/18 Bucks mają mieć wybudowaną nową halę, albo NBA będzie mogła nas wykupić i przenieść do innego miasta.

Fakt numer dwa – Bucks muszą mieć oficjalnie zatwierdzone miejsce budowy nowej hali oraz ruszyć z pracami do końca tego roku. Takie głupie postanowienie pojawiło się w umowie sprzedaży klubu i teraz Lasry i Edens robią wszystko, żeby się  wyrobić. Jak podaje JSOnline, najprawdopodobniej nowoczesna hala będzie mogła powstać tuż w sąsiedztwie obecnej Bradley Center – razem z nowymi hotelami, centrum rozrywki, galeriami i innymi udziwnieniami, które będą miały przyciągać klientów.

Nie obędzie się jednak bez problemów.

Jednym z najnowszych jest dosyć ostry artykuł z NY Timesa, w którym oskarża się klub o próbę wyłudzenia publicznych pieniędzy na finansowanie prywatnego przedsiębiorstwa. Brzmi to bardzo jak artykuł z jednego z prawicowych portali internetowych, gdzie doszukuje się wszystkich oczerniających faktów, dodając do tego uogólnienia typu, uwaga cytuję artykuł: „ The N.B.A. itself leaks money out its pores.”

Oczywiście w artykule cytowani są profesorowie, którzy z całym przekonaniem odradzają finansowanie sportów z publicznych pieniędzy, ponieważ miasto zasługuje na inne, o wiele lepsze inwestycje. Cóż, generalnie się z nimi zgadzam, stąd nie wiem, dlaczego zacząłem poprzedni paragraf od lekko prześmiewczego tonu. Gdyby chodziło o miasto w którym mieszkam, a nie którego drużynę oglądam w NBA, również ostro sprzeciwiałbym się finansowaniu nowej hali z miejskiej kasy (co też niejednokrotnie robiłem i mówiłem w sprawie finansowania piłkarskiego Śląska Wrocław).

I tu rodzi się moje zasadnicze pytanie – w świetle nowych informacji, jakie decyzje podejmą politycy w Milwaukee? Póki co, wszystko wskazuje na to, że są przeciwni dodawaniu około 200 milionów na halę, co postawi właścicieli Bucks pod ścianą. Czy w przypadku kilku stanowczych negatywych odpowiedzi ze strony miasta będą w stanie sięgnąć głębiej do kieszeni i wylożyć dodatkowe pieniądze do klubu? Czy może poszukają więcej prywatnych inwestorów, dzięki którym uda się sfinalizować transakcję? Interesujace jest to, że nawet czytając komentarze fanów Bucks pod artykułami, ich opinie są podzielone.

Mało kto nawet zwaraca uwagę na to, jak wiele w obecnej sytuacji może pomagać nowa umowa telewizyjna podpisana przez NBA, dzięki której wszystie kluby dostaną przecież po 89 milionów na sezon – o 57 milionów więcej, niż przy obowiązywaniu obecnej umowy. Oczywiście, klubu dostaną między 49-51% BRI, jak w związku z tym zostanie podzielona kasa?

– połowa z tych 57 milionów, czyli około 28 milionów, pójdzie dodatkowo na wypłaty, co pewnie podniesze nasz cap space do nawet 90 milionów.

– druga połowa trafi do kieszeni właścicieli, którzy będą mogli dorzucić to do inwestycji związanej z budową nowej hali (ale czy się na to zdecydują?)

– podwyżki wynagrodzeń o 40-50% (tak jak zakładam w pierwszym puncie) przyniosą też z 40-50% więcej wpływów z podatków, trafiających do kasy miejskiej. Może to będzie ważnym czynnikiem, pomijanym często w negocjacjach z miastem?

Decyzje w sprawie przyszłości Bucks zapadają już dziś. W głowie mi się nie mieści finał, w którym w Bucks nie dojdzie do konsensusu, nie będzie hali i znikniemy z mapy NBA. Póki co czasu jest mało, ale nie mamy jeszcze noża na gardle. Będę cię na bieżąco informował o wszystkich zmianach sytuacji. Stay tuned.

Czego oczekuję od Bucks w sezonie 2014/15.

Zakończył się najgorętszy okres przedsezonowy w Bucks odkąd pamiętam. Czuję się teraz trochę jak przed wyjazdem na wakacje – okres czekania jest jak zawsze pełen marzeń i oczekiwań, w dzień wyjazdu czujesz największy dreszcz emocji, ale jak już ochłoniesz po przyjeździe do hotelu zastanawiasz się, czym na dobrą sprawę się tak jarałeś. Co musi się stać, żebym nie patrzył na przyszły sezon jak na wielkie rozczarowanie?

1. Nowa hala

Paradoksalnie, najważniejszym wydarzeniem dla Bucks będzie dla mnie w tym sezonie podpisanie umowy na budowę nowej hali. Bez tego, zgodnie z umową między nowymi właścicielami a NBA, liga może odkupić klub za 575 milionów jeśli w Milwakee nie powstanie nowa hala na sezon 2017/18. A z tym może być niemały problem.

Po pierwsze, miasto stawia wiele warunków i wcale nie jest powiedziane, że zgodzi się na dofinansowanie. Po drugie, w Milwaukee zbliżają się wybory i obecny burmistrz ma wiele innych wydatków na głowie, niż stawianie nowej hali dla przeciętnych Bucks. Na plus może działać to, że Bucks dołączyli niedawno 14 lokalnego inwestora, który stał się współwłaścicielem klubu. Giacomo Fallucca, bo o nim mowa, ma wiele wpływów w mieście (nie wspominając o tym, że jest właścicielem restauracji, w której Giannis uczył się robić pizzę w filmie: „Dzień z życia Giannisa„). Wiele się mówi o tym, że lokalni inwestorzy, którzy wchodzą teraz w skład organizacji Bucks, mają wywrzeć dodatkowy wpływ na burmistrzu i przekonać go do wyłożenia koło 200 milionów na nową halę. Czasu jest niewiele.

2. Rozwój Giannisa

Chciałbym go przede wszystkim często widzieć na parkiecie, nie tylko w garbage time, ale również rozpoczynającego mecz. Kidd nie sprawia wrażenie trenera, który nie będzie walczył o kilka bezcelowych zwycięstw kosztem ogrywania młodzieży, a Giannis potrzebuje przede wszystkim nabierania doświadczenia. Widzieliśmy w meczach przedsezonowych, jak bardzo waha się forma młodego Greka, ale nie możemy zapominać jak wielki ma talent. Szczytem marzeń jest MIP, ale nie mogę powiedzieć, żebym na to specjalnie liczył. Oczekuję przeskoku na 25-30 minut na mecz i około 35-40 wyjść w pierwszej piątce. Bo prawdziwa nagroda powinna powędrować do kogoś innego.

3. ROTY dla Parkera

Hammond zapowiedział na jednej z konferencji prasowych finały w Milwaukee w 2018 roku. Aby ta nierealistyczna bajka chociaż trochę mogła się ziścić (a przez to mam na myśli chociaż regularne awansowanie do playoffów), Parker musi się twardo osadzić w lidze jako prawdziwy lider. Jabari już teraz jest lepszy od większość zawodników w Bucks, mam nadzieję, że widziałeś jego najlepsze akcje z tego preseason. Na potwierdzenie tego są słowa GMów ligi, którzy w większości nie tylko wybierają go na ROTY, ale również uważają, że za pięć lat będzie zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tegorocznego draftu. Dla mnie to wystarczy. Pomimo średniego 47 TS% , o czym pisałem w recapach meczów, Parker miał największy, 25% USG w drużynie, co pokazuje jak wielki drzemie w nim ofensywny potencjał. Zastanawia mnie tylko to, czy Bucks będą musieli dobić do 25-30 wygranych w sezonie, żeby nagroda powędrowała do Parkera, nawet jeśli jego indywidualne wyczyny będą zdecydowanie lepsze od Wigginsa, Noelsa czy Randle’a?

4. Sanders rządzi pod koszami

Niech to będzie sezon odbudowy dla Sandersa. Całkiem niedawno pisałem o tym, jak ważny jest powrót Larry’ego do grania na swoim najwyższym poziomie, dlatego nie będę się powtarzał. Zainteresowanych zapraszam do lektury.

5. Granie młodymi

Bucks nie muszą (i nie będą) od razu wygrywać. Oczekuję jednak tego, że znowu będę wstawał w środku nocy na ich mecze pełen podniecenia, bo zobaczę kawał radosnej i dobrej koszykówki. Ostatnimi laty oglądanie basketa Bucks było dla mnie trochę jak przymusowe pójście do pracy w niedzielę po kawalerskim kolegi. Teraz, po całym wakacyjnym i październikowym hypie, nie ma już odwrotu. To będzie TA drużyna Bucks, albo czeka nas kolejny wyjątkowo bolesny bust.

Bucks przespali ostatni mecz preseason

Niewiele dobrych rzeczy jest do napisania po ostatnim meczu preseason Bucks. Zagraliśmy chaotyczny mecz,  zapomnieliśmy co to jest szanowanie piłki (21 strat przy 20 asystach), trafiliśmy tylko 40% rzutów i 28% za trzy.

Giannis w ogóle nie chciał chyba wychodzić na parkiet i być może na złość trenerowi chciał iść na double-double z 7 chybionymi rzutami i 8 stratami. Żarty na bok, kiepski dzień może się zdarzyć każdemu, a jeśli dla Giannisa kiepski mecz będzie się kończył kilkoma spektakularnymi zagraniami w defensywie, 5 zbiórkami, 3 asystami, 4 przechwytami i 3 blokami, to aż się boję czekać na jego dzień konia. znowu z dobrej strony pokazał się Parker i już chyba nie muszę szukać wielu powodów, dla których powinieneś ekscytować się jego grą. W końcu trafiliśmy w dziesiątkę i jeśli tylko zdrowie dopisze, ROTY powinien trafić do Milwaukee.

Znowu solidnie zagrała ławka, w szczególności Mayo (siódma młodość, 11/17 za trzy w preseason) i Wolters, który w 16 minut uciułał 14 punktów, w tym dwa po akcji meczu. Uważaj, majstersztyk Kidda – wykorzystać ostatni mecz przed sezonem, żeby przetestować jeszcze jedno niekonwencjonalne zagranie (i chyba w sumie nie do końca fair), w którym czai się tuż przy linii bocznej jakby miał brać czas, gracze Minny stają i powoli schodzą też do swojej ławki, a w tym czasie Nate robi dwutakt w zwolnionym tempie i bez obrony. Check it:

Najgorszy mecz przed sezonem kończę najgorszym recapem pisanym w czasie oglądania Turowa. Pamiętaj, licząc od dzisiaj, RS zaczyna się dla Bucks za tydzień. Skończyliśmy preseason z 3 wygranymi w 7 meczach, ale niezależnie od wyniku jestem pewien, że w tym roku nie tylko ja czekam niecierpliwie na rozpoczęcie nowego sezonu w Milwaukee.

FEAR the motherfuckin DEER!

Aha, jeszcze kliknij sobie skrót meczu:

Jaki jest potencjał Woltersa, czyli jak bardzo Nate is great?

Jeśli o Griffinie i Kiddzie można mówić, że są wielorasowi, to o Woltersie zdecydowanie możemy powiedzieć, że jest monorasowy. Mówisz Wolters i widzisz młodego Stocktona, Hornacka, Nasha i innych przedstawicieli typowo białej i poukładanej koszykówki. Żeby nie zabrzmieć rasistowsko, przez „białą” miałem na myśli tę koszykówkę, którą grasz na co dzień z kolesiami na boiskach – 100% layupów, 0% wsadów. Dosiężny 20 cm. Zasięg ramion mniejszy od wzrostu. Wygląd atlety tylko po photoshopie. Wiesz o co mi chodzi. Urlep zakochałby się w Woltersie od pierwszego wejrzenia, po czym wpuszczałby go z ławki w miejsce Miglinieksa. Jeszcze dzieląc czas z Gregovem. Tak właśnie biały jest Wolters.

I jest to jeden z powodów, dla którego go uwielbiam.

Wolters w zeszłym sezonie miał czwarty wynik w Bucks pod względem touches per game (48,5) mimo jedynie 22 minut spędzanych na mecz, co pokazuje, jak wiele piłek przechodzi przez jego ręce. Mimo, że grał ponad 11 minut mniej w każdym meczu niż Knight, generował tyle samo asyst PER48, co on (16).

Jego prawdziwej wartości nie można przeliczać na to, że aż 43% jego rzutów to wjazdy pod kosz, 34% to catch and shoot (przy eFG 48%), i 2,3 pull-upów na mecz z mizerną skutecznościa 37 eFG%.

Ocena Woltersa za sezon 2013/14 nie może się ograniczać jedynie do przejrzenia jego zaawansowanych statystyk. Jego prawdziwa wartość jest  o wiele większa, dlatego przed każdym meczem głęboko liczę na to, że Nate dostanie swoją szanse i pokaże to wszystko, za co tak bardzo go cenię.

1. Wolters jest mistrzem jeśli chodzi przegląd pola i prowadzenie ataku. Posiada te cechy, których zawsze mi brakowało – potrafi słusznie ocenić, kiedy penetrować, a kiedy skupić się na prostym podaniu. Wie, jak dyrygować ofensywą. Zna na pamięć trasę, jaką w ataku będzie przebiegał jego kolega z drużyny. Wie, gdzie się utnie na zasłonie. Potrafi doskonale ocenić, jak podać kozłem, żeby piłka od razu wylądowała w dogodnym miejscu do natychmiastowego oddania rzutu.

2. Jak na prawdziwego rozgrywającego przystało, Wolters ma doskonałe panowanie nad piłką. Opanowane zwody ramionami, hesitation moves, wszystko, czego potrzeba, żeby wyprowadzić obrońcę na manowce. Jest REWELACYJNY w pick’n’rollach. Jest kwintesencją tego, kim dla mnie jest prawdziwy rozgrywający. Najpierw podaj, potem rzucaj. Altruista pełną gębą, który w akcji 3-1 pewnie chciałby mieć dwie asysty za jednym zamachem. Do tego gra lepiej niż ci się to wydaje na deskach i momentami imponuje świetną obroną na obwodzie.

3. Problemem są nadal rzuty, gdzie pomimo całkiem sporego arsenału zagrań, skuteczność zostawia wiele do życzenia. Nie pamiętam już teraz dokładnie, ale prowadziłem w zeszłym sezonie notatnik z meczami bez celnej trójki i chyba przestałem liczyć w momencie, jak skuteczność dobiła do 7% (sezon 2013/14 skończył z 20%). Dlatego scenariusz grania Woltersem jest bardzo prosty – daj mu akcję do rozegrania i resztę zostaw w jego rękach. On wie, że nie może rzucać, poza tym, nawet tego za bardzo nie lubi.

Ale skoro w OJ Mayo widzimy nowego Montę Ellisa, gdzie za kilka lat będziemy stawiać Woltersa?

Chciałbym strzelić gdzieś między Calderonem (minus tragiczna defensywa Hiszpana) a grającym z grypą Stocktonem. Z przeglądem pola i skutecznością z dystansu jak u Jose (który debiutując w NBA w wieku 24 lat trafiał za trzy z 16% skutecznością, a Nate, będąc dwa lata młodszym, miał 20% 3FG) oraz obroną i nastawieniem na rozgrywanie jak u Johna. Gdzieś tam jeszcze jest miejsce na spektakularne AS/TO ratio, które raczej nie będzie brane przez nikogo na poważnie, jak nie poprawi swojego rzutu.

Czy przesadzam, wróżąc mu przyszłość ponad przeciętnego rozgrywającego, ale nie All-Stara? Czy u Kidda będzie bardziej średnim starterem, czy świetnym rezerwowym? A może Wolters to taki Ricki Rubio dla ubogich: świetny rozgrywający z fatalnym rzutem? Mało kto zwraca uwagę na to, że Wolters przy wielu minutach na parkiecie REGULARNIE dostarcza to samo. Podania, defensywa, kierowanie atakiem. Dlaczego nie może się zatem doczekać grania głównych skrzypieć na PG, przesuwając tym samym Knighta na off-ball guarda?

Początek preseason jest obiecujący – Nate, kiedy jest zdrowy, to gra. A jak gra, to pokazuje wszystko to, co rok temu plus poprawiona skuteczność. Kidd dokonał już jednego cudu i odchudził Mayo. Przed nim jeszcze trzy:

(1) Zrobić z Giannisa drugiego Galisa.

(2) Zrobić z Parkera mega slashera.

(3) Zrobić z Woltersa pierwszego rozgrywającego Bucks.

Przed nami ekscytujący sezon. Pamiętaj, żeby oprócz śledzenia rozwoju Giannisa i Parkera, rzucać regularnie okiem na Nate’a. A póki co, daj znać jak bardzo się ze mną nie zgadzasz i pojedź po Woltersie w komentarzach. Gdzie Twoim zdaniem Wolters będzie za 5 lat?

Mayo będzie walczył o złotą patelnię lub MIP.

To się nie dzieje. Patrzysz na boxscore o 5:47 rano i przecierasz oczy ze zdumienia. Przypomiasz sobie nagle, że podczas Media Day, Jason Kidd obiecywał, że przywróci Mayo do formy. Śmiałeś się wtedy na głos. Życzyłeś powodzenia. Teraz widzisz chudego Mayo, pamiętasz jego 19 punktów z Minnesotą i dokładasz do tego 6 trójek i 24 punkty przeciwko bezdefensywnym (można tak pisać?) Knicks. Potem patrzysz na skuteczność Bucks z gry – 60% i porównujesz do 37% Knicks. Rzucasz okiem na zbiórki i niepokoi cię trochę to, że daliśmy sobie zebrać aż 19 piłek w ataku. I znowu na chwile o tym zapomiasz, bo zdajesz sobie sprawę z jednej rzeczy. Bucks wygrali dwa mecze z rzędu po raz pierwszy od 19 miesięcy. I podobnie jak w mnie, wali cię, że to tylko nic nie znaczący preseason. Za tydzień wrócimy na codzienny szlak przeciętności w drodze do 20 zwycięstw w sezonie. Tak mówisz?

1. Mieliśmy dzisiaj kolejną próbę nowego motion-offence Milwaukee, połączonego z totalnym small-ballem. Momentami graliśmy Dudley’em na czwórce, Baylessem na dwójce, Mayo na trójce i Woltersem na jedynce. Przy tym ustawieniu Bucks trafili 11/19 za trzy.

2. Parker zaczął wyrabiać sobie niebezpieczny nawyk łapania dwóch szybkich fauli na samym początku meczu. Podobnie robił Giannis w zeszłym roku i Sanders jak dwa lata temu (i nadal mu się to zdarza). Kidd póki co przymyka na to oko i nie ściąga Jabariego od razu, mówiąc, że głupie i niepotrzebne faule to przywilej młodości i prędzej czy później podpalanie się tuż po pierwszym gwizdku zniknie.

3. Giannis jest chwalony za to, jak krył Carmelo. Owszem, dał się nabrać na kilka zwodów i złapał parę łatwych fauli, ale generalnie dobrze wyglądał przy o wiele bardziej doświadczonym skrzydłowym. Do tego, Antek grał bardzo odważnie kozłem, nie bał się brać gry na siebie i zaliczył między innymi takie wejście:

http://www.nba.com/video/games/knicks/2014/10/20/0011400088-mil-nyk-play2.nba/

4. Widziałeś Woltersa? 5/5 z gry, 4 asysty, żadnej straty.

5. Widziałeś zbalansowany atak Bucks? 7 zawodników z +10 punktami. 26 asyst przy 40 trafionych rzutach z gry to fantastyczny wynik jak na Bucks.

6. Michael Eric!

(okrojona) Analiza językowa komentarza Śląsk – Zastal

Plan miałem dobry, w wykonaniu niestety przeszkodził 2,5-letni dynamit, który widząc mecz Śląska z Zastalem zapragnął nagle zostać gwiazdą kosza i ćwiczyć dosiężny skacząc ze wszystkiego, na co tylko udało mu się wspiąć, przekraczając przy tym oczywiście wszystkie możliwe prawa fizyki.

W tym sezonie zamierzam wrócić do analiz językowych komentarzy meczów NBA w NC+, które ze względu na porę będzie mi łatwiej oglądać w skupieniu. Dla tych, którzy nie wiedzą jeszcze czego się po takich analizach zapraszam do zapoznania się z nieco przydługą „Analizą językową komentarza sportowego” oraz z „Analizą językową mistrzostw świata w Turcji”.

Poniżej zapraszam na krótką i zwięzłą analizę komentarza w pierwszej kwarcie wczorajszego meczu między Śląskiem Wrocław a Zastalen Zielona Góra.

W pierwszej kwarcie spotkania komentowanego przez panów Adama Romańskiego i Dariusza Szczubiała wynotowałem 156 wypowiedzi, które dało się podzielić na następujące kategorie (w nawiasie ilość użytych zwrotów oraz ich procentowy udział w komentarzu):

  1. Opis meczu (play-by-play) (41 / 26%)
  2. Wynik (8 / (5%)
  3. Podanie czasu (6 / 4%)
  4. Statystyki (7 / 4%)
  5. Taktyka (12 / 8%)
  6. Historia odległa (przeszłość zawodnika, początki kariery itp.) (18 / 11%)
  7. Historia bliska (informacje z tego, lub minionego sezonu) (7 / 4%)
  8. Przyszłość (przewidywanie wyniku, albo przyszłości zawodnika) (4 / 2%)
  9. Ocena zawodnika / akcji (24 / 15%)
  10. Opis zawodników (wygląd, umiejętności itp.) (26 / 17%)
  11. Wykrzyknienia / emocje (3 / 2%)

Powyższe dane najlepiej będą widoczne na wykresie (wszystkie dane w procentach):

wks-zastal

1. Nie powinno być zaskoczeniem, że największą część komentarza stanowiły kolejno:
opis bieżącej sytuacji na boisku (26%, wszystkie wypowiedzi były dziełem p. Adama),
opis zawodników
(26%, z czego tutaj komentatorzy podzielili się tymi wypowiedziami w stosunku 84-16% dla p. Adama) oraz
ocena zawodników (24%, jednak tutaj główną rolę spełniał p. Dariusz Szczubiał, który aż w 92% oceniał zawoników lub akcję).

2. Obaj komentatorzy często nawiązywali do historii zawodników (11% komentarza w pierwszej kwacie, z czego zdecydowana większość, bo 87% w wykonaniu AdRoma). Rzadziej jednak przypominane były wydarzenia z minionego lub bieżącego sezonu – jedynie 4%)

3. P. Dariusz Szczubiał zajmował się również taktyką zespołów (8%) oraz bawieniem się w przewidywanie przyszłych wydarzeń (2%), z kolei AdRom podawał statystyki (4%) oraz wynik (5%) i czas (4%), które praktycznie w każdym komentarzu koszykówki idą ze sobą w parze.

4. Strasznie żałuję, że nie dane mi było obejrzeć dokładnie pozostałych trzech kwart, ponieważ w samej tylko pierwszej kwarcie udało mi się wychwycić perełki językowe szczubiałyzmy:

  • Podobnie jest z Burttem, tyle, że odwrotnie.
  • Drużyna ze Stelmetu.
  • Przy sprzyjających obręczach.
  • Trudno pomylić piłkę z ręką, chociaż i tu skóra i tu skóra.
  • Zareagował za zwód rzutem.
  • Dwoma rozgrywającymi można ograniczyć liczbę rozgrywających na boisku.

Wyłapałeś coś więcej?

5. To, co mnie zawsze fascynuje w komentarzu polskiej ligi koszykówki, to praktycznie brak jakichkolwiek wtrącej z angielskiego. Nie ma alley-oops – jest podanie z powietrza. Nie ma dunków – są wsady. Raz tylko pojawiło się słowo pick w znaczeniu zasłony.

PS.
Zdjęcie porwane ze strony plk.pl

Jakie jest pochodzenie takich słów jak „rebound”, czy „dunk”?

Musisz znać i czytać „Mały słownik pojęć przydatnych”, bo bez tego nie będziesz w stanie zrozumieć połowy wpisów Maćka, u którego anglicyzmy są nieuniknione jak bank shoty Duncana, catch and shoot Allena, czy choke Nicka Andersona z Houston w 1995. Z resztą nie tylko u niego zapożyczenia są na porządku dziennym – nie da się uniknąć od wtrącania typowo koszykarskiego słownictwa w oryginale, z racji na wciąż biedny zasób polskich odpowiedników, o czym pisałem pięć lat temu. Ale czy zastanawiałeś się kiedyś, jakie jest pochodzenie takich słów jak „rebound”, czy „dunk”?

high – five: słynna „piątka” oczywiście odnosi się do pięciu palców na dłoni. Co ciekawe, jego pierwsze regularne użycie w koszykówce zostało odnotowane na rok 1980 (jako rzeczownik), a rok później jako czasownik.  Znaczenie „high-five” jako powitania pojawiło się po raz pierwszy w 1968 roku przez Dicka Shawna w filmie Mela Brooksa The Producers.

rebound: pochodzi ze starofrancuskiego rebondir, gdzie przedrostek re- oznacza „ponowny”, a bondir znaczy „skakać”. Słowo zostało pierwszy raz użyte w 15 wieku. Pierwszym sportem, który zaczął go regularnie używać był, co ciekawe, tenis. W koszykówce pojawił się w 1914 lub 1920 (znalazłem wiele różnych źrodeł, jednak z tych dwóch dat, ta pierwsza jest częściej podawana).

pick: znany u nas jako „zasłona” pojawił się w koszykówce już w 1951 roku. Samo słowo pick pochodzi z połączenia staroangielskiego pician (nakłuwać) ze staronordyckim pikka (kłóć) i pojawiło się w języku angielskim około roku 1300.

layup (albo lay-up): pojawiło się w 1927 roku w znaczeniu „tymczasowo bez pracy”. W koszykówce zaczęto go używać od 1948 roku, bazując na podstawowym znaczeniu staroangielskiego słowa lecgan (kłaść na jakiejś powierzchni), które z kolei pochodzi z protogermańskiego lagjan. Nie zapominaj, że samo słowo lay w znaczeniu „uprawiać z kimś sex” działa w Stanach już od 1934 roku (niestety, nie doszukałem się informacji, jaką rolę w popularyzacji tego słowa miał Wilt Chamberlain).

laker: jako „Jeziorowiec” jest ogólnie znany, jednak dla tych, którzy zapomnieli, krótkie przypomnienie. Minneapolis Lakers zostali założeni w 1947 i dopóki nie zostali przeniesieni do Los Angeles na początku lat sześćdziesiątych, nazwa „Jeziorowcy” miała sens. Po przenosinach na zachodnie wybrzeże podjęto decyzję, żeby nie zmieniać nazwy i trzymać się historycznych korzeni drużyny.

dribble: w sporcie pojawiło się po raz pierwszy oczywiście w piłce nożnej, już w 1863 roku. Do koszykówki dotarło już w 1892 roku. Dribble pochodzi od słowa drip (upuścić coś), które zaczęto używać od połowy 15 wieku, a w slangowym znaczeniu „ogłupić kogoć”  od 1932 roku. Pochodzi z protogermańskiego drup.

tip-off: zagościł w koszykówce od 1924 roku. Pochodzi prawdopodobnie z germańskiego tippen (lekko dotknąć, szturchnąć). W sportach pojawił się najpierw w krykiecie już w 1816.

dunk: czyli mój ukochany „smecz”, albo podziwiana „wsadka”: NC+ – czekam na więcej!… pochodzi również z niemieckiego dunke (co znaczy „zanurzać”). W angielskim pojawił się w 1919 roku, a w koszykówce 1937 roku jako czasownik. Musieliśmy czekać ponad 30 lat, aż do 1971, żeby dunk był używany również jako rzeczownik (wcześniej figurował jako dunk shot).

press: pochodzi z mniej więcej 1300 roku ze starofrancuskiego presse (naciskać, otaczać, albo tłum). W koszykówce jako full-court press pojawiło się w 1959 roku.

shot: jako „rzut, strzał” pochodzi ze staroangielskiego scot, jednak wcześniej pojawiło się już w protogermańskim skutan. Użycie w różnych sportach mniej więcej się na siebie nałożyło i jako początkową datę podaje się rok 1868. Ciekawoska – shot jako na przykład shot wódki działa w USA od 1928 roku.

CIąg dalszy być może nigdy nie nastąpi…

OJ Mayo robi wszystko, co D-Wade. Tylko lepiej.

buckswolves181014

Szkoda, że nie udało mi się obejrzeć najlepszego ofensywnie popisu Bucks od 1849. Parker, Giannis i Mayo pokazali, że jak mają dzień, to nawet okrojony skład Wolves nie jest w stanie im zagrozić.

1. Mieliśmy potwornie mocny początek meczu: OJ Mayo w pierwszej kwarcie zagrał zaledwie 4 minuty i zdążył w tym czasie zdobyć 9 punktów, a Parker w 12 minut miał już na koncie 8 punktów i 6 zbiórek.

2. Czwartka kwarta i garbage time (niedługo będzie to Giannis time), to popis Antka, oczywiście. 10 punktów, całe dwanaście minut na parkiecie, kilka niezłych backdoor cutów, zdecydowanie mniej czasu na PG kosztem grania na skrzydle (tak czytałem). I od razu mieliśmy tego efekt – bardzo wszechstronny mecz Greka.

3. Muszę wrócić do Mayo, muszę. Widziałeś, jak schudł? Widziałeś jak szybko biega? Masakra. W życiu bym nie powiedział, że to ten sam zawodnik, który rok temu wiązał buty pod swoim koszem pozwalając na łatwe punkty. Mam nadzieję, że utrzyma formę przez cały sezon i będzie W KOŃCU wartościowym dodatkiem. Nie można zapominać, że jeszcze kilka lat temu mówiło się o nim, że to następny LeBron James

4. Jabari jest tak cholernie fun to watch, że nawet czytając recap na espn miałem ochotę bić brawo. Póki nie ma prawdziwego wideo, zobacz :

Brak słów. Naprawdę, uwierz mi, oglądanie w tym roku Giannisa obok Parkera będzie cholernie ekscytujące!

5. Niestety, powiększa nam się szpital.

  • Sanders miał wczoraj drobną operację (krążą plotki, że wycięcia migdałków, ale potwierdzenia nigdzie nie znalazłem) i nie zagra już do końca preseason Ma być jednak w pełni gotowy na pierwszy mecz.
  • Nie wiadomo, czy w poniedziałek z Knicks zagra Ersan, który dalej boryka się z kontuzją kolana.
  • Knight, Inglish, JOB3 – dalej siedzą i odpoczywają z powodu poważniejszych kontuzji.
  • A w trzeciej kwarcie z parkietu zszedł Zaza, który z kolei ma problem z mięśniem uda.

6. Jest jeszcze Dudley, który dzisiaj zagrał całkiem przyzwoicie w miejsce zawsze fatalnego Ersana. Chybił jedną trójkę na cztery próby i świetnie współpracował z Khrisem. Kiedy byli razem na parkiecie, wysocy mieli do kogo ogrywać na obwód, a fakt, że Khris i Dudley są dobrymi strzelcami z obwodu, dodatkowo utrudniał organizację obrony.

7. Dobra wiadomość – w poniedziałek z Knicks powinien znowu zagrać Wolters, za którym bardzo mocno tęsknię jak widzę 0/1 z gry Marshalla (jednak wielki plus za 6 asyst i tylko 1 stratę). „Kendall przez większość czasu wygląda tak, jakby był przytłoczony spotkaniem, a potem jak gdyby nigdy nic zalicza świetną asystę. Nie powala grą w obronie, dlatego raczej nie będziemy go widzieli przez większość meczu na parkiecie, ale na pewno będzie dużym wzmocnieniem z ławki Bucks. Znowu 2nd unit powinien być fun to watch” – to krótkie tłumaczenie wypowiedzi  jednego z fanów Bucks, który był wczoraj wśród 6800 widzów i oglądał chłopaków na żywo.

Bucks mają kolejnego znaczącego inwe$$$tora.

nbamoneyJak podaje bizjournal.com, wczoraj odbyło się pierwsze oficjalne przedstawienie trzeciego po Larsym i Edensie współwłaściciela Bucks. Jest nim Jamie Dinan, który podobnie jak Lasry i Edens, zajmuje się zarządzaniem funduszami hedgingowymi w Nowym Jorku. Dinan wykupił swoją część Bucks już w lipcu, potem w połowie września pojawiał się często na spotkaniach ze sponsorami. Nie wiadomo ile kosztowało go wykupienie udziałów, ale portal podaje, że stał się trzecim największym udziałowcem w klubie.

55-latek jest kolejną osobą, która będzie miała z czego wykładać pieniądze. Dinan w 2013 roku został wyceniony przez Forbesa na 1,6 miliarda dolarów, a na co dzień zarządza aktywami wartymi około 25 miliardów. Co ciekawe, w wywiadach często podkreśla, że zarządzane przez niego fundusze dają średnio 20-30% zysków rocznie. Pomija jednak fakt, że dwa lata przed krachem w 2008 roku (który o mało nie przyczynił się do stracenia wszystkich aktywów) fundusze regularnie traciły na wartości.

Bucks dodatkowo przedstawili grupę nowych, lokalnych inwestorów z Milwaukee, wliczając w to najprawdopodobniej największą grupę czarnoskórych inwestorów w historii NBA (takie rzeczy i statystyki możliwe są tylko za oceanem. Ich udziały pewnie mieszczą się w 5%, ale w trzech różnych źródłach przeczytałem, że staniowią „najliczniejszy kolektyw prominentnych, afro-amerykańskich przedsiębiorców z Milwaukee”. Uwielbiam coś takiego, Stanisław Anioł byłby dumny…)

Wracając do Dinana – podobno kocha Bucks od 1970 i czasów Oscara Robertsona, jest zachwycony tym, że trenerem jest Kidd i głęboko wierzy w świetlaną przyszłość Bucks. A ja głęboko wierzę w to, że kupieni po zaniżonej cenie Bucks za parę lat staną ię fantastycznym powodem do zarobienia grubych milionów. I to liczonych w setkach milionów. Kilka podobnych przykładów:

1. Grousbeck kupił Celtics w 2003 roku za 360 milionów. Teraz są warci około 730 milionów.

2. Jordan kupił Bobcats za 175 milionów. Obecna wartość: 315 milionów.

3. Reinsdorf w 1985 kupił Bulls za 16 milionów (szesnaście!). Obecna wartość: 800 milionów.

4. Cuban w 2000 dał 280 milionów za Mavs. Obecna wartość: 685 milionów.

5. Hebbert Simon kupił Pacers w 1983 za 10 milionów (dziesięć!). Obecna wartość: 383 miliony.

Czy muszę podawać więcej przykładów? Mając pieniądze, głowę na karku i doświadczenie w zarządzaniu, na posiadaniu klubu NBA naprawdę ciężko jest utopić pieniądze (wiem z autopsji, bo w Championship Managerze zawsze byłem multimiliarderem).

Nawet, jeśli mówimy o klubie ze środka kukurydzianego pola, gdzie główne role odgrywają (1) debiutant, (2) grecki mutant, który alkohol legalnie będzie mógł kupić za dwa lata, (3) jarający trawę, jednoręki bokser bez oka i (4) trener, który po rozbiciu samochodu po pijaku poszedł po kolejne pół litra, żeby świętować fakt, że żyje, po czym wrócił do domu i w euforii dał żonie na rocznicę  ślubu dwa proste w oko, sierpa w ucho i uppercuta na deser.

James Dinan. Wes Edens. Marc Lasry. Wiedzą co robić, żeby zarobić.

Nie zdziw się, jak w trzy lata po wybudowaniu nowej hali i kilku latach przeciętnych sukcesów (czyli na przykład dwóch regularnych awansów do playoffów), Bucks pójdą w inne ręce za grubo ponad 800 milionów. Być może nawet do Seattle.


Przeczytaj koniecznie:

nbamoney 1. Jak o 3 nad ranem sprzedawałem Bucks

2. Kim są Edens i Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić

3. Jak ostatecznie zabezpieczyć przyszłość Bucks w Milwaukee

Larry Sanders musi wrócić!

Przed Sandersem cholernie ważny sezon. Kiedy dwa lata temu podpisał nowy kontrakt na 44 miliony, zwołał konferencję prasową, na której potwierdził swoją pełną gotowość do bycia liderem Bucks i twarzą całej organizacji, wszyscy liczyliśmy na zupełnie inny rozwój sytuacji.

Nie miało być bijatyki w klubie tuż po pierszym meczu w sezonu, w którym połamał sobie kciuka.

Nie miało być przyjmowania łokcia Hardena na oko, co skończyło się z potworną kontuzją oczodołu.

Nie miało być tylko 23 nijakich meczów w sezonie.

Nie miało też być bijatyki w szatni po jednym z meczów Bucks.

Ani zawieszenia pod koniec sezonu po jaraniu trawy.

Jednym słowem, nie miało być sezonu, który zniwelował wszystko, nad czym Sanders tak ciężko pracował przez pierwsze sezony w NBA.

Teraz, podobno, wszystko się zmieni.

„I wouldn’t say rebuild, I’d say more just pushing through and learning from things that have happened. You learn from different situations on the court and off the court, and it’s all about growth. Nothing grows without pain; nothing grows without struggle. You just have to pick apart the lessons within the struggle.”

Dobrze, że Larry potrafi i, przede wszystkim, chce wyciągnąć wnioski z błędów, które popełnił, bo nie wiem czy Bucks zdecydowaliby się na pozostawienie go siedzącego na ławce przez większość kolejnego sezonu w momencie, kiedy drużyna znowu wygrywa 15 meczów. Już w zeszłym roku zaczęto mówić (i nie ukrywam, że sam momentami się do tego grona dołączałem) o tym, czy Bucks powinni oddać Sandersa, jednak w obecnej sytuacji, przy zapewnieniach Larry’ego, że wszystko będzie inaczej, byłaby to głupota.

Zdrowy Sanders (czytaj: w formie) to najlepszy obrońca pod koszami (sorry Howard). I jak przyznaje Kidd, Sanders przepracował lato na tyle solidnie, żeby już niedługo wszystkim o tym przypomnieć:

„He’s done everything we’ve asked of him this summer, here’s no perfect person, no perfect player. When you go through something, you learn from it. We’ve all been in a position where we made mistakes, we learned from them and we pushed forward.”

Kto, jak kto, ale Kidd wie o czym mówi. Mało kto popełniał tak wiele błędów i robił tak dużo durnych rzeczy w czasie swojej zawodowej kariery i wychodził potem na prostą.

Czy Larry, przed którym sezon oczyszczenia, będzie mógł za parę miesięcy spojrzeć w lustro i z uśmiechem satysfakcji na twarzy przyznać sobie ekstra kudosy (blunty?) za świetnie wykonaną robotę? Trzymam za to kciuki, bo bez niego pod koszami, nie możemy liczyć na szybką odbudowę. Bucks są w dziwnym miejscu, bo po raz pierwszy od lat, wzbudzają chociaż minimalne zainteresowanie w NBA. Giannis z Parkerem zrobili taki szum wokół drużyny z Milwaukee, że Sanders, Henson i spółka musza jak najszybciej wskoczyć na bandwagon i dopasować się do poziomu naszych dwóch medialnych liderów.

Dlatego Larry, czas na ciebie. Wszystko poniżej 15 pkt / 11 zb i 3 bl na koniec sezonu będzie dla mnie rozczarowaniem.

Pamiętacie to?

cytaty za foxsports.com


Przeczytaj koniecznie:

sandersink1. Wymieniać Sandersa, nie wymieniać Sandersa?

2. Sanders przeniósł swoje talenty do Jeziora Tarnobrzeg..

3. Dlaczego MUSISZ się cieszyć z tego, że Sanders zostaje w Bucks na lata?

Żyrafa tym głównie żyje, że w górę wyciąga szyję, nieważne kto ją kryje.

Tyle czekałem, żeby zobaczyć jak Giannis poradzi sobie na rozegraniu od pierwszych minut. Patrząc jedynie na tę asystę do Hensona (https://vine.co/v/OqJmmEmgm6T) można odnieść wrażenie, że poradził sobie świetnie. Niestety, ten film nas okłamuje na wiele sposobów. Po pierwsze – Antek nie zagrał dobrego meczu. Po drugie – to, że Ersan trafił layupa spod kosza nie znaczy, że wrócił do moich łask. Po trzecie – to, że na 6 minut przed końcem był remis po 89 wcale nie oznacza, że byliśmy blisko drugiej wygranej w preseason.

Bucks @ Cavs 100 – 106

1. Dajmy Antkowi trochę czasu, bo sam fakt że koleś 6’11” z rozpiętością ramion 7’5″ jest próbowany na rozegraniu jest albo oznaką tego, że Kidd znowu wrócił do picia przed meczami, albo potwierdzeniem ponad przeciętnych umiejętności młodego Greka. Fakt, dzisiaj mecz mu kompletnie nie wyszedł. Nie patrz tylko na boxscore (aczkolwiek zero celnych z gry i ani jednej asysty to rozgrywanie typowe dla złego dnia Starbury’ego), ale obejrzyj mecz. Rozgywanie Giannisa w dużej mierze ograniczało się do przeprowadzenia piłki na drugą stronę i zainicjowanie pierwszego podania. Rozgrywania tam nie było, że o próbach penetracji, czy gry kombinacyjnej nie wspomnę. Antek spełniał swoją rolę w kontrze, bo na dwóch kozłach potrafił przelecieć nad połową boiska i zakończyć akcję no lookiem na drugą stronę boiska, wyglądając przy tym jak lekko naćpana żyrafa uciekająca przed kłusownikami. Uwielbiam jednak patrzeć na jedno, co moim zdaniem przyniesie niedługo korzyści – częsty post up na rozgrywającego w wykonaniu Antka. Jeszcze nie trafia. Jeszcze nie wszystko widzi. Ale nie dość, że niedługo się tego nauczy, to jeszcze niedługo pewnie dobije do 7’0″… Poza tym, granie nim na PG przypomina mi granie w serię NBA 2K i tworzenie własnego zawodnika, oczywiście najwyższego jak się da, i dowalenie mu skilli na maksa, po czym granie nim na jedynce. Bo, ku*wa, why not!

2. Jabari zaczął trafiać i wyglądał momentami jak weteran. Te step backi są zabójcze, bieganie do kontry fantastyczne (https://vine.co/v/OqJeVg06mBd), minięcie na pierwszym kroku zakończone asystą wyborne (https://vine.co/v/Oq5V1MJ7aiu), a post up w iso przeciw Marionowi rewelacyjny (https://vine.co/v/Oq5TDM1OHz3). To, że Cavs zagrali takim, a nie innym składem, wcale nie zmienia faktu, że Jabar-the-Buck będzie naszą główną opcją, dla której chociaż dwie nowe osoby spoza Milwaukee kupią LPassa.

Z pozostałych uwag:

3. Ersan kolejny raz wyglądał jakby był zmęczony samym wyjściem na parkiet. Nie wiem, czy to przez granie w reprezentacji co wakacje, czy przez złą dietę, czy inne czynniki do których nie chcę wnikać, ale nie potrafię znależć wytłumaczenia, dlaczego nasz PF dwukrotnie przegrał walkę o zbiórkę z Waitersem (a mimo to i tak był najlepiej zbierającym w Bucks).

4. OJ za to wygląda jakby poszedł na dietę i nieco schudł, przez co zaczął na nowo biegać po parkiecie, a nie tylko wylewać nadmiar tłuszczu przez nogawki przy rzutach osobistych przeciwników.

5. Dudley miał dzień konia i trafił wszystkie 5 trójek, ale kogo to tak naprawdę obchodzi? Prawdziwym newsem jest 0 punktów i 9 asyst Baylessa, który oficjalnie już przyznał, że chciałby być mentorem dla naszych młodych rozgrywających. Yeeah!

6. W drugiej kwarcie wrócił Wolters! I od razu zagrał 20 minut, w czasie których przyćmił na tej pozycji Giannisa (i pozwolił mu wrócić na skrzydło). Więcej minut dla Nate’a!

7. Sanders chory. Knight połamany. OBryant połamany. Inglis połamany. Marshall chory. James odpoczywał. Irving odpoczywał.

8. Weterani Bucks grali w opaskach. Mayo grał w afro. Parker we flat topie.

9. Pisanie o meczu o szóstej rano łączy się z brakiem oficjalnych filmików z youtube. Stay tuned.

Na szczęście Allen nie chciał wrócić do Bucks.

Jak podaje serwis CSN Washington, Bucks byli jednym z sześciu zespołów, którzy jeszcze niedawno kusili 39-letniego Allena dwuletnim kontraktem, dorzucając do tego sentymentalną dawkę wspomnień związanych z powrotem w rodzinne strony oraz walory stricte wychowawczo-pedagogiczne, związane z rolą weterana w drugiej najmłodszej ekipie NBA. Co bym powiedział, gdyby mi coś takiego zaoferowano w tej chwili? Pewnie, podobnie jak Ray, kategorycznie bym tę ofertę odrzucił. Bo mam inne cele przed oczami.

Co mnie jednak zastanawia to sam fakt chęci ściągnięcia prawie 40-letniego zawodnika do budowanej praktycznie od podstaw drużyny. Owszem, łączy się z tym wiele plusów, jak na przykład:

  • ściągnięcie dodatkowych przypadkowych fanów, którzy za Allenem poszliby nawet na mecz w Milwaukee, nawet w środku tygodnia, nawet na 16:00,
  • wielkie doświadczenie, które mógłby przekazać naszemu praktycznie jedynemu nominalnemu rzucającemu obrońcy (już widzę, jak OJ się cieszy),
  • zapełnienie luki na SG, gdzie teraz nieco na siłę gra Khris, a powinien głównieMayo (już widzę, jak OJ się cieszy – tym razem na serio)

Nie są to jednak plusy, które przesłaniają jeden wielki minus – zabieranie czasu młodzieży. Bucks absolutnie nie są teraz w miejscu, w którym na szybko trzeba szukać zapychacza dziury, który kilkoma clutch trójkami doprowadzi do dogrywki i wygrania finałów. Nawet, jeśli jego obecność dałaby nam 5 wygranych w sezonie więcej, to i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia w ostatecznym rozrachunku, jeśli za rok okaże się, że Khrisowi brakuje zimnej krwi w końcówkach, bo przyzwyczaił się do Ray’a walącego najważniejsze trójki.

I nie wiem, czy mam się nieco niepokoić faktem, że ta ofera została złożona. Rozumiem chęć stworzenia świetnej love story, w której franchise player wraca do swojej pierwszej drużyny, żeby zakończyć pełną sukcesów karierę. Gorąca melissa w trakcie meczu, lodowate okłady na kolanach, może 10 minut biegania na mecz, dwie, góra trzy trójki oddane i do widzenia. Piękna emerytura w mieście koszykarskimi sukcesami płynącym. Ale bardziej dla Carona Butlera, który pewnie do rzeki sukcesów, dołączyłby rzekę krokodylich łez.

Allen chce walczyć o mistrzostwo, póki jeszcze może. My jesteśmy w trakcie gruntownej przebudowy. Z całą moją nieskrywaną sympatią do jego jumpera i 7% tkanki tłuszczowej w wieku 39 lat, jego obecność w Milwaukee byłaby nieporozumieniem dla obu stron.

Rose wrócił i zachwycił. Ersan też…

Bulls @ Bucks 91-85

Obejrzyj najpierw highlights, potem zatop się w boxscorze, na koniec otwórz wordpressa i pisz szybko, póki nie masz pustki w głowie. Uwielbiam meczowe poranki, kiedy wstaje się jeszcze na tyle szybko, że syn nie woła z drugiego pokoju i ma się chwilę, żeby z laptopem na kolanach posiedzieć chwilę w ogrodzie (11 października, 8:33 rano, słońce i 13 stopni!).

1. Pierwsze ważne spostrzeżenie – Ersan wrócił do pierwszej piątki, czyli moje marzenie (żeby przeziębienie było kończące karierę) się nie spełniło. Turek zadziwia swoją konsekwencją – jak nie trafiał rok temu, tak nie trafia i teraz. Pieprzę mówienie, że to pierwszy mecz w sezonie. Jak zawodnik nagle ma 9% z gry w sezonie, to pierwszy mecz na poziomie 4/20 wcale nie dziwi. Ersan, proszę, odejdź.

2. Dziwi jednak kolejny mecz praktycznie bez punktów z dystansu Parkera. Na 5 FG, 4 to wsady. Fajnie, że znowu był wszędzie, zachwycał wszechstronnością, dojrzałością i gotowością do gry, ale dalej widać, że do formy meczowej jeszcze trochę mu brakuje.

3. Sanders też robi swoje. 25 minut i spad za faule. W tym czasie jednak uzbierał przywoite wyniki na poziomie 14pkt / 8zb, ale po raz kolejny za bardzo gotował się w obronie i łapał głupie przewinienia.

4. W świetle kontuzji Waltersa i Baylessa oraz nowemu stłuczeniu Knighta (które wyeliminowało go z gry), w czwartej kwarcie na rozegraniu grał Antek. Poradził sobie fantastycznie – zdobył 9 punktów, ale przede wszsytkim pokazał, jak świetnie czuje się w roli jedynki. Naprawdę, oglądanie go z piłką rozprowadzającego kontrę przypomina o uśmiechniętym Magicu robiącym showtime dla LA. Tylko oczywiście z zachowaniem odpowiedniej skali. Znowu na przykład zrobił coś takiego:

5. Najbardziej z faktu, że w czwartej kwarcie rozgywał Giannis ucieszył się Rose, który robił z nim co chciał. Human Alphabet nie nadążał za wybuchowo szybkim (Znowu! Oby jak najdłużej) Derrickiem i jak sam przyznał po meczu, czuł się całkiem zajechany. Taki test to dobra sprawa, szczególnie, że zaraz będzie musiał bronić przeciwko Irvingowi, jeśli w meczu z Cavs Kidd znowu zdecyduje się ustawić Greka na PG.

[Recenzja] T. Grover – Relentless. Bądź nie do zatrzymania!

relentless

Zachęcony jesienną aurą i chwilą wolnego spokoju pod koniec września, wziąłem się w końcu za lekturę książek, które czekają na mnie od końca wakacji. Na pierwszy rzut poszła książka motywacyjna Tima Grovera, która z jednej strony miała mi posłużyć jako kolejna porcja historii NBA, a z drugiej, miała mi przypomnieć o tym, że nie ma czegoś takiego jak przerwa od pracy.

240 stron czyta się praktycznie jednym tchem (mi udało się w wstrzymać oddech na trzy dni), ale nie mogę powiedzieć, żeby była to porywająca lektura, do jakich przyzwyczaił mnie chociażby Phil Jackson. Pełno tu autoreklamy i przypomnień, że Grover jest najlepszym sportowym trenerem w historii. Odnosiłem wrażenie, że autor ma dziwną manię informowania czytelnika, że gdyby nie on, Jordan, Bryant i Wade nie byliby tymi samymi zawodnikami. Ciężko mi z tym dyskutować, jednak nie ukrywam, pewien niesmak pozostał – a może po prostu mam problem, żeby odróżnić pewność siebie od zarozumialstwa.

Pewno tu pustych (przynajmniej dla mnie) i płytkich, pseudo-motywujących frazesów jak na przykład:

„Jeśli chcesz być nieustępliwym musisz wymagać od siebie więcej, niż inni kiedykolwiek będą wymagać. Musisz wiedzieć, że zawsze jak osiągniesz cel – możesz zrobić jeszcze więcej. Musisz robić więcej.”

„[Będąc nieustępliwym] nie widzisz problemów, tylko sytuacje, które trzeba rozwiązać. A potem je rozwiązujesz, nie tracąc czasu na tłumaczenia.”

„Ci, którzy mówią, nie wiedzą. Ci, którzy wiedzą, nie mowią.”

Na szczęście jest tu wiele anegdot, które ratują tę pozycję i nie rzucają jej prosto na śmietnik. Grover ma wielką przewagę nad wieloma autorami książek inspirujących do ciężkiej pracy, ponieważ od samego początku pracował z najlepszymi. Jego kariera zaczęła się od pracy z Jordanem. Potem dochodziły inne gwiazdy. Stąd masa przykładów z życia wziętych:

„Jordan był jedynym zawodnikiem, jakiego znałem, który zawsze był nieustępliwy, zawsze miał „dzień konia”. Nawet w meczach, które zaczynał powoli, w końcu pokazywał swoje prawdziwe oblicze. Pamiętam jeden mecz w Vancouver, w sezonie 72 wygranych Byków, kiedy każdy z zawodników miał już dosyć długiej, listopadowej serii meczów na wyjeździe i był to jeden z tych meczów, kiedy Bulls dostawali ostre baty. Przed rozpoczęciem czwartej kwarty, Jordan miał tylko 10 punktów i obrońca Grizzlies Darrick Martin pozwolił sobie na trochę tash talku w kierunku Jordana. Zapomniał o tym, że nigdy, przenigdy nie możesz rzucić wyzwania Jordanowi i liczyć, że ujdzie ci to na sucho. Michael dosłownie zatrzymał się na parkiecie. Popatrzył na Darricka. I pokręcił głową. Jego mroczna część pomysłała: ‚Zabić skur*ela’. Natychmiast zaczął grać na najwyższych obrotach. Jaki byl tegorezultat? Nie do zatrzymania! MJ Zdobył 19 punktów w czwartej kwarcie i poprowadził Bulls do zwycięstwa. A Derrick Martin przesiedział większość kwarty na ławce.”

„Oglądaj prawdziwych liderów. Kiedy Kobe wchodzi na parket zachowuje się jak CEO na spotkaniu z udziałowcami. Poda dłoń kilku zawodnikom, przywita się z sędziami i rusza do akcji. Jordan zawsze unikał fizycznego kontaktu przed meczem: żadnych niedźwiedzich uścisków, czy podawania dłoni. Jedyne na co mogłeś liczyć to skromny żółwik, ewentualnie lekko przybita piątka. Ręce zawsze nisko, emocje zawsze opanowane. I główna zasada – zero kontaktu wzrokowego. Po zakończonej prezentacji chodził wokół kolegów, każdego uspokajał, prawie jak ojciec chroniący swoje dzieci. Nie martwcie się. Osłaniam was.”

„Jordan był mistrzem unikania niepotrzebnego myślenia. Przed każdym meczem, kiedy trenerzy podawali plan meczu i mówili, czego można się spodziewać po przeciwnikach, Michael brał swoją kopię i wychodził do innego pokoju. Za każdym razem. Nie chciał słuchać tego, co wszyscy mają robić na parkiecie – on to już wiedział. (…) Jeśli było co, co miał zrobić, na pewno zdawał sobie z tego sprawę jeszcze przed tobą. Był mistrzem gry do tego stopnia, że nigdy nie przejmował się tym, co go czeka. Był gotowy na wszystko.”

„[Jak chcesz być nieustępliwym nie możesz się tłumaczyć ze swoich czynów] Tak jak mój przyjaciel Charles Barkley, kiedy wyrzucił jakiegoś debila przez okno klubu nocnego po tym, jak został rzucony lodem. Nie rzucasz lodami w Charlesa Barkley’a licząc na to, że nic ci się nie stanie. W zasadzie to czymkolwiek byś rzucił w niego i tak czeka cię sroga kara. Kiedy sąd uznał Barkley’a niewinnym zapytał się go, czego go ta sytuacja nauczyła, Charles odpowiedział: ‚Nie powinienem go wyrzucać z pierwszego piętra. Powinienem go zabrać na trzecie piętro i stamtąd skończyć robotę.”

Kiedy Dwight i Nash dołączyli do Bryanta, wszyscy dziennikarze zaczęli się martwić o chemię w zespole. Czy Kobe pozwoli komuś z nich stać się nowym liderem drużyny? Bryant szybko odciął wszelkie spekulacje mówiąc: ‚nie chcę się zastanawiać nad tym, jak się podzielimy rolami. To mój zespół.”

„Dwight Howard opowiada historię o telefonie do Kobego przed swoim debiutem w LA w 2012. Zadzwonił do niego, żeby mu powiedzieć, że jest w 85% zdrowy po kontuzji pleców i usłyszał: ‚To dobrze. Potrzebuję Cię sprawnego w 100%. Chce zdobyć pierścień. Nara.'”

„Nie ma znaczenia wielkość talentu Lebrona. Bez przywódzctwa Wade’a, wielka trójka byłaby w 2012 tylko kolejnym napakowanym gwiazdami zespołem bez mistrzostwa.”

Każdy wiedział, że wszyscy wezmą Hakeema z numerem pierwszym. Nikt, nawet w Portland, nie widział, czy TrailBlazers wezmą z dwójką Jordana czy Bowiego.
„Weź Jordana.” – powiedział Knight.
„Ale potrzebujemy centra.” – odpowiadali PTB.
„Grajcie nim na centrze.” – kończył Knight.”

Zapytaj Bryanta, co robi w każdy meczu.
„Rozdaję liczby.”
Liczby?
„Tak. Daję im 81. Daję im triple-double. Tamtym dałem 61.”
Ludzie uwielbiają mówić, że Kobe to samolub i nie podaje. Ale jego pracą jest rzucanie punktów i rozdawanie liczb. I to robi najlepiej.

Po każdym meczu zadawałem Jordanowi jedno pytanie: „Piąta? Szósta? Czy siódma?” Musiałem wiedzieć, o której godzinie będzie chciał zacząć poranny trening.

Ogólnie nie mogę powiedzieć, żeby to była zła książka. Spędziłem nad nią miłe trzy dni i czasami ciężko było ją odłożyć, żeby iść do pracy. Nie wyniosłem z niej jednak niczego, poza kilkoma (powyższe plus jeszcze jakieś dwadzieścia) ciekawostkami z życia Jordana, czy Kobego. Jeśli szukasz książki motywującej do ciężkiej pracy, wzmożonych treningów – to się rozczarujesz. Nie ma tu żadnych praktycznych porad, jest tylko w kółko wałkowanie jednego – musisz być nieustępliwy.

Nie możesz się poddawać.

Masz zawsze dążyć do tego, żeby być lepszym.

Jak osiągniesz swój cel, nie ciesz się, tyko wyznacz kolejny i pracuj jeszcze ciężej.

Nie ma nagród.

Nie ma gratyfikacji.

Nie ma opied*a się!

Pomyłka w Detroit.

Śmiej się, jeśli chcesz, ale ostatni raz dwa mecze pod rząd Bucks wygrali w marcu 2013 roku. Po wczorajszej wygranej z Grizzlies liczyłem na to, że nasza fatalna seria zostanie przerwana w Detroit, jednak niestety, tak jak w przypadku wyboru ulubionej drużyny w 2002 roku, tak i teraz się pomyliłem.

Zaraz, zaraz.

Pomylić to mógł się Kidd wystawiając do gry rzucającego sflaczałymi balonami OJa (jeden ustrzelony klaun na 9 prób z półdystansu). Błąd popełnił tej O’Bryant III, który w trzeciej kwarcie wylądował nie na tej nodze, co trzeba i w rezultacie skręcił kostkę, dołączając tym samym do Waltersa (też kostka), Ersana (przeziębienie – obykończącekarierę) i Inglisa (połamał nogę jeszcze przed draftem, dalej jej nie dokleił). Do kontuzjowanych bohaterów wojennych o mało nie dołączył też Giannis, który znowu zaliczył twarde lądowanie na parkiecie, jakie widzieliśmy już kiedyś w meczu z Lakers.

Kibicowanie Bucks nie jest błędem, nawet wtedy, kiedy z pierwszej piątki tylko Henson prezentuje w miarę przyzwoity poziom, Parker znowu trafia z częstotliwością Mayo, Bayless w 24 minuty oddaje cztery rzuty w kant tablicy i stolik sędziowski, a Pachulia po 9 minutach na parkiecie ma problem ze złapaniem oddechu.

Kibicowanie Bucks jest wyższym stanem samookaleczania się, które bezustannie drąży głębsze i głębsze dziury w psychice, zostawiając coraz mniej miejsca na racjonalne spojrzenie na koszykówkę.

To był drugi brzydki mecz Bucks w tym preseason. Piszę tak nawet nie oglądając meczów. Po 12 latach z Milwaukee, pewne rzeczy wnioskuje się po recapach i highlightach.

Popatrz sam i nie zawracaj mi już głowy dzisiaj. Kolejny mecz w nocy z soboty na niedzielę. Też nie będzie w TV.

NIEPOKONANI!

Grizzlies – Bucks 83 – 86

Nowa era w Milwaukee rozpoczęta. Czekałem na ten mecz z lekkim zdenerwowaniem, mimo tego, że wiele razy obiecywałem sobie zrobić w końcu wolne od oglądania Kozłów. I pisania o Kozłach. Możesz mi nie wierzyć, ale miałem nawet momenty, w których kilkanaście dni spędzonych z dala od przeglądania stron NBA było dla mnie radosnym uwolnieniem się od koszykarskiego brzemienia, które po 17 latach powoli zaczyna mi ciążyć w codziennym życiu. Wszystko wskazuje jednak na to, że te rzadkie momenty, kiedy mam wolny czas i nie muszę robić nic konkretnego, nadal będą wykorzystywane na wizyty w Milwaukee. Głównie dlatego, że głupotą byłoby się wycofywać w momencie, kiedy po ponad 10 latach ciszy mamy w końcu drużynę, o której będzie się mówiło. I której oglądanie może sprawiać nielada przyjemność.

Pomijam fakt wygranej nad Grizzlies (ale jesteśmy niepokonani!), bo do końca miesiąca bardziej ciekawić mnie będą ustawienia, z którymi Kidd na pewno będzie eksperymentował. Ucieszyłem się niezmiernie, gdy zobaczyłem, że większość czasu na parkiecie spędziła piątka Knight – Middleton – Giannis – Parker – Henson, bo obawiałem się weteranów zabierających niepotrzebnie minuty w nic nie znaczących spotkaniach (a tu prosze, jakie miłe zaskoczenie – Mayo na ławce. Ale spodziewam się, że w dzisiejszym meczu z Pistons już zagra). Szkoda, że mecz nie był nigdzie transmitowany, bo pomimo 21 strat Bucks jestem ciekaw, jak wyglądała nasza gra przez wysokich (wg tego, co czytałem na brewhoopie, a ci z kolei słyszeli w radiu, większość akcji zaczynała się od high post z wysokimi w roli głównej).

Nie potrafię jeszcze zacząć skakać z radości po występie Sandersa, ale nawet 10/15 w pierwszym oficjalnym meczu od lutego robi cholernie dobre wrażenie. Nie ma jeszcze co wieścić wielkiego powrotu naszego głównego podkoszowego stopera, ale należy się cieszyć, że chociażby udało mu się nie spaść za głupie faule w pierwszej kwarcie.

Bucks pokazali jaja po raz pierwszy w tym sezonie (pewnie nie ostatni) i wygrali mimo tego, że na początku meczu kilkukrotnie przegrywaliśmy ponad dziesięcioma punktami (skąd ja to znam). Strasznie zaczął Parker (1/9), który jednak potem się rozkręcił, trafił 5 z kolejnych 6 rzutów i do końca meczu był niesłychanie aktywny pod koszami i w kontrze. Udało mu się nawet zaliczyć miodnego dream shake’a:

Nie można zapomnieć o Middletonie i Giannisie, którzy robili to, do czego mnie przyzwyczaili w poprzednim sezonie. Khris trafiał z półdystansu kiedy tylko tego potrzebowaliśmy, a Giannis robił wszystko i był wszędzie. Zbierał, podawał, punktował, znowu był pierwszy w kontrach nawet po własnej zbiórce w obronie. Nudny mecz – jak powiedział po meczu Kidd. Ważne jednak, że wszystko wróciło do normy i codzienna rutyna koszykarskiego freaka została przywrócona.

Widzimy się jutro po meczu z Pistons.