Nie będzie czterech wygranych z rzędu. [recap]

301114rockets

Nawet mocno okrojeni kadrowo Houston okazali się być za mocną drużyną na Bucks, w barwach których na ciepłe słowa zasłużyli jedynie Giannis, Parker i odmłodzony Ersan. Wygrana zapewniłaby nam pierwsze miejsce w Central Division, jednak póki co musimy odłożyć przedwczesne świętowanie i skupić na potwornie trudnym grudniu.

Przed tym meczem potwornie bałem się tego, jak będziemy kryli na odwodzie i niestety moje obawy się sprawdziły. Rockets z łatwością rzucili aż 15 trójek przy 40% skuteczności (tylko Garcia, Johnson i Ariza mieli w sumie 4/19, reszta drużyny aż 11/19), a do tego kompletnie zdominowali deskę wygrywając zbiórki 44-32. Zniszczyli nas Motiejunas z Hardenem, którzy z chirurgiczną dokładnością wykorzystywali każde błędy w naszej obronie. Harden zaczął mieć lekkie problemy dopiero wtedy, jak zamiast Dudley’a krył go Giannis. Ale pamiętaj, LEKKIE problemy.

Najgorsza była akcja w trzeciej kwarcie, gdzie przy jednym posiadaniu piłki Motiejunas i Black dwukrotnie zebrali piłkę po niecielnych rzutach Hardena, w końcu James znowu dostał piłkę, trafił za trzy i do tego z faulem Mayo. Po trafionym osobistym Houston uciekli na 68-52 i było już praktycznie po wszystkim. Trzeba jednak oddać kozłom co rogate, bo walczyli do końca i zabrakło może góra dwóch kolejnych kwart, żeby zmienić wynik na naszą korzyść.

Jabari Parker

W poprzednich meczach oddał w sumie 39 wolnych trafiając jedynie 25 (64%), tak więc jego dzisiejsze agresywne wbijanie pod kosz i 13 na 14 z FT było dużym postępem. Co ciekawe, były to dopiero jego pierwsze wolne rzucane we własnej hali. Do tego był chyba najbardziej agresywnym Kozłem w tym spotkaniu, pobijając samego mistrza-agresywności-Giannisa, przez co oglądanie go było czystą przyjemnością. Plus, wyrównał swój rekord asyst (5) drugi mecz z rzędu.

Larry Sanders

Znowu ta sama historia – świetny początek spotkania, potem w trzeci faul w pierwszej połowie i ława, z której już nie wrócił z tą samą energią. A w czasie jak Larry odpoczywał, swój kolejny dzień konia miał Ersan. Znowu największy problem z obroną Sandersa jest moim zdaniem zbyt częste wyciąganie ręki żeby sfaulować zawodnika, który już go minął, albo starając się zatrzymać kogoś z pomocy. One-on-one w post-upie stoi twardo jak zawsze, gorzej, jak przeciwnicy zaczynają grać przodem do kosza.

Brandon Knight

W końcu wpasował się w moją teorię, że nie jest rozgrywającym i przestał rozgrywać. Ofensywnie również oddał skrzypce Parkerowi i Giannisowi, przez co zaliczył kompletnie niemrawe spotkanie.

OJ Mayo

Chyba nie służy mu gra w pierwszej piątce, bo wrócił do formy z poprzedniego sezonu kiedy był tłusty i na hamburgerowym głodzie ciskał cegłami do kosza. Jego ostatnie trzy mecze to 9/32 z gry (brzmi znajomo?), dzisiaj 2/10. Po pierwszej połowie schodził z parkietu trzymając się za rękę, potem wrócił do gry, jednak bez pozytywnych efektów. Czyli to nie była poważna kontuzja.

Giannis Antek

Też tak masz, że oglądasz jego grę i zastanawiasz się, jakim cudem on dopiero za tydzień skończy 20 lat? Już teraz widać, że Antek przeradza się nie tyle w cichego lidera tego zespołu, ale również w gwiazdę ligi, która lata po cichu poniżej radarów, żeby nagle, pewnego zimowego popołudnia zdecydować: „OK, k*wa, to ten moment. Od dziś jestem gwiazdą.” I to będzie dzień, w którym zapomnisz wszystko, co do tej pory wiedziałeś o koszykówce i zredefiniujesz ją od nowa. Nie da się go zatrzymać bez faulu, jak się rozpędza nad trumną albo jak się ustawia w post-upie i gra tyłem do kosza. Niech tylko popracuje nad rzutem i będzie nie-do-za-trzy-k*wa-mania! No i ten moment, jak złapał Hardena na ofensie, po czym mocnym i pewnym uderzeniem wybił mu piłkę w rąk. Harden spojrzał zza krzaków i lekko odepchnął Antka. Nagle pojawił się Sanders, złapał Hardena jak wielki brat i sprawa ucichła. Nic wielkiego, ale serce rośnie jak się widzi takie akcje.

Ersan

Nie lubię o nim pisać, bo zazwyczaj zmusza mnie do szukania samych negatywów. Od kilku meczów widzimy jednak kolejny szczyt Ersana, przynajmniej jeśli chodzi o dyspozycję rzutową. Oglądanie go bez rzucania knyszami w kierunku kosza nie jest może wielką atrakcją, ale świadomość, że ten lecący cholernie wysokim łukiem rzut dotknie chociaż obręczy jest strasznie uspokajająca.

Skończyliśmy listopad z bilansem 9-7, ale nie liczę na to, że grudzień również skończymy na plusie. Grudzień będzie masakryczny. W czwartek widzimy się w Cleveland.

Cztery wygrane z rzędu? [zapowiedź]

giannisxmas

Nie wiem co jest bardziej absurdalne: to, że jestem w stanie napisać trzeci krótki tekst o Bucks w ciągu jednego dnia, czy to, że w przypadku ewentualnej wygranej z Rockets będziemy mieli cztery wygrane z rzędu (czego nie udało nam się dokonać od 26 marca 2013 roku). Pisałem już dzisiaj, że gracze Houston przyjadą w bardzo okrojonym składzie, co nie zmienia faktu, że odwiedza nas zespół z drugą najlepszą obroną w NBA i imponującym bilansem 12-4. Na szybko dla przypomnienia: z Bucks nie zagrają dzisiaj: Howard, Beverley, Jones i Canaan. Taka szansa na wygraną z topową drużyną zachodu może się już nie powtórzyć.

Powoli też kończymy banalnie prosty grafik z listopada i wchodzimy w cholernie ciężki grudzień. Przed nami spotkania z kolejno z: Houston, Cleveland, Dallas, Miami, Dallas, OKC, Clippers, Phoenix, Portland, Sacto, Clippers, Charlotte, Atlanta, Atlanta, Charlotte i Cleveland. Jedno jest pewne – na koniec roku będziemy wiedzieli na co mniej więcej stać Bucks w tym sezonie. 3-13 to moje absolutne minimum, ale wyciągnięcie 6 wygranych będzie naprawde dużym osiągnięciem dla MKE. Każda dodatkowa wygrana będzie cholernie miłym zaskoczeniem. Dlatego tak ważne jest, żeby dzisiaj w nocy wykorzystać nie tylko okrojony skład Houston, ale i fakt, że dla nich będzie to również back-to-back i urwać niespodziewane zwycięstwo.

Gdy wiesz, że na centrze drużyny przeciwnej wyjdzie Tarik Black, trzymasz kciuki co sił za to, żeby Sanders nie spadł za faule przy śpiewaniu hymnu. Szczególnie, że u nas również pod koszem będzie kiepsko, bo nadal raczej wyjdziemy bez Hensona i Zazy. Dodatkowo, jeśli Bucks uda się ograniczyć Houston do 39% jak Clippers w ostatnim meczu, odpuścimy nieco krycie pod koszem na rzecz dobrej obrony na obwodzie, gdzie rzutem grożą Terry, Harden i Ariza, to nie powinno być tragicznie.

Trzymaj kciuki, zeby znowu udało się zrobić coś takiego:

Widzimy się o 3:00!

Giannis zrobił eurostep spod swojego kosza, a Ersan zersanił Pistons z ławki [recap]

291114pistons

Dzisiaj w nocy Bucks przypomnieli mi o czasach, kiedy nasza ławka rezerwowych była jedną z najlepszych w lidze i często wygrywała przegrane mecze. Mordercą Pistons był Ersan, który ersanił tak, jak nas do tego przyzwyczaił – up-and-under pod koszem, dobitki (3 zbiórki w ataku) i nawet parę otwartych trójek (sic!). I co z tego, że dziurę pod koszem (tylko 11 minut Sandersa – znowu przez faule, Zaza i Henson poza grą) wykorzystał brutalnie Drummond (26 punktów i 20 zbiórek), skoro i tak wygraliśmy deskę (44-39) i ostatecznie po raz drugi w tym sezonie łatwo wygraliśmy z Pistons, tym razem 104-88.

Wydarzeniem spotkania nie był dla mnie jednak najlepszy w tym sezonie mecz Ilyasovy (22 punkty i 9/14 z gry), ale świetny powrót do rozgrywania Marshalla, który kierował ofensywą tak, jak tego cały czas oczekuję od Knighta. Zawsze imponowali mi rozgrywający, którzy prowadzili atak swojego zespołu jednocześnie pozostając praktycznie niewidocznym i dzisiaj takim cichym dyrygentem był Kendall. Udało się nawet kilka razy wykorzystać brak doświadczenia Dinwiddiego i postawić Kendalla na iso, co zgodnie z oczekiwaniami skończyło się łatwymi punktami.

Nie można też przemilczeć kolejnego altruistycznego* występu Parkera, który do bardzo skromnych 8 punktów i 5 zbiórek dorzucił rekordowe w karierze 5 asyst. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego ani razu w pierwszej kwarcie nie wykorzystał olbrzymiej przewagi szybkości nad Monroe. Mimo to, był to kolejny mecz Jabariego, w którym pokazuje, że indywidualne statystyki nie są dla niego tak ważne, jak wygrana drużyny.

Poza tym, widziałeś kiedyś żeby ktoś robił eurostep zaczynając na linii za trzy? Dla Giannisa to normalka!

*czytałem ostatnio artykuł o tym, jak szefowie firm na spotkaniach z udziałowcami bardzo często zamiast mówić o stratach, mówią o „negatywnym zysku”, a o koniecznych zwolnieniach grupowych jak o „restrukturyzacji firmy”. Kiepskie dyspozycje rzutowe będą teraz dla mnie „altruistycznym graniem” albo „skupieniem się na defensywie”.

Bucks mieli co prawda najłatwiejszy grafik w listopadzie, ale nie mogę pominąć tego, że był to nasz pierwszy dodatni miesiąc od czasów Skilesa. Poza tym, już wygraliśmy na wyjeździe tyle spotkań, ile w pierwszych 41 meczach poprzedniego sezonu, a 10 wygranych spotkań mieliśmy na koncie dopiero w lutym (przy imponujących 43 porażkach). Dlatego kibice Bucks muszą chodzić z głową w chmurach, bo jest się z czego cieszyć. Kozły nie powalają na kolana, ale zwracają na siebie uwagę całej koszykarskiej Polski i nie tylko przeze mnie są uważani za jedną z największych niespodzianek pierwszego miesiąca rozgrywek.

Przed nami pojedynem podwójnych back-to-backów, bo bez dnia przerwy przyjadą do nas przetrzepani kontuzjami Rockets. Podobno nie będzie Howarda, Beverley’a, Jonesa i nawet Canaana, który połamał się lekko w meczu z Clippers. Okazja, żeby ukraść wartościowe zwycięstwo z zachodem może się już nie powtórzyć.

3-na-4, czyli siedzimy w Milwaukee i dyskutujemy o Bucks

W zeszłym tygodniu zebrało się gremium maniaków, którzy przy dietetycznej coli, sojowych knyszach i wegetariańskich pizzach na cienkim, bezglutenowym cieście zdecydowało się rozwiązać palące problemy naszych miejscowych Kozłów. Spotkaliśmy się z Adamem, Kosmą i Michałem jak zawsze w Zaffirosie przy Farwell Avenue, miejscu, które darzymy wyjątkowym sentymentem. Omówiliśmy rolę Woddy’ego Allena jako pierwszej klasy pimpa, pomachaliśmy zakrwawioną miotłą jak w reklamie Amnesty International, a na moment nawet zająknęliśmy się, czy Krychowiak jest wart 30 baniek. A w przerwach gadaliśmy o koszu.

1. Ze wszystkich obrońców NBA, tylko Bryant, Ellis, DeRozan, Jackson i Curry oddali więcej rzutów od Knighta, ale większym ballhogiem od Brandona, który oddaje rzut średnio po prawie 5,5 kozłach i przeciętnie ma piłkę w rękach przez 5 sekund akcji, jest tylko i wyłącznie Reggie. Czy zaryzykowałbyś ograniczenie minut Knighta lub ewentualne przesunięcie go na SG mimo, że gra najlepszy sezon w karierze, ale jednocześnie wiedząc, że z nim na parkiecie jesteśmy -5,8, a bez niego +12,4?

Michał Kajzerek: Nie, nie ograniczałbym Brandon w ten sposób już na tym etapie sezonu. Bucks muszą wiedzieć w jakiej grają lidze – nie walczą o mistrzostwo, a Knight ciągle się próbuje rozwijać. Jason Kidd musi dać mu czas na poprawę egzekucji w pick-and-rollu. Jeżeli Knight okaże się oporny i nie będzie przyswajał nowej wiedzy, Bucks – tak jak Pistons, gdy zdecydowali się go oddać – będą musieli poszukać innego rozwiązania na jedynkę. Przesunięcie na SG jest ciekawym rozwiązaniem – nie oglądałem Kinghta tak długo, aby wymądrzać się na temat jego gry off-the-ball, ale Kidd może próbować grać nim jako off-guardem, czemu nie.

Adam Szczepański: Spojrzałbym na to nieco inaczej. Knight nie jest playmakerem i raczej nim się nie stanie, ale nie ma jeszcze 23 lat, rozgrywa bardzo dobry sezon, a zaraz będzie trzeba mu zapłacić. Dlatego warto dać mu teraz grać, trzymać piłkę, rozwijać się i popełniać błędy na jedynce, bo to może pomóc w przyszłości, kiedy już Bucks znajdą zawodnika, który obok niego będzie grał jako point guard. W tym momencie nie ma w składzie rozgrywającego, któremu można by oddać piłkę. A jeśli Knight nie spełnia oczekiwań drużyny i nie jest w planach, też warto zostawić jak jest, dalej podbijać jego wartość i wytransferować go przed trade deadline.

Kosma Zatorski: Nie. Brandon Knight gra swój najlepszy sezon w karierze, notuje blisko 10 asyst, ma najwyższy PER w drużynie… Zresztą czy rzeczywiście w tym wypadku powinniśmy bawić się w rygorystycznych statystyków powołujących się na liczbę kozłów? Czy Knight byłby lepszym graczem, gdyby oddawał rzut po czterech kozłach? Statystyki są super, ale czasami mam ich dosyć. Cieszmy się grą. Brandon gra kozacki sezon! Bucks nie tankują! To także olbrzymia jego zasługa. Martwi mnie inna rzecz. Po przyjściu Baylessa zaginął nasz ulubieniec Nate Wolters.

2. Czy już w tej chwili można mówić, że Bucks będą pewniakami do playoffów, jeśli tylko poprawią grę na deskach i skuteczność z gry, czy brakuje jeszcze czegoś więcej?

Michał Kajzerek: Ten zespół jeszcze kilka miesięcy temu wyglądał koszmarnie. Perspektywy Bucks zmieniły się dzięki zdecydowanie lepszej atmosferze wewnątrz ekipy i obraniu konkretnych priorytetów. Skupili się na obronie, a ta wymaga samodyscypliny, co z kolei wpływa na konieczność zbudowania dobrych kontaktów pomiędzy zespołem i trenerem. Kidd nadal sprawdza swoje opcje. Z czasem będzie potrzebował lepszego kreatora na jedynce, ale w tym zakresie wiele zrekompensować może Giannis, jeśli nabierze ogłady jako point-forward, już jest znakomity.

Adam Szczepański: Bucks są bardzo pozytywnym objawieniem w tym momencie, ale jeszcze ostrożnie podchodziłbym do ich szans na playoffy. Co prawda to słaby Wschodu, więc te szanse są spore, zwłaszcza jeśli do bardzo dobrej obrony dołożą skuteczniejszy atak, a liczę, że Giannis i Jabari z biegiem sezonu będą w tym coraz lepsi. Ale… do tej pory mieli bardzo korzystny kalendarz, według basketball-reference.com najsłabszy w całej lidze, pokonali póki co tylko dwie drużyny z dodatnim bilansem, dlatego o pewniakach na playoffy jeszcze bym nie mówił.

Kosma Zatorski: Bucks idą na majstra! A tak na serio, to na dziś (9-7) wszystko wygląda za dobrze. Hawks, Heat czy Cleveland na pewno ich wyprzedzą. U nich wszystko fajnie zagrało. Nagle stali się taką hipsterską ekipką wschodu przejmując ten tytuł od Raptors, którzy w pięknym stylu wkraczają do mainstreamu. Nie wiadomo, czy Bucks chcą playoffów juz teraz. Czy nie zaczną handlować Larrym Sandersem, Ilyasową czy Pachullią (ktoś go jeszcze zechce?) Obaj mają umowy na przyszły sezon za 8-11 milionów.
Koziołki w najlepszym wypadku będą biły się o ósmy spot z Brooklynem. Ponad 40 proc. za trzy w październiku to był klasyczny fluke, ale skuteczność Jabari Parkera czy Antka powinna iść w górę z każdym miesiącem. Deska? Skoro najlepszy jest Larry Sanders ze średnią siedmiu piłek w meczu… Nie mam pomysłu, jak ją poprawić.

3. Giannis grał do tej pory na wszystkich pozycjach, oprócz centra. Grając na czwórce ma przewagę szybkości. Grając na trójce niszczy wzrostem. Czy robienie masy, nastawianie się głównie na post-upy i rzucane praktycznie wyłącznie z pomalowanego to dobry pomysł w tym momencie jego kariery?

Michał Kajzerek: Giannis udowodnił wiele rzeczy w tym sezonie. Widać, że Bucks chcą, aby rozwijał się bez narzucania na niego całego zestawu obowiązków. Ten chłopak ma tak duży potencjał i tak wiele schowanych gdzieś jeszcze umiejętności, że odkrywanie ich po kolei może wyjść mu na dobre. Zadbanie o jego rozwój to jedno z największych wyzwań w historii tej organizacji. Boję się myśląc o ostatecznej wersji Antentokounmpo. To chłopak, który celuje w progi*, które niedawno przekroczył Kevin Durant.

(*dwukrotnie przeczytałem „rogi” 😉 – przyp. daveknot)

Adam Szczepański: Wydaje mi się, że w tym momencie Giannis powinien próbować wszystkiego, bo tak na dobrą sprawę nadal nie wiemy w czym on będzie najlepszy i na jakiej pozycji powinien grać. Post-up to coś nad czym też musi pracować, ale lepiej go nie ograniczać. Póki co jest coraz groźniejszy w penetracjach, a też powinien być w stanie z czasem dołożyć solidny rzut z dystansu. Jest zbyt wszechstronny żeby żyć tylko w paint, ale też czekam aż spróbują go na centrze i będzie rzucał haki jak Kareem. (https://www.facebook.com/video.php?v=10152422069577817)

Kosma Zatorski: Już wiemy, że Giannis nie będzie drugim Durantem. Stał się fizycznym dziwolągiem z łapami centra i może mieć trudności ze zrobieniem ze swojego jumpera znaku firmowego. Antek łapie piłkę, jak piłkarz ręczny. Próbowaliście kiedyś rzucać piłką ręczną do kosza? A propos pytania. Nie wydaje mi się, aby to była najlepsza z dróg. Maciek zauważył już jego zachowanie w post-up. Mi rzuca się w oczy częste matchupowanie wysokich, centrów w obronie. To, co mi szczególnie imponuje, to jego ‚playmaking’ abillites – przepraszam, ale po angielsku to znacznie fajniej brzmi. Podania w czasie penetracji, no-looki i tego typu rzeczy. Jego styl troszeczkę zaczyna mi przypominać Juliusa Ervinga i Magica, przy odpowiednim zachowaniu proporcji. W porównaniu z debituanckim sezonem wszystko u niego poszło w górę. I to dynamicznie. Szybko. Cieszę się, naprawdę się cieszę, z przyjścia Jasona Kidda!

4. Czy choke Parkera od początku sezonu powinien nas martwić, czy Twoim zdaniem nie ma się czym przejmować?

Michał Kajzerek: Nie ma się czym przejmować. Jestem super cierpliwy, jeśli chodzi o graczy, którzy mają coś do udowodnienia, dopóki nie mówią, że nie mają nic do udowodnienia, bo to wyprowadza mnie z równowagi. Pozdrowienia dla 21-letniego Mateusza „nie muszę niczego udowadniać” Ponitki.

Adam Szczepański: Nie martwiłbym się o niego, dopiero uczy się NBA i z biegiem sezonu powinien być w stanie ustabilizować swoją formę. Najważniejsze, że potwierdza swój potencjał. Poza tym, podoba mi się jego gra. Nie oglądałem go wcześniej, ale słysząc co chwilę porównania do Melo spodziewałem się strzelca forsującego swoje akcje, tymczasem on póki co bardzo dobrze wygląda jako team player.

Kosma Zatorski: Przejmować? Nie po to kibicuje się Bucks, żeby się przejmować! Przyszłość należy do Milwaukee. Jabari chce podawać rękę sędziom po wygranym meczu, wędruje po szpitalach i szkołach, odbębnia swoje obowiązki debiutanta. Gra na debiutanckiej skuteczności. Nie robi wielkich rzeczy. Oswaja się. Rzucam takie pytanie na koniec. Który gracz Duke doścignął w NBA swój akademicki hype?

Dzięki wielkie za spotkanie. Do zobaczenia na następnym zjeździe – może tym razem w Arizonie?

Giannis, o dziwo, też miewa gorsze dni.

251114pistons

Ostatnio pisałem o tym, że nasza słaba gra na deskach jest póki co jedną z największych bolączek Bucks i proszę – w kolejnym meczu po tym, jak Kidd przeczytał moje narzekania, wygrywamy zdecydowanie deskę (50-36), dominując nawet na atakowanej tablicy (19-8) i o dziwo nawet Ersan, który ewidentnie podbija swoją wartość przed wyprzedażami w czarny piątek, na spółę z Parkerem i Sandersem miał 9 zbiórek. WOW!

U Kozłów działało wszystko i to najbardziej mnie cieszy. Po dwóch tragicznych meczach, ten z Pistons traktowałem w kategoriach być-nie-być jeśli chodzi o walkę o playoffy (tak, tak, dobrze czytasz, Bucks jeszcze nie są poza playoffami, a mamy już prawie grudzień!) Jeśli nie będzemy wygrywali z zespołami, które w tym roku nie zasługują na wygrane, to nie mamy co myśleć o przedłużeniu sezonu na maj/czerwiec. Pistons nie powinni wygrywać, żeby nie zachęcać innych managerów do podejmowania fatalnych decyzji kadrowych.

Dobry mecz zespołowo przełożył się niestety na najgorszy mecz w karierze Giannisa, który w ataku przeżywał istne katusze. Trzeba być jednak gotowym na to, że takie mecze będą się zdarzały i jest to normalne, dlatego podziwiam Antka za to, że mimo fatalnego dnia rzutowo, dalej świetnie spisywał się w obronie. Jednak ten mecz był doskonałym przypomnieniem, że kiedy pod koszem jesteś permanetnie niszczony przez chociażby takiego Smitha, powinieneś parę razy poratować się rzutem z dystansu. Antek go nie ma, stąd 1/13 z gry po wymuszonych rzutach przez ręce.

Warto odnotować, że w pierwszej piątce po raz pierwszy od grudnia 2013 wyszedł Mayo, co od razu przełożyło się na to, że wyjściowy skład rzucił 65 z 98 punktów (gotowy na wyprzedaż Ersan rzucił prawie połowę wszystkich punktów z ławki).

Popatrz również, co w pierwszej kwarcie zrobił Sanders i jaki byłby z niego wymiatacz, gdyby nie pogrążał się głupimi faulami i utrzymywał boiskową erekcję przez co najmniej 30 minut. 10 punktów przy 6 rzutach i 5 zbiórek po pierwszych 12 minutach wyglądało imponująco, jednak niestety im bliżej końca meczu, tym więcej fauli (w sumie 5) oraz gorsza skuteczność (od drugiej kwarty 6/12 spod kosza). Jednak muszę go pochwalić, bo mam wrażenie, że zagrał pierwszy od zawieszenia mecz z dawką energii, która jest charakterystyczna głównie dla Giannisa. Czyżby ta sama niebieska pigułka?

No i na koniec perełka: 1 strata przy 8 asystach? Proszę cię, Brandon dzisiaj zamknął mi gębę. Augustin nie istniał, a Knight musiał się odszczekać swoim prześladowcom z pańskiego dworu. W pełni zapracował w moich oczach na zawodnika meczu, zabierając ten jakże zaszczytny tytuł Parkerowi, który przed meczem przeciwko Wigginsowi (dzisiaj w nocy!) miał 14 punktów przy 70% z gry. Po raz kolejny dodatkowo imponował grą bez piłki i back door cutami.

Dlaczego podając godzinę mówimy „o’clock”?

welcome_logoOsoby, które dopiero zaczynają się uczyć angielskiego są w bardzo dużym stopniu jak dzieci uczące się świata – ciekawe wszystkiego, co je otacza i zadające mnóstwo dociekliwych pytań. Pewnie dlatego zawsze uwielbiałem prowadzić zajęcia z grupami, które są dopiero na początku swojej przygody z językiem obcym.

Wczoraj zadano mi pytanie – dlaczego przy pełnych godzinach mówimy: o’clock?

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

Zanim jednak odpowiemy na to pytanie, warto cofnąć się nieco w czasie i przyjrzeć pochodzeniu słowa „clock„. Wg słowników, słowo clock pojawiło się po raz pierwszy w łacinie w formie clocca i oznaczało dzwon. Odnosiło się to do dzwonów w kościołach, które w mniejszych miejscowościach były głównym źródłem podawania czasu mieszkańcom.

Skąd więc wzięła się dziwna forma o’clock? Znowu cofniemy się do czasów, kiedy ludzie powoli odchodzili od klepsydr i patrzenia na położenie słońca na niebie, a zaczęli spoglądać na zegary. Wynalezienie mechanicznego zegara datuje się na 12 wiek i wtedy też po raz pierwszy zaczęto używać zwrotu o’clock. Dokładnie forma ta była ona używana w zdaniu, np.: „It is 2 by the clock” żeby pokazać kontrast między podawaniem godziny z zegara (by the sun), klepsydry, świecy czy innego wodnego wynalazku.

Z biegiem czasu, wraz z popularyzacją zegarów, język uległ drobnej ewolucji i w rezultacie forma „2 by the clock” została skrócona do „2 o’clock”, podobnie jak w formie Jack O’Lantern (o czym postaram się napisać kolejnym razem). Dzisiaj, mimo tego, że tylko co miliardowa osoba patrzy na słońce, żeby sprawdzić godzinę, forma o’clock jest nadal na porządku dziennym.

BigBenAtDuskA skoro jesteśmy przy zegarach, drobne przypomnienie.

Pamiętaj, że „Big Ben”, nie jest oficjalną nazwą najpopularniejszego zegara w Londynie. Pierwotnie nazywał się po prostu Clock Tower, jednak od 2012 roku nosi nazwę Elizabeth Tower na cześć królowej Elżbiety, która dwa lata temu obchodziła 60-lecie wstąpienia na tron. Nazwa Big Ben określa jedynie wielki dzwon, który znajduje się wewnątrz wieży, jednak jest tak popularna, że mało kto pamięta o prawdziwej nazwie.

Bucks dalej przeciętni, ale mamy Giannisa i Parkera.

Minęły dwa lata od momentu, jak okrzyknąłem Bucks najprzeciętniejszą drużyną w NBA.

Po przejrzeniu najnowszych power rankingów dochodzę jednak do wniosku, że czas stanął w miejscu i nic się nie zmieniło. Owszem, Giannis to bestia, Parker musi się w końcu obudzić, a Zaza musi kiedyś skończyć karierę. Po pierwszych 14 meczach, Bucks mają idealnie przeciętny bilans 7-7. Perfekcyjnie się też balansujemy posiadając jedną z lepszych defensyw i jeden z gorszych ataków w lidze. A do tego, wspomniane już na samym początku power rankingi, nie pozostawiają złudzeń, kto dalej rządzi na samych środku ligowej przeciętności.

ESPN.com – Miejsce 16 – tu pada moje ulubione pytanie, które słyszę średnio raz na dzień: „czy możemy już mówić o tym, że Bucks są prawdziwym kandydatem do playoffów?”

Yahoo.com – Miejsce 15

SI.com – Miejsce 15 – sugeruje, żeby jak najszybciej wskoczyć na bandwagon Bucks, bo zostały już tylko miejsca stojące oraz ku mojemu zaskoczeniu, uznaje Bucks za największe pozytywne zaskoczenie w pierwszych czterech tygodniach sezonu.

NBA.com – Miejsce 17Jest to drugi sezon z rzędu, kiedy drużyna Jasona Kidda zajmuje 28 miejsce w lidze w procencie zbieranych piłek.

Te zbiórki to niezwykle ciekawa sprawa. W zeszłym roku zbieraliśmy jedynie 71,4% wszystkich piłek w obronie. W tym sezonie, póki co, podskoczyliśmy jedynie do 72%, co stawia nas o trzy punkty procentowe poniżej średniej ligi i aż około 8-9 punktów poniżej punktu, w którym możnaby mówić, że należymy do elity. Wzrost o 0,6% jest jak dla mnie zdecydowanym rozczarowaniem, biorąc pod uwagę fakt, że do zespołu dołączył Sanders i do pierwszej piątki wskoczył Giannis, który swoim zasięgiem powinien dodatkowo wspomóc naszą grę na deskach. A w weekend było tragicznie na deskach, które przegraliśmy sromotnie 66-110.

Czyli znowu okupujemy środek tabeli, ale tym razem, jakoś się bardziej z tego cieszę niż dwa lata temu.

Btw, w Milwaukee już zima. Spodziewaj się Giannisa biegającego w krótkich spodenkach na mecz.

milwaukee zima

Zmiażdżeni na deskach przez Marcina. Zniszczeni pod poszami przez Gortata.

wizards221114

Aspirująca do elitarnych defensyw w lidze obrona Bucks po niezłym początku spotkania sprzespała kompletnie drugą połowę, w której daliśmy sobie rzucić 64 punkty. Przypominaliśmy wtedy bardzo Kozły z wczorajszego meczu z Raptors, gdzie fatalna obrona prowadziła do chaotycznego ataku.

Szybkie porównanie dwóch części meczu:

(1) W pierwszej połowie dzięki dobrej defensywie i grze na desce zdobyliśmy aż 16 punktów z kontry, przy zaledwie 3 Wizards. Drugą połowę zaczęliśmy od od anty-serii 3-16, która ustawiła mecz na dobre.

(2) Pierwsza połowa to skuteczność 47% z gry, druga – 38%. Mimo, że w drugiej części z kontuzją zszedł Nene, dalej byliśmy niszczeni pod koszem przez Gortata i Humpriesa: 10-29 w punktach drugiej szansy, 36-53 w sumie w zbiórkach, 38-48 w punktach z pomalowanego. Najgorzej było wtedy, kiedy pod koszem grali razem Zaza i Antek.

Szkoda, że nie udało się utrzymać równej gry przez cały czas, bo była wielka szansa, żeby uciec w tabeli Cavs (jak bardzo absurdalnie by to nie brzmiało).

Ogólnie, to:

(1) Giannis zrobił swoje, mimo, że przez większość meczu krył go Pierce. Antek wyszedł znowu w pierwszej piątce i tylko kilka razy został zatrzymany przez Paula i zmuszony do rzucenia cegły z półdystansu. Rekord kariery przy takim obrońcu, jak Pierce to niemały wyczyn i gdybym tylko wiedział, jak się piszę szapoba, popisałbym się swoją nieznajomością francuskiego. Zawiódł jedynie jako zbierający, bo momentami grając na czwórce za łatwo dawał się wypychać spod kosza. Ale nie można mieć wszystkiego od razu.

(2) Knight jest fenomenem – znowu statystycznie wypadł fantastycznie (27/6/5), ale po meczu zastanawiałem się, jaki tak na dobrą sprawę miał wpływ na kierowanie grą drużyny.  Tu jest pies pogrzebany, bo z jednej strony wychodzę na olbrzymiego tetryka pisząc za każdym razem, że jego rozgrywanie jest na fatalnym poziomie, w momencie, kiedy gra najlepszą koszykówkę w karierze. Ale, kurcze, prawda jest taka, że dla Knighta było świetne miejsce jako na przykład pierwszy wchodzący z ławki, a nie pierwszy rozgrywający.

(3) Jabari zagrał jeden ze swoich najgorszych meczów w karierze akurat w dzień, kiedy Wiggins rzucił 29 punktów i niszczył. Nie oglądaj tego meczu, jeśli nie chcesz się rozczarować grą naszego debiutanta. Fatal.

(4) Sanders dostaje chyba pierwszy w tym sezonie pozytywny akapit, głównie za trzy bloki w bodaj pierwsze 7 minut meczu, w tym to:

Potem jednak stracił zapał (czytaj – złapał szybkie faule), w rezultacie spędził na parkiecie jedynie 19 minut, a w jego miejsce wszedł Zaza, który, no cóż, był Zazą. Pachulia jest jednym z tych zawodników, którego wpływ na drużynę jest pozytywny, jak siedzi na ławce. Jak mój wczoraj, na pierwszym baskecie po półrocznej przerwie.

(5) Sarkastycznie nieco, ale jestem pod wrażeniem Middletona, który jest pierwszym zawodnikiem w historii NBA, który w swoim contract year gra najgorszą koszykówkę w karierze. Sezon jeszcze młody, ale już za wczasu chciałem znaleźć usprawiedliwienie na jego niespełna 30% skuteczność z gry. Pozwól, że dzisiejsze 1/6 przemilczę.

Teraz na szczęście trochę przerwy i we wtorek w nocy wracamy na mecz z Detroit. I obyśmy nie spadli poniżej 0.500, bo stamtąd już szybka droga do kolejnej rywalizacji z 76ers o #1 w drafcie.

Na jeden mecz, wszystko wróciło do normy.

10659BucksRaptors

Czasami rozmowy o pierwszej w nocy mają większy sens, niż nam się wydaje. Wystarczyło, żebym posłuchał Kamila, a oszczędziłbym sobie wątpliwej przyjemności z oglądania 40-punktowej porażki z Raptors. Kanadyjczycy rozjechali nas z taką brutalnością, że momentami miałem wrażenie, że gramy pod prysznicem, a zawodnicy Bucks celowo rzucają mydła na podłogę.

Zaczęło się źle już na 30 minut przed meczem, gdy na twitterze pojawiły się pierwsze informacje o tym, że Giannis nie zagra. 20 minut później, zobaczyłem go na ławce w stroju roboczym. W połowie pierwszej kwarty żwawo wszedł na parkiet, ale widać było, że to męczyła go kostka – nie miał swojej agresji, nie wchodził przy każdym posiadaniu, a mimo wszystko w 15 minut zdążył powędrować na linię wolnych najczęściej z drużyny (7 razy). Nie ukrywam, cieszę się bardzo, że Kidd przytrzymał go na ławce w drugiej połowie, bo ten mecz był praktycznie przegrany tuż po pierwszym gwizdku Malloy’a.

Nie będę cię kłamał, że jakoś specjalnie suzkam pozytywów po tym meczu. Może to, że straciliśmy tylko 12 piłek i tylko Knight miał 2, reszta po jednej. Mógł się też podobać Parker, który (o dziwo!) przez cały mecz był aktywny w ataku, wymuszał faule, walił jumpery w obręcz… Parę razy jednak przypomniał, że ma dopiero 19 lat i gubił się jak junior na zasłonach przy bronieniu pick’n’rolli. Tak czy inaczej, był najjaśniejszym punktem w tym czarnym jak brudna stopa Cejrowskiego wieczorze dla Bucks.

Bohaterem spotkania był Ersan, który potężnym wsadem (czytaj „potężnym” z należytym dystansem i poprawką na to, że to, no cóż, Ersan) zmniejszył prowadzenie Raptors do jedynie 48. Podskoczyłem z radości. Zacisnąłem pięść. Pokiwałem z szacunkiem głową.

Źle mi się piszę o Bucks po takim meczu i nawet brakuje mi odpowiednich sarkastycznych komentarzy, żeby opisać to, co widziałem w nocy. Raps zjechali nas z dystansu zdobywając aż 86 ze 114 punktów spoza pomalowanego, tak więc można pochwalić fakt, że nasza obrona pod koszem znowu działała. Ale z drugiej strony, graliśmy przeciwko Toronto, gdzie podkoszowej sile stanowi mój ulubiony Stiemsma czy Pan Urokliwy Rzut Wolny Hayes.

To było jedno z tych spotkań, gdzie przegrywasz deskę o prawie połowę, zdobywasz niemal 50 punktów mniej, niż przeciwnik, trafiasz 37% swoich rzutów i jeszcze wracasz do domu ze świadomością, że za sezon i tak zarobisz parę baniek. A ja straciłem kolejną noc i zamiast się wyspać, przesiedziałem 3/4 nocy patrząc na Bucks z sezonu 2013/14. Bo Bucks wrócili w nocy na tor jadący po TOP5 przyszłorocznego draftu. Oby tylko na jeden mecz.

Zapomnij o porażce – jutro już będziesz w Milwaukee oglądał Gortata męczącego 3/12 z gry.

Bucks @ Raptors 21 – 196

Bucks są 5-1 odkąd zapuszczam brodę!

antek

Przyznaj się, miałeś tak nie raz. Przechwyciłeś piłkę, wyprzedziłeś ostatniego obrońcę i biegłeś tak szybko, że miałeś wrażenie, że parkiet się kręci. Minąłeś 7 metr od kosza i nagle z tyłu głowy usłyszałeś basowy głos: „uważaj na czapę o dechę!” Ręka zadrżała. Nogi się poplątały. Niby zrobiłeś dwutakt, ale już wychodząc w górę wiedziałeś, że coś jest nie tak. Ten blok o deskę. Byłby wstyd. „Zastaw się!” – myślisz i wykręcasz biodra o 78 stopni w prawo. Ręka na sekundę gubi kontakt z piłką. Ale nic, jest dobrze. Kładziesz piłkę delikatnie na deskę. Na ułamek sekundy, jak jej skórzana powłoka zetknęła się z tablicą, czas się zatrzymał. W tym ułamku sekundy chcesz się obrócić w powietrzu i zobaczyć, czy ręka obrońcy jest tuż nad piłką, czy na twojej twarzy. Wyłączasz pauzę i piłka odbija się od tablicy. I od obręczy. I spada na parkiet. I ch*j z buzzerem…

Jeśli chociaż raz to przeżyłeś (Artiomie D., nie o Tobie mowa, bo wiem, że nigdy nie przeszedłeś dalej niż krok od trójki!) to wiesz, w jakim piekle znalazł się po pierwszej dogrywce Knight. Zaimponował mi Kidd, który z iście ojcowską cierpliwością pocieszał swojego 22-letniego syna, zupełnie jakby chciał mu powiedzieć: „Nie przejmuj się, że pękła. Znam lekarza…”. Knight się zrehabilitował, Kidd triumfował, a Bucks odnotowali trzecie zwycięstwo z rzędu wygrywając z Nets po trzech dogrywkach 122-118. A ja czuję się źle, bo junior dzisiaj podjął dorosłą decyzję, żeby zrezygnować z drzemki, w czasie której zawsze miałem czas na pisanie. A pisanie na przerwie między zajęciami, mimo, że dostarcza dreszczyku emocji, to jednak nie pozwala w pełni powiedzieć wszystkiego, co by się chciało. Pamiętaj tylko dwie rzeczy po tym meczu:

(a) Giannis zagrał mecz życia mimo skręconej kostki (lekko, nie panikuj) i,
(b) Bucks z Kiddem są już 7-5, a dla Nets to była piąta porażka z rzędu,

a teraz obejrzyj film, a ja wracam szybko na lekcje.

Tak może wyglądać nowa hala Bucks.

Temat nowej hali zostanie dopiero zamknięty, jak zagramy w niej pierwszy mecz. Do tego czasu, trzeba się przyzwyczaić, że będziemy mieli masę różnych plotek i nowinek. Dzisiaj po raz pierwszy, dzięki stronie onmilwaukee.com i przede wszystkim pracownikom firmy ScopeBridge, możemy zobaczyć wstępne propozycje hali, w której już w 2019 będziemy walczyli o mistrzostwo z odmłodzonymi LA Lakers…

Poza tym, dalej nic się nie zmienia. Oficjalnie nowe miejsce hali zostanie podane do końca tego roku. Póki co, podziwiaj.

nowahala1

nowahala2

nowahala3

nowahala4

nowahala5

nowahala6

Bucks rzucają 117 punktów i po stu latach mają dodatni bilans.

W niedzielę Knicks ograniczyli na własnym parkiecie Nuggets do ośmiu (dobrze pamiętam?) punktów, dziś w nocy Bucks zakończyli drugą kwartę serią 30-9. W drugiej połowie prowadziliśmy już nawet 26-punktami, a na 8 minut przed końcem mieliśmy 18 punktów przewagi. Jak to się stało, że na 7 sekund przed końcem Knicks doszli nas na jedynie dwa punkty? Nie szukaj odpowiedzi poniżej. To był mecz Bucks!

1. Ponownie w drugiej połowie Parker praktycznie nie istniał w ataku. To już zaczyna się robić nudne, że za każdym razem muszę pisać o tym samym – świetna, mocna ofensywnie pierwsza połowa i kompletna klapa w drugiej. Mimo to udało mu się uzbierać jedynie przeciętne 12 punktów i 5 zbiórek, za to na dobrej skuteczności (6/8 z gry). Nie został jednak zniszczony w obronie przez Melo, co trzeba zaliczyć na duży plus. Dobrze też wyglądała jego gra bez piłki, mimo, że nie przełożyła się na wiele punktów. Wszystko jednak w swoim czasie.

2. Pod nieobecność Sandersa (nadryzione przez bizony lewe udo), Giannis wziął na siebie odpowiedzialność za nieodpowiedzialne faule i już po 90 sekundach usiadł na ławce z dwoma przewinieniami, przez co wrócił dopiero na drugą połowę. Za to wszystkie swoje 13 punktów w meczu rzucił w trzeciej kwarcie, co powinno być głównym powodem, żebyś obejrzał chociaż tę część spotkania. Poczekaj na akcje, w których wziął na iso trzech różnych Nowojorczyków i zerżnął ich na trzy różne sposoby (dwa razy punkty, raz wywalczone przewinienie). Mimo, że ruchy ma dalej nieco niemrawe, widać gołym okiem, jak cholernie szybko robi postępy. Znowu atakował kosz jak Quagmire dziewice jak tylko zobaczył szparę. Szkoda, że przesiedział większość meczu, bo po przed meczowych wypowiedziach po cichu liczyłem na konfrontację z Melo:

3. Pod nieobecność Sandersa (nadryzione przez bizony lewe udo), spowodował także spadek naszej DefEff („zatrzymaliśmy” Knicks na 55% z gry), ale także poprawił naszą skuteczność w ataku (55%). Ciężko jednak naszą lepszą skuteczność w ataku zwalać na brak Larry’ego, a raczej na brak Bargnaniego w Knicks. Krzysiek rano zwrócił mi już uwagę, że:

Z czym w pełni się zgadzam. 117 punktów z Knicks to wydarzenie porównywalne do rzucenia 180 punktów Lakersom.

4. Jeśli zgadzasz się ze mną, że Knight nie działa zbyt dobrze na kreowanie naszej gry w ataku, to nie oglądaj pierwszej połowy. Był fantastyczny. Zszedł poniżej swojego poziomu w drugiej (3/10 z gry i 3 straty) i, co najgorsze, kiedy on gra słabo, Bucks też są w dołku. Ważny punkt odnotował Eric Buenning z Brewhoop.com, pisząc: „skoro jesteśmy tacy cierpiwi dla Giannisa i Parkera, może Brandon też na to zasługuje?” Chyba się go posłucham i na chwilę stonuję swój negatywny ton w stosunku do naszego wielce utalentowanego 22-latka.

5. Pomimo dobrego meczu Ersana (20 punktów) i Zazy (14pkt, 13 zb), dalej uważam, że powinni się usunąć w cień jak redaktorzy tv Republiki.

6. Przed nami „mecz zdrady” z Brooklynem, który będzie pierwszą szansą Kidda do uściśnięcia dłoni z Prochorowem w tym sezonie.

7. Ostatni raz Bucks byli powyżej .500 w marcu 2013. Ot taki fun fact.

Knicks @ Bucks 113 – 117

Bucks rządzą pod oboma koszami.

rankdef

Jak to możliwe, że drużyna z niedoświadczonym trenerem i drugim najmłodszym składem w NBA wygrywa po 10 spotkaniach połowę swoich meczów i dumnie siedzi na szóstym miejscu na wschodzie? (nie zabierajcie mi tej radości, wiem, że długo już to nie potrwa). Zastanawiałem się jakiś czas temu, czy nasza dobra obrona to tylko wypadek przy pracy (wyrzucając na ławkę przy okazji grającego najlepszy sezon w karierze Knighta), a dzisiaj na teamrankings.com znalazłem inne ciekawe podsumowanie naszej gry ofensywnej.

Po pierwszych 10 meczach zdobywamy średnio 45,6 punktów z pomalowanego, a pozwalamy sobie rzucać jedynie 37,2 (oba na 4 miejscu w lidze) i tylko Mavs są ogólnie lepsi od Bucks (na drugim miejscu w obu klasyfikacjach). To, że wygrywamy jakiekolwiek mecze przy drugim najgorszym OffEff w lidze (gorsi tylko 76ers) jest w dużej mierze zasługą nasej dobrej skuteczności spod kosza. Nawet Knight, który jak pisałem na początku ma time of is life jak w Dirty Dancing, oddaje aż 62% swoich rzutów z restricted area. 60% rzutów Antka też jest z okolic maksymalnie metra od kosza, a Bayless, Parker czy nawet Mayo oddają z tej odległości aż 2/3 swoich rzutów. Dobrze, że trzymamy się zdobyczy punktowych spod kosza, ponieważ póki co nie ma mowy na grę inside-outside, bo nasze outside (3PT%) jest zdecydowanie najgorsze w lidze.

Jest to dla mnie jednak wielką zagadką, w jaki sposób zespół, który z jednej strony zdobywa tak wiele punktów spod kosza (z tych 45,6 aż 13,2 to punkty po kontrach) może w tym samym czasie kompletnie ssać z półdystasu i dystansu. Zastanawiam się również nad tym, jak bardzo zostaniemy odrzuceni od kosza grając z lepszymi zespołami niż do tej pory i jaki to będzie miało finalny efekt na nasze wyniki – czy podniesiemy skuteczność z dystansu, czy po prostu zaczniemy przegrywać mecz za meczem?

Najlepszy film o Bucks jaki kiedykolwiek widziałeś.

Poważnie, każdy fan Bucks powinien tu teraz wejść i obejrzeć ten niespełna 5-minutowy film. Poezja.

Knight, Parker i Giannis prowadzą Bucks do wygranej z Heat.

heat171114

To była chyba jedna z gorszych kolejek NBA jakie pamiętam. Tragikomedia Lakers, rzut cegłą do celu w meczu OKC-Rockets, Nuggets strzelający w drugiej kwarcie ślepakami w bezpłodnych Knicks i w końcu mecz w Miami, który miał być drugą z rzędu przegraną Bucks.

Bucks zaskoczyli nie tylko wygraną 91-84, ale przede wszystkim dobrą grą w tym spotkaniu. Przede wszystkim, po raz pierwszy w tym sezonie w starting 5 wyszli siebie Giannis i Parker i mimo kilku prostych strat Giannisa (które możemy wybaczyć, prawda?) zagrali bardzo przyzwoicie – w piewszej kwarcie po ich dwójkowych akcjach aż pięciokrotnie kończyli akcje z góry. A Giannis znowu był Giannisem:

Parker jak zawsze zaczął z grubej rury (12 punktów w pierwszej połowie) po to, żeby w drugiej części gry nieco odpocząć od gry w ataku (0/3 z gry w dwóch ostatnich kwartach). Jednak trzecia kwarta, w której Jabari przestał trafiać, była popisem jego gry w defensywie. Kilka jego ważnych przechwytów mocno przyczyniło się do ograniczenia Heat do zaledwie 13 punktów w tej części gry (4/19 z gry), a to, jak krył Bosha (2/17 z gry) przez większość meczu powinno być pokazywane w highlightsach tego spotkania.

Po drugie, cieszę się, że Kidd czyta mojego bloga. Dudley 10 minut. Ersan 12 minut. Knight 34 minuty, Parker 33 minuty, Giannis 32 minuty. Do tego do gry wrócił Middleton i wszystko na to wskazuje, że jak jego kolano będzie już w pełni wyleczone, zastąpi Jareda w pierwszej piątce, być może nawet w kolejnym meczu z Knicks.

W końcu po trzecie, oglądanie twardej obrony Bucks połączonej z graniem w ataku pod kosz (46 punktów z pomalowanego, 15 za trzy, 16 z wolnych daje jedynie 14 punktów zdobytych jumperami z półdystansu) jest czymś, co mogę robić co wieczór. Kto by powiedział, że po 10 spotkaniach będziemy mieli taki sam bilans jak Heat? Nie znalem tego uczucia wcześniej, ale świadomość, że brakuje nam tylko jednej wygranej do dodatniego bilansu jest czymś fantastycznym.

Obligacje sposobem na finansowanie nowej hali Bucks.

Milwaukee arenasW Milwaukee znaleziono sposób na załatanie dziury, potrzebnej na sfinansowanie budowy nowej hali. Do 100 milionów wyłożonych przez Lasry’ego i Edensa, 100 zapewnionych przez Kohla i kolejnych 100, które zainwestują mniejszościowy udziałowcy i inni sponsorzy, około 150 milionów zostanie przekazanych ze stanowch podatków dochodowych od zawodników i pracowników drużyny. Jak podaje JournalSentinel, prawie 11 milionów, które w 2012 wpłynęły z podatków (tzw. jock tax), pozwoli na utworzenie specjalnych, 20-letnich obligacji, które zapewnią 150 milionów (do spłaty razem z odsetkami będzie 214 milionów).

Pomysł jest wynikiem ostatniego przemówienia Jima Steineke’a, który określił szanse wykorzystania publicznych pieniędzy na budowę nowej hali jako bardzo słabe. „Dlaczego osoby, które nigdy nie pójdą na mecz Bucks mają pośrednio płacić za budowę hali?”  w 100% się z nim zgadzam, o czym już wielokrotnie pisałem.

Pomysł z obligacjami jest sprytnym sposobem obejścia używania pieniędzy podatników. Jeśli tylko Komisja Mieszkaniowa zaakaceptuje dodatkowe finansowanie z obligacji, będzie Bucks będą już mieli zapewnione 450 milionów i nie będą musieli sięgać po publiczne pieniądze. Ponieważ koszt budowy hali wyceniono wstępnie między 400 a 500 milionów, byłby to koniec przeszkód finansowych.

Pozostanie jeszcze jeden problem. Gdzie postawić halę. Jak czytam w tym samym artykule JournalSentinel, przedstawiciele Bucks prowadzą rozmowy z właścicielami gazety w sprawie wykupienia budynku, gdzie aktualnie mieści się redakcja.

Poza tym, jest szansa na wybudowanie hali w miejscu obecnego teatru, o czym pisałem jakiś czas temu, lub w miejsce UMW Panther Arena. Są więc trzy potencjalne lokalizacje, w których można postawić nową halę, jednak w przypadku tych dwóch ostatnich miejsc, potrzebne będzie zatwierdzenie Uchwałą Rady Miasta, ponieważ wszystkie nowe budynki muszą być zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego.

Nie jest to jednak koniec zamieszania wokół nowej hali Bucks, jednak wszystko wskazuje na to, że faktycznie jeszcze w tym roku zapadną ostateczne decyzje. Bardzo dobrą informacją jest to, że władze miasta jednym głosem mówią, że pozbycie się drużyny NBA z Milwaukee byłoby wielkim błędem i wspólnie działają na rzecz utrzymania klubu w Wisconsin.

Giannis rządzi, Giannis radzi [recap Bucks-Magic]

magic151114

Nienawidzę meczów z Orlando z jednego powodu. Tobias Harris. Tobiasz nie pozwala mi zapomnieć o fatalnym managemencie w ostatnich latach i spełnia rolę wiecznego przypominacza, jak łatwo jednym ruchem spierniczyć drużynę. Poza tym nie mogę przestać myśleć o tym, gdzie teraz byłaby nasza ofensywa, gdyby Tobiasz grał u nas dalej w miejscu Ersana…

Nie ma co gdybać, gdzie byłby nasz atak z Harrisem, bo widziałem na własne oczy, że naszego ataku na bank nie było w Orlando. Z resztą, jeśli pozwolisz mi przemilczeć 2-19 za trzy, to ja nie napiszę nic o naszej świetnej obronie w poprzednich spotkaniach, która na Florydzie rozsypała się jak domek z piasku, zbudowany przez jakiegoś nieświadomego wizyty Bucks w Orlando dzieciaka. Dzieciaka, którego największym dramatem tego wieczora stał się fakt, że mozolnie budowana konstrukcja zamieniła się za jednym pociągnięciem z buta w jednolitą papkę mokrego błota, przypominającą o kruchości naszej marnej egzystencji, bezlitosnym rozpadaniu się naszych marzeń i rozmazywaniu naszych bezcennych wspomnień przez upływający czas, z taką łatwością, z jaką ocean pożera właśnie strzępki niedawno jeszcze majestatycznej budowli. Komentarz – zamek z piasku to moje wysokie nadzieje Bucks przed meczem, but i ocean to drużyna Magic.

Pomimo tragicznej skuteczności z gry, udało nam się przez pewien czas utrzymać w grze jedynie przez ciągłe atakowanie kosza – w pierwszej połowie zdobyliśmy 42 punkty z pomalowanego (na 49 w sumie rzuconych, dasz wiarę!?) przy ledwie 18 punktów spod kosza Orlando. Jakimś cudem w drugiej połowie zapomnieliśmy o wejściach pod kosz i zaczęliśmy rzucać nieskutecznymi jak zawsze jumperami, co skończyło się dla nas fatalnie (druga połowa to 14 punktów spod kosza i 36 w sumie).

Pierwsze 24-minuty to również dobra gra skutecznego Knighta (8/12 z gry, 19 punktów do przerwy, 5 punktów po przerwie), który wydawał się być nieco bardziej pod kontrolą. Szalone podania włączyły mu się dopiero pod koniec meczu, wliczając w to podanie jedną ręką nad głowami wszystkich na parkiecie, prosto w ścinającego po popcorn kolesia w trzecim rzędzie.

Nie potrafię wytłumaczyć jedynie pięciu rzutów z gry Parkera, który większość meczu był nieobecny, jakby przerabiał na bieżąco scenariusz, co by było, gdyby Harris dalej grał w Milwaukee. Podobnie nieobecny był Mayo, tyle tylko że jak był na parkiecie to zdążył chybić dwa razy więcej rzutów, niż Jabari.

No i stałe pytania – co w tej drużynie robią Dudley i lyasova?  I kiedy Sanders odda kasę?

Jeden wielki pozytyw – Giannis i kolejny rekord punktowy w karierze. 19 punktów i nieustępliwe wjazdy pod kosz przy każdej nadażającej się okazji. Pod koniec czwartej kwarty w post-upie przeciw Harrisowi, złapał piłkę prawą ręką, w czasie wbijania się pod kosz prawie zahaczył nią o swoje buty, a następnie przy robieniu kelnera wyprostował tą horrendalnie długą kończynę i, przysięgam na boga, wyglądało to identycznie jak w „Magicznym Meczu”. Tyle, że nie był to jordanowski wsad z połowy boiska z czterema monsterami na twarzy, a grecki and-one spod kosza. Ale też poezja.

Kolejna akcja Giannisa – stoi przy napisie Amway Arena, dwa kroki od linii za trzy i pokazuje ręką „spokojnie, k*wa, mam to”. Obrońca stoi dwa metry przy nim. Co robi Antek? Wypuszcza sobie piłkę na półtora metra do przodu, drobi kilkoma kroczkami do przodu, a potem nagle łapie piłkę, zaczyna dwutakt za linią rzutów wolnych, robi dwa gigantyczne susy, wystawia lewy łokieć, wyskakuje i rzuca floatera o deskę nad bezradnym obrońcą.

Jaram się tym, jak wielkie Giannis sieje spustoszenie, kiedy gra na czwórce. Widziałem to dzisiaj – gdy połączysz jego niewiarygodny zasięg z koordynacją i mobilnością, drewniani skrzydłowi Orlando nie mieli pojęcia, co ich niszczy. Dawno nie widziałem, żeby ktoś tak łatwo wykańczał akcje nad obrońcami pokonując wcześniej tak wielki dystans tak małą liczbą kroków. Popatrz, jak łatwo mija kolesi, robiąc najbanalniejszy pod słońcem crossover. Sky is the f*cking limit!

BTW. Śniło mi się, że Giannis zagrał w tym meczu tylko 3 minuty, ale miał 3 przechwyty i 6 punktów po 3 wsadach. Wyobraź to sobie sobie.

Bucks @ Magic 85 -101

Powiedzmy „WON!” Sandersowi i Knightowi, proszę.

NBA: Milwaukee Bucks-Media Day

Ostatnio zastanawiałem się, czy nasza bardzo dobra postawa w defensywie jest wynikiem tylko i wyłącznie cholernie prostego terminarza, czy faktycznie można powoli mówić o tym, że w tym sezonie to Bucks będą liderami gry pod własnym koszem. I póki co skłaniam się zdecydowanie ku tej pierwszej opcji, nie przestaję jednak liczyć na to, że jeszcze nie raz uda nam się wygrać kilka spotkań obroną.

Pierwsze osiem meczów tego sezonu powoli odkryło również nasze największe braki – ofensywę. Nie jestem zaskoczony, że meczów Bucks nie da się oglądać z wielką przyjemnością (chociaż w tym sezonie i tak nie jest źle!), to jednak już na początku sezonu widać, co tak naprawdę szkodzi naszej drużynie. Czytając moje poprzednie relacje ze spotkań, możesz się łatwo domyśleć, że duża część tego tekstu będzie poświęcona Knightowi i jego strasznie nieudolnym kierowaniem naszej ofensywy. Ale czy tylko on jest odpowiedzialny za to, że mamy 27 atak w lidze ze średnią 92,8pkt na mecz oraz przed ostatni Off Rtg, który wynosi 98,3?

Nowy trener – nowe zasady

Gorąco zachęcam do przeczytania całego artykułu na temat zmian, które wprowadzają w NBA nowi trenerzy. Dla nas najważniejsze jest to, że za władania Kidda oddajemy o 5% więcej rzutów z restricted area i o 3% więcej trójek z rogów, niż rok temu, gdy prowadził nas trener Drew. Mnie cieszy szczególnie to pierwsze, bo im więcej rzucamy z pomalowanego (kosztem nieskutecznych jumperów z półdystansu), tym lepiej W TEORII wygląda nasza ofensywa. Dlaczego tylko w teorii? I czemu znowu się czepiam szczegółów, skoro Antek i Henson mają 56 TS%, Mayo 53 TS%, a Brandon rozgrywa indywidualne jeden z lepszych sezonów w karierze 17ppg przy 55 TS%, 7apg przy 38 AS% i 6 zbiórek?

Nowy system Kidda póki co nie przynosi rezultatów w ataku, co widać zarówno gołym okiem w czasie meczów, jak i podczas przeglądania zaawansowanych statystyk. Przede wszystkim, powielamy te same błęgy, które robiliśmy w ataku rok temu. I tak, za basketball-reference,

(1) nie wymuszamy fauli – 28. miejsce w lidze pod względem oddawanych wolnych,

(2) nie rzucamy za trzy – 23. miejsce w lidze pod względem oddanych trójek,

(3) nie trafiamy jako zespół – 25. miejsce w lidze pod względem eFG%

(4) tracimy piłkę jak szaleni – 25. miejsce w lidze pod względem TOV%

Co zatem powoduje, że często dostaję na twitterze pytania, jak to:

Brandon Knight jako nierozgrywający rozgrywający

Co mecz w recapach piszę o tym samym, że Knight uratował nam tyłek dobrą dyspozycją rzutową, ale jak przychodziło do rozegrania akcji, to kompletnie się gubił. I jest to moim zdaniem strasznie twardy orzech do zgryzienia, bo czy z jednej strony jego świetne indywidualne statystyki mogą kłaść na łopatki dyspozycję rzutową całego zespołu? Może to ja źle do tego wszystkiego podchodzę i zamiast zakładać, że to Brandon jest problemem, powienien postawić tezę, że Brandon jest za dobry do Bucks i zespół nie potrafi wykorzystać wszystkich szans tworzonych przez naszego młodego rozgrywającego?

Obejrzyj statystyki on/off court i spróbuj mi rozsądnie odpowiedzieć na jedno potwornie ważne pytanie pytanie: dlaczego nasza gra w ataku kuleje, kiedy Brandon jest na parkiecie (88,5 punktów na 100 posiadań) i wybija się w górę, jak Knight siada na ławce (112,4 punktów na 100 posiadań)?

Idąc dalej, zwróć uwagę na OffRtg z Wotlersem na parkiecie (113,1 / 100) i na ławce (94,9 / 100).  I na padakę, jaką gramy w ataku z Sandersem i bez niego (nawet jego obecność w DefRtg nie jest za bardzo potrzebna). Na zachętę, przyjrzyj się shot chartowi Larry’ego z tego sezonu. Warty 11 baniek?

larry

Coś w tym jest, tylko nie mogę dokładnie dojść, co. Wyobraź sobie jednak sytuację, że na 5 kolejnych meczów spełnia się moje marzenie i Wolters dostaje minuty Knighta, a Brandon w ogóle nie pojawia się na parkiecie. Kto w tej chwili przejmuje jego prawie 14 średnio oddawanych rzutów na mecz?

Knight nie jest złym zawodnikiem, ma poprostu doskonale wyszkoloną nieumiejętność podejmowania dobrych decyzji na parkiecie. Co za tym idzie, często oddaje dużo niepotrzebnych rzutów z dystansu, że o złych decyzjach podań nie wspomnę. A co z Sandersem, którego ograniczenia w ofensywie nie są niczym nowym? Przyjrzałem się jego statystykom w detalach i Larry nie zdobył ani jednego punktu w tym sezonie po rzucie o deskę. Nie mówię, że ma walić bank shoty jak Duncan, ale miło by było zobaczyć chociaż mininalny progres w jego arsenale ofensywnym. Brak rzutów o deskę niesie za sobą tragiczne 1/7 stojąc z boku kosza i narzuca pewien przewidywalny styl gry – aż 38 rzutów oddał stojąc na wprost kosza i trafił jedynie 19 z nich. Boję się, że jego ofensywne basketball iq dobiło już do samego sufitu i ciężko będzie się przebić wyżej.

Co zrobić z ofensywą Bucks?

Zaryzykuję i powiem to ponowie – uwolnić Bucks na moment od Knighta na jedynce i spróbować z opcją Wolters/Knight. Albo jeszcze bardziej ekstremalna wersja – posadzić Knighta na kilka meczów i zobaczyć, jak wygąda nasza ofensywa bez jego klepania i podań do przeciwników. Jestem o dziwo głęboko przekonany, że nie zobaczylibyśmy zbyt wielkiego regresu w ataku, a już na pewno udałoby się poprawić grę zespołową i dystybucję podań. Kwestia tylko, czy Kidd nie poczuje teraz zbyt dużej presji związanej z bilansem 4-4 (po banalnym póki co terminarzu, nie zapominajmy) i nie postawi na granie w kółko tym samym składem, który przynosi wyniki. Dlatego pozostaje nam raczej przeczekanie kilku tygodni, a jak przed przerwą na weekend gwiazd będziemy wiedzieli, że nie mamy szans na play-offy, przyjdzie czas na jakże przyjemne eksperymenty ze składem.

Co ty byś zrobił w tej sytuacji?

Damien Inglis ograłby Thunder w smokingu Batmana.

inglis

Thunder @ Bucks 78 – 85

Był to mecz, w którym bez dwóch zdań, największe wrażenie wywarł na mnie  Damien Inglis i jego wyznaczający nowe trendy poprawnego dress codu smoking. Wyglądał w nim, jakby był gotowy na ceremonię wręczenia mistrzowskich pierścieni połączoną z zastrzeżeniem jego numeru i wręczeniem statuetki MVP wszech czasów. Mecz niestety nie okazał się aż tak wzniosłym wydarzeniem, co było jednak do przewidzenia.

Po tym, jak zatrzymaliśmy Grizzlies na 35% z gry, teraz udało nam się ograniczyć niewiarygodnie przetrzepanych kontuzjami Thunder do 33% z gry, przez co nasze Def Eff wskoczyło na trzecie miejsce w lidze. Czyżby to był już ten moment, w którym możemy się powoli uważać za jedną z najlepiej broniących drużyn w lidze?

Mamy serię dwóch wygranych meczów (po raz pierwszy od 17-19 marca 2013 roku) , a przed nami spotkanie z Orlando i, (czy ośmielę się to napisać?), jest duża szansa na trzy zwycięstwa z rzędu, jeśli uda się nie dopuścić do nerwowej końcówki, jak w dzisiejszym spotkaniu. Kiedy na 2:35 do konca meczu spokojnie prowadziliśmy 11 punktami czułem się na tyle zrelaksowany, że chciałem się położyć spać. Potem nagle popełniliśmy straszny błąd i przez moment graliśmy bez Giannisa i Parkera (za to z Ersanem na czwórce – strasznie się na to patrzyło), a Knight zaczął robić to, w czym był dzsiaj najlepszy (6 strat). Na 31 sekund przed końcem, po dwóch wolnych Ibaki, OKC zmniejszyli stratę do zaledwie 4 punktów, ale na szczęście, bliżej już im się nie udało podejść.

Giannis zagrał drugie fantastyczne spotkanie z rzędu i po tym, jak z Grizzlies ustanowił rekord kariery z 18 punktami, dzsiaj dołożył 14 i 9 zbiórek. W noc, kiedy Bryant stał się najczęściej chybiającym zawodnikiem w historii NBA, a Dirk stał się najlepszym strzelcem wśród wszystkich obcokrajowców w lidze w historii, Giannis po cichu robił swoje – agresywne wejścia, wsady w tłumie, dobra obrona na Ibace, full package.Nawet gdyby grał Durant, to Giannis i tak zatrzymałby go na dwóch punktach. Momentami miałem wrażenie, że gdyby Antek używał w ataku chociaż połowę energii, którą wkłada w obronę, to kończyłby mecze z 50 punktami i 20 zbiórkami w ataku.

Przypomniał też o sobie Zaza, który prawie zaliczył pierwsze  sezonie double-double (8pkt, 10 zbiórek) i popisał się nawet efektowną asystą za plecami (niestety jeszcze nie ma linka na youtubie). Kolejny dobry mecz z ławki zagrał również Mayo (19 punktów) i ciekawi mnie, kiedy wskoczy do pierwszej piątki za Dudley‚a (4 punkty), który póki co zabiera średnio po 20 minut czasu gry chociażby Woltersowi (naprawdę raz na jakiś czas chciałbym zobaczyć naszą grę z Natem na jedynce i Knightem na niedorośniętej dwójce).

Po tak brzydkim meczu, jak ten, cieszysz się ze wszystkiego.

Z tego, że po 20 miesiącach Bucks mają winning-streak.

Z tego, że Thunder nie rzucili tak niewielu punktów (78) od 16 kwietnia 2012 roku.

Z tego, że dla Bucks była to już druga wygrana z zachodem w tym sezonie, a w zeszłym roku udało nam się wgrać W SUMIE trzy mecze.

Z tego, że udało się zniszczyć Thunder pod koszami 50-28.

No i w końcu z tego, że nawet po najgorszym meczu Parkera w NBA, nie przejmujesz się, bo to po prostu było jedno z tych spotkań, które musiały się odbyć, po czym szybko o nim zapominasz. Kropka.

Przed nami Orlando i szansa na wskoczenie na ponad .500. Potem będzie od razu mecz z Heat, w którym zobaczymy w końcu, na ile stać Bucks w tym sezonie.

A teraz ciiicho, bo Bucks mają drugą po Raptors (5 meczów) najdłuższą serię wygranych meczów w NBA.

Sanders i jabłko Adamsa [zapowiedź Bucks-OKC]

sanders

Przestań oglądać obchody 11.XI na TV Republice i idź się zdrzemnąć, bo o drugiej w nocy Bucks staną przed wielką szansą na przełamanie serii 4 z rzędu porażek na własnym parkiecie z Thunder, którzy z kolei będą chcieli uniknąć startu 0-5 na wyjeździe (drugi najgorszy start, odkąd przenieśli się z Seattle i mieli 0-7 w 2008).

W zeszłym sezonie przegraliśmy z OKC wszystkie mecze, a najwięcej radości dostarczały pojedynki Giannisa z Durantem. Teraz, ponieważ Thunder przyjadą bez Kevina, będziemy musieli nacieszyć oczy pojedynkiem Adamsa z Sandersem, o ile ten drugi znowu nie spadnie z parkietu za faule. Ostatnim razem, jak grali przeciwko sobie, Sanders został wyrzucony z parkietu za zgniecenie łokciem jabłka adama (Joey Tribbiani nauczył mnie, że prominentia laryngea można nazywać własnym imieniem)

Wśród kontuzjowanych Duranta i Westbrooka, również Perry Jones jest day-to-day. Tak osłabieni Thunder wydają się być łatwym przeciwnikiem, nawet dla Bucks. Nie za bardzo opłaca się też na nich stawiać.

Jeśli nie musisz, nie oglądaj, bo nic nie wskazuje na to, że będzie to dobre spotkanie. Nie będzie też takich atrakcji, jak w zeszłym sezonie:

Ice Ice Baby i anty-run 2-19 rok temu.

Jabari Parker po 7 meczach: debiutant roku czy lekkie rozczarowanie?

cropped-jabar.jpgGdy rano przy śniadaniu rozmawiam z synem i relacjonuję mu nocne spotkania, zawsze mnie poprawia, jak mówię o Parkerze. Pewnie przez to, że odnoszę się do niego jako „Jabar”, co on interpretuje jako „Babar„. Dla 2,5-latka fakt, że rysunkowy słoń może być liderem Kozłów jest czymś zupełnie oczywistym. „Nie tato, nie. Nie pan gol.* Babar! [tu wstaw dźwięk trąbiącego słonia] ” Nie będę się kłócił, bo i tak nie wygram.

(*nieważne, czy piłkarz, czy koszykarz, każdy facet z piłką to „pan gol”. Logiczne, nie?)

Siedem spotkań nie jest jeszcze co prawda żadnym wyznacznikiem, ale już teraz można powiedzieć, że tegoroczny draft, który miał być jednym z najmocniejszych od kilku lat, jest potwornym po prostu bustem. Liderem pierwszoroczniaków jest zgodnie z przewidywaniami Jabari Parker, ale zarówno jego gra jak i statystyki (12ppg i 7rpg) nie powalają na kolana. Co się dzieje z zawodnikiem, który miał być przecież najbardziej gotowym do gry debiutantem?

Kilka statystyk

1. Największe zastrzeżenie, jakie można mieć do Jabara to stosunkowa niska skuteczność rzutów – FG42% i tylko 25% za trzy. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że trójki stanowią tylko 14% oddawanych rzutów (jedna z lewego rogu, trzy z prawego, aż osiem z góry). Najbardziej cieszy mnie to, że znaczna większość, bo 38% to rzuty spod samego kosza, a tylko 30% to jumpery z półdystansu (z czego dokładnie aż 60% jest asystowanych).

2. Najgorszą skutecznością Jabar razi właśnie w wyżej wspomnianego jumpera, których do tej pory trafił jedynie 13 na 47 (27%). 9 akcji zakończył wsadem, co stawia go w czołówce ligi (z tego co pamiętam nawet w pierwszej piątce). Napewno do szybkiej poprawy jest również skuteczność wykańczania lay-upów, gdzie na 14 tylko 5 znalazło drogę do kosza (36%).

3. Podobnie jak większość zawodników, Jabar oddaje 31% swoich rzutów między 15 a 7 sekundami do końca akcji. Nie jest zbytnio wykorzystywany w clutchu, bo tylko 2,4% rzutów oddał z mniej już 4 sekundami na zegarze.

4. Catch and shoot oraz pull-upy stanowią 43,5% jego rzutów, z czego aż 40% oddawanych jest bez żadnego kozła. Jest to póki co najmocniejsza broń ofensywna Jabara, bo trafia z eFG 54%. BTW, jeśli obrońca kryje go bardzo szczelnie, Parker trafia tylko 29% swoich rzutów. Jak dostaje trochę więcej oddechu (od 2-4 stóp), skuteczność wzrasta już do 47%.

5. Interesujące jest to, że im Parker gra dalej od kosza, tym Bucks lepiej na tym wychodzą. W wygranych meczach aż 21% jego rzutów to trójki (w stosunku do 9% w przegranych), natomiast rzuty z pomalowanego to tylko 47% do 64%. Do tej pory również wygrywamy, gdy Jabar nie schodzi poniżej 50% eFG, a przegrywamy, gdy ta spada do 39%. Odejście od kosza łączy się też nieuchronnie ze spadkiem liczby zbieranych piłek. W wygranych, kiedy szwęda się przy obwodzie, ma jedynie 19% zbiórek drużyny. W przegranych, kiedy walczy bardziej pod koszem, zbiera 26% wszystkich bezpańskich piłek dla Bucks.

6. Nieco więcej niż połowa z jego średnio 7 zbieranych piłek na mecz ma miejsce bez żadnego zawodnika koło niego (box out robi swoje). 41% zbiórek jest z jednym contenderem. Dodatkowo, aż 71% wszystkich piłek zbiera po niecelnych jumperach, 11% po wolnych i 14% po trójkach.

7. Jeśli chodzi o asysty, to jego głównym adresatem jest Brandon Knight, do którego kierowanych jest aż 49% wszystkich podań (z czego Brandon trafił 58% z nich). Parker prawie w ogóle nie gra z wysokimi – 10% podań idzie do Sandersa, 0,6% do Zazy i jedynie 2% do Giannisa. Potwierdza to styl, w jakim Parker gra do tej pory – wymienia podania głównie z obwodowymi, a jak dostaje piłkę w dogodnym miejscu, to nie zastanawia się dwa razy, tylko od razu rzuca.

8. To, co widać z meczów i również znajduje odzwierciedlenie w statystykach, to świetnia obrona na obwodzie. Jabar pozwala atakującym graczom na trafianie tylko 34% trójek i 47% rzutów za dwa.

9. Parker stostunkowo rzadko jest przy piłce, do tej pory jedynie 203 razy, co przekłada się na 0,24 punktów na posiadanie (dla porównania obe był przy piłce 287 razy, ale zdobywa już 0,48 punktów na posiadanie. Tyle, że Kobe jest przy piłce średnio 4 minuty na mecz, Parker 1,1 minuty. Na marginesie, jednym z największych ball-hogów jest w tej chwili Knight, który klepie prawie 8 minut w meczu).

10. Do ciekawostek dorzućmy jeszcze to, że Jabari przebiega średnio 3,5km na mecz ze średnią prędkością 7km/h.

Wnioski

Z jednej strony świetnie jest się pobawić w sprawdzanie zaawansowanych statystyk po tak długiej przerwie, z drugiej strony, świadomość tego, że minęło dopiero siedem meczów w sezonie i wszystko jeszcze ulegnie wielkim zmianom, jest lekko deprymująca. Po obejrzeniu wszystkich meczów Bucks do tej pory mogę powiedzieć jedno – Parker jeszcze nie gra na 100% swoich możliwości i jeszcze w tym sezonie zobaczymy duży postęp. Od momentu draftu, nawet od Ligi Letniej, Jabar stracił dużo na wadze i poprawił zarówno motorykę, jak i kondycję. Regularnie dostaje po 30 minut na mecz od Kidda i z racji na #2 w drafcie, ma pewne miejsce w wyjściowym składzie.

Chciałbym jednak widzieć więcej meczów w jego wykonaniu z taką agresywnością, jaką widzimy w grze Giannisa, bo Parker ma naprawdę często momenty, że upiera się tylko na jumpery. Świetnie jednak prezentuje się już w izolacjach, gdzie potrafi zagrać zarówno tyłem do kosza i zakończyć akcję wjazdem, jak i zaskoczyć step-backiem i rzucić sprzed twarzy. Fizycznie jest gotowy do gry, to fakt. Pozostaje kwestia ustabilizowania formy i lepszej współpracy nie tylko z Knightem, ale i innymi zawodnikami, głównie podkoszowymi. Z jego rzutem mógłby zostać naprawdę dużym beneficjentem inside outside, gdyby tylko udało się wyegzekwować konsekwentie zagrywkę.

Podsumowując, po siedmiu spotkaniach czuję pewien niedosyt, nie będę tego ukrywał. Napędzony hypem liczyłem, że z marszu można od niego oczekiwać +20 punktów, szczególnie w ofensywie Bucks, gdzie nie ma prawdziwych strzelców. Parker miał być naszą główną strzelbą i jeśli chodzi o tę rolę, to póki co się nie spełnia. Nadrabia jednak z nawiązką w defensywie, gdzie za swoim zasięgiem i warunkami fizycznymi potrafi bez problemu ustać przy zawodniku, albo skutecznie odcinać go od podań (prawdziwym mistrzem w tym drugim był Giannis kontra Z-Bo w czwartej kwarcie dzisiejszego meczu, ale to tak na marginesie tylko). Dajmy mu czas, bo jestem przekonany, że za parę lat z pełnym przekonaniem będziemy mogli o nim mówić, jak o najlepszym zawodniku tegorocznego draftu.

Najlepsze akcje Giannisa przeciw Grizzlies [wideo]

Najlepszy mecz w karierze. Epicki pojedynek z Z-Bo w czwartej kwarcie. W końcu ważne minuty na parkiecie w końcówce meczu i wyniku na styku. Całkiem nieźle, jak na 19-latka.

Giannis w attack mode, Knight z game-winnerem, Grizz z pierwszą porażką w sezonie.

grizzlies091114

Przeczytałem właśnie w Newsweeku artykuł o andropauzie i od razu przesłałem go Sandersowi. Zaczął FANTASTYCZNIE kryjąc Zacha i Gasola, ale potem nagle dostał ataku gorąca, stracił koncentrację i po dwóch szybkich faulach usiadł na ławce, skąd już nie wrócił przez długi czas. Zostało to bezlitośnie wykorzystane przez środkowych Grizzlies, którzy od razu wykorzystali nieobecność naszego tryskającego resztkami testostoronu za 11 baniek rocznie środkowego i z ciężko wypracowanego 7-0 na początku, zrobiło się 21-23 po pierwszej kwarcie.

Zacząłem od Sandersa, bo od początku meczu miałem wrażenie, że jego postawa w obronie będzie kluczowa do wygrania tego meczu. Okazało się, że Larry przez permanentny kłopot z faulami niewiele się przydał (bzdura, był liderem w zbiórkach, blokach i przechwytach, przyp. knot), co nie przeszkodziło Bucks na granie naprawdę bardzo przyzwoitej defensywy, ograniczając Grizz do jedynie 37% z gry. Nasza obrona była tak agresywna, że po trzech kwartach Niedźwiadki 30 razy stawały na linii wolnych (dla porównania, Bucks w całym meczu jedynie 11 razy).

Przed spotkaniem potwornie bałem się tego, co z Parkerem zrobi Tony Allen, ale jak się okazało, Jabari jak zawsze wystartował z bardzo dobrą grą (13pkt, 4zb), ale potem powoli się wyciszał. Przez wyciszał, mam na myśli kompletny brak penetracji na rzecz jumperów (4 z 6 trafionych rzutów to półdystans). Trochę też zawalił w obronie w pierwszej kwarcie, kiedy zaspał przy Princie, Sanders nadszedł z pomocą i złapał swój drugi szybki faul, po którym powędrował na ławkę.

Inna historia z Giannisem, który zagrał mecz życia. Pomijam 18 punktów (rekord kariery). Giannis wyglądał tak, jakby był w ostatnim meczu contract year i dopiero dowiedział się od agenta, że jak nie zeżre dzisiaj parkietu, to wyląduje w amatorskiej lidze w Wałbrzychu podając ręczniki rezerwowym. Przemówienie się udało, bo Antek był dzisiaj niewiarygodny. Nie wiem, czy starczy mu tej energii do końca sezonu, ale póki co, w ostatnich trzech czy nawet czterech meczach, oglądanie Greka to czysta przyjemność. Zamyka oczy, łapie piłkę, wbija pod kosz. Attack mode w wykonaniu niedożywionej gazeli. Imponujące. Do tego akcja, kiedy Sanders dostał gwizdek, nie zgodził się z nim, złapał piłkę i idąc w kierunku sędziego miałem wrażenie, że ją zmiażdży w rękach. I Giannis, przytulający się do sędziego. “I was begging you know, the ref, to not give the technical,” – powiedział po meczu. Urocze.

Gwiazdą spotkania był oczywiście Knight, który trafił świetnego game winnera w ostatnich sekundach, jednak nie można pominąć aż 6 strat w zaledwie 23 minuty na parkiecie. Ten hesitation move przy Gasolu w ostatniej akcji był imponujący i w dużej mierze to właśnie ta ostatnia akcja uratowała jego końcową ocenę w tym spotkaniu. Znowu był chaotyczny na rozegraniu i w kilku przypadkach wkozłowywał piłkę albo w swoje nogi, albo wbiegał w innych zawodników (nawet ze swojej drużyny), co w głównej mierze przyczyniło się do masy strat (Bucks mieli 9 strat w pierwszej kwarcie i 7 w pozostałych trzech).

Bucks grają radosną koszykówkę i przyjemnie się o nich pisze. Na tyle dobrze, że nawet nie jest dla mnie szczególnie istotne to, że dla Grizz była to pierwsza porażka w sezonie. Kibicując Bucks nauczyłem się tego, że każda wygrana w sezonie może być naszą ostatnią, dlatego staram się wchłaniać ten moment tak mocno, jak tylko się da. Dzisiaj był nasz dzień i należy się odpoczynek. Kolejny mecz dopiero we wtorek w nocy z Thunder. Go Bucks!

Antek z plakatem! Parker z plakatem! Knight z zaawansowanym statsami. Aha, przegraliśmy z Pistons.

pistons061114

To był wyjątkowo przewidywalny mecz – oglądając początek, gdzie Drummond miał 3 zbiórki w ataku i 4 punkty w 2 minuty, a potem Bucks przegrywali 12-27, napisałem:

to póki co standard Bucks. Jak dają du*y w pierwszej połowie, to znaczy że wymiotą w drugiej i przegrają w ostatnich 2 minutach.;)

Niewiele się pomyliłem, bo po fatalnym początku Bucks byli w stanie wnieść obronę na wyższy poziom i popisać się kilkoma naprawdę świetnymi fragmentami gry pod własnym koszem (parę razy z rzędu skutecznie bronili przez 20 sekund akcji wymuszając rzuty w ostatnich sekundach. Rzuty, które niestety Tłokom wpadały).

Przede wszystkim z tego meczu musisz zobaczyć Parkera, który wystartował z 10 punktami w pierwszej kwarcie, a potem w swoim stylu nieco przycichł. I tak pozwoliło mu to na zagranie chyba najlepszego meczu w barwach Kozłów (18pkt, 5zb i 3 prz). Wyjątkowo dzisiaj więcej oglądania, niż czytania.

Drugim wielkim plusem był Giannis, który dalej imponuje agresywnością i pewnością siebie. Popatrz na plakat. Potem obejrzyj jeszcze kilka razy.

Oprócz tego Giannis nie zapomniał o częstej grze tyłem do kosza, świetnie pomagał w defensywie, jednak nadal boi się jumperów. Aż strach pomyśleć, co będzie w stanie robić, jak tylko nabierze większej pewności rzutowej i dołoży rzuty z półdystansu do swojego arenału (póki co oddaje 60% swoich rzutów z restricted area, 18% z pomalowanego poza RA i tylko 9% z półdystansu).

Knight po raz kolejny zagrał dobry mecz (strasznie ciężko przechodzi mi to przez palce) i otarł się o triple double – 17pkt, 6zb i 9 as. Przejrzałem też dokładnie zaawansowane statsy i w pierwszych meczach widać jego wpływ na rozgrywanie. Assist Eff Ratio póki co to 1.04 (rok temu Chris Paul miał 1.2, Rondo 1.15) i dzięki asystom kreuje przeciętnie tylko 16 dodatkowych punktów na mecz. Jest to spowodowane przede wszystkim tym, że strasznie, ale to strasznie dużo kozłuje, co nie przekłada się na wysokiej jakości asysty. ALBO, średnie 15.4 „szans na asysty” na mecz nie przekłada się na punkty, bo nikt w Bucks nie trafia swoich rzutów (tylko 38% fg).

Muszę go jednak trochę pochwalić, bo widać, że robi postępy i nie zawsze skupia się na oddawaniu szybkiego rzutu jak tylko wjedzie w półdystans (albo po zasłonach). Notuje średnio 10.6 wjazdów pod kosz, co stawia go na wysokim, ósmym miejscu w lidze i mimo, że nie jest wybitnym „asystentem” w tłumie, Bucks zazwyczaj dobrze wychodzą na tego typu wejściach (tylko jak wytłumaczyć jego około 50% skuteczność spod kosza?)

O Sandersie nie chcę nic pisać. Nie wiem, dlaczego zniknął na jakoś 5 minut przed końcem meczu mając na koncie 5 fauli, ale domyślam się, że nie wniósłby zbyt wiele, mając na uwadze jedynie 5 zbiórek w 25 minut.

Przede mną kolejny back-to-back i po raz pierwszy w tym zaczynam odczuwać brak przygotowania do sezonu. Zakwasy na powiekach nie dają żyć za dnia. A że czeka nas mecz z Grizzlies, nie nastawiam się na wielkie widowisko. Czyli będzie jeszcze gorzej, niż z Pistons.

Giannis robił plakaty, reszta mu klaskała. A Byki grały w kosza.

bulls051114

Nienawidzę meczów Bucks dzień po dniu. Są jak back-to-backi u chirurga, kiedy jednego dnia masz robioną gastroskopię, a drugiego kolonoskopię. Wiesz, że musisz być obecny, ale jednocześnie widzisz się robiącego milion innych bardziej interesujących i mniej inwazyjnych rzeczy.

Skłamałbym, gdybym napisał, że porażka z Bulls była czymś niespodziewanym (a czy spodziewałeś się tego, że na początku sezonu Bucks będą mieli lepszy bilans niż Cavs, hm?), dlatego nasza dobra gra w pierwszej połowie była czymś, co oprócz kofeiny utrzymywało mnie mniej więcej w pionie przed monitorem. Pierwsze 24 minuty to przede wszystkim:

  • fantastyczny team-effort, każdy z 11 zawodników, którzy pojawili się w tym czasie zdobyli co najmniej dwa punkty,
  • doskonała gra na deskach i pozwolenie Bulls na zebranie tylko 4 piłek w ataku (w całym meczu jedynie 7),
  • tylko 4 straty (kolejne 10 dołożone po przerwie, 3 już w pierwszych akcjach III kwarty).

Zadziwiał również Giannis (13pkt i 8 zb), który momentami grał jak w czasie spotkań ligi letniej – walił fade-away’e, i skakał, skakał, skakał… jak chociażby w najlepszej akcji meczu:

i żeby tego było mało, w czwartej kwarcie postanowił ozdobić ścianę nad swoim pisuarem plakatem z Tajem Gibsonem, po najbardziej nieczystym wsadzie jaki widziałem od lat:

Pomijając statystyki, Antek był zdecydowanie naszym najlepszym zawodnikiem w tym meczu. Przede wszytkim cieszy to, że grał mądrze, nie popełnił żadnej straty, a do tego nie zapomniał o agresji i ciągu na kosz, na który przecież wszyscy jego fani tak bardzo liczą.

Druga połowa to tragedia w naszym wykonaniu. Zanim na dobre wyszliśmy na parkiet zdążyliśmy popełnić trzy straty w trzech kolejnych posiadaniach, co Bulls wykorzystali uciekając na 11-2. Sytuację próbował nieco uratować Mayo, po którego trójce zeszlimy na ostatnią przerwę z tylko dwupunktową stratą. Ale w czwartej kwarcie, mimo, że walczyliśmy z Bykami róg za róg, kopyto w kopyto, nie potrafiliśmy znaleźć sposobu na zatrzymanie chociaż dwóch akcji Bulls z rzędu. Daggerem na dwie minuty przed końcem meczu był Hinrich z trójką z narożnika, po której traciliśmy już 8 punktów i nigdy nie wróciliśmy do gry.

Parker (8 pkt, 6 zb) nie jest póki co debiutantem roku. Nie gra również jak zawodnik, który był najlepiej przygotowany do gry w NBA. Cały czas, w każdym meczu, ma przebłyski świetnej gry (na przykład świetny wjazd po linii końcowej), po której spada na poziom OJa z zeszłego sezonu. Razem z Knightem (10 pkt, 9zb, 7as, 5 przch) i Mayo (9 pkt) trafili zaledwie 10 rzutów a 39 prób i mocno przyczynili się do naszej tragicznej 37% w całym meczu.

Pozwolę sobie jednak zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie zła noc rzutowa, mogliśmy pokusić się o wygraną. Poza skutecznością, zagraliśmy naprawdę dobry mecz: zniszczyliśmy Bulls na desce (50-42), ograniczyliśmy straty do 14 i świetnie wracaliśmy do obrony (tylko 6 punktów Byków z kontry). Zabrakło jednak większej precyzji (nawet Giannis przecież prawie przestrzelił wsad nad Gibsonem, ale maaaaan jak nad nim zawisł) do tego, żeby sprawić mi (i jeszcze kilku fanom oglądającym Bucks w Polsce) niemałą niespodziankę.

Przed nami dwa dni przerwy tak więc wyśpijcie się dobrze.

W piątek jedziemy do Swag-City-Pistons na koszykarską komedię reżyserowaną przez niespokrewnionych braci Brandon&Brandon.

Seria 16 porażek na wyjeździe przerwana. Bilety na mecz już od $3.36! Knight z asystą sezonu!

pacers051114

Po tym, jak niedawno przeczytałem, że Cavs mają najdroższe bilety (średnia cena ponad $200), wiadomość o tym, że Pacers sprzedawali najtańsze bilety z Bucks już za $3.36 mocno mnie rozśmieszyła. Uśmiechnąłem się też kilka razy oglądając ten mecz i przeglądając zaawansowane statystyki. Tylko popatrz na to, jaki to był mecz i przez co ja k*wa przechodzę oglądając tą komiczną drużynę:

1. W momencie, gdy prowadziliśmy 53-38 chciałem wyłączyć komputer i położyć się spać, ale coś mi mówiło, że i tak dojdzie do zaciętej końcówki.  No i racja – Copeland złapał wiatr w żagle, nasza defensywa się kompletnie posypała i po raz kolejny byłem świadkiem dramatycznej końcówki w wykonaniu Bucks. Poza tym, gdyby poszedł spać, nie obejrzałbym porywającej pierwszej połowy w Staples Center.

2. Dramatem był też Brandon Knight na rozegraniu. Tak, zdobył 23 punkty na 16 rzutach. Ale dołożył do tego dwie asysty i cztery straty. Jedna z nich wyglądała tak: minęcie z prawej strony po zasłonie Sandersa, stepback w lewo i dynamiczne wyjście w górę. Błyskawiczne spojrzenie w stronę kosza, z jednoczesnym obadaniem sytuacji w rogu boiska. Milion myśli na sekundę. Będąc w powietrzu, jego głowa pracuje na najwyższych obrotach. Podejmuje decyzję. Wyrzuca idealnego loba nad obręcz. Zza obrońcy pojawia się smukła sylwetka. To Larry na pełnym wysięgu. Piłka trafia w jego rękę akurat w najwyższym punkcie. Przykleja się do dłoni. I SRUU!!! masz alleya sezonu. Siatka urywa się od obręczy i spadając na parkiet jeszcze zaczyna zalotnie tańczyć w ogniu. Ersan nie może oderwać wzroku i próbuje zakryć dłonią usta, ale nie trafia. 0/16. To się nie dzieję!  Zobacz sam:

Podaniorzut w trybuny pierwsza klasa.

3. Doszukałem się też najlepszej statystyki w karierze Knighta. Czy wiesz, że Brandon Knight jest jedynym zawodnikiem NBA, który oddał rzut po 30 (trzydziestu, damnit!) kozłach!? Dzisiaj było podobnie – klepactwo nieograniczone na obwodzie. Szukanie szpary. Penetracja. Wyjście z trumny. Kozioł na wysokości łokcia. Spojrzenie na kosz. Headfake. Wjazd pod kosz. Layup. Paranoja.

4. Ilyasova jest w formie. Imponujące 2/11 z gry. Pamiętasz jego shot shart z zeszłego sezonu? Mam wrażenie, że nic się nie zmieniło, a on dalej zabiera czas Giannisowi. Poza tym, ofensywny potwór o imieniu Jared Ilyasova miał dzisiaj 3/18 z gry, 1/8 za 3, 4 zbiórki i 7 punktów w 53 minuty na parkiecie. Co. Oni. Jeszcze. Robią. Na. Parkiecie? I dlaczego Antek grał tylko 17 minut?ersan5. Generalnie mecz brzydki, mimo, że udało nam się ograniczyć straty tylko do 12 (pamiętasz ile ich było w poprzednim meczu z Wizards?) I najważniejszy wniosek, jaki Jason Kidd musi wyciągnąć po tym spotkaniu to – Brandon Knight nie jest rozgrywającym. To praworęczny i lekko bardziej ubity Brandon Jennings z lepszym shot selection, mniejszym swagiem i inteligentnymi wypowiedziami przed kamerą.

6. Antek jak wszedł na parkiet w drugiej połowie, to miałem wrażenie, że już nie zejdzie. Pierwszy raz widziałem go tak aktywnie grającego w post upie, z taką pewnością siebie przy każdym dotknięciu piłki (w przeciwieństwie do tego, co się działo z Wizards). Plus, walnął tróją jak Koszar, gdy Pacers zaczęli się niebiezpiecznie zbliżać.

7. Sanders po trzech meczach nie jest obrońcą, na jakiego liczyłem. Nie broni kosza (Opp fg 50%), zbiera co prawda 9 piłek na mecz (z czego aż 63% jest contested), ale nie jest postrachem, jakim był dwa sezony temu. Dzisiaj mieliśmy lekki przebłysk geniuszu. 0 punktów przy 4 rzutach to myląca statystyka. Jego postawa w defensywie była głównym powodem ograniczenia Pacers do jedynie 39% z gry. [ekhem] Dla tych, którzy nie łapią ironii. Sanders dalej nie spłaca swojego kontraktu. Ale dajmy mu czas. Dajmy mu czas.

8. Kolejny mecz już jutro z Bulls. Kibice z Milwaukee spodziewają się napływu kibiców z Chicago, którzy na pewno będą chcieli zobaczyć Parkera w akcji. Nie napisałem nic o Parkerze w tym meczu? Jego 10 punktów (5/12)  i 3 zbiórki powinny powiedzieć ci wszystko. Kolejny przeciętny mecz z przebłyskami geniuszu. Plus świetna bardzo dobra obrona.

9. Cholernie cieszę się, że jestem kibicem Bucks i nie muszę kibicować Lakers w tym sezonie. Zaraz zacznie się trzecia kwarta meczu z Phoenix i cholera, nie da się tego oglądać. Już wiem, jak się czują wszyscy, którzy trafią przypadkiem na jakiś mecz Milwaukee…Obejrzyj skrót z Pacers jeśli 32 stracone punkty Lakers w II kwarcie dały ci za bardzo w kość.

Bucks postawią halę w miejsce teatru?

teatr milwaukee

Nic nie jest jeszcze w 100% potwierdzone (ani nawet w 40%), ale wszystko na to wskazuje (bullshit!), że nowa hala Bucks będzie się znajdowała w miejscu obecnego teatru (jeśli zgodę wyrazi konserwator zabytków i mieszkańcy nie będą zbytnio pikietowali). Jak podaje jsonline,  jest duża szansa na to, że uda się załatwić wszystkie formalności w przeciągu najbliższych 45 dni. Co więcej, obecna hala Bucks ma zostać zburzona, a na jej miejscu ma powstać budynek łączący funkcje mieszkalne, biurowe i handlowe. Głównie po to, żeby obecni politycy nie mieli zbyt wielu problemów z burzeniem budynku użyteczności publicznej (teatr) na budowanie „tylko” hali sportowej.

Gdybym mieszkał w Milwaukee, szlag by mnie trafił, gdybym się dowiedział, że ktoś chce całkowicie zrównać z ziemią teatr, który został zbudowany w 1950 roku i jest od lat na stałe związany z wizerunkiem miasta. Dodatkowo, 11 lat temu wydano prawie 42 miliony na jego odnowienie, z czego 27 milionów jeszcze nie zostało spłaconych.

Coś mi się wydaje, że kolejne doniesienia o nowych miejscach są tylko i wyłącznie grą na czas Lasry’ego i Edensa, którym powoli zaczyna brakować pomysłów (i możliwości) na szybkie znalezienie lokalizacji pod nową halę. W Sacramento, które mają tą samą umowę co my, nowa hala ma zostać otwarta w 2016. W Milwaukee, nowi właściciele, którzy nawet tam nie mieszkają i prawdopodobnie przed kupnem klubu byli w Milwaukee tyle raz i to w dodatku przejazdem, zaczynają desperacko szukać lokalizacji w centrum, która sztucznie podniesie wartość Bucks i zabezpieczy ich finansową przyszłość w przypadku nieuchronnej  sprzedaży klubu w nowe ręce.

Nie, żeby mnie interesowało i szczególnie martwiło to, że nowa hala ma stanąć w miejscu zabytkowego teatru. To, co póki co jest w moim odczuciu niepokojące, to ciągłe doniesienia prasowe o kolejnych możliwych miejscach w centrum miasta na budowę nowej hali oraz powracające w kółko terminy 30, 45, 60 dni, na podjęcie ostatecznej decyzji. Podobno poszukiwanie nowego miejsca zaczęło się już we wrześniu i też mieliśmy znać konkrety w ciągu maksymalnie 60 dni…A nadal nie wiemy nic.

Jeśli śledzisz na bieżąco doniesienia o hali Bucks, słyszałeś pewnie już wiele propozycji, z których KAŻDA miała być tą ostateczną (ale nigdy nie w 100%). Tym razem jest tak samo – gazety trąbią głośno o kolejnym newsie, który za tydzień trzeba będzie odwoływać. Dlatego szykuj się na to, że niedługo usłyszymy o kolejnej propozycji Edensa i Lasry’ego. Może wykupią jakiś kościół i wmurują halę w zakrystię.

Przez 27 strat i gorrrącego Gortata Bucks przegrywają z Wizards.

Bucks @ Wizards 108 – 97

Jeśli o poprzednim występie Bucks pisałem, że był brzydki, to naprawdę nie wiem, jak opisać to, co się stało w Waszyngtonie.  Nie zdążyliśmy wyjść na parkiet, a już przegrywaliśmy 16 punktami, głównie za sprawą gorącego jak w sesji z futrami i gołą klatą Gortata (20pkt, 9zb), który zaśmiał się z defensywy Sandersa, Hensona oraz Pachulii i pomylił się z gry dopiero na 3 minuty przed końcem pierwszej połowy, kiedy jego wyjątkowo brzydki floater ledwo posmyrał obręcz.

Życie w pierwszej połowie uratowało nam dwóch zawodników: Knight i Pierce. Brandon był najjaśniejszym punktem naszej drużyny (24pkt, 6as, 5zb)  i jako jedyny nie miał problemów ze zdobywaniem punktów. Pierce natomiast popełnił głupi faul tuż przed końcem drugiej kwarty, za który został wyrzucony z boiska w swoim debiucie przed własną publicznością (w sumie to dostał jednego technika za faul, a drugiego, za dyskusję z sędziami).

Po trzech punktach z rzędu Knighta – i 16 w pierwszej połowie – schodziliśmy do szatni tylko z 5 punktami mniej niż drużyna z DC (44-49). Warto odnotować, że w pierwszej połowie naszym drugim strzelcem był Parker z 5 punktami (strasznie zagrał, strasznie). Nie można też pominąć tego, jak strasznie lekkomyślnie traciliśmy piłkę – już w pierwszej połowie mieliśmy 17 strat (w drugiej dołożyliśmy kolejnych 10).  No i powtórzę – nasza obrona pod koszem nie potrafiła znaleźć żadnej odpowiedzi na Gortata (7/8 w pierwszej połowie –  16pkt) i Nene (6/7 w pierwszych dwóch kwartach – 14pkt).

Druga połowa była kopią pierwszej.  Znowu fatalna postawa tuż po powrocie z szatni, szczególnie w obronie, gdzie pozwoliliśmy Wizards na trafianie z ponad 50% z gry, mimo, że po 12 minut za pełnych obrotach zagrali w niej Gortat, Temple, Wall i Porter. W ostatniej odsłonie swój garbage time wykorzystał Bayless, który trafił 4/7 z gry w drodze do 14 punktów, ale i tak nie pozwoliło to zmniejszyć przewagi Wizards do mniej niż  10 punktów.

Co było dobrego

1. Brandon Knight chociaż na jeden dzień odzyskał formę rzutową i trzymał nas w grze przez fatalną pierwszą połowę.

2. Oglądanie Gortata w tym meczu to czysta przyjemność. No i Wall prawie miał kwadracik: 10pkt, 10as, 6zb i 5 przechwytów.

3. Nikt z Bucks się nie połamał.

Co było złego

1. Brandon Knight chociaż na jeden dzień odzyskał formę rzutową i trzymał nas w grze przez fatalną pierwszą połowę, ale znowu nie był naszym rozgrywającym. Z meczu na mecz mam wrażenie, że można by spróbować przesunąć go na sg, zabrać mu piłkę z rąk i zobaczyć, jak naszym atakiem będzie kierował Wolters (który nie powąchał nawet parkietu w Waszyngtonie).

2. Giannis miał drugi mecz z rzędu, w którym wydawał się potwornie przygaszony. Nie dość, że w 13 minut zdążył popełnić trzy straty, to jeszcze nie mógł odnaleźć swojego rytmu: często pasywnie stał w jednym miejscu na boisku czekając na podanie, albo nie patrzył nawet w stronę kosza jak miał piłkę. Weź się, k*wa, w garść!

3. Poza tym, nie do zaakceptowania dla mnie jest fakt, że Ersan, Zaza, Bayless i Dudley dostają więcej minut niż Giannis. Parker, mimo drugiego double-double z rzędu (13pkt i 11zb) ssał przez większość część meczu (5/17 z gry), jednak ze względu na bycie II numerem w drafcie, w każdym meczu może liczyć na 30+ minut. Dlaczego podobna reguła nie może obowiązywać greek-freaka? Nie rozumiem, w jaki sposób chłopak ma się stać nowych Gallisem greckiej koszykówki, jeśli nawet w śmieciowej czwartej  kwarcie będzie siedział na ławce?

4. Sanders, Henson i Zaza mieli w sumie 11 zbiórek – o dwie mniej niż Gortat. Marcin miał też 3 bloki (nasi wysocy zero) i zdobył o 8 punktów więcej niż nasze podkoszowe trio (20 – 12). Nie mogło być inaczej, skoro wszyscy nasi wysocy zdołali oddać tylko 8 rzutów w prawie 55 minut spędzonych na parkiecie. Gortat nawet zrobił sobie plakat:

5. O stratach już pisałem, ale się z chęcią powtórzę. 27 w całym meczu!

6. Dzisiaj na parkiecie był stary, dobry Mayo. Pomijam 1/7 z gry. Urzekły mnie 4 faule w 5 minut.

Co dalej

Trochę przerwy od (znowu) brzydkiej koszykówki Bucks. Kolejny mecz z Pacers dopiero we wtorek w nocy.

Co ciekawe

1. Była to 16 porażka Bucks na wyjeździe z rzędu.

2. Mimo, że na mecz przyszło 18.000 widzów, do kompletu zabrakło aż 2000 sprzedanych biletów.

Skrót meczu