inglis

Thunder @ Bucks 78 – 85

Był to mecz, w którym bez dwóch zdań, największe wrażenie wywarł na mnie  Damien Inglis i jego wyznaczający nowe trendy poprawnego dress codu smoking. Wyglądał w nim, jakby był gotowy na ceremonię wręczenia mistrzowskich pierścieni połączoną z zastrzeżeniem jego numeru i wręczeniem statuetki MVP wszech czasów. Mecz niestety nie okazał się aż tak wzniosłym wydarzeniem, co było jednak do przewidzenia.

Po tym, jak zatrzymaliśmy Grizzlies na 35% z gry, teraz udało nam się ograniczyć niewiarygodnie przetrzepanych kontuzjami Thunder do 33% z gry, przez co nasze Def Eff wskoczyło na trzecie miejsce w lidze. Czyżby to był już ten moment, w którym możemy się powoli uważać za jedną z najlepiej broniących drużyn w lidze?

Mamy serię dwóch wygranych meczów (po raz pierwszy od 17-19 marca 2013 roku) , a przed nami spotkanie z Orlando i, (czy ośmielę się to napisać?), jest duża szansa na trzy zwycięstwa z rzędu, jeśli uda się nie dopuścić do nerwowej końcówki, jak w dzisiejszym spotkaniu. Kiedy na 2:35 do konca meczu spokojnie prowadziliśmy 11 punktami czułem się na tyle zrelaksowany, że chciałem się położyć spać. Potem nagle popełniliśmy straszny błąd i przez moment graliśmy bez Giannisa i Parkera (za to z Ersanem na czwórce – strasznie się na to patrzyło), a Knight zaczął robić to, w czym był dzsiaj najlepszy (6 strat). Na 31 sekund przed końcem, po dwóch wolnych Ibaki, OKC zmniejszyli stratę do zaledwie 4 punktów, ale na szczęście, bliżej już im się nie udało podejść.

Giannis zagrał drugie fantastyczne spotkanie z rzędu i po tym, jak z Grizzlies ustanowił rekord kariery z 18 punktami, dzsiaj dołożył 14 i 9 zbiórek. W noc, kiedy Bryant stał się najczęściej chybiającym zawodnikiem w historii NBA, a Dirk stał się najlepszym strzelcem wśród wszystkich obcokrajowców w lidze w historii, Giannis po cichu robił swoje – agresywne wejścia, wsady w tłumie, dobra obrona na Ibace, full package.Nawet gdyby grał Durant, to Giannis i tak zatrzymałby go na dwóch punktach. Momentami miałem wrażenie, że gdyby Antek używał w ataku chociaż połowę energii, którą wkłada w obronę, to kończyłby mecze z 50 punktami i 20 zbiórkami w ataku.

Przypomniał też o sobie Zaza, który prawie zaliczył pierwsze  sezonie double-double (8pkt, 10 zbiórek) i popisał się nawet efektowną asystą za plecami (niestety jeszcze nie ma linka na youtubie). Kolejny dobry mecz z ławki zagrał również Mayo (19 punktów) i ciekawi mnie, kiedy wskoczy do pierwszej piątki za Dudley‚a (4 punkty), który póki co zabiera średnio po 20 minut czasu gry chociażby Woltersowi (naprawdę raz na jakiś czas chciałbym zobaczyć naszą grę z Natem na jedynce i Knightem na niedorośniętej dwójce).

Po tak brzydkim meczu, jak ten, cieszysz się ze wszystkiego.

Z tego, że po 20 miesiącach Bucks mają winning-streak.

Z tego, że Thunder nie rzucili tak niewielu punktów (78) od 16 kwietnia 2012 roku.

Z tego, że dla Bucks była to już druga wygrana z zachodem w tym sezonie, a w zeszłym roku udało nam się wgrać W SUMIE trzy mecze.

Z tego, że udało się zniszczyć Thunder pod koszami 50-28.

No i w końcu z tego, że nawet po najgorszym meczu Parkera w NBA, nie przejmujesz się, bo to po prostu było jedno z tych spotkań, które musiały się odbyć, po czym szybko o nim zapominasz. Kropka.

Przed nami Orlando i szansa na wskoczenie na ponad .500. Potem będzie od razu mecz z Heat, w którym zobaczymy w końcu, na ile stać Bucks w tym sezonie.

A teraz ciiicho, bo Bucks mają drugą po Raptors (5 meczów) najdłuższą serię wygranych meczów w NBA.

Reklamy