251114pistons

Ostatnio pisałem o tym, że nasza słaba gra na deskach jest póki co jedną z największych bolączek Bucks i proszę – w kolejnym meczu po tym, jak Kidd przeczytał moje narzekania, wygrywamy zdecydowanie deskę (50-36), dominując nawet na atakowanej tablicy (19-8) i o dziwo nawet Ersan, który ewidentnie podbija swoją wartość przed wyprzedażami w czarny piątek, na spółę z Parkerem i Sandersem miał 9 zbiórek. WOW!

U Kozłów działało wszystko i to najbardziej mnie cieszy. Po dwóch tragicznych meczach, ten z Pistons traktowałem w kategoriach być-nie-być jeśli chodzi o walkę o playoffy (tak, tak, dobrze czytasz, Bucks jeszcze nie są poza playoffami, a mamy już prawie grudzień!) Jeśli nie będzemy wygrywali z zespołami, które w tym roku nie zasługują na wygrane, to nie mamy co myśleć o przedłużeniu sezonu na maj/czerwiec. Pistons nie powinni wygrywać, żeby nie zachęcać innych managerów do podejmowania fatalnych decyzji kadrowych.

Dobry mecz zespołowo przełożył się niestety na najgorszy mecz w karierze Giannisa, który w ataku przeżywał istne katusze. Trzeba być jednak gotowym na to, że takie mecze będą się zdarzały i jest to normalne, dlatego podziwiam Antka za to, że mimo fatalnego dnia rzutowo, dalej świetnie spisywał się w obronie. Jednak ten mecz był doskonałym przypomnieniem, że kiedy pod koszem jesteś permanetnie niszczony przez chociażby takiego Smitha, powinieneś parę razy poratować się rzutem z dystansu. Antek go nie ma, stąd 1/13 z gry po wymuszonych rzutach przez ręce.

Warto odnotować, że w pierwszej piątce po raz pierwszy od grudnia 2013 wyszedł Mayo, co od razu przełożyło się na to, że wyjściowy skład rzucił 65 z 98 punktów (gotowy na wyprzedaż Ersan rzucił prawie połowę wszystkich punktów z ławki).

Popatrz również, co w pierwszej kwarcie zrobił Sanders i jaki byłby z niego wymiatacz, gdyby nie pogrążał się głupimi faulami i utrzymywał boiskową erekcję przez co najmniej 30 minut. 10 punktów przy 6 rzutach i 5 zbiórek po pierwszych 12 minutach wyglądało imponująco, jednak niestety im bliżej końca meczu, tym więcej fauli (w sumie 5) oraz gorsza skuteczność (od drugiej kwarty 6/12 spod kosza). Jednak muszę go pochwalić, bo mam wrażenie, że zagrał pierwszy od zawieszenia mecz z dawką energii, która jest charakterystyczna głównie dla Giannisa. Czyżby ta sama niebieska pigułka?

No i na koniec perełka: 1 strata przy 8 asystach? Proszę cię, Brandon dzisiaj zamknął mi gębę. Augustin nie istniał, a Knight musiał się odszczekać swoim prześladowcom z pańskiego dworu. W pełni zapracował w moich oczach na zawodnika meczu, zabierając ten jakże zaszczytny tytuł Parkerowi, który przed meczem przeciwko Wigginsowi (dzisiaj w nocy!) miał 14 punktów przy 70% z gry. Po raz kolejny dodatkowo imponował grą bez piłki i back door cutami.

Reklamy