Jest jedna rzecz, której w NBA nie lubię najbardziej i uważam, że powinna być jak najszybciej zlikwidowana – dysproporcja między wschodem i zachodem. Nic tak bardziej nie denerwuje, niż fakt, że chociażby tacy Mavs, którzy nas odwiedzą w nocy po raz pierwszy i ostatni w tym sezonie, z bilansem 14-5 zajmują dopiero szóste miejsce na zachodzie, gdzie w tym samym czasie po drugiej stronie kraju jest tylko jedna drużyna, która ma lepszy wynik od nich. Zaczynam od tego, bo mam jakieś dziwe wrażenie, że globalne sprawy ligi będą bardziej interesujące od samego spotkania, które nawet moimi cholernie subiektywnymi oczami, wydaje się być z góry przegrane (ale będę miał przesrane, jak to wygramy!)

Cieszę się z powrotu Ellisa do Milwaukee, bo śmiałem się z niego ile tylko się dało (coś jak Facial-Ersan w tym sezonie), a teraz muszę wszystko odszczekiwać. Prawie 21 punktów na mecz, ponad 53% TS i dodatkowo prawie 5 asyst i 1,5 przechwytów na mecz to jego najlepsze statsy od siedmiu lat. A to oznacza, że teraz jest naprawdę lepszy od Wade’a! I wcale się nie dziwię Cubanowi, który powiedział po meczu z Bulls: „Jak to możliwe, że Iverson dostał MVP skoro nie był nawet w połowie tak skuteczny, jak Monta” – cytat z pamięci. Mavs dzięki powrotowi Chandlera są pierwszą defensywną siłą w lidze, a Brandan Wright jest jednym z moich kandydatów na 6th mana w tym roku. 75 TS% to wręcz chory wynik, że o 27 PER nie wspomnę!

Po stronie Bucks trochę boję się tego, jak bardzo brak Hensona i Ilyasovy wpłynie na zdrowie Parkera i Giannisa, którzy będą przesunięci bardziej pod kosz i zapewne na zmianę będą próbować wcisnąć Dirkowi co najmniej jednego schnitzengruben zanim wróci do Dallas.

Interesująco zapowiada się też pojedynek statystyczny – Bucks są drudzy w NBA pod względem wymuszania strat (16,7 TOV), a Mavs są na piątym miejscu pod względem najmniejszej liczby strat – 11,4 na mecz. I pewnie jak zawsze w meczach, gdzie spotykają się najlepsza ofensywa i najlepsza obrona wygra nudny i bezpłciowy mecz.

Szkoda, że dla obu drużyn jest to back-to-back. Będzie to też miało na pewno wpływ na jutrzejszą relację z meczu – nie dość, że mogę być lekko oklapły z rana, to jeszcze zaczynam pracę o 6:30. Czyli znowu raczej nie liczę na sen po spotkaniu.

Start meczu o 2:00. Czytamy się przed 6:00.

Reklamy