Kidd chciał chyba za bardzo wyciągnąć wnioski po porażce z Lakers i podjął decyzję o przemontowaniu pierwszej piątki w meczu z Clippers. O ile Cartera-Williamsa w miejsce Giannisa mogę jeszcze jakoś zrozumieć, ale wypuszczanie Plumlee zamiast Hensona to nic więcej jak trik marketingowy, bo Miles ma zaraz uciekać do innego miasta w zamian za inne białe drewno (albo Carona Butlera).  Jak się okazuje, była to 12 próba wystawiania różnych pierwszych piątek przez Kidda, a dla Plumlee’ego był to pierwszy start w Bucks, z którymi od lutego zdążył rozegrać 36 meczów. Dla Cartera-Williamsa był to pierwszy start od 27 listopada 2015 roku.

Po tym, jak okazało się, że przed meczem z Lakers Mayo, Monroe, Middleton i Plumlee bawili się do drugiej w nocy w klubie ze stripteasem (co prawda bardzo w moim stylu: siedzieli w rogu, podpierali ściany i zebrali się do domu o 2 w nocy. Kłamię, ja mam problemy żeby wysiedzieć do północy) bałem się, że przed dzisiejszym meczem chłopaki zrobią sobie powtórkę z rozrywki i zabiorą jeszcze młodzież.

  • Dlaczego o tym wspominam? Bo Giannis sprawiał w tym meczu wrażenie człowieka, który r*chał pół nocy a drugie pół spędził zawinięty wokół kibla. Wyszedł z ławki, nie trafił pierwszych ośmiu rzutów i zdobył punkty dopiero w czwartej kwarcie.  Jedyny naprawdę dobry moment Giannisa był kiedy Stephenson popchnął go przy zbiórce w ataku, potem zaparkował mu łokieć na brzuch i obaj stanęli klata w klatę, gotowi do walki. Oczywiście, na tym się skończyło. Ogólnie rzecz biorą jest tylko jeden wniosek, jaki powinien wyciągnąć Kidd – nie zaczynać meczu z Giannisem na ławce.
  • A wracając jeszcze do wypadu na miasto przed meczem z LA. Kidd spotkał się z zawodnikami, ale nie podjął żadnych kroków żeby ukarać któregokolwiek z chłopaków. „Rozumiem, że kiedy młodzi mężczyźni mają wolny czas i są w mieście pełnym atrakcji, będą zachowywali się inaczej. Chłopaki rozumieją, że cały czas są pod mikroskopem i czasami pewne zdjęcia wyciekną do sieci. Muszą być odpowiedzialni i podejmować dobre decyzje.”
  • Swój moment miał znienawidzony przeze mnie O’Bryant, który w krótkim okresie czasu zaczął rządzić na atakowanej desce (dwie zbiórki w ataku) i w 11 minut zdążył zaliczyć trzy przechwyty. Tak właśnie wygląda ocenianie Johnny’ego, przy którym nie wstydzę się używać słowa „rządzi” pisząc o dwóch zbiorkach. Dodatkowo, w przerwie meczu udzielił świetnego wywiadu, w czasie którego patrzył albo na parkiet albo prosto w kamerę.
  • Mieliśmy epizod w trzeciej kwarcie, gdy udało nam się odrobić straty i zbliżyć się do Clippers na 6 punktów.  Ewentualne zwycięstwo szybko wybił nam z głowy J. Smith, który trafił dwie trójki i mecz praktycznie skończył się już wraz z trzecią kwartą.
  • Nie mogę przekonać się do Cartera-Williamsa, który momenty świetnej gry, łatwego mijania obrońców i wbijania się pod kosz przeplata z prostymi, niewymuszonymi stratami i pudłami z czystych pozycji z półdystansu.  Dlaczego do jasnej cholery MCW dostaje tyle rzutów kosztem np. Giannisa? MCW napala się na rzut jak tylko jest w okolicy półdystansu, a Giannis sprawia momentami wrażenie, że chciałby rzucać tylko spod samego kosza. Odnoszę też wrażenie, że szczególnie dzisiaj, Giannis chował się gdzie tylko się dało, żeby unikać rzutów (ale jak się ma taki dzień, to można go jakoś zrozumieć).
  • Dla Bucks była to 8 porażka z rzędu z Clippers na wyjeździe (ostatni raz wygraliśmy w LA w 2007 roku, kiedy drużynę prowadził jeszcze Krystkowiak i Dunleavy). Nasza seria bez wygranych meczów na wyjeździe urosła też do 11.  A przed nami rewanż z Warriors w piątek…
  • Ekhem, ten wsad Griffina z pierwszej kwarty.

Reklamy