Bucks spotkają się z Phoenix po raz pierwszy od wymiany 19.02.15, po której do Suns powędrował zaskoczony Knight, a do Bucks (z 76ers) trafił Carter-Williams. Brandon dowiedział się o tym, że zostanie oddany na zachód w ostatnim dniu przed trade deadline i jak sam przyznaje, liczył na to, że nie będzie musiał się nigdzie przenosić. Pamiętam tę wymianę głównie dlatego, że po niej posypała się cała gra Bucks – z Knightem w składzie byliśmy 30-23, w drodze do wysokiego miejsca na wschodzie. Po wymianie wygraliśmy tylko 11 meczów (przy 18 porażkach), a w tym sezonie zaczęliśmy jeszcze gorzej – 10-18 i trzynaste miejsce na wschodzie.

Brandon dobrze sobie radzi w Phoenix (prawie 20ppg), jednak ostatnio nie można powiedzieć, żeby był w dobrej formie: w zeszłą sobotę z Blazers nie trafił ani jednego rzutu z gry na 12 prób i od tamtego meczu notuje średnio 13 punktów na mecz (3/14 za trzy) i ma więcej strat niż asyst (10/8).

Bucks przystąpią do tego meczu zmotywowani swoim najlepszym do tej pory meczem w tym sezonie. Pomimo zmarnowania 11 punktów przewagi na 8 minut przed końcem meczu z Warriors, nastroje w drużynie są bardzo dobre. W końcu dobre spotkania rozgrywa też Carter-Williams, który w tej serii wyjazdowej zdobywa 20 punktów na mecz i nawet mimo tego, że oddaje 18 rzutów w 23 minuty gry, nie można się do niego za bardzo przyczepić.

W zeszłym sezonie Kozły wygrały w Phoenix 96-94 po kuriozalnym buzzerze Middletona. A ja w tej chwili najbardziej liczę na to, że uda się w końcu przełamać niemoc na wyjeździe i przełamać serię 12 porażek z rzędu.

Reklamy