18 lutego, a więc dokładnie za trzy dni, rozpocznie się na dobre sezon NBA. Nienawidzę okresu od początku sezonu do weekendu gwiazd i od lat niezmiennie nie mogę się zmotywować, żeby w tym czasie interesować się ligą. Za to trade deadline to moment, w którym można puścić wodze fantazji i zająć się hipotetycznymi wymianami i transferami. Co zatem nas czeka w najbliższych dniach?

  1. Od jakiegoś czasu krąży plotka, że nad powrotem do NBA zastanawia się Larry Sanders. Wątpię jednak, żeby była jakakolwiek szansa na to, żeby kiedykolwiek zagrał w barwach Bucks ponownie. Póki co, sam zawodnik przyznaje, że nie zna konkretnej daty, kiedy wróci na parkiet. Dalej mieszka w LA i pracuje nad swoimi dźwiękami, ostatnio wypuścił singla „Black Mercedes”. Posłuchaj.
  2. Gary Woelfel zapowiada wielkie trzęsienie ziemi w MKE. Tak, jak rok temu zaskoczyliśmy wszystkich transferem Knighta, tak w tym roku możemy zaskoczyć pozbywając się Cartera-Williamsa i/lub Grega Monroe. Pozbycie się tego pierwszego wydaje się naprawdę bardzo dobrą opcją – MCW ma niesamowicie niestabilną formę i od początku sezonu przeplata mecze +20pkt/+10as ze spotkaniami z jedną, lub dwoma asystami i mniej niż 10 punktami.Zastanawiam się jednak trochę nad transferem Monroe, który ofensywnie jest maszynką do robienie double-double (26 w tym sezonie), a że jest beznadziejny w obronie? O tym było wiadomo jeszcze przed tym, jak zaproponowano mu trzyletni kontrakt za 17 milionów rocznie. A teraz głównym argumentem przemawiającym za puszczeniem go w świat jest to, że ma 0.9 bloków na mecz i nie jest rim protectorem… Pytanie, które od razu nasuwa mi się na język jest takie: dlaczego podpisano kontrakt z kimś, kto wiadomo było, że upośledzi w znacznym stopniu naszą defensywę? Nie jest przypadkiem, że jesteśmy w tej chwili jedną z najgorzej broniących drużyn w NBA (103 punkty tracone na mecz, w porównaniu do 97 w zeszłym sezonie).
  3. Dan Feldman posuwa się o krok dalej niż Woelfel i pisze, że Bucks mogą się pozbyć każdego, kto nie nazywa się Antetokounmpo, Parker i Middleton.

I teraz nasz największy problem. Najrozsądniej byłoby pozbyć się Cartera-Williamsa, ale na niego będzie ciężko znaleźć chętnych. Co innego z Monroe, który wydaje się o wiele łatwiejszym klockiem do ruszenia, ale z drugiej strony jest cholernie skuteczny w ataku w tym sezonie i szkoda byłoby wracać do czasów grania drewnianym i niedożywionym Hensonem na centrze. A Greg ma najwyższy PER w drużynie (23) i jest drugi w +/-, co pokazuje, że bez niego na parkiecie radzimy sobie średnio.

Problemy z tegorocznymi Bucks są bardzo skomplikowane i nie da się ich ograniczyć jedynie do wymiany dwóch zawodników. Wielkim znakiem zapytania jest nasza tragiczna defensywa (czym postaram się zająć szerzej w osobnym wpisie), średnia chemia w zespole i Jabari Parker. Z jednej strony wiemy jaki ma potencjał, widzieliśmy go przed kontuzją kolana i zastanawiamy się nad tym, co będzie w stanie robić, jak tylko przepracuje w całości okres przygotowawczy (a nie tylko skupi się na rehabilitacji). Ale z drugiej – przed nim moim zdaniem daleka droga do tego, żeby stał się co najmniej tym trzecim, najważniejszym ogniwem w Bucks. I wiecie, czego się po cichu obawiam? Że pewnego dnia, ktoś siedzący za biurkiem i przeglądającym zaawansowane statystyki nagle straci do niego cierpliwość i zacznie oczekiwać znacznie lepszej gry. A to mógłby być początek końca Parkera w Milwaukee.

Do oddania, moim zdaniem, również jest Henson, ale nie ma szans, żeby odszedł z Bucks. Po pierwsze – jest naszym jedynym broniącym centrem, który dodatkowo cieszy się ze swojej roli rezerwowego. Po drugie, ma tak skomplikowany kontrakt, że dopóki w życie nie wejdą nowe cap extensions, żaden klub raczej nie będzie chciał w niego inwestować.

Nie spodziewam się trzęsienia ziemi w Bucks, jak to przewiduje Woelfel. Po cichu liczę na jedną, dwie wymiany, które pozwolą nam wzmocnić defensywę i poprawić nieco atmosferę w szatni, ale mam nadzieję, że nie będzie to nieprzemyślane ściąganie weteranów, mających na siłę ratować ten sezon (który już jest nie do uratowania). Ale warto byłoby wprowadzić do zespołu kilku zawodników, dzięki którym zaczniemy wygrywać w przyszłym sezonie i w końcu przestaniemy być młodą, perspektywiczną drużyną, która zacznie odnosić sukcesy w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Reklamy