Zawsze przed meczem czuję to samo podekscytowanie polaczone z lekkim dreszczem niepewnosci i cicha nuta zwatpienia. Wchodzisz do szatni i widzisz mieszanke usmiechnietych glow, kiwajacych sie glow ze sluchawkami, skupionych glow zujacych gume i liczacych na to, ze po dzisiejszym meczu zostana wybrani do gry w NBA. 

Potem wskakujesz w stroj i po raz pierwszy lapiesz pilke. Dlonie jeszcze zimne. Pilka sie nie klei. Kolana strzelaja przy wyjsciu z szatni i zastanawiasz sie czy znowu ci jebnie sciegno przy crossoverze czy moze tym razem skonczy sie tylko na naciagnietym czworoglowym uda.

Wchodzisz na parkiet. To tylko 3 liga wronby dlatego liczysz ze nie bedzie za duzo kurzu. Profilaktycznie wycierasz buty w mokra szmate. Piszczysz podeszwami, sprawdzasz przyczepnosc i zaczynasz od truchtu. Dzwiek odbijanych pilek powoduje ze na chwile zamykasz oczy wdzieczny za to, ze mozesz robic to co tak bardzo kochasz. Odbijasz jeden raz. Drugi. Wachasz pilke i napedzasz sie do walki.

Zanim skonczy sie rozgrzewka juz nie masz sily biegac i wypijasz polowe 1.5l butelki wody. Wychodzisz w pierwszej piatce, ustawiasz sie na pozycji i czekasz na rzut sedziowski. Pilka w gorze, dwaj 197cm centrzy udaja ze skacza a ty przez ulamek sekundy jestes w stanie przysiac, ze wlasnie tu i kurwa teraz rozgrywa sie mecz o mistrzostwo wszechswiata. Pilka laduje w twoich rekach i wracasz do rzeczywistosci: pusta hala, 3 liga amatorskiej koszykowki. Zaczynasz sie modlic o chociaz jedna celna trojke choc i tak wiesz ze to sie nie uda bo z typem na gorze nigdy nie bylo ci po drodze.

Gramy!

Tak samo wazne sa dla mnie mecze przedsezonowe. Sorry, ale nawet nie wytrzymalem jednej kwarty meczu z Bykami. Mecze o nic sa dla mnie tak samo istotne jak whisky bezalkoholowa. Nie potrafie sie nimi jarac i jedyne na co licze to to, ze niedlugo sie skonczy i przyjdzie czas na prawdziwego single malta.

Reklamy