Czy jeden ze współwłaścicieli Bucks wyjdzie ze spółki?

Jamie Dinan, którego fortuna wyceniana jest na około 2 miliardy zielonych, kupił udziały Bucks warte 100 milionów $ w 2014 roku. Od tego czasu siedzi raczej w drugiej ławce, nie wychyla się przed Lasry’ego i Edensa, po cichu odrabia lekcje i liczy na niezły zysk za parę lat.

W zeszłym tygodniu Wall Street Journal opublikował dane funduszu zarządzanego przez Dinana – York Capital Management – i okazało się, że w rok stracił ponad 35% aktywów. W przeciągu 12 miesięcy jego klienci wycofali 9 miliardów dolarów (spadem z 26 na 17mld$). Założony w 1991 roku fundusz Dinana zazwyczaj przynosił zyski w wysokości 20-30% rocznie, co jest rzadko spotykanym wynikiem na rynkach finansowych.

Jakie to ma znaczenia dla Bucks? Przypomnijmy, że Lasry jest właścicielem Avenue Capital Management, Edens: Fortress Investment Group – wszyscy zatem siedzą w tym samym korycie – fundusze hedginowe i private equity – finansowanie firm, które nie są jeszcze na giełdzie. Więcej o Edensie i Larsym możesz przeczytać w moim tekście z 2014: „Kim są Wes Edens i Marc Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić?”.

Powoli zaczynają się pojawiać plotki, mówiące o tym, że Dinan będzie chciał pozbyć się udziałów Bucks w najbliższym roku, zważywszy na to, że akcje Kozłów idą teraz ostro do góry. Są zapewnienie prezydenta Milwaukee, że drużyna na pewno nie zostanie przeniesiona do innego miasta, jednak gdyby wartość klubu wzrosła do około 2 miliardów dolarów (mniej więcej tyle, ile rok temu byli warci Bulls) wszyscy trzej inwestorzy mogliby szybko spieniężyć swoją inwestycję i wycofać się z koszykówki z niezłym zyskiem.

Czy jest to prawdopodobna sytuacja? Raczej nie, bo:

a) Bucks są dopiero na początku fali wznoszącej i ich wartość w przeciągu 2-4 lat jeszcze na pewno pójdzie do góry,

b) nowa hala dopiero się buduje i bezsensowne byłoby przenoszenie klubu do innego miasta.

Ale, ciągle w głowie słyszę głosy z Seattle, szepcące złowieszczo i kuszące do grzechu. W Seattle nie ma hali i nawet gdyby ktoś byłby w stanie wyłożyć 2 miliardy na zakup drużyny, musiałby jeszcze dołożyć z 800 tysięcy na budowę nowego obiektu. Bezsensu.

Sprawa robi się nieco poważniejsza, jeśli weźmiemy pod uwagę akcje Dinana. Jest tylko mniejszościowym udziałowcem (100mln w porównaniu do 275mln na łebka Edensa i Larsy’ego), jednak pojawiają się głosy, że pozostali właściciele mogą nie być zainteresowani wykupem jego akcji w przypadku, gdyby Dinan chciał (musiał) upłynnić nieco środków. Wtedy do gry musiałoby wejść miasto, ale tu i tak prezydent wygrał ciężką walkę z mieszkańcami o wyrażenie zgody na budowę hali z pieniędzy podatników.

Póki co, sytuacja jest stabilna i nic nie zapowiada nagłego kryzysu, ale znając i interesując się rynkami finansowymi wiem, że sytuacja potrafi się drastycznie zmienić z dnia na dzień. A fakt, że na forach pojawiają się pierwsze informacje o „drobnych” problemach finansowych jednego z właścicieli Bucks może oznaczać albo nadciągającą burzę, albo po prostu chwilowy przestój w dobrze naoliwionej i sprawnie zarządzanej finansowo maszynie.

Poszła kontra #3: Michał Górny o Thonie Makerze

W przerwie między finałem Pucharu Polski a Meczem Gwiazd udało mi się namówić Michała na parę zdań o Thonie Makerze.

1. Słyszałem ostatnio zdanie że “sufit Makera to KG minus charyzma. ” Coś w tym jest czy bzdury kompletne?

Michał Górny: Tak naprawdę poza bezgraniczną miłością do Thona Makera (oczywiście w aspektach czysto koszykarskich, no homo) nie wiadomo na co go do końca stać. W perspektywie 3-4 sezonów będziemy mogli przekonać się jak wysoko zawieszony jest sufit jego talentu. Tu również wiele będzie zależało od warunków w jakich będzie się znajdował i roli jaką będzie pełnił.

2. Jako trener odnoszący sukcesy na arenie krajowej, jaka byłaby twoja rada odnośnie rozwoju Thona w tym i przyszłym sezonie?

Po pierwsze Dawid jest bardzo miły mówiąc o moich sukcesach na arenie krajowej, więc biorę ten nieco samozwańczy tytuł w ciemno heh. Po drugie – największym brakiem Thona to po prostu masa ciała. Wystarczy popatrzeć na Kevina Duranta czy Kevina Garnetta z pierwszych lat jego gry w NBA, żeby stwierdzić że nie trzeba być mieć bicepsów Davida Robinsona by dawać sobie radę w lidze. Jednak Thon potrzebuje paru kilogramów mięśni by jeszcze lepiej wykorzystywać swoją grę w post-up. Zarówno w obronie jak i ataku. Dodatkowo pomoże mu to nie odnosić kontuzji, a patrząc na jego nogi można łatwo wysnuć wniosek, iż w ciągu kilku kolejnych lat jego budowa się nie zmieni to jego nogi mogą połamać się jak zapałki. Także nic tylko jeść, ćwiczyć, jeść, ćwiczyć

3. Czy Thon Maker jako stretch center będzie w przyszłości tym brakujący ogniwem Bucks w drodze do mistrzostwa?

Obawiam się, że Bucks będą potrzebowali więcej „ogniw” by osiągnąć ten upragniony przez wszystkich cel. Jak na razie trwa proces rozwoju Giannisa i zależnie od tego jak będzie dobry w kolejnych sezonach, tak trzeba będzie budować Bucks. Innym kłopotem jest lokalizacja, która może nie ściągnąć znanych nazwisk dla zamknięcia układanki „Bucks mistrzem w trzeciej dekadzie XXI wieku”.

Pozostałe części możecie przeczytać w dziale: „Poszła kontra”.

(13-19.02) Podsumowanie tygodnia.

Tydzień, w którym wygrywamy 100% meczów jest zawsze dobrym tygodniem. Szczególnie pierwsza wygrana z Pistons była dla nas wartościowa, bo udało się zmniejszyć stratę do 8 miejsca na wschodzie do ledwie dwóch meczów. Seria trzech wygranych meczów jest również trzecią najdłuższą w NBA (po 4 mecze mają Wizards i Clippers, po 3 oprócz Bucks jeszcze tylko Cavs) i po nudnym Weekendzie Gwiazd idealnie byłoby rozpocząć najważniejszą cześć sezonu zasadniczego od wygranej z Utah.

Jesteśmy w trakcie najgorszego weekendu w sezonie. Zabawy celebrytów, śmieszne konkursy, nie-do-oglądania-od-kilkunastu-lat mecz gwiazd – wszystko to jest tylko przedsmakiem kilku gorących dni, jakie nas czekają od poniedziałku. Trade deadline w czwartek! A to znaczy, że przez prawie tydzień czekamy na kolejne ruchy z udziałem Bucks.

Ale, dla przypomnienia:

Wygrana z Pistons 102 – 89
brogdonObejrzyj ten mecz, jeśli chcesz zobaczyć fajny (momentami nawet z wyższej półki) ball movement Bucks (26 asyst przy 40 FG), skuteczne izolacje na Beasley’a i Moose’a (51% z gry) i grę Milwaukee BEZ dominującego Giannisa. W pewnym momencie drugiej kwarty prowadziliśmy już 41-27, a do przerwy zeszliśmy z prowadzeniem 51-34 – Beasley miał wtedy na koncie 16 punktów, Monroe 17, a Giannis 0.

Wygrana z Nets 129 – 125
giannis-aprrovesBędzie tak – umawiasz się z nią po raz pierwszy na 18:00 w jakiejkolwiek restauracji. Pijecie piwa. Popijacie wódką. Tańczycie. Potem idziecie na frytki. Kończycie knyszą pod dworcem. Wychodzisz od niej z chaty przed śniadaniem, żeby uniknąć mówienia niezręcznego: „no wiesz… jasne, że zadzwonię…”. Zrobiłeś swoje, życie toczy się dalej.* Są w życiu faceta sytuacje, w których z góry oczekuje pewnych rezultatów i tak właśnie było w meczu z Nets.

Klub Kibica Bucks odwiedził ponownie Maciej Kwiatkowski

Bucks at Wizards 11/01/14

Paradoksalnie Bucks mimo wszystko wzmocnili się w ostatnim tygodniu. Khris Middleton bardziej powinien im pomóc, niż Jabari Parker osłabić. Nawet w grudniu oczekiwanie, że Bucks włączą się do walki o przewagę parkietu w I rundzie play-offów, wydawało mi się zbyt wygórowane. W tym momencie celem jest awans do play-offów i to czy Bucks uda się do nich wejść będzie w dużej mierze zależeć właśnie od Jasona Kidda.

Giannis gościem „The Jump” na ESPN.

Jednym z plusów tego, że Giannis jest w pierwszej piątce Meczu Gwiazd, jest to że możemy oglądać/czytać/słuchać coraz to więcej materiałów z jego udziałem. Jak masz 10 minut wolnego i znudziła ci się już „debata” #plkpl, zapuść filmik poniżej. W nim. m.in.:

  • prowadząca siedząca obok Giannisa robi wszystko, żeby tylko nie zaczepiać go nogami pod stołem.
  • o ciągłym rozwoju Giannisa,
  • o koszykarskim IQ Thona Makera,
  • o wpływie kontuzji Parkera na przyszłość Bucks,
  • Tmac do Giannisa: „Jak tylko nauczysz się regularnie trafiać z dystansu, będziesz jednym z lepszych zawodników, którzy kiedykolwiek grali w NBA.”
  • plus kilka innych ciekawostek.

Enjoy:

Recap Nets: oczekiwana wygrana w meczu na styku.

Bucks @ Nets  129 – 125

Będzie tak – umawiasz się z nią po raz pierwszy na 18:00 w jakiejkolwiek restauracji. Pijecie piwa. Popijacie wódką. Tańczycie. Potem idziecie na frytki. Kończycie knyszą pod dworcem. Wychodzisz od niej z chaty przed śniadaniem, żeby uniknąć mówienia niezręcznego: „no wiesz… jasne, że zadzwonię…”. Zrobiłeś swoje, życie toczy się dalej.* Są w życiu faceta sytuacje, w których z góry oczekuje pewnych rezultatów i tak właśnie było w meczu z Nets. Oczekiwałem wygranej i mimo tego, że 129-125 nie jest szczytem marzeń, cieszy niezmiernie trzecia wygrana z rzędu i bardzo dobre zakończenie pierwszej części sezonu.

Mecz zaczął się przedziwnie. Lopez zaczął od trzech szybkich trójek, po których za każdym razem piłka lądowała w rękach Giannisa, który chciał skończyć akcję przed ustawieniem obrony Nets. Taka punkt-za-punkt koszykówka utrzymywała się przez całe spotkanie: najpierw było 18-16, ale kwartę zamknęliśmy celnym fade-away’em Middletona wygrywając 39-33. Jak fatalnie wyglądała obrona Nets w pierwszych 12 minutach niech świadczy nasza skuteczność z gry: 71%. CHORE! Do przerwy nie udało się odskoczyć i po celnej dobitce Monroe zeszliśmy do szatni prowadząc 62-60. A ja w głowie słyszałem tylko echo: „de-fence!”. „de-fence!” Czy mówiłem wam kiedyś, jak bardzo nie lubię ofensywnej koszykówki i że jestem retro maniakiem twardej, brzydkiej, brudnej i nieustępliwej gry w obronie? Jeśli tak, to wyobraźcie sobie teraz, z jakim zafascynowaniem oglądałem ten mecz…

Chłopaki zaimponowali mi w końcówce, bo nie spierniczyli meczu na styku. Od stanu 117-115 Giannis najpierw sam rzucił dwa punkty, a potem znalazł nie krytego pod koszem Monroe i udało się odskoczyć na 4 oczka. Potem Dimwiddie zdobył cztery punkty z rzędu, a kiedy rzut Middletona w kolejnej akcji wyglądał gorzej niż atak Barcy w meczu z PSG, znikąd pojawił się Giannis, który dobitką znowu wyprowadził nas na prowadzenie 125-121. Potem nudne osobiste, spokojnie zamienione na punkty przez Middletona. Brawo, że tym razem udało się to dowieźć do końca!

Kilka uwag.

  • Zacznę od Middletona. Po raz pierwszy od powrotu zagrał 13 z minut z rzędu (w sumie 26) i znowu muszę to powiedzieć – byłem pod wrażeniem tego, w jakiej już jest formie. Momentami jak zabierał się za rozgrywane wyglądał pewniej i lepiej niż Delly. Nie wiem, jakie są jego limity minutowe w tym sezonie, ale patrząc na to, co zrobił z Nets, aż chciałoby się go widzieć w większym wymiarze czasowym.
  • Giannis, po cichym i spokojnym meczu z Detroit, dzisiaj był na istnym wkurw-mode i atakował kosz przy każdej okazji. W sumie oddał 25 rzutów i pewnie gdyby nie dobra noc Middletona, przekroczyłby 30.
  • Beasley jest w formie! I jest, kurwa, głodny. Popatrz na niego w iso – nie ma nawet chwili zawahania w stylu: „podać? rzucić?” Jest tylko rzucić. Ciąg na kosz większy niż Charliego Harpera na dziwki.
  • To było 8 z rzędu zwycięstwo Bucks nad Nets.

W końcu udajemy się na długo oczekiwaną przerwę. Wracamy dopiero 24 lutego w meczu z Utah z Milwaukee, z którymi przegraliśmy 5 z ostatnich 6 spotkań.

*boję się, że mój syn kiedyś trafi na tą stronę i skwituje krótkim: „Tato, ale byłeś żałosną szmatą.”

bucksnets1602

Zapowiedź: wygrać z Nets i jechać na długi weekend.

Już za parę godzin zmierzymy się z Nets, których największym osiągnięciem jakim mogą się w tej chwili pochwalić to seria 15 przegranych meczów na własnym parkiecie z rzędu. Dla nas, ewentualna wygrana będzie trzecią z kolei i nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem jeśli powiem, że oczekuję tylko wysokiego zwycięstwa Bucks. Z bilansem 24-30 jesteśmy w tej chwili na 9 miejscu, tylko jeden mecz za Pistons.

Nets są w tej chwili zespołem, który w stylu zarządzania i budowania składu bardzo przypomina mi Orlando. W ciągłej przebudowie, bez jakiejkolwiek strategii i długofalowego myślenia. Kilka szybkich faktów o Nets:

  • Nie mają ŻADNEGO picku w drafcie 2017.
  • Przegrali 15 meczów z rzędu u siebie.
  • Wygrali 5 z ostatnich 46 meczów.
  • Ofensywnie zajmują przedostatnie miejsce w lidze – pomimo tempa na poziomie 101,4 (1 miejsce w NBA) .
  • Są na trzecim miejscu w lidze pod względem oddanych trójek (32 na mecz). W trzech dotychczasowych meczach z Bucks (wszystkie przegrali) oddawali średnio po 38.
  • Fatalne shot selection + dużo oddawanych trójek + dobra deska w obronie = masa kontrataków. A w takim graniu czujemy się najlepiej.
  • W meczu na pewno nie zobaczymy wciąż kontuzjowanego Jeremy’ego Lina. Występ Quincy Acy’ego stoi pod znakiem zapytania.
  • Bucks wygrali 9 z 10 ostatnich spotkań z Nets odkąd Jason Kidd opuścił Brooklyn w sezonie 2013-14.

Chciałbym zobaczyć obronę podobną do tej, która zaserwowaliśmy z Pistons w ostatnim spotkaniu. Był to pierwszy mecz od trzeciego stycznia, w którym udało nam się zatrzymać przeciwników poniżej 100 punktów. Po części dlatego, że w końcu agresywnie kryliśmy, ale duża w tym również zasługa samych Pistons, którzy praktycznie cały czas grali przez środek na Dummonda i oddali tylko 21 trójek. A krycie im bliżej kosza i w dużym tłoku, tym lepiej dla Bucks. To właśnie swingowanie, gra piłką, rozciąganie ofensywy i demolowanie nas z dystansu przyprawia nam najwięcej problemów. Nets teoretycznie mają to wszystko, minus trafianie. Tak więc będzie dobrze.

Początek meczu o 1:30. Widzimy się!

 

RETRO: O czym kibic Bucks musi pamiętać w 2014 roku?

Kolejny mecz dopiero dzisiaj w nocy (1:30 na wyjeździe z Nets), a mnie z rana wzięło na wspomnienia. Szukając na stronie czegoś kompletnie nie związanego z Bucks, trafiłem na wpis z 2013 roku, w którym zastanawiałem się, czego mniej więcej spodziewać się po Bucks w 2014 roku. Krótki tekst, dlatego polecam lekturę do porannej kawy w pracy.

1. Bucks są obecnie na etapie budowania wsparcia zarówno finansowego jak i politycznego koniecznego do postawienia nowoczesnej hali w Milwaukee. Niestety, obecny rząd nie ma zamiaru dawać ani dolara z publicznych pieniędzy na drużynę, która od lat nie ma żadnych sukcesów. Trochę statystyk, żeby to potwierdzić znajdziecie poniżej.

2. Licząc od roku 1991, Bucks mają siódmy najgorszy stosunek zwycięstw w sezonie zasadniczym.

3. Jeszcze inne statystyki pokazują, że licząc od roku 1991 jesteśmy w końcowej piątce jeśli chodzi najgorsze kluby NBA. Od 1991 mieliśmy tylko jeden sezon z ponad 50 wygranymi (2001) i tylko jeden, w którym awansowaliśmy poza pierwszą rundę playoffów (2001). Auć.

4. Kiepawi Bucks mieli tylko jednego all-stara w ostatniej dekadzie (Michael Redd w 2004). W pozostałych weekendach gwiazd nie mamy żadnego uczestnika, nawet w meczach debiutantów/drugoroczniaków, czy w konkursie trójek. Tylko Desmond Mason w konkursie wsadów uratował nieco honor.

5. Brak sukcesów, związany z brakiem porywających zawodników  spowodował drastyczny spadek liczby kibiców BMO Bradley Center. Kiedy w sezonie 2001/02 doszliśmy do finałów konferencji, średnio na mecze przychodziło 18178 osób. W ostatnich sezonach zajmujemy ostatnie miejsca w lidze ze średnią widzów oscylującą w granicach 15000. Nawet mecze z udziałem Kobego czy Lebrona nie gwarantują kompletu publiczności.

6. Obecna fatalna pozycja Bucks wcale nie zależy od tego, że Milwaukee to wieś i small market, ale od kiepskiego zarządu (o czym niedługo nieco więcej). Podobnie w Milwaukee wyglądała sytuacja z Packers i Brewers, którzy przez okres około 20 lat nic nie znaczyli w MLB i NFL, a po zmianie zarządu stali się jednymi z mocniejszych drużyn w swoich ligach.

7. Przez ostatnie dziesięć, może nawet dwadzieścia lat, w Bucks zatrudniany jest bardzo mało kreatywny zarząd, który podejmuje strasznie krótkoterminowe i chaotyczne decyzje kadrowe. Chorą sytuacją jest to, że decyzje o zatrudnieniu zawodników podejmuje GM i jego ludzie, trener z asystentem, potem ich decyzje są wetowane lub zatwierdzane przez właściciela Kohla, któremu zależy na tym, żeby drużyna zawsze walczyła o playoffy (nawet w tym sezonie takie są jego oficjalne oświadczenia).

8. Bucks istnieją tylko i wyłącznie na łasce Kohla, który w niedalekiej przyszłości będzie musiał (jeśli nie chce upadku Kozłów w Milwaukee) poświęcić bagatela 200-250 milionów ewentualnego zysku ze sprzedaży klubu na budowę nowej hali. Jeśli tego nie zrobi, trzeba będzie liczyć na wsparcie lokalnego rządu i mieszkańców, na budowę hali z budżetu miasta.

9. Z drugiej strony, ani mieszkańcy, ani tym bardziej politycy, nie zgodzą się na wydanie lekką ręką publicznej kasy, jeśli nie będzie nadziei na poprawę sytuacji w klubie i lepsze wyniki. Z tym będzie cholernie ciężko, bo Bucks niechętnie się przebudowują. Jest nadzieja, że po tym sezonie uda nam się wylosować TOP5 pick w drafcie zamiast ściągania na kolejne lata przepłaconych weteranów, którzy nie mają nic wspólnego z budowaniem wieloletnich sukcesów.

10. W czasie, gdy odnosiliśmy największe sukcesy, bazowaliśmy głównie na zawodnikach wybranych w pierwszej piątce draftu. Kareem Abdul-Jabbar, Marques Johnson, Sidney Moncrief, Glenn Robinson, Ray Allen czy Andrew Bogut. Bucks NIGDY nie mieli +50 sezonu albo wygranej serii w playoffach bez zawodnika wybranego w czołówce draftu. .

11. W poprzednich dwudziestu latach ponad 70% zawodników, którzy zagrali co najmniej dwa razy w meczu gwiazd zostali wybrani w pierwszej piątce draftu. To tak na marginesie. Przed draftem 2014 jest szansa na wylosowanie którejś z potencjalnych gwiazd, jak Wiggins, Parker czy Randle (tak, Randle, zapraszamy).

12. Jeśli Bucks zdecydują się oficjalnie na przebudowę, mają kilku weteranów do oddania, którzy mogą być ciekawi dla zespołów walczących w playoffach. Ersan Ilyasova, Zaza Pachulia, Caron Butler, Gary Neal czy Luke Ridnour nie będą stanowili o najbliższej przyszłości Bucks i spokojnie można ich oddać za jakieś picki w przyszłym drafcie i spadające kontrakty.

13. Nie mówmy, że oddawanie weteranów to tankowanie. To po prostu dawanie więcej minut dla młodych i utalentowanych Kozłów jak John Henson, Larry Sanders, Giannis Antetokounmpo, Brandon Knight, Nate Wolters i Kris Middleton. Dodatkowym plusem takiej strategii może być ewentualnie wyższy pick w przyszłorocznym drafcie.

Org. artykuł z 30.12.2013 znajdziesz tutaj.

Recap: Wygrywamy z Detroit 102-89 mimo najgorszego meczu Giannisa w sezonie.

pistonsbucks1402

Beasley w pierwszej (5/5 z gry, 23pkt) i Monroe (25pkt i 13zb) w drugiej kwarcie byli motorami napędowymi Bucks w dniu, kiedy praktycznie nie mieliśmy żadnego wsparcia ze strony Giannisa (tylko 8 punktów, 4 zbiórki i 6 asyst). Było to nasze drugie z rzędu pewne zwycięstwo, które trzymaliśmy pod kontrolą praktycznie od początku do końca spotkania. Dzięki niemu zbliżyliśmy się nieco do 8 miejsca na wschodzie i dalej liczymy się w walce o playoffy.

Obejrzyj ten mecz, jeśli chcesz zobaczyć fajny (momentami nawet z wyższej półki) ball movement Bucks (26 asyst przy 40 FG), skuteczne izolacje na Beasley’a i Moose’a (51% z gry) i grę Milwaukee BEZ dominującego Giannisa. W pewnym momencie drugiej kwarty prowadziliśmy już 41-27, a do przerwy zeszliśmy z prowadzeniem 51-34 – Beasley miał wtedy na koncie 16 punktów, Monroe 17, a Giannis 0. W ogóle to była dobra połowa w wykonaniu Bucks – oprócz skutecznego ataku, naszej obronie udało się wymusić 11 strat (średnia Pistons na mecz w tym sezonie 12).

  • Jarałem się możliwością oglądania pojedynku Maker kontra Drummond, ale jak się już zdążyłem przyzwyczaić, gra Thona to jeszcze jedna wielka loteria. Świetną obronę 1-na-1 potrafi przeplatać z błędami typowymi dla nieogranych 19-latków. W jednej akcji podjął błędną decyzję i pobiegł kryć gracza na obwodzie, dając Drummondowi łatwe punkty spod kosza. W kolejnej zaplątał się we własne nogi, próbując spłodzić akcję do TOP10 i w rezultacie stracił piłkę. W drugiej kwarcie zabił się na obręczy przy próbie wsadu. Nie wiadomo, czego się po nic spodziewać, ale takie już są uroki surowych, nieogranych i niedoświadczonych debiutantów.
  • Napiszę o nim jeszcze raz, bo w pierwszej połowie mieliśmy istne Beasley show. Michael grał jak nawiedzony, trafiał wszystko i z każdej pozycji. Dobrze zobaczyć mecz w którym przypomina nam, dlaczego kiedyś został wybrany z drugim numerem w drafcie.
  • Po meczu odpoczynku wrócił Middleton (11 punktów), który momentami brał się nawet za rozgrywanie. Dołożył do tego dwa fajne step-backi, które wyglądały już tak, jakby odzyskiwał pewność i szybkość sprzed kontuzji.
  • Co się stało z Giannisem? Dlaczego oddał tylko 9 meczów w meczu? Nie wyglądał na chorego. Ani na zmęczonego. Sprawiał wrażenie zawodnika, który widząc dzień konia Beasley’a i Monroe świadomie odsunął się w cień i przejął rolę pomocnika, a nie lidera. Dla mnie był to bardzo ważny mecz, ponieważ pokazał, że potrafimy grać jako zespół nawet wtedy, kiedy Giannis robi sobie chwilowy odpoczynek od bycia kosmitą. Nawet mimo tego, że graliśmy „tylko” z Detroit. Przepraszam, dla Bucks nie ma przeciwników z kategorii „tylko”. Boleśnie przekonałem się o tym w meczu z Lakers…
  • Był to pierwszy mecz od spotkanie z OKC 2 stycznia tego roku (98-94), gdzie udało nam się zatrzymać przeciwników poniżej 100 punktów. Tym samym przerwaliśmy najdłuższą od prawie 20 lat serię meczów z +100 straconymi punktami (o ile dobrze pamiętam, 19 albo 20 z rzędu).

Nie marudzimy, tylko cieszymy się z wygranej. Przed nami mecz wyjazdowy z Nets w środę w nocy – kolejny, który w teorii powinniśmy wygrać. Widzimy się!

Zapowiedź Pistons: dalej walczymy o 8 miejsce na wschodzie.

Zawsze jak gramy z Detroit albo Knicks zastanawiam się, czy tak właśnie czuje się większość kibiców NBA, gdy przychodzi im grać z Bucks. Niechęć do porannego wstawania i odbijające się w głowie pytanie: „Kurde, znowu oni?” – tak to u was mniej więcej wygląda?

W każdym razie, w nocy gościmy Pistons, a ja już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć 10 minutowy pojedynek: Maker vs Drummond. Z jednej strony Andre goniący Thona na obwód, a z drugiej Drummond wbijający Makera w parkiet. Duży test dla naszego podkoszowego, który pewnie znowu dostanie swoją szansę w pierwszej piątce.

Co mają zrobić Bucks?

Przede wszystkim rozciągać grę kiedy tylko się da. Piątka, która zaskoczyła w Indianapolis (Delly, Snell, Beasley, Antek i Thon) może równie dobrze sprawdzić się w meczu z Pistons, pod warunkiem, że rzut będzie siedział. Do tego koniecznie trzeba bronić z taką intensywnością, jak w poprzednim meczu z Pacers. A przez „intensywną obronę” mam na myśli ograniczenie Drummonda pod koszem, powstrzymanie Harrisa i nie dopuszczenie, żeby Jackson się rozpędził…

Dla Bucks jest to bardzo ważne spotkanie – przy wygranej zarówno w nocy, jak w i kolejnym meczu z Nets, mamy realne szanse na ponowne zbliżenie się do 8 miejsca na wschodzie jeszcze przed przerwą na Weekend Gwiazd.

Pistons przyjeżdżają do nas prosto po cholernie imponującej wygranej w Toronto – cudem odrobili 16 punktową stratę, a KC-P zapewnił Tłokom wygraną trójką na 13 sekund przed końcem. Dzięki tej wygranej Detroit zrównali się z Bulls na 7 miejscu na wschodzie.

Początek meczu o 2:00 w nocy.

Poszła kontra #2: co dalej z Bucks? z @mackwiatkowski

Tydzień temu a poniedziałek spotkaliśmy się po raz pierwszy : „Poszła kontra. Maciek kończy z góry.”

Dla tych, którzy trafili tu po raz pierwszy, szybkie przypomnienie. Chciałbym, żebyśmy raz w tygodniu poznawali opinię polskich ekspertów NBA na temat Bucks. Stąd pomysł na dział „Poszła kontra” – 3 podania, jeden kozioł, szybkie i łatwe punkty. Coś jak x-na-x , tyle że na szybko. W sam do porannej kawy. Jedziemy z #2.

Dawid: Kontuzja Parkera to gigantyczny cios dla Bucks. Czy myślisz, że Kozły powinny już zacząć rozważać jego wymianę jak tylko wróci do zdrowia i regularnego grania?

Maciej Kwiatkowski: Nie. Teraz Bucks powinni dać mu możliwie najlepsze wsparcie na wszystkich polach rehabilitacji – fundusze, rehabilitantów i psychologów. Wszystko czego potrzebuje. Mogą też sprawdzić czy są w stanie wykorzystać kłopoty zdrowotne Parkera, aby zaoferować mu niższy kontrakt teraz, gdy mogą od 1 lipca przedłużyć z nim umowę. Kiedy wróci, nie powinni rozważać jego wymiany, tylko wciąż dawać mu support. Kluby będą bały się pozyskiwać 22-latka po dwukrotnie zerwanym ACL-u w tym samym kolanie. Parker będzie potrzebował więc co najmniej roku na to, aby kluby pozbyły się wątpliwości co do przyszłego jego stanu zdrowia.

W świetle fatalnej gry w ostatnich 15 meczach pojawiają się głosy, że Bucks powinni zwolnić Kidda. Słusznie?

Tak. Nie wydaje mi się, że powinni zrobić to przed zakończeniem sezonu, ale te głosy są zrozumiałe i John Hammond powinien wykorzystać dwa pozostałe miesiące na dokładną ewaluację tego co robi Kidd. Plan taktyczny Bucks – co pisałem u Ciebie ostatnim razem – jest dla mnie zrozumiały. Martwią mnie dwie poważne rzeczy: 1) Zaginął gdzieś ten feeling Kidda do dokonywania odpowiednich usprawnień w trakcie samych spotkań. Jeszcze, gdy w grudniu Bucks wygrywali mecze, pisałem na Szóstym Graczu, że ten agresywny koncept obrony, nie powinien być używany w starciach z zespołami, które mają kłopoty ofensywne. Podwajanie kozłujących, przesuwanie dodatkowego obrońcy ze słabej strony – to potrafi tylko napędzać ataki rywali, bo daje im nagle możliwośc gry 4-na-3 w ataku pozycyjnym i złapanie flow. Czasem lepiej odpuścić, cofnąć się i bronić mocno 1-na-1 i bardziej klasycznie. Ten „over-helping” działa negatywnie dla Bucks w konkretnych matchupach. Kidd nie reagował w grudniu i nie reaguje w tym roku. 2) Decyzje dotyczące rotacji – zminimalizowanie roli Mirzy Teletovica, używanie Thona Makera jako startera, ogólna niemożność znalezienia rotacji na pozycji centra. Te dwie kwestie do końca sezonu powinny być pod wnikliwą obserwacją managementu.

3. Czy można już śmiało powiedzieć, że sezon Bucks jest już w tej chwili stracony? Walczyć dalej o playoffy czy tankować i ogrywać Makera?

Nie. Paradoksalnie Bucks mimo wszystko wzmocnili się w ostatnim tygodniu. Khris Middleton bardziej powinien im pomóc, niż Jabari Parker osłabić. Nawet w grudniu oczekiwanie, że Bucks włączą się do walki o przewagę parkietu w I rundzie play-offów, wydawało mi się zbyt wygórowane. W tym momencie celem jest awans do play-offów i to czy Bucks uda się do nich wejść będzie w dużej mierze zależeć właśnie od Jasona Kidda (pytanie nr 2).

(06-12.02) Podsumowanie tygodnia Bucks. Coś przegapiłeś?

Miniony tydzień nie był łatwy dla fanów Bucks. Nie dość, że doznaliśmy dwóch paskudnych porażek, to jeszcze straciliśmy na kolejny sezon Parkera. Dla tych, którzy nie mieli możliwości regularnego śledzenia Bucks, zapraszam do szybkiego podsumowania najważniejszych wydarzeń z Milwaukee.

Porażka z Heat 88-  106
giannisheatSpotkanie, które miał być świętem i celebrowaniem wielkiego powrotu Middletona, niespodziewanie, jak w najczarniejszych snach nawiedzających cię po przeterminowanych grzybach, zamieniło się w koszmar niczym zaproszenie na backstage po koncercie Justina Biebera, na który poszedłeś tylko po to, żeby twoja 15 letnia córka nie zabrała swojego 21 letniego chłopaka.

Porażka z Lakers 114 – 122
kiddfacepalm(…) pierwsza połowa była najgorszą w historii Bucks. 47 punktów straconych po pierwszej kwarcie  (drugi wynik w historii NBA i najwięcej od 1987 roku !! – 76 do przerwy), obrona pozwalająca trafiać Lakersom z 80% skutecznością, niewymuszone straty w ataku, brak jakiejkolwiek płynności gry.

Zwycięstwo z Pacers 116 – 100
giannisKiedy w drugiej kwarcie ogień złapał Mirza i rzucił 11 z rzędu punktów dla Bucks, myślałem, że już nie wróci na ławkę i nikt inny nie da rady oddać rzutu z gry. Chłopak złapał taką pewność siebie, że nawet z Georgem patrzącym mu prosto w oczy z odległości 10 cm trafiał bez problemu

Kontuzja Parkera i 12 miesięcy rehabilitacji
Cały dzień chodziłem do tyłu. Żona się ze mnie śmieje, że przejmuję się pierdołami, które mnie bezpośrednio nie dotyczą. Dzwonią do mnie znajomi z kondolencjami i wyrazami współczucia, jakby zmarł mi ktoś z bliskiej rodziny. Przy okazji odnowiłem trzy kontakty, które się urwały (jak ACL Parkera!!!) co najmniej 12 lat temu. Przez pół dnia fani Bucks liczyli na najlepsze, spodziewając się najgorszego.

Szukaliśmy formy Bucks
Obejrzyjcie mecz z Utah, a zobaczycie, co mam na myśli pisząc o fatalnej obronie. Jazzmani rozgryźli nas perfekcyjnie, nastawiając się na trójki z narożników, których po prostu nie umiemy kryć. To pewnie jedna z tych rzeczy, jakie miał Shaq rzucając wolne. Każdy musi mieć jaki niewyuczalny element gry i w naszym przypadku jest to bronienie trójek.

Klub Kibica Bucks odwiedził Maciej Kwiatkowski

(…)Zakładam wariant optymistyczny, że Middleton w ciągu kilku tygodni wróci do bycia sobą. To jednak mimo wszystko okaże się za mało. Oczywiście pozytywne będzie dla Bucks wywalenie z rotacji Jasona Terry’ego, przejęcie minut Tony’ego Snella przez Middletona i przerzucenie Snella na ławkę. Mam jednak wrażenie, że deal z Charlotte jest preludium do kolejnej wymiany.

Recap: w końcu mecz Bucks, który dało się oglądać. Wygrana z Pacers 116-100

pacers1202final
Bucks w końcu zagrali dobry mecz, już od pierwszego gwizdka przejmując inicjatywę. Rekordowe w sezonie 17 celnych trójek (wielka w tym zasługa gorrrrrącego Teletovicia), momentami bardzo dobra obrona, ograniczenie niepotrzebnych strat no i fantastyczny Giannis – to główne powody, dzięki którym udało nam się przerwać serię porażek i w końcu zakończyć mecz zwycięstwem.

  • Maker zaczął mecz na centrze i momentami widać było, że obrona Pacers nie do końca wie, co z nim zrobić. Trafił trzy trójki, dwie z narożników, a jedną po pick’n’popie z Giannisem. Szczególnie ta druga akcja zapadła mi w pamięci, próbowali ją jeszcze dwa razy, ale niestety bez punktów. Wysoka zasłona dla Giannisa, przy zasięgu Antka i Thona jak tylko zostanie dopracowana, może być zabójcza. A jeszcze dodajmy do tego możliwości Makera – albo ścięcie pod kosz i ewentualny rzut/odegranie, albo ucieczka za obrońcę i palnięcie za trzy. Fajnie dzisiaj wyglądała ich współpraca.
  • Kiedy w drugiej kwarcie ogień złapał Mirza i rzucił 11 z rzędu punktów dla Bucks, myślałem, że już nie wróci na ławkę i nikt inny nie da rady oddać rzutu z gry. Chłopak złapał taką pewność siebie, że nawet z Georgem patrzącym mu prosto w oczy z odległości 10 cm trafiał bez problemu. To, w jaki sposób zagrali dzisiaj rezerwowi: właśnie Teletovic (19pkt) i Moose-Brothers (po 17 punktów każdy) w dużej mierze dało nam zwycięstwo.
  • Zbyt wiele w ataku nie dał nam Vaughn, ale w 25 minut na parkiecie popisał się dwoma blokami i naprawdę solidną defensywą. Ciekawi mnie, w jaki sposób Kidd wrzuci do go rotacji pod nieobecność Parkera i momentami Middletona (dzisiaj odpoczywał, żeby nie grac back-to-back).
  • Na parkiecie po raz kolejny nie pokazał się Henson, który momentami sprawia wrażenie lepszego zawodnika, kiedy nie musi wykonywać swojej pracy i po prostu cieszy się ze zdobytych punktów kolegów z ławki.
  • W końcu mogę napisać coś dobrego o obronie Bucks, mimo tego, że momentami znowu zapominaliśmy kryć w narożnikach:conrnerthreesindianaWszystkie powyższe zrzuty zakończyły się celnymi trójkami. Mimo tego w końcu byliśmy agresywni, Delly wyłączył całkowicie z gry Teague’a (tylko dwa oddane rzuty i 2 punkty), Snell świetnie radził sobie z Georgem (4/11 z gry, 13 punktów i aż 5 strat). Z ławki dobre zmiany dali Vaughn (o czym pisałem wyżej) i Brogdon. Brawa w końcu za przekazywanie w obronie, dobre krycie p’n’r i nie dopuszczanie do czystych rzutów spod kosza.
  • Ciekawi mnie, do ilu skoczy USG% Giannisa (w tej chwili chyba już koło 30% o ile dobrze pamiętam). Każda piłka szła przez niego, udało się zgrać kilka eleganckich hand-offów ze Snellem (4/5 za trzy, 13 punktów), szybkie napędzanie kontr i,co najważniejsze, w końcu agresywne wbijanie pod kosz i granie na pełnym gazie. Plus, ta akcja, po której obudziłem sąsiadów głośnym „KU%^%WA NIEEE!!!” :

Poniżej jeszcze pełny skrót ze spotkania. Warto poświęcić 8 minut.

Kolejny mecz z Detroit w nocy z poniedziałek na wtorek.

Recap [Lakers]: Tragiczna pierwsza połowa, magiczny run w drugiej.

Bucks vs Lakers 114 – 122

Pisałem wczoraj, że oglądanie tego meczu nie jest obowiązkowe, ale po cichu liczyłem na to, że nie będzie tragicznie. Przeliczyłem się, bo pierwsza połowa była najgorszą w historii Bucks. 47 punktów straconych po pierwszej kwarcie  (drugi wynik w historii NBA i najwięcej od 1987 roku !! – 76 do przerwy), obrona pozwalająca trafiać Lakersom z 80% skutecznością, niewymuszone straty w ataku, brak jakiejkolwiek płynności gry. Pierwszą połowę uratował jedynie Michael Redd, który dołączył do komentatorów i podzielił się paroma ciekawostkami ze swojego życia po zakończeniu kariery. Pomimo runu w drugiej połowie, przegraliśmy zasłużenie 114-122, po raz 19 z rzędu tracąc 100+ punktów – najdłuższa tego typu seria Bucks od 1994 roku.

  • Giannis lubi grać z LAL. Swoje pierwsze w karierze triple double zaliczył właśnie z nimi, a teraz ustanowił swój nowy rekord punktowy, po raz pierwszy w karierze przełamując barierę 40 punktów. Byłem ciekawy, jak zagra w pierwszy meczu bez Parkera i widać było, że jest bardziej aktywny bez piłki. Już w pierwszej kwarcie zaliczył trzy ścięcia pod kosz (do tej pory to tylko 1% jego wszystkich akcji), które były głównym zadaniem Jabariego. Później przestałem liczyć, zdemotywowany postawą Bucks. Jestem też bliski stwierdzenia, że reszta tego sezonu to będzie nabijanie statystyk Giannisa, bo póki co oprócz niego, nie mamy nikogo kto mógłby regularnie zdobywać punkty.
  • Zgodnie z oczekiwaniami, w pierwszej piątce wyszedł Thon Maker. Dał się szybko objechać Randle’owi (wsad z faulem) i widać było, że odstępował Juliusowi nie tylko siłą, ale i prędkością. Jeśli będzie ustawiany na czwórce, może być problem z kryciem zawodników, którzy mają szybki pierwszy krok. Póki co pozostaje opcja ze stretch-czwórą. W pewnym momencie trzeciej kwarty Kidd ustawił go na centrze i wyglądało na to, że czuje się tam lepiej. Sama jego obecność pod koszem nieco zdezorientowała ofensywę Lakers. Mimo tego, że parę razy Zubac go objechał (w ogóle, mecz życia Zubaca!), jedna akcja była piękna – Thon w ataku uciekł do narożnika, zostawiając zdezorientowanego Zubacza pod koszem, dostał podanie od Giannisa i niekryty trafił trójkę. Możesz się ze mną nie zgodzić, ale nie trenowałbym Makera na potencjalnego zastępcę Parkera na PFie. Ustawiałbym go od razu na centrze i liczył na to, że będzie wyciągał środkowych spod kosza.
  • Po szybkich faulach w obronie Makera, na parkiecie pojawił się Middleton. Najpierw idealnie dograł do ścinającego Giannisa, a potem trafił swoją pierwszą w tym sezonie trójkę.
  • Po raz kolejny zaczynamy mecz w fatalnym stylu (ile jeszcze razy?) a potem zostawiamy serce na parkiecie i prawie odrabiamy 19 punktową stratę. Fajnie by było zobaczyć w końcu Kozły grające mecz na jednym poziomie.

Obejrzyjcie skrót pierwszej kwarty. Jak nie zaśniecie w tych kilka minut, obejrzyjcie też run z czwartej kwarty. Oby dzisiejszy mecz z Pacers był lepszy (zapowiedź później).

Zapowiedź [LAKERS]: Nie łamiemy się, gramy dalej!

Co prawda jeszcze do mnie do końca nie dotarło, że być może byliśmy świadkami najlepszych 50 meczów Parkera w jego karierze. Cały czas uczę mojego syna, że nie ważne jak często przegrywasz, ważne, że potrafisz szybko się podnieść i spróbować walczyć dalej. To samo dotyczy teraz Bucks – już o 2:00 w nocy podejmiemy Lakersów, którzy przyjadą do nas po ostatniej porażce z Pistons 102-121.

Bucks są w najgorszym dołku od kilku miesięcy. Fatalne wiadomości z Parkerem były jak scena z książki Kinga „Carry”, w której na balu maturalnym oblano główną bohaterkę krwią i flakami świni. Tyle, że teraz zamiast krwi, na Kozły spadła tona gówna.

  • Nasza obrona nie istnieje. W ostatnich 4 meczach pozwoliliśmy przeciwnikom oddać aż 56 trójek z rogów, co wykorzystywali w 38%. Nie pomagamy na zasłonach. Nie komunikujemy się przy przekazaniach. Nie zastawiamy deski. Po prostu nie bronimy!
  • Giannis stracił moc. Statystycznie nabija swoje, ale wygląda na zrezygnowanego. Albo znudzonego. Pamiętacie, jak na początku sezonu walczył o każdą piłką, jakby od tego zależała ważność jego wizy. Teraz tego nie ma. Nie wiem, czy to spadek motywacji po tylu porażkach z rzędu, ale faktem jest że przydało by się niezłe, przepraszam za kolokwializm, pierdolnięcie w szatni, żeby trochę chłopaków ocucić.
  • Skoro o pierdolnięciu w szatni mowa, na forach Bucks pojawiają się modły o zwolnienie Kidda.

A co u Lakers? Dalej walczą o TOP pick w drafcie i, co nie jest dobrą zapowiedzią przed tym meczem, mają drugą najgorszą obronę w lidze (110.2, a przed nimi tylko Nuggets). W meczu dwóch fatalnych defensyw i szalonych ofensyw, czeka nas pojedynek, który może być trudny do oglądania. Czekam głównie na pojedynek Middleton w obronie vs Lou Williams w ataku.

  • Być może zobaczymy już DeAngelo Russela, który opuścił sporo meczów z powodu kontuzji kolana.
  • W ostatnim meczu Lakers zaczęli z Tarikiem Blackiem na centrze, co może oznaczać więcej minut dla Thona Makera, który może w jakiś sposób osłodzi nam ten smutny okres bez Parkera.
  • Bucks wygrali 7 z ostatnich 10 pojedynków z Lakers.

Osobista rekomendacja: nie wstawaj na mecz. Wystarczy, że ja się poświęcę, bo i tak nie mam nic lepszego do roboty o 4:30 rano w sobotę.

Potwierdziło się najgorsze. Zerwane więzadła i 12 mcy przerwy.

Cały dzień chodziłem do tyłu. Żona się ze mnie śmieje, że przejmuję się pierdołami, które mnie bezpośrednio nie dotyczą. Dzwonią do mnie znajomi z kondolencjami i wyrazami współczucia, jakby zmarł mi ktoś z bliskiej rodziny. Przy okazji odnowiłem trzy kontakty, które się urwały (jak ACL Parkera!!!) co najmniej 12 lat temu. Przez pół dnia fani Bucks liczyli na najlepsze, spodziewając się najgorszego.

Grudzień 2014 – przerwa około 12 miesięcy. Lewe kolano. ACL.
Luty 2017 – przerwa około 12 miesięcy. Lewe kolano. ACL.

W obozie Milwaukee cisza i załamanie.

„Tak buduje się charakter.” – powiesz.
„Jebać ciebie i twój charakter” – odpowiem.

Smutna wiadomość, która być może oznacza całkowite przedefiniowanie oczekiwań wobec kariery Parkera. Czemu to musi trafiać na Bucks tak często? ACL przedwcześnie skończyło karierę Redda (zerwane w  2009 i 2010), wygląda na to, że będziemy mieli teraz powtórkę z rozrywki.

Uwaga prywata.

Gdy od 15 poświęcasz praktycznie każdy dzień jednej drużynie, której i tak pewnie nigdy nie obejrzysz na żywo we własnej hali, uczysz się jednego – trzymania odpowiedniego dystansu do otaczającej cię rzeczywistości. Uczysz się systematyczności, wytrwałości i ślepej wiary, że to co robisz jest twoim ostatecznym pierdolcem, który nie zmieni się, choćby nie wiem co. Może ci brakować czasu na regularne pisanie, ale w sercu zawsze masz  zielono-kremową krew z  gorzelni w Milwaukee. Niewiele jest osób, które potrafią zrozumieć szczery smutek faceta, którego jeden z ulubionych zawodników przeżywa drugi raz największych koszmarów koszykarza. Dzisiaj ta zależność między dystansem a rzeczywistością została zachwiana. Wpłynęła na moje życie w domu, w pracy, na treningu.

Jabari, nie opuszczamy głów, zaciskamy zęby i walczymy. Dzięki za te 50 meczów w tym sezonie – przywróciłeś mi nadzieję na to, że oldschoolowe granie w 2017 jest dalej możliwe. Bądź cierpliwy, nie trać nadziei i wracaj na parkiet. Wrócisz silniejszy i dalej będziesz naszą główną siłą napędową. Bo bez ciebie Bucks nie są tą samą drużyną. Nie za dużo „ą”  w jednym zdaniu?

Recap: powrót Middletona, kontuzja Parkera, porażka z Heat 88-106.

Heat @ Bucks 106 – 88

Jeśli jesteś kibicem Bucks, to nie chcesz oglądać tego meczu. Moja rada – przestań czytać już teraz, nie włączaj żadnych skrótów, wyłącz przeglądarkę i zapomnij o tym, że mecz z Heat w ogóle miał miejsce. Nawet Kidd nie pojawił się na pomeczowej konferencji prasowej i Hammond musiał przez 45 minuty odpowiadać na trudne pytania o zdrowie Parkera i ostatnie 11 porażek w 13 meczach. Niestety, spotkanie, które miał być świętem i celebrowaniem wielkiego powrotu Middletona, niespodziewanie, jak w najczarniejszych snach nawiedzających cię po przeterminowanych grzybach, zamieniło się w koszmar niczym zaproszenie na back-stage po koncercie Justina Biebera, na który poszedłeś tylko po to, żeby twoja 15 letnia córka nie zabrała swojego 21 letniego chłopaka.

Możesz płakać.

Nie wstydź się.

Męskie zły wylane z powodu porażki albo kontuzji ulubionego gracza smakują jak whisky.

Jabari wróci, a kontuzja jakiej nabawił się w trzeciej kwarcie to na pewno nie będzie ACL. Nie myśl o tym, że to to samo kolano, które już raz wyeliminowało go z gry na sezon. To może być nic takiego. Lekkie naciągnięcie. Badania MRI będą jeszcze dzisiaj, tak więc do tego czasu nie mamy co wróżyć z fusów. Myślę, że w tej chwili 1/17 koszykarskiego świata modli się do koszykarskich bogów na Moron Mountain, żebym powyższymi słowami wyczarował nam nieco szczęście. Jak to będzie ACL po raz drugi w ciągu dwóch lat, może być to koniec Jabariego, na jakiego liczyliśmy w perspektywie kilku(nastu) następnych lat.

Jeśli jeszcze tu jesteś, to znaczy, że albo czekasz na wideo z kontuzji (powyżej, ale nie patrz, bo się oczy pocą), albo faktycznie interesuje cię ostatnie spotkanie. Heat nas zniszczyli – zaczęli od 17-2 i nie zwolnili aż do końca. W między czasie uszło z nas powietrze jak zobaczyliśmy Jabariego na parkiecie z grymasem bólu na twarzy. To, w jaki sposób Heat rozgrywali atak pozycyjny powinien być puszczany na wszystkich szkółkach koszykarskich jako wzór idealnego rozbijania obrony. W pełni zasłużona 12 wygrana z rzędu Heat (najwięcej w historii wśród zespołów z ujemnym bilansem), bo nie znaleźliśmy odpowiedzi na dominującego Hassana (23 / 16zb), Dragicia (16 i 7 as) i skutecznego Johnsona (20 pkt, 4 as i 4 zb). Pozwoliliśmy gościom trafiać z 47% skutecznością w całym meczu, daliśmy im zebrać 14 piłek w ataku i kompletnie zapomnieliśmy o rzutach za trzy (tylko 15 prób w całym meczu). Do przerwy Heat mieli 41% ofensywnych zbiórek!

Z dobrych rzeczy, Middleton wyglądał solidnie jak na pierwszy mecz po 50 spotkaniach przerwy. Fizycznie nie było po nim widać zastoju, agresywnie brał jeden-na-jeden mniej doświadczonych obrońców Heat, szukał jeszcze tylko skuteczności, która przyjdzie z czasem. Miał jedną świetną asystę do Moose’a, a patrząc na ich chemię można mieć duże nadzieje związane z rezerwową trójką Brogdon-Middleton-Moose.

Mieliśmy momenty dobrej gry, które pozwoliły nam prawie (bardzo to naciągane) dogonić Heat (po trójce Teletovicia było już nawet tylko 23-32). Spektakularny był momentami Giannis – ten blok na Dragiciu, gdzie widać było jak czai się na piłkę i przez cały czas obserwował i kontrolował jej tor lotu.

Jakie by nie były wyniki MRI Parkera i tak czeka go rekonwalescencja. Nie chcę zakładać najgorszego, ale szykuję się mentalnie na to, że za parę godzin napełnię moją ulubioną 200ml szklankę Single Maltem, przeklnę siarczyście i wyłączę telefon. Swoją drogą, dziwne uczucie, kiedy kontuzjowany zostaje zawodnik Bucks, a ja dostaję smsy z wyrazami współczucia i szybkim powrotem do zdrowia…

W piątek gramy z Lakersami. Mecz z tych, które trzeba wygrać. Widzimy się.

PS.
Zdjęcie Giannisa ze styczniowego meczu. Bałem się robić screen z tego, bo jeszcze przez przypadek znowu włączyłbym trzecią kwartę…

Zapowiedź: wielki powrót Khrisa na mecz z Heat.

Znowu zacznę od tego samego. Nasz najlepszy zawodnik, Khris Middleton, po opuszczeniu 50 spotkań wraca jutro do gry! Zdaję sobie sprawę z tego, że będzie potrzebował trochę czasu na powrót do pełnej dyspozycji, ale już sama świadomość, że Wielka Trójka z Milwaukee niedługo będzie w pełni sił, podnosi niejednego kibica Kozłów na duchu! W klubie mówi się o tym, że do końca sezonu Khris będzie oszczędzany, a jego czas spędzany na parkiecie nie będzie przekraczał 15-20 minut.

Co więcej – w meczu z Heat raczej nie zagra Hibbert (kontuzja kolana), ale powinien zadebiutować Spencer Hawes, któremu powinno się puścić krótki tribute na telebimie:

W czasie, gdy Bucks nie mogą znaleźć formy, Heat wygrali 11 (jede-kurwa-naście!) ostatnich spotkań. Co ciekawe, ostatni raz przegrali właśnie z Milwaukee. Do tego, w czasie tych jedenastu gorących spotkań, rzucają średnio ponad 110 punktów na mecz, co jest najdłuższą taką serią w historii NBA wśród klubów poniżej .500.

Ostatnio zadziwia wszystkich, pewnie nawet samego siebie, Dion Waiters – 21 punktów, 5 asyst i 4 zbiórki to jego średnie w wygranych niedawno meczach. Do tego najlepsza game-winning poza w historii sportów zespołowych:

Z powodu lekkiego skręcenia kostki może dzisiaj nie zagrać, ale pamiętam też długą listę graczy, którzy mieli teoretycznie opuścić spotkanie z Nuggets, a ostatecznie okazali się być naszymi katami.

  • Na pewno jednak na parkiecie nie zobaczymy McRobertsa, Richardsona i Winslowa.
  • Bucks wygrali 7 z ostatnich 10 spotkań z Heat, w tym 4 z 5 na własnym parkiecie.
  • Mecz zaczyna się o 2:00 w nocy. Zapraszam do wspólnego twittowania z odtworzenia ok. 5:00.

Szukam formy Bucks. Pomożesz?

Jeśli śledzicie ostatnie mecze Bucks, zauważyliście pewnie moje narastające narzekanie. Pisałem o braku agresywności Giannisa , o najgorszym meczu w sezonie Parkera i mimo ostatniej wygranej w Phoenix, nastroje dalej nie są zbyt dobre. Chociaż szybki powrót do gry Middletona na pewno dodaje nieco optymizmu. Co się stało, że się zesrało? Przyjrzyjmy się razem, na spokojnie naszym występom w grudniu i styczniu. W tle leci właśnie relaksujący, skandynawski black metal, który budzi komórki mózgowe do myślenia o tej jakby już nie było, zamulającej porze dnia. Siadaj zatem, pokal do ręki i jedziemy.

Grudzień 2016 – euforia i niedowierzanie

Wygrywany 8 z 16 spotkań (.500), pokonując przeciwników średnio 18 punktami, a przegrywamy przeciętnie różnicą niespełna 9 oczek. Mieliśmy trudny grafik, przegraliśmy m.in. ze Spurs i Cavs (ale do tego dodaliśmy wstydliwe porażki z Raptors 22 punktami i Wolves – siedemnastoma). W czasie naszej dobrej gry udawało nam się utrzymać ofensive rating na poziomie 107, zajmowaliśmy wtedy 8 miejsce w lidze w NetRtg (3,3) i 9. w defensywie (103,9).

Styczeń 2017 – padaka i powrót do przeciętności

  • DefReb spadł na ostatnie miejsce w lidze (73,1 – Sanders, wróć. Chociaż, nie. Czekaj…)
  • Turnover ratio – 15% – 28 miejsce w lidze (spadek z 15 miejsca w około miesiąc!)

Można by szukać jeszcze kilku statystyk, ale po co. Oglądając mecze w oczy rzuca się przede wszystkim:

  • fatalna obrona, która gubi się częściej niż Kevin McCallister,
  • Giannis, który zatracił nieco swojej magii i momentami zaczął przypominać normalnego człowieka,
  • straty, głupie straty, które rozkładają nasz atak na łopatki w pierwszych 10-15 sekundach akcji.

Obejrzyjcie mecz z Utah, a zobaczycie, co mam na myśli pisząc o fatalnej obronie. Jazzmani rozgryźli nas perfekcyjnie, nastawiając się na trójki z narożników, których po prostu nie umiemy kryć. To pewnie jedna z tych rzeczy, jakie miał Shaq rzucając wolne. Każdy musi mieć jaki niewyuczalny element gry i w naszym przypadku jest to bronienie trójek. Bucks pozwalają przeciwnikom na rzucanie ponad 30 trójek na mecz, z czego aż 11 z narożników! A teraz przeliczcie sobie na punkty 30 oddawanych trójek w meczu na prawie 40% conversion rate w styczniu…

Idziemy dalej, kolejny akapit, następne zmartwienie – Giannis i jego agresywność.

  • W grudniu oddawał prawie 9 osobistych na mecz – w styczniu tylko 6 (procentowo na drużynę jest to spadek z 47% wszystkich wolnych Bucks na 32%). Do tego jego skuteczność za trzy spadła do zaledwie 26% (na pocieszenie, co raz częściej decyduje się na nieasystowane trójki – 39%).
  • Zwracałem też uwagę w przypadku meczu z Raptors, że prawie wszystkie swoje punkty zdobył z pomalowanego. Ma to swoje odzwierciedlenie również w styczniowych statystykach – oddał 56% swoich rzutów z pomalowanego, trafiając 63% z nich.
  • Nie wiem dlaczego, ale zauważam też jego spadek zaangażowania w powrót do obrony po stratach. W grudniu pozwalał średnio na 6,8 punktów traconych z kontry – w styczniu już na 9,9. W rezultacie, przeciwnicy zdobywają średnio 3 punkty więcej z kontr w styczniu niż w grudniu, gdy na parkiecie jest Giannis. Niby mało, ale jednak nie można przymykać na to oczu.
  • I najgorsze na koniec – w grudniu Bucks mieli NetRtg 6,8 z Giannisem na parkiecie i -5,9 jak siedział na ławce. W styczniu Bucks byli -5,4 z Giannisem w grze i poprawiali się do -0,4 jak wracał na ławkę. Boli, Kosma, prawda? 🙂

Co zrobić, żeby wrócić do formy z grudnia? Kilka rozwiązań same nasuwają się na usta:

  • Lepiej zbierać,
  • nie popełniać tylu strat,
  • opanować to, co w tej chwili dzieje się w głowie Giannisa. Chłopak ma przeciwny sezon, nagle stał się gwiazdą i mam wrażenie, że odkąd zrobiło się wokół niego głośno, jego głowa jest jakby w innym miejscu, niż jeszcze na początku sezonu. Oby to było tylko tymczasowe roztargnienie.

Przed Bucks w miarę spokojny okres przed przerwą na Weekend Gwiazd. W środę gramy i siebie z Heat, w piątek mam nadzieję pojedziemy Lakers, potem back-to-back w Indianapolis, w poniedziałek gościmy Pistons, w środę spacerujemy na Brooklyn, a potem przerwa aż do 24.02 – wracamy do Utah.  Na pięć meczów All-Star Week, liczę optymistycznie nawet na bilans 4-1.

Zgadzasz się?

Poszła kontra: Maciek kończy z góry.

Chciałbym, żebyśmy raz w tygodniu poznawali opinię polskich ekspertów NBA na temat Bucks. Stąd pomysł na dział „Poszła kontra” – 3 podania, jeden kozioł, szybkie i łatwe punkty. Coś jak x-na-x , tyle że na szybko. W sam do porannej kawy.

Za dzisiejsze odpowiedzi dziękuję Maćkowi z szostygracz.pl , który już raz pomagał nam odpowiedzieć na pytania o przyszłości Bucks a także zasłynął jako gość, który wygonił Michaela Redda z jacuzzi.  Teraz było spokojnie i bez żadnych ekscesów:

Dawid: Maćku, czy powrót do składu Middletona może uratować play-offy dla Bucks?

Maciej Kwiatkowski: Może. Ale moje predykcje w tym momencie (4.02), gdyby faktycznie miał wrócić w środę dają Milwaukee 39 zwycięstw i to jednak okaże się za mało. Mnóstwo graczy miało kłopoty z nadwerężonym ścięgnem udowym, zerwanie ścięgna to rzadkość i mam kłopot w znalezieniu historycznych przykładów jaki to wpływ miało na grę zawodników po operacji. Zakładam wariant optymistyczny, że Middleton w ciągu kilku tygodni wróci do bycia sobą. To jednak mimo wszystko okaże się za mało. Oczywiście pozytywne będzie dla Bucks wywalenie z rotacji Jasona Terry’ego, przejęcie minut Tony’ego Snella przez Middletona i przerzucenie Snella na ławkę. Mam jednak wrażenie, że deal z Charlotte jest preludium do kolejnej wymiany. Podejrzewam, że dwucyfrowa ilość drużyn pyta się Bucks o Mirzę Teletovica, który powinien grać regularne minuty w NBA.

A jak myślisz, co jest powodem spadku formy Bucks w ostatnich 12 meczach?

Kurczenie się parkietu:) Kłopoty ze spacingiem w ataku to zupełnie świadoma i spodziewana rzecz. I tak mam wrażenie jest lepiej, niż przypuszczaliśmy i największa w tym zasługa postępów i rzutowej stabilizacji Jabariego Parkera. Z drugiej strony parkietu ten agresywny schemat defensywny Bucks – przenoszenie trzeciego obrońcy na słabą stronę, hedge’owanie kozłujących – jest po prostu ryzykowny. Można trafić na stretch 10 gier, gdy rywale nie będą w stanie tego wykorzystać i trafiali będą 32% trójek, a można też trafić na stretch 17 meczów w 2017 roku, gdy Bucks będą na 28. miejscu w trójkach oddanych przez rywali (30.6) i na 28. miejscu w ich skuteczności (38.7%). Cóż, to śmiertelna kombinacja. Ten schemat ma jeden wielki plus, bo pomaga wymuszać straty i grać do atutów Giannisa i przysłaniać jego wady jako gracza w ataku pozycyjnym (w mniejszym stopniu, ale też jest tak z Parkerem). Ten schemat ma więc sens, dopóki Giannis nie zacznie regularnie trafiać +33% za trzy. I myślę, że wtedy z czasem, wraz z biegiem kolejnych lat, zobaczymy Bucks powoli rezygnujących z tak agresywnej obrony. Jest jednak w NBA w tym sezonie ok. 20 drużyn na podobnym poziomie. Obserwujemy więc wiele wzlotów i upadków nawet nie na przestrzeni miesięcy, co tygodni. Nie mam wrażenia, że to co się dzieje, jest jakimś szczególnym powodem do niepokoju.

I ostanie pytanie: czy Kozły powinny teraz ogrywać młodych, czy raczej walczyć do końca o 7-8 miejsce na wschodzie? 

Mogą robić i to, i to. Jeśli jako ogrywanie młodych masz na myśli „Grać Thonem Makerem”, to myślę, że Jason Kidd powinien go tylko przesunąć do roli zmiennika, ale zostawić w rotacji na te 11-12 minut. Ewentualnie niech czasem zahaczy o DNP, ale warto szukać dla niego minut. Jest sporo młodych zespołów w NBA przeciwko, którym można wstawić Makera pod koniec pierwszej kwarty we wtorkowym meczu back-2-back np w Phoenix czy Filadelfii i go ogrywać. Grać nim każdą z minut w garbage-time itd. Pierwsza piątka to chyba jeszcze zbyt wysokie wody dla niego. Z drugiej strony, Bucks mają pięciu centrów i żaden z nich nie jest starterem na pewne 30 minut w meczu. Pozostali młodzi Giannis, Jabari, Brogdon to gracze pełną gębą. Każdy z nich powinien grać i niech gra.

Recap: Seria porażek przerwana! Wygrywamy w Phoenix 137-112.

Bucks @ Suns 137-112

Miałem już naszykowany pełen przekleństw i bluzg wstępniak przy okazji 10 porażki z rzędu, ale na szczęście nie ujrzy on światła dziennego. Zwycięstwo w ostatnim meczu tourne po zachodzie z dołującymi Suns wprowadza kibiców w nieco bardziej pozytywny nastrój przed środowym wielkim meczem z Heat. Wielkim, bo po czterech miesiącach przerwy, na parkiecie powinniśmy zobaczyć Middletona. W meczu na dole tabeli Bucks okazali się zdecydowanie lepsi, dominując na parkiecie od pierwszych minut i ostatecznie pokonując Słońca 137-112.

  1. W końcu wrócił Giannis. Naładowany jak mój barek przed weekendem spędzonym samemu na chacie, atakował deskę bez wytchnienia. Skończył mecz z 30 punktami (22 do przerwy na 10/13 z gry), 12 zbiórkami, 6 asystami i 4 blokami. Obejrzyj sobie mecz z Utah, a potem dzisiejsze spotkanie z Suns – Antek jak Dr Jekyll i Mr. Hyde. Co jest obiecujące – w końcu zaczyna rzucać za trzy, jak jest wolny. Nie ważne, że nie trafił ani jednej takiej próby w tym meczu. Rzuty w końcu zaczną wpadać, a ja niezmiernie cieszę się z tego, że jego pewność siebie wciąż rośnie. Zdziwiło mnie jednak to, że grał tak długo, mimo że już dawno było po meczu. Albo Kidd dał mu pograć więcej wiedząc, że czekają nas trzy dni przerwy, albo walczył jeszcze o kilka asyst, których zabrakło mu do triple-double.
  2. Suns odstawali od Bucks praktycznie w każdym elemencie gry, szczególnie w pierwszej kwarcie, w której Bucks trafili 17 z 22 rzutów (77%!). Faulowali nie dlatego, że byli wyjątkowo agresywni, ale dlatego, że nie mogli w żaden sposób nadążyć za atletycznymi Kozłami. Nie potrafili znaleźć odpowiedzi na Giannisa i Parkera (18 punktów i 9 zbiórek – ten wsad z końcówki trzeciej kwarty!!!), ale byli też wyjątkowo często bici pod koszem przez Hensona (10 punktów). John w ogóle sprawia ostatnio wrażenie zawodnika, który nieco odnalazł się w ataku – punktuje po tych swoich delikatnych półhakach lewą ręką, jakimś cudem przepycha się czasem pod koszem, atakuje deskę – jeszcze trochę i stanie się naszą tajną bronią pod koszem…
  3. Dla Bucks było to pierwsze zwycięstwo na wyjeździe po serii 7 porażek.
  4. Wygraliśmy z Phoenix po raz trzeci z rzędu i po raz czwarty w ostatnich pięciu meczach.
  5. Kolejny mecz w środę z Heat. Też się nie możesz doczekać?

Recap: Jokić wygrywa z Bucks 121-117

Zgodnie z zapowiedziami przedmeczowymi, Nikola miał dzisiaj nie zagrać. A nie dość, że wszedł od pierwszego gwizdka, to jeszcze zaliczył swoje pierwsze w karierze triple-double (20/13/11), które, oprócz jednej asysty, uzbierał już w pierwszych minutach trzeciej kwarty. Bucks byli bliscy przełamania serii porażek (1-10 w ostatnich meczach), jednak straty Giannisa i Jabariego w ostatnich minutach przekreśliły szanse na sukces. Znowu jednak pokazaliśmy charakter i po fatalnej pierwszej połowie, w drugich 24 minutach prawie udało nam się nadrobić 22 punktowy deficyt. Szkoda, że powoli staje się to naszym schematem – wolny początek, mozolne odrabianie i straty w samej końcówce, które przekreślają cały dotychczasowy wysiłek.

O tym, że Bucks zagrali dwie diametralnie różne połówki w tym meczu, doskonale mówią też statystyki. Denver w pierwszej połowie miało luksus trafiania z 54% z gry (26 na 48). W drugiej połowie, Kozły zaczęły w końcu bronić i pozwoliliśmy Nuggets trafić tylko 14 z 41 rzutów (34%). Gospodarze byli jednak cały czas agresywni i zmiażdżyli nas osobistymi (32/44 w stosunku do 18/23).

Najlepsza wiadomość po meczu – Middleton w wywiadzie potwierdził, że planuje zagrać w środowym meczu z Heat w Milwaukee.

Cdn.

0302nuggets

Zapowiedź: wygrać w Denver!

Bilans w ostatnich 10 meczach to 1 zwycięstwo i 9 porażek (cztery z rzędu). Ta ostatnia w Utah była paskudna, dlatego mam nadzieję, że dzisiaj w nocy Bucks dostarczą nam powodów do chwilowej radości, mimo, że ostatnie dni nie były takie złe: pozbyliśmy się Plumsa, dzięki czemu zaoszczędzimy kupę kasy, a Middleton ogłosił swój rychły powrót do pierwszego składu.

PS, który jest tak naprawdę desperackim krzykiem o uwagę.  No bo po co inaczej PS pojawiałby się w środku tekstu?

Iii już wracamy do zapowiedzi.

Denver mają taki sam bilans jak Bucks (21-27), plasują się aktualnie na 9 miejscu na zachodzie (za Portland) i mimo kontuzji Gallinariego, Jokicia, Bartona, Mudiay’a i Farieda, dalej walczą o play-offy. Bucks niby też, ale jakoś z meczu z na mecz coraz bardziej nastawiam się na loterię… Ale, wracając do tematu nocnego meczu.

Nie ja jeden pewnie liczę na powrót do ponad przeciętniej dyspozycji Giannisa i Parkera. Dodatkowo, w kwestii Thona Makera, powoli na bandwagonie zaczyna się robić tłoczno:

 

Ostatni pojedynek tych dwóch drużyn zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Bucks. Poniżej skrót z tamtego meczu: 😉

Middleton wraca do składu Bucks!

Taki miły szybki news: Middleton może już zagrać 8.02 w meczu z Miami. Przypomnę tylko, że z powodu kontuzji której nabawił się 20 września 2016 miał nie zagrać już w tym sezonie.
 
„Jestem gotowy już od pewnego czasu, ale zanim wrócę na parkiet wolę mieć 100% pewności.” – powiedział Khris.
Kidd nieco tonuje radość i mówi: „Nie ma znaczenia, czy wróci przed przerwą na Weekend Gwiazd czy zaraz po. Mówimy przecież o zawodniku, który wstępnie miał stracić cały obecny sezon.”
Kozłom zostały jeszcze 4 mecze, a potem krótka przerwa na All-Star Week.

Wymiana: Plumlee za Hawesa i Hibberta

W końcu stało się to, co wisiało w powietrzu od dawna. Bucks zrobili pierwszą w tym roku wymianę oddając Milesa Plumlee do Charlotte w zamian za wygasające kontrakty Roy’a Hiberta i Spencesa Hawesa. Aby transakcja doszła do skutku, Kozły musiały zwolnić jedno miejsce w składzie i dodatkowo pożegnaliśmy się ze Stevem Novakiem.

Przypomnę, że Bucks w poprzednie wakacje zaoferowali wysoki kontrakt (50 milionów za 4 lata) dla Plumleego , który jednak nie spełnił pokładanych w nim nadziei. W rok czasu grał mniej niż 10 minut na mecz, wystąpił w 32 meczach i nie można powiedzieć, żeby był produktywny.

Oddanie Plumsa to dla Bucks dobry krok, bo zapowiada się, że za rok nie będziemy mieli takiego tłoku na pozycji środkowych. Hibbert niedługo zostanie wolnym agentem, a Monroe i Hawes będą mieli player-option, co też umożliwi ich łatwe oddanie. Jest zatem duża szansa, że zaczniemy przyszły offseason tylko z Hensonem i Makerem (albo jeszcze z Moosem i Spencerem, ale wybieram wariant optymistyczny, że jednak opuszczą klub).

Podsumowując: jest to bardzo dobry ruch dla Bucks pod względem finansowym. Przed wymianą, w przyszłym sezonie mielibyśmy tylko niecałe 4,5 miliona do płacenia dodatkowego podatku, co znacznie ograniczałoby nasze możliwości transferowe. Oddanie Plumsa nie tylko zwalnia 6 milionów, ale może też dać nam 12 milionów, jeśli Hawes zdecyduje się opuścić klub w wakacje. Dodatkowe 5 milionów zapewni nam wygasający kontrakt Hibberta, który raczej na 100% nie zdecyduje się na pozostanie w Milwaukee. Wymiana praktycznie w ogóle bez wpływu na nasze wyniki na parkiecie, ale daje dużą oddechu i elastyczności pod względem finansowym. Brawo i jeszcze raz brawo.

Recap: 15 z rzędu porażka w Utah.

Brzydki mecz Bucks, chyba najgorsze spotkanie Giannisa w tym sezonie (nie licząc tych, w których grał z chorobą), mecz życia Thona Makera – te trzy z rzędu trójki po pick’n’popach w IV kwarcie!!, fatalna obrona i zero pomysłu na Goberta. Tak w skrócie można określić wczorajszą porażkę z Jazz 88-104, która była 15 z rzędu w Utah oraz naszą 9 w ostatnich 11 meczach. Zła seria trwa, a Bucks wydają się być dalecy od wybudzenia z tego przykrego letargu.

Kilka myśli:

  • Jazz zdominowali ten mecz narzucając swoje ślimacze tempo oraz ograniczając do minimum grę w ataku Giannisa i Moosa. Popatrzcie na to: Utah 47% z gry, Bucks 44%. Utah 38% za trzy, Bucks 39%. Ale wystarczyło wyłączyć z gry Giannisa (o nim za chwilę) i Kozły nie były w stanie wyjść w tym meczu poza tempo 91.5 (średnio w sezonie gracze Jazz ograniczają przeciwników do 93,4). A Jazz wykorzystali perfekcyjnie wszystkie wady i problemy naszej obrony (20 trójek oddanych z narożników – 26% wszystkich ich rzutów w tym meczu – to najlepszy dowód na to, jak byli doskonale taktycznie przygotowani do tego meczu).
  • Giannis był dzisiaj tak niemrawy, że momentami zastanawiałem się, czy nie jest czasem na jakiś środkach uspokajających. W ogóle nie chciał atakować kosza, jakby świadomość tego, że za pierwszą linią obrońców czekał na niego Gobert całkowicie go paraliżowała. Jego brak agresywności był już też problemem w dwóch poprzednich meczach z Bostonem i Toronto. W Kanadzie prawie wszystkie punkty zdobył po bezpiecznych fade away’ach z półdystansu. A z Celtami pierwsze punkty zdobył dopiero jakoś w połowie drugiej kwarty. Nie wiem jeszcze, co się dzieje, ale nie mogę powiedzieć, żeby mi się to podobało.
  • Thon Maker był mistrzem parkietu, ukradł show, podbił serca i może z dumą oglądać skróty meczu na youtubie. Znowu zaczął w pierwszym składzie i szkoda, że Kidd w ogóle ściągał go z parkietu. Dwa bloki na Gobercie, jeden na Withey’u przy próbie wsadu. Ofensywnie – bryndza. Bucks znowu używali go głównie jako straszaka na zasłonach przy p’n’r, albo odsuwali daleko na obwód, żeby wyciągnął Goberta spod kosza. W rezultacie, nie dość, że nikt go nie krył, to jeszcze nikt mu nie podawał. Aż do czwartej kwarty. Thon hangs, fires…scores!! Trzy trójki z rzędu! Lepszej historii Bucks nie zafundują już w tym tygodniu ani razu!
  • Parker, pomimo jedynie 17 punktów, był chyba jedynym agresywnym zawodnikiem Kozłów. Dwoił się i troił pod koszami walcząc o zbiórki i próbując wykańczać akcje łatwymi punktami. Szkoda, że zabrakło mu wsparcia – może wtedy zarówno wynik jak i sam mecz nie byłyby takie żałosne.

0202jazzbx

Zapowiedź: Bucks nie wygrali w Utah od 15 lat.

Zapowiedź: Bucks @ Jazz

Przypominam – po ostatniej przegranej z Bostonem mamy tylko 2 zwycięstwa w ostatnich 10 meczach. Przed nami ciężkie zadanie – wyjazd na zachód i trzy trudne mecze w cztery dni. Już za parę godzin przetestują nas Jazzmani, którzy ostatnio przegrali co prawda 3 z 4 meczów, ale obecnie zajmują piąte miejsce na zachodzie i mają tylko jeden mecz straty do Clippers .

Jazz mają problemy zdrowotne i dopiero niedawno udało im się w końcu wystawić swoją ulubioną piątkę Hill, Hood, Hayward, Favors i Gobert (którego bezskutecznie próbowałem niedawno przenieść do Bucks). Wiadomo jednak, że Favors raczej dzisiaj nie zagra (day-to-day). Ciekawe jak ułoży się pojedynek Bucks z drużyną, która obecnie gra najwolniejszą koszykówkę w lidze – zajmują drugie miejsce w NBA pod względem najmniejszej liczby punktów traconych po kontrach (10,7) oraz 11 pod względem najmniejszej liczny strat (15,3). Wszystko to nie wróży za dobrze dla Kozłów, które żyją w tym sezonie z szybkiej koszykówki i bezlitosnego punktowania po stratach. W ogóle muszę przyznać, że Utah mają jeden z fajniejszych rosterów w lidze w tym momencie – uwielbiam ich oglądać właśnie za tą oldschoolową grę w obronie.

Dodatkowo, Jazz wspinają się wyżyny ligi jeśli chodzi o DefRating (101,6) – gdzie plasują się tylko za Warriors. Do tego szczelnie kryją trójki (niecałe 23 próby na mecz) i mają najlepszy FG% przeciwników – tylko 48%. Jeśli Jabari będzie rzucał cegłami jak w ostatnim meczu (i bronił tak fatalnie, że Beasley znowu dostanie 20+ minut), a rotacja w obronie powstrzyma pick’n’rolle i  penetracje Giannisa, to możemy mieć niezłą rzeź kozłów.

W Bucks wszyscy zdrowi. To dobra wiadomość. Zła wiadomość? Baczne oko kibica widzi, że Giannis, mimo, że dalej jest naszym liderem, stracił w styczniu nieco ze swojego impetu. Przede wszystkim spadły dwie statystyki – oddane osobiste (z 8,8 w grudniu na 5,7 w styczniu) oraz skuteczność za trzy (37% w grudniu – 28% w styczniu, blisko najgorszego wyniku w karierze). A jak już o dołkach mowa, to mam nadzieję, że Parker po swoim najgorszym meczu w sezonie, pokaże, że był to jednorazowy wypadek przy pracy, a nie nagły spadek formy.

Warto wiedzieć – Jazz nie przegrali u siebie meczu z Bucks od 30.10.2001 – co daje 14 z rzędu wygranych z Kozłami na własnym parkecie. To pierwszy pojedynek tych drużyn w tym sezonie – w poprzednich dwóch Bucks nie wygrali z Jazz ani jednego pojedynku.

PS.

Szykujemy się na wymianę z udziałem Bucks – wartość Moosa po ostatnich dobrych meczach urosła na tyle, że razem z Beasley’em może uda się przekonać kogoś, kto pozwoli nam wzmocnić defensywę pod koszem.