Zmarł Charles Antetokounmpo – ojciec Giannisa.

Śmierć w rodzinie zawsze jest traumatycznym przeżyciem – nieważne, czy mówimy o zwykłych śmiertelnikach, czy będących w świetle fleszów celebrytami.

Właśnie dostałem wiadomość na telefon, że w wieku 54 lat na zwał serca zmarł ojciec Giannisa, Charles. Podczas dzisiejszej wizyty w Milwaukee zaczął się skarżyć na bóle w klatce piersiowej i od razu został przewieziony do szpitala, ale niestety nie udało się go uratować.

Oficjalne oświadczenie Bucks wisi już na stronie:

„The Bucks family is heartbroken about the sudden death of Giannis’ father, Charles,” general manager Jon Horst said in a statement. „The entire organization, his teammates and coaches are here to support Giannis and his family during this incredibly difficult time. Charles was a big part of the Bucks and will be terribly missed by us all. On behalf of ownership, we express our utmost condolences and offer our prayers to Giannis and his family.”

W takich sytuacjach zawsze ciężko cokolwiek więcej napisać. Na moment wchodzimy w głowę Giannisa i wyobrażamy sobie, przez co teraz przechodzi. Przed nim szczyt kariery, maksymalny kontrakt i nagle taki obuch prosto w łeb. Współczuję i łączę się w bólu na ile mogę. Mimo, że dawno nie piłem, dzisiaj w końcu otworzę Aberloura A’bunadha, który już mnie woła do siebie od ponad miesiąca.

Giannis, trzymaj się!

Ranking bucks.pl: #4 Thon Maker

Nie ma bata, jesteśmy już w pierwszej czwórce naszego rankingu, a na dobrą sprawę wiemy bardzo mało o zawodniku, który mnie tak bardzo ekscytuje i jara. Thon Maker to zawodnik, którego Michał zaczął śledzić jak jeszcze był w Afryce. Maker. Nie Michał. Udało mi się też przez chwilę zamienić z nim parę zdań (Michałem, nie Thonem) na temat Makera i na wierzch wypłynął najistotniejszy problem:

(…)Po drugie – największym brakiem Thona to po prostu masa ciała. Wystarczy popatrzeć na Kevina Duranta czy Kevina Garnetta z pierwszych lat jego gry w NBA, żeby stwierdzić że nie trzeba być mieć bicepsów Davida Robinsona by dawać sobie radę w lidze. Jednak Thon potrzebuje paru kilogramów mięśni by jeszcze lepiej wykorzystywać swoją grę w post-up. Zarówno w obronie jak i ataku. Dodatkowo pomoże mu to nie odnosić kontuzji, a patrząc na jego nogi można łatwo wysnuć wniosek, iż w ciągu kilku kolejnych lat jego budowa się nie zmieni to jego nogi mogą połamać się jak zapałki. Także nic tylko jeść, ćwiczyć, jeść, ćwiczyć  (cała rozmowa tutaj)

W tej chwili Thon jest na diecie i wciąga 6 posiłków dziennie. Ale nie: śniadanie, banan + jogurt, zupka, schabowy z pyrami i dwie kromki chleba na kolację. 6 pełnych posiłków! Prawie 5 tysięcy kalorii na dobę. Wszystko po to, żeby te łamiące się jak zapałki nogi wytrzymały kolejne próby bloków z pomocy i próby przepychania się (śmiechłem, bo ma 11% Reb Rate) pod koszem z innymi centrami. Thon będzie nadal naszym pierwszym centrem i owszem, nie będzie zapewniał obrony pomalowanego jak Dwight w swoich najlepszych latach, ale będzie fantastycznym uzupełnieniem atletycznej, piątki Bucks.

Co Maker da Kozłom, że jest tak wysoko? Po pierwsze, mówimy o potencjale, który jest jeszcze nie do końca określony. Już w tej chwili widać w jakim tempie te patykowate nogi zapieprzają nawet za szybkimi skrzydłowymi. W jaką naturalną łatwością korzysta z pick’n’popów z Giannisem i rozciąga grę trójkami. Trójki, etyka pracy, zespołowość, to wszystko powoduje, że mimo oczywistych braków w wyszkoleniu, Thon jest zawodnikiem, który doskonale w tej chwili pasuje do układanki Kozłów. Nie musi być pierwszym strzelcem, ani go-to-guy’em. Jego rolą ma być rozciąganie gry i trafianie trójek z czystych pozycji, a w obronie ograniczenie głupich fauli i poprawienie gry na desce. I myślę, że postęp tylko w tych aspektach jego gry, pozwoli mu  w kolejnym sezonie wskoczyć nawet o dwie pozycje wyżej w naszym rankingu.

Ranking bucks.pl: #5 Tony Snell

Kiedy Tony Snell przyszedł do Bucks za Cartera-Williamsa, wiedziałem, że możemy się spodziewać dobrego strzelca za trzy i wszechstronnego obrońcy. Ale po tych dwóch latach jakie gra w Bucks, okazało się, że stał się jednym z najbardziej wartościowych zawodników w naszym składzie.

Przez pierwsze trzy lata grania w Bulls, Tony nie zrobił zbyt dużego postępu. Odrodził się dopiero w młodym składzie Bucks, gdzie znalazł swoją pewność siebie, przypomniał sobie jak trafiać z dystansu i – przede wszystkim – stał się naszym pierwszym lockdown defensorem, będącym w stanie bronić każdą pozycję od 1 do 3.  Porównując jego średnie z sezonu 2015/16, Snell podwoił (!) liczbę celnych trójek na mecz i poprawił skuteczność zza łuku o 4.5 punktów procentowych (do 40,6%). Co więcej, w czasach gry w Bulls jego OffRtg wynosił ledwie 93 – po przyjściu do Bucks skoczył aż do 114.  Snell może być nudnym i mało wygadanym człowiekiem (koniecznie obejrzyj najlepszą parę z Media Day w historii poniżej) ale jest jednym z pięciu zawodników, którzy rok temu tworzyli najskuteczniejszą piątkę pod względen eFG% w Bucks: Giannis, Brogdon, Middleton, Thon i Snell. Liczę na dużo minut tego ustawienia w przyszłym sezonie, bo będzie jedną z bardziej fun to watch w Milwaukee od kilku dobrych sezonów.

Kozły zrobiły dobrą rzecz, oferując Snellowi kontrakt nieco wyższy niż jego rynkowa wartość, zanim ktokolwiek zdążył się do niego odezwać. Jasne, można mówić, że trochę przepłaciliśmy, ale z drugiej strony, ciężko byłoby teraz znaleźć zawodnika o podobnych zaletach zarówno w obronie jak i w ataku, który dodatkowo pasuje do DNA Kozłów.

Ranking bucks.pl: #6 Greg Monroe

Greg Monroe na boisku sprawia wrażenie pogodnego olbrzyma z kamienną twarzą. Gość, który na pierwszy rzut oka byłby idealnym znudzonym bileterem w Disneylandzie albo rozdawaczem okularów 3D w kinie. Przed Media Day rozmawiał z nim Eric Nehm i padło pytanie, gdzie Greg spędzał wakacje. „Krótki wypad na spotkanie Jordan Brand.” I teraz sparafrazuję, ale niby, że zacytuję: „były bankiety, imprezy, nawet karaoke. Tak, śpiewałem i tańczyłem, ale i tak nie ja ukradłem show. Nie. Nie powiem kto, ale mam wszystko w telefonie. Nagrywałem. Nie wrzucam rzeczy online, co nagrywam, zostaje dla mnie. Może wrzucę kiedyś na instagrama. Poczekajcie.”

Zanim zaczniemy zastanawiać się nad słusznością wyboru Monroe na 6 miejscu, apel o pisanie prywatnych wiadomości do Moose’a z prośbą o zwiększenie aktywności w mediach społecznościowych. Okazuje się, że powyższy przykład to tylko jedna z wielu imprez, którą Greg zachował dla siebie. A, jak się okazuje, prowadzi życie ciekawsze niż bileter/rozdawacz okularów.

Greg jest naszym pierwszym wchodzącym z ławki, często jedyną pewną częścią ataku w momencie, gdy grają rezerwowi. Pomimo tego, że rok temu spędzał na parkiecie aż 7 minut mniej w porównaniu z sezonem 2015/16, jego średnie praktycznie nie drgnęły. Na szczęście to, że Maker wychodzi w pierwszej piątce jest póki co tylko symboliczne, bo w większości meczów na styku, końcówki i tak gramy z Moosem na centrze. Wielkim rozczarowaniem skończył się wybór najlepszego rezerwowego minionego sezonu, gdzie Greg nie dostał żadnego wyróżnienia, mimo pewnej i systematycznej gry na tym samym poziomie: średnio 22 minuty, prawie 12 punktów, 6.6 zbiórek, 2.3 asyst i 1.3 przechwytów na mecz.

Nadchodzący sezon będzie kluczowy w karierze Grega. Po pierwsze, przed sezonem zdecydował się na opcję opt-in i podpisał roczne przedłużenie kontraktu z Bucks. Wiedząc, że przed nim ważna decyzja i najprawdopodobniej ostatnie duże pieniądze w karierze, będzie mu zależało na jak najlepszej grze z ławki. Problem jest taki, że w świetle ciągłego rozwoju Thona i wielo-pozycyjności Wilsona, wcale nie jest powiedziane, że będzie miał zagwarantowany ten sam czas na parkiecie, co rok temu. Nie zapominajmy też, że przed Bucks rok ważnych decyzji – czy podpisać nowe umowy z Parkerem i Monroe. Chciałbym, żeby Moose został na kolejne lata w Milwaukee, mimo felernej obrony jest – mogę to chyba śmiało powiedzieć – naszym najważniejszym ogniwem z ławki. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie dawania mu extension na 3 lata za 15-20 baniek za rok.

Ranking bucks.pl: #7 Jabari Parker

Pogięło cię? Parker na siódmym miejscu?!

Nie mam sumienia dać go wyżej. Uwielbiam Jabariego, płakałem jak dziecko gdy zerwał więzadło:

Cały dzień chodziłem do tyłu. Żona się ze mnie śmieje, że przejmuję się pierdołami, które mnie bezpośrednio nie dotyczą. Dzwonią do mnie znajomi z kondolencjami i wyrazami współczucia, jakby zmarł mi ktoś z bliskiej rodziny. Przy okazji odnowiłem trzy kontakty, które się urwały (jak ACL Parkera!!!) co najmniej 12 lat temu. Przez pół dnia fani Bucks liczyli na najlepsze, spodziewając się najgorszego.

Grudzień 2014 – przerwa około 12 miesięcy. Lewe kolano. ACL.
Luty 2017 – przerwa około 12 miesięcy. Lewe kolano. ACL.

W obozie Milwaukee cisza i załamanie. (czytaj więcej…)

, trzymam kciuki z całej siły, żeby wrócił do gry jak najszybciej i grał na wyższym poziomie niż David Bertans (który jest w tej chwili jedynym aktywnym zawodnikiem w NBA po dwóch zerwaniach ACL). Rok temu w październiku pisałem o nim m.in:

Myślę, że na sezon Jabbariego będziemy musieli poczekać do momentu, aż nauczy się dwóch rzeczy – bronić i rzucać z dystansu. Większość punktów jakie zdobywał w zeszłym roku zdobywał po kontrze, spot-upie, izolacjach i post-upie. Putbacki 78%. Kontra 74%. Post-upy 87%. Uwielbiam jego step-back to cross-overze z półdystansu, kocham patrzeć jak zamyka oczy i jak miniaturowa wersja Lebrona pędzi pod sam kosz w kontrze. Rok temu Parker nie był naszym go-to-guy’em z prostego powodu – 28% skuteczności z akcji po izolacji. Idę dalej – 37% skuteczności przy rzutach po p’n’r (dla porównania Giannis 47%). (czytaj więcej…)

Teraz sytuacja jest inna. Parker jest jedną wielką niewiadomą – nawet jak wróci, nie wiemy, jakim będzie zawodnikiem. Niestety, pewne jest to, że mimo mojej olbrzymiej sympatii do tego przesympatycznego, młodego człowieka (wciągam powietrze, wzdycham głośno i z niedowierzaniem kręcę głową) nie widzę już dla niego miejsca w Milwaukee. Powiedziałem to. Już tego nie cofnę. Co więcej, przez jego aktualny stan zdrowia, nie jesteśmy nawet w stanie określić jego wartości rynkowej. Przy okazji ucieczki Irvinga z Cavs pojawiły się pytania i plotki, czy Bucks byliby w stanie oddać za niego Parkera – chętnie.

Parker jest niesamowicie old-scholowym graczem, który w większości swoich akcji przypominał mi o wspaniałych i złotych latach 90 w NBA. Gdyby do jego polotu i łatwości mijania obrońcy dodać jeszcze poprawę skuteczności za trzy (co prawda rok temu rzucał z nadal na 22% skuteczności, ale to i tak olbrzymi krok w porównaniu do 6% w debiutanckim sezonie), można by naprawdę rozpatrywać go w kryteriach TOP3 zawodników Bucks. Pod dwoma warunkami: (1) zdrowie i (2) poprawa obrony. Kidd słusznie próbował ratować naszą defensywę wystawiając Parkera głównie na przeciw najsłabszym ofensywnie zawodnikom przeciwników, jednak często i to nie przynosiło wymiernego skutku: często wymagał switchów, wołał o pomoc, gubił się na przekazaniach czy zostawiał swoich gości niekrytych na półdystansie. Z nim na Parkiecie Bucks tracili rok temu 109 punktów – z nim na ławce wynik ten poprawiał się do 104.

Aby jeszcze dodatkowo utrudnić mu życie w Bucks, jego agent rzucił na konferencji prasowej sugestią, że jego klient powinien za rok podpisać maksa. Moim zdaniem zaszkodziło to znacznie jego lokalnemu PR, bo jak się okazało, wielu fanów z Milwaukee ma podobne zdanie do mojego – nawet w pełni zdrowy Jabari nie jest już wart więcej niż 10 milionów za sezon. Nie ma myślę klubu w NBA (może poza NYK), który byłby w stanie zaryzykować i dać mu znacznie większe pieniądze i dłuższy kontrakt, znając jego historię z kontuzjami.

Niestety, jestem obecnie na etapie, gdzie nie widzę przyszłości dla Parkera w Milwaukee, jeśli nie zgodzi się na średniej wartości kontrakt. Życzę mu, aby jak najszybciej wrócił do drużyny, ale też nie wyobrażam sobie tego, że dajmy na to, Bucks świetnie sobie radzą do połowy maja bez niego, a potem nagle muszą zmienić aktualną rotację, żeby zapewnić miejsce dla wracającego po rehabilitacji Jabariego. Mieliśmy już w Milwaukee problem z kolanami Redda i obawiam się, że Parker byłby nieprzyjemną powtórką z rozrywki.

Zgadzasz się?

 

Ranking bucks.pl: #8 D-kropka J-kropka Wilson

Nasz 17 numer w zeszłorocznym drafcie rozpoczyna tę część rankingu, w której widzimy już zawodników mających istotny wpływ na wyniki drużyny. Oglądałem dwa mecze Bucks w Lidze Letniej i kilka rzeczy w grze DJa rzuciło się od razu w oczy:

  1. Nie jest to póki co gracz, który będzie wchodził po kosz i finezyjnie kończył akcję po up-and-under, albo wymuszał łatwe punkty po osobistych (w Ann Arbor trafiał co prawda wolne z 87%, ale oddał tylko 60 rzutów). Pod względem wagi i masy mięśniowej, jest na tym samym poziomie co Thon Maker (który, na marginesie, wpiernicza teraz każdego dnia 5-6 posiłków. Pełnych, jednodaniowych posiłków, a nie naszego krajowego, nisko kalorycznego śniadania, banana, obiadu, deseru, kolacji i 3 piw przed snem) i dopóki nie nabierze więcej ciała, to będzie miał ten sam problem pod koszem co John Henson.
  2. Jego siłą na pewno będzie rzut z dystansu (mimo jedynie 38% za trzy podczas Ligi Letniej), rozciąganie ofensywy i to, w czym Kozły czują się najlepiej – w grze z kontry. Jest to też kolejny zawodnik, któremu nie można przypisać jednej pozycji na parkiecie. Ta uniwersalność i możliwość zmienienia z ławki praktycznie każdej pozycji od SG po PF to wielki plus.

W przyszłości widzę Wilsona jako solidnego skrzydłowego, który pewnie podpisze z Bucks swój pierwszy-po-rookie kontrakt, ale będzie głównie 20-25 minutowym rezerwowym. Taka myśl na rano: mieć taką karierę jak np. Caron Butler – plus czy minus? Dla mnie olbrzymi pozytyw i gdyby za 15 lat okazało się, że Wilson skończył podobnie, byłoby to naprawdę duże osiągnięcie. Oby tylko nie skończył tak, jak nasz ostatni 17 wybór w drafcie – Rashad Vaughn

BTW, słuchałeś już nowy album Setha Macfarlane’a ‚In Full Swing’ ? Fantastyczna sprawa. Polecam!

Ranking bucks.pl: #9 Jason Terry

O Terrym pisałem zaraz po tym, jak podpisał kontrakt na kolejny rok:

Jaram się i to mocno. Możesz się śmiać, albo nie do końca w to wierzyć, ale Jet był na pierwszy miejscu na mojej prywatnej liście muszą-do-nas-wrócić-po-wakacjach. Nawet jeśli nie jako zawodnik, to koniecznie jako asystent trenera. Albo chociaż gość od ręczników. Cokolwiek. Byle jeszcze nie odchodził. Ku mojej uciesze, parę dni temu pojawiły się pierwsze plotki mówiące o możliwym powrocie Jasona na kolejny rok, teraz w końcu doczekaliśmy się oficjalnego potwierdzenia.

40-letni Terry postanowił jeszcze przez jeden sezon dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z młodymi Kozłami. Jego znaczenie dla drużyny nie jest już wymierzane statystykami (rok temu 74 mecze, średnio 18 minut na mecz, 4 punkty, 1,3 asyst i 1,4 zbiórek, 43% za trzy – drugi wynik w drużynie), ale charyzmą, energią i historiami z ostatnich 18 lat kariery, opowiadanymi w szatni przed, w trakcie i po meczach. Terry jest  naturalnym przedłużeniem Kidda na parkiecie, gościem, który, trafia do głów niedoświadczonych Bucks z taką samą łatwością, z jaką Giannis kończy z górę kontrę 1-na-1. Terry jest kopalnią wiedzy. Wciąż biegającą i trafiającą trójki encyklopedią basketa. Jest ojcem, którego nigdy nie miałeś; bratem, którego zawsze chciałeś i kolegą z drużyny, który zawsze stanie po twojej stronie, nawet jeśli będzie musiał podskoczyć gościom dwa razy większym od niego. Terry jest mentorem, który zadba o odpowiedni rozwój mentalny całej szatni. Terry jest rozsądkiem, który będzie tonował łatwo podpalające się głowy naszych młodziaków.

W swoim 19 sezonie w NBA, Terry będzie zarobi 2,3 miliona i muszę przyznać, że nie są to duże pieniądze, biorąc pod uwagę wszystkie wartości i umiejętności, które ma do sprzedania reszcie drużyny.

Nie widzę potrzeby, żeby dodawać coś więcej. Taki trochę paradoks, bo cieszę się z jego obecności w klubie, ale mam nadzieję, że nie będzie zbyt wiele grał kosztem minut, chociażby Browna. To jeden z tych zawodników, którzy są na takim etapie kariery, że dają drużynie znacznie więcej, im mniej są na parkiecie. Ale nie powiem, nie mogę się doczekać garbage time’u (że o zaciętych końcówkach nie wspomnę!) w których walnie dwie szybkie trójki, rozwinie skrzydła i przeleci przez cały parkiet, rozpalając do czerwoności wszystkich kibiców na trybunach.

Ah, Jason, dobrze, że jesteś!

Gerald Green uzupełnia nasz skład na training camp.

Geriatria party w Milwaukee trwa w najlepsze. Po podpisaniu krótkich kontraktów z Kendallem Marshallem, Jamesem Youngiem i Brandonem Rushem, do składu Bucks dołączy kolejny doświadczony skrzydłowy (który świetnie wspomina swoją grę z Kiddem)- Gerald Green. Duel pomiędzy Greenem a Rushem o 15 miejsce w składzie i 10-15 minut w meczu zapowiada się bardzo ciekawie, szczególnie że oboje potrafią wejść i postraszyć trójką (mimo, że Rush będzie stał w narożniku i czekał na podanie, a Green jeszcze od czasu do czasu spróbuje wejść pod kosz).

Green w zeszłym sezonie z Celtami trafiał 35% trójek w 11 minut i w bezpośrednim zestawieniu z Rushem, wypada od lepiej w pod względem ofensywy (ORPM -1,27 vs -3,13 Greena), ale znacznie gorzej, jeśli chodzi o obronę (DRPM -1,47 vs -0,73).  Pierwsze co przychodzi mi do głowy to kolejny Michael Beasley, który ofensywnie też potrafił wziąć grę na siebie, ale w obronie bardziej przeszkadzał niż pomagał.

Po wczorajszych doniesieniach o przenosinach Melo do OKC, wschód przypomina jeden wielki żart. Bucks powinni walczyć o TOP4 w konferencji, a na wypadek gdyby Snell z Middletonem potrzebowali chwili oddechu, a Brown jednak by się nie sprawdził, lepiej na tym 15 miejscu w rostrze mieć kogoś pokroju Greena/Rusha niż GPII. Bucks kilka razy pozbyli się już przydatnych weteranów (Stack, Dudley, Thomas) i cieszy mnie to, że ktoś teraz pamięta o tym, że budowanie DNA Bucks zaczyna się już w szatni. Stąd kilku zaufanych, doświadczonych prawie-emerytów, to dobry pomysł – pod warunkiem że nie będą zabierali wielu minut debiutantom.

Ranking bucks.pl: #10 Sterling Brown

Czy jest szansa na to, że w dwa lata z rzędu uda się Kozłom trafić w dziesiątkę z wyborem zawodnika w drugiej rundzie? Nie ukrywam, że bardzo liczę na to, że po Brogdonie, w tym roku to Brown będzie zawodnikiem, który najbardziej wszystkich zaskoczy.

Sterling to materiał na naprawdę solidnego i wszechstronnego 3-D skrzydłowego (wingspan 6-9), jednak póki co jego gra na najwyższym poziomie pozostaje zagadką. Nie wiem w jaki sposób 5 meczów w Lidze Letniej przełoży się na sezon zasadniczy, ale patrząc na to, że znajduje się prawie w każdych statystykach, odnoszę wrażenie, że szybko znajdzie na siebie miejsce w rotacji. Mimo tego, że w LL trafił ledwie 38% ze swoich 42 rzutów, to dodatkowo zbierał 4 piłki na mecz, rozdawał 1.6 asyst, miał prawie 2 przechwyty i 1 blok na mecz.

Przez to, że gra brata Shannona Browna jest póki co totalną zagadką, trzymam za niego mocno kciuki i wierzę, że 46 numer w drafcie okaże się dla nas szczęśliwy. Czuję z nim to samo lekkie pieczenie w kroku, jak po wyborze w drafcie Giannisa i Makera, ale jednocześnie mam świadomość tego, że drugim SG będzie Snell, a Brown będzie walczył o dodatkowe minuty z Vaughanem.

Ranking bucks.pl: #11 Matthew Dellavedova

Kiedy Delly dołączył do Bucks rok temu, prosto po zdobyciu mistrzostwa z Cavs, liczyłem na to, że będzie dużym wzmocnieniem naszego obwodu – poprawiając nieco zarówno naszą defensywę, jak i dodając nam trochę energii po drugiej stronie parkietu. No i w sumie, jako zawodnik wart 30 milionów za trzy lata gry, spełnia swoją rolę. Albo inaczej – gra tak, jak mnie do tego przyzwyczaił i nie daje żadnych powodów do dodatkowego entuzjazmu.

Delly za szybko i za łatwo przegrał rywalizację z Brogdonem i mimo tego, że wyszedł w pierwszej piątce w 54 meczach, na parkiecie spędzał nie więcej niż 26 minut – trochę za mało jak na 10 baniek rocznie. Jak wiesz, nie jestem zwolennikiem tego, żeby wpływ na grę całego zespołu oceniać na podstawie indywidualnych statystyk, ale nie mogę się powstrzymać: jego DefRtg spadł z roku na rok ze 108 na 113,7. Podobny spadek zaliczył w OffRtg: ze 109 na 101,4. Dodatkowo, niestety nie udało mu się utrzymać 41% skuteczności za trzy z sezonu 2015/16 i zeszły zakończył z kolejnym statystycznym spadkiem: na przeciętne 36%. W świetle rozwoju Brogdona, rola Delly’ego w Kozłach będzie z roku na rok spadała. A że ma przed sobą jeszcze trzy lata kontraktu, trzeba przełknąć dumę i pogodzić się z tym, że w naszym składzie będzie kolejny (po Hensonie) zawodnik zgarniający niezłą kasę za granie po 20-25 minut (albo nawet 15-20).

Delly przez całą swoją karierę musiał mierzyć się z wyzwaniami typu: jak być szybszym? Jak lepiej rzucać? Co zrobić, żeby dopasować się do tej drużyny? Ten głos w głowie, który na okrągło mówi ci o tym, że jesteś za słaby i że non stop musisz nad sobą pracować, z jednej strony buduje charakter i samodyscyplinę, ale z drugiej strony, potrafi być destruktywny. Szanuję Delly’ego za to, że osiągnął tyle w swojej karierze i że każdego dnia dba o siebie bardziej, niż niejeden profesjonalny atleta. Kiedy rok temu kupił dom w Milwaukee, nie cieszył się najbardziej z dużego telewizora czy sali kinowej z bilardem. Najbardziej jarał się własną siłownią w piwnicy i osobnym „pokojem na regenerację”. Pod tym względem jest trochę jak Jason Terry – może nie wnosić na boisko zbyt wiele polotu i finezji, ale jeśli chodzi i świecenie przykładem i budowaniem atmosfery w szatni, to jest odpowiednim człowiekiem w odpowiednim klubie.

Sportowo jednak oczekiwałbym od niego trójek na poziomie około 40% i solidnej obrony, na jaką na pewno go momentami stać (żebyśmy nie musieli znowu oglądać Snella kryjącego pg). Wtedy na spokojnie będę mógł powiedzieć, że mamy rezerwowego rozgrywającego, który potrafi wnieść do gry więcej niż parę asyst i skuteczne przekozłowanie piłki przez całe boisko.

Ranking bucks.pl: #12 Mirza Teletovic

Gdyby nie robić rankingów pod szyldem: „najlepszy” i „najgorszy”, tylko skupić się na wszystkich unikalnych „naj” w zespole, które odpowiednio dobrane i wzajemnie się uzupełniające tworzą zgrany kolektyw godny Stanisława Anioła, miałbym jeden problem z głowy. Bo Mirza jest zawodnikiem na swój sposób wyjątkowy – jest żywym przykładem na to, że statystyki w baskecie mają niewiele wspólnego z tym, co widzimy patrząc na danego gracza.

Słuchaj tego: z jednej strony Telly zarobi w przyszłym sezonie 10 milionów (na szczęście ostatni rok trwania kontraktu), a nie jest wart nawet 1/3 tej sumy. Z drugiej, zeszły sezon zakończył z trzecim najlepszym net rating w zespole (3.4) i piątym najlepszym +/- (+74: ciekawostka, Telly spędził 43% swojego czasu na parkiecie z Giannisem i miał przy nim +69. Najwięcej grał jednak z Brogdonem i to z przy nim zanotował rekordowe +107 w całym sezonie).

Telly jest dziwny, do tego stopnia, że jego rola w obronie ogranicza się do nie wyłamywania ze schematów i nie strugania bohatera. Za słaby, żeby kryć podkoszowych, za biały i za łamliwy, żeby kryć skrzydłowych. Z kolei w ataku jego mocną siłą były zawsze trójki, dlatego nie dziwi fakt, że w poprzednim sezonie oddał ich najwięcej w karierze. Szkoda tylko, że przy najniższej, 34% skuteczności. Uwielbiam go jednak za etykę pracy i miłość do koszykówki, którą podkreśla na każdym kroku. Przeszedł w życiu więcej niż jestem sobie w stanie wyobrazić, a to dodatkowo  dodaje my +7 do punktów sympatii.

Jakby nie patrzeć, Telly jest jednym z pierwszych zawodników, których pewnie uda się upchnąć, jak tylko będą się szykowały zimowe roszady w składzie. Wygasający kontrakt jest zawsze mile widzianym aktywem i wcale bym się nie zdziwił, gdyby Mirza nie dograł do końca sezonu w Milwaukee.

Kendall Marshall dołącza do Bucks. Póki co tylko na pre-season.

OK, karuzela transferowa Bucks pędzi w szalonym tempie i co chwila mamy doniesienia o kolejnym cichym i nic nie znaczącym transferze. Kolejnym wolnym agentem (po Jamesie Youngu i Brandonie Rushu), który dołączy do nas teoretycznie tylko na moment (póki co na czas campu i pre-season) jest Kendall Marshall.

Oh Kendall, pamiętam jak biegałeś do kontr z Brandonem Knightem. Jak szastałeś trójkami na prawo i lewo, niszczyłeś przeciwników, miażdżyłeś obrony. Jak przepychałeś się masywnym tyłkiem, lawirując między zahipnotyzowanymi defensorami. Szkoda, że spektakularny sezon 2014-15 skończyłeś zerwanym ACL i musiałeś uciekać z Milwaukee. Nie będę udawał, że wiem, co się z Tobą później stało, bo nie śledziłem Twojej dalszej kariery w NBA. Ach, no tak. Przecież po kontuzji zbyt długo nie pograłeś w NBA. Ale rok temu w Reno Bighorns dawałeś podobno radę i te 15 punktów, 9 asyst i prawie 4 zbiórki na mecz są imponujące. Nie obraź się, ale ciężko jest mi Cię teraz witać z otwartymi ramionami, kiedy pierwsze pytanie jakie przychodzi mi do głowy brzmi: „czy w ogóle jeszcze nadajesz się do gry w NBA?”

Cieszyłbym się, gdybyś okazał się bardziej wartościowym ogniwem niż Payton II, zająłbyś jego 14 miejsce w składzie, podpisał dwustronny kontrakt i cielił się swoim doświadczeniem na treningach, nie odbierając jednak minut Brogdonowi, czy Brownowi.

Powodzenia.

Ściskam,
Dawid

Ranking bucks.pl: #13 Rashad Vaughn

Żeby sprawiedliwie ocenić Rashada, musisz najpierw odpalić NBA JAM.  Pobaw się przez kilka akcji, naciesz uszy głośnym „boom-shakalaka!” Potem na chwilę zaciśnij zęby i zagraj na poważnie. Wybroń trzy akcje z rzędu, po drugiej stronie boiska zalicz trzy słodko głaszczące siatkę swishe i patrz jak piłka zaczyna płonąć. Długi, czerwono-pomarańczowy welon, zajmuje w błyskawicznym tempie całą siatkę, po czym podąża za piłką. A teraz wyobraź sobie, że możesz na chwilę pożyczyć tę piłkę, jakimś cudem przemycić na mecz Kozłów i czekać, aż wpadnie w ręce Rashada (na moment możesz też zrezygnować z wizji z piłką i w jej miejsce wstawić gorącego kartofla prosto z ogniska – efekt będzie podobny).

Vauhgn jest typem zawodnika, który na parkiecie lubi być niewidoczny, unikać kontaktu z piłką i najlepiej skupiłby się tylko na bieganiu z obrony do ataku i z powrotem. Jak rok w rok oglądam Bucks od (mój boże!) 15 lat (!) , tak nie widziałem jeszcze podobnego gracza. Mam kilka teorii:
(1) ma wszystko w dupie i jego planem jest wyjść na mecze z rzędu bez spocenia się,
(2) minął się z powołaniem i paraliżuje go myśl, że tyle osób na raz na niego patrzy,
(3) minął się z powołaniem i myśli, że nikt go nie widzi jak chowa się w rogu boiska,
(4) rozkminia nad alternatywnym zakończeniem „Głupiego i Głupszego”, gdzie Lloyd i Harry wchodzą do autokaru i redefiniują pojęcia BangBusa.

Rashad miał być przede wszystkim strzelcem, a póki co głównie pudłuje (kariera: 30% z gry). Unika wejść pod kosz w takim samym stopniu jak poparzenia rąk drugiego stopnia od trzymania piłki przez dłużej niż sekundę. Straciłem do niego zaufanie w zeszłym sezonie i wydaje mi się, że jak teraz w końcu się nie przełamie, to może to być jego ostatni sezon w NBA. Jego przewagą nad Hensonem i Paytonem II jest przede wszystkim kontrakt i fakt, że mając dopiero 21 lat wciąż dałoby radę użyć go jako transferową zapchaj dziurę – typowy worek ziemniaków.

Nadzieja jest – w Lidze Letniej pokazał, że potrafi grać lepiej niż ja i ty.

Jason Terry oficjalnie w Bucks!

Jaram się i to mocno. Możesz się śmiać, albo nie do końca w to wierzyć, ale Jet był na pierwszy miejscu na mojej prywatnej liście muszą-do-nas-wrócić-po-wakacjach. Nawet jeśli nie jako zawodnik, to koniecznie jako asystent trenera. Albo chociaż gość od ręczników. Cokolwiek. Byle jeszcze nie odchodził. Ku mojej uciesze, parę dni temu pojawiły się pierwsze plotki mówiące o możliwym powrocie Jasona na kolejny rok, teraz w końcu doczekaliśmy się oficjalnego potwierdzenia.

40-letni Terry postanowił jeszcze przez jeden sezon dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z młodymi Kozłami. Jego znaczenie dla drużyny nie jest już wymierzane statystykami (rok temu 74 mecze, średnio 18 minut na mecz, 4 punkty, 1,3 asyst i 1,4 zbiórek, 43% za trzy – drugi wynik w drużynie), ale charyzmą, energią i historiami z ostatnich 18 lat kariery, opowiadanymi w szatni przed, w trakcie i po meczach. Terry jest  naturalnym przedłużeniem Kidda na parkiecie, gościem, który, trafia do głów niedoświadczonych Bucks z taką samą łatwością, z jaką Giannis kończy z górę kontrę 1-na-1. Terry jest kopalnią wiedzy. Wciąż biegającą i trafiającą trójki encyklopedią basketa. Jest ojcem, którego nigdy nie miałeś; bratem, którego zawsze chciałeś i kolegą z drużyny, który zawsze stanie po twojej stronie, nawet jeśli będzie musiał podskoczyć gościom dwa razy większym od niego. Terry jest mentorem, który zadba o odpowiedni rozwój mentalny całej szatni. Terry jest rozsądkiem, który będzie tonował łatwo podpalające się głowy naszych młodziaków. Mógłbym tak jeszcze długo, ale wtedy nie miałbym o czym pisać do rankingu bucks.pl.

W swoim 19 sezonie w NBA, Terry będzie zarobi 2,3 miliona i muszę przyznać, że nie są to duże pieniądze, biorąc pod uwagę wszystkie wartości i umiejętności, które ma do sprzedania reszcie drużyny.

Ranking bucks.pl: #14 Gary Payton II

Być przed Johnem Hensonem to zaszczyt. Ale być przed Johnem Hensonem i jednocześnie nic nie znaczyć dla swojej drużyny – to kolejny policzek w twarz od całej ekipy dla Hensona.

GPII dołączył do Bucks w zeszłym sezonie i z marszu stał się moim ulubieńcem po tym, jak zaczął się chwalić swoimi intensywnymi treningami w nowo wybudowanym centrum treningowym:

Mimo tego, że zawsze marzyłem o tym, żeby ktoś mi ścinał włosy podczas oglądania Family Guy’a (na marginesie, podobne marzenie ostatnio jednak się spełniło, po tym, jak moja dentystka zamontowała monitory przy każdym fotelu i pozwala oglądać mecze podczas kanałówki, yeeey!), mam wrażenie, że GPII ma dużo elementów, nad którymi należałoby popracować. Pierwszym na pewno są rzuty, bo nie widzę sezonu trzymania w składzie zawodnika, który gra na pozycji rozgrywającego i nie jest żadnym zagrożeniem z dystansu. JPII różni się od Hensona tym, że ma trzy zalety – odziedziczył grę w obronie po tacie, (2) ma niegwarantowany kontrakt i (3) nie ma pewności, że w ogóle będzie w składzie Bucks w nadchodzącym sezonie.

A tak fajnie zaczął karierę w NBA:

Ranking bucks.pl: #15 John Henson

Nie rozumiem, dlaczego większość rankingów trzeba zaczynać od ostatniego miejsca – szczególnie w momencie, gdy sam szczyt jest znany i nie jest żadną tajemnicą. W tym sezonie najwięcej ciekawostek jest na dnie składu Bucks, wśród zawodników, których tak przyjemnie się krytykuje. Zacznę od tego, który w moich oczach jest już na dnie. Panie i Panowie, przed wami moim zdaniem najmniej wartościowy zawodnik Bucks w nadchodzącym sezonie – John Henson.

Nie można się przyczepić do tego, że nie pracuje. Ale fakty są niezaprzeczalne – Henson przestał się rozwijać minutę po tym, jak podpisał nowy kontrakt: w tym roku za siedzenie na ławie dostanie 11 milionów, za rok 10, a w 2019/20: dziewięć milionów. Chyba, że w między czasie spełni się jedno z moich marzeń i znajdziemy frajera inwestora, który skorzysta z okazji i ściągnie fantastycznie blokującego podkoszowego w zamian za dwa picki w drafcie, ekwiwalent pieniężny i noc z Mallory Edens (to ostatnie to wynagrodzenie dla mnie).

Dlaczego tak bardzo nie lubię Hensona? Bo nie ma jaj. Bo gra bez ikry. Kiedy stoi pod koszem i widzę jak cierpi przepychając się z przeciwnikami, zbiera mi się na płacz. W zeszłym sezonie notował najmniej bloków per-36 od swojego drugiego (najlepszego) sezonu, dawał sobie rzucać sprzed twarzy w 51% sytuacji (w porównaniu do 42% w soph. year). Przed nim był nawet Spencer-jak-cudnie-że-już-mnie-tu-nie-ma-Hawes. I Jahil Okafor. Nie można tego zwalać na brak szans, bo tych dostawał na początku sezonu sporo. Samo to, że z rotacji wywaliły cię takie gwazdy jak Pachulia, Miles Plumlee czy wspomniany wyżej Hawes, zbyt dobrze o tobie nie świadczy.

Zasięg w obronie nic nie pomagał, a w ataku zdawał się jeszcze przeszkadzać. Jego efFG% 51,5% to najgorszy wynik w karierze. Oddał 41 rzutów z półdystansu, trafiając 24% z nich. Ponad połowa nie trafiła w obręcz* .  W ciągu całego sezonu oddawał 3,5 rzutu spod kosza, trafiając 59% z nich. Kompletnie nie był w stanie grać w bazującym na zasłonach ataku Kozłów, gdzie po raz kolejny, jego brak masy, agresji, atletyzmu i polotu sprawia, że jest kompletnie bezużyteczny w naszej rotacji.

Chyba nie tylko ja jeden życzyłbym Kozłom, żeby udało im się opchnąć Hensona gdziekolwiek, za cokolwiek. Jednak, podobnie jak większość z was, też uważam, że szanse na to są praktycznie zerowe. Co akurat odpowiada wartości Hensona.

Żeby nie było z samymi negatywami, Henson którego mógłbym oglądać w tym sezonie:

*(może właśnie zmyśliłem statystykę. A może naprawdę tak było?)

„Trzeci splash brother” w Bucks.

Już miałem nadzieję, że Bucks odchodzą od zatrudniania weteranów (nie liczę tu JETa, na którego oficjalne potwierdzenie transferu nadal czekam z niecierpliwością!) i skupiają się głównie na odmładzaniu zespołu. Dlatego zaskoczyłem się dzisiejszym tweetem Priority Sports, w którym gratulują Brandonowi Rushowi podpisania rocznego kontraktu z Kozłami. Nie wiadomo jednak na 100% czy zostanie z nami na cały sezon, czy opuści zespół po meczach przedsezonowych (wciąż nie są dostępne szczegóły umowy).

Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa do głowy – czy przyjście Rusha oznacza definitywne pożegnanie się z Paytonem II? Jeśli tak, to Brandon i tak nie będzie mógł liczyć na zbyt wiele czasu na parkiecie, szczególnie że rywalizowałby o minuty ze Sterlingiem Brownem. Rush, w ciągu swojej 9-letniej kariery tylko czterokrotnie zagrał więcej niż 65 meczów w jednym sezonie (po zerwanym ACL i MCL podczas próby dunku w 2007, ostatnio grał kolejno 47, 72, 33 i 38 meczów). Ostatni sezon spędził głównie w Minnesocie (potem chwilowo w GSW, jako „trzeci splash brother”).

W Kozłach mógłby nieco rozciągać grę na skrzydłach i może, przy odrobinie szczęścia, trafić kilka trójek (jest w końcu jednym z 11 zawodników w historii NBA którzy mogą się pochwalić średnią 40% celnych trójek w karierze na minimum 1000 prób). W ostatnich dwóch sezonach oddawał nieco ponad dwie trójki na mecz trafiając kolejno 38,6% i 41% z nich. Biorąc jednak pod uwagę pecha, jakiego z kontuzjami mają ostatnio nasi skrzydłowi, nigdy nie wiemy, kiedy może nam się przydać dodatkowy doświadczony skrzydłowy z mistrzowskim pierścieniem.

Do tematu Brandona w Bucks wrócimy jeszcze na moment lada dzień, jak tylko światło dzienne ujrzą szczegóły jego kontraktu. Stay tuned!