bucks.pl

proud Bucks fan since 2002

Dwight Howard – Przełamanie


To, co zaraz przeczytacie, było naprawdę proste. Nasz reporter, Keith Major, poprosił Dwighta Howarda II o wsad. Keith kucał na koszu na śmieci umieszczonym pod koszem w pustej sali Southwest Atlanta Christian Academy, dzięki czemu prawie dotykał dolnej części siatki. Powiedział: „OK. Dwight. Weź po prostu rozbieg i zapakuj”.

„Przodem? Tyłem? Jedną ręką? Dwoma?” – usłyszał od Dwighta. Dobrego koszykarza poznajesz po tym, że prośbę o wsad odbijają takim właśnie pytaniem. „Przodem z dwóch rąk. Zrobie Ci zdjęcia przed samą paką, w zasadzie to mógłbyś zrobić jakiś wymach nogami, krzyknąć, wiesz, porobić TE rzeczy.”

Dwight stanął niewiele poza linią rzutów za trzy punkty i włożył swoją kasztanową koszulkę SACA. Zrobił jeden kozioł, dwa kroki i zapakował piłkę bez najmniejszego wysiłku. Krzyknął jakby tylko z obowiązku i uśmiechnął się lekko. Keith dał mu lekkiego pstryczka, zeskoczył z kubła, wyszarpał zdjęcie Polaroid z aparatu i zobaczył, że na fotce cała twarz Dwight’a jest zacieniona. Postawił więc kosz kilka centymetrów na lewo i ponownie wspiął się na niego, po czym powiedział: „Dwight – zrób to jeszcze raz.”

No więc Dwight znowu się cofnął i wziął rozbieg. I wtedy stało się. Wybił się bardzo mocno mniej więcej w połowie odległości między linią rzutów wolnych a autem. Podniósł piłkę za głowę mocno dociskając ją do karku. Nagle jego ręce wypaliły do przodu w jednych szybkim, gładkim ruchu, a salę wypełnił głośny krzyk Dwighta podczas wsadu.

BOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOM!

Kiedy tablica kruszy się na kawałki, brzmi podobnie do wystrzału z broni. Zaskoczony dźwiękiem, Dwight dalej trzymał się kurczowo obręczy i, pomimo że ta już była bardzo „wystraszona”, obręcz nagle zaczęła się powoli zginać, aż całkowicie przechyliła się w stronę parkietu. Dwight, zanim naprawdę zdał sobie sprawę z tego, co się właśnie stało, jeszcze trochę ją dogiął, po czym delikatnie uwolnił uścisk w obawie, że cała konstrukcja kosza poleci zaraz na niego. Wylądował na ziemi i przewrócił się na plecy.

Po jego upadku, malutkie kawałki szkła uwolniły się z tablicy. Pierwsza fala wystrzeliła aż pod linię za trzy punkty, w końcu zaczęły tracić na prędkości, aż w końcu ostatnie kawałki skapały wprost na leżącego plackiem Dwighta. Przez trzy długie sekundy nikt się nie ruszył ani nic nie powiedział.

Pierwszą zgodną reakcją było zadowolenie. Keith i ja wydaliśmy z siebie dźwięk podobny do okrzyku radości. Dwight podniósł się na nogi i przebiegł kilka razy sprintem na jeden koniec sali i na drugi, krzycząc w niebogłosy z najgłębszych obszarów płuc, huczał i wariował. Nie mógł powstrzymać się od śmiechu.

Naszą drugą reakcją było sprawdzenie, czy z Dwightem wszystko w porządku. Okazało się, że był pokryty maleńkimi kawałkami szkła, które szybko zmietliśmy z jego ciała. Chwilę później zaczął cały krwawić przez mikroskopijne i niewidzialne gołym okiem nacięcia. Na szczęście nie stało mu się nic poważnego.

Trzecią reakcją było udokumentowanie całego zdarzenia. Zrobiliśmy zdjęcia rozwalonego kosza, później fotki Dwighta (który ledwo powstrzymywał się od śmiechu) stojącego przed zniszczoną konstrukcją. Na końcu pstryknęliśmy sobie zdjęcia z Dwightem, oczywiście również na tle felernego kosza.

Nasza ostatnią reakcją, chyba nawet najbardziej praktyczną, było „Oh crap! Ktoś będzie musiał za to zapłacić!!”
Pod koniec tego miesiąca Dwight raczej na pewno zostanie wybrany z pierwszym albo drugim numerem w drafcie. Mierząca 6-11 silna bestia, która mówi o sobie, że gra jak Kevin Garnett dodaje do tego również: „Biegam jak Dirk Novitski a mentalnie jestem silny jak Tim Duncan.” Ale niecałe dwa lata temu, Dwight nie był nawet uważany za jednego z najlepszych zawodników w szkole średniej. A 18 lat temu, o mały włos a w ogóle by się nie urodził…..

Dwight i Sheryl Howard pragnęli mieć dwójkę dzieci. Skończyli z trzema, ale nie przyszło im to łatwo. „Straciliśmy piątkę dzieci pomiędzy narodzinami mojej najstarszej córki a Dwightem” – mówi tata Dwight’a, który również ma na imię Dwight, tylko że w domu mówią na niego „Big Dwight” (mimo tego, że jest o kilkanaście centymetrów mniejszy niż „Little Dwight”). „Zanim urodziła się nam najstarsza córka, straciliśmy dwójkę bliźniąt, później kolejną dwójkę, a następnie trójkę kolejnych dzieci pomiędzy następną córką a Dwightem.”

Kiedy Sheryl po raz ostatni zaszła w ciążę, Howardowie jeździli do szpitala co najmniej raz w tygodniu, żeby zawczasu wykryć ewentualne problemy. Całą swoją wiarę i nadzieję skierowali w stronę Boga. 8 grudnia 1985 urodził się Dwight Howard II. „Big Dwight” wspomina teraz: „Robiliśmy co w naszej mocy. Zawsze mówiłem Dwightowi: Dziesięcioro dzieci i tylko trójka przeżyła. To prawdziwe błogosławieństwo, że jesteś jednym z tej trójki. Cały czas powtarzam dzieciom: stąpajcie twardo po ziemi i bądźcie wdzięczni za każdy nowy dzień.”

Niedługo po tym, jak Dwight postawił swój pierwszy krok, od razu zaczął interesować się koszykówką. „Zacząłem grać w wieku trzech lat. Zawsze oglądałem Magica Johnsona na video, bo nie mieliśmy nawet kablówki ani nic takiego. Generalnie starałem się robić to, co on robił na meczach, imitowałem jego wszystkie zwody. Mieszkaliśmy na długiej ulicy, dlatego ustawiałem na niej krzesła, brałem piłkę, zasłaniałem oczy i kozłowałem dookoła krzeseł, albo biegałem z piłką wzdłuż ulicy. Zawsze chciałem być mierzącym 6-9 rozgrywającym. Zawsze chciałem być jak Magic.”

Big Dwight zdał sobie sprawę z tego, że jego syn nigdy nie będzie wyższy niż 6-5, dlatego od samego początku przekazywał mu naprawdę najważniejsze rzeczy dla rozgrywających. Kiedy Dwight był w ósmej klasie, jego tata nieco się wycofał. Nie przestał go uczyć, ale przestał być jego trenerem. Nawet w momencie kiedy Dwight zaczął szybko rosnąć, dalej uważał siebie za rozgrywającego. „Nigdy nie brałem pod uwagę takiej ewentualności, że kiedyś nie będę point guard’em, ale kiedy poszedłem do dziewiątej klasy, wiedziałem, że już raczej nim nie zostanę, bo byłem o głowę wyższy niż pozostali uczniowie.” – mówi Little Dwight.

Dwight uczęszczał do SACA od przedszkola. W SACA, małej prywatnej szkole, gdzie uczyło się około 300 uczniów, gdzie każdy dzień zaczynał się modlitwą i piosenką na część Boga, Dwight codziennie marzył o graniu w kosza na uniwerku. Pewnego dnia w 9 klasie, usiadł w ławce i zaczął wypisywać listę swoich celów. Do dziś nad jego łóżkiem wiszą między innymi takie zdania:

I stanie się to prawdą to, że w 2004 Dwight Howard II stanie jak równy z równym z innymi kandydatami do NBA. W imię Jezusa. Amen.
I stanie się prawdą to, że Dwight Howard II zostanie wybrany z numerem pierwszym w drafcie NBA.


org. art.: Dwight Howard :: Breaking Through
tłumaczenie: Dawid Księżarczyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: