(24-10) BUCKS vs (17-20) NETS

Ostatni mecz Bucks w tym roku musi zostać odpowiednio celebrowany. Bucks i Nets spotkają się w tym sezonie po raz pierwszy i Kozły będą chciały zmazać plamę z końcówki zeszłego sezonu, kiedy to przerwana została nasza seria 10 wygranych z rzędu nad ekipą z Brooklynu. Dzisiaj o 23:00 włączasz Canal+ i czekasz na pojedynek DJ Wilsona z Rodionsem Kurucsem. Cała reszta będzie mało ważna.

  • DJ Wilson doskonale korzysta z tego, że Ersan wciąż wraca do siebie po operacji złamanego nosa. W ostatnim mecz z Knicks (wygranym 112-96) zagrał swój najlepszy mecz w karierze (10 punktów, 14 zbiórek) i jest świetnym wsparciem z ławki.
  • Giannis bardzo lubi grać z Nets, w szczególności przeciw Jarrettowi Allenowi. Ramka na nowy plakat w pokoju dziecka gotowa?
  • Po ostatniej porażce Raptors z Orlando, Bucks przy wygranej nie tylko zakończą rok na pierwszym miejscu w NBA. Niby mało ważna rzecz, ale jeszcze kto by przypuszczał jeszcze niedawno, że Kozły będą otwierać tabelę? Ostatni raz Bucks byli na szczycie wschodu w sylwestra 1973 roku (w tamtym sezonie dotarli do finałów NBA). A kiedy ostatni raz na zakończenie roku byliśmy numerem jeden w lidze? W sezonie 1970-71. Wtedy oczywiście zdobyliśmy mistrzostwo. Dalej niby mało ważna rzecz? Historia pisze się na naszych oczach, kozłowicze!!!
  • Oprócz Nets i Bucks, żadna z drużyn NBA nie ma w tej chwili bilansu 8-2 w ostatnich 10 meczach. Czeka nas wiec pojedynek dwóch drużyn, które są w tym momencie na fali (mimo, że Nets przegrali ostatnie spotkanie z Hornets 87-100).
  • Czeka nas deszcz cegieł z dystansu. Bucks zajmują drugie miejsce w lidze pod względem % za trzy. Nets szóste.
  • Rodions Kurucs. Mimo, że zagrał dopiero w 19 meczach w tym sezonie, w ostatnich 5 z nich rzuca średnio 13,2 punktów. 20-letni Łotysz na pewno zasługuje na nasze parę minut uwagi w tym spotkaniu.

 

Poniedziałkowa prasówka #2.

Podobnie jak w zeszłym tygodniu, poniżej znajdziecie listę najciekawszych moich zdaniem artykułów o Bucks z zeszłego tygodnia.

  1. Zaczniemy od naszej akcji wybierania najgorszego zawodnika w składzie Bucks. Temat był ciekawy: polegało to na tym, że każdego dnia bierzecie udział w ankiecie i po kolei eliminujemy najsłabszego gracza. Pierwszy dzień przerósł moje oczekiwania:<

    Jestem w szoku po pierwszym dniu #RankingBucksPL

    1⃣dnia, w głosowaniu na najgorszego zawodnika, najnudniejszej drużyny w NBA, udział wzięło 145osób. Dzięki #nbapl !

    2⃣0⃣% głosów poszło na Christiana Wooda 🥳

    Eliminujemy dalej. Dzień 2. Go Henson! https://t.co/bCd1QlLiny

    — Dawid Księżarczyk (@daveknot) 30 sierpnia 2018

    145 osób kliknęło w ankiecie z BUCKS w temacie. Dzięki wielkie!  Niestety, z braku czasu i natłoku codziennych obowiązków, temat rankingu zostaje jednak przełożony na połowę września. Będzie miał taką samą formę, jak rok temu: jeden zawodnik dziennie przez dwa tygodnie. Stay tuned!

    A teraz lecimy już z poważnymi tematami.

  2. SI.com: Andrew Sharp i Ben Golliver zastanawiają się, czy po odejściu LeBrona do LA. Giannis przejmie po nim władzę nad wschodnią konferencją. Andrew Sharp stawia odważną tezę:The choice is easy because it is destiny, Giannis Antetokounmpo will fulfill his father’s name. Antetokounmpo literally means ‘the king from across the seas’. What more needs to be said. The prophecy will be released. Giannis and the Bucks are going to the Finals this year. The media needs to stop sleeping.Nie mam nic przeciwko temu, żeby jego przepowiednia się sprawdziła.

    3. Milwaukee Business Journal wrócił jeszcze raz do otwarcia nowej hali i w dużej mierze pisze o roli byłego własciciela Bucks, Herba Kohla, w zatrzymaniu koszykówki w Milwaukee.

    „During the ceremony, Bucks co-owner Wes Edens and others thanked Kohl, a former U.S. senator who insisted on the team’s buyers committing to keep the franchise in Milwaukee. Edens called the bipartisan support for the public-funding package as “a shining example of what effective and bipartisan leadership can do.”

    4. The Ringer poruszył bardzo podobny temat, co SI.com – czy jesteśmy pewni tego, że Bucks nie zagrają w tym sezonie w finałach?

    „Milwaukee was 25th in the NBA in 3-point attempts per game (24.5) and 24th in 3-point percentage (35.6 percent). They should be better after adding three shooters (Brook Lopez, Ersan Ilyasova, and Pat Connaughton) in free agency and drafting another (Donte DiVincenzo).”

    5. Dan Godziszewski z 94feetreport.com zastanawiał się, czy Eric Bledsoe to na pewno dobry fit dla Bucks. W swoim artykule stara się odpowiedzieć na pytanie, czy Giannis, Middleton i Bledsoe to odpowiednie trio do zdobycia mistrzostwa.

    „The only thing as certain as death and taxes is NBA reporters saying ‘the clock is ticking’ for Milwaukee to surround Giannis Antetokounmpo with a championship-level team before his contract is up. And they aren’t wrong, because there certainly is pressure on the front office no matter how many times Giannis has pledged his loyalty. However, every time I hear that sentiment, I can’t help feeling just a bit offended for small-market teams. The Pelicans receive the same treatment with Anthony Davis, and T-Wolves fans know to get ready for the same noise with their franchise player.”

    6. Enes Kanter popuścił trochę pary dla ESPN i powiedział, że „nie idzie się do Milwaukee, chyba że zaoferują ci duże, duże pieniądze.” Coś w tym jest i obawiam się, że dopóki Bucks nie zaczną regularnie przechodził pierwszej rundy play-offs, nic się nie zmieni.

    7. Giannis spełnił jedno ze swoich marzeń i w końcu spotkał się z Kobe Bryantem na treningu w Milwaukee. Bucks-in-6.

    8. Na koniec nowy mix Antetokonmpo, który wpadł mi w oko na youtube. Enjoy.

    Dzięki za przeczytanie.

Znamy terminarz na nowy sezon

19 października w meczu z Indianą Pacers, Fiserv Forum będzie pękać w szwach. Będzie to pierwszy w historii mecz Bucks w nowej hali, która powstawała w bólach i cierpieniach. Najpierw miasto nie wydawało zgody na sprzedaż działki. Potem, burmistrz nie chciał, żeby część kosztów budowy była pokryta z pieniędzy podatników. W końcu, po czterech latach, wszystko skończyło się happy endem jak po tajskim masażu w jednym z miliona salonów w centrum Pragi.

Bucks oficjalnie rozpoczynają sezon dwa dni wcześniej – 17.10 jedziemy do Charlotte, a potem trzy mecze z rzędu gramy u siebie. Jeśli chodzi o transmisje, to będzie dobry rok dla Kozłów:

  • 24 mecze będą transmitowane w TV.
  • Po raz pierwszy od 1977, zagramy w wigilię: w tym roku z Knicks (How Giannis Stole Christmas)
  • 7 grudnia gościmy Warriors,
  • 19 marca gościmy LeBrona,
  • 16 i 28 listopada gościmy Parkera,
  • 21 lutego gościmy Celtów,
  • W sumie Bucks mają 13 back-to-backów (3 dom-dom, 3 dom-wyjazd, 3 wyjazd-dom, 4 wyjazd-wyjazd)
  • Między 14-24 listopada zagramy 6 meczów z rzędu u siebie. Między 27 stycznia-4 lutego oraz 25 lutego-4 marca dwa razy zagramy po 5 meczów na wyjeździe
  • Z prawie każdym zespołem ze wschodu zagramy 4 razy. Wyjątki to: Boston, Waszyngton,  (2 razy na wyjeździe, raz u siebie) oraz Orlando i 76ers (2 razy u siebie, raz na wyjeździe).
  • Z każdym zespołem z zachodu zagramy raz u siebie i raz na wyjeździe.

Terminarz miesiąc po miesiącu (dom/wyjazd):

  • Październik 5/2
  • Listopad 8/6
  • Grudzień 6/8
  • Styczeń 7/8
  • Luty 4/7
  • Marzec 8/8
  • Kwiecień 3/2

Dni tygodnia (dom/wyjazd)

  • Poniedziałki 6/7
  • Wtorki 4/4
  • Środy 8/7
  • Czwartki 4/4
  • Piątki 7/7
  • Soboty 8/6
  • Niedziele 4/6

Pełny grafik możecie zobaczyć na https://www.nba.com/bucks/schedule .
Polecam ściągnąć, zalaminować i powiesić na lodówce, obok grafiku pierwszej ligi:

https://platform.twitter.com/widgets.js

Sterling Brown może powalczyć o pierwszą piątkę.

03.10, o 2:00 w nocy, Bucks w pierwszym meczu przedsezonowym przetestują formę Jabariego Parkera i Lauri Markanena. Jeśli już się jarasz i nie możesz się doczekać, to jest z tobą coś nie tak. Podobnie jak ze mną. I z Sebastianem, z którym przy wczorajszej wieczornej degustacji smakowych herbat zgodnie doszliśmy do wniosku, że kończymy z League Passem. Nie ukrywam, że byliśmy mocno pod wpływem wieczornego meczu Śląska Wrocław z WKK Wrocław , jakby nie było, nocne śledzenie NBA nie oddaje nawet w kilku procentach emocji, które buzują w człowieku podczas obecności na hali. Kiedy w głowie zacząłem już wydawać zaoszczędzone pieniądze, zaczęła się wyliczanka.

Carter w Hawks – być może ostatni sezon – trzeba oglądać.
Doncić w Mavs – być może ostatni sezon Dirka – trzeba oglądać.
Bucks – być może w końcu przejdziemy pierwszą rundę – trzeba oglądać.
Parker w Bulls – niech tylko będzie zdrowy – trzeba oglądać.
Twolves – gdyby tylko odszedł Butler – warto oglądać.
Łysy w Lakers – co by nie było, łysy to łysy – trzeba kurwa oglądać.

No i dupa z oszczędności – League Pass przedłużony. Preseason będzie śledzony, a w pierwszych meczach, w szczególności przyjrzę się Sterlingowi Brownowi.

Powody, dla których lubię Sterlinga, możesz znaleźć w zeszłorocznym rankingu. Teraz, do wszystkich umiejętności wszechstronnego 3-D, dodatkowo zamierzam skupić się na jego nowo odkrytym talencie do zbiórek.

23-letni drugoroczniak jest nadal sporą niewiadomą w Milwaukee. W swoim debiutanckim sezonie dostał 776 minut na parkiecie (54 mecze), ale mam nadzieję, że przyjście nowego trenera będzie dodatkowym czynnikiem, który przyspieszy rozwój wszechstronnego skrzydłowego Bucks. Nie chcę pisać po raz kolejny o tym, jak wielki potencjał na zostanie więcej niż solidnym lockdown defensem ma Brown. Chcę za to, żebyś zobaczył, jak bardzo jego zbiórki mogą mieć wpływ na Kozły w nadchodzącym sezonie.

Trochę suchych statsów z debiutanckiego sezonu:

  1. 5,4 defensywnych zbiórek PER36
  2. 17,5 def reb % (tylko Plumlee, Zeller, Henson i Giannis mieli więcej)
  3. no i w końcu: 60,4 def reb chance %
  4. w sumie w zeszłym sezonie Brown miał 57% reb chance.

Bucks nie potrafią zbierać. Henson i Lopez mają szansę stać się najgorzej zbierającymi centrami w historii klubu. Brown, aspirujący do roli jednego z głównych obrońców drużyny, na pewno nie będzie naszym pierwszym zbierającym, ale przy jego warunkach fizycznych, waleczności  i poświęceniu, ma szansę stać się jednym z x-factorów ewentualnego sukcesu Kozłów w przyszłym sezonie.

Sterling bez wątpienia ma potencjał na to, żeby stać się ważnym ogniwem z ławki Bucks.  Solidna trójka, świetna obrona – pozwalająca na switchowanie między pozycjami, coraz lepsza gra na deskach (Brown był jednym z lepiej zbierających skrzydłowych w lidze) – to mogą być te atuty, które, przy dobrych wiatrach, wygryzą Snella z pierwszej piątki. Nie mówię, że już za rok. Ale niedługo. Stay tuned.

PS.
Soooo good to be back!

Podsumowanie tygodnia: Warriors pobili nasz rekord; Hezonja, Favors lub Dedmond w Bucks?

Dzień dobry.

Skończyły się finały, które o dziwo ekscytowały mnie mniej niż finały PLK i jest to wiekopomna chwila, bo nie zdarzyło się to jeszcze nigdy, odkąd Śląsk nie gra o najwyższe cele. Nie jest to spowodowane nagłym wzrostem poziomu polskiej koszykówki, a moim gigantycznym zniechęceniem do oglądania tych samych finałów osiemdziesiąty szósty raz z rzędu. Jestem idealnym przykładem kibica, który nie przepuścił żadnego meczu pierwszej rundy, obejrzał większość w drugiej, z potem na wąsie oglądał finały konferencji i olał kompletnie temat w finałach. Are you with me?

Cieszę się, że etap grania już za nami. Oglądanie meczów, to nie to samo, co wymiany, draft, wszystkie telefony, które odbywają się za kulisami i do których nie mamy dostępu. To właśnie w biurach i na polach golfowych odbywają się najlepsze rozgrywki: wyszukiwanie prospektów, negocjacje kontraktów, manipulacje i ostateczne dopasowywanie pionków, które później odpowiednio łechtane, będą z meczu na mecz coraz bardziej dominowały na szachownicy koszykarskiego świata.

Tematy, które chciałbym w najbliższych dniach (tygodniach?) poruszyć, to:

  1. Podsumowanie sezonu Bucks z perspektywy wiecznie marudzącego i nie zadowolonego fana.
  2. Ciężkie rozważania na temat przyszłości Parkera, którego The Decision będzie drugim najważniejszym momentem tegorocznej FA.
  3. Gracze, którzy potencjalnie powinni się znaleźć na celowniku Kozłów w tegorocznym drafcie (to może nawet uda się wypuścić nawet jutro).
  4. Czy po dodaniu Budenholzera, Bucks staną się kandydatami do walki o TOP3 wschodu?

A co u Waszych ukochanych Koziołków się dzieje?

    1. Budenholzer zadomowił się na dobre i ściągnął z Atlanty 5 z 6 swoich asystentów. Jedynym trenerem, który został w Hawks i nie przeprowadził się do polskim piwem płynącego stanu Wisconsin jest gość, którego nazwiska nawet nie pamiętam. Wiem tylko, że był to jedyny trener ze sztabu Hawks, który został zatrudniony bezpośrednio przez GMa, a nie Buda.
    2. Skoro już o trenerze mowa – jeden telefon poprowadził do drugiego i ni z tego ni z owego, Dewayne Dedmond jest po cichu szykowany do zabrania szturmem minut Hensonowi.
    3. Warriors, tak uwielbiani przeze mnie Warriors, pobili w finałach rekord, należący od 47 lat do Bucks prowadzonych przez Kareema. W 1971 zniszczyliśmy w finale Baltimore Bullets, wygrywając trzy z czterech meczów różnicą większą niż 10 punktów. W sumie szybki sweep zakończył się różnicą 49 punktów, co do tej pory wydawało się nie do pobicia. Celtowie w 1959 wygrali zmietli przeciwników różnicą 41 punktów, a 76ers w 1983 – 40 punktów. Warriors, ach ci Warriors, przejechali się po Cavs wygrywając łącznie różnicą 60 punktów.
    4. Pojawiają się pierwsze plotki związane z FA. Czy Mario Hezonja byłby stealem dla Bucks? Czy Derrick Favors to jedyny poważny zawodnik z FA, który byłby solidnym wzmocnieniem?
    5. Pisałem też ostatnio na twitterze o tym, jak to Bucks o mały włos nie zniszczyli dynastii Warriors:

 

Póki co, to tyle. Stay tuned i dzięki za poświęcony czas.

Do usłyszenia.

Wrażenia po konferencji prasowej Budenholzera

Obejrzałem konferencję Budenholzera. Nie wiem dlaczego wydawało mi się to rano najlepszym wyborem do śniadania, bo generalnie nie dowiedziałem się z niej niczego nowego. Dlatego, żeby nie marnować twojego cennego czasu, rzucę tylko kilkoma uwagami. Gdybyś jednak miał wolne 20 minut – poniżej link do konferencji.

  1. Horst zawsze jak pojawia się na konferencjach prasowych obok zawodników, czy w tym przypadku obok Budenholzera, wygląda jak stażysta, który tylko czeka na hasło, żeby donieść butelkę wody czy wyczyścić buty. Jednak obecność na wszystkich publicznych wydarzeniach zwiększa jego znaczenie w klubie i wcale nie było po nim widać, że nowy trener będzie zarabiał ze czternaście razy więcej od niego.
  2. Po krótkim przedstawieniu, nie było niestety mowy o tym, jakiego grania powinniśmy się spodziewać. Żadnych x-and-o’s. Żadnych smaczków i sneak-peaków. Buden zaczął od słodzenia: “The fit is to me what this is about. When I looked at ownership, and I looked at the GM and the roster that we have here in Milwaukee, all the great things that are happening around the community, the timing and taking the Milwaukee Bucks to the next level. I feel very fortunate to be put in this position.”. Dodał, jak ważnymi elementami w zespole są Giannis i Khris i zapowiedział codzienną pracę nad rozwojem pewności siebie zawodników (Tony Snell już czeka na pierwsze lekcje). Nie dowiedzieliśmy się też niczego, jeśli chodzi o plan Buda w stosunku do rozwoju Giannisa, zobaczyliśmy jednak potwierdzenie tego, o ile ważniejszy dla Bucks jest Middleton, niż Bledsoe.
  3. Wiemy za to, że priorytetem będzie gra w defensywie i nastawienie na szybki atak. Zastanawiam się w tym momencie, jak na hasło o „zintensyfikowaniu obrony” będzie reagował Jabari – postaram się w tym tygodniu przygotować coś większego na ten temat, bo Bucks muszą niedługo podjąć decyzję o jego przyszłości.
  4. Horst podkreślał, jak ważne dla rozwoju Bucks będzie doświadczenie Budenholzera wyniesione z pracy w Atlancie, ale podkreślił, że każdy z nich będzie podejmował decyzje w swoim rejonie. Budenholzer nie będzie zatem w całości odpowiedzialny za ruchy kadrowe (na co miał nadzieje), a John zachowa swój statust GMa pociągającego za sznurki.
  5. Zapytany o swoich asystentów, Budenholzer pochwalił obecnych pracowników Bucks i szybko pochwalił też: „my coaching staff that I’m excited about bringing.”

Ogólnie, konferencja odbyła się bez żadnych fajerwerków, czy niespodziewanych pytań. Jestem rozczarowany tym, że nie dowiedzieliśmy się niczego nowego i nadal musimy uzbroić się w cierpliwość. Budenholzer, w przeciwieństwie do taniej dziwki, wszedł po cichu i dyskretnie.

Budenholzer w Bucks – reakcja na szybko.

Nie Ettore Messina.

Nie Becky Hammon.

Nie faworyzowany przeze mnie Piotr Langosz.

Nowym trenerem Bucks przez cztery najbliższe sezony będzie MiKE Budenholzer. O tym, że to właśnie były coach Atlanty będzie kierował drużyną z Milwaukee było wiadomo już praktycznie po tym, jak Zach Lowe podał na twitterze informację o wspólnym śniadaniu Giannisa i Budena (+ z niepotwierdzonych info jeszcze był z nimi Middleton).

Kilka przemyśleń na szybko z pracy – wieczorem postaram się dopisać coś więcej. Póki co – jaram się!

Co się zmieni w Bucks i czego się najbardziej obawiam?

Przede wszystkim, po raz pierwszy od 15 lat mamy w Milwaukee trenera z prawdziwego zdarzenia, który dodatkowo w sezonie 2014-15 wygrał COTY, po tym jak poprowadził Hawks do 60 wygranych (mimo, że w pierwszym swoim roku w Atlancie miał bilans 38-44). I chyba tyle w tym temacie. Nie wiem czy pamiętasz jak cieszyłem się po zwolnieniu Kidda. Prunty jako interim coach prawie wyeliminował Celtów, ale nie wydaje mi się, żeby przedłużanie z nim umowy byłoby tym, czego Bucks potrzebują w tej chwili.

Atlanta kierowana przez Budenholzera przez 4 z 5 sezonów miała TOP5 obronę w lidze. Ale, co mnie na dzień dobry martwi, była to obrona, którą aż zbyt dobrze znamy w Milwaukee. Częsty trapping i przekazywanie w obronie przy każdej możliwej okazji . Prowadziło to oczywiście do częstych wolnych pozycji na obwodzie – przez co Hawks za Budenholzena byli na szarym końcu ligi jeśli chodzi o rzuty za trzy przeciwników. Szczególnie z rogów. Brzmi znajomo?  Trójki pozbawiły Hawks nadziei na przejście Cavs w playoffach. Dwukrotnie. Bucks odpadli z Raptors w pierwszej rundzie playoffów przez trójki. Dwukrtonie. Deja vu?

Budenholzer, jako protegowany Popa i dziedzic spursowej trenerskiej fortuny, w ofensywie skupiał się na podobnych schematach, co Joe Prunty – również przecież wychowanek Popa. Hawks opierali swój atak na częstym rozpoczynaniu akcji z łokcia i różnych wariacjach pick’n’rolli. Czy znowu nie brzmi to zbyt znajomo? Jego schematy ofensywne polegały też na motion offense, które były momentami ciężkie do wyegzekwowania ze Schoederem prowadzącym atak. Buden oczekiwał zarówno od Teague’a jak i Schoedera szybkiego oddawania piłki i grania bez piłki. Do takiej strategii, Brogdon wydaje się wręcz idealnym rozgrywającym, pytanie tylko jak w takiej roli sprawdzi się lubiący częsty kontakt z piłką Bledsoe. Czekam na jakiś podcast z wyszczególnieniem x-and-o’s Hawks za czasów Budenholzera, bo póki co ciężko doszukać się konkretnych przykładów preferowanych przez niego zagrywek.

Zarówno obawy o podobny system obrony co za Kidda, jak i znane zagrywki ofensywne u Prunty’ego, będą zostaną rozwiane po pierwszych meczach. Budenholzer, w przeciwieństwie do Kidda, nie trzyma się sztywno schematów i pozwala na improwizację i drobne korekty do założeń przedmeczowych. Ale nie można zapominać o tym, że za jego czasów Hawks zajmowali 20-24 miejsce w lidze pod względem zbiórek w obronie (częste switche Horforda i Millsapa na wysokich zasłonach nie sprzyjały zastawianiu deski i walce o zbiórki). Do tego, przez to, że Buden stawia bardzo mocny nacisk na transition defense, Atlanta była też pod koniec ligi jeśli chodzi o zbiórki ofensywne. Zobaczymy jak to będzie wyglądało przy filigranowych środkowych Bucks – za Hensona i Makera też nie mamy co liczyć na bycie w czołówce najlepiej zbierających drużyn ligi.

Najbardziej mnie interesuje to, w jaki sposób Budenholzer sprawdzi się w roli mentora dla Giannisa. Do tej pory Mike nie miał możliwości współpracy z graczem kalibru Antka – Bucks będą najbardziej utalentowaną drużyną, jaką przyszło mu prowadzić w karierze. Twitter jest jednak podzielony praktycznie na pół – zwolennicy Budena szaleją z radości, a Ci, którzy trzymali kciuki za Messinę, powoli zaczynają lamentować i siać pesymistyczne wizje, że właśnie spadliśmy z deszczu pod rynnę i już na stałe zameldujemy się w środku tabeli…

Sam póki co jestem zawodolony, że Kozły nie spieprzyły i nie pozwoliły Budenholzerowi przejść do Raptors. Świetnym gestem ze strony kierownictwa klubu, było też zaproponowanie bezpośredniego spotkania trenera z Giannisem. Buden był od początku moim faworytem na objęcie tego stanowiska i jest póki co kolejnym trybikiem, który podsyca ciekawość kibiców Bucks.

Czy będzie tym brakującym ogniwem, który pozwoli nam po ponad 18 latach na przejście pierwszej rundy play-offów?

 

Zapowiedź: Bucks (21-18) vs Magic (12-29) o 2:00

Nie można zagrać gorzej, niż w meczu z Pacers, chociaż pewnie gdybym postawił na to kasę, to by się dało. Nie chcę po raz kolejny pisać, że mecz z Orlando trzeba po prostu wygrać. Magic, po świetnym starcie 8-4, wygrali tylko jeden mecz z ostatnich piętnastu, głównie przez plagę kontuzji – brak Vucevica, Rossa i Isaaca zrobił swoje. Pacers za rządów Hammonda zamienili się trochę w takich Bucks z Florydy – przeciętność pełną gębą. W obronie i ataku są w drugiej dziesiątce ligi, zajmują też 22 miejsce jeśli chodzi o skuteczność trójek.

Na pewno warto nastawić się na efektowny duel Giannisa z Gordonem, warto także zawiesić oko na Hezonji, który rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze. Per36: 14,2 punktów i 6,6 zbiórek. Plus, niesamowita wizja i pewność siebie:

Ze strony Bucks zastanawiam się, czy do pierwszego składu wróci Snell. Nie wiem czy Kidd osiągnął swój cel i zmotywował go do lepszego grania spychając go za karę na ławkę, ale z perspektywy wyników Bucks, był to bezsensowny ruch. Pozbawił Tony’ego jego największego atutu – pozwolić mu grać bez piłki, dograć w idealne miejsce, dać rzucić za trzy, przybić piątkę – a kazał więcej rozgrywać i kreować sobie sytuacje do rzutu. To nie jest jego gra.

W zeszłym sezonie Bucks wygrali wszystkie mecze z Magic, a Giannis zdobywał w nich średnio prawie 19 punktów, 11 zbiórek i 7 asyst na mecz. Do tego Kozły wygrały z rzędu trzy pojedynki z Orlando u siebie i 4 z ostatnich 6 ogólnie.

Początek meczu o 2:00.

Recap: Skacowani Bucks bez szans z Pacers.

Wczoraj pisałem o tym, że Bucks wchodzą w fazę meczów, które absolutnie muszą wygrywać. Przed nami jeszcze mecz z Orlando, potem GSW, a następnie cztery bardzo ważne pojedynki: Heat, Wizards, Heat i 76ers. Podobnie jak dzisiejszy przespany mecz z Pacers, każda wygrana w tych meczach albo zbliża nas do pierwszej czwórki na wschodzie, albo coraz szybciej spycha do spotkania z Celtami/Cavs w pierwszej rundzie PO.

Bucks @ Pacers 96 – 109

Bucks może i zdają sobie z tego sprawę, ale w dzisiejszym meczu absolutnie nie było tego widać. Pierwszy raz od dawna, po porażce nie mam wyrzutów do Kidda, bo chłopaki zawalili ten mecz już pierwszej kwarcie. Pacers doskonale się bawili, trafiali z 70% skutecznością z gry (!!!) ograniczając Bucks do lewie 29% i ostatecznie zamknęli pierwsze 12 minut prowadząc 37-16 (16 punktów to najmniej ile rzucili Bucks w tym sezonie). Mieli przy tym dwa runy: 15-4 oraz 13-0. My w tym czasie popełniliśmy aż 6 strat i graliśmy tak, jakby była niezła popijawa w szatni przed meczem.

Do przerwy przegrywaliśmy już 64-38 (Pacers zdobyli więcej punktów z pomalowanego – 40 – niż my w całej połówce), po trzech 88-65 i kiedy w czwartej kwarcie miałem już wyłączać mecz i z zaszklonymi od łez bezsilności kłaść się spać, rezerwowi postanowili wnieść się na wyżyny swoich umiejętności i wygrali tę część meczu 31-21 i na minutę przed końcem przegrywaliśmy już tylko 9 punktami.

Wstyd być fanem Bucks po tym meczu, a co dopiero zawodnikiem, albo częścią organizacji. Zagraliśmy z Pacers dobre spotkanie parę dni temu wygrywając 122-101  , a powrót Oladipo nie może być usprawiedliwieniem na taki nagły spadek formy.

Wczoraj wieczorem wrzuciłem na twitterze informację:

Oczywiście Giannis dzisiaj musiał zagrać swój najgorszy mecz w tym sezonie. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby był tak pasywny i uciekający od piłki. Skończył mecz z 17 punktami (tylko 8 rzutów z gry w 32 minuty), 7 zbiórkami i 3 asystami. Do tego miał najgorsze ze wszystkich starterów -19.

Bledsoe (11 pkt) i Middleton (19) trafili w sumie 11 z 27 rzutów z gry.

Snell dalej ma karę i wchodzi do gry z ławki.

Jedynym plusem po tym meczu to 3/3 za trzy Browna.

Zostaliśmy doszczętnie zniszczeni w punktach z pomalowanego 42-60. A przecież to Kozły zajmują 5 miejsce w NBA pod tym względem (średnio 47.6 na mecz), a Indiana dopiero 14 (43,7). Dominacja pod koszem w połączeniu ze świetną obroną Pacers wystarczyły, żeby nas ośmieszyć w wyjazdowym meczu. Do tego granie piłką i ciągły ruch w ataku: Pacers mieli 30 asyst przy 44 trafionych rzutach.

Zapomnijmy o porażce, wyciągnijmy wnioski i grajmy dalej. W środę walczymy o czwarte zwycięstwo z rzędu u siebie – tym razem z Magic.

Zapowiedź: powstrzymać Oladipo, wygrać w Indianapolis.

O tym, jak wiele znaczy Victor Oladipo dla Pacers przekonały się ostatnio Byki, które zostały zniszczone przez Indianę 125-86. Był to pierwszy mecz Victora po powrocie z kontuzji i od razu zrobił swoje: 23 punkty (9/11 z gry), 9 asyst, 5 przechwytów w 24 minuty. Pacers przerwali serię pięciu porażek z rzędu i nie będą już takim łatwym kąskiem dla Kozłów jak ostatnio, kiedy wygraliśmy 122-101. Tak na marginesie:

Pacers z Oladipo: 20-14.
Pacers bez Oladipo: 0-5

Jeśli Bucks chcą pretendować do bycia POWAŻNYM zagrożeniem na wschodzie, takie mecze jak ten (czy z chociażby z Pistons i Heat), powinni wygrywać bez większych problemów. Sytuacja na wschodzie robi się coraz ciekawsza:

4. Wizards 23-17
5. Heat 22-17
6. Bucks 21-17
7. Pistons 21-17
8. Pacers 20-19
9. 76ers 19-19

Niestety, im więcej meczów Kozłów oglądam w tym sezonie, tym coraz mniej rozumiem, co się tam dzieje. I tak, na przykład, w meczu z Wizards za karę powędrował Snell, a w pierwszej piątce wyszedł Brogdon. Nie wiem, na ile jest to skuteczny sposób na motywowanie zawodników, ale granie dwoma rozgrywającymi i ustawianie na raz trzech graczy, którzy muszą mieć piłkę w rękach, żeby być produktywnymi, nie ma większego sensu. W dodatku Kidd ma pretensje do Snella o to, że jest cieniem samego siebie od początku roku i ogóle nie zwraca uwagi na to, że Tony ma jeden z niższych USG% w drużynie. Coś naprawdę dziwnego dzieje się również z ofensywą Bucks, bo nie zaskakuje tak dobrze, jak powinna. A o obronie nawet nie zaczynam pisać, bo to temat na osobny wpis.

Nie będzie to łatwy mecz, ale Bucks muszą go wygrać. Dla Khrisa wyzwaniem będzie zatrzymać Oladipo, a dla Kidda, nie spierniczyć tego meczu z ławki. Nie tylko trio Giannis-Middleton-Bledsoe musi zagrać na poziomie 60+ punktów, ale również trzeba liczyć na solidne wsparcie punktowe z ławki. Czy będzie to czwarty mecz z rzędu, w którym Maker rzuca ponad 10 punktów?

Dość smucenia – zróbcie sobie drzemkę po pracy, bo o 1:00 w nocy nie śpimy!

Roszady w składzie Bucks. Szopka z Bolomboy’em.

 

Bucks trochę namieszali w składzie przed dzisiejszym (1:00 w nocy) meczem z Indianą. W skrócie:

  1. W przerwie meczu z Wizards DeAndre Liggins dowiedział się, że nie będzie już dalej zawodnikiem Bucks.
  2. Zaraz po tym do składu dołączył Joel Bolomboy (średnio 15 punktów i 11 zbiórek w Herd) – nie na dwustronny kontrakt, bo już prawie wyczerpał przysługujące mu 45 meczów w NBA, ale na standardowy kontrakt NBA.
  3. Do składu dołączył też Xavier Munford (Wisconsin Herd) na zasadzie dwustronnego kontraktu.

Później, jeszcze tego samego dnia Bucks:

1. Zwolnili Joela Bolomboy’a 
2. Podpisali do końca sezonu kontrakt z Kilpatrickiem, który grał w Bucks od 18 grudnia – 11 dni po tym, jak został zwolniony z Nets. W sumie wystąpił w 5 meczach Kozłów, spędził na parkiecie średnio 9 minut zdobywając w tym czasie 5,2 punków i 1,4 zbiórek.

Dlaczego Bucks podpisali kontrakt z Bolomboy’em tylko po to, żeby zwolnić go jeszcze tego samego dnia? Może dlatego, że po podpisaniu chociaż na chwilę kontraktu NBA i wysyłając go z powrotem do G-League, może być ciężej innym zespołom zgarnąć go sprzed nosa Kozłów. W tej sytuacji, każdy zespół, który chciałby po niego sięgnąć, nie może już zaproponować krótkiego kontraktu – musi to być od razu umowa do końca sezonu. Gdyby Bucks po prostu odesłali Joela do Herd bez podpisywania kontraktu, każdy zespół mógłby po niego sięgnąć nawet na okres 10 dni dwustronnego kontraktu.

Cały ten strategiczny zabieg kosztował Bucks dokładnie 22,248 dolarów, czyli 3/177 minimum dla weteranów.

W skrócie – Kozły chciały zostawić Bolomboy’a w Herd, ale lekko naznaczyli go poślinionym paluchem, żeby nikt po niego zbyt często nie sięgał.

Proste. Podsumowując – podziękowaliśmy Ligginsowi i zostaliśmy z Kilpatrickiem i Munfordem w składzie. Generalnie, wiele hałasu o nic…

Wygraliśmy z Wizards 110-103, Delly znokautował Beala, Kidd znowu pił przed meczem.

Bucks (21-17) @ Wizards (23-17)
110 – 103 

Kiedy po pierwszej kwarcie, w której Giannis rzucił 7 punktów, przegrywaliśmy 24-32, bałem się powtórki z wczorajszego meczu z Raptors. Bucks rzadko wygrywają w B2B, dodatkowo na wyjeździe. Na szczęście w tym zaciętym meczu, który momentami wyglądał jak G7 pierwszej rundy playoffów, to Bucks wyszli z niezwykle ważnym zwycięstwem 110-103. Mimo brzydkiej gry w ataku, czuć było fajną atmosferę przez kilka rzeczy:

  1. Mecz był mega na styku – 53-53 do przerwy, 82-85 po 3KW, w czwartej praktycznie cały czas gra punkt za punkt,
  2. Kidd grał swoją playoffową, 8-osobową kadrą, zajeżdżając Giannisa i Middletona,
  3. Delly zrobił się fizyczny i wyleciał z boiska z flagrant two za faul na Bealu. Więcej o tym za moment.

Nie wygralibyśmy tego, gdyby nie fantastyczny mecz Giannisa: 34 punkty (21 w drugiej połowie, w sumie 12/17 z gry), 12 zbiórek, 7 asyst, 2 przechwyty. Przez pierwszych sześć minut czwartej kwarty grał jako center, potem, jak na boisku pojawił się też Henson, miał trzy ISO z boku boiska z Morrisem, gdzie po post-upie kończył fajnym obrotem i fade-away’em. W ostatnich sekundach wyprowadził nas na 5 punktowe prowadzenie po pewnym rzucie z dalekiego półdystansu po zatrzymaniu. W całym meczu tylko 47% swoich punktów zdobył z pomalowanego, reszta to półdystans i nawet jedna trójka. Fajnie się ogląda spotkania, w których dominuje jak zawsze, ale nie wbija się na chama pod kosz.

Kidd przed meczem zrobił pierwszą od sześciu spotkań zmianę w pierwszej piątce – na ławkę powędrował Snell (10 pkt, 2/7 za 3, mega ważny blok na Bealu w ostatnich sekundach meczu), który w tym roku jest póki co cieniem samego siebie – 4/16 z gry w trzech pierwszych meczach. W jego miejsce trafił Brogdon (10 pkt, 9 zb, 0 asyst, 5/14 z gry), który też niczym szczególnym się nie wyróżnił. Dobrze, że na poziomie All-Star zagrali Middleton (20 pkt, 5 zb) i Bledsoe (21pkt, 4zb i 4as), który oprócz Giannisa był jedynym graczem, który nie bał się brać gry na siebie i kończyć akcji szybkimi wejściami.

Mimo wygranej, ciężko było dzisiaj patrzeć na nasz atak – nie chodzi już o to, że OffRtg było na poziomie 112,7. Bardziej o to, że kompletnie nie było ruchu. Najlepszym przykładem była akcja z czwartej kwarty, w której Bledsoe przez 10 sekund klepał piłkę na obwodzie i dopiero Brogdon zdecydował się ściąć pod kosz, dostał podanie i zakończył łatwym lay-upem.

Na 7:24 przed końcem czwartej kwarty Delly nieco za brutalnie próbował zatrzymać Beala. Przewinienie zostało zakwalifikowane jako flagrant two, Delly wyleciał z boiska z 5 asystami, a po meczu tłumaczył się, że nie chciał zrobić nikomu krzywdy – zobaczył, że Bradley go wyprzedził i poślizgnął się na parkiecie, a on chciał go po prostu złapać…Na powtórkach widać, jak już tuż po upadku Beala, Delly wyciąga ręcę w przepraszającym geście i Bradley nieco zaostrzył całe wydarzenie.

Najważniejsze, że mamy zwycięstwo. A to, że z Hensonem i Makerem na środku daleko nie zajdziemy, to temat na osobny post. Podobnie jak pozycja Kidda, którego najchętniej pozbyliby się kibice, ale pewnie do dymisji nie dojdzie – Kidd ma za szerokie plecy w zarządzie klubu i do końca sezonu pewnie nikt go nie ruszy.

PS.

Skoro mowa o zmianach kadrowych, to ze składem Bucks – po 31 meczach – pożegnał się już Liggins. DeAndre miał kilka meczów, w którym zabłysnął niezłą obroną i hustle, ale ofensywnie zazwyczaj był tym, którego przeciwnicy nie musieli kryć. O tym, że nie będzie dłużej grał w barwach Bucks, Liggins dowiedział się… w przerwie dzisiejszego meczu. Ponieważ nagle w składzie zostało nam tylko 14 graczy i i 5,1 milionów poniżej luxury tax, nieoficjalnie Kozły ściągną do siebie Xaviera Munforda z Wisconsin Herd, dla których zdobywa średnio 24 punkty, 5,4 asyst i 5 zbiórek na mecz.

Kolejny mecz z Indianą w nocy z poniedziałku na wtorek o 1:00.

Recap: Raptors przejechali się po Bucks 129-110

Niestety, mimo zapowiedzi i nadziei na to, że Bucks zrobią wszystko, żeby się zrewanżować za wcześniejszą porażkę, Bucks dali piękny przykład antykoszykówki przegrywając po fatalnym meczu w obronie piąty mecz z Raptors z rzędu, tym razem 110-129. Nie oglądaj całego meczu – włącz sobie tylko trzecią kwartę. Zaufaj mi. Mistrzostwo, ku*wa, świata!

W przeciwieństwie do meczu w Toronto, gdzie swoim 52 punktowym szaleństwem zniszczył nas jeden zawodnik, dzisiaj istne bukkake na twarz Kozłów urządzili sobie wszyscy gracze Raptors.

Jonas 21 punktów i 13 zbiórek w 17 minut.

Serge 21 punktów w 29 minut.

Demar 20 punktów w 29 minut.

Aż siedmiu graczy Raptors rzuciło więcej niż 10 punktów.

Walić to – Valanciunas w 17 minut rzucił więcej punktów (21) niż Snell w trzech pierwszych meczach 2018 roku (w sumie 15 punktów, 4/16 z gry).

To był najgorszy mecz w obronie Bucks za czasów Kidda:

Pamiętasz pierwszą rundę PO rok temu? Przegraliśmy ją w dużej mierze przez typową dla Kidda obronę. Przez odpuszczanie trójek w narożniku (rzutem właśnie z tego miejsca Lowry doprowadził do dogrywki w meczu z Toronto, btw).

Ciekawa statystyka z dzisiejszego meczu: trafiliśmy tylko trzy trójki mniej niż Raptors: 7-10. Co z tego? Ano to, że my oddaliśmy ich 17, a Raptors 33! Oznacza to jedno – po raz kolejny Kidd nawet na moment nie próbuje dokonać drobnych roszad w obronie, tylko w kółko wałkuje to samo. Aby wygrywać mecze tą obroną, trzeba ją egzekwować perfekcyjnie. Bucks nie dość, że są dalecy od perfekcyjnej egzekucji, to jeszcze mam wrażenie momentami mają średnie pojęcie, czego wymaga od nich trener. Dodatkowo, tak strasznie przewidywalne było to, że będziemy podwajać DeRozana w każdym posiadaniu, że nie zdążył jeszcze dobrze złapać piłki, a było przy nim dwóch obrońców. Szybki skip pass, rozrzucenie obrony i czysta trójka (dobrze, że im rzuty z dystansu nie siedziały).

Ten mecz był tak słaby w wykonaniu Bucks, że pod koniec trzeciej kwarty (przegranej przez Kozły 19-43, 17-25 z gry Raptors!!) miałem ochotę zrobić to, co zrobił pies na nasze logo. Totalnie odpuściliśmy deskę, przegrywając w punktach drugiej szansy 5-18, a zbiórkach 28-45 (w trzeciej kwarcie zebraliśmy 2 piłki, Raptors 18).

Dodatkowo, w przerwie meczu ogłoszonych zostało TOP5 najlepszych rozgrywających Bucks w historii. Na liście znaleźli się: Flynn Robinson, Oscar Robertson, Paul Pressey, Sam Cassell i … Brandon Jennings. Ku*wa, przepraszam, ten sam Brandon Jennings, który w tej chwili, w wieku 28 lat, podbija chińską koszykówkę broniąc barw Shanxi Brave Dragons.

Wybacz, ale nie pisnę słowem o ani jednym plusie tego spotkania (chociaż Giannis zaliczył solidne 24/5/5, Delly znowu rozdał 7 asyst przy 1 stracie, a Thon miał trzeci mecz z rzędu z +10 punktami). Fani Bucks nie zasłużyli na parę sekund uśmiechu po tym meczu.

Na następny mecz jedziemy do Waszyngtonu licząc na to, że Wizards znowu zlekceważą teoretycznie słabszą drużynę i zagrają pod statsy.

Brandon Jennings TOP5 rozgrywających Bucks w historii.. Dżizus, k*wa, ja pier*le…

Zapowiedź: czas na rewanż z Raptors

Cztery dni po bolesnej porażce z Raptors mamy okazję na rewanż. Dzisiaj o 2:00 w nocy będziemy starali się powstrzymać na własnym parkiecie szalejącego DeRozana, który póki co w 2018 roku zdobywa średnio 48,5 punktów na mecz. Lider Raptors zdecydowanie poprawił rzuty z dystansu w tym sezonie – po 36 meczach oddał już 114 trójek, prawie wyrównując wynik z zeszłego sezonu (124). Kidd po raz kolejny będzie musiał na szybko opracować nowy plan defensywy, aby jak najbardziej utrudnić mu życie.

Oprócz DeRozana, trzeba będzie również uważać na Delona Wrighta, który ostatnio z Bulls zagrał najlepszy mecz w karierze: 25 punktów i 13 zbiórek. W ostatnich 10 meczach zdobywa razem z VanVleetem średnio prawie 40 punktów na mecz z ławki, trafiając z 45% skutecznością z gry.

Bucks, żeby myśleć o zwycięstwie, muszą przede wszystkim lepiej egzekwować plan Kidda na obronę. Mimo, że składy zostały mocno przemeblowane od playoffów, nasza ostatnia przegrana po dogrywce bardzo przypominała pierwszą rundę ostatniego post season. Nadal nawet najmniejsze błędy przy próbie przechwytu (albo deflection) i chęć ciągłego łapania w pułapki powoduje, że zostawiamy za dużo miejsca w narożnikach boiska. Czekam na moment, aż w końcu zastosujemy nieco bardziej konserwatywny styl obrony, ze starymi dobrymi przekazaniami, a nie blitzkriegiem preferowanym przez Kidda.

Co by nie było, czeka nas kolejne dobre widowisko, bo Bucks będą niesamowicie mocno zmotywowani, żeby odegrać się za niedawną porażkę w Toronto.

  • Raptors wygrali ostatnio z Bulls swój trzeci mecz z rzędu i zbliżyli się do Celtów na 2,5 meczu.
  • Bucks przegrali z Raptors 5 z ostatnich 6 meczów (ogólny bilans 22-20 dla Kozłów).

Widzimy się w nocy!

James Young (HERD) na celowniku 76ers.

Nie zdążyliśmy jeszcze zapomnieć o tym, że Gerald Green w ostatnich czterech meczach rzucił kolejno 18, 10, 27 i 29 punktów, czym zapracował sobie na kontrakt z Houston do końca sezonu, a już niedługo najprawdopodobniej stracimy najlepszego strzelca Wisconsin Herd – Jamesa Younga.

Herd mają najlepszy bilans w G-League (15-8) przez co zawodnicy z Wisconsin są dodatkowo na celowniku klubów NBA. Dzisiaj jest też pierwszy dzień, w którym kluby mogą podpisywać zawodników na 10-dniowe kontrakty. Z dwóch naszych najlepszych zawodników: Xaviera Munforda i Jamesa Younga, to właśnie ten drugi dostanie niedługo szansę od 76ers, którzy zaproponowali już dwustronną, 10-dniową ofertę. Dzięki tej umowie będzie mógł próbować swoich sił zarówno w 76ers, jak i Delaware 87ers.

Bucks nie dali szansy Youngowi i nie zdecydowali się na podpisanie z nim umowy po obozie przygotowawczym. James jest głównym strzelcem Herd, zdobywając średnio 22 punkty, 5,6 zbiórek, 3 asysty i 1,6 przechwytów (najwięcej punktów w sezonie – 41 , w tym 9 trójek – rzucił właśnie drużynie Delaware 87ers).

Gdyby się okazało, że po Greenie, który mógł przecież być naszym solidnym, geriatrycznym rezerwowym, stracimy również kolejnego zawodnika będącego w stanie dawać 8-12 punktów z ławki, będzie czego żałować. Ciężko jednak na chwilę obecną jednoznacznie określić, co Young będzie w stanie wnieść do gry 76ers i czy w ogóle uda mu się podpisać kontrakt dłuższy niż 10 dni.

Recap: Łatwe zwycięstwo z Pacers 122-101

Mecze jak ten z Pacers, w którym jesteśmy murowanym faworytem i musimy go łatwo wygrać, nie zdarzają się Kozłom często. Drużyna z Indiany bez Oladipo w składzie teoretycznie nie powinna stworzyć nam żadnych problemów i na szczęście, stanęliśmy na wysokości zadania pokonując gości różnicą 21 punktów 122-101. Dla Milwaukee była to 20 wygrana w sezonie, natomiast Pacers przegrali piąty mecz z rzędu grając bez swojego lidera.

Pacers @ Bucks 101 – 122

Byłby to mecz bez historii, gdyby nie to, że po raz pierwszy w tym sezonie udało nam powiększyć prowadzenie grając w czwartej kwarcie składem Delly/Brogdon/Liggins/Middleton/Maker. Jak zobaczyłem, jakim składem wychodzimy na ostatnie 12 minut meczu głośno westchnąłem i poszedłem zrobić kawę, bo mimo 17-punktowego prowadzenia, zaczęło mi nagle śmierdzieć dogrywką. Na szczęście trzeci dobry mecz z ławki z rzędu zagrał Delly (9 asyst i 8 pkt (3/3 z gry) w 17 minut), który rozdawał asysty na prawo i lewo. W meczach z OKC, TOR i IND miał 27 asyst i 2 straty grając średnio nieco ponad 23 minuty! To jest Delly, którego w Milwaukee potrzebujemy!

Spokojnie dominujący mecz miał Giannis (31 punktów w 29 minut przy 12/18 z gry, a do tego 10 zb i 5 asyst), który w końcu mógł odpocząć w drugiej połowie. Na luzie zagrał też Middleton (27pkt) , który w końcu trafił więcej trójek (3/4) niż Thon (2/2). Maker z kolei zagrał drugie z rzędu dobre spotkanie w ataku (dzisiaj 12 punktów, 5/10 z gry).

Bucks nie są świetną drużyną, która zalicza blow-outy ze słabeuszami co trzeci mecz. Nie jesteśmy jeszcze dobrą drużyną, która potrafi zamykać mecze po dwóch kwartach, a potem spokojnie dowozić wygraną do ostatniego gwizdka. Dlatego ta wygrana jest w pewnym sensie wyjątkowa, bo pokazuje, że jesteśmy w stanie wygrać z łatwością mecz z drużyną, która, delikatnie mówiąc, bez Oladipo wygląda tragicznie.

Kilka szybkich spostrzeżeń:

  • 125.4 OffRTG to jeden z lepszych wyników Bucks w tym sezonie.
  • Dla Pacers był to czwarty z ostatnich pięciu mecz, w którym pozwolili przeciwnikom rzucać z ponad 50% z gry. Bucks dzisiaj: FG 58%.
  • Przed tym meczem Bucks mieli 10 spotkań z rzędu, które rozstrzygnęły się różnicą mniejszą niż 10 punktów. Wyrównaliśmy tym samym rekord klubu sprzed 17 lat. Na szczęście, seria zaciętych meczów skończyła się dzisiaj.

    Kolejny mecz z Toronto już w piątek.

Zapowiedź: Pacers @ Bucks 2:00

Czeka nas kolejna nieprzespana noc – o 2:00 oglądamy 36. mecz Kozłów w tym sezonie. Naszym przeciwnikiem po raz pierwszy będzie Indiana Pacers (spotkamy się z nimi jeszcze trzy razy: 09.01, 03.03 i 06.03)

Bucks muszą zrobić wszystko, żeby wykorzystać brak Oladipo, który z powodu kontuzji kolana opuści czwarte spotkanie z rzędu. Victor gra świetny sezon (24,9 punktów na mecz przy 48% z gry, do tego 5,3 zbiórek i 3,9 asyst), a bez niego Pacers grają fatalnie – w ostatnich dwóch przegranych z Dallas i Wolves mieli drugi i trzeci najgorszy mecz ofensywnie w tym sezonie. Goście przyjadą do nas z chęcią przerwania serii czterech porażek.

W Bucks nie zobaczymy na pewno DJ Wilsona, który dołączył po raz trzeci do Winsonsin Herd, grającej w G-League. W tym sezonie zagrał już z nimi dwa spotkania, notując średnio 18 punktów, 4,5 zbiórek i 3 asysty na mecz. Dla porównania, w barwach Bucks zagrał do tej pory w 11 meczach, dostał średnio 3,9 minut na mecz i w tym czasie zdążył notować 0,7 punktów i 0,5 zbiórek.

Na fali wznoszącej jest Delly, który wrócił po kontuzji, w dwóch ostatnich meczach zagrał odpowiednio 25 i 29 minut w czasie których rozdał w sumie 19 asyst.

Ostatnie starcie

6.04.2017 – Pacers przejechali się po Bucks wygrywając spokojnie 104-89. Paul George skończył mecz z 23 punktami i 10 zbiórkami, a Lance Stephenson, który dopiero dołączył do drużyny, dodał 9 punktów i 5 asyst. Giannis miał 25 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst.

Ciekawostki

  • ogólny bilans Bucks-Pacers: 97-86
  • Bojan Bogdanović (Pacers) i Sean Kilpatrick (Bucks) grali rok temu w Nets.

Początek meczu w Milwaukee o 2:00.

Zaczynamy rok od porażki z Raports 127-131 (OT)

 

Bucks wypuścili z rąk wielką szansę na popsucie rekordowego meczu DeRozana. Gdy przy stanie 110-106 na nieco ponad minutę przed końcem meczu Giannis dostał podanie w trumnie i zebrał się do wsadu lewą ręką, wstałem z krzesła. Jak zawisł w powietrzu trzymając piłkę kilkaset metrów nad obręczą, moje ręce dotykały sufitu. I nagle, jak wślizg jednego z braci Tachibana blokujący potencjalnego game winnera Kojiro w półfinałach zachodu, pojawił się Ibaka z jednym ze swoich 4 bloków w tym meczu. Poszła kontra, and one i zamiast 112-106, zrobiło się 110-109. Pomijam już naszą słabą obronę w dogrywce, ale do teraz zastanawiam się, jakim cudem, mając na zegarze 3,2 sekundy do końca regulaminowego czasu, można NIE ODDAĆ RZUTU!? #FireKidd

Zeszłoroczna potyczka w playoffach z Raptors była fantastyczna dla oczu i jeśli trafimy ponownie na naszych kanadyjskich rywali, to zapowiada się kawał serii. Szkoda, że po niezłej serii przeciwko drużynom z zachodu, nie udało nam się dzisiaj postawić kropki nad „i” i wygrać na trudnym terenie w Toronto.

Giannis zaliczył cichą i spokojną pierwszą połowę, w drugiej przebudzał się tylko momentami, a i tak skończył mecz z 24 punktami, 9 zbiórkami i 7 asystami. Mam wrażenie, po raz kolejny z resztą, że Bucks jakoś niespecjalnie się starają zrobić dla niego więcej miejsca do penetracji i nie rozciągają gry tak, jak na początku sezonu. Nie wiem, czy jest to wynik niezrozumiałych dla wielu obserwatorów rotacji Kidda, czy po prostu pole gry się dodatkowo zacieśniło wraz z pojawieniem się w składzie Erica (w tym meczu 29 punktów, 5/7 za trzy , ale też 3 asysty przy 5 stratach). Dziwi najbardziej to, że w kilku posiadaniach po koniec meczu, Giannis nawet nie dotykał piłki (USG% w całym meczu tylko 23%).

Dobry mecz z ławki zagrał Maker (16 punktów, 3/4 za trzy, 4 zbiórki), który w pewnym stopniu przyczynił się do 5/19 z gry Ibaki (0/5 za trzy).

Middleton chybił wszystkie 4 próby za trzy i z trudem uciułał 18 punktów.

Brogdon wszedł z ławki i dodał swoje standardowe 15 punktów i 6 zbiórek + kolejny mini plakat meczowy, tym razem z Ibaką (parę chwil po tym, jak Bledsoe został przez brutalnie zablokowany w kontrze).

Dellavedova zrobił w tym meczu wszystko, żeby dołączyć do listy Kozłów, którym będę musiał wysyłać listy z przeprosinami i brakiem wiary – 6 punktów, 10 asyst i 5 zbiórek. Niestety, w ostatnich 10 meczach notuje średnie 3,6 punktów i 4,7 ast na mecz.

Dla Raptors była to 8 z rzędu wygrana nad wschodem, a 52 punkty DeRozana to nie tylko jego rekord, ale też i największa zdobycz punktowa Raptors (poprzedni rekord – 51 pkt Cartera). Demar przyznał się, że wcześniej przed meczem oglądał 6 mecz finałów Bulls-Utah z 1998 z pamiętnym rzutem Jordana.

Recap: Playoffy przyszły do Milwaukee w listopadzie. 99-95 z Pistons.

Widzieliście podobieństwa, do poprzedniego meczu? Wolny start (0-8), mozolne dwie kwarty z wymianą punkt za punkt (41-41 do przerwy), ostre przykręcenie śruby w obronie w trzeciej kwarcie (34-21) oraz zapewnienie kibicom dramaturgii w ostatnich minutach (24-33 w IV), ale z upewnieniem się, że nie oddamy frajersko wygranego meczu. Bucks nauczyli się jednej rzeczy w tym sezonie – zamykania spotkań, które są na styku. Po raz kolejny roztrwoniliśmy dużą przewagę z trzeciej kwarty (15 punktów), ale na koniec mogliśmy się cieszyć z czwartego z rzędu zwycięstwa. Pistons pokonani 99-95 po prawie że playoffowym meczu, w którym miałeś wszystko – crunchtime, kontestowanie prawie każdego rzuty (16 bloków Bucks, tylko dwa mniej od rekordu klubu ustanowionego w 1980 w meczu z … Detroit!!) , twardą obronę i szorowanie parkietu, jakby od kolejnego hustle zależały losy meczu. Jak jeszcze nie oglądałeś i masz czas – szczerze polecam, bo takich Bucks chce się oglądać non stop.

  1. Wiemy już, co znaczy zasię ramion Bucks w obronie. W trzeciej kwarcie mieliśmy dzisiaj idealną prezentację siły Kozłów, jeśli są w pełni skoncentrowani i ustawiają swoją „wyjdziemy po przerwie i nie damy im, kurwa, wyjść z dziesięciu”  defensywę. Reggie Jackson nie miał dzisiaj jak oddychać, nie mówiąc już o oddawaniu rzutów (2/7 z gry, 6 punktów). Drummond przy każdym podaniu, jakie do niego szło w pomalowanym, musiał kilka razy przestawiać się w postupie, bo było przy nim 8 zawodników Bucks (takie przynajmniej miałem wrażenie oglądając mecz). Filozofia Bucks w obronie pozostaje taka sama – wcisnąć paluchy gdzie się tylko da, odbić każde podanie i próbować zablokować każdy rzut. Z ich zasięgiem, jest to bardzo słuszna koncepcja.
  2. Middleton miał wczoraj (albo dwa dni temu) rozmowę face-to-face z Garnettem, który regularnie odwiedza i trenuje indywidualnie z Makerem. KG dał Khrisowi radę na wydostanie się ze strzeleckiej niemocy: „Nie przejmuj się niczym. Po prostu graj twardo.”  No to KM zagrał twardo – 27 punktów (3/7 za trzy), 8 asyst, 6 zbiórek i 2 przechwyty. Oddał najwięcej rzutów w meczu (21) i trafił 12 z nich, ale najważniejsze, że był widoczny i aktywny praktycznie w każdej akcji w ataku.
  3. Powoli, powoli robi się fantastyczna chemia w zespole. Bledsoe zaczyna czuć nie tylko gdzie zaraz będzie kroczył Giannis, ale też doskonale znajduje trailującego Middletona.
  4. Akcja z drugiej kwarty: Maker wysyła rzut Morelanda w trybuny. Parę sekund później Giannis blokuje Isha Smitha w trybuny.
  5. W tym meczu, to nie indywidualne popisy były warte swojego akapitu, ale ta cholernie imponująca obrona. Pistons: zatrzymani na 35% z gry. Bucks z 10 przechwytami (Giannis i Bledsoe po 3). Bucks z tymi rekordowymi w tym sezonie 16 blokami (Giannis i Thon po 4). Jeśli zastanawiałeś się, jaki wpływ na obronę Bucks będzie miało dodanie Bledsoe, to teraz masz już odpowiedź. Pominę fakt, że daliśmy sobie zebrać 17 piłek w ataku oraz najwięcej trójek w tym sezonie (15/37)
  6. Def Rtg z Giannisem na parkiecie (35 minut): 87,1
  7. Def Rtg z Giannisem na ławce (13 minut): 130,40. Tak tylko mówię.
  8. Bucks nauczyli się nie panikować pod koniec meczu. W crunch time zachowują więcej spokoju niż Jason Terry mówiący do Siri – obejrzyj końcówkę pomeczowego wywiadu z Antkiem i wsłuchaj się w tło. 🙂
  9. Pisałem już, że to nasza czwarta wygrana z rzędu? Nie chcę nic mówić, ale zaraz gramy z Mavs…

Pędzę robić śniadanie i do przedszkola. Czekając na edit i rozszerzony recap, obejrzyj skrót z meczu (a potem koniecznie całość!)

Zapowiedź: czas na rewanż z Pistons.

Pistons zaczęli grubo – 10-3 to ich najlepszy start od sezonu 2005-06, do tego wygrali 7 z 8 meczów w małym pałacu małego cezara. W pierwszym, przegranym meczu, ciężko nam było zatrzymać Drummonda (24 punkty, 14/16 z wolnych -> w pozostałych meczach tego sezonu 22/41), który bezlitośnie przestawiał Hensona pod koszami. Po centrze, który do tej pory zbiera średnio 15,6 piłek i miał ponad 12 zbiórek w ostatnich 13 meczach, można się spodziewać nawet meczu 20/20. Trzeba też będzie zatrzymać Harrisa, który fantastycznie wszedł w sezon: niedawno został wybrany zawodnikiem tygodnia na wschodzie po tym jak notował 21,3 punktów i 7,7 zbiórek na mecz. Warto też dodać, że w sezonie trafia trójki z 51% skutecznością (42/83).

Dla Bucks będzie to szansa na czwartą wygraną z rzędu – jesteśmy niepokonani odkąd dołączył do nas Bledsoe. Eric póki co nie zachwyca skutecznością (38% z gry), ale i tak udaje mu się rzucać średnio 13 punktów na mecz. Na szczęście też temat stłuczonego kolana wydaje się już być zamknięty, bo jak mówi sam zawodnik:

„My legs feel good,” Bledsoe said. „Any time you win, you don’t feel anything, so I’m happy about that. We’ve just got to lock in when we play Wednesday at home to close another one out.”

Początek meczu o 2:00 w nocy. Gdybyście chcieli sobie przypomnieć mecz z 3.11 – zapraszam do krótkiego podsumowania poniżej.

 

Recap na szybko: Bucks – Grizzlies 110-103

Powinniśmy być zadowoleni z dwóch rzeczy: (1) z trzeciej z rzędu wygranej i (2) z tego, że pogłoski o kontuzji kolana Bledsoe okazały się nieprawdziwe. Bucks zasłużyli na słowa uznania, głównie dlatego, że po raz kolejny udało im się wygrać mimo, że pod koniec pierwszej połowy przegrywali już 55-65. Rajd zaczął się od dwóch udanych akcji z rzędu Giannisa, potem celna trójka Middletona na początku trzeciej kwarty i pullup jumper Bledsoe dały nam 10 punktów z rzędu. Nie wiedzieć kiedy, z 55-65 zrobiło się nagle 75-70 dla Kozłów. W czwartej kwarcie zimną krew zachował się Henson, który pracuje nad tym, żebym musiał publicznie przepraszać za to, że uznałem go za najmniej wartościowego gracza Bucks w tym sezonie. Dwa punkty odnośnie Hensona w tym meczu:

(1) – uwielbiam jak staje na wysokości osobistych i po dostaniu piłki zaczyna rozgrywać. Jest jedna akcja, w której robi pivot niby na mini półhak lewą ręką, potem odwraca się w drugą stronę i odgrywa na wolne skrzydło do Middletona albo Snella. Swish. Trójka.

(2) – końcówka meczu w jego wykonaniu pozwala kibicom Bucks szybko zapomnieć o braku Monroe. Najpierw blok na Gasolu, potem cztery punkty spod samego kosza. W cały meczu 8/10 z gry, 17 punktów, 8 zbiórek – takiego Johna chcemy widzieć do mecz.

Kluczem do wygranej było, to o czym pisałem w zapowiedzi – szanowanie piłki. Bucks mieli tylko 9 strat (przy 14 Grizzlies) co pozwoliło ograniczyć łatwe punkty dla Memphis. Dodatkowo, w końcu należy pochwalić zbilansowany atak: Giannis miał standardowy prawie triple-double występ (27/9/7 – i ten follow-up blok z pierwszej kwarty, prowadzący do trójki z rogu Middletona – poezja) ale solidnie dorzucili się też wspomniany Henson (17/8), Middleton (17), Bledsoe (15) i Brogdon (10 w 19 minut).

Znowu zaimponował mi Liggins, który w obronie zaczyna się robić naszym głównym zabijaką. Hustle co mecz na poziomie finałów NBA. Trzy przechwyty. Ciągle przy swoim zawodniku. Z nim na parkiecie widać było, jak bardzo dobra obrona ułatwia grę w ataku. Deandre dostał dzisiaj aż 21 minut i nie zdziwię się, jak przy takiej intensywności gry pod bronionym koszem, będzie to regularna porcja minut, jakie będzie dostawał od Kidda.

Z pracy będzie edit i rozszerzenie recapu. Pókico, skrót meczu.

Zapowiedź Grizzlies@Bucks: będzie trzecia wygrana z rzędu?

Ciężko w kilku zdaniach napisać wszystko, co wniósł do Kozłów Bledsoe. Tydzień temu zaliczaliśmy pierwszy w tym sezonie dołek, teraz, po dwóch wygranych meczach (Spurs i Lakers) oczekiwania (50 wygranych w sezonie, baby!) znowu wróciły na właściwy tor. Widziałeś na pewno zrobione do tej pory zdjęcia Bledsoe. Oglądałeś pewnie wszystkie wywiady. Na bank rzuciło ci się w oczy, jak jest szczęśliwy i zacieszający od ucha do ucha. Jak pierwszy raz wybiegał na parkiet w Bradley Center był tak uchachany, jakby dopiero co usłyszał, że dziewczyna, której zapłacił za trzy fantastyczne godziny w zeszłym tygodniu była jednak pełnoletnia. To są chwile, których nie zapominasz do końca życia.

Czy Bucks będą w stanie wykorzystać te chwilowe momentum i przypieczętują dobrą formę kolejną wygraną z drużyną z zachodu?

To, co się pierwsze rzuca w oczy po przyjściu Bledsoe, to poprawa naszej defensywy (przed Erikiem – 29 miejsce w lidze, od jego debiuru – już 19). Dodanie świetnie broniącego rozgrywającego pozwoliło nam na tracenie jedynie 88,9 punktów na 100 posiadań w ostatnich dwóch meczach. Dodatkowo (i trochę z powodu niefortunnej kontuzji Teletovicia), Kidd w końcu przestał rotować składem jak szalony i skupił się ostatnio na granie jedynie dziewiątką zawodników. A Brodgon z ławki daje nam to, czego dawno nie widzieliśmy u rezerwowego Kozłów – regularne punkty i asysty. Dobrze, że Malcolm pozytywnie ocenia wpływ Bledsoe na grę Kozłów:

„I think we’re playing well together,” Brogdon said. „I think it helps having two point guards coming off the bench, me and Matthew, playing together. It helps the ball be facilitated. Everybody’s touching it, everybody feels like they’re into the game and they play defense harder. …Acquiring Eric really allows us to be a deeper team, to be able to bring better players off the bench, to keep coming at teams with strong guards and strong players.”

Dla Antka ta zmiana też wpłynęła póki co bardzo dobrze – z Brogdonem na ławce, może teraz więcej czasu grać bez piłki.

Najważniejsze dla Bucks przed tym meczem, to utrzymać dobrą grę w obronie. Do tego trzeba dobrze zabezpieczyć deskę (Memphis zajmują 29 miejsce w lidze w zbiórkach, za nimi tylko Bucks) i nie tracić piłek. Memphis (bilans 7-5) zajmują pierwsze miejsce w lidze pod względem najmniejszej liczby strat na mecz – 13,7 – i jak do tej pory przegrywali te mecze, w których mieli 15+ strat.

Jak zawsze przy okazji tego pojedynku, warto zwrócić uwagę na Marca Gasola i Conley’a, ale ja dodatkowo na skupię się na Evansie, który w nieco ponad 27 minut na mecz zdobywa prawie 18 punktów na 51% z gry (i 43% za trzy).

Po back-to-backu, dobrze będzie w końcu obejrzeć Kozły w pełni wypoczęte i walczące o przekroczenie bilansu .500. Dalej wierzymi w 50+ wygranych!

Memphis przegrali 4 z ostatnich 6 meczów, w tym ostatnio z Houston 96-111. Ich ostatnie trzy wizyty w Milwaukee kończyły się wygranymi Kozłów.

Początek meczu o 2:00.

Pamiętasz fightera Hensona?

 

Potwierdzone: Bucks nie oddadzą Brogdona za Bledsoe. Może Parker?

Transfer Bledsoe wisi w powietrzu, a kluby zdają się korzystać z tego, że z dnia na dzień, jego wartość maleje. Na szczęście, szalonych ruchów nie robią też Bucks, bo po tym jak usłyszałem pierwsze informacje, że będziemy w stanie oddać Monroe i Brogdona, mocno się podłamałem (uroki bycia kibicem Bucks – dla tych, którzy dopiero niedawno wskoczyli na bandwagon – pamiętajcie, że w Milwaukee nigdy nie może być tak dobrze, żeby nie dało się tego spier**lić jedną nieprzemyślaną decyzją.)

Dlatego uspokoiłem się po przeczytaniu, że Bucks owszem, są zainteresowani pozyskaniem Bledsoe, ale w grę nie wchodzi Brogdon. Możliwa jest wymiana z udziałem któregoś z wysokich (Monroe, kontrakt Hensona jest chyba niestety nie do opylenia – nikt z Knicks się jeszcze nie zgłosił) i w zasadzie wszystkich oprócz Giannisa, Middletona, Makera, Brogdona i Snella.

Nadal widziałbym Erica w MKE, ale jak już pisałem dwa dni temu, jako wchodzącego z ławki, napędzającego rezerwy zmiennika i na pewno nie kosztem pozbycia się kogoś z głównego składu. Dzisiaj słuchałem interesującego podcastu Lock On Bucks, gdzie padła propozycja oddania spadającego kontraktu Parkera. Biorąc pod uwagę wszystkie jego wady (kontuzje, obrona) i zalety (ofensywny sufit bez granic), byłbyś w stanie zaryzykować oddanie Jabariego? W przypadku ewentualnego transferu, Bledsoe zostałby w Bucks pewnie przez dwa lata do końca kontraktu, ale czy w tym czasie byłby w stanie dać nam więcej, niż Jabari w następnych 4-5 sezonach?

Wraz z zakończeniem sezonu przed Bucks ważna decyzja związania z nową umową Parkera. Uwielbiam chłopaka, ale jednak coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby zapomnieć o jego niesamowitym potencjale i skupić się na tym, co tu i teraz. Obawiam się tego, co mieliśmy już wcześniej z Michaelem Reddem, który mimo tego, że kolana miał w lepszym stanie niż Jabari, kosztował nas niesamowicie dużo. Zapchany cap za siedzenie na ławce w garniturze. Absolutnie nie uważam, żeby Bledsoe był wart tyle, co zdrowy Jabari i jestem też w 100% przekonany, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zgodzi się przygarnąć kontuzjowanego zawodnika po dwóch ACL i w dodatku z wygasającym kontraktem (ewentualnie, żeby zwolnić sobie nieco cap space za rok).

Ale, czysto hipotetycznie, jako GM Bucks, gdybyś dostał propozycję Bledsoe za Parkera + różnica w kasie – brałbyś?

 

Recap: Bucks przegrywają z Celtics 89-96.

Pierwszą rzeczą jaką robię po usłyszeniu budzika w środku nocy jest doznanie szoku po tym, jak światło z telefonu mnie na moment oślepia. Potem jest moment, który zawsze rano pamiętam jak przez mgłę, gdy nie wiem jakim cudem udaje mi się wstać z łóżka i zapalić światło w pokoju. Chwilowy ból głowy powoduje, że jeszcze bardziej mrużę oczy. Dalej lecę z automatu – jedna ręka sięga po pilota i włącza telewizor, druga uruchamia konsolę. W między czasie spacer do kuchni po zimną wodę z lodówki, na pełne rozbudzenie się. Wracam, odpadam League Passa i nagle nie chce się spać. Dzisiaj w nocy, gdy po raz pierwszy, przepraszam za wyrażenie, jebła mnie jaskrawa żółć świeżo położonego parkietu, myślałem, że oślepnę. Co innego oglądać to na laptopie/tablecie, a co innego włączyć w środku nocy na dużym telewizorze.

Wyglądało to pięknie, musisz przyznać. Retro w najlepszym tego słowa znaczeniu – moja bujna wyobraźnia nie raz w ciągu meczu zabierała mnie na wędrówkę do 1968 i w przerwach googlałem zdjęcia USA z tamtej epoki. Fajnie mieli.

 

 

 

Parkiet zdał egzamin i wyglądał fenomenalnie, szkoda tylko, że Kozły przypomniały przy okazji nasze porażki z Celtami w playoffach latach 80. Z resztą, obie drużyny zagrały tak, jakby się bały, że ładną grą przyćmią lśnienie parkietu-legendy. Pierwsza połowa była wręcz depresyjna (44-43) i gdyby nie kilka kontr, czy wsadów (nawet tych nieudanych – vide Giannis na koniec pierwszej kwarty!!!) można by ją przemilczeć.

Trochę zaczęło się rozjaśniać w trzeciej kwarcie, kiedy Bucks wyszli na spokojne (i chwilowe) prowadzenie, ale nie było to spowodowane nagłym przypływem geniuszu któregoś z naszych zawodników, a raczej z krótkotrwałego zaćmienia Celtów. Goście szybko się ogarnęli i w czwartej kwarcie mogliśmy równie dobrze położyć się na parkiecie i podziwiać grę ceni w Mecce. Z Cavs pogrążyła nas seria 9-0 Korvera i jego trzech trójek z rzędu, teraz oberwało nam się serią 9-0 zespołowo grających Celtics. Wystarczyła chwila grania podaniami i nasza obrona całkowicie się posypała – przerażające było też to, jak łatwo daliśmy się mijać na pierwszym kroku, co otwierało masę sytuacji na łatwe punkty dla gości.

Zabrzmi to strasznie, ale pomimo otarcia się o triple-double (28/10/7), Giannis zagrał najgorszy mecz w tym sezonie. Duża w tym zasługa Horforda, który znalazł na moment receptę, jak nieco ograniczyć szaleństwa Antka w ataku. Al jest wystarczająco silny, żeby nie dać się od razu przepchać, a do tego ma na tyle dobrą pracę nóg, że nie dał się z łatwością mijać. Wymusiło to od Giannisa lekką korektę gry: tylko 14 punktów z pomalowanego (w tym 7 po kontrze), więcej rozgrywania i rzutów z dystansu. W ostatniej minucie meczu, cała NBA wciągnęła mocno powietrze i otworzyła usta z niedowierzaniem, bo Giannis najpierw pewnie trafił trójkę. I w kolejnej akcji ponownie. Back-to-back trójki Giannisa prawie zamieniły się we threepeat, ale niestety rzut po zatrzymaniu nie znalazł drogi do kosza.

Brogdon jest naszą pewną, drugą opcją i w kolejnym meczu pokazał, że w tym sezonie nie będzie zawodził. Gdyby nasi najbardziej doświadczeni gracze: Middleton i Moose stanęli na wysokości zadania i zagrali taki mecz, do jakiego mnie przyzwyczaili rok temu, bylibyśmy naprawdę mocną drużyną. Teraz jednak mieliśmy kolejny popis naszego dynamicznego uno bez większego wsparcia z ławki.

Przegraliśmy ten mecz na deskach. Henson i  Thon byli non factorem w zbiórkach, momentami popełniali podstawowe błędy przy zastawianiu, stąd 6 ofensywnych zbiórek Celtów i wygrana deski 47-37. Nie możemy dopuszczać do sytuacji, w których Brown i Smart skaczą między naszych trzech obrońców i albo zbijają piłkę, albo (o zgrozo), zabierają ją sprzed twarzy naszych wysokich.

Szkoda przegranej, szczególnie że był to mecz podwyższonego podniecenia ze względu na powrót do Mekki. Porażka jednak nie boli tak bardzo, jak styl, a ten dzisiaj pozostawił wiele do życzenia.

Ciekawostka:

  • Giannis jest pierwszym zawodnikiem w historii NBA, który po pierwszych pięciu meczach sezonu notuje średnio 35 pkt, 10 zbiórek i 5 asyst.

Nie łamiemy się, wyciągamy wnioski i gramy dalej. W niedzielę widzimy się o 20:30 na meczu z Hawks!

Zapowiedź: W MECCE wszystko się zaczęło. O 2:00 wielkie wydarzenie!

Jeśli traktujesz zwykły mecz na początku sezonu jakby to był Game 7 finałów, tylko dlatego, że jest rozgrywany w Mecce, to witaj w klubie. MECCA (akronim od Milwaukee Exposition, Convention Center and Arena) była domem Bucks w latach 1968-88 i to tu wszystko się zaczęło:

  1. 16.10.1968 – zagraliśmy tu pierwszy mecz w historii (przegrany 84-89 z Bulls), a na trybunach zasiadło 8467 fanów.
  2. 18.10.1969 – zadebiutował to Kareem, zdobył 29 punktów, zebrał 12 piłek i rozdał 6 asyst w wygranym 119-100 meczu z Pistons.
  3. 10.01.1971 – zniszczyliśmy Baltimore Bullets 151-99, a Gus Johnson w czwartej kwarcie popisał się monster dunkiem, który rozwalił tablicę. Mecz został opóźniony o 30 minut, bo trzeba było przywieźć nowy kosz.
  4. 21.04.1971 – W pierwszym meczu finałów wygraliśmy 98-88 z Baltimore (Kareem 31 punktów, 13/16 z gry).
  5. 9.01.1972 – Przerwaliśmy serię 33 wygranych Lakers pokonując ich 120-104. Jabbar (39 punktów i 20 zbiórek) zniszczył Chamberlaina (15 punktów)
  6. 16.12.1977 – Wygraliśmy z knicks 152-150 po trzech dogrywkach, w jednym z dłuższych meczów w historii Bucks.
  7. 2.05.1983 – Zmietliśmy Celtów 4-0 w playoffach – dla drużyny z Bostonu była to pierwsza w historii sytuacja, w której nie wygrali ani jednego meczu w serii.
  8. 6.05.1988 – ostatni mecz w Mecce – w czwartym meczu z Atlantą wygraliśmy 105-99 i jeszcze na jeden mecz seria wróciła do Atlanty. Tam jednak zakończyliśmy sezon, a od nowego graliśmy już w świeżo wybudowanej Bradley Center.

Dzisiaj o 2:00 ponownie spotkamy się z Celtami, których pokonaliśmy w pierwszym meczu sezonu 108-100. W racji na to, że obchodzimy w tym roku 50 lecie powstania klubu, mecz w MECCE, gdzie wszystko się zaczęło, będzie traktowany szczególnie. Giannis już zapowiedział, że „będzie starał się robić to, co robił Kareem. Zdobywać punkty.”

Dobra wiadomość: w pierwszej piątce raczej na pewno wyjdzie już Brogdon, po którym nie widać już śladu po lekkiej kontuzji kostki.

Jeśli masz chwilę, wczuj się w klimat tamtych lat. Obejrzyj poniższy mecz i na moment przenieś się do roku 1987 na czwarty mecz finału konferencji z Bostonem.

Widzimy się o 2:00 na meczu!

Bucks – Hornets 104 : 93 (3-1) Wymęczone zwycięstwo.

Meczów jak ten będzie niestety w tym sezonie dużo. Słaba pierwsza kwarta, pod koniec której przegrywaliśmy już nawet 15-25, ratujący nam tyłek buzzerami Teletović (5/9 za trzy, drugi najwyższy OffRtg pod Snellu – 115,7), potem mecz punkt za punkt (14 razy zmieniało się prowadzenie, 11 razy mieliśmy remis), aż w końcu w ostatnich 2 minutach Bucks odjechali na bezpieczny dystans. Najpierw blokiem do deski popisał się Middleton, z kontry dwa punkty zdobył Giannis. W kolejnej akcji Middleton trafił za trzy na +5, a pod koniec kolejny prawie-clutch blok zaliczył Giannis, który, tak na marginesie, tym razem trafiał wolne pod presją. Kiedy zobaczyłem, że w pierwszym składzie nie ma Brogdona, na moment przyszło mi do głowy: „leci do Phoenix”. Na szczęście chwilę potem padła informacja, że nie wiadomo kiedy nabawił się kontuzji (kostka). Póki co nie ma informacji, kiedy wróci do gry.

Antek zrobił swoje – dominował w kontrze, był nie do zatrzymania po eurostepach, bronił jak zawsze, ale do 32 punktów, 14 zbiórek i 6 asyst dołożył też 6 strat (13 Bucks). Nie zmienia to faktu, że udało mu się pobić dwa rekordy:

  1. Żaden zawodnik w historii NBA nie zdobył w pierwszych czterech meczach 147 punktów, 43 zbiórek i 21 asyst,
  2. Stał się pierwszym po Kareemie (1975) zawodnikiem Kozłów, który zdobył +32 punkty w pierwszych czterech meczach sezonu.

Najprawdopodobniej też będzie to jego czwarty mecz z rzędu, kiedy ląduje w akcjach TOP10 dnia – tym razem gościnnie zapozował do plakatu Franka Kaminskiego:

Khris dalej ma problemy, że grać na poziomie jakiego wszyscy od niego oczekują. Dzisiaj zdobył co prawda 20 punktów, popisał się fantastycznym blokiem o deskę w ostatnich minutach, ale znowu trafił tylko jedną z pięciu trójek i skończył mecz z eFG% 44,7. Na szczęście, ta jedyna trójka wpadła na 45 sekund przed końcem meczu i dała nam pięć punktów przewagi. Giannis po meczu powiedział:

„Don’t worry about Khris. He’s the last person you need to worry about…we know he’s always gonna be there for us. He’s going to get out. Next game, he could hit 7 of them.”

Formą z ławki imponuje Teletović, który trafia jak na zawołanie i jest pewnym wzmocnieniem przez około 20 minut (dzisiaj 15 punktów i 5 zbiórek).

Dobrze, że Bucks są w stanie od początku sezonu wygrywać mecze na styku i zamykać końcówki na swoją korzyść. Mieliśmy dużo szczęścia, bo na dobrą sprawę Hornets przegrali ten mecz przez osobiste. Trafili tylko 21 z 36 (53%) przy naszych 14 na 16 (87%). Wynik mógł być zupełnie inny, gdyby Dwight nie skończył meczu na poziomie Dwighta: 0/9 z wolnych, ale też 22 zbiórki (8 w ataku, o 3 więcej niż Bucks) i 4 bloki.

Statystyka meczu: Johnny O’Bryant rzucił w tym spotkaniu więcej punktów (14) niż w 100 meczach w barwach Bucks (12). BRAWO!

Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się z bilansu 3-1 i szykować powoli do drugiego w tym sezonie meczu z Celtami.

 

Zapowiedź Hornets @ Bucks, propozycja wymiany z Phx.

Nie ma odpoczynku – w nocy o 2:00 podejmujemy Hornets, którzy przyjadą do nas z nastawieniem przerwania serii dwóch porażek z rzędu w Milwaukee. Nastawiałem się już po cichu na pojedynek Giannisa z MKG, ale właśnie przeczytałem, że nie jest jeszcze gotowy do gry po dwutygodniowej przerwie jaką dostał po śmierci babci. Nie zobaczymy też pewnie Zellera, który opuścił piątkowy mecz z Atlantą, w związku z czym jako zmiennik Howarda pojawi się Johnny O’Bryant.

Bucks będą musieli znaleźć odpowiedź na szalejącego Kembę Walkera oraz przeżywającego czternastą młodość Howarda (średnio 15 pkt i 15 zb na mecz). Z kolei Hornets, żeby myśleć o zwycięstwie, powinni znaleźć sposób na maksymalne ograniczenie wszystkich, którzy nie mają na imię Giannis. To się powoli robi zasadą w tym sezonie – totalna dominacja Antka na początku sezonu pozwala łatwiej obierać taktykę na mecze. Pozwól Giannisowi się wyszaleć, ale zrób wszystko, żeby nikt poza nim nie wyszedł z 15 punktów.

„Gram z nastawieniem, że nie mam nic do stracenia. Będę atakował. Będę rozgrywał. Będę miał straty. Będę pudłował. Czasem rzucę airballa. Ale będę robił wszystko, żeby nasza drużyna wygrywała. Nie mam nic do stracenia.” – mówi Giannis.


Z innych spraw – wczoraj wieczorem nieco rozrywki dostarczył swoim „I dont wanna be here” twittem Eric Bledsoe. Od razu pojawiła się w głowie wizja, jak fajnie byłoby go przywitać w MKE. Pozbywając się przy tym dwóch zawodników, których tak bardzo nie widzę w Bucks. Koszykarscy bogowie – do dzieła!

 

Recap Blazers @ Bucks 110-113: Giannis unreal.

Czasami mecz kończy się nie po jego myśli i w te dni Giannis się nie przebiera i nie bierze prysznica po meczu, tylko biegnie prosto do swojego wynajmowanego Forda Escalade. Pakuje się do środka i na pełnej kur*ie jedzie do seminarium katolickiego w St. Francis, gdzie księża się modlą, a od 1986 Bucks trenują w Cousins Center. To tam Giannis przechodzi metamorfozę. W samotności daje upust swojej złości, wyniszczając się do ostatniej kropli potu do pierwszej nocy, czasem do trzeciej. Rzuca. Biega. Skacze. Krzyczy. „Jestem taki zły, że gdybym pojechał prosto do domu bałbym się, że ta złość mi nigdy nie przejdzie. W taki sposób odreagowuję.” – powiedział kiedyś Giannis.

Dzisiaj byliśmy świadkami, jak Bruce Banner zamienił się w Hulka. Obejrzyj mecz od stanu 108-101 dla Milwaukee, kiedy nagle, w przeciągu trzech minut, widzimy starych, dobrych Bucks, którzy wypuszczają pewną wygraną z rąk w ostatnich minutach. Kluczowy moment – Giannis nie trafia dwóch osobistych, które wyprowadziłyby nas na jedno punktowe prowadzenie przy mniej niż minucie meczu. Osobistych, do których doprowadził przechwytem, po którym nie mogłem odzobaczyć Jordana kradnącego piłkę od Malone’a w ostatnim finałowym meczu z Jazz. Blazers biorą czas, siada na ławce i widzisz, jak go roznosi. Szuka nerwowo jakiegoś krzesła, którym mógłby rzucić. Karku, który mógłby skręcić. Wojna jaka rozdziera jego serce i powoduje, że zaciska do krwi usta, przejmuje kontrolę nad jego ciałem. Przestaje być sobą. Zmienia się.

Potem wchodzi na boisko i zapomina o tym, co stało się kilkanaście sekund temu. Czysta karta. W jego oczach widzisz, że rozgląda się po hali, ale nie widzi kibiców. Nie słyszy ogłuszających gwizdów i oklasków, które wspierają Kozłów w tych ostatnich sekundach, kiedy piłkę z boku wyprowadzają gracze Blazers. Widzi swojego zmarłego niedawno tatę, który patrzy na niego z góry i wspiera go w tych trudnych minutach jego kariery. Zaciska pięści, staje na środku i kontynuuje wykonanie swojej misji. Przegrywamy jednym, nieco 40 sekund do końca. Czas staje w miejscu.

I wtedy Giannis wklepuje kody. Spowalnia grę do 20%, a sobie podkręca umiejętności do 120%. Kiedy przechwytuje piłkę i biegnie na kosz między trzema zawodnikami Portland ja siedzę już na brzegu łóżka i drę się jak szalony w środku nocy „dawaj k**aa!! DAWAAAAAJ” Wybija się i pewnie kończy wsadem z dwóch rąk. Biegnie przez połowę boiska i robi jeden kozioł. FREAK! I ta mina jaką widzisz potem, ta pewność siebie i sportowa złość, która wręcz kipi z niego każdym kawałkiem skóry. Jakby z kropelką potu wypływała z niego dawka czystej energii, mogącej zasilić start rakiety SpaceX. Prowadzimy 111-110, gdy na 6 sekund przed końcem Nurkić staje do pojedynku nad obręczą z Giannisem. Ponownie czuję jak czas spowalnia po to, żeby Antek mógł wymierzyć w powietrzu idealny moment zablokowania tego rzutu. Gdy jego olbrzymi dłoń zbija piłkę z dala od kosza słyszysz eksplozję. Rozsadza ci głowę od środka. Wyskakujesz w powietrze, budzisz sąsiadów i zaciskasz pięść w geście triumfu, jakbyś to ty właśnie przekroczył kolejną barierę zajebistości. Bo z Giannisem tak jest – możesz podziwiać jego wsady i mecze, ale przede wszystkim, wspierając tego chłopaka w lidze od dawna, łączysz się z nim emocjonalnie na nieznanym dotąd poziomie.

Nie potrafię jeszcze nic więcej napisać.

Jeśli szukasz meczu, żeby uwierzyć w Bucks, nie szukaj dalej. Młodzi i niedojrzali, ale czy potrafią wejść na wyższy poziom w zaciętych końcówkach? Chyba właśnie do udowodnili.

Jeśli jeszcze nie wierzysz, że Giannis to w tym roku kandydat do MVP – nie… szukaj… dalej!

To był dla niego szczególny mecz. 44 punkty i rekord kariery. Do tego game winning steal-dunk-block. Wszystko naraz. Po meczu Giannis zabrał ze sobą piłkę do szatni. Przytulił ją i ścisnął mocno, tak jak ty to robisz za każdym razem, jak po dłuższej przerwie wychodzisz na boisko albo na salę. Tylko, że Antek pożyczył czarny marker i napisał na niej: „To dla tatusia. Wygraliśmy dzisiaj, a ja rzuciłem 44 punkty.” I położył ją w swojej szafce, żeby czekała na niego aż po wywiadach będzie mógł ją zabrać do domu i powiedział dziennikarzom: „Idę pod prysznic. Nie ruszajcie mojej piłki.” Po wywiadach wsiądzie w auto i znowu zamknie się sam w pokoju, gdzie pewnie opuszczą go emocje. Wciągnie mocno powietrze, wypuści głośno i trzymając piłkę w rękach usiądzie w fotelu. Nie przejmuj się Giannis, czasami dobrze sobie popłakać.

Postaram się więcej napisać, jak emocje opadną. Po takiej końcówce i taki emocjonalnym roller-coasterze, nie da się trzeźwo myśleć w środku nocy.


Update bez emocji 18:47

Giannis jest fantastyczny, ale nie wygralibyśmy tego meczu, gdyby reszta ekipy w końcu nie stanęła na wysokości zadania.

  1. DeAndre Liggins  – za nic w świecie nie spodziewałem się go dzisiaj zobaczyć w tym meczu. Do tego tak szybko. W ataku był tragiczny, pierwszy kontakt z piłką zakończył się stratą, potem nie trafił trójki z czystej pozycji, a mimo wszystko zakończył mecz +10, głównie dzięki fantastycznej obronie. Pierwszym plusem tego, że wszedł na boisko było to, że Delly dostał tylko 18 minut i nie grał w końcu jako SG obok Brogdona. Drugim, jego energia i nieustępliwość w obronie były niewiarygodne jak na początek sezonu.
  2. John Henson – wiesz jakie mam zdanie na jego temat. Ale dzisiaj się zamknę i nie powiem nic złośliwego. Chłopak był wszędzie. Pisałem dzisiaj na twitterze o tym, jak fantastycznie zachowywał się na wysokich zasłonach dla McColluma i Lillarda – przekazania były tak płynne, że ręce same składały się do oklasków. W ataku nie jest i nie będzie tak atletyczny jak Maker, ale walczył o każdą wolną piłkę i parę razy udało się zbić na obwód i ponowić akcję. No i, uwaga, trafił jumpera prawie z narożnika.
  3. Mirza Teletović – przez moment rozpalił się tak, że bałem się że usiądzie na środku boiska, rozłoży nogi i będzie czekał na pierwszy lepszy wjazd, kogokolwiek. Nie narzucał wiele, ale te dwie trójki w kolejnych akcjach dały nam chwilowe momentum i pozwoliły rzucić się do odrabiania punktów.
  4. Khris Middleton – nie wiem czemu, ale co raz częściej zaczyna pomagać przy zasłonach i ucieka do krycia centrów. Wczoraj kilka razy kończył twarzą w twarz z Lovem, dzisiaj z Nurkiciem. Zazwyczaj kończy się łatwą stratą punktów. Ważne jednak, że zebrał się w sobie jeśli chodzi o ofensywę – zdobył pierwszy 8 z 14 punktów Bucks, skończył na 18, które może nie są szczytem marzeń, ale na szczęście, na Blazers wystarczyło. Znowu jednak nie trafił trójki (z Cavs też nie szalał) i zaczynam się zastanawiać, skąd ta nagła niemoc z dystansu (chociaż jak znam życie i tak pewnie skończy sezon w granicach 40%).
  5. Czy Brogdon może być jeszcze lepszy? Nawet jeśli motorycznie nie zaskoczy niczym nowym i będzie sukcesywnie dodawał tylko trójki, jego basketball IQ jest absurdalnie wysokie. Do tego dochodzi wrodzona umiejętność przeglądu pola i coś, czym cholernie mi imponuje w dotychczasowych meczach – zdolność do zwalniania tempa akcji. Chłopak ma łeb na karku i myśli na boisku jak mało kto.
  6. Tony Snell – nikomu póki co nie ufam tak bardzo, jeśli chodzi o rzuty za trzy, jak jemu. Każda jego trójka zdaje się rozbudzać na trybunach takie emocje, jakby to był co najmniej rzut w ostatnich sekundach, który jeszcze daje cień nadziei na wygraną. Jego trójki nie są nudne, mimo, że wyraz twarzy Snella zawsze jest wolny od jakichkolwiek emocji.
  7. W drugiej minucie trzeciej kwarty Giannis miał 23 punkty (9/10 z gry), 3 zbiórki, 2 asysty i 2 przechwyty. I wtedy zaczął się nudzić.