Recap: Bucks – Bulls 86:107

Kozły się bawią i w pełni wykorzystują totalną wolną amerykankę panującą podczas meczów preseason. Potrafią się spiąć na kilka minut i przycisnąć rezerwy przeciwnika do ściany, tylko po to, żeby potem kompletnie się rozluźnić i przestać grać. Do przerwy prowadziliśmy z szóstym drugim składem Bulls już 60-43, a mimo to nie udało nam się dociągnąć wyniku do końca (ostatnia kwarta przegrana 7-37). Na szczęście wynik był nieważny, a mi udało się zaobserwować kilka ciekawych rzeczy.

  1. Jabari (21 punktów, 6 zb, 4 asysty) i Giannis (14 pkt, 6zb, 4 as) znowu byli naszymi głównymi opcjami w ataku, a ich gra wygląda po raz pierwszy naprawdę fajnie, jak grał z nimi Teletovic. Obecność rozciągającego grę Mirzy i grożącego rzutem za trzy Jeta/Delly’ego otworzyła nieco środek pola dla Parkera i Antka. Po raz pierwszy widziałem, jak nasz atak pozycyjny będzie mógł wyglądać w sezonie zasadniczym – z Giannisem na rozegraniu i dobrym spacingiem:

2. Pod nieobecność Grega Monroe, liczyłem na dużo minut dla Makera. Nie wiem dlaczego pojawił się dopiero w drugiej kwarcie, ale mogę powiedzieć jedno – nie wykorzystać za dobrze swojego czasu na parkiecie. Jakim cudem tak młody zawodnik, którzy jeszcze nie zdążył zmęczyć się sezonem, grał tak flegmatycznie i anemicznie? Na to pytanie też nie znam odpowiedzi.

3. Jedno już mogę powiedzieć za to na pewno: Michael „co to jest asysta?” Beasley będzie Beasley’em. 7 punktów w 7 minut, praktycznie każde posiadanie piłki zakończone rzutem. Nic nowego.

4. Jak na parkiecie nie ma ani Giannisa , ani Parkera, nikt nie potrafi póki co pokierować naszą ofensywą. Ciężko się ogląda nasze męczarnie w ataku kierowanym przez MCW. Duża nadzieja w Dellym (dzisiaj 9 punktów i 8 asyst) i tym, że Kidd rozrysuje więcej takich akcji:

 

Przed nami wyjazd do Detroit (w nocy z poniedziałku na wtorek). To tylko preseason, dlatego bawimy się dalej!

bucksbulls161012

Zapowiedź: Bulls (1-2) @ Bucks (2-1)

bullsbucks
O ile preseason jako część okresu przygotowawczego jest świetną sprawą, żeby wrócić do formy meczowej, o tyle chyba nigdy nie zrozumiem ustawiania napiętego grafiku na tak wczesnym etapie sezonu. Dla Bulls będzie to nie tylko back-to-back, ale i trzecie spotkanie w ostatnich czterech dniach. Nie oczekuj więc, że na parkiet wybiegną Rondo, Wade czy Butler (ten ostatni już po wczorajszym meczu z Cavs zapowiedział, że odpuszcza kolejne mecze). Jeśli już przyjdzie nam oglądać jakiś ciekawych zawodników, to na pewno trzeba będzie zawiesić oko na Miroticiu i Gibsonie, którzy walczą o miejsce w pierwszym składzie obok Lopeza. Nikola (6/9 z gry, 18 punktów i 9 zbiórek) i Taj (20 punktów, 9/9 z gry) zagrali swoje najlepsze zawody w niedawnym meczu z Indianą.

A u nas? Przyjdzie pewnie dalej czas na eksperymentowanie ze składem. Cokolwiek by się nie działo, oczekuję w końcu zobaczyć Delly’ego grającego poważne minuty obok Giannisa i Parkera. Po dobrym występie Antka z Pacers, oczekiwania co do jego dyspozycji na pewno po raz kolejny wzrosną. Ciekawe, kiedy znowu wróci temat: Giannis jak Oscar, Magic czy Jordan?

Na pewno w meczu nie wystąpi Rashad Vaughn, który nabawił się tej samej kontuzji, która wykluczyła go z gry w zeszłym sezonie (kostka). Szkoda, bo nadzieje na to, że nasz drugorundowiec chociaż w małym stopniu zastąpi Middletona, całkowicie umarły. Tak, jak forma Rashada w dotychczasowych meczach preseason:

rashadCzy Kidd znowu zaskoczy i spróbuje podwyższyć skład? Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyjść piątką: Plumlee, Maker, Mirotic, Parker i Giannis… Ponieważ jestem jednak konserwatystą, jeśli chodzi o koszykówkę, wolałbym bardziej tradycyjne ustawienie, z Dellym, Brogdonem, ewentualnie Jetem.

PS.

Jak masz chwilę, to rzuć okiem na podsumowanie ubiegłorocznego preseason Bucks. Jakieś różnice?

Recap: Bucks – Pacers 88 : 101

Wstajesz po raz pierwszy w nocy na mecz, podekscytowany, zaspany, bo wypadłeś z formy przez wakacje. Czekasz na wyjście pierwszych piątek na parkiet. I nagle widzisz skład z chyba największym zasięgiem ramion w historii: Brogdon, Parker, Giannis, Maker i Henson. Energia, jaką młode Kozły włożyły w pierwszą kwartę była niesamowita – pressing na całym parkiecie od pierwszych minut, Giannis, który zapomniał, że może biegać wolniej niż sprintem. Dobrze się to oglądało, bo Bucks kombinowali zarówno w obronie (ten pressing!) jak i w ataku. Szkoda, że dobra koszykówka skończyła się już drugiej kwarcie.

Czytaj dalej Recap: Bucks – Pacers 88 : 101

Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Bucks – Mavs 88:74

Widziałem, że pierwszy mecz Bucks jaki obejrzę w tym sezonie będzie musiał mieć jakąś specjalną otoczkę. Ale nigdy bym nie powiedział, że obejrzę go na raty w dwa dni, w drodze z i do pracy. Na telefonie. Stojąc w korkach. W między czasie zdałem sobie sprawę też z kolejnej rzeczy – wszystkie wakacyjne turnieje, mecze preseason i nieustanne oczekiwanie na pierwszy gwizdek w sezonie zasadniczym mija z roku na rok co raz szybciej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że czas między sezonami jest gęsto zapychany, tak że nawet nie ma się kiedy nudzić. Czy też wszystko spowodowane jest tym, że z roku na rok tak bardzo przybywa nam wszystkim pracy i dodatkowych zajęć, że czas między finałami a wigilijnymi spotkaniami mija szybciej niż faza na słuchanie nowego singla Justina Biebera. O, jaki zajebisty beat („bejbe bejbe bejbe oooo oOOO”) iii  chuuj.

Tymczasem Michał nie dał mi w spokoju odpoczywać i chwała mu za to: na zkrainynba.com możecie przeczytać moich parę słów na temat zbliżającego się sezonu Bucks. A mimo tego, że mecz z Mavs odbył się dwa dni temu, zapraszam do bardzo subiektywnej oceny.

Czytaj dalej Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Podsumowanie preseason Bucks.

giannis putbackSześć meczów przedsezonowych, dwie wygrane i cztery porażki. Nie lubię wróżenia na podstawie meczów towarzyskich, ale to, co można było zaobserwować po dwóch obejrzanych spotkaniach i dziesiątkach przeczytanych komentarzy to między innymi:

  1. Ofensywnie jesteśmy bardzo podobni do tego, co prezentowaliśmy w zeszłym sezonie. Carter-Williams dalej nie rzuca (2/7) oraz zalicza 4,5 strat per36, ale skutecznie wykorzystuje przewagę wzrostu w post-upie przeciw niższym rozgrywającym. Do tego niesamowicie rządzi się na deskach (prawie 7 zbiórek średnio per36). Dużo miał zmienić Monroe, ale póki jestem nie do końca zadowolony z prostego powodu: miał grać dużo tyłem do kosza, miały być pod niego zagrywki w post-up, a okazuje się, że rozgrywający mają duże problemy z odpowiednim dostarczeniem mu piłki, przez co często łapie je na wysokości łokcia (jak swego czasu mieliśmy zawsze z Pachulią) i bierze się za rozgrywanie (to też znamy). Co prawda nie widzieliśmy jeszcze Parkera, który na pewno wiele wniesie do naszej gry w ataku, jednak już teraz można powiedzieć, że czeka nas oglądanie podobnych Bucks jak w minionym sezonie. Ale to chyba niezbyt dobrze, prawda? Rok temu mieliśmy 26 ofensywę w lidze, jedną z gorszych skuteczności w rzutach za trzy, a dodatkowo baliśmy się rzutów wolnych jak ognia. Dlatego tak ważne jest, żeby Bucks byli w stanie lepiej egzekwować zagrywki i przesunąć grę bardziej w kierunku kosza. Ale do tego potrzebny jest Monroe w postupie i większa cierpliwość naszych rozgrywających.
  2. Henson przez wakacje zamieszkał na siłowni i na szczęście przyniosło to efekty. Nie jest już chudym sucharem do przepychania pod koszem (mimo, że pewnie jeszcze z kilka kg masy mięśniowej by mu się przydało) i wygląda na to, że będzie naszym mocnym punktem na deskach. No i dalej wali haki i blokuje. Co więcej, był naszym najskuteczniejszym graczem preseason: 22,7 punktów, 15,1 zbiórek, 3,4 bloki PER36 a to wszystko na 71% TS. Nie będzie w stanie powtórzyć tego w sezonie zasadniczym, ale świadomość takiego mini Tysona Chandlera wchodzącego z ławki jest naprawdę przyjemna.
  3. Middleton mimo swojego wieku, jest już profesorem. Doktor Spokój. Pan Opanowany. Potrzebujesz uspokoić akcję – szukasz Khrisa. Chcesz oddać piłkę w pewne ręce – daj ją Khrisowi. Z chęcią pozwoliłbym na lekką rozpustę i napisał, że Middleton będzie w tym sezonie naszym najlepszym zawodnikiem. Nie Giannis. Nie Parker. Middleton. 63%TS w preseason. Wsad nad Butlerem. Będzie grubo.
  4. Giannis rozciąga grę i wali trójki. Giannis jest atletycznym freakiem, który nie ma żadnych ograniczej jeśli chodzi o warunki fizyczne. Akcja z meczu z Wizards (niestety nie mogę nigdzie znaleźć): Giannis po pompce mija obrońcę i wbija w swoim tempie pod kosz, gdzie czeka na niego Gortat. Giannis wychodzi w górę, Marcin wychodzi w górę. Tyle tylko, że polski środkowy zaczyna już opadać, a Antek sprawia wrażenie, jakby dopiero oderwał się od parkietu. Marcin decyduje się na faul w powietrzu, a Giannis robi najlepszego double-clutcha jakiego widziałem od Dr J. Trzyma piłkę w jednej łapie, jakby to była mandarynka i na wyprostowanej ręce, tylko w jemu znany sposób, prawie oddaje udany rzut. Skończyło się na dwóch wolnych, ale ta akcja, plus follow-up z meczu z Minny  to chyba tylko preludium do tego, co czeka nas w tym sezonie.
    http://www.youtube.com/watch?v=bPZ1v7Xx-tM
  5. Damien Inglis jest w końcu zdrowy i wszyscy w Milwaukee trzymają kciuki, żeby wytrzymał do końca sezonu. per36 zdobywał 15 punktów na 55% TS i pokazał, że w defensywie potrafi zająć się zarówno niskim jak i silnym skrzydłowym. Jak tylko wróci Parker na pewno zabierze mu wiele minut, ale pierwszy krok do powrotu do rotacji został już wykonany.
  6. Rashad Vaughn jest wielką niewadomą. Zaczął pierwsze trzy spotkania zdobywając średnio 17 punktów przy 51% z gry, był pewny siebie, nie bał się rzucać i co najważniejsze, trafiał. Ostatnie trzy mecze presezon przypomniały mi, że jest dopiero 19-letnim debiutantem. 3/16 z gry i 1/11 za trzy. Do tego okazało się, że na tym etapie kariery Rashad nie potrafi nic innego jak rzucać. Jak rzut mu nie siedzi, to może równie dobrze usiąść na środku parkietu i czekać, aż akcja przeniesie się z powrotem do ataku. 139 minut: 9 (dziewięć) zbiórek, 6 (sześć) asyst, PER – 8,2. Drugi najgorszy wśród wszystkich debiutantów z gwarantowanymi kontraktami. Co będzie w sezonie zasadniczym jest wielką zagadką. Tak samo jak to, jak długo Mayo będzie naszym najlepiej podającym (7,3 asyst per 36min).
  7. Zaczynamy w środę w nocy meczem z Knicks. Budzik już nastawiony. Spanie na kanapie przygotowane. Jedziemy z tym koksem!

Ostatnie 6 meczów Giannisa PER36: 26ppg i 8rpg. Siedzisz?

Zapach mistrzostw już unosi się w powietrzu. Ja od środy, dzień w dzień, przypominam sobie jak to było mieć 20 lat i grać w kosza każdego dnia. Minimum godzina intensywnego biegania suicides na pustym boisku. Mozolne ćwiczenia rzutów po wyimaginowanej zasłonie. Najpierw z lewej. Potem z prawej. Sprinty od kosza do kosza i layupy z obu rąk. Airballe za trzy po zatrzymaniu / koźle. Podstawy i banały, ale przynoszą niesamowicie dużo radochy.

Dużo radochy ma też Giannis, bo powoli zaczyna wychodzić na lidera Greków, którzy wczoraj przejechali się po Holendrach 92-80. Antek zagrał co prawda tylko 25 minut, ale w tym czasie zdążył trafić 3 z 5 trójek i 5/6 za dwa, co dało mu 22 punkty – najwięcej w meczu. Dołożył do tego po cichu 6 zbiórek oraz po 2 asysty i bloki. Tak jak pisałem przy okazji ostatniego spotkania z Bośnią, imponuje mi pewność z jaką Giannis nie tylko rzuca z dystansu, ale i dominuje na parkiecie w wielu innych aspektach. Jeśli tylko będzie w stanie przenieść cechy, nie okłamujmy się, zawodnika kompletnego zarówno fizycznie jak i psychicznie, na parkiety NBA, to będzie cholernie ciekawie.

Szybkie podsumowanie. Giannis w 6 ostatnich meczach zdobywa 12,3 punktów i zbiera 3,7 piłek na mecz w niespełna, uwaga, 17 minut. Przy skuteczności 60% FG, 44% 3PT (!!) i 60% FT, co raz, że składa się na 68%TS (nice!) to jeszcze PER36 daje (usiądź) 26ppg i 8 rpg. Gdybyśmy to przełożyli na jego 31 minut jakie rok temu średnio dostawał, możemy liczyć na jakieś +17ppg i +7rpg na mecz…

Będzie, k*wa, gorąco!

Ersan. Z nami koniec.

kingeliasova9 lat to wieczność, patrząc na naszą historię. Teraz, kiedy czuję, że więcej nie zniosę, zastanawiam się, jak to w ogóle możliwe, że przez tyle razem przeszliśmy. Mimo tego, że przez tyle lat codzienne budzenie się obok twojej spoconej twarzy budziło we mnie dodatkowo odruchy wymiotne, nie mogę ci tego powiedzieć prosto w oczy.

Jestem tchórzliwa, wiem. Nie mam jaj. Ja to wiem, ale był okres, że sam nie byłeś tego do końca pewien, pamiętasz to zmuszanie mnie do strap-onów? Koniec z dygresjami. Zamykaniem gęby w kluczowym momencie naszej kolejnej kłótni.

Żeby tylko nie urazić emocji.

Żeby nie zranić.

Jebie mnie to.

Ty mnie jebiesz.

Chcę, żebyś odszedł.

Masz podobno dopiero 27 lat, chociaż ksiądz Marek jako pierwszy odkrył, że to może być kłamstwem. A ostatnie dwa lata naszego związku to jakieś jedno wielkie nieporozumienie. Przestałeś penetrować, mimo świetnych warunków fizycznych i zamiast tego oddaliłeś się ode mnie. Walenie z dystansu ma sens, pod warunkiem, że wiesz, w co celujesz. A w twoim przypadku, prawie 70% strzałów lądowało poza celem. Waliłeś takimi ślepakami, że nawet Pistorius się wkurwił i poprosił Stevie Wondera o wycelowanie w swoją żonę i pociągnięcie za spust. A gra wstępna na deskach? Odkąd osiągnąłeś swój szczyt w 2012, systematycznie spadasz. Na pysk. Spocony, płaski pysk. Jak u świni, która wpierdalała błoto tak zażarcie, że nie zauważyła, że dokopała się do betonowych fundamentów. Hrr…tfu! Obrzydzasz mnie.

Teraz liczy się młodość, energia, finezja. Wskoczyłbyś na bandwagon, gdybyś tylko wiedział jak zmusić swoje tureckie dupsko do oderwania się od parkietu. Pasujesz do mnie jak łonowiec na zakola Lebrona. Lepiej pożycz jego opaskę i zasłoń sobie oczy następnym razem jak pójdziesz do pracy w Detroit – przynajmniej będziesz miał wytłumaczenie, dlaczego „rainbow shot” rozbryzgał się na twarzy 60-letniej zakonnicy w 8 rzędzie.

Dawno się tak dobrze nie czułam. Nie wiem tylko, czy ten dźwięk to kamień spadający mi z serca, czy znowu jesteś na treningu rzutowym. Tyle lat picia po szafach. Samotnego płaczu w poduszkę. Modlitw, żebyś odszedł. Dał mi w końcu święty spokój.

Na dworcu głównym w Detroit jest taka knajpa ze świetnymi knyszami. Pakują masę miecha, świeżych warzyw. Posypują to zasmażaną cebulką. I sosem tak pachnącym, że mimo jak zamykasz oczy, to czujesz, jak penetruje każdą wolną szczelinę.

Jak tuli swoją gęstą konsystencją każdy kawałek baraniny…

Jak subtelnie muska ogórka…

Jak pieści wilgotnego pomidora…

Podobno babka, która tam pracuje zaszła w ciążę i szukają pracownika tymczasowego. Wiem, że powinnam być obojętna, i dać ci odejść. Ale nie jestem suką, tylko twoją byłą żoną. Załatwić ci tam rozmowę? W końcu masz kupę doświadczenia w staniu na prostych nogach w jednym miejscu i nieskoordynowanym machaniem rękami.

Obyś w swoim nowym domu znalazł więcej szczęścia, niż w naszym Milwaukee.

Bucks przespali ostatni mecz preseason

Niewiele dobrych rzeczy jest do napisania po ostatnim meczu preseason Bucks. Zagraliśmy chaotyczny mecz,  zapomnieliśmy co to jest szanowanie piłki (21 strat przy 20 asystach), trafiliśmy tylko 40% rzutów i 28% za trzy.

Giannis w ogóle nie chciał chyba wychodzić na parkiet i być może na złość trenerowi chciał iść na double-double z 7 chybionymi rzutami i 8 stratami. Żarty na bok, kiepski dzień może się zdarzyć każdemu, a jeśli dla Giannisa kiepski mecz będzie się kończył kilkoma spektakularnymi zagraniami w defensywie, 5 zbiórkami, 3 asystami, 4 przechwytami i 3 blokami, to aż się boję czekać na jego dzień konia. znowu z dobrej strony pokazał się Parker i już chyba nie muszę szukać wielu powodów, dla których powinieneś ekscytować się jego grą. W końcu trafiliśmy w dziesiątkę i jeśli tylko zdrowie dopisze, ROTY powinien trafić do Milwaukee.

Znowu solidnie zagrała ławka, w szczególności Mayo (siódma młodość, 11/17 za trzy w preseason) i Wolters, który w 16 minut uciułał 14 punktów, w tym dwa po akcji meczu. Uważaj, majstersztyk Kidda – wykorzystać ostatni mecz przed sezonem, żeby przetestować jeszcze jedno niekonwencjonalne zagranie (i chyba w sumie nie do końca fair), w którym czai się tuż przy linii bocznej jakby miał brać czas, gracze Minny stają i powoli schodzą też do swojej ławki, a w tym czasie Nate robi dwutakt w zwolnionym tempie i bez obrony. Check it:

Najgorszy mecz przed sezonem kończę najgorszym recapem pisanym w czasie oglądania Turowa. Pamiętaj, licząc od dzisiaj, RS zaczyna się dla Bucks za tydzień. Skończyliśmy preseason z 3 wygranymi w 7 meczach, ale niezależnie od wyniku jestem pewien, że w tym roku nie tylko ja czekam niecierpliwie na rozpoczęcie nowego sezonu w Milwaukee.

FEAR the motherfuckin DEER!

Aha, jeszcze kliknij sobie skrót meczu:

Mayo będzie walczył o złotą patelnię lub MIP.

To się nie dzieje. Patrzysz na boxscore o 5:47 rano i przecierasz oczy ze zdumienia. Przypomiasz sobie nagle, że podczas Media Day, Jason Kidd obiecywał, że przywróci Mayo do formy. Śmiałeś się wtedy na głos. Życzyłeś powodzenia. Teraz widzisz chudego Mayo, pamiętasz jego 19 punktów z Minnesotą i dokładasz do tego 6 trójek i 24 punkty przeciwko bezdefensywnym (można tak pisać?) Knicks. Potem patrzysz na skuteczność Bucks z gry – 60% i porównujesz do 37% Knicks. Rzucasz okiem na zbiórki i niepokoi cię trochę to, że daliśmy sobie zebrać aż 19 piłek w ataku. I znowu na chwile o tym zapomiasz, bo zdajesz sobie sprawę z jednej rzeczy. Bucks wygrali dwa mecze z rzędu po raz pierwszy od 19 miesięcy. I podobnie jak w mnie, wali cię, że to tylko nic nie znaczący preseason. Za tydzień wrócimy na codzienny szlak przeciętności w drodze do 20 zwycięstw w sezonie. Tak mówisz?

1. Mieliśmy dzisiaj kolejną próbę nowego motion-offence Milwaukee, połączonego z totalnym small-ballem. Momentami graliśmy Dudley’em na czwórce, Baylessem na dwójce, Mayo na trójce i Woltersem na jedynce. Przy tym ustawieniu Bucks trafili 11/19 za trzy.

2. Parker zaczął wyrabiać sobie niebezpieczny nawyk łapania dwóch szybkich fauli na samym początku meczu. Podobnie robił Giannis w zeszłym roku i Sanders jak dwa lata temu (i nadal mu się to zdarza). Kidd póki co przymyka na to oko i nie ściąga Jabariego od razu, mówiąc, że głupie i niepotrzebne faule to przywilej młodości i prędzej czy później podpalanie się tuż po pierwszym gwizdku zniknie.

3. Giannis jest chwalony za to, jak krył Carmelo. Owszem, dał się nabrać na kilka zwodów i złapał parę łatwych fauli, ale generalnie dobrze wyglądał przy o wiele bardziej doświadczonym skrzydłowym. Do tego, Antek grał bardzo odważnie kozłem, nie bał się brać gry na siebie i zaliczył między innymi takie wejście:

http://www.nba.com/video/games/knicks/2014/10/20/0011400088-mil-nyk-play2.nba/

4. Widziałeś Woltersa? 5/5 z gry, 4 asysty, żadnej straty.

5. Widziałeś zbalansowany atak Bucks? 7 zawodników z +10 punktami. 26 asyst przy 40 trafionych rzutach z gry to fantastyczny wynik jak na Bucks.

6. Michael Eric!

OJ Mayo robi wszystko, co D-Wade. Tylko lepiej.

buckswolves181014

Szkoda, że nie udało mi się obejrzeć najlepszego ofensywnie popisu Bucks od 1849. Parker, Giannis i Mayo pokazali, że jak mają dzień, to nawet okrojony skład Wolves nie jest w stanie im zagrozić.

1. Mieliśmy potwornie mocny początek meczu: OJ Mayo w pierwszej kwarcie zagrał zaledwie 4 minuty i zdążył w tym czasie zdobyć 9 punktów, a Parker w 12 minut miał już na koncie 8 punktów i 6 zbiórek.

2. Czwartka kwarta i garbage time (niedługo będzie to Giannis time), to popis Antka, oczywiście. 10 punktów, całe dwanaście minut na parkiecie, kilka niezłych backdoor cutów, zdecydowanie mniej czasu na PG kosztem grania na skrzydle (tak czytałem). I od razu mieliśmy tego efekt – bardzo wszechstronny mecz Greka.

3. Muszę wrócić do Mayo, muszę. Widziałeś, jak schudł? Widziałeś jak szybko biega? Masakra. W życiu bym nie powiedział, że to ten sam zawodnik, który rok temu wiązał buty pod swoim koszem pozwalając na łatwe punkty. Mam nadzieję, że utrzyma formę przez cały sezon i będzie W KOŃCU wartościowym dodatkiem. Nie można zapominać, że jeszcze kilka lat temu mówiło się o nim, że to następny LeBron James

4. Jabari jest tak cholernie fun to watch, że nawet czytając recap na espn miałem ochotę bić brawo. Póki nie ma prawdziwego wideo, zobacz :

Brak słów. Naprawdę, uwierz mi, oglądanie w tym roku Giannisa obok Parkera będzie cholernie ekscytujące!

5. Niestety, powiększa nam się szpital.

  • Sanders miał wczoraj drobną operację (krążą plotki, że wycięcia migdałków, ale potwierdzenia nigdzie nie znalazłem) i nie zagra już do końca preseason Ma być jednak w pełni gotowy na pierwszy mecz.
  • Nie wiadomo, czy w poniedziałek z Knicks zagra Ersan, który dalej boryka się z kontuzją kolana.
  • Knight, Inglish, JOB3 – dalej siedzą i odpoczywają z powodu poważniejszych kontuzji.
  • A w trzeciej kwarcie z parkietu zszedł Zaza, który z kolei ma problem z mięśniem uda.

6. Jest jeszcze Dudley, który dzisiaj zagrał całkiem przyzwoicie w miejsce zawsze fatalnego Ersana. Chybił jedną trójkę na cztery próby i świetnie współpracował z Khrisem. Kiedy byli razem na parkiecie, wysocy mieli do kogo ogrywać na obwód, a fakt, że Khris i Dudley są dobrymi strzelcami z obwodu, dodatkowo utrudniał organizację obrony.

7. Dobra wiadomość – w poniedziałek z Knicks powinien znowu zagrać Wolters, za którym bardzo mocno tęsknię jak widzę 0/1 z gry Marshalla (jednak wielki plus za 6 asyst i tylko 1 stratę). „Kendall przez większość czasu wygląda tak, jakby był przytłoczony spotkaniem, a potem jak gdyby nigdy nic zalicza świetną asystę. Nie powala grą w obronie, dlatego raczej nie będziemy go widzieli przez większość meczu na parkiecie, ale na pewno będzie dużym wzmocnieniem z ławki Bucks. Znowu 2nd unit powinien być fun to watch” – to krótkie tłumaczenie wypowiedzi  jednego z fanów Bucks, który był wczoraj wśród 6800 widzów i oglądał chłopaków na żywo.

Żyrafa tym głównie żyje, że w górę wyciąga szyję, nieważne kto ją kryje.

Tyle czekałem, żeby zobaczyć jak Giannis poradzi sobie na rozegraniu od pierwszych minut. Patrząc jedynie na tę asystę do Hensona (https://vine.co/v/OqJmmEmgm6T) można odnieść wrażenie, że poradził sobie świetnie. Niestety, ten film nas okłamuje na wiele sposobów. Po pierwsze – Antek nie zagrał dobrego meczu. Po drugie – to, że Ersan trafił layupa spod kosza nie znaczy, że wrócił do moich łask. Po trzecie – to, że na 6 minut przed końcem był remis po 89 wcale nie oznacza, że byliśmy blisko drugiej wygranej w preseason.

Bucks @ Cavs 100 – 106

1. Dajmy Antkowi trochę czasu, bo sam fakt że koleś 6’11” z rozpiętością ramion 7’5″ jest próbowany na rozegraniu jest albo oznaką tego, że Kidd znowu wrócił do picia przed meczami, albo potwierdzeniem ponad przeciętnych umiejętności młodego Greka. Fakt, dzisiaj mecz mu kompletnie nie wyszedł. Nie patrz tylko na boxscore (aczkolwiek zero celnych z gry i ani jednej asysty to rozgrywanie typowe dla złego dnia Starbury’ego), ale obejrzyj mecz. Rozgywanie Giannisa w dużej mierze ograniczało się do przeprowadzenia piłki na drugą stronę i zainicjowanie pierwszego podania. Rozgrywania tam nie było, że o próbach penetracji, czy gry kombinacyjnej nie wspomnę. Antek spełniał swoją rolę w kontrze, bo na dwóch kozłach potrafił przelecieć nad połową boiska i zakończyć akcję no lookiem na drugą stronę boiska, wyglądając przy tym jak lekko naćpana żyrafa uciekająca przed kłusownikami. Uwielbiam jednak patrzeć na jedno, co moim zdaniem przyniesie niedługo korzyści – częsty post up na rozgrywającego w wykonaniu Antka. Jeszcze nie trafia. Jeszcze nie wszystko widzi. Ale nie dość, że niedługo się tego nauczy, to jeszcze niedługo pewnie dobije do 7’0″… Poza tym, granie nim na PG przypomina mi granie w serię NBA 2K i tworzenie własnego zawodnika, oczywiście najwyższego jak się da, i dowalenie mu skilli na maksa, po czym granie nim na jedynce. Bo, ku*wa, why not!

2. Jabari zaczął trafiać i wyglądał momentami jak weteran. Te step backi są zabójcze, bieganie do kontry fantastyczne (https://vine.co/v/OqJeVg06mBd), minięcie na pierwszym kroku zakończone asystą wyborne (https://vine.co/v/Oq5V1MJ7aiu), a post up w iso przeciw Marionowi rewelacyjny (https://vine.co/v/Oq5TDM1OHz3). To, że Cavs zagrali takim, a nie innym składem, wcale nie zmienia faktu, że Jabar-the-Buck będzie naszą główną opcją, dla której chociaż dwie nowe osoby spoza Milwaukee kupią LPassa.

Z pozostałych uwag:

3. Ersan kolejny raz wyglądał jakby był zmęczony samym wyjściem na parkiet. Nie wiem, czy to przez granie w reprezentacji co wakacje, czy przez złą dietę, czy inne czynniki do których nie chcę wnikać, ale nie potrafię znależć wytłumaczenia, dlaczego nasz PF dwukrotnie przegrał walkę o zbiórkę z Waitersem (a mimo to i tak był najlepiej zbierającym w Bucks).

4. OJ za to wygląda jakby poszedł na dietę i nieco schudł, przez co zaczął na nowo biegać po parkiecie, a nie tylko wylewać nadmiar tłuszczu przez nogawki przy rzutach osobistych przeciwników.

5. Dudley miał dzień konia i trafił wszystkie 5 trójek, ale kogo to tak naprawdę obchodzi? Prawdziwym newsem jest 0 punktów i 9 asyst Baylessa, który oficjalnie już przyznał, że chciałby być mentorem dla naszych młodych rozgrywających. Yeeah!

6. W drugiej kwarcie wrócił Wolters! I od razu zagrał 20 minut, w czasie których przyćmił na tej pozycji Giannisa (i pozwolił mu wrócić na skrzydło). Więcej minut dla Nate’a!

7. Sanders chory. Knight połamany. OBryant połamany. Inglis połamany. Marshall chory. James odpoczywał. Irving odpoczywał.

8. Weterani Bucks grali w opaskach. Mayo grał w afro. Parker we flat topie.

9. Pisanie o meczu o szóstej rano łączy się z brakiem oficjalnych filmików z youtube. Stay tuned.

Na szczęście Allen nie chciał wrócić do Bucks.

Jak podaje serwis CSN Washington, Bucks byli jednym z sześciu zespołów, którzy jeszcze niedawno kusili 39-letniego Allena dwuletnim kontraktem, dorzucając do tego sentymentalną dawkę wspomnień związanych z powrotem w rodzinne strony oraz walory stricte wychowawczo-pedagogiczne, związane z rolą weterana w drugiej najmłodszej ekipie NBA. Co bym powiedział, gdyby mi coś takiego zaoferowano w tej chwili? Pewnie, podobnie jak Ray, kategorycznie bym tę ofertę odrzucił. Bo mam inne cele przed oczami.

Co mnie jednak zastanawia to sam fakt chęci ściągnięcia prawie 40-letniego zawodnika do budowanej praktycznie od podstaw drużyny. Owszem, łączy się z tym wiele plusów, jak na przykład:

  • ściągnięcie dodatkowych przypadkowych fanów, którzy za Allenem poszliby nawet na mecz w Milwaukee, nawet w środku tygodnia, nawet na 16:00,
  • wielkie doświadczenie, które mógłby przekazać naszemu praktycznie jedynemu nominalnemu rzucającemu obrońcy (już widzę, jak OJ się cieszy),
  • zapełnienie luki na SG, gdzie teraz nieco na siłę gra Khris, a powinien głównieMayo (już widzę, jak OJ się cieszy – tym razem na serio)

Nie są to jednak plusy, które przesłaniają jeden wielki minus – zabieranie czasu młodzieży. Bucks absolutnie nie są teraz w miejscu, w którym na szybko trzeba szukać zapychacza dziury, który kilkoma clutch trójkami doprowadzi do dogrywki i wygrania finałów. Nawet, jeśli jego obecność dałaby nam 5 wygranych w sezonie więcej, to i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia w ostatecznym rozrachunku, jeśli za rok okaże się, że Khrisowi brakuje zimnej krwi w końcówkach, bo przyzwyczaił się do Ray’a walącego najważniejsze trójki.

I nie wiem, czy mam się nieco niepokoić faktem, że ta ofera została złożona. Rozumiem chęć stworzenia świetnej love story, w której franchise player wraca do swojej pierwszej drużyny, żeby zakończyć pełną sukcesów karierę. Gorąca melissa w trakcie meczu, lodowate okłady na kolanach, może 10 minut biegania na mecz, dwie, góra trzy trójki oddane i do widzenia. Piękna emerytura w mieście koszykarskimi sukcesami płynącym. Ale bardziej dla Carona Butlera, który pewnie do rzeki sukcesów, dołączyłby rzekę krokodylich łez.

Allen chce walczyć o mistrzostwo, póki jeszcze może. My jesteśmy w trakcie gruntownej przebudowy. Z całą moją nieskrywaną sympatią do jego jumpera i 7% tkanki tłuszczowej w wieku 39 lat, jego obecność w Milwaukee byłaby nieporozumieniem dla obu stron.

Rose wrócił i zachwycił. Ersan też…

Bulls @ Bucks 91-85

Obejrzyj najpierw highlights, potem zatop się w boxscorze, na koniec otwórz wordpressa i pisz szybko, póki nie masz pustki w głowie. Uwielbiam meczowe poranki, kiedy wstaje się jeszcze na tyle szybko, że syn nie woła z drugiego pokoju i ma się chwilę, żeby z laptopem na kolanach posiedzieć chwilę w ogrodzie (11 października, 8:33 rano, słońce i 13 stopni!).

1. Pierwsze ważne spostrzeżenie – Ersan wrócił do pierwszej piątki, czyli moje marzenie (żeby przeziębienie było kończące karierę) się nie spełniło. Turek zadziwia swoją konsekwencją – jak nie trafiał rok temu, tak nie trafia i teraz. Pieprzę mówienie, że to pierwszy mecz w sezonie. Jak zawodnik nagle ma 9% z gry w sezonie, to pierwszy mecz na poziomie 4/20 wcale nie dziwi. Ersan, proszę, odejdź.

2. Dziwi jednak kolejny mecz praktycznie bez punktów z dystansu Parkera. Na 5 FG, 4 to wsady. Fajnie, że znowu był wszędzie, zachwycał wszechstronnością, dojrzałością i gotowością do gry, ale dalej widać, że do formy meczowej jeszcze trochę mu brakuje.

3. Sanders też robi swoje. 25 minut i spad za faule. W tym czasie jednak uzbierał przywoite wyniki na poziomie 14pkt / 8zb, ale po raz kolejny za bardzo gotował się w obronie i łapał głupie przewinienia.

4. W świetle kontuzji Waltersa i Baylessa oraz nowemu stłuczeniu Knighta (które wyeliminowało go z gry), w czwartej kwarcie na rozegraniu grał Antek. Poradził sobie fantastycznie – zdobył 9 punktów, ale przede wszsytkim pokazał, jak świetnie czuje się w roli jedynki. Naprawdę, oglądanie go z piłką rozprowadzającego kontrę przypomina o uśmiechniętym Magicu robiącym showtime dla LA. Tylko oczywiście z zachowaniem odpowiedniej skali. Znowu na przykład zrobił coś takiego:

5. Najbardziej z faktu, że w czwartej kwarcie rozgywał Giannis ucieszył się Rose, który robił z nim co chciał. Human Alphabet nie nadążał za wybuchowo szybkim (Znowu! Oby jak najdłużej) Derrickiem i jak sam przyznał po meczu, czuł się całkiem zajechany. Taki test to dobra sprawa, szczególnie, że zaraz będzie musiał bronić przeciwko Irvingowi, jeśli w meczu z Cavs Kidd znowu zdecyduje się ustawić Greka na PG.

Pomyłka w Detroit.

Śmiej się, jeśli chcesz, ale ostatni raz dwa mecze pod rząd Bucks wygrali w marcu 2013 roku. Po wczorajszej wygranej z Grizzlies liczyłem na to, że nasza fatalna seria zostanie przerwana w Detroit, jednak niestety, tak jak w przypadku wyboru ulubionej drużyny w 2002 roku, tak i teraz się pomyliłem.

Zaraz, zaraz.

Pomylić to mógł się Kidd wystawiając do gry rzucającego sflaczałymi balonami OJa (jeden ustrzelony klaun na 9 prób z półdystansu). Błąd popełnił tej O’Bryant III, który w trzeciej kwarcie wylądował nie na tej nodze, co trzeba i w rezultacie skręcił kostkę, dołączając tym samym do Waltersa (też kostka), Ersana (przeziębienie – obykończącekarierę) i Inglisa (połamał nogę jeszcze przed draftem, dalej jej nie dokleił). Do kontuzjowanych bohaterów wojennych o mało nie dołączył też Giannis, który znowu zaliczył twarde lądowanie na parkiecie, jakie widzieliśmy już kiedyś w meczu z Lakers.

Kibicowanie Bucks nie jest błędem, nawet wtedy, kiedy z pierwszej piątki tylko Henson prezentuje w miarę przyzwoity poziom, Parker znowu trafia z częstotliwością Mayo, Bayless w 24 minuty oddaje cztery rzuty w kant tablicy i stolik sędziowski, a Pachulia po 9 minutach na parkiecie ma problem ze złapaniem oddechu.

Kibicowanie Bucks jest wyższym stanem samookaleczania się, które bezustannie drąży głębsze i głębsze dziury w psychice, zostawiając coraz mniej miejsca na racjonalne spojrzenie na koszykówkę.

To był drugi brzydki mecz Bucks w tym preseason. Piszę tak nawet nie oglądając meczów. Po 12 latach z Milwaukee, pewne rzeczy wnioskuje się po recapach i highlightach.

Popatrz sam i nie zawracaj mi już głowy dzisiaj. Kolejny mecz w nocy z soboty na niedzielę. Też nie będzie w TV.

NIEPOKONANI!

Grizzlies – Bucks 83 – 86

Nowa era w Milwaukee rozpoczęta. Czekałem na ten mecz z lekkim zdenerwowaniem, mimo tego, że wiele razy obiecywałem sobie zrobić w końcu wolne od oglądania Kozłów. I pisania o Kozłach. Możesz mi nie wierzyć, ale miałem nawet momenty, w których kilkanaście dni spędzonych z dala od przeglądania stron NBA było dla mnie radosnym uwolnieniem się od koszykarskiego brzemienia, które po 17 latach powoli zaczyna mi ciążyć w codziennym życiu. Wszystko wskazuje jednak na to, że te rzadkie momenty, kiedy mam wolny czas i nie muszę robić nic konkretnego, nadal będą wykorzystywane na wizyty w Milwaukee. Głównie dlatego, że głupotą byłoby się wycofywać w momencie, kiedy po ponad 10 latach ciszy mamy w końcu drużynę, o której będzie się mówiło. I której oglądanie może sprawiać nielada przyjemność.

Pomijam fakt wygranej nad Grizzlies (ale jesteśmy niepokonani!), bo do końca miesiąca bardziej ciekawić mnie będą ustawienia, z którymi Kidd na pewno będzie eksperymentował. Ucieszyłem się niezmiernie, gdy zobaczyłem, że większość czasu na parkiecie spędziła piątka Knight – Middleton – Giannis – Parker – Henson, bo obawiałem się weteranów zabierających niepotrzebnie minuty w nic nie znaczących spotkaniach (a tu prosze, jakie miłe zaskoczenie – Mayo na ławce. Ale spodziewam się, że w dzisiejszym meczu z Pistons już zagra). Szkoda, że mecz nie był nigdzie transmitowany, bo pomimo 21 strat Bucks jestem ciekaw, jak wyglądała nasza gra przez wysokich (wg tego, co czytałem na brewhoopie, a ci z kolei słyszeli w radiu, większość akcji zaczynała się od high post z wysokimi w roli głównej).

Nie potrafię jeszcze zacząć skakać z radości po występie Sandersa, ale nawet 10/15 w pierwszym oficjalnym meczu od lutego robi cholernie dobre wrażenie. Nie ma jeszcze co wieścić wielkiego powrotu naszego głównego podkoszowego stopera, ale należy się cieszyć, że chociażby udało mu się nie spaść za głupie faule w pierwszej kwarcie.

Bucks pokazali jaja po raz pierwszy w tym sezonie (pewnie nie ostatni) i wygrali mimo tego, że na początku meczu kilkukrotnie przegrywaliśmy ponad dziesięcioma punktami (skąd ja to znam). Strasznie zaczął Parker (1/9), który jednak potem się rozkręcił, trafił 5 z kolejnych 6 rzutów i do końca meczu był niesłychanie aktywny pod koszami i w kontrze. Udało mu się nawet zaliczyć miodnego dream shake’a:

Nie można zapomnieć o Middletonie i Giannisie, którzy robili to, do czego mnie przyzwyczaili w poprzednim sezonie. Khris trafiał z półdystansu kiedy tylko tego potrzebowaliśmy, a Giannis robił wszystko i był wszędzie. Zbierał, podawał, punktował, znowu był pierwszy w kontrach nawet po własnej zbiórce w obronie. Nudny mecz – jak powiedział po meczu Kidd. Ważne jednak, że wszystko wróciło do normy i codzienna rutyna koszykarskiego freaka została przywrócona.

Widzimy się jutro po meczu z Pistons.

Antek foreva!

giannistwit

Najpierw Jabari obiecuje, że chce grać całą karierę w jednym klubie, teraz Giannis publicznie przyznaje się do tego, że już nigdy przenigdy nie opuści Milwaukee.

W sumie spoko. Jak ma robić takie rzeczy jak dzisiaj ze Spurs, to nie mam nic przeciwko.

By the way, kontynuujemy tragiczną serię porażek w Las Vegas i mimo, że uznałem nasz ostatni mecz z SAS jako przedsmak przyszłorocznych finałów, to jednak nie chciało mi się na niego wstawać. Z meczu na mecz coraz więcej osób przejmuje się jednak formą Parkera, który co prawda dopiero 4 miesiące temu skończył sezon, jednak teraz sprawia wrażenie wyjątkowo ciężkiego (zabronić mu spędzania wolnego czasu z Mayo!)Dalej ma fantastyczne ISO, jest bestią w kontrze, ale poprawcie mnie jeśli się mylę, sprawia wrażenie, jakby wyjście w górę do rzutu sprawiało mu wiele wysiłku. Mam nadzieję, że im dalej w sezon, tym jego forma będzie szła w górę, jednak nie ukrywam, że spodziewałem się większej dominacji w SL już od pierwszych meczów. A póki co, to Antek wychodzi na głównego dominatora ligi letniej.

Recap meczu ze Spurs:

Szukam pozytywów w tragicznym meczu z Bulls (84-105)

Bucks @ Bulls 84 – 105 

bucksbullsCzasami ciężko jest znaleźć jakieś dobre strony w meczu, w którym kompletnie nic nie wychodziło. Rose zniszczył nas grając na pół gwizdka (24pkt w 27 minut, 6/10 z gry, 10/11 z wolnych), do tego pięciu pozostałych Byków rzuciło więcej niż 10 punktów. Co się udało, na co jeszcze martwi?

1. Można chwalić Kozły za agresywną grę, bo nie często zdarza się, żebyśmy aż 49 razy lądowali na linii rzutów wolnych. Egzekucja to już inna sprawa, bo nie wyobrażam sobie tego, żebyśmy w sezonie trafiali osobiste z tragiczną 65% skutecznością (32 celne).

2. Zazwyczaj solidnie grający na deskach duet Sanders-Henson, dzisiaj dodatkowo wzmocniony wracającym do składu Pachulią, został zniszczony na deskach przez 31-52 (w tym 4-12 w ofensywnych zbiórkach). Zwykle miękki pod koszami Boozer miał 16/10 i momentami miałem wrażenie, że byłby w stanie zebrać Hensonowi piłkę sprzed twarzy nawet trzymając go na baranach.

3. Czy Caron Butler jeszcze coś zagra w tym preseason, czy już szykuje MVP formę na sezon zasadniczy? 23 minuty, 1/6 z gry, zero jakiejkolwiek agresywności, czy chęci do gry. U niego nie znajdę niczego pozytywnego po tym spotkaniu.

4.  Larry Sanders miał 12 punktów i uniknął problemów z faulami (tylko 2), ale zebrał tylko 4 piłki i zablokował 1 rzut. Mam też wrażenie, że jest nieco bardziej spięty na parkiecie, niż był rok temu, zupełnie, jakby nie mógł się jeszcze do końca przystosować do swojej nowej roli w zespole. Albo do pieniędzy. Nie wiem, czy to wpływ preseason, czy należy na to patrzeć dokładniej w czasie sezonu zasadniczego, ale też brakowało mu dzisiaj tego pierwiastka dominacji pod koszem w defensywie, który przecież tak zachwycał w poprzednim sezonie.

5. Henson, oprócz tego, że dawał się przestawiać Boozerowi jak niedożywione dziecko z Etiopii, to jeszcze po raz kolejny udowodnił, że ofensywnie póki lewego półhaka i dobitek jest potwornie ograniczony. Nawet momentami Zaza pokazywał, że można rzucić jumpera stojąc przodem do kosza (ale też udowadniał, że nie jest tak trudno jak wszyscy mówią nieustannie podawać do Hensona na wysokość jego kostek…) Znowu muszę to powiedzieć, ale Henson będzie nieściągawalny (jeśli mogę tak powiedzieć) z parkietu, jeśli tylko rozszerzy swój zasięg i arsenał zagrań w ataku.

6. Nie wierzę, że to mówię, ale podobał mi się Brandon Knight. Może jeszcze nie tak bardzo, jak Scarlett w Miedzy słowami, ale już nie mam odruchu wymiotnego, który towarzyszył mi na widok Jenningsa. A to już duża poprawa. Nie widzę w nim jeszcze pewniaka na pozycji rozgrywającego przez cały sezon, ale coraz bardziej zaczyna mnie do tego przekonywać. W swoim ograniczonym czasie dzisiaj kilkukrotnie pokazał, że potrafi znaleźć rzucającego gracza na wolnej pozycji lepiej niż Jennings. Imponował też agresywnością w ataku, szczególnie w kontrach, których nie bał się wykończyć spod kosza mimo twardej, fizycznej obrony. W ataku na pewno musi jeszcze popracować nad dokładnością podań i, momentami, nieco większą umiejętnością czytania defensywy. A skoro o obronie mowa, to dzisiaj niewiele mógł zrobić przy głodnym gry Rosie, który jak się nie połamie, będzie znowu głównym kandydatem do MVP. Sorry LeBron.

7. Jeszcze na koniec Antek, na którego wszyscy czekają. Sam z niecierpliwością czekałem na jego wejście na parkiet i już wiem jakie uczucie będzie mi towarzyszyło w czasie oglądania pozostałych meczów Bucks w tym sezonie. Ale było trochę jak na filmie porno, gdzie przez 30 minut czekasz, aż w końcu rozepną ostatni guzik, a potem wyłączasz szybko, bo jesteś rozczarowany paskudnym tatuażem, czy silikonowym bobkiem na klacie. Mimo słabej dyspozycji rzutowej (1/5) i jeszcze gorszej selekcji rzutowej (momentami), Giannis dalej imponuje łatwością wymuszania fauli, agresywnością w ataku i naturalnym talentem do lądowania na linii osobistych. Wykorzystuje swój zasięg genialnie, 6 zbiórek, 2 bloki i 2 przechwyty, przez długie okresy czasu świetnie radził sobie z Dunleavym. Przez swoją filigranowość dalej ma problemy z przebijaniem się na zasłonach, ale to coś, co można szybko nadrobić. Budujące jest też to, że dzisiaj miał tylko jedną stratę, w dodatku w kontrze, kiedy odgwizdali mu ofensa. Kolejny dobrze rokujący na przyszłość mecz A2Z.

8. Przegraliśmy 5 z rzędu mecz preseason i dalej jesteśmy bez wygranej. Ciekawe, jak będzie wyglądała moja cierpliwość, gdy zaczniemy tak sezon i będę odliczał dni bez kolejnej wygranej. <puka w poranne drewno>

Dalej bez zwycięstwa w preseason [99-102]

Bucks @ Grizzlies 99 – 102

bucksgrizzlies

To tylko preseason.

To tylko preseason.

Mieliśmy czysty rzut w ostatnich sekundach. Co z tego, że nie po zamierzonej akcji, ale po olbrzymim chaosie i zamieszaniu. Nieudany screen and roll Hensona z Knightem, Brandon nie miał co zrobić i odrzucił do Hensona, co wyglądało jak miernie wyegzekwowany pick and pop.

To tylko preseason.

Prowadziliśmy +5 na 1:05 przed końcem i popełniliśmy dwa fatalne w skutkach błędy w obronie, po których gracze Grizzlies zakończyli dwie akcje 2+1.

Walić to. To tylko preseason.

John Henson miał kolejny solidny mecz na deskach, zabrakło jednak nieco masy, doświadczenia i zimnej krwi w obronie przeciw Gasolowi, który otarł się o triple-double (18/7/6).

Caron Butler powiedział przed meczem: „Pieprzyć to, to tylko preseason”, popłakał się, po czym przez zamglone oczy rzucił 3 punkty i zebrał 3 piłki.

Larry Sanders znowu miał kłopoty z faulami (tym razem spadł za 6), nie miał ani jednego bloku ale za to najlepsze +/- w zespole (+13).  W końcu to tylko preseason.

Brandon Knight wyglądał całkiem nieźle w czasie come-backu, ale zawiódł w crunchu. Jest dobrym strzelcem, ale nie na tyle, że kreować sobie samemu rzut po koźle. Jest szybki, ale nie na tyle, żeby samodzielnie rozmontować obronę. Świetnie wypada w kontrach, ale z drugiej strony momentami zaspał w obronie patrząc biernie na piłkę.

OJ Mayo trafił 4 trójki i spadł za faule. To tylko preseason.

Khris Middleton zaczyna powoli pokazywać, że jest młodszą, szybszą, ale jeszcze mniej doskonałą wersją Dunleavy’ego. Zdobył 10 szybkich punktów w czasie naszego powrotu w czwartej kwarcie. Świetny cath and shoot, ale jeszcze nie tak pewny i rzetelny jak u naszego niedawnego kapitana. Oby Carlos jak najdłużej był poza grą (sorry), żeby nie zabierał czasu Khrisowi.

Olek Czyż przez 14 minut pokazywał, że to tylko mecz preseason.

Mirosłav Raduljica przez 10 minut nie oddał ani jednego rzutu z gry. Niech mu wypłacą pół dniówki i niech spada w cholerę.

Luke Ridnour miał znowu solidny mecz z ławki (13 pkt), pokazując, że momentami będzie mógł z powodzeniem zastępować Knighta.

Antek mimo najgorszego +/- w zespole (-13) miał całkiem cichy i spokojny mecz. 8 punktów na trzech rzutach, do tego 3 zbiórki to całkiem wydajny występ. Znowu udowodnił, ze już teraz może być naszym głównym zawodnikiem do wymuszania fauli. Skurkowaniec, jest w tym doskonały mimo braku doświadczenia i młodego wieku.

Dramat w czwartej kwarcie i porażka z Bobcats.

Preseason: Bobcats @ Bucks 83 – 76

Jeśli Larry Drew oglądał mecze Bucks, które przegraliśmy na własne życzenie w ostatnich kwartach, to dzisiaj mógł podziękować swoim zawodnikom za zaprezentowanie tego na żywo. Na ostatnią odsłonę meczu schodziliśmy z 17 punktowym prowadzeniem, na tyle bezpiecznym, że Drew zdecydował się ściągnąć dobrze grające rezerwy i wprowadzić podstawowy skład (!). Wszystko posypało się błyskawicznie.  W ostatnich 12 minutach trafiliśmy 4/23 z gry (17%), chybiliśmy wszystkie 8 trójek i zamiast szukać kogoś na wolnych pozycjach, oddawaliśmy same wymuszane rzuty przez ręce. W rezultacie Bobki wygrały czwartą kwartę 33-9 i zapewniły sobie bezpieczną wygraną 83-76.

Zawiedli się wszyscy ci, którzy czekali na kolejny elektryzujący występ Antka. Giannis w 14 minut oddał tylko dwa rzuty (trafił jeden, ale za to jaki) miał 5 zbiórek i 2 asysty i największym plusem jego występu jest to, że po raz pierwszy w karierze NBA zakończył mecz bez żadnej straty.

Tragicznie pod względem rzutowym spisał się duet Knight-Sanders, którzy trafili tylko 1 na 16 prób! Brandon otarł się o triple-double z 9 zbiórkami, 7 asystami i 8 oddanymi rzutami…Miał kilka ładnych splitów, po których dogrywał do wolnych strzelców, udało mu się też zaliczyć kilka asyst po pickach, jednak jeszcze daleka droga przed nim żeby znalazł balans między rozgrywaniem a rzucaniem przez ręce.

Problemów z trafianiem nie miał za to Ridnour, który robił typowe dla siebie rzeczy: dyrygował w ataku, solidnie rozgrywał i poniżej przeciętnie bronił. Zaskoczył też trafiając 4 z 5 trójek i kończąc mecz  z 14 punktami.

Martwi mnie nieco Henson, który co prawda wyżebrał double-double (10/10), ale dalej większość jego akcji w ataku opiera się albo na dobitce, albo na lewym półhaku. Nic więcej. Nie mogę jednak za bardzo marudzić, bo John był jednym z lepszych zawodników na parkiecie.

Butler z Mayo zaczęli solidnie, ale pary starczyło im na trzy kwarty (jak całej drużynie z resztą). Frustracja znalazła ujście na zewnątrz 12 sekund przed końcem meczu, kiedy sędziowie odgwizdali bardzo wątpliwy faul Hensonowi. Butler zaczął się kłócić z sędziami, za co dostał pierwszego technika. Nie przejął się nim za bardzo i kontynuował dyskusję. Sędziowie błyskawicznie zareagowali i wyrzucili Carona z boiska. Carol i Mayo zdobyli kolejno 18 i 15 punktów, co było drugim wynikiem w drużynie.

Doskonale w drugiej kwarcie spisał się Czyż, gdzie zdobył 10 punktów (w tym dwa po efektownym alley-oopie), prawie tyle, co reszta drużyny (14).