Bucks mają kolejnego znaczącego inwe$$$tora.

nbamoneyJak podaje bizjournal.com, wczoraj odbyło się pierwsze oficjalne przedstawienie trzeciego po Larsym i Edensie współwłaściciela Bucks. Jest nim Jamie Dinan, który podobnie jak Lasry i Edens, zajmuje się zarządzaniem funduszami hedgingowymi w Nowym Jorku. Dinan wykupił swoją część Bucks już w lipcu, potem w połowie września pojawiał się często na spotkaniach ze sponsorami. Nie wiadomo ile kosztowało go wykupienie udziałów, ale portal podaje, że stał się trzecim największym udziałowcem w klubie.

55-latek jest kolejną osobą, która będzie miała z czego wykładać pieniądze. Dinan w 2013 roku został wyceniony przez Forbesa na 1,6 miliarda dolarów, a na co dzień zarządza aktywami wartymi około 25 miliardów. Co ciekawe, w wywiadach często podkreśla, że zarządzane przez niego fundusze dają średnio 20-30% zysków rocznie. Pomija jednak fakt, że dwa lata przed krachem w 2008 roku (który o mało nie przyczynił się do stracenia wszystkich aktywów) fundusze regularnie traciły na wartości.

Bucks dodatkowo przedstawili grupę nowych, lokalnych inwestorów z Milwaukee, wliczając w to najprawdopodobniej największą grupę czarnoskórych inwestorów w historii NBA (takie rzeczy i statystyki możliwe są tylko za oceanem. Ich udziały pewnie mieszczą się w 5%, ale w trzech różnych źródłach przeczytałem, że staniowią „najliczniejszy kolektyw prominentnych, afro-amerykańskich przedsiębiorców z Milwaukee”. Uwielbiam coś takiego, Stanisław Anioł byłby dumny…)

Wracając do Dinana – podobno kocha Bucks od 1970 i czasów Oscara Robertsona, jest zachwycony tym, że trenerem jest Kidd i głęboko wierzy w świetlaną przyszłość Bucks. A ja głęboko wierzę w to, że kupieni po zaniżonej cenie Bucks za parę lat staną ię fantastycznym powodem do zarobienia grubych milionów. I to liczonych w setkach milionów. Kilka podobnych przykładów:

1. Grousbeck kupił Celtics w 2003 roku za 360 milionów. Teraz są warci około 730 milionów.

2. Jordan kupił Bobcats za 175 milionów. Obecna wartość: 315 milionów.

3. Reinsdorf w 1985 kupił Bulls za 16 milionów (szesnaście!). Obecna wartość: 800 milionów.

4. Cuban w 2000 dał 280 milionów za Mavs. Obecna wartość: 685 milionów.

5. Hebbert Simon kupił Pacers w 1983 za 10 milionów (dziesięć!). Obecna wartość: 383 miliony.

Czy muszę podawać więcej przykładów? Mając pieniądze, głowę na karku i doświadczenie w zarządzaniu, na posiadaniu klubu NBA naprawdę ciężko jest utopić pieniądze (wiem z autopsji, bo w Championship Managerze zawsze byłem multimiliarderem).

Nawet, jeśli mówimy o klubie ze środka kukurydzianego pola, gdzie główne role odgrywają (1) debiutant, (2) grecki mutant, który alkohol legalnie będzie mógł kupić za dwa lata, (3) jarający trawę, jednoręki bokser bez oka i (4) trener, który po rozbiciu samochodu po pijaku poszedł po kolejne pół litra, żeby świętować fakt, że żyje, po czym wrócił do domu i w euforii dał żonie na rocznicę  ślubu dwa proste w oko, sierpa w ucho i uppercuta na deser.

James Dinan. Wes Edens. Marc Lasry. Wiedzą co robić, żeby zarobić.

Nie zdziw się, jak w trzy lata po wybudowaniu nowej hali i kilku latach przeciętnych sukcesów (czyli na przykład dwóch regularnych awansów do playoffów), Bucks pójdą w inne ręce za grubo ponad 800 milionów. Być może nawet do Seattle.


Przeczytaj koniecznie:

nbamoney 1. Jak o 3 nad ranem sprzedawałem Bucks

2. Kim są Edens i Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić

3. Jak ostatecznie zabezpieczyć przyszłość Bucks w Milwaukee

W Grecji znowu nudy?(!)

CB013126Jako, że nie samą NBA człowiek żyje (i absolutnie nie powinien), kilka słów na temat jednej z najmniej ekscytujących lig w Europie. Liga ta jest wyjątkowa pod kazdym względem – hermetycznie zamknięta aż do bólu (od tego sezonu weszła jedna zmiana, ale o tym za chwilę), i ekscytująca tak jak kolejny odcinek telenoweli, która ciągnie się bez przerwy od 1992 roku. Mówię oczywiście o lidze Greckiej, gdzie od 1992 roku mistrzem nie był nikt inny od dwójki Olympiacos / Panathinaikos. W tym sezonie władzie ligi postanowiły postawić wyższą poprzeczkę Czerwony i Zielonym, pozwalając klubom na zatrudnienie dodatkowego (trzeciego już) Amerykanina w składzi. Zamiast pomóc, oczywiście wszystko obróciło się w pył – w świetle kłopotów finansowych większości klubów, trzecim dodatkowym Amerykaninem jest w większości przypadków świeżo upieczony absolwent uniwersytetu, który nie zaznał jeszcze błogiego smaku greckiego potu (albo parkietu, co kto woli).

Czy więc po raz kolejny Olympiacos i Panathinaikos nie bedą miały żadnego rywala w walce o tytuł?

Rok temu, Panathinaikos mimo ukończenia sezonu zasadniczego z przeciętnym bilansem 22-4, w play-offach nie zostawił nikomu złudzeń kto jest najlepszy – wygrali gładko 2-0 w ćwierćfinałach z PAOKiem, 3-0 z Arisem w 1/2 finale oraz 3-1 z Olympiacosem w finale (dodam, że miało to miejsce na miesiąc po zdobycie mistrzostwa Euroligi w Berlinie). Do prawie idelanego składu zostali dodani jeszcze Milenko Tepić z Partizana, Nick Calathes – pół Grek, pół Amerykanin, pół obrońca który zapewni dodatkową głębię na obwodzie oraz Georgios Bogris – 210cm gigant, który na mistrzostwach Europy do lat 20 siał spustoszenie pod koszami. Obradović pewnie pozwoli nowym twarzom smakować gry w lidze greckiej, plejada gwiazd będzie zatem liczyła na wydłuzony czas gry w Eurolidze. Biorąc pod uwagę to, ze w składzie zostali m.in. Jasikievicius, Spanoulis, Diamantidis i Batiste, można chyba śmiało współczuć Olympiacosowi kolejnej porazki w finale.

No właśne, Olympiacos ma pecha, bo od 1997 nie udało im się zdobyc mistrzostwa. Dalej jednak wydają miliony dolarów na spełnienie swoich marzeń, mimo tego, ze rok temu nafaszerowany gwiazdami skład nie wykorzystał przewagi własnego parkietu i jak już wspominałem, zakończył finały po czterech meczach. Teraz do składu dołaczyli Lenas Kleiza, którego przedstawiać nie trzeba, Von Wafer, który ma pomagać Childresowi oraz Kostas papanikolau – spec od przechwytow.  Yannakis mazatem nie mały orzech do zgryzienia – jak zapewnić dobrą chemię oraz odpowiednią rotację wśród tylu gwiazd. Pamiętajmy, że w składzie jest jeszcze Teodosić, Papaloukas, „Sofoklis Babyshaq”initis Halperin i Buroussis. Jesli chodzi o atak, to potencjał mają praktycznie nieograniczony. pozostaje jedynie pytanie, jak będą w stanie radzić sobie w defensywie w starciu z ogranymi i doskonale rozumiejącymi się gwiazdami Panathinaikosu?

Kolejną siła wydaje się być Maroussi, które z roku na roku pnie się co raz wyżej. Po zakwalifikowaniu się do Euroligi, ich siła wydaje się być jeszcze większa. w miejsce Mazzona (który wybrał się do Arisu) przyszedł mający doskonały sezon w Valenci Katsikaris, do tego mamy trzech Amerykanów – Aarona Milesa, Keydena Clarka i przede wszystkim jeremy;ego Richardsona, do którego powinna być kierowana piłka w decydujących momentach meczów.

Ciekawie wygląda nawet skład PAOKu, gdzie powoli wygasa gwiazda Predraga Drobnjaka a w jego miejsce pojawiają się szybko rozwijający się Tsiaras i Helliwell. Interesujaco zapowiada się osoba Tyrese Rice’a, który ma papiery na czołowego strzelca ligi – jest takim nietypowym rozgrywajacym, który w Boston College miał czołowe statystyki w punktach, asystach, przechwytach. Jego największym problemem może być kolega z drużyny: BJ Elder, który w poprzednich latach we Włoszech pokazał, ze potrafi dostarczyć wielu punktów, po warunkiem, ze moze swobodnie oddawać ponad 10 rzutów na mecz… Warto też zwrócić uwagę na walczaka Tskitishvili oraz dwóch młodych Kevina Rogersa oraz Dimitrisa Haritopoulosa – mogą się okazać o wiele więcej warci niż przewidują to media.

W pozostałych dryzunach dzieje się niewiele.

W AEKu warto patrzeć na Taureana Greena, w Ilysiakosie gra jedna z największych nadziei greckiej koszykówki: Leonidas Kaselakis, w Kavala/Panorama można zawiesić oko na debiutancie Wadzie (ale nie D-Wadzie, tylko Lorenzo). Olympia, Trikalla czy VAP to drużyny o których nie potrafię nic ciekawego powiedzieć, stąd obiektywnie zamilknę.

Jedno jest pewne – zapowiada się kolejny sezon, który warto zacząć śledzić dopiero od samych finałów 🙂

Mam talent

Podówjny bewtween the legs nawet daje radę 🙂

RIP Michael Jackson and Blake Griffin

Wiem, że odeszła w nocy ze świata ikona, która być może w pewnym momencie razem z innym MJem była najpopularniejszą i najbardziej znaną osobą na świecie (tak na marginesie, przyszło im nawet raz nakręcić teledysk)

Ale dzisiaj w nocy ofiary były dwie. Jedna, powędrowała księżycowym chodem w świat spokoju i wiecznego spoczynku, druga – lotem koszącym wylądowała w samym środku koszykarskiego piekła – w Clippersach. Póki co, oczywiście, jest z tego zadowolony i przeżywa bycie numerem 1 w drafcie, ale całą sytuację doskonale opisał Bill Simmons (lektura obowiązkowa ).

Oto lista skrzydłowych, których Clippers wybrali w drafcie z numerem 9 lub wyższym o 1976:
Dantley (6), Brooks (9), Chambers (8), Cummings (2), Williams (4), Manning (1), Smith (3), Ferry (2), Kimble (8), Augmon (9, oddany), Murray (7), McDyess (7, oddany) Wright (7), Odom (4), Miles (2), Chandler (2, traded), Wilcox (8), Griffin (1).

A to gracze, których mogli wybrać, gdyby nie popełnili głupich błędów i nie wybrali graczy z powyższej listy:
Vandeweghe; Wilkins; Willis; Stockton; albo McDaniel albo Mullin; Price; Pippen, Jackson i Lewis; Rice; Brandon; albo Grant albo Jones; jeden z Wallace’ów, Stackhouse lub Garnett; Kobe; Pierce, Carter lub Bibby; Okafor; albo Stoudemire albo Butler; no i Granger.

Czy ktoś chce się założyć, że za rok Blake zacznie płakać i szukać innego klubu?

Z innych wieści – czytalem właśnie przy okazji, że Hedo postanowił wykupić swój kontrakt i będzie próbował sił jako wolny agent. To oznacza, ze przyjście Cartera, zgodnie z oczekiwaniami, zakończyło karierę Kebaba na Florydzie.

Kolejne wymiany

Przede wszystkim muszę napisać, że twitter to najlepszy na świecie i zdecydowanie najszybszy rss feeder. Zanim przeczytam wiadomość  na espn, gazecie czy innym portalu sportowym, okazuje się, że zawodnicy już od kilku dobrych godzin wymieniają się uprzejmościami z nowymi kibicami czy kolegami z drużyny. Fenomenalna sprawa!

Z wzwiązku z tym, krótki przegląd twitt’n’trade:

1. Q-Rich w Memphis za Darko Milicica. Od razu zaczęła się serenada obrońcy Knicks:

  • To the memphis fans I appreciate the support and well-wishes, I also look forward to playin there and tryna get things turned around.
  • To all the knicks fans hittin me up, I appreciate the support and well wishes. Much love yall. I enjoyed bein a Knick. The Garden was GREAT!

2. Kenny Smith ćwierka o tym, że Amare wylądował już jedną nogą w Golden State:

  • Looks like Amare in GSTATE!

Skoro już o Amare mowa, to strasznie zaczyna już tęsknić za Shaqiem:

  • I’m going to miss Shaq, he was a lot of fun to play with. Shaq your the man

3. A Shaq już ofecjalnie ogłosić, że jego statystyki nie są jeszcze tak dobre, żeby miał zakończyć karierę. Ogłosił więc, że będzie grał przez kolejne 3 lata:

  • My numbers are not good enough to retire 3 more yrs left

Trade 2 – Shaq w Cavs!

Stało się to, o czym niejedni marzyli. Cavs i Suns uzgodnili warunki, na mocy których Shaq wyląduje w Cleveland, natomiast Ben Wallace, Sasha Pavlovich i 46 pick w drafcie trafią do Phoenix.

Co prawda Shaq nie potwierdził jeszcze niczego na twitterze, ale jak tylko coś zaćwierka, od razu dam znać (póki co, ćwierkają o tym:

  • Steven Smith – Alert! Alert! My sources tell me it’s OFFICIAL: SHAQUILLE O’NEAL IS A CLEVELAND CAVALIER. LeBron officially has his best shot at a title.
  • TJ Ford – How lucky is Shaq right now.. WOW
  • pyta się też Kevin Durant – Shaq got traded?
  • i Kareem Abdul Jabbar – If #Shaq can play regularly, he is exactly what the #Cavs need.)

Ogólnie to Suns oszczędzą na tym dealu kupę kasy. Na dobry początek około 9 milionów na salary i luxury tax. Gdyby udało się namówić Wallace na zakończenie kariery, oszczędności byłyby jeszcze większe.

A Cavs zyskują kaktusa i kolejną szansę na walkę o mistrzostwo.

Postaram się dodać więcej, jak tylko oba kluby ogłoszą to oficjalnie (chociaż to tylko kwestia czasu).

Trade 1: Bucks Spurs

Zaczęła się karuzela transferowa w NBA i to od razu z grubej rury – bo z udziałem moich Bucks. Z Milwaukee ucieka Richard Jefferson, a z San Antonio zawita do Wisconsin Bruce Bowen, Kurt Thomas i Fabricio Oberto.

Dla Milwaukee to moim zdaniem ruch czysto finansowy. Każdy z otrzymanych graczy Spurs jest w ostatnim roku kontraktu, a wcale bym się nie zdziwił, gdyby wykupili od razu kontrakt Bowena i ten wróciłby z powrotem do San Antonio. W sumie da to Bucks oszczędności rzędu 15 milionów na przyszły sezon, dzięki czemu będą mieli większe pole do popisu przy oferowaniu nowych kontraktów Sessionsowi czy Villanuevie. Co więcej, na więcej czasu na parkiecie będzie mógł też liczyć Joe Alexander.

Bucks Spurs BasketballA co ten trade oznacza dla Spurs? Ostatnią próbę walki o mistrzostwo. Wzmocnili się niebotycznie na SFie, który do tej pory najbardziej cieniował. Jak jeszcze założymy, że Bowen niedługo powróci na stare śmiecie, to perspektywa SAS w finałach znowu staje się w miarę możliwa.

Oczywiście patrząc na tą wymianę jako fan Bucks i mega hater San Antonio nie cieszę się wcale. Szczególnie, że Sessions czy Villanueva wcale nie są zawodnikami, na których chciałbym, żeby budowano przyszłość drużyny w Milwaukee. No, ale cóż, pozostaje się cieszyć z tego, że sezon ogólrkowy oficjalnie mamy już rozpoczęty oraz liczyć na to, że Spurs nie będą chcieli poświęcić MLE na zakontraktowanie Gortata, który mógłby zająć miejsce Oberto pod koszem.

Poranna porcja filmów

Oczekiwanie na finały powoli doprowadza mnie do groby, a jeszcze cały tydzień przed nami. Udało mi się nieco poszperać na necie i o to co znalazłem dzisiaj dla Was:

1. Skróty meczu Hawks @ Suns z ’70 roku, debiutancki sezon Maravicha. Warto!


Oprócz Maravicha (oczywiście nr 44), grają Paul Silas (nr 29), Bob Riley (12) i Mahdi Abdul-Rahman (42)

2. Kolejna porcja z serii „Moje ulubione i najlepsze mecze w playoffach”. Ta kompilacja naprawdę daje rade.

3. TOP10 wsadów Cartera… nieco inaczej 🙂

4. I na koniec jeszcze jedna fotka dla tych wszystkich, którzy uważają, że James nie jest dobrym graczem drużynowym, jest zachował się jak ostatni buc po porażce w Orlando i że w ogóle jest fe. Popatrzcie ile na tym zdjęciu jest radości i miłości:
2810162_heat_v_cavs

Lakers mistrzami NBA!

Żeby nie pisać kolejnej analizy finałów, zdecydowałem się nieco wybiec w przyszłość i zepsuć wszystkim zabawę. Tak więc spoiler alert – jak chcecie przeżyć trochę emocji przy oglądaniu finałów, nie czytajcie dalej. Podaję bowiem dokładne wyniki wraz ze statystykami z każdego meczu finałów 2009.

MECZ 1
ORLANDO @ LAKERS 92- 104

Zbilansowany atak Orlando na nic się zdał przy twardej obronie na obwodzie Lakers. Stąd zaledwie 36% skuteczności z gry. W ataku Gasol skutecznie wyciągał Howarda spod kosza, a potem wykorzystując swoją szybkość, wymuszał kolejne faule. Stąd po 33 minutach Dwight usiadł na ławce z 6 faulami, a na parkiecie pojawił się Gortat, który w 12 minut zdobył 4 punkty i miał 5 zbiórek. Dodał do tego jeden blok na Bryancie, o którym można przeczytać na jego twitterze.  Ja również wysłałem mu smsa z gratulacjami. Z ciekawych informacji równiez to, że Jameer Nelson wrócił do składu.

BOXSCORE

MECZ 2
ORLANDO @ LAKERS 104 – 98

W drugim meczu sensacja! Osamotniony Kobe Bryant nie jest w stanie zabezpieczyć zwycięstwa, a w ataku szalał jak bestia Howard. 35 punktów i 18 zbiórek (w tym 12 w ataku) to wynik imponujący. Nawet Marcin się spisał i dodał swoje 4 punkty i 7 zbiórek (oraz swoja pierwszą asystę w playoffach).  Fani Lakers po meczu zachwyceni debiutem Sun Yue, który w niespełna 50 sekund oddał 3 rzuty (2 za trzy).

BOXSCORE

MECZ 3
LAKERS @ ORLANDO 102 – 112

Mecz numer trzy to klęska Lakersów. Magicy rzucali z ponad 50% skutecznością, a wyraźnie zagubiona obrona LA nie znalazła sposobu na zatrzymanie Lee i Nelsona, który po powrocie trafił ponownie 4 z 5 trójek. Marcin przez 13 minutu uzbierał rekordowe 9 zbiórek oraz 2 punkty (przy 100% skuteczności z gry). Howard przeciętnie – 24 punkty i 13 zbiórek. Dla LA Kobe otarł się o triple double – 21 punktów, 6 asysty i 6 zbiórek. Stan: 2-1 Orlando

BOXSCORE

MECZ 4
LAKERS @ ORLANDO 124 – 109

Popis ofensywy Lakers! Aż 6 zawodników zdobyło ponad 10 punktów, a najlepiej spisał się Gasol, który w końcu zaczął grać: 21 punktów, 12 zbiórek, 6 asysty i 5 bloków. Bryant był najlepszym strzelcem z 33 punktami i aż trzykrotnie zanotował na swoim koncie akcję 3+1. W Orlando najlepszy mecz rozegrał Gortat, który zdobył 8 punktów i miał 5 zbiórek. Dołożył do tego nowe konto na facebooku. Howard dalej jak zwierz: 28pktów, 21 zbiórek. Stan: 2-2

BOXSCORE

MECZ 5
LAKERS @ ORLANDO 105 – 96

Ostatni mecz w Orlando wygrany przez gości, którzy pokonali Magików dobrą grą zespołową oraz twardą obroną od początku meczu. Bliscy triple double byli Odom i Turkoglu – ten pierwszy miał 12 punktów, 9zbiórek i 6 asyst, natomiast turek uzbierał 21 punktów, 6 zbiórek i 7 asyst. Mniej widoczny dzisiaj był Howard, który oddał ledwie 14 rzutów. Marcin przejęty dodawaniem nowych fotek na facebooku był jakby nieobecny i nie oddał ani jednego rzutu. Zebrał za to dwie piłki. Stan 3-2 Lakers

BOXSCORE

MECZ 6
ORLANDO @ LAKERS 96 – 113

Już po wszystkim. Kobe zdobywa swój czwarty pierścień, pierwszy bez Shaqa. Kibice skandują jego imię kiedy odbiera nagrodę MVP Finałów i 15 mistrzowski puchar w historii klubu.W decydującym meczu, Bryant rzucił 30 punktów, a 15 dodał Fisher. Dla Orlando znowu niewidoczny Howard, mimo 6 bloków i 15 zbiórek, miał tylko 12 punktów. Dwoił się i troił Gortat, który do i rusz ogrywał młodego Bynuma – nasz rodak zakończył mecz z 6 punktami i 5 zbiórkami. Stan: 4-2 i mistrzostwo dla Lakers.

BOXSCORE

W podrózy w przyszłość pomógła mi agencja transportu publicznego Whatifsports.com

Ostateczna rywalizacja w NBA: Kobe Bryant vs Ktoś lepszy od Kobe Bryanta

Specjaliści od marketingu wzięli się ostro za kreowanie zamieszania wokół tegorocznych finałów od samego początku stawiając na rywalizację Bryanta z LeBronem (choćby w tej lub w tej reklamówce). W rywalizacji tej, Lebron stoi na stanowisku prawdziwego rywala, który pozwoli (w końcu) sprawdzić się Bryantowi. Coś a’la Magic kontra Bird, gdzie doskonałość każdego z nich sprawiała, że była to rywalizacja doskonała.

Ale Bird i Magic byli rywalami z prawdziwego zdarzenia; walczyli ze sobą o mistrzostwo na studiach, potem w tym samym czasie przyszli do NBA i rywalizowali o tytuł najlepszego debiutanta. Tutaj, Kobe Bryant miał już trzy mistrzowskie tytuły kiedy Lebron był w szkole średniej. W wieku 30 lat, Kobe powoli traci swój atletyzm, podczas gdy 24 letni James wiąż może być większy, szybszy i silniejszy. Przez to, rywalizacja między nimi jest bardziej jak między Birdem a starzejącym się Ervingiem (chociaż ich przygody zakończyły się tym, że sfrustrowany Julius zaczął dusić swojego młodszego przeciwnika).

Najważniejsze jest to, że czekając na rywalizację 23 z 24, zapominamy o rywalizacji, która tak naprawdę definiuje obecny etap w NBA: Kobe Bryant kontra ktoś lepszy od Kobe Bryanta.

Czytaj dalej Ostateczna rywalizacja w NBA: Kobe Bryant vs Ktoś lepszy od Kobe Bryanta

Dla tych, którzy wierzą w Cavs

Nawet po dzisiejszej wygranej, historia dalej przemawia zdecodywanie za Magic. W całej historii NBA, zaledwie 5% drużyn udało się awansować dalej po tym, jak przegrywali 1-3. Oto pełna lista tych 5%, na które składa się zaledwie 8 drużyn (ze 190). Zła wiadomość dla fanatyków Orlando – wasza drużyna znajduje się na tej liście, jednak nie wśród tych, którzy nadrobili stratę…

1968: Boston Celtics pokonali 76ers, w tym w siódmym, decydującym meczu, w Filadelfii. Oczywiście później Celtowie zdobyli tytuł. W sezonie zasadniczym 76ers mieli lepszy bilans niż Boston (62-20 do 54-28), a gwiazdami w Celtach byli wtedy Bill Russell i John Havlicek.

1970: Lakersi pokonali Phoenix w finale konferencji, a później w wielkim finale przegrali z Knicksami. W sezonie zasadniczym Lakersi mieli bilans 46-36, a Phoenix 39-43. Gwiazdy Lakers: Jerry West, Wilt Chamberlain, Elgin Baylor.

1979: Waszyngton Bullets w drodze do finałów NBA pokonali San Antonio na finale wschodu (w finale ligi zostali pokonani przez Seattle). Waszyngton miał przewagę parkietu po tym, jak po sezonie zasadniczym mieli lepszy bilans (54-28 do 48-34). Gwiazdy: Elvin Hayes

1981: Ponownie Boston Celtics pokonali 76ers w drodze do mistrzostwa NBA. Obie drużyny miały identyczny bilans po sezonie zasadniczym (62-20), jednak tym razem to Boston rozgrywał decydujący mecz u siebie. Gwiazda Bostonu: Larry Bird.

1995: Houston Rockets rozprawili się z wyżej notowanymi Phoenix w drodze do zdobycia mistrzowskiego tytułu. Po sezonie zasadniczym Phoenix miało 12 meczów przewagi nad teksańczykami (59-23 przy 47-35). Gwiazdy Houston: Hakeem Olajuwon, Clyde Drexler

1997: Miami Heat pokonali odwiecznego rywala z Nowego Jorku w finałach wschodu, jednak mimo 61 wygranych w sezonie zasadniczym, przegrali w wielkim finale. Heat mieli przewagę własnego parkietu (bilans 61-21 do 57-25 na korzyść zawodników z Florydy). Najlepszy strzelec Miami: Tim Hardaway

2003: Detroit Pistons przegrywali w pierwszej rundzie 1-3 z Orlando, jednak udało im się awansować dalej, aż do finałów konferencji. Przewaga parkietu była na korzyść Pistons: 50-32 do 42-40. Defensywnym zawodnikiem roku został wtedy wybrany Ben Wallace.

2006: Phoenix rozpoczęli serię playoffów przegrywając 1-3 z Lakersami. Po rozprawieniu się z nimi przegrali w finale konferencji z Dallas. Phoeni miało przewagę parkietu – bilans: 54-28 45-37 na korzyść Phoenix. MVP ligi został wybrany wtedy Steve Nash.

2009: Cavs?

Doczytałem się też jednej ciekawostki. W historii playoffs jedynie 17 drużyn przegrywało 1-3 po rozpoczęciu serii na własnym parkiecie. Z tych 17, aż 7 razy udało im się ostatecznie wygrać serię.

7/17 wygląda dla fanów Cavs o wiele lepiej, niż 8/190, czyż nie?

Teorie spiskowe w NBA

Balldon’tlie jak zwykle wrzuciło coś, to niszczy umysł. Oto lista 4 najbardziej popularnych teorii spiskowych (żeby na moment zapomnieć o tym, jak to sędziom i działaczom ligi bardzo zależy na finale LAL-Cavs)

1. Król żyje:

2. Lądowanie Apollo na księżycu było jednak mistyfikacją!

Wiadomo, że to przekręt. Nie ma gwiazd, flaga powiewa zgrabnie, mimo że nie ma wiatru itd. itp. Wszyscy wiemy, że księżyc to prawdziwy dom Cassella. Jednak, o dziwo, na zdjęciu nie ma po nim ani śladu! Skoro go nie ma – tzn. że wszystko jest oszukane!

3. NLP w reklamach NBA

Czy oglądając mecze NBA zawsze macie ochotę na Spite’a albo na vitamin water? Po obrzejrzeniu skrótów czujecie potrzebę kupienia najnowszej płyty Kanye Westa? Oczywiście, że tak! Wszystko przez odpowiedni wpływ reklam na naszą podświadomość!

4. Kobe Bryant jest Paulem McCartney’em!

John Wall – kolejny licealista gotowy na NBA

Na Deadspinie pojawił się mix niejakiego Johna Walla, któremu podobno nie za bardzo uśmiecha się pójscie na uniwerek i najchętniej od razu zaatakowałby NBA. W czerwcu skończy 19 lat, a już widać, że atletyzmem zdecydowanie przewyższa swoich rówieśników (stąd praktycznie każdy blok w jego wykonaniu wygląda po prostu zabójczo).

To co, otwieramy notesy i grzecznie notujemy nazwisko?

Porażki w pierwszych meczach – statystyki

Przegrał i Boston. Przegrali i Spurs. Na ESPN znalazłem ciekawą statystykę, która zaczyna się od 1971 roku i bierze niestety pod uwagę tylko serie, które trwały siedem spotkań.

  • Drużyny z przewagą własnego parkietu, które przegrały pierwsze spotkanie, awansowały do kolejnej rundy w zaledwie 44,3%.
  • Drużyny z przewagą własnego parkietu, które przegrały pierwsze spotkanie, ale wygrały drugie, awansowały w 53,2%. Z kolei drużyny z przewagą parkietu, które wygrały mecz 1 i przegrały mecz 2 wygrywały całą serię już w 65% (pewnie dlatego, że ciężko wygrać dwa mecze pod rząd z tym samym przeciwnikiem w PO).
  • No i najciekawsze na koniec. Od 2003 roku (czyli pierwszego roku w którym wprowadzono grę do 4 wygranych w pierwszej rundzie), San Antonio Spurs przegrywali pierwsze mecze w pierwszej rundzie w 2003 (Phoenix), 2005 i 2007 roku (dwukrotnie z Denver). Zawsze potem zdobywali mistrzostwo. Czyżby czekał nas kolejny sezon ostróg?
  • Z ciekawych informacji, wczorajszy mecz Bostonu z Chicago został rozegrany dokładnie w 23 rocznicę zdobycia przez Jordana rekordowych 63 punktów w play offach. W tamtym meczu Boston pokonał Bulls 135-131 po dwóch dogrywkach. Co ciekawe, W całej historii pojedynków między tymi dwoma drużynami, Boston ma bilans 11-1

Różnice kulturowe i przynależność społeczna jako główne czynniki braku sukcesów polskiej koszykówki na tle amerykańskich rówieśników.

discourse-studies-scribd_12353763877681Przeciwstawne style gry polskich i amerykańskich koszykarzy można tłumaczyć różnicami natury fizjologicznej, psychicznej, czy też socjologicznej. Różnice psychofizyczne można najłatwiej uzasadnić na podstawie jakże prawdziwego stereotypu, który mówi, że czarnoskórzy zawodnicy skaczą wyżej, biegają szybciej, poruszają się po parkiecie z większą gracją i w bezpośrednich pojedynkach z białoskórymi przeciwnikami zawszą są faworytami. Na dowód tej tezy wystarczy przytoczyć film z 1992 roku, pt.: „Biali nie potrafią skakać”, w którym dwaj przeciwnie grający zawodnicy (biały i czarny, szalony i spokojny), grają w jednej drużynie i zarabiają w ten sposób na życie. W niniejszym artykule chciałbym udowodnić, że różnice między polskimi a amerykańskimi koszykarzami nie biorą się z rasistowskich podziałów, a z otoczenia, w jakim gracze kształtują swoją koszykarską osobowość. Jestem zdania, że nie kolor skóry czy wrodzony atletyzm predysponują nas do grania na wysokim poziomie, ale to w jaki sposób uczymy się koszykówki, stawiając pierwsze kroki na osiedlowych boiskach. Właśnie tutaj zaznacza się największa przepaść między polską a amerykańską koszykówką.

Czytaj dalej Różnice kulturowe i przynależność społeczna jako główne czynniki braku sukcesów polskiej koszykówki na tle amerykańskich rówieśników.

Czy to tylko Gatorade?

Rzuty przez całe boisko albo z połowy są już chyba bardziej na topie już efektowne wsady w kontrze. Patrząc na Wade’a, Leborna i Howarda, zastnawiam się, co oni im dolewają do Gatorade’a.

Oto Wade i jego niezaliczony rzut z 3/4 boiska

A to James, który udowadnia, że jego rzut spod lewego jądra z połowy boiska nie był przypadkiem

Nate „Tiny” Archibald – mały człowiek z wielkim sercem

Dokładnie 36 lat temu, 24.03.1973, Nate Archibald stał się pierwszy zawodnikiem w historii NBA, który zakończył sezon zasadniczy zarówno jako najlepszy strzelec (34 punkty na mecz) jak i podający (11,4 asysty na mecz). Ponieważ zjawisko to nie wydarzyło się już ani razu od tamtego czasu, postanowiłem nieco przybliżyć sylwetkę tego filigranowego rozgrywającego nieco młodszemu pokoleniu. Zapraszam do lektury.

Czytaj dalej Nate „Tiny” Archibald – mały człowiek z wielkim sercem

Matt Steven: niewidomy strzelec

0311reilly_576x3245

Do końca meczu pozostało tylko kilka sekund. Zwycięstwo jego drużyny zależy od tego, czy trafi oba wolne czy nie. Przełyka ślinę, co rozchodzi się echem na wypełnionej po brzegi hali. Wszyscy wstrzymali oddech. Słychać tylko delikatne dźwięki laski stukającej w tył tablicy. Tak, laski. Pod koszem stoi brat rzucającego zawodnika i rytmicznie uderza w tablicę. Wszystko przez to, że strzelec, Matt Steven, jest niewidomy.

Dlaczego niewidomy chłopak bierze udział w oficjalnym meczu drużyn licealnych?

Ponieważ nie lubi pudłować rzutów osobistych.

Czytaj dalej Matt Steven: niewidomy strzelec

Rytuały przed meczowe

Dziwna moda na przed meczowe rytuały. Najpierw były zdjęcia rodzinne w Cleveland:

A wczoraj w nocy Shaq grał w kręgle:

Czekam teraz na cieszynki po każdym zdobytym koszu…

PS.

Czytaj dalej Rytuały przed meczowe

17. Hustle and bustle

hustleandbustle1. Cleveland mają nadzieje, że jak nadejdą play-offy, Ilgauskas w końcu przestanie być notorycznie kontuzjowany. W tym sezonie opuścił już kilka spotkań z powodu skręconej kostki, w ostatnim spotkaniu z Phoenix złamał sobie nos na łokciu Shaqa, a w zeszłym tygodniu w meczu przeciwko Knicksom, Al Harrington wybił mu kciuka lewej ręki. Zydrunas był wtedy strasznie zdziwiony, że sędziowie nie odgwizdali faulu. „Powiedzieli, że dłoń była częścią piłki” – wspomina litewski center. „Nie zgodziłem się. Powiedziałem, że dłoń jest częścią mojej ręki.”

2. Steve Novak, o którym ostatnio było głośno przez game winnera w meczu z New Jersey, w ogóle może pochwalić się całkiem niezłą skutecznością za trzy. W meczu z Waszyngtonem trafił w sumie 6 na 10 trójek, a w ostatnich czterech meczach trafił 21 z 34 rzutów za trzy. Jak popatrzymy na cały ostatni miesiąc jego gry zobaczymy, że trafił 77 ze 171 trójek (45%). Al Thornton powiedział: „Novak jest jak gra video. Patrzenie na jego rzuty to prawdziwa przyjemność i aż się dziwię, że tak często zostawiają go bez krycia.”

Czytaj dalej 17. Hustle and bustle

Nana Papa Yaw Dwene Mensah-Bonsu

whale-basketball-2-mail Tak się właśnie zastanawiam, czy oprócz Mutombo i Popsa jest w NBA zawodnik o równie ciekawie brzmiącym nazwisku?

Nana Papa Yaw Dwene Mensah-Bonsu

Wg wikipedii znaczy to: Król (Nana) Tata (Papa) urodzony w czwartek (Yaw) trzy (Mensah) Wieloryb (Bonsu). W wielu wywiadach Bonsu przyznawał się, że jego rodzina „dorobiła się” nazwiska dzięki temu, że ich pra pra pra przodek zabił wieloryba…

A Popsa w Toronto nie lubić nie można. Skacze, broni, odwala czarną robotę, ustawia się na ofense, biega za trzech.

Jakiś pomysł na ksywę?

Bloki Lebrona z pomocy

Jeszcze to. Nie mogłem się powstrzymać.

Po kazdym bloku zastanawiam się, czym jeszcze James zaskoczy w następnym jutubowym miksie…

‚cuse vs UConn i 6 dogrywek!

Nie pisałbym o tym meczu, gdyby nie kilka ciekawych faktów. Zawsze numerem jeden jeśli chodzi o mecze uniwersyteckie był dla mnie pojedynek NC z Duke, Stackhouse i Rasheed vs pięknie uczesani biali chłopcy. Do dzisiaj, kiedy obejrzałem pojedynek Big East między Syracuse i UConn, który zakończył się wygraną  tych pierwszych: 127-117… PO 6 DOGRYWKACH!

Mecz trwał 4 godziny.

W sumie aż 8 zawodników spadło za faule (po cztery w drużynie).

Syracuse nie prowadzili ani razu w dogrywkach aż do ostatniej części.

Mecz, który chyba na zawsze trafi do annałów koszykówki, nie tylko uniwersyteckiej.

Gdyby ktoś miał link do ściągnięcia, jakiś torrent czy coś, to chętnie poproszę.

Paul Pierce – mistrzowski ignor

Chłopiec będzie miał traumę do końca życia…:)

16. Hustle and bustle

hustleandbustle1. Suns mają do rozegrania jeszcze 16 spotkań – m.in. 2 z Golden State, 2 z Sacramento, 2 z Memphis i po jednym z Waszyngtonem, Philly i Minnesotą. Wszystko inne jak 9 wygranych będzie wielką niespodzianką. Ja jednak na taką niespodziankę już się powoli szykuję. Dlaczego? Dlatego, że będzie to dopiero drugi sezon Nasha, kiedy nie awansował do playoffs. Pierwszy był w jego drugim sezonie w Mavs w 2000 roku. Gorzej z Shaqiem. Ten nie dostał się do playoffs tylko raz w swojej karierze – w debiutanckim sezonie w Orlando w 1993…

2. Lakersi, moi główni faworyci do wygrania tytułu w tym roku (mimo, że nie lubie jak psów), mogą bać się tylko jednej drużyny w pierwszej rundzie playoffs na zachodzie. Portland Trail Blazers. Podczas ostatniej potyczki PTB odnieśli 7 zwycięstwo we własnej hali nad Jeziorowcami i wygrali ostatnie 26 z 32 spotkań. Jeszcze jedna potyczka między tymi drużynami w Portland przed nami – 10 kwietnia.

Czytaj dalej 16. Hustle and bustle

Najlepsze buzzer beaters w historii.

To trzeba koniecznie zobaczyć!

I love this game

Kolejny fenomenalny filmik reklamujacy league pass.

Lakers, Boston i Cavs zdominowali sezon!

magnifyingglassWłaśnie nieco czasu spędziłem na basketballreference, konkretnie na maszynie, która oblicza prawdopodobieństwo zagrania w playoffach przez każdą z drużyn. Biorąc pod uwagę fakt, że raczej na pewno mistrzostwo w tym sezonie powędruje do kogoś z trójki Celtics, Lakers, Cavs (z Lakersami nieco wybijającymi się na czoło stawki), można zaryzykowac stwierdzenie, że są to trzy najbardziej dominujące drużyny w sezonie w historii ligi. Zakładając, że wszyscy pozostaną zdrowi, każda z tych drużyn będzie grać na 100% swoich możliwości aż do końca regular season, aby wywalczyć przewagę własnego parkietu w playoffs. Przypuszczam więc, że każda z tych trzech drużyn zakończy sezon z minimum 63 wygranymi na koncie.

Czytaj dalej Lakers, Boston i Cavs zdominowali sezon!