5-na-4: Podsumowanie rankingu Bucks.pl

Przed nami długo wyczekiwane rozpoczęcie sezonu, który dla Kozłów ma być szczególny. Strasznie boję się tego napompowanego balonu oczekiwań, bo wiem, że im większe oczekiwania, tym bardziej bolesne będzie rozczarowanie na koniec sezonu. Dlatego, żeby jeszcze na moment nacieszyć się ciszą i spokojem jaki niesie ze sobą preseason, wróćmy na moment do podsumowania naszego rankingu bucks.pl

#1 Giannis Antetokounmpo
#2 Khris Middleton
#3 Malcolm Brogdon
#4 Thon Maker
#5 Tony Snell
#6 Greg Monroe
#7 Jabari Parker
#8 DJ Wilson
#9 Jason Terry
#10 Sterling Brown
#11 Matthew Dellavedova
#12 Mirza Teletovic
#13 Rashad Vaughn
#14 Gary Payton II
#15 John Henson

Krótka wymiana myśli na twitterze z Maćkiem, Adamem, Michałem i Piotrem:

1. Twoja pierwsza reakcja po przeczytaniu rankingu?

Maciej Kwiatkowki (szostygracz.pl): Jeżeli jest to ranking tego jak dobrzy będą zawodnicy, to debiutanci są klasycznie przecenieni – ale to „klasyczne”. Chce się, żeby DJ Wilson (zwłaszcza on) i Brown byli od razu dobrzy, ale Delly to dobry gracz, Teletović solidny. Jeżeli Wilson i Brown osiągną ten poziom, Bucks wygrają 50 meczów. Czy ktoś jeszcze lubi Hensona?!

Adam Szczepański (szostygracz.pl): Jeśli 40-letni Jason Terry jest na 9. miejscu z głębią Bucks musi być źle.

Michał Górny (mvpmagazyn.pl) : Brak Thona Makera w pierwszej trójce, heh. A tak poważnie to może trochę boleć ostatnia, piętnasta pozycja Johna Hensona. No ale to już zasługa samego zainteresowanego, który miał szybciej się rozwijać niż ma to miejsce. Poza sezonem 2013/14 Henson niczym specjalnym się nie wyróżnił. A szkoda!

Piotr Zarychta  (zkrainynba.com): Trochę zaskoczenie. Nie spodziewałem się aż tak niskiej oceny Johna Hensona. Dziwi mnie aż tak niska pozycja Jabariego Parkera i Matthew Dellavedovy. Osobiście nieco wyżej bym ich poustawiał, ale w sumie ranking nie jest taki zły. W przypadku Delly’ego, gdyby się dowiedział, to pewnie podziałałoby na niego mobilizująco.

2. Kto został niedoceniony? Kto zdecydowanie za wysoko?

Maciej Kwiatkowki (szostygracz.pl): Rozumiem, że Jabari Parker spadł z #3 na #7 bo nie zagra do lutego. Jak pisałem wyżej – Delly i „Telly” są niedocenieni. W żadnym wypadku Jason Terry nie powinien być przed nimi. Myślę, że Monroe jest lepszym graczem, niż Snell nawet w tej NBA obecnie. Zobaczymy co Snell pokaże po otrzymaniu kontraktu.

Adam Szczepański (szostygracz.pl): Delly powinien się obrazić, że znalazł się za Terrym.

Michał Górny (mvpmagazyn.pl) : Można się kłócić o pozycję Parkera, który ze względów zdrowotnych zbyt wiele nie pokazał. Lub też inaczej mówiąc, nie miał szansy pokazać zbyt wiele. Poza tym bez większych zaskoczeń.

Piotr Zarychta  (zkrainynba.com): Zdecydowanie za nisko jest Delly. Dla mnie taki dobry duch drużyny To czym zawsze się wyróżniał to zaangażowanie i tym nadrabiał i do dzisiaj nadrabia swoje braki fizyczne. Parker to dla mnie gracz numer 2 w Bucks. Oczywiście problemem w jego przypadku jest zdrowie. Ale bez niego to jest drużyna na maks drugą rundę. Z nim zdrowym potencjał jest na walkę z Cleveland Cavaliers.

3. Kto w przyszłym sezonie zrobi największy skok?

Maciej Kwiatkowki (szostygracz.pl): Thon Maker. Mam wątpliwości, ale coraz mniejsze. Broni obręczy, rzuca za trzy i ma ten wewnętrzny „drive” – nie potrzeba nic więcej. Jego „upside” może nie być na poziomie All-Star, ale jeżeli sięgnie poziomu Middletona i Parkera, Bucks będą w znakomitej sytuacji na przyszłość.

Adam Szczepański (szostygracz.pl): To musi być Thon Maker. Powinien wyjść z tej roli startera na kilka minut i stać się zawodnikiem, który rzeczywiście zacznie regularnie robił różnicę na parkiecie.

Michał Górny (mvpmagazyn.pl) : Nie chcę być monotematyczny, ale stawiałbym tutaj na Antka. W przypadku tego typu zawodników progres z sezonu na sezon przychodzi coraz trudniej, bo wyżej jest postawiona poprzeczka.

Piotr Zarychta  (zkrainynba.com): Bardzo bym chciał, żeby to był Thon Maker, ale obawiam się, że tak nie będzie. Jego skok przewiduję na sezon 2018/19. Teraz mam wrażenie, że sporo może podskoczyć Gary Payton II. Trochę w tym sentymentu zarówno pod kątem jego ojca, jak i defensywnego stylu gry. Ale mam wrażenie, że już teraz może zniwelować rolę Jasona Terry’ego do maskotki na ławce.

4. Giannis MVP, Bucks 50 wygranych i półfinał wschodu. Zgadzasz się?

Maciej Kwiatkowki (szostygracz.pl): Nie, nie, tak. Myślę, że Bucks zrobią półfinał Wschodu, bo pokazali w serii z Toronto jak defensywnie niewygodnym rywalem mogą być. Bucks nadchodzą. Muszą się najpierw tylko w okolicach lutego zebrać do kupy. Do tego czasu problem Kidda, startującego centra, niejasności z pozycjami PF/C mogą być tematem.

Adam Szczepański (szostygracz.pl): Bardzo stawiam na świetny sezon Giannisa, na to, że będzie w top-3 wyścigu po MVP i że pociągnie Bucks, ale nie aż na 50 zwycięstw. Druga runda playoffów jak najbardziej wydaje się w ich zasięgu.

Michał Górny (mvpmagazyn.pl) : Chciałbym. Jednak nie wierzę w spełnienie wszystkich punktów. Giannis będzie brany pod uwagę w dyskusji o tytuł najbardziej wartościowego gracza w NBA, Bucks wygrają 40-45 spotkań. Natomiast półfinał Wschodu? To chyba najbardziej realny cel dla „Kozłów” i kto wie, czy gdzieś tam w play-offs będziemy mówić „Ej oni są w stanie wygrać tę serię”.

Piotr Zarychta  (zkrainynba.com): Jest na to potencjał. Giannis przy braku Parkera może wykręcać cyferki zbliżone do triple-double. Jeśli chodzi o zwycięstwa, to Bucks mogą dojechać do 50 wygranych, chociaż z mojego punktu widzenia nieważne ile meczów wygrasz, a jak daleko dojedziesz w playoffs. I właśnie tu kluczowe będzie na kogo trafią Bucks. Muszą mieć jak najwyższe miejsce, żeby trafić na jak najłatwiejszego rywala. Miejsce poniżej czwartego może oznaczać granie z Celtics, Wizards, Cavs albo Raptors. A tu wcale nie muszą być faworytami.

Dzięki za czas i odpowiedzi, chłopaki! W między czasie ranking nam się trochę zdezaktualizował. Z Bucks pożegnał się już GPII przez co zostaliśmy teraz z 14 zawodnikami w składzie (kontraktu nie dostali też testowani Green, Anthony i Rush). Henson się cieszy, awansował o jedno oczko do góry – na jego obronę, w meczach preseason pokazał trzykrotnie świetne zagranie, które mogłoby mu uratować tyłek – wyjście po za słonie na wysokość osobistych, dostaje piłkę i odgrywa automatycznie na skrzydło do czającego się Snella/Middletona. Nic więcej. Ale nawet taka drobna rzecz jak szybkie rozrzucenie akcji byłoby wystarczające, żeby stał się choć trochę wartościowym zawodnikiem Kozłów.

Ranking bucks.pl: #6 Greg Monroe

Greg Monroe na boisku sprawia wrażenie pogodnego olbrzyma z kamienną twarzą. Gość, który na pierwszy rzut oka byłby idealnym znudzonym bileterem w Disneylandzie albo rozdawaczem okularów 3D w kinie. Przed Media Day rozmawiał z nim Eric Nehm i padło pytanie, gdzie Greg spędzał wakacje. „Krótki wypad na spotkanie Jordan Brand.” I teraz sparafrazuję, ale niby, że zacytuję: „były bankiety, imprezy, nawet karaoke. Tak, śpiewałem i tańczyłem, ale i tak nie ja ukradłem show. Nie. Nie powiem kto, ale mam wszystko w telefonie. Nagrywałem. Nie wrzucam rzeczy online, co nagrywam, zostaje dla mnie. Może wrzucę kiedyś na instagrama. Poczekajcie.”

Zanim zaczniemy zastanawiać się nad słusznością wyboru Monroe na 6 miejscu, apel o pisanie prywatnych wiadomości do Moose’a z prośbą o zwiększenie aktywności w mediach społecznościowych. Okazuje się, że powyższy przykład to tylko jedna z wielu imprez, którą Greg zachował dla siebie. A, jak się okazuje, prowadzi życie ciekawsze niż bileter/rozdawacz okularów.

Greg jest naszym pierwszym wchodzącym z ławki, często jedyną pewną częścią ataku w momencie, gdy grają rezerwowi. Pomimo tego, że rok temu spędzał na parkiecie aż 7 minut mniej w porównaniu z sezonem 2015/16, jego średnie praktycznie nie drgnęły. Na szczęście to, że Maker wychodzi w pierwszej piątce jest póki co tylko symboliczne, bo w większości meczów na styku, końcówki i tak gramy z Moosem na centrze. Wielkim rozczarowaniem skończył się wybór najlepszego rezerwowego minionego sezonu, gdzie Greg nie dostał żadnego wyróżnienia, mimo pewnej i systematycznej gry na tym samym poziomie: średnio 22 minuty, prawie 12 punktów, 6.6 zbiórek, 2.3 asyst i 1.3 przechwytów na mecz.

Nadchodzący sezon będzie kluczowy w karierze Grega. Po pierwsze, przed sezonem zdecydował się na opcję opt-in i podpisał roczne przedłużenie kontraktu z Bucks. Wiedząc, że przed nim ważna decyzja i najprawdopodobniej ostatnie duże pieniądze w karierze, będzie mu zależało na jak najlepszej grze z ławki. Problem jest taki, że w świetle ciągłego rozwoju Thona i wielo-pozycyjności Wilsona, wcale nie jest powiedziane, że będzie miał zagwarantowany ten sam czas na parkiecie, co rok temu. Nie zapominajmy też, że przed Bucks rok ważnych decyzji – czy podpisać nowe umowy z Parkerem i Monroe. Chciałbym, żeby Moose został na kolejne lata w Milwaukee, mimo felernej obrony jest – mogę to chyba śmiało powiedzieć – naszym najważniejszym ogniwem z ławki. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie dawania mu extension na 3 lata za 15-20 baniek za rok.

Jason Terry oficjalnie w Bucks!

Jaram się i to mocno. Możesz się śmiać, albo nie do końca w to wierzyć, ale Jet był na pierwszy miejscu na mojej prywatnej liście muszą-do-nas-wrócić-po-wakacjach. Nawet jeśli nie jako zawodnik, to koniecznie jako asystent trenera. Albo chociaż gość od ręczników. Cokolwiek. Byle jeszcze nie odchodził. Ku mojej uciesze, parę dni temu pojawiły się pierwsze plotki mówiące o możliwym powrocie Jasona na kolejny rok, teraz w końcu doczekaliśmy się oficjalnego potwierdzenia.

40-letni Terry postanowił jeszcze przez jeden sezon dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z młodymi Kozłami. Jego znaczenie dla drużyny nie jest już wymierzane statystykami (rok temu 74 mecze, średnio 18 minut na mecz, 4 punkty, 1,3 asyst i 1,4 zbiórek, 43% za trzy – drugi wynik w drużynie), ale charyzmą, energią i historiami z ostatnich 18 lat kariery, opowiadanymi w szatni przed, w trakcie i po meczach. Terry jest  naturalnym przedłużeniem Kidda na parkiecie, gościem, który, trafia do głów niedoświadczonych Bucks z taką samą łatwością, z jaką Giannis kończy z górę kontrę 1-na-1. Terry jest kopalnią wiedzy. Wciąż biegającą i trafiającą trójki encyklopedią basketa. Jest ojcem, którego nigdy nie miałeś; bratem, którego zawsze chciałeś i kolegą z drużyny, który zawsze stanie po twojej stronie, nawet jeśli będzie musiał podskoczyć gościom dwa razy większym od niego. Terry jest mentorem, który zadba o odpowiedni rozwój mentalny całej szatni. Terry jest rozsądkiem, który będzie tonował łatwo podpalające się głowy naszych młodziaków. Mógłbym tak jeszcze długo, ale wtedy nie miałbym o czym pisać do rankingu bucks.pl.

W swoim 19 sezonie w NBA, Terry będzie zarobi 2,3 miliona i muszę przyznać, że nie są to duże pieniądze, biorąc pod uwagę wszystkie wartości i umiejętności, które ma do sprzedania reszcie drużyny.

Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Bucks – Mavs 88:74

Widziałem, że pierwszy mecz Bucks jaki obejrzę w tym sezonie będzie musiał mieć jakąś specjalną otoczkę. Ale nigdy bym nie powiedział, że obejrzę go na raty w dwa dni, w drodze z i do pracy. Na telefonie. Stojąc w korkach. W między czasie zdałem sobie sprawę też z kolejnej rzeczy – wszystkie wakacyjne turnieje, mecze preseason i nieustanne oczekiwanie na pierwszy gwizdek w sezonie zasadniczym mija z roku na rok co raz szybciej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że czas między sezonami jest gęsto zapychany, tak że nawet nie ma się kiedy nudzić. Czy też wszystko spowodowane jest tym, że z roku na rok tak bardzo przybywa nam wszystkim pracy i dodatkowych zajęć, że czas między finałami a wigilijnymi spotkaniami mija szybciej niż faza na słuchanie nowego singla Justina Biebera. O, jaki zajebisty beat („bejbe bejbe bejbe oooo oOOO”) iii  chuuj.

Tymczasem Michał nie dał mi w spokoju odpoczywać i chwała mu za to: na zkrainynba.com możecie przeczytać moich parę słów na temat zbliżającego się sezonu Bucks. A mimo tego, że mecz z Mavs odbył się dwa dni temu, zapraszam do bardzo subiektywnej oceny.

Czytaj dalej Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Kiedy wróci Jabari Parker?

Jeśli już nie pamiętasz, to przypomnij sobie, jak wartościowym zawodnikiem w ataku Bucks był przez 25 meczów Parker. Przypomnij sobie, co zrobił w Cleveland. Potem zmień nastrój i przeczytaj, dlaczego, po 7 meczach zastanawiałem się, czy aby czasem nie jest bustem roku. A na koniec rozsiądź się wygodnie w fotelu i obejrzyj wszystkie wsady i FG z poprzedniego sezonu.

Teraz weź chusteczkę, wystrzyj łzy, wysmarkaj nos i spójrz na listę zawodników, którym zerwany ACL zrujnował karierę:

  1. Derrick Rose (2012 – lewe kolano)
  2. Derrick Rose (2013 – prawe kolano)
  3. Derrick Rose (2015 – prawe kolano)

Ktoś jeszcze? Staram się pocieszać tym, że lista zawodników, która bez problemów wróciła do grania na wysokim poziomie po tak ciężkiej kontuzji jest znacznie dłuższa. Harrington, Byron Davis, David West, Jason Smith, Corey Brewer, Perkins czy Ricky Rubio 3 lata temu. Kontuzje związane z zerwanym ACL pojawiają się coraz częściej i powoli trzeba się przyzwyczajać do tego, że przy zwiększonej intensywności meczów, w przyszłych sezonach nie będą rzadkością. Wszystko zaczęło się od Rose’a w playoffach w 2012. Jeszcze tego samego dnia z tą samą kontuzją spadł Shumpert, a potem na przestrzeni 17 miesięcy do listy mogliśmy dopisać jeszcze Brandona Rusha, Lou Williamsa, Rajona Rondo, Leandro Barbosę i Danilo Gallinariego.

Rehabilitacja Parkera idzie powoli, ale Jabari już lata nad dzieciakami w towarzyskich turniejach.

Minęło już 8 miesięcy od felernego meczu w grudniu zeszłego roku i wszystko na to wskazuje, że zobaczymy nasz #2 w drafcie jeszcze w tym roku (aczkolwiek pojawiają się też głosy, że należałoby odpowiednio długo poczekać i nie nadwyrężać kolana za bardzo i w związku z tym, wprowadzić Jabariego do gry dopiero w styczniu, albo nawet dopiero po ASW). Na treningach pozwala sobie już nawet na takie zagrania:

A w NBA2k15 robi już nawet coś takiego:

parkernba2k15Nie wierzę w statystyki mówiące, że potrzeba roku aby wrócić po ACLu do pełnej sprawności. Każdy rehabilituje się w swoim tempie i nie można z góry zakładać żadnych dat. Jestem jednak bardzo pozytywnie nastawiony po tym, co obserwuję na filmach z treningów – Jabari nie tylko luźno wychodzi w górę, ale jeszcze z pełnym spokojem ląduje na kontuzjowanej nodze. Nie zdziwiłbym się, gdyby Parker wrócił po tej kotuzji w jeszcze lepszej formie niż był zaraz po drafcie. Zasada powinna być prosta – jak jesteś w 100% gotowy do gry, to nie ma sensu, żebyś czekał jeszcze dłużej. A jak nie czujesz się całkowicie sprawny, to nie będziemy cię na siłę wrzucali na parkiet.

Bucks mają kolejnego znaczącego inwe$$$tora.

nbamoneyJak podaje bizjournal.com, wczoraj odbyło się pierwsze oficjalne przedstawienie trzeciego po Larsym i Edensie współwłaściciela Bucks. Jest nim Jamie Dinan, który podobnie jak Lasry i Edens, zajmuje się zarządzaniem funduszami hedgingowymi w Nowym Jorku. Dinan wykupił swoją część Bucks już w lipcu, potem w połowie września pojawiał się często na spotkaniach ze sponsorami. Nie wiadomo ile kosztowało go wykupienie udziałów, ale portal podaje, że stał się trzecim największym udziałowcem w klubie.

55-latek jest kolejną osobą, która będzie miała z czego wykładać pieniądze. Dinan w 2013 roku został wyceniony przez Forbesa na 1,6 miliarda dolarów, a na co dzień zarządza aktywami wartymi około 25 miliardów. Co ciekawe, w wywiadach często podkreśla, że zarządzane przez niego fundusze dają średnio 20-30% zysków rocznie. Pomija jednak fakt, że dwa lata przed krachem w 2008 roku (który o mało nie przyczynił się do stracenia wszystkich aktywów) fundusze regularnie traciły na wartości.

Bucks dodatkowo przedstawili grupę nowych, lokalnych inwestorów z Milwaukee, wliczając w to najprawdopodobniej największą grupę czarnoskórych inwestorów w historii NBA (takie rzeczy i statystyki możliwe są tylko za oceanem. Ich udziały pewnie mieszczą się w 5%, ale w trzech różnych źródłach przeczytałem, że staniowią „najliczniejszy kolektyw prominentnych, afro-amerykańskich przedsiębiorców z Milwaukee”. Uwielbiam coś takiego, Stanisław Anioł byłby dumny…)

Wracając do Dinana – podobno kocha Bucks od 1970 i czasów Oscara Robertsona, jest zachwycony tym, że trenerem jest Kidd i głęboko wierzy w świetlaną przyszłość Bucks. A ja głęboko wierzę w to, że kupieni po zaniżonej cenie Bucks za parę lat staną ię fantastycznym powodem do zarobienia grubych milionów. I to liczonych w setkach milionów. Kilka podobnych przykładów:

1. Grousbeck kupił Celtics w 2003 roku za 360 milionów. Teraz są warci około 730 milionów.

2. Jordan kupił Bobcats za 175 milionów. Obecna wartość: 315 milionów.

3. Reinsdorf w 1985 kupił Bulls za 16 milionów (szesnaście!). Obecna wartość: 800 milionów.

4. Cuban w 2000 dał 280 milionów za Mavs. Obecna wartość: 685 milionów.

5. Hebbert Simon kupił Pacers w 1983 za 10 milionów (dziesięć!). Obecna wartość: 383 miliony.

Czy muszę podawać więcej przykładów? Mając pieniądze, głowę na karku i doświadczenie w zarządzaniu, na posiadaniu klubu NBA naprawdę ciężko jest utopić pieniądze (wiem z autopsji, bo w Championship Managerze zawsze byłem multimiliarderem).

Nawet, jeśli mówimy o klubie ze środka kukurydzianego pola, gdzie główne role odgrywają (1) debiutant, (2) grecki mutant, który alkohol legalnie będzie mógł kupić za dwa lata, (3) jarający trawę, jednoręki bokser bez oka i (4) trener, który po rozbiciu samochodu po pijaku poszedł po kolejne pół litra, żeby świętować fakt, że żyje, po czym wrócił do domu i w euforii dał żonie na rocznicę  ślubu dwa proste w oko, sierpa w ucho i uppercuta na deser.

James Dinan. Wes Edens. Marc Lasry. Wiedzą co robić, żeby zarobić.

Nie zdziw się, jak w trzy lata po wybudowaniu nowej hali i kilku latach przeciętnych sukcesów (czyli na przykład dwóch regularnych awansów do playoffów), Bucks pójdą w inne ręce za grubo ponad 800 milionów. Być może nawet do Seattle.


Przeczytaj koniecznie:

nbamoney 1. Jak o 3 nad ranem sprzedawałem Bucks

2. Kim są Edens i Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić

3. Jak ostatecznie zabezpieczyć przyszłość Bucks w Milwaukee

Larry Sanders musi wrócić!

Przed Sandersem cholernie ważny sezon. Kiedy dwa lata temu podpisał nowy kontrakt na 44 miliony, zwołał konferencję prasową, na której potwierdził swoją pełną gotowość do bycia liderem Bucks i twarzą całej organizacji, wszyscy liczyliśmy na zupełnie inny rozwój sytuacji.

Nie miało być bijatyki w klubie tuż po pierszym meczu w sezonu, w którym połamał sobie kciuka.

Nie miało być przyjmowania łokcia Hardena na oko, co skończyło się z potworną kontuzją oczodołu.

Nie miało być tylko 23 nijakich meczów w sezonie.

Nie miało też być bijatyki w szatni po jednym z meczów Bucks.

Ani zawieszenia pod koniec sezonu po jaraniu trawy.

Jednym słowem, nie miało być sezonu, który zniwelował wszystko, nad czym Sanders tak ciężko pracował przez pierwsze sezony w NBA.

Teraz, podobno, wszystko się zmieni.

„I wouldn’t say rebuild, I’d say more just pushing through and learning from things that have happened. You learn from different situations on the court and off the court, and it’s all about growth. Nothing grows without pain; nothing grows without struggle. You just have to pick apart the lessons within the struggle.”

Dobrze, że Larry potrafi i, przede wszystkim, chce wyciągnąć wnioski z błędów, które popełnił, bo nie wiem czy Bucks zdecydowaliby się na pozostawienie go siedzącego na ławce przez większość kolejnego sezonu w momencie, kiedy drużyna znowu wygrywa 15 meczów. Już w zeszłym roku zaczęto mówić (i nie ukrywam, że sam momentami się do tego grona dołączałem) o tym, czy Bucks powinni oddać Sandersa, jednak w obecnej sytuacji, przy zapewnieniach Larry’ego, że wszystko będzie inaczej, byłaby to głupota.

Zdrowy Sanders (czytaj: w formie) to najlepszy obrońca pod koszami (sorry Howard). I jak przyznaje Kidd, Sanders przepracował lato na tyle solidnie, żeby już niedługo wszystkim o tym przypomnieć:

„He’s done everything we’ve asked of him this summer, here’s no perfect person, no perfect player. When you go through something, you learn from it. We’ve all been in a position where we made mistakes, we learned from them and we pushed forward.”

Kto, jak kto, ale Kidd wie o czym mówi. Mało kto popełniał tak wiele błędów i robił tak dużo durnych rzeczy w czasie swojej zawodowej kariery i wychodził potem na prostą.

Czy Larry, przed którym sezon oczyszczenia, będzie mógł za parę miesięcy spojrzeć w lustro i z uśmiechem satysfakcji na twarzy przyznać sobie ekstra kudosy (blunty?) za świetnie wykonaną robotę? Trzymam za to kciuki, bo bez niego pod koszami, nie możemy liczyć na szybką odbudowę. Bucks są w dziwnym miejscu, bo po raz pierwszy od lat, wzbudzają chociaż minimalne zainteresowanie w NBA. Giannis z Parkerem zrobili taki szum wokół drużyny z Milwaukee, że Sanders, Henson i spółka musza jak najszybciej wskoczyć na bandwagon i dopasować się do poziomu naszych dwóch medialnych liderów.

Dlatego Larry, czas na ciebie. Wszystko poniżej 15 pkt / 11 zb i 3 bl na koniec sezonu będzie dla mnie rozczarowaniem.

Pamiętacie to?

cytaty za foxsports.com


Przeczytaj koniecznie:

sandersink1. Wymieniać Sandersa, nie wymieniać Sandersa?

2. Sanders przeniósł swoje talenty do Jeziora Tarnobrzeg..

3. Dlaczego MUSISZ się cieszyć z tego, że Sanders zostaje w Bucks na lata?

Najlepsze zagranie Bucks w sezonie 2009/10 – głosowanie

Pod linkiem zachęcam do oddania głosu na najlepsze zagranie Bucks w minionym sezonie (bazując na akcjach, które wciąż dało się wykopać na u2bie).

Na zachętę Bogut niszczący Big Baby Davisa

Czytaj dalej Najlepsze zagranie Bucks w sezonie 2009/10 – głosowanie