Ranking bucks.pl: #1 Giannis Antetokounmpo

Nie mogło być inaczej. 22-letni Giannis, twarz Milwaukee, główna postać z hasła „Own the Future” jest naszym numerem jeden. Nie mogło być inaczej, Antek był rok temu liderem Bucks w punktach, zbiórkach, asystach, blokach i przechwytach i patrząc na to, jaki postęp zrobić w ciągu roku, aż strach sobie wyobrazić co będzie, jak osiągnie swój szczyt.

Wstyd i samostrzał w pysk za to, co napisałem o Giannisie zaraz po tym, jak został wybrany w drafcie. Był ciepły, czerwcowy poranek roku pańskiego 2013, a ja byłem wtedy najwyraźniej mocno pijany:

Nie chcę pisać złych słów na temat zawodnika, który spędził większość swojej kariery w 2 lidze Greckiej. Mam nadzieję, że okaże się wybrykiem natury i za kilka lat jego talent eksploduje. Obawiam się jednak, że będzie kolejnym prospektem wziętym z nieznanych zakątków Europy, na którego będziemy narzekać. Póki co, to wszystko to wróżenie z fusów wielkich jak jego dłoń. (…) Pozostaje nam tylko śledzić jego rozwój i trzymać kciuki, żeby rozwinął się na kogoś pokroju Batuma, czy Sefoloshy.

Nie przejmuj się, pisz bluzgi. Zasłużyłem na nie. Żeby dolać jeszcze trochę oliwy do ognia, dwa tygodnie później pojechałem nad morze i opalając tyłek na gorących piaskach w Międzyzdrojach, jednym okiem oglądałem EURO-20 z udziałek Antka. Też musiałem być nawalony, bo tekst zamknąłem akapitem:

Ogólnie po tych pięciu meczach mogę powiedzieć, że dalej jest cholernie surowy i nie widzę go w NBA szybciej niż za 2-3 lata (minimum), ale powoli zaczynam widzieć jakiś zalążek tego, co widzi w nim Hammond. Dzisiaj kolejny mecz Greków. Jakbyście nie mieli co robić, zachęcam do obejrzenia chociaż jednej kwarty z udziałem Bo. Warto mieć na niego oko.

Wniosek z tego jeden – skautem NBA nigdy nie będę. Nie mniej już w październiku, tego samego roku 2013, pojawił się tekst Jima Owczarskiego, w którym pisał m.in.:

Hammond pamięta doskonale trzy dni jakie spędził na hali, mogącej pomieścić góra 500 osób. Na jednej tablicy nie było obręczy, a tablice nie miały sprężyn. Okna były popękane. Drewniane deski od kaloryferów robiły za półki na siłowni.

Rodzinie Giannisa (który jest jednym z sześciorga dzieci) nie było łatwo. Uciekli do Grecji w poszukiwaniu lepszego życia, ale nawet tam było ciężko. 20 lat żyli nielegalnie, bez żadnych dokumentów. Masz dzieci i codziennie musisz żyć ze świadomością, że chodzisz do pracy na czarno. W każdej chwili policja może cię zatrzymać i wysłać z powrotem do domu (rodzice Giannisa uciekli z Nigerii). Rodzina Antetokoumbpo otrzymała obywatelstwo dopiero 9 maja tego roku.

Dla mnie (Giannisa) moi rodzice są moimi bohaterami.

Gdyby Giannis był Einsteinem, albo naukowcem, dalej nie otrzymałby obywatelstwa, bo w Grecji jest 100000 dzieci z tym samym problemem. Ale ponieważ koszykówka jest tu sportem narodowym, łatwiej było mu przejść przez formalne trudności. Niestety, dla pozostałych 100000 dzieciaków, problem obywatelstwa dalej pozostaje nierozwiązany.

Grecy bezustannie winili kolorowych imigrantów jako główną przyczynę problemów ekonomicznych w kraju. Do tego stopnia, że nawet jak Giannis otrzymał obywatelstwo i mógł reprezentować kraj w meczach międzynarodowych, niektórzy ludzie bali się go dotykać. W meczach nie mogli go twardo kryć, bo NIE MOGLI go dotykać!

Giannis, który skończy 19 lat 16 grudnia, gra w koszykówkę dopiero od 5 lat.

Larry Sanders przyznaje, że Giannis ma olbrzymi potencjał, którego nie da się nauczyć – rozmiar, zasięg i szybkość. Ma wszystko, czego potrzebuje zawodnik, żeby stać się wielkim. I co najważniejsze, chłonie wszystko jak gąbka.

Jego dziadek, ojciec oraz starszy brat byli zawodowymi piłkarzami i Giannis chciał iść w ich ślady. „Zawsze chciałem być najlepszy w tym, co robię. Skupiałem się tylko na tej jednej rzeczy. Chcę grać w piłkę. Będę wielką gwiazdą piłkarską. OK, nie udało się. W takim razie koszykówka. Będę wielką gwiazdą koszykówki. Od pierwszego dnia był to mój główny cel. Muszę być najlepszy w tym, co robię. Każdego dnia.

Moje podejście do życia nigdy się nie zmieni. Ostatnio poszedłem oglądać mieszkanie i było za drogie. Ponieważ spędziłeś całe swoje życie w biedzie, liczysz się z każdym groszem. Teraz, nawet jak mam pieniądze, nie chcę wydawać zbyt dużo kiedy coś jest za drogie.

Rok później, Antek zaczął się powoli przyzwyczajać do realiów panujących w prawdziwym świecie, ubrany jedynie w cienką wiatrówkę i krótkie spodenki biegał na trening bo nie było go stać na taksówkę, po tym, jak zablokował sobie kartę kredytową przez pomyłkę przelewając rodzicom wszystkie swoje pieniądze. Do tego, robił jeszcze masę innych uroczych rzeczy:

Gdy tylko zobaczył, że 50% jego wynagrodzenia idzie na podatki zapytał się mnie, czy znam jakiś sposób, żeby ich nie płacić. – Zaza Pachulia

Giannis po każdym wspólnym posiłku z drużyną zabierał do swojego domu sześć, czasem i więcej opanowań z resztkami. Starał się oszczędzać pieniądze na wszystkim – ciastkach, napojach, ciepłych posiłkach. – Brandon Knight

Kiedyś popełniłem wielki błąd i przy Giannisie wyrzuciłem do kosza parę butów. Ostro zainterweniował mówiąc: „Co robisz? To dobre buty!” Po czym wyjął je ze śmietnika i zabrał do domu. – Caron Butler

Zagadka, jaką był Giannis, szybko się rozwiązała i po kilku miesiącach bandwagon Antka urósł do globalnych rozmiarów. W marcu 2016, kiedy Giannis zaliczył jeden z pierwszych spektakularnych miesiąców w swojej karierze, zaczęto go już porównywać do Oscara i Jordana:

W marcu Giannis grał w 9 meczach. Średnio po 37 minut na mecz. W tym czasie rzuca średnio 21,1 punktów, rozdaje 8,8 asyst i zbiera 8,1 zbiórek. Przeczytaj to jeszcze raz. A potem dodaj do tego ledwie 2,8 strat. Gdyby do końca sezonu utrzymał mu się taki stosunek strat do asyst (3,14) mógłby liczyć na miejsce w pierwszej dziesiątce. Wiem, że to tylko jeden wyjątkowy miesiąc, ale żeby pokazać, na jaki poziom może nagle wskoczyć Antek trzeba uświadomić sobie jedno – w ciągu ostatnich 50 lat ŻADEN zawodnik nie miał w całym sezonie średnich na poziomie 21,1/8,8/8. Oscar Robertson zaliczył średnie triple-double w sezonie w roku 1962. Gdybyśmy zmniejszyli wymagania do 21pkt/8zb/8as średnio w sezonie, tylko Chamberlain (1968), Magic (1981) i Jordan (1989) znaleźliby się na liście. Z tego grona, tylko Magic dokonał tego w wieku 21 lat i tylko jemu udało się wykręcać takie numery grając krócej niż 40 minut.

Reszta, jest już historią, która tworzy się na naszych oczach. Giannis, będąc liderem swojej drużyny we wszystkich pięciu najważniejszych statystykach, dołączył do grona jedynie 5 zawodników w historii NBA, którym się to udało: Dave Cowens (Galeria Sław 1991), Scottie Pippen (GS ’10), Kevin Garnett (niedługo w GS) i LeBron James (niedługo GS). Do tego, w poprzednim sezonie został pierwszym zawodnikiem w historii ligi, który zmieścił się w TOP20 zdobytych punktów, zbiórek, asyst, bloków i przechwytów.

Co musi zrobić, żeby zdobyć w nadchodzącym sezonie MVP?

  1. Bucks muszą przeskoczyć w tabeli albo Wizards, albo Celtow i zakończyć regular season w TOP3.
  2. Musi poprawić swoja 27% skuteczność w trójkach, co zmusi obrońców do poważniejszego traktowania go na obwodzie. Im mniejszy będzie dystans między nim a obrońcą, tym łatwiej będzie mu mijać na pierwszym kroku i wbijać pod kosz.

W związku z tym, czego oczekiwać po Antku w tym sezonie? Tego, aby w końcu wybrany z numerem 15 w drafcie nieznany gość z Grecji, który wkrótce stał się superstarem i popisał maksa, poprowadził zawsze średnią i przeciętną drużynę Kozłów do finałów konferencji, zdobywając przy tym nagrodę MVP sezonu zasadniczego.

Grubo? Grubo. Ale czas na to, aby hasło „Own the Future” zamienić w „The Future is Now”.

 

Ranking bucks.pl: #2 Khris Middleton

Przez moment zastanawiałem się, czy nie zrobić dwóch pierwszych miejsc i dać Giannisa jako 1A, a Khrisa 1B. To będzie pierwszy od kontuzji sezon, w których Khris zacznie grać w pełni formy, a to znaczy, że spodziewam się występów na poziomie All-Star. Przede wszystkim jednak liczę na to, że w końcu zobaczymy Middletona, który nie tylko skupia się na post-upowaniu mniejszych obrońców, ale zacznie rzucać trójki na poziomie, do jakiego mnie przyzwyczaił przed kontuzją. Rok temu oddawał tylko 4.2 trójki na mecz, które trafiał ze słabą, 31% skutecznością (przedostatni wynik w 40% karierze).

Dużo pracy w głowie Kidda – to od niego w dużej mierze będzie zależało, w jaki sposób uda nam się wykorzystywać wszystkie możliwości Khrisa, tak aby jednocześnie nie blokować miejsca Giannisowi. Khris ma za zadanie pozostać zdrowym i w pełni wykorzystywać swoją wszechstronność w obronie i ataku. Oprócz tego, że będzie w stanie bronić wszystkich od pozycji 2-4, do jeszcze będzie mógł wspierać Kozły jako rozgrywający. Uwielbiam poza boiskową chemię między Antkiem a Khrisem: grają ze sobą przez 4 lata, doskonale się rozumieją i będą się świetnie uzupełniać na parkiecie.

Pamiętaj tylko, żeby nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań wobec Middletona – bo jak to bywa w przypadku Bucks, kiedy coś idzie zbyt dobrze, szybko musi się spierdolić. I to z olbrzymim hukiem. Żeby nie szukać zbyt daleko przykładów, pamiętasz tę podjarkę przed meczem, w którym miał wrócić Khris? Jaka była radość, gdy dostał zielone światło od sztabu medycznego. Jaka była ekscytacja, jak normalnie biegał na rozgrzewce. I jakie później były łzy, gdy spod kosza nie podnosił się Parker. Jebać tamten mecz. Przed nami nowy sezon.

Ranking bucks.pl: #3 Malcolm Brogdon

Moi drodzy obywatele,

stoję tutaj w pokorze przed zadaniem, które nas czeka. Wdzięczny za zaufanie, którym mnie obdarzyliście, mając w pamięci poświęcenie naszych przodków. Dziękuję prezydentowi Trumpowi za jego posługę na rzecz naszego narodu oraz hojność i chęć współpracy, które okazał w trakcie przekazywania władzy.

Przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych, steal tegorocznego draftu. Wybrany z 36 numerem w drugiej rundzie przez Milwaukee Bucks, Malcolm Brogdon nie jest typem zawodnika, który jest w tej chwili rozchwytywany przez media. Przed pójściem do NBA skończył studia magisterskie na wydziale historii. Nie miał innego wyjścia, bo pomimo tego, że ma już 24 lata, rodzice nie wpuściliby go do domu, gdyby dowiedzieli się, że nie ma wyższego wykształcenia. Takie rodziny, jak państwo Brogdon, są w NBA rzadkością: matka jest profesorem psychologii i dziekanem na wydziale fizyki i matematyki na uniwersytecie Morehouse. Jego tata oraz dwaj bracia, Gino i John, są prawnikami. Nie miałem jeszcze przyjemności przeprowadzić z nim wideokonferencji na Skypie, ale jego agentka Danielle Cantor niejednokrotnie odbierała już telefony od dziennikarzy, którzy po wywiadzie z Malcolmem mówili: „To był mój najlepszy wywiad życiu. On kiedyś zostanie prezydentem!” [1]

Jego przygoda z NBA o mało nie skończyła się jeszcze przed draftem. W sezonie 2011-12 zdecydował się na operację stopy, co spowodowało, że wiele zespołów nie chciało ryzykować i brać go w pierwszej rundzie. I teraz pewnie żałują, patrząc na to, co prezentuje na boisku Malcolm. W NBA pewnie nigdy nie będzie all-starem, ale studiując w Virginii zapracował sobie na najwyższe honory. 20 lutego dostał zaproszenie do John Paul Johes Arena na zastrzeżenie numeru #15. Stanie się tym samym siódmym zawodnikiem w historii tej uczelni, którego koszulka zawiśnie pod sufitem. Swoją uniwersytecką karierę zakończył zdobywając 1809 punktów, ma najlepszą w historii skuteczność z osobistych (88%) oraz szóstą jeśli chodzi o skuteczność za trzy (36%). Dodatkowo, jako jedyny zawodnik, w jednym sezonie zdobył nagrody zarówno dla najlepszego obrońcy jak i najlepszego zawodnika Atlantic Coast Conference. W 2016 został również wybrany do pierwszego składu All-American.

Czterdziestu czterech Amerykanów złożyło już tę przysięgę. Słowa te były wypowiadane w czasach rosnących fal dobrobytu i spokojnych wodach pokoju. Jednak zdarza się, że przysięga ta jest składana w czasach gromadzących się chmur i szalejących sztormów. W takich czasach Ameryka sobie radzi nie z powodu umiejętności czy wizji tych, którzy rządzą, lecz dlatego, że my pozostajemy wierni ideałom poprzedników i założycielskich dokumentów.

Kiedy patrzę na jego grę odnoszę wrażenie, że jest weteranem z 10-letnim stażem, a nie debiutantem, który dopiero pod nieobecność Dellavedovy zaczął wychodzić w pierwszym składzie Bucks. Niby jest wolny i flegmatyczny, ale popatrz jak na pierwszym kroku mija Rose’a, Uncle Drew i innych rozgrywających. Jego łatwość do penetracji, doskonała wizja oraz umiejętność podejmowania dobrych decyzji na boisku czynią z niego doskonałe uzupełnienie szalonej i nieokrzesanej ofensywy Kozłów. Kidd wiele razy komentował grę Malcolma prostymi słowami: „Umie grać w koszykówkę i nie panikuje.” Pod wieloma względami przypomina mi innego byłego debiutanta Bucks, który też miał fantastyczny stosunek asyst do strat – Nate’a Woltersa. Trzeba jednak pamiętać, że to praktycznie jedyne podobieństwo, jakie można im przypisać. Malcolm potrafi punktować, jest twardy i nieustępliwy w obronie. Poluje na zbiórki. Walczy o przechwyty. Niedawno został pierwszym debiutantem w tym sezonie, który zaliczył triple-double (mecz z Bulls: 15/12/11),  a w rozegranym parę dni temu meczu z Knicks miał 12 punktów, 8 asyst, 6 zbiórek i ani jednej straty – szkoda, że po wygranym 105-104 spotkaniu w Nowym Jorku mowa była głównie o game winnerze Giannisa.

Krótka przerwa na póki co chyba największy highlight reel z tego sezonu. Po meczu zapytany jak się czuł po tym wsadzie, Malcolm odpowiedział: „Czułem się świetnie. Nie patrzyłem dookoła, po prostu atakowałem na kosz. Szczerze? Gdybym zauważył, że kryje mnie LeBron, pewnie nawet bym nie wyszedł w górę tylko wycofał akcję.”

Brogdon jest nietypowym zawodnikiem również pod tym względem, że trafił do NBA jako gracz kompletny, dojrzały, znający swoje słabe i mocne strony. Nie szukający swojej boiskowej osobowości, ale starający się rozwijać wszystkie te umiejętności, w których jest najmocniejszy. Jego boiskowe IQ jest tak wysokie, jak sufit Giannisa. Czasami oglądając go na parkiecie odnoszę wrażenie, że patrzę na młodego, nieco zmodyfikowanego Jasona Kidda – perfekcyjnie kierującego grą, dyrygującego ofensywą jak Charles Dutoit Filharmonią Narodową.  Genialnie uwalnia się na zasłonach, świetnie biega bez piłki. Nawiązał kontakt z Moosem i jak nikt inny w drużynie potrafi obsługiwać asystami centra Bucks.

Póki co w sezonie zdobywa 8.5 punktów, zbiera 2.7 piłek i rozdaje 3.8 asyst na mecz. Ale już w trzech meczach styczniowych jego średnie skoczyły do 11.3 punktów, 4.7 zbiórek i 6.0 asyst. Stosunek asyst do strat – 6.0 w styczniu (2.71 w grudniu). Jednym z elementów, nad którymi musi na pewno popracować, to skuteczność: TS% w styczniu 44% (gigantyczny spadek, w porównaniu do 16 meczów z grudnia kiedy miał 62%). Wszystko jednak sprowadza się do skutecznej egzekucji w tłoku, spod samego kosza, bo aż 65% jego punktów w styczniu zdobywał z pomalowanego (ze skutecznością 56%). Najgorzej wypada jeśli chodzi rzuty z półdystansu (10/41 w tym sezonie, 25%) i klasyczne jump shoty (50/147, 34%). Najskuteczniej wykonuje lay’upy po minięciu obrońcy (21/29, 72%).

Niech dzieci naszych dzieci powiedzą, że gdy przyszła chwila próby nie pogodziliśmy się z końcem tej podróży, że nie odwróciliśmy się ani nie zawahaliśmy i z oczami spoglądającymi przed siebie i boską łaskawością spływającą na nas, nieśliśmy dalej ten wspaniały dar wolności i dostarczyliśmy go bezpiecznie przyszłym pokoleniom.

W tej chwili raczej ciężko powiedzieć, czy Malcolm będzie w stanie podnieść swoją grę do takiego poziomu, aby realnie zagrozić Embiidowi w zdobyciu nagrody dla debiutanta sezonu. Ale w tej chwili pewne jest to, że Kozłom znowu udało się wylosować perełkę, która w perspektywie czasu może okazać się idealnym uzupełnieniem Giannisa i Parkera. Bucks mają już dwie gwiazdy, które świecą mocnym światłem – potrzeba jeszcze zawodników, którzy będą ich idealnie uzupełniali na boisku. Jestem przekonany, że Brogdon jest właśnie takim zawodnikiem.

Jeśli jeszcze nie widziałeś, to obejrzyj skrót z pierwszego triple-double w karierze Malcolma – w dopiero drugim w karierze wyjściu w pierwszej piątce. Ostatnia akcja. Kidd rozrysowuje akcje specjalnie pod asystę Brogdona. Pick’n’roll. Lay’up Monroe. Łatwe punkty. I patrz na tą dziecięcą radość nie tylko MB, ale i całej ławki. Tomasz Hajto byłby dumny z „timspirytu” tej drużyny. Ale to temat na osobny tekst.


Najlepszy debiutant poprzedniego sezonu zasługuje na to, żeby być w pierwszej trójce rankingu bucks. Do wszystkich zalet, o których dopiero przeczytaliście, albo widzieliście w zeszłym sezonie, dołóżcie jeszcze fantastyczny kontrakt oraz to, że potrafi bronić zarówno „jedynkę” jak i „dwójkę”. Brogdon jest tak wysoko w moim rankingu pomimo tego, że raczej nigdy nie będzie zawodnikiem, który będzie się czymś szczególnym wyróżniał na parkiecie. Jest wysoko, ponieważ mam pewność, że prawie rzadko nas zawiedzie. Czy będzie jeszcze lepszy niż rok temu? Trudno powiedzieć, bo równie dobrze, mógł właśnie osiągnąć swój szczyt. Ale nawet ta pesymistyczna myśl robi z niego rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia, których niestety coraz mniej w dzisiejszej koszykówce.

Ranking bucks.pl: #4 Thon Maker

Nie ma bata, jesteśmy już w pierwszej czwórce naszego rankingu, a na dobrą sprawę wiemy bardzo mało o zawodniku, który mnie tak bardzo ekscytuje i jara. Thon Maker to zawodnik, którego Michał zaczął śledzić jak jeszcze był w Afryce. Maker. Nie Michał. Udało mi się też przez chwilę zamienić z nim parę zdań (Michałem, nie Thonem) na temat Makera i na wierzch wypłynął najistotniejszy problem:

(…)Po drugie – największym brakiem Thona to po prostu masa ciała. Wystarczy popatrzeć na Kevina Duranta czy Kevina Garnetta z pierwszych lat jego gry w NBA, żeby stwierdzić że nie trzeba być mieć bicepsów Davida Robinsona by dawać sobie radę w lidze. Jednak Thon potrzebuje paru kilogramów mięśni by jeszcze lepiej wykorzystywać swoją grę w post-up. Zarówno w obronie jak i ataku. Dodatkowo pomoże mu to nie odnosić kontuzji, a patrząc na jego nogi można łatwo wysnuć wniosek, iż w ciągu kilku kolejnych lat jego budowa się nie zmieni to jego nogi mogą połamać się jak zapałki. Także nic tylko jeść, ćwiczyć, jeść, ćwiczyć  (cała rozmowa tutaj)

W tej chwili Thon jest na diecie i wciąga 6 posiłków dziennie. Ale nie: śniadanie, banan + jogurt, zupka, schabowy z pyrami i dwie kromki chleba na kolację. 6 pełnych posiłków! Prawie 5 tysięcy kalorii na dobę. Wszystko po to, żeby te łamiące się jak zapałki nogi wytrzymały kolejne próby bloków z pomocy i próby przepychania się (śmiechłem, bo ma 11% Reb Rate) pod koszem z innymi centrami. Thon będzie nadal naszym pierwszym centrem i owszem, nie będzie zapewniał obrony pomalowanego jak Dwight w swoich najlepszych latach, ale będzie fantastycznym uzupełnieniem atletycznej, piątki Bucks.

Co Maker da Kozłom, że jest tak wysoko? Po pierwsze, mówimy o potencjale, który jest jeszcze nie do końca określony. Już w tej chwili widać w jakim tempie te patykowate nogi zapieprzają nawet za szybkimi skrzydłowymi. W jaką naturalną łatwością korzysta z pick’n’popów z Giannisem i rozciąga grę trójkami. Trójki, etyka pracy, zespołowość, to wszystko powoduje, że mimo oczywistych braków w wyszkoleniu, Thon jest zawodnikiem, który doskonale w tej chwili pasuje do układanki Kozłów. Nie musi być pierwszym strzelcem, ani go-to-guy’em. Jego rolą ma być rozciąganie gry i trafianie trójek z czystych pozycji, a w obronie ograniczenie głupich fauli i poprawienie gry na desce. I myślę, że postęp tylko w tych aspektach jego gry, pozwoli mu  w kolejnym sezonie wskoczyć nawet o dwie pozycje wyżej w naszym rankingu.

Ranking bucks.pl: #5 Tony Snell

Kiedy Tony Snell przyszedł do Bucks za Cartera-Williamsa, wiedziałem, że możemy się spodziewać dobrego strzelca za trzy i wszechstronnego obrońcy. Ale po tych dwóch latach jakie gra w Bucks, okazało się, że stał się jednym z najbardziej wartościowych zawodników w naszym składzie.

Przez pierwsze trzy lata grania w Bulls, Tony nie zrobił zbyt dużego postępu. Odrodził się dopiero w młodym składzie Bucks, gdzie znalazł swoją pewność siebie, przypomniał sobie jak trafiać z dystansu i – przede wszystkim – stał się naszym pierwszym lockdown defensorem, będącym w stanie bronić każdą pozycję od 1 do 3.  Porównując jego średnie z sezonu 2015/16, Snell podwoił (!) liczbę celnych trójek na mecz i poprawił skuteczność zza łuku o 4.5 punktów procentowych (do 40,6%). Co więcej, w czasach gry w Bulls jego OffRtg wynosił ledwie 93 – po przyjściu do Bucks skoczył aż do 114.  Snell może być nudnym i mało wygadanym człowiekiem (koniecznie obejrzyj najlepszą parę z Media Day w historii poniżej) ale jest jednym z pięciu zawodników, którzy rok temu tworzyli najskuteczniejszą piątkę pod względen eFG% w Bucks: Giannis, Brogdon, Middleton, Thon i Snell. Liczę na dużo minut tego ustawienia w przyszłym sezonie, bo będzie jedną z bardziej fun to watch w Milwaukee od kilku dobrych sezonów.

Kozły zrobiły dobrą rzecz, oferując Snellowi kontrakt nieco wyższy niż jego rynkowa wartość, zanim ktokolwiek zdążył się do niego odezwać. Jasne, można mówić, że trochę przepłaciliśmy, ale z drugiej strony, ciężko byłoby teraz znaleźć zawodnika o podobnych zaletach zarówno w obronie jak i w ataku, który dodatkowo pasuje do DNA Kozłów.

Ranking bucks.pl: #11 Matthew Dellavedova

Kiedy Delly dołączył do Bucks rok temu, prosto po zdobyciu mistrzostwa z Cavs, liczyłem na to, że będzie dużym wzmocnieniem naszego obwodu – poprawiając nieco zarówno naszą defensywę, jak i dodając nam trochę energii po drugiej stronie parkietu. No i w sumie, jako zawodnik wart 30 milionów za trzy lata gry, spełnia swoją rolę. Albo inaczej – gra tak, jak mnie do tego przyzwyczaił i nie daje żadnych powodów do dodatkowego entuzjazmu.

Delly za szybko i za łatwo przegrał rywalizację z Brogdonem i mimo tego, że wyszedł w pierwszej piątce w 54 meczach, na parkiecie spędzał nie więcej niż 26 minut – trochę za mało jak na 10 baniek rocznie. Jak wiesz, nie jestem zwolennikiem tego, żeby wpływ na grę całego zespołu oceniać na podstawie indywidualnych statystyk, ale nie mogę się powstrzymać: jego DefRtg spadł z roku na rok ze 108 na 113,7. Podobny spadek zaliczył w OffRtg: ze 109 na 101,4. Dodatkowo, niestety nie udało mu się utrzymać 41% skuteczności za trzy z sezonu 2015/16 i zeszły zakończył z kolejnym statystycznym spadkiem: na przeciętne 36%. W świetle rozwoju Brogdona, rola Delly’ego w Kozłach będzie z roku na rok spadała. A że ma przed sobą jeszcze trzy lata kontraktu, trzeba przełknąć dumę i pogodzić się z tym, że w naszym składzie będzie kolejny (po Hensonie) zawodnik zgarniający niezłą kasę za granie po 20-25 minut (albo nawet 15-20).

Delly przez całą swoją karierę musiał mierzyć się z wyzwaniami typu: jak być szybszym? Jak lepiej rzucać? Co zrobić, żeby dopasować się do tej drużyny? Ten głos w głowie, który na okrągło mówi ci o tym, że jesteś za słaby i że non stop musisz nad sobą pracować, z jednej strony buduje charakter i samodyscyplinę, ale z drugiej strony, potrafi być destruktywny. Szanuję Delly’ego za to, że osiągnął tyle w swojej karierze i że każdego dnia dba o siebie bardziej, niż niejeden profesjonalny atleta. Kiedy rok temu kupił dom w Milwaukee, nie cieszył się najbardziej z dużego telewizora czy sali kinowej z bilardem. Najbardziej jarał się własną siłownią w piwnicy i osobnym „pokojem na regenerację”. Pod tym względem jest trochę jak Jason Terry – może nie wnosić na boisko zbyt wiele polotu i finezji, ale jeśli chodzi i świecenie przykładem i budowaniem atmosfery w szatni, to jest odpowiednim człowiekiem w odpowiednim klubie.

Sportowo jednak oczekiwałbym od niego trójek na poziomie około 40% i solidnej obrony, na jaką na pewno go momentami stać (żebyśmy nie musieli znowu oglądać Snella kryjącego pg). Wtedy na spokojnie będę mógł powiedzieć, że mamy rezerwowego rozgrywającego, który potrafi wnieść do gry więcej niż parę asyst i skuteczne przekozłowanie piłki przez całe boisko.

Jak to Giannis biegł sprintem na mecz w środku zimy.

Jeśli jeszcze nie kochasz Giannisa to przeczytaj krótką anegdotę z początku poprzedniego sezonu i napisz, czy zmieniłeś zdanie. Jeśli nie, to możesz śmiało przestać tu zaglądać.

Był 23 listopada, na dworze zimno jak cholera (prawie -10C), a ja byłam w trakcie zakupów z moim chłopakiem na Brady Street – kilka minut od Bradley Center. Zobaczyliśmy wielkiego mężczyznę, który przebiegł sprintem koło naszego samochodu. Zrównaliśmy się z nim, opuściliśmy szyby i zapytaliśmy, czy czasem nie chciałby, żebyśmy go podrzucili na halę. Odpowiedział, że bardzo chętnie i usiadł na tylnym siedzeniu mojej skromnej Hondy Fit.

Giannis miał na sobie tylko wiatrówkę i krótkie spodenki. Powiedziałam mu, że powinien sobie kupić kurtkę na zimę, a on odpowiedział, że ma zablokowaną kartę kredytową, bo właśnie przez pomyłkę przelał wszystkie swoje pieniądze do rodziny w Grecji i teraz nie ma ani centa nawet na taksówkę na halę. Przez całą drogę bardzo nam dziękował i co chwila powtarzał, że uratowaliśmy mu życie.  Co za słodki dzieciak…

Historia o tym, jak przypadkowi fani podrzucili roztargnionego Giannisa na mecz już temu rządziła w internetach. Jaki był ciąg dalszy? Giannis wysiadł pod halą, przebrał się i zagrał 12 minut w meczu z Bobcats, zdobywając w sumie 6 punktów i zbierając 3 piłki. Efektem jego przedmeczowego roztargnienia w banku było życie na krechę do czasu, aż rodzice nie wykonali przelewu zwrotnego oddając mu część wypłaty.

Podejście Giannisa do życia jest w dużej mierze odzwierciedleniem tego, jak zachowywałby się w pierwszych miesiącach NBA 18-latek z biednej Polski:

Gdy tylko zobaczył, że 50% jego wynagrodzenia idzie na podatki zapytał się mnie, czy znam jakiś sposób, żeby ich nie płacić. – Zaza Pachulia

Giannis po każdym wspólnym posiłku z drużyną zabierał do swojego domu sześć, czasem i więcej opanowań z resztkami. Starał się oszczędzać pieniądze na wszystkim – ciastkach, napojach, ciepłych posiłkach. – Brandon Knight

Kiedyś popełniłem wielki błąd i przy Giannisie wyrzuciłem do kosza parę butów. Ostro zainterweniował mówiąc: „Co robisz? To dobre buty!” Po czym wyjął je ze śmietnika i zabrał do domu. – Caron Butler

Czy w całej swojej dziecinnej naiwności i życiowej niedojrzałości, stać go na osiągnięcie wielkich rzeczy w tym sezonie?

Kohl szuka inwestorów. Szykuje się na przekazanie Bucks w inne ręce.

herb-kohl_grittyW nocy odbyła się konferencja prasowa z udziałem senatora Kohla, który od 29 lat jest właścicielem Bucks. 78-letni miliarder stwierdził, że nadszedł czas na znalezienie mniejszych inwestorów, którzy chcieliby włożyć nieco gotówki na rozwój klubu, co na dłuższą metę ma zapewnić bezpieczną przyszłość Kozłów na wypadek jego śmierci. Dobrą wiadomością jest to, że kategorycznie odrzucił możliwość sprzedania klubu w ręce osób, które nie są zainteresowane zostawieniem drużyny w Milwaukee. Złą wiadomością jest to, że znalezienie inwestora, który wyłoży około 15-20 milionów za pakiet mniejszościowy bez możliwości podejmowania jakichkolwiek decyzji w klubie jest niezbyt wielka. Przynajmniej na razie.

Co to naprawdę znaczy dla Bucks? Czytałem wiele wypowiedzi osób bezpośrednio związanych klubem i wszyscy są póki co nieco sceptyczni, ale da się doszukać również radosnych reakcji. Jest to na pewno krok na przód w rozumowaniu Kohla, który, jeśli wszystko wypadli, pozwoli w niedalekiej przyszłości przekazać klub w inne ręce. Najciekawszą informację przeczytałem na forumGM, której autorem jest oczywiście „anonimowe źródło”, nazwijmy je Jennings. Twierdzi on, że znalezienie mniejszościowego inwestora nie powinno być problem, ponieważ w umowie ma się znaleźć dodatkowy zapis o możliwości całkowitego przejęcia kontroli nad klubem w przypadku śmierci obecnego właściciela. Nowe osoby (lub jedna) będą również mogli wziąć na swoje barki obowiązek postawienia nowoczesnej hali w miejsce przestarzałej Bradley Center. Kohlowi najbardziej zależy na tym, żeby drużyna została w Milwaukee i żeby przyszły właściciel kontynuował jego dzieło.

Podoba mi się również to, że Kohl w swojej wypowiedzi nie mówił jedynie o sprzedaży pakietu związanego z Bucks, ale również o przyciąganiu inwestorów na cały rynek rozrywek w Milwaukee. Przytoczył możliwość budowy centrum rozrywki, które nie będzie domem jedynie dla Kozłów, ale dla „1,5 miliona gości, którzy odwiedzają tu [w Milwaukee] prawie 200 różnych eventów rocznie”. Te dane, w połączeniu z faktem, że sprzedaje aktualnie najgorszą drużynę w NBA, może zadziałać na przyszłych inwestorów jak marchewka, która dodatkowo skusi do zostawienia swoich pieniędzy w Milwaukee. Bucks tankują nie z własnych chęci, ale z przymusu przez kontuzje (uwielbiam to tłumaczenie). Im więcej drużyn podejmie takie decyzje jak Toronto – czyli o walkę o 8 miejsce – tym większe mamy szansę na pick TOP3 w przyszłym drafcie. A to dodatkowo może działać na wyobraźnie dla wszystkich, którzy chcieliby przejąć kontrolę nad klubem. Dlatego wypowiedź Kohla jest dla mnie tylko miłym potwierdzeniem tego, że jednak w tym sezonie opuszczamy głowy, nie walczymy na chama o playoffy, tylko myślimy o lepszej przyszłości. W końcu!

Pamiętajmy, że Kohl kupił drużynę za niespełna 18 milionów. Bucks mogą teraz pójść nawet za 300 milionów (gdyby sprzedał ich w tym sezonie) oraz jakieś 450-500 milionów w latach 2016/17 (licząc, że Jabbari Parker jednak zrobi różnicę). Kohl gwarantuje przyszłym inwestorom, że Bucks nadal są dochodowi dzięki nowemu CBA. Co jest fantastyczną wiadomością, biorąc pod uwagę to, że Bradley Center rzadko kiedy jest wypełnione w całości. Co więcej? Kohl nie ma 100-150 milionów do wydania na nową halę, dlatego pieniądze na tę inwestycję muszą się wziąć ze sprzedaży drużyny. Wcześniej były plany wybudowania hali z pieniędzy podatników, ale lokalny rząd nie wyraził na to (póki co) zgody.

Dlatego senator może zabić dwa gołębie jednym kamieniem. Sprzedając drużynę za pół miliarda będzie musiał zapłacić gigantyczny podatek. Wcześniej jednak pewnie uda mu się ponownie wpłynąć na władze, żeby część z tych pieniędzy przeznaczyć na budowę nowej hali. Jeśli mu się to uda, tj. jeśli sprzeda drużynę w ręce lokalnego biznesmena, który będzie kontynuował przygodę Bucks w Milwaukee oraz jeśli przy okazji znajdzie środki na budowę nowej hali, w mig stanie się lokalnym bohaterem.

Nie pozostaje na nic innego jak tylko czekać na rozwój sytuacji. Niekoniecznie musi to być już w tym sezonie, ważne, że coś zaczyna się dziać. O sprzedaży Bucks pisałem już w 2011 i jak dotąd nic się nie zmieniło. Tym razem jednak zaufam swojemu instyktowi biznesmena i poważnie zastanowię się  nad wydaniem oszczędzonego miliona dolarów na zakup 0,5% Bucks. Taki drobny prezent na święta dla syna.

Poniżej macie pełną wypowiedź Kohla:

Tato? Kim był ten Desmond Mason?

Są ludzie, którzy wiedzą, że moja fascynacja Bucks zaczęła się od momentu transferu, dzięki któremu do Milwaukee przywędrował były Supersonic – Desmond Mason. Wystarczyło kilka meczów dziwnie wyglądającego rzutu z półdystansu, nijakich osobistych, fatalnej trójki i całkiem niezłej obrony, aby stał się moim zawodnikiem numer jeden w historii. Niektórzy wielbią Jordana (wiadomo), inni Stocktona (jasne), kolejni Ervinga (oczywiście), ale znalezienie takich, dla których absolutnymi ulubieńcami są zawodnicy z dalekich stron gazet to sprawa momentami strasznie trudna. Ma to swoje plusy, które jednak przesłanianie są przez minusy – kupienie koszulki Masona w barwach Bucks to była sprawa prosta, ale debiutancki strój z Seattle nie był już taki prosty do znalezienia; podobna sprawa z limitowanymi kartami: hobby przyjemne, ale też w przypadku takiego zawodnika jak Mason niezbyt proste do regularnego kultywowania.

Kolejnym problemem zawsze był też dostęp do materiałów o Desmondzie – prawie nikt o nim nie pisał, bo i po co. Pierwszym, który znalazł i przetłumaczył artykuł o Masonie był Kamil (któremu do dziś wiszę obiecane piwo), ale po tym ani SLAM nie wykazywał zainteresowania, ani nawet mniejsze lokalne gazety. Desmond nie ma też swojej strony, na której podałby maila, nie prowadzi zapisków swojego życia na facebooku, nie ćwierka na twitterze. Dlatego tak bardzo się cieszę, jak uda mi się dotrzeć do artykułu, który dla Was przetłumaczyłem, dodając kilka akapitów od siebie. Będzie trochę sentymentalnie i w czasie przeszłym, zakładając, że Desmond już definitywnie odszedł od zawodowej koszykówki. Mam jednak nadzieję, że poniższy tekst skusi chociaż kilka osób, nie tylko z młodszego pokolenia, aby sięgnęli pamięcią po kilka akcji niejakiego Desmonda Masona.

Czytaj dalej Tato? Kim był ten Desmond Mason?