Malcolm Brogdon – driving layups mix

Brogdon nie zagra już w sezonie zasadniczym, a to znaczy, że zakończy go rzucając >50% z gry >40% za trzy i >90% wolnych. 
W historii NBA mogą się tym pochwalić tylko: Steph Curry, Kevin Durant, Steve Nash,Jose Calderon, Dirk Nowitzki,Steve Kerr, Reggie Miller i Larry Bird.

Z tej okazji przygotowałem prawie 10 minutową ucztę z tym, w czym Malcolm jest najlepszy. Do znudzenia identycznych wjazdach pod kosz. Dobranoc.:)

Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Bucks – Mavs 88:74

Widziałem, że pierwszy mecz Bucks jaki obejrzę w tym sezonie będzie musiał mieć jakąś specjalną otoczkę. Ale nigdy bym nie powiedział, że obejrzę go na raty w dwa dni, w drodze z i do pracy. Na telefonie. Stojąc w korkach. W między czasie zdałem sobie sprawę też z kolejnej rzeczy – wszystkie wakacyjne turnieje, mecze preseason i nieustanne oczekiwanie na pierwszy gwizdek w sezonie zasadniczym mija z roku na rok co raz szybciej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że czas między sezonami jest gęsto zapychany, tak że nawet nie ma się kiedy nudzić. Czy też wszystko spowodowane jest tym, że z roku na rok tak bardzo przybywa nam wszystkim pracy i dodatkowych zajęć, że czas między finałami a wigilijnymi spotkaniami mija szybciej niż faza na słuchanie nowego singla Justina Biebera. O, jaki zajebisty beat („bejbe bejbe bejbe oooo oOOO”) iii  chuuj.

Tymczasem Michał nie dał mi w spokoju odpoczywać i chwała mu za to: na zkrainynba.com możecie przeczytać moich parę słów na temat zbliżającego się sezonu Bucks. A mimo tego, że mecz z Mavs odbył się dwa dni temu, zapraszam do bardzo subiektywnej oceny.

Czytaj dalej Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Jak to Giannis biegł sprintem na mecz w środku zimy.

Jeśli jeszcze nie kochasz Giannisa to przeczytaj krótką anegdotę z początku poprzedniego sezonu i napisz, czy zmieniłeś zdanie. Jeśli nie, to możesz śmiało przestać tu zaglądać.

Był 23 listopada, na dworze zimno jak cholera (prawie -10C), a ja byłam w trakcie zakupów z moim chłopakiem na Brady Street – kilka minut od Bradley Center. Zobaczyliśmy wielkiego mężczyznę, który przebiegł sprintem koło naszego samochodu. Zrównaliśmy się z nim, opuściliśmy szyby i zapytaliśmy, czy czasem nie chciałby, żebyśmy go podrzucili na halę. Odpowiedział, że bardzo chętnie i usiadł na tylnym siedzeniu mojej skromnej Hondy Fit.

Giannis miał na sobie tylko wiatrówkę i krótkie spodenki. Powiedziałam mu, że powinien sobie kupić kurtkę na zimę, a on odpowiedział, że ma zablokowaną kartę kredytową, bo właśnie przez pomyłkę przelał wszystkie swoje pieniądze do rodziny w Grecji i teraz nie ma ani centa nawet na taksówkę na halę. Przez całą drogę bardzo nam dziękował i co chwila powtarzał, że uratowaliśmy mu życie.  Co za słodki dzieciak…

Historia o tym, jak przypadkowi fani podrzucili roztargnionego Giannisa na mecz już temu rządziła w internetach. Jaki był ciąg dalszy? Giannis wysiadł pod halą, przebrał się i zagrał 12 minut w meczu z Bobcats, zdobywając w sumie 6 punktów i zbierając 3 piłki. Efektem jego przedmeczowego roztargnienia w banku było życie na krechę do czasu, aż rodzice nie wykonali przelewu zwrotnego oddając mu część wypłaty.

Podejście Giannisa do życia jest w dużej mierze odzwierciedleniem tego, jak zachowywałby się w pierwszych miesiącach NBA 18-latek z biednej Polski:

Gdy tylko zobaczył, że 50% jego wynagrodzenia idzie na podatki zapytał się mnie, czy znam jakiś sposób, żeby ich nie płacić. – Zaza Pachulia

Giannis po każdym wspólnym posiłku z drużyną zabierał do swojego domu sześć, czasem i więcej opanowań z resztkami. Starał się oszczędzać pieniądze na wszystkim – ciastkach, napojach, ciepłych posiłkach. – Brandon Knight

Kiedyś popełniłem wielki błąd i przy Giannisie wyrzuciłem do kosza parę butów. Ostro zainterweniował mówiąc: „Co robisz? To dobre buty!” Po czym wyjął je ze śmietnika i zabrał do domu. – Caron Butler

Czy w całej swojej dziecinnej naiwności i życiowej niedojrzałości, stać go na osiągnięcie wielkich rzeczy w tym sezonie?

Bucks mają kolejnego znaczącego inwe$$$tora.

nbamoneyJak podaje bizjournal.com, wczoraj odbyło się pierwsze oficjalne przedstawienie trzeciego po Larsym i Edensie współwłaściciela Bucks. Jest nim Jamie Dinan, który podobnie jak Lasry i Edens, zajmuje się zarządzaniem funduszami hedgingowymi w Nowym Jorku. Dinan wykupił swoją część Bucks już w lipcu, potem w połowie września pojawiał się często na spotkaniach ze sponsorami. Nie wiadomo ile kosztowało go wykupienie udziałów, ale portal podaje, że stał się trzecim największym udziałowcem w klubie.

55-latek jest kolejną osobą, która będzie miała z czego wykładać pieniądze. Dinan w 2013 roku został wyceniony przez Forbesa na 1,6 miliarda dolarów, a na co dzień zarządza aktywami wartymi około 25 miliardów. Co ciekawe, w wywiadach często podkreśla, że zarządzane przez niego fundusze dają średnio 20-30% zysków rocznie. Pomija jednak fakt, że dwa lata przed krachem w 2008 roku (który o mało nie przyczynił się do stracenia wszystkich aktywów) fundusze regularnie traciły na wartości.

Bucks dodatkowo przedstawili grupę nowych, lokalnych inwestorów z Milwaukee, wliczając w to najprawdopodobniej największą grupę czarnoskórych inwestorów w historii NBA (takie rzeczy i statystyki możliwe są tylko za oceanem. Ich udziały pewnie mieszczą się w 5%, ale w trzech różnych źródłach przeczytałem, że staniowią „najliczniejszy kolektyw prominentnych, afro-amerykańskich przedsiębiorców z Milwaukee”. Uwielbiam coś takiego, Stanisław Anioł byłby dumny…)

Wracając do Dinana – podobno kocha Bucks od 1970 i czasów Oscara Robertsona, jest zachwycony tym, że trenerem jest Kidd i głęboko wierzy w świetlaną przyszłość Bucks. A ja głęboko wierzę w to, że kupieni po zaniżonej cenie Bucks za parę lat staną ię fantastycznym powodem do zarobienia grubych milionów. I to liczonych w setkach milionów. Kilka podobnych przykładów:

1. Grousbeck kupił Celtics w 2003 roku za 360 milionów. Teraz są warci około 730 milionów.

2. Jordan kupił Bobcats za 175 milionów. Obecna wartość: 315 milionów.

3. Reinsdorf w 1985 kupił Bulls za 16 milionów (szesnaście!). Obecna wartość: 800 milionów.

4. Cuban w 2000 dał 280 milionów za Mavs. Obecna wartość: 685 milionów.

5. Hebbert Simon kupił Pacers w 1983 za 10 milionów (dziesięć!). Obecna wartość: 383 miliony.

Czy muszę podawać więcej przykładów? Mając pieniądze, głowę na karku i doświadczenie w zarządzaniu, na posiadaniu klubu NBA naprawdę ciężko jest utopić pieniądze (wiem z autopsji, bo w Championship Managerze zawsze byłem multimiliarderem).

Nawet, jeśli mówimy o klubie ze środka kukurydzianego pola, gdzie główne role odgrywają (1) debiutant, (2) grecki mutant, który alkohol legalnie będzie mógł kupić za dwa lata, (3) jarający trawę, jednoręki bokser bez oka i (4) trener, który po rozbiciu samochodu po pijaku poszedł po kolejne pół litra, żeby świętować fakt, że żyje, po czym wrócił do domu i w euforii dał żonie na rocznicę  ślubu dwa proste w oko, sierpa w ucho i uppercuta na deser.

James Dinan. Wes Edens. Marc Lasry. Wiedzą co robić, żeby zarobić.

Nie zdziw się, jak w trzy lata po wybudowaniu nowej hali i kilku latach przeciętnych sukcesów (czyli na przykład dwóch regularnych awansów do playoffów), Bucks pójdą w inne ręce za grubo ponad 800 milionów. Być może nawet do Seattle.


Przeczytaj koniecznie:

nbamoney 1. Jak o 3 nad ranem sprzedawałem Bucks

2. Kim są Edens i Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić

3. Jak ostatecznie zabezpieczyć przyszłość Bucks w Milwaukee

Larry Sanders musi wrócić!

Przed Sandersem cholernie ważny sezon. Kiedy dwa lata temu podpisał nowy kontrakt na 44 miliony, zwołał konferencję prasową, na której potwierdził swoją pełną gotowość do bycia liderem Bucks i twarzą całej organizacji, wszyscy liczyliśmy na zupełnie inny rozwój sytuacji.

Nie miało być bijatyki w klubie tuż po pierszym meczu w sezonu, w którym połamał sobie kciuka.

Nie miało być przyjmowania łokcia Hardena na oko, co skończyło się z potworną kontuzją oczodołu.

Nie miało być tylko 23 nijakich meczów w sezonie.

Nie miało też być bijatyki w szatni po jednym z meczów Bucks.

Ani zawieszenia pod koniec sezonu po jaraniu trawy.

Jednym słowem, nie miało być sezonu, który zniwelował wszystko, nad czym Sanders tak ciężko pracował przez pierwsze sezony w NBA.

Teraz, podobno, wszystko się zmieni.

„I wouldn’t say rebuild, I’d say more just pushing through and learning from things that have happened. You learn from different situations on the court and off the court, and it’s all about growth. Nothing grows without pain; nothing grows without struggle. You just have to pick apart the lessons within the struggle.”

Dobrze, że Larry potrafi i, przede wszystkim, chce wyciągnąć wnioski z błędów, które popełnił, bo nie wiem czy Bucks zdecydowaliby się na pozostawienie go siedzącego na ławce przez większość kolejnego sezonu w momencie, kiedy drużyna znowu wygrywa 15 meczów. Już w zeszłym roku zaczęto mówić (i nie ukrywam, że sam momentami się do tego grona dołączałem) o tym, czy Bucks powinni oddać Sandersa, jednak w obecnej sytuacji, przy zapewnieniach Larry’ego, że wszystko będzie inaczej, byłaby to głupota.

Zdrowy Sanders (czytaj: w formie) to najlepszy obrońca pod koszami (sorry Howard). I jak przyznaje Kidd, Sanders przepracował lato na tyle solidnie, żeby już niedługo wszystkim o tym przypomnieć:

„He’s done everything we’ve asked of him this summer, here’s no perfect person, no perfect player. When you go through something, you learn from it. We’ve all been in a position where we made mistakes, we learned from them and we pushed forward.”

Kto, jak kto, ale Kidd wie o czym mówi. Mało kto popełniał tak wiele błędów i robił tak dużo durnych rzeczy w czasie swojej zawodowej kariery i wychodził potem na prostą.

Czy Larry, przed którym sezon oczyszczenia, będzie mógł za parę miesięcy spojrzeć w lustro i z uśmiechem satysfakcji na twarzy przyznać sobie ekstra kudosy (blunty?) za świetnie wykonaną robotę? Trzymam za to kciuki, bo bez niego pod koszami, nie możemy liczyć na szybką odbudowę. Bucks są w dziwnym miejscu, bo po raz pierwszy od lat, wzbudzają chociaż minimalne zainteresowanie w NBA. Giannis z Parkerem zrobili taki szum wokół drużyny z Milwaukee, że Sanders, Henson i spółka musza jak najszybciej wskoczyć na bandwagon i dopasować się do poziomu naszych dwóch medialnych liderów.

Dlatego Larry, czas na ciebie. Wszystko poniżej 15 pkt / 11 zb i 3 bl na koniec sezonu będzie dla mnie rozczarowaniem.

Pamiętacie to?

cytaty za foxsports.com


Przeczytaj koniecznie:

sandersink1. Wymieniać Sandersa, nie wymieniać Sandersa?

2. Sanders przeniósł swoje talenty do Jeziora Tarnobrzeg..

3. Dlaczego MUSISZ się cieszyć z tego, że Sanders zostaje w Bucks na lata?

Na szczęście Allen nie chciał wrócić do Bucks.

Jak podaje serwis CSN Washington, Bucks byli jednym z sześciu zespołów, którzy jeszcze niedawno kusili 39-letniego Allena dwuletnim kontraktem, dorzucając do tego sentymentalną dawkę wspomnień związanych z powrotem w rodzinne strony oraz walory stricte wychowawczo-pedagogiczne, związane z rolą weterana w drugiej najmłodszej ekipie NBA. Co bym powiedział, gdyby mi coś takiego zaoferowano w tej chwili? Pewnie, podobnie jak Ray, kategorycznie bym tę ofertę odrzucił. Bo mam inne cele przed oczami.

Co mnie jednak zastanawia to sam fakt chęci ściągnięcia prawie 40-letniego zawodnika do budowanej praktycznie od podstaw drużyny. Owszem, łączy się z tym wiele plusów, jak na przykład:

  • ściągnięcie dodatkowych przypadkowych fanów, którzy za Allenem poszliby nawet na mecz w Milwaukee, nawet w środku tygodnia, nawet na 16:00,
  • wielkie doświadczenie, które mógłby przekazać naszemu praktycznie jedynemu nominalnemu rzucającemu obrońcy (już widzę, jak OJ się cieszy),
  • zapełnienie luki na SG, gdzie teraz nieco na siłę gra Khris, a powinien głównieMayo (już widzę, jak OJ się cieszy – tym razem na serio)

Nie są to jednak plusy, które przesłaniają jeden wielki minus – zabieranie czasu młodzieży. Bucks absolutnie nie są teraz w miejscu, w którym na szybko trzeba szukać zapychacza dziury, który kilkoma clutch trójkami doprowadzi do dogrywki i wygrania finałów. Nawet, jeśli jego obecność dałaby nam 5 wygranych w sezonie więcej, to i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia w ostatecznym rozrachunku, jeśli za rok okaże się, że Khrisowi brakuje zimnej krwi w końcówkach, bo przyzwyczaił się do Ray’a walącego najważniejsze trójki.

I nie wiem, czy mam się nieco niepokoić faktem, że ta ofera została złożona. Rozumiem chęć stworzenia świetnej love story, w której franchise player wraca do swojej pierwszej drużyny, żeby zakończyć pełną sukcesów karierę. Gorąca melissa w trakcie meczu, lodowate okłady na kolanach, może 10 minut biegania na mecz, dwie, góra trzy trójki oddane i do widzenia. Piękna emerytura w mieście koszykarskimi sukcesami płynącym. Ale bardziej dla Carona Butlera, który pewnie do rzeki sukcesów, dołączyłby rzekę krokodylich łez.

Allen chce walczyć o mistrzostwo, póki jeszcze może. My jesteśmy w trakcie gruntownej przebudowy. Z całą moją nieskrywaną sympatią do jego jumpera i 7% tkanki tłuszczowej w wieku 39 lat, jego obecność w Milwaukee byłaby nieporozumieniem dla obu stron.

Wracamy do Milwaukee

Nie pamiętam jeszcze takiej sytuacji, aby drużyna miała tak długą przerwę między dwoma meczami – Bucks i Hawks ostatni mecz rozegrali we wtorek. Mecz trzeci, a jednocześnie pierwszy mecz PO w Milwaukee po bodaj czterech latach, zostanie rozegrany dopiero dzisiaj w nocy. Z punktu widzenia polskiego fana, sytuacja nie jest może tak absurdalna, jak dla ludzi mieszkających w Milwaukee; przez to, że mecz został przesunięty na dziś, w tym samym czasie przyjdzie grać Kozłom i Brewers, którzy w Milwaukee są zdecydowanie bardziej notowani niż drużyna NBA. Znowu staniemy się pośmiewiskiem ligi, że nie potrafimy zapełnić hali nawet na play offy…

Trzy dni przerwy spowodowały, że zawodnicy obu drużyn powoli zaczęli szukać innych rozrywek:
– Horford chciał iść na mecz baseballa w Atlancie, ale nie zdążył dojechać na czas,
– Mbah a Moute ambitnie ćwiczył rzuty przed meczem – pół treningu spędził próbując trafić zza tablicy a’la Kobe i James,
– Ridnour opatentował nową grę – chciał trafił piłką tenisową do kubka ustawionego na bieżni, rzucając ją o ścianę siłowni i licząc na to, że po kilku odbiciach wpadnie do celu,
– a Josh Smith chwalił Milwaukee

A co muszą zrobić Bucks, żeby wygrać i uniknąć sytuacji, w jakiej znalazło się Miami? Przede wszystkim trzeba zwiększyć ilość zdobywanych punktów przez skrzydłowych. Delfino, Mbah czy Thomas w pierwszych dwóch meczach zdobywali średnio 16 punktów i 16 zbiórek oraz 16 punktów i 14 zbiórek. Horford i Smith dają więcej swojej drużynie każdego meczu… Mam nadzieje, że ci trzej zawodnicy w końcu przypomną sobie, że nie każdy z nich jest doskonałym strzelcem. Mbah a Moute powinien wrócić do dobijtek, walki pod koszami, bieganiem do kontr i podwajaniem. Thomas niech stawia zasłony i ewentualnie skupia się na półdystansie. A Delfino, który w sezonie regularnym rzucał z 40% skutecznością, nagle spadł do 31% przeciwko Atlancie. Jeśli Bucks marzą o wygranej, to Carlos musi się w końcu obudzić w ofensywie.

O (nie)przekładalności języka koszykówki słów kilka

Bycie tłumaczem to czasem cholernie katorżnicza praca, którą można porównać do wchodzenia pod stromą górę w czasie deszczu i wiatru prosto w twarz, gdzie z każdym kolejnym krokiem nie tylko czujemy przeszywający ból w całym ciele, ale również zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy nawet w połowie drogi na szczyt. Profesjonalny przekład wymaga nie tylko doskonałej znajomości języków, z którymi pracujemy, ale również podłoża kulturowego dwóch przekładanych światów. Zawsze, kiedy w czasie dyskusji o translatoryce dochodzi do tego zetknięcia się dwóch światów, pojawia się poważny problem: czy tłumaczyć bowiem z zachowaniem 100% znaczenia oryginalnego tekstu, czy też przełożyć go tak, aby był zrozumiały dla odbiorców w odmiennej kulturze? Sam niejednokrotnie stawałem twarzą w twarz z tym dylematem, który jednak stosunkowo szybko udawało mi się zażegnać (nie mniej mając na uwadze ten i wiele innych problemów z przekładem, w końcu dałem sobie spokój z profesjonalnymi tłumaczeniami z racji na potworną nudę, która jak złapie, to za żadne skarby nie chce puścić).

Czytaj dalej O (nie)przekładalności języka koszykówki słów kilka

Sława Rodmana ma zbawienny wpływ na wszystkich

„Nienawidzę tego” – zaczyna Dennis.

Czy jest coś, co w tym lubisz?

Rodman gada bez przerwy już od godziny. Przeklina. Śmieje się sztucznie, wyjątkowo głośno i długo. Zachowuje się tak, jak zachowywał się zawsze, kiedy chciał ukryć przestraszone dziecko żyjące wewnątrz jego wytatuowanego i kolorowego ciała. Jest przyzwyczajony do życia w centrum uwagi, tak więc śmiało wygłasza kazanie o tym jak to jest patrzeć z góry na potakujące głowy oraz wpatrzone w niego oczy. Po tym następuje długa przerwa.

Dennis, a czy jest coś, co lubisz w byciu sławnym?

„Tego, że nigdy nie jestem sam.” – odpowiada w końcu. Rodman jest jak bohater kreskówki, który zabawiał nas na wszystkich meczach. A bohaterowie kreskówek nie powinni się starzeć. Mimo to Rodman nosi całą swoją historię i wszystkie ostro zakrapiane imprezy na swojej pomarszczonej skórze i stara się zamaskować starość tatuażami, kolczykiem na wardze, czy kolczykami w nosie. Zawsze sprawiał wrażenie zabawnego, szalonego i nieco zagubionego, a my, przez dobrych kilkanaście lat, odbyliśmy wiele patologicznych tańców z jego demonami, dla czystej zabawy i czystego zysku. Ameryka użyła wszystkich jego najgorszych wad, a on wykorzystał największe wady Ameryki w ciągu swoich 50 lat, do których przecież szybko dobija.

Czytaj dalej Sława Rodmana ma zbawienny wpływ na wszystkich

Wrogowie Byków bójcie się – MJ nadchodzi!

MICHAEL JORDAN nie musiał niczego udowadniać w czasie swojego pierwszego obozu. Nikt ani przez moment nie wątpił, że Bulls znajdą miejsce w składzie dla swojego wybitnego zawodnika. Pierwszy obóz treningowy jest jednak zawsze dużym krokiem do postawienia dla każdego zawodnika,  niezależnie od tego, jak bardzo jest utalentowany. Aby przedstawić Wam zawiłości z jakimi wiąże się zostanie gwiazdą NBA, dziennikarz HOOP Terry Boers zapisywał postępy i porażki Jordana na cztery tygodnie przed jego debiutem w NBA.

Czytaj dalej Wrogowie Byków bójcie się – MJ nadchodzi!

Iverson grał tylko dla siebie

Wiele mówi się ostatnio o zakończeniu kariery przez Iversona, pojawiły się już liczne głosy niedowierzania z jednej strony, a z drugiej słychać lekki smutek i żal, że tak wielka persona opuszcza parkiety. Osobiście nie wierzę, że Allen już się skończył i dopóki nie będzie oficjalnego wystąpienia w Philly, gdzie ogłosi swoją decyzję światu, dalej będę uważał, że niedługo znowu go gdzieś zobaczymy. Dlaczego? Bo tak egoistyczny zawodnik jakim jest Iverson zrobi wszystko, aby świat o nim jeszcze nie zapomniał. Ten krótki komentarz jego niedawnej decyzji będzie zdecydowanie pod prąd wszechobecnych głosów, tak więc z góry spodziewam się kilku nieprzychylnych komentarzy.

Czytaj dalej Iverson grał tylko dla siebie

Kobe Bryant to kujon!

Wyobraź sobie następującą sytuację. Załóżmy, że grasz w szkole średniej i udało ci się przekonać jednego z rezerwowych drużyny przeciwnej, żeby został po meczu i zagrał z tobą 1 na 1. Pamiętajmy też o tym, że jesteś o wiele, wiele lepszym zawodnikiem, niż wybrany przez ciebie przeciwnik, którego nazwiemy sobie Rob. Ustalacie, że zagracie do 100 punktów, każdy kosz liczony za jeden i po każdej udanej akcji zaczynasz od razu kolejną. Biedny Rob jest przez ciebie przepychany, zastawiasz go, mijasz, skaczesz nad nim i rzucasz z dystansu. Ni z tego ni z owego wychodzisz na prowadzenie 40-0. Pytanie: co robisz w tej sytuacji:

Czytaj dalej Kobe Bryant to kujon!

Derrick Rose jest chory!

Komentarz jak zawsze w przypadku tego typu akcji zbędny.

 

Shannon Brown crazy putback!

Są czasem takie filmiki, które nie wymagają żadnego komentarza…

To jak to w końcu jest z tym Ewingiem?

Poniżej znajdziecie tłumaczenie kawałka książki Simmonsa pod tytułem „The Book of Basketball”. Artykuł tyczy się Patricka Ewinga, a Bill udowadnia, że wybory do Galerii Sław nie są już tak prestiżowe jak kiedyś. Również dlatego, że wybrano Ewinga…

Krótki życiorys King Konga: 17 lat gry w NBA, 12 występów w meczach gwiazd, w 86 debiutant roku, w 1990 TOP5 MVP, TOP10 MVP w latach 88, 89, 91, 92, 93 i 97, członek Dream Teamu z 1992…

Fani Knicks zrobiliby wszystko, żeby jeszcze raz móc przeżyć oglądanie gry swojego ulubionego zespołu za czasów Ewinga. Każdy z fanów wierzył, że Patrick był takim udoskonalonym Russellem, destrukcyjną defensywną mocą, która pewnego dnia będzie dzielić i rządzić w NBA. Tyle, że to się nigdy nie stało… i ponownie się nie wydarzyło… a potem wydawało się, że w końcu się wydarzy, ale zakończyło się tylko obiecankami… i znowu się nie stało… aż w końcu niektórzy fani Knicks obudzili się z letargu i powoli zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że być może to się nigdy nie wydarzy. Wiecie jak to wygląda w filmach: facet umiera na łóżku w szpitalu, z boku stoi jego żona i mówi do niego, jak gdyby nigdy nic, każdy z boku się przygląda i trochę głupio się czują, aż w końcu ktoś do niej podchodzi i mówi: „kochanie, to już koniec. On odszedł.” I stara się ją odciągnąć, tyle tylko, że ona zaczyna krzyczeć: „Nieeeeeeeeeeeeeeee!! Nieeeeeeee! Nic mu nie jest!! Zaraz się obudzi” A potem się załamuje i tonie we łzach. Tak właśnie czuli się fani Knicks w latach 1995-1999. Kiedy Hakeem upokorzył Ewinga w finałach 1994, ten drugi padł trupem w tak sposób, że wszyscy w Nowym Jorku zdali sobie sprawę, że „ten koleś kiedy poprowadzi nas na szczyt”. Ale wszyscy oni stali właśnie w szpitalu nad trupem i czekali, aż ten się obudzi…

Czytaj dalej To jak to w końcu jest z tym Ewingiem?

Draft 2006 w drodze do FA

suit-crew-topperTyrus Thomas, skyrzdłowy Bulls, jest jednym z zawodników, którzy zostali wybrani w drafcie 2006 i stoją teraz przed wielką niewiadomą. Chicago bowiem mają czas do soboty, aby podpisać przedłużenie kontraktu. Jeśli tego nie zrobią, w przyszłe wakacje Thomas trafi do tego znienawidzonego przez zawodników czyśćca, zwanego byciem zastrzeżonym wolnym agentem. Niestety, takie są zasady.

Thomas mówi, że póki co stara się o tym nie myśleć. „Zostawię to klubowi i mojemu agentowi. Ja chcę tylko grać w koszykówkę, kontakt musi się sam przygotować.”

Zakładając jednak, ze Thomas trafi do grona zastrzeżonych agentów, na pocieszenie zapewne podziała fakt, że nie będzie tam sam. Przed sobotnim terminem jedynie 4 zawodników podpisało już rozszerzenia. Brak większej ilości podpisów do tej pory jest zapewne spowodowane kłopotami finansowymi większości klubów (tak przynamniej się mówi, prawda też jest taka, że od kilku lat panują już znaczne inne zasady przy przedłużaniu kontaktów – teraz w mniejszym stopniu zalezy to od decyzji GMa klubu).

Jeden z właścicieli wypowiedział sie na ten temat: „Kiedyś było tak, ze wszyscy spieszyli się, żeby podpisać przedłużenie umowy, aby udowodnić, że dobrze wybraliśmy w drafcie. Nieprzedłużanie kontraktu było równoznaczne z przyznaniem się do błędu w dniu draftu. Teraz jest zupełnie inaczej.”

Dlatego teraz właściciele unikają przedłużania umów jak tylko się da. W zeszłym roku podpisano ich 8, co jest całkiem przyzwoitą liczbą. Do soboty zapadnie zapewne kilka ważnych decyzji, co może spowodować, że draft 2006 mniej więcej zrówna się z draftem 2005.

No i na koniec pojawia nam się chyba główny powód, dla którego tak niewielu zawodnikom zaoferowano nowe umowy. Draft 2006 był po prostu straszny. Przyjrzyjmy się zatem zawodnikom z pierwszej rundy i podzielmy ich na kilka kategorii:

Grupa 1. Ci, którzy zarobili kasę (w nawiasie podaję numer w drafcie):

Andrea Bargnani (1). Raptors 5 lat za $50 milionów.
LaMarcus Aldridge (2). Blazers 5 lat za $65 milionów.
Brandon Roy (6). Blazers 5 lat za $80 milionów.
Thabo Sefolosha (13). Thunder 4 lata za $15 milionów.

Grupa 2. Ci, którzy mogą zarobić do soboty poniedziałku:

Randy Foye (7). Wizzards pewnie zaczekają z decyzją.
Rudy Gay (8). Prowadzi twarde negocjacje z Memphis.
Ronnie Brewer (14). Jest szansa, że podpisze niedługo.
Rajon Rondo (21). Powinien podpisać w ciągu 11 godzin.

Grupa 3. Ci, którzy muszą co udowodnić zanim staną się wolnymi agentami:

Tyrus Thomas (4). Bulls się nim trochę bawią, raz wypuszczając go w pierwszy składzie, innym razem z ławki.
J.J. Redick (11). Czy on umie coś oprócz rzucania?
Oleksiy Pecherov (18). Minnesota to jego ostatnia szansa na NBA.
Renaldo Balkman (20). Ciężko o minuty w Denver
Josh Boone (23). Duże ciało, mała cała reszta.
Kyle Lowry (24). Dostaje rozsądną ilość minut w Houston.
Jordan Farmar (26). Lakersi średnio mu ufają.
Sergio Rodriguez (27). Szybko grający Kings powinni podpasować jego stylowi gry.
Mardy Collins (29). Walczy w Clippersowie

Grupa 4. Ci, którzy już stracili szansę na zarobek:

Shelden Williams (5). Wielki bust dla Atlanty
Rodney Carney (16). Minnesota już odmówiła przedłużenie kontraktu
Quincy Douby (19). W lutym zwolniony z Kings
Marcus Williams (22).Zwolniony z Warriors
Shannon Brown (25). Cleveland i Charlotte szybko z niego zrezygnowały.

Grupa 5. Ci, którzy w ogóle nie powinni być w pierwszej rundzie:

Adam Morrison (3). Ble.
Patrick O’Bryant (9). Teraz widzicie, gdzie kilka dobrych meczów na turniejach może was zanieść?
Saer Sene (10). Kompletny brak jakichkolwiek umiejętności
Hilton Armstrong (12). Hornets dali ciała
Cedric Simmons (15). Hornetsdali ciała po raz kolejny
Shawne Williams (17). Ma talent, ale pusto w głowie
Maurice Ager (28). W karierze rzuca z .326 skutecznością
Joel Freeland (30). Wybrany po to, zeby nie znarnowac kolejki w drafcie.

tłum. za „the baseline.”

EDIT:
Za RealGM – deadline przesuniety z soboty na poniedziałek.

Dikembe Mutombo: historia Finger Waga

mutomboW ostatnich kilkudziesieciu latach, różne gesty, sygnały czy atrakcje podczas meczu co raz bardziej zapadają nam w pamięć dzięki youtubowi i innym serwisom video. Takie gesty jak „it’s over” Vince’a Cartera po ostatnim wsadzie w konkursie w 2000 roku, czy ubiegłoroczne kręgle Shaq’a czy fotki rodzinne Lebrona zostaną na długo zapamiętane.

Jest jednak jeden gest, który zostanie zapamietany jako siejący strach przeciwnikom, wzbudzający zadowolenie fanów i pozwalający komentantorom krzyknąć na cały głos po kolejnej udanej akcji defensywnej. Ten prosty gest jest już rozpoznawalny nie tylko przez fanów koszykówki, ale przez wszystkich sportowców, niezależnie od rasy, płci i dyscypliny.

Gest, o którym mowa powyzej, został opatentowany przez Dikembe Mutombo. Przed Wami któtka historia Finger Waga.

Czytaj dalej Dikembe Mutombo: historia Finger Waga

Nowy/stary dress code

Wyobrażacie sobie Sheeda w takim stroju? 🙂

W oczekiwaniu na Gortamanię

Dzisiaj dopiero pierwszy dzień podpisywania umów z wolnymi agentami, a na internecie już nie mozna wytrzymać. Wszędzie tematem numer jeden jest Gortat oraz informacje o kolejnych ofertach.

Nie ukrywam, ze też bardzo się cieszę zainteresowaniem naszym rodakiem, któremu naprawdę należy się wielki szacunek za to, co udało mu się JUŻ osiągnąć.

Zdaję sobie równiez sprawę z tego, że taki szum wokół jego osoby nie może przynieść nic złego fatalnemu poziomowi koszykówki w naszym kraju. Ale to co się dzieje na niektórych portalach już przechodzi ludzkie pojęcie.

I teraz najlepsze – I’m lovin’ it!

Supergiganci po zwolnieniu z wyborowej wchodzą na jeszcze wyższe loty niż do tej pory. 4 ostatnie wpisy poświęcone tylko i wyłącznie naszemu centrowi to jedynie mała wisienka, na której znajduje się jeszcze większa wiśnia z bitą śmietaną nawet  – Akcja „Pomóżmy Rockets zrekrutować  Gortata” . Pomagać nie będę, bo Rockets to jeden z wielu bezpłciowych klubów, których gry po prostu nie trawię. Ale inicjatywa przednia.

Po Houston, odezwali się też ludzie z Dallas, a dokładniej sam Cuban. Na ile można wierzyć jego słowom – ciężko powiedzieć. Tak samo ciężko wyobrazić mi sobie oglądanie meczu, w którym obok siebie wychodzi Dirk i Marcin.

Wielką analizą transferowych opcji zajął się też cegieu: tu i tu.

Ciekawi mnie jednak przede wszystkim, kiedy sam Marcin puści trochę pary na twitterze, jak to ostatnio jest bardzo modne wśród koszykarzy.

Rozchwytywanie Marcina to dopiero początek, który mam nadzieje nieco podniesie zainteresowanie koszykówką, w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowała. Oby tylko Marcinowi dalej chciało się trzymać klasę poza parkietem i realizować chociaż część z tych rzeczy, które zapowiadał w wywiadach.

Tak więc oczekując na Gortamanię stawiam nieco brutalną tezę, że już za kilka dni Gortat będzie najbardziej przepłaconym polskim koszykarzem w historii 🙂

RIP Michael Jackson and Blake Griffin

Wiem, że odeszła w nocy ze świata ikona, która być może w pewnym momencie razem z innym MJem była najpopularniejszą i najbardziej znaną osobą na świecie (tak na marginesie, przyszło im nawet raz nakręcić teledysk)

Ale dzisiaj w nocy ofiary były dwie. Jedna, powędrowała księżycowym chodem w świat spokoju i wiecznego spoczynku, druga – lotem koszącym wylądowała w samym środku koszykarskiego piekła – w Clippersach. Póki co, oczywiście, jest z tego zadowolony i przeżywa bycie numerem 1 w drafcie, ale całą sytuację doskonale opisał Bill Simmons (lektura obowiązkowa ).

Oto lista skrzydłowych, których Clippers wybrali w drafcie z numerem 9 lub wyższym o 1976:
Dantley (6), Brooks (9), Chambers (8), Cummings (2), Williams (4), Manning (1), Smith (3), Ferry (2), Kimble (8), Augmon (9, oddany), Murray (7), McDyess (7, oddany) Wright (7), Odom (4), Miles (2), Chandler (2, traded), Wilcox (8), Griffin (1).

A to gracze, których mogli wybrać, gdyby nie popełnili głupich błędów i nie wybrali graczy z powyższej listy:
Vandeweghe; Wilkins; Willis; Stockton; albo McDaniel albo Mullin; Price; Pippen, Jackson i Lewis; Rice; Brandon; albo Grant albo Jones; jeden z Wallace’ów, Stackhouse lub Garnett; Kobe; Pierce, Carter lub Bibby; Okafor; albo Stoudemire albo Butler; no i Granger.

Czy ktoś chce się założyć, że za rok Blake zacznie płakać i szukać innego klubu?

Z innych wieści – czytalem właśnie przy okazji, że Hedo postanowił wykupić swój kontrakt i będzie próbował sił jako wolny agent. To oznacza, ze przyjście Cartera, zgodnie z oczekiwaniami, zakończyło karierę Kebaba na Florydzie.

Kolejne wymiany

Przede wszystkim muszę napisać, że twitter to najlepszy na świecie i zdecydowanie najszybszy rss feeder. Zanim przeczytam wiadomość  na espn, gazecie czy innym portalu sportowym, okazuje się, że zawodnicy już od kilku dobrych godzin wymieniają się uprzejmościami z nowymi kibicami czy kolegami z drużyny. Fenomenalna sprawa!

Z wzwiązku z tym, krótki przegląd twitt’n’trade:

1. Q-Rich w Memphis za Darko Milicica. Od razu zaczęła się serenada obrońcy Knicks:

  • To the memphis fans I appreciate the support and well-wishes, I also look forward to playin there and tryna get things turned around.
  • To all the knicks fans hittin me up, I appreciate the support and well wishes. Much love yall. I enjoyed bein a Knick. The Garden was GREAT!

2. Kenny Smith ćwierka o tym, że Amare wylądował już jedną nogą w Golden State:

  • Looks like Amare in GSTATE!

Skoro już o Amare mowa, to strasznie zaczyna już tęsknić za Shaqiem:

  • I’m going to miss Shaq, he was a lot of fun to play with. Shaq your the man

3. A Shaq już ofecjalnie ogłosić, że jego statystyki nie są jeszcze tak dobre, żeby miał zakończyć karierę. Ogłosił więc, że będzie grał przez kolejne 3 lata:

  • My numbers are not good enough to retire 3 more yrs left

Trade 2 – Shaq w Cavs!

Stało się to, o czym niejedni marzyli. Cavs i Suns uzgodnili warunki, na mocy których Shaq wyląduje w Cleveland, natomiast Ben Wallace, Sasha Pavlovich i 46 pick w drafcie trafią do Phoenix.

Co prawda Shaq nie potwierdził jeszcze niczego na twitterze, ale jak tylko coś zaćwierka, od razu dam znać (póki co, ćwierkają o tym:

  • Steven Smith – Alert! Alert! My sources tell me it’s OFFICIAL: SHAQUILLE O’NEAL IS A CLEVELAND CAVALIER. LeBron officially has his best shot at a title.
  • TJ Ford – How lucky is Shaq right now.. WOW
  • pyta się też Kevin Durant – Shaq got traded?
  • i Kareem Abdul Jabbar – If #Shaq can play regularly, he is exactly what the #Cavs need.)

Ogólnie to Suns oszczędzą na tym dealu kupę kasy. Na dobry początek około 9 milionów na salary i luxury tax. Gdyby udało się namówić Wallace na zakończenie kariery, oszczędności byłyby jeszcze większe.

A Cavs zyskują kaktusa i kolejną szansę na walkę o mistrzostwo.

Postaram się dodać więcej, jak tylko oba kluby ogłoszą to oficjalnie (chociaż to tylko kwestia czasu).

Trade 1: Bucks Spurs

Zaczęła się karuzela transferowa w NBA i to od razu z grubej rury – bo z udziałem moich Bucks. Z Milwaukee ucieka Richard Jefferson, a z San Antonio zawita do Wisconsin Bruce Bowen, Kurt Thomas i Fabricio Oberto.

Dla Milwaukee to moim zdaniem ruch czysto finansowy. Każdy z otrzymanych graczy Spurs jest w ostatnim roku kontraktu, a wcale bym się nie zdziwił, gdyby wykupili od razu kontrakt Bowena i ten wróciłby z powrotem do San Antonio. W sumie da to Bucks oszczędności rzędu 15 milionów na przyszły sezon, dzięki czemu będą mieli większe pole do popisu przy oferowaniu nowych kontraktów Sessionsowi czy Villanuevie. Co więcej, na więcej czasu na parkiecie będzie mógł też liczyć Joe Alexander.

Bucks Spurs BasketballA co ten trade oznacza dla Spurs? Ostatnią próbę walki o mistrzostwo. Wzmocnili się niebotycznie na SFie, który do tej pory najbardziej cieniował. Jak jeszcze założymy, że Bowen niedługo powróci na stare śmiecie, to perspektywa SAS w finałach znowu staje się w miarę możliwa.

Oczywiście patrząc na tą wymianę jako fan Bucks i mega hater San Antonio nie cieszę się wcale. Szczególnie, że Sessions czy Villanueva wcale nie są zawodnikami, na których chciałbym, żeby budowano przyszłość drużyny w Milwaukee. No, ale cóż, pozostaje się cieszyć z tego, że sezon ogólrkowy oficjalnie mamy już rozpoczęty oraz liczyć na to, że Spurs nie będą chcieli poświęcić MLE na zakontraktowanie Gortata, który mógłby zająć miejsce Oberto pod koszem.

Poranna porcja filmów

Oczekiwanie na finały powoli doprowadza mnie do groby, a jeszcze cały tydzień przed nami. Udało mi się nieco poszperać na necie i o to co znalazłem dzisiaj dla Was:

1. Skróty meczu Hawks @ Suns z ’70 roku, debiutancki sezon Maravicha. Warto!


Oprócz Maravicha (oczywiście nr 44), grają Paul Silas (nr 29), Bob Riley (12) i Mahdi Abdul-Rahman (42)

2. Kolejna porcja z serii „Moje ulubione i najlepsze mecze w playoffach”. Ta kompilacja naprawdę daje rade.

3. TOP10 wsadów Cartera… nieco inaczej 🙂

4. I na koniec jeszcze jedna fotka dla tych wszystkich, którzy uważają, że James nie jest dobrym graczem drużynowym, jest zachował się jak ostatni buc po porażce w Orlando i że w ogóle jest fe. Popatrzcie ile na tym zdjęciu jest radości i miłości:
2810162_heat_v_cavs

Ostateczna rywalizacja w NBA: Kobe Bryant vs Ktoś lepszy od Kobe Bryanta

Specjaliści od marketingu wzięli się ostro za kreowanie zamieszania wokół tegorocznych finałów od samego początku stawiając na rywalizację Bryanta z LeBronem (choćby w tej lub w tej reklamówce). W rywalizacji tej, Lebron stoi na stanowisku prawdziwego rywala, który pozwoli (w końcu) sprawdzić się Bryantowi. Coś a’la Magic kontra Bird, gdzie doskonałość każdego z nich sprawiała, że była to rywalizacja doskonała.

Ale Bird i Magic byli rywalami z prawdziwego zdarzenia; walczyli ze sobą o mistrzostwo na studiach, potem w tym samym czasie przyszli do NBA i rywalizowali o tytuł najlepszego debiutanta. Tutaj, Kobe Bryant miał już trzy mistrzowskie tytuły kiedy Lebron był w szkole średniej. W wieku 30 lat, Kobe powoli traci swój atletyzm, podczas gdy 24 letni James wiąż może być większy, szybszy i silniejszy. Przez to, rywalizacja między nimi jest bardziej jak między Birdem a starzejącym się Ervingiem (chociaż ich przygody zakończyły się tym, że sfrustrowany Julius zaczął dusić swojego młodszego przeciwnika).

Najważniejsze jest to, że czekając na rywalizację 23 z 24, zapominamy o rywalizacji, która tak naprawdę definiuje obecny etap w NBA: Kobe Bryant kontra ktoś lepszy od Kobe Bryanta.

Czytaj dalej Ostateczna rywalizacja w NBA: Kobe Bryant vs Ktoś lepszy od Kobe Bryanta

Dla tych, którzy wierzą w Cavs

Nawet po dzisiejszej wygranej, historia dalej przemawia zdecodywanie za Magic. W całej historii NBA, zaledwie 5% drużyn udało się awansować dalej po tym, jak przegrywali 1-3. Oto pełna lista tych 5%, na które składa się zaledwie 8 drużyn (ze 190). Zła wiadomość dla fanatyków Orlando – wasza drużyna znajduje się na tej liście, jednak nie wśród tych, którzy nadrobili stratę…

1968: Boston Celtics pokonali 76ers, w tym w siódmym, decydującym meczu, w Filadelfii. Oczywiście później Celtowie zdobyli tytuł. W sezonie zasadniczym 76ers mieli lepszy bilans niż Boston (62-20 do 54-28), a gwiazdami w Celtach byli wtedy Bill Russell i John Havlicek.

1970: Lakersi pokonali Phoenix w finale konferencji, a później w wielkim finale przegrali z Knicksami. W sezonie zasadniczym Lakersi mieli bilans 46-36, a Phoenix 39-43. Gwiazdy Lakers: Jerry West, Wilt Chamberlain, Elgin Baylor.

1979: Waszyngton Bullets w drodze do finałów NBA pokonali San Antonio na finale wschodu (w finale ligi zostali pokonani przez Seattle). Waszyngton miał przewagę parkietu po tym, jak po sezonie zasadniczym mieli lepszy bilans (54-28 do 48-34). Gwiazdy: Elvin Hayes

1981: Ponownie Boston Celtics pokonali 76ers w drodze do mistrzostwa NBA. Obie drużyny miały identyczny bilans po sezonie zasadniczym (62-20), jednak tym razem to Boston rozgrywał decydujący mecz u siebie. Gwiazda Bostonu: Larry Bird.

1995: Houston Rockets rozprawili się z wyżej notowanymi Phoenix w drodze do zdobycia mistrzowskiego tytułu. Po sezonie zasadniczym Phoenix miało 12 meczów przewagi nad teksańczykami (59-23 przy 47-35). Gwiazdy Houston: Hakeem Olajuwon, Clyde Drexler

1997: Miami Heat pokonali odwiecznego rywala z Nowego Jorku w finałach wschodu, jednak mimo 61 wygranych w sezonie zasadniczym, przegrali w wielkim finale. Heat mieli przewagę własnego parkietu (bilans 61-21 do 57-25 na korzyść zawodników z Florydy). Najlepszy strzelec Miami: Tim Hardaway

2003: Detroit Pistons przegrywali w pierwszej rundzie 1-3 z Orlando, jednak udało im się awansować dalej, aż do finałów konferencji. Przewaga parkietu była na korzyść Pistons: 50-32 do 42-40. Defensywnym zawodnikiem roku został wtedy wybrany Ben Wallace.

2006: Phoenix rozpoczęli serię playoffów przegrywając 1-3 z Lakersami. Po rozprawieniu się z nimi przegrali w finale konferencji z Dallas. Phoeni miało przewagę parkietu – bilans: 54-28 45-37 na korzyść Phoenix. MVP ligi został wybrany wtedy Steve Nash.

2009: Cavs?

Doczytałem się też jednej ciekawostki. W historii playoffs jedynie 17 drużyn przegrywało 1-3 po rozpoczęciu serii na własnym parkiecie. Z tych 17, aż 7 razy udało im się ostatecznie wygrać serię.

7/17 wygląda dla fanów Cavs o wiele lepiej, niż 8/190, czyż nie?

Teorie spiskowe w NBA

Balldon’tlie jak zwykle wrzuciło coś, to niszczy umysł. Oto lista 4 najbardziej popularnych teorii spiskowych (żeby na moment zapomnieć o tym, jak to sędziom i działaczom ligi bardzo zależy na finale LAL-Cavs)

1. Król żyje:

2. Lądowanie Apollo na księżycu było jednak mistyfikacją!

Wiadomo, że to przekręt. Nie ma gwiazd, flaga powiewa zgrabnie, mimo że nie ma wiatru itd. itp. Wszyscy wiemy, że księżyc to prawdziwy dom Cassella. Jednak, o dziwo, na zdjęciu nie ma po nim ani śladu! Skoro go nie ma – tzn. że wszystko jest oszukane!

3. NLP w reklamach NBA

Czy oglądając mecze NBA zawsze macie ochotę na Spite’a albo na vitamin water? Po obrzejrzeniu skrótów czujecie potrzebę kupienia najnowszej płyty Kanye Westa? Oczywiście, że tak! Wszystko przez odpowiedni wpływ reklam na naszą podświadomość!

4. Kobe Bryant jest Paulem McCartney’em!

Lakers i Denver biją rekordy oglądalności

Po ujawnieniu oficjalnych cyferek oglądalności z ostatnich meczów między tymi dwoma drużynami, okazało się, że biją wszelkie rekordy. Wczorajszy mecz miał najlepszą oglądalność w 30 letniej historii ESPN – oglądało go 8,1 milionów widzów. Na drugim miejscu w historii znajduje sie … czwartkowy pojedynek między tymi drużynami, wygrany przez Denver 106-103 (obejrzało go 7,9 miliona widzów przed TV).

Kilka ciekawostek:

1. Oglądalność tych dwóch meczów była o 36% wyższa niż pierwszych dwóch spotkań finałów konferencji rok temu między LAL i Spurs pokazywanych na stacji TNT.

2. Po drugie, zanotowano aż 25% więcej mężczyzn w wieku 18-49 oglądających trwający pojedynek na zachodzie w porównaniu z ubiegłym sezonem.

I kilka świeżych cytatów:

3. Barkley: „Wszyscy wiedzą, że Lakersi są jak mój brzuch – trochę miętcy”

4. Po meczu numer 3 między Cavs a Magic: „Poważnie, widzieliście kiedyś tyle niewidzialnych fauli w jednym meczu? Dwight Howard został wyfaulowany po niewidzialnym faulu na Lebronie. Hedo odgwizdano kolejny. W czasie jednego z time-outów, kiedy chearleaderki Magic były na parkiecie, LeBron dosłownie przeszedł koło nich wykonujących swój taniec. Aż dziw bierze, ze żadnej z nich nie odgwizdano przewinienia.”

Aha, no i z porannej prasówki jeszcze niemiła informacja dla wszystkich czekających już na swoich ulubienców w czasie ME. Carlderon oficjalnie nie przyjedzie do Polski i nie weźmie udziału w turnieju, ponieważ woli odpocząć przez wakacje i wyleczyć operowany niedawno palec. Szkoda.