Błyskawiczny recap: przegrywamy z Mavs 104-106

Być na targach narzędziowych w Sosnowcu (gdybyś był w okolicy i chciał pomachać, to śmiało) i ogarniać mecze ma swoje plusy – jak mecz zaczyna się o 2:30, a impreza dopiero się zaczyna, odpada cały problem ze wstawaniem w środku nocy. Gorzej, że nagle wychodzisz z pokoju i mówisz dobranoc, bo Bucks zaczynają preseason. Niestety, mecz zaczęliśmy od porażki 104-106 pomimo szaleńczego pościgu w czwartej kwarcie, w której odrobiliśmy dwucyfrową stratę i o mały włos nie zakończyliśmy tego meczu w pełni niezasłużonym zwycięstwem.

Tak bardzo błyskawicznie dzisiaj:

  1. Henson brał przed meczem coś, co bardzo by mi się dzisiaj przydało. Podręcznikowy dzień konia: 13 minut, 11 punktów, 4 zbiórki i 2 asysty. Ale nie podniecajmy się – to dalej tylko John Henson. To samo tyczy się Vaughana, który rzucił 20 punktów z ławki i wyrósłby na bohatera, gdyby tylko trafił game winnera.
  2. W meczu nie zagrał Giannis, który jeszcze nie wrócił do siebie po śmierci ojca i spędza czas z rodziną.
  3. Nie zobaczyliśmy też Makera, który skręcił kostkę i nie będzie grał przez co najmniej tydzień.
  4. Pod nieobecność Antka i Thona, w pierwszej piątce wyszli DJ Wilson i Sterling Brown.
  5. Mecz jak to preseason – dzielenie czasu na wszystkich zawodników, trzy osoby na trybunach.

Warto było wychodzić z imprezowego pokoju, żeby zaliczyć pierwszy mecz w sezonie?

WARTO!

Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Bucks – Mavs 88:74

Widziałem, że pierwszy mecz Bucks jaki obejrzę w tym sezonie będzie musiał mieć jakąś specjalną otoczkę. Ale nigdy bym nie powiedział, że obejrzę go na raty w dwa dni, w drodze z i do pracy. Na telefonie. Stojąc w korkach. W między czasie zdałem sobie sprawę też z kolejnej rzeczy – wszystkie wakacyjne turnieje, mecze preseason i nieustanne oczekiwanie na pierwszy gwizdek w sezonie zasadniczym mija z roku na rok co raz szybciej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że czas między sezonami jest gęsto zapychany, tak że nawet nie ma się kiedy nudzić. Czy też wszystko spowodowane jest tym, że z roku na rok tak bardzo przybywa nam wszystkim pracy i dodatkowych zajęć, że czas między finałami a wigilijnymi spotkaniami mija szybciej niż faza na słuchanie nowego singla Justina Biebera. O, jaki zajebisty beat („bejbe bejbe bejbe oooo oOOO”) iii  chuuj.

Tymczasem Michał nie dał mi w spokoju odpoczywać i chwała mu za to: na zkrainynba.com możecie przeczytać moich parę słów na temat zbliżającego się sezonu Bucks. A mimo tego, że mecz z Mavs odbył się dwa dni temu, zapraszam do bardzo subiektywnej oceny.

Czytaj dalej Preseason: Bucks – Mavs 88:74