Bucks – Cavs 102-107

To był mecz, którego fani Bucks nie powinni ani oglądać, ani o nim czytać. Pomiń recapy, boxscore’y. Zjedz śniadanie, idź do pracy i po zapomnij, że to spotkanie miało miejsce. Nie czytaj dalej. Bo osłabieni Bucks zagrali po raz pierwszy tak, jak za starych dobrych najgorszych lat. Yuk!

Dwa słowa wstępu

Miałem nadzieję na wygraną, jak pod koniec trzeciej kwarty na tablicy wyników w końcu był remis po 81. Niestety, w ostatniej odsłonie nikt poza Lopezem (2/2) nie trafił za trzy. Khris był 1/3 z gry, Bledsoe 2/6, Snell 0/3, Ersan 0/2, Wilson 0/2. Znowu wyglądaliśmy źle.

W całym meczu oddaliśmy 31% wszystkich rzutów z pomalowanego, z czego trafiliśmy 48% z nich (Cavs 76%). To drugi nasz najgorszy wynik w sezonie, tuż za spotkaniem z OKC. Przerażające, szczególnie jeśli przypomnisz sobie, że Cavs są najgorzej broniącą pod koszami drużyną w lidze. Ile może znaczyć brak Giannisa? Właśnie mieliśmy odpowiedź.

Wytłumaczeniem jest to, że graliśmy w wyjątkowo osłabionym składzie:

https://platform.twitter.com/widgets.js

W powyższej listy zagrał tylko przeziębiony Ersan, który wybiegał tylko 25 minut i paradoksalnie miał najwyższe +14 ze wszystkich Kozłów.

Co się rzuciło w oczy

  • Wyróżnił się Lopez, który jest ostatnio na fali wznoszącej do nowego kontraktu. 7/11 z gry, 19 punktów w 27 minut, dalej jest koszmarem dla wszystkich broniących go centrów. I nie tylko, bo po switchach odpala daleekie trójki z ponad 40% skutecznością w ostatnich 10 meczach.
  • Potrzebowaliśmy bardzo dobrego meczu Khrisa, żeby w tak okrojonym składzie wygrać z Cavs, niestety dostaliśmy tylko dobry występ. 26/12 w 37 minut to nie jest tragiczny wynik, ale 14 ze swoich punktów zdobył w pierwszej kwarcie, natomiast w drugiej połowie trafił tylko 3 z 9 rzutów (8 punktów). Co dodatkowo lekko niepokoi to fakt, że w ostatnich 10 meczach tafia trójki z 37% skutecznością.
  • Bledsoe (24 punkty) pobił dzisiaj rekord swoich niecelnych rzutów spod kosza i przestrzelonych layupów. Do tego musiał się solidnie napocić biegając z Sextonem , który trafił 10 ze swoich 18 rzutów w drodze do 25 punktów. Najbardziej bolało to, jak często Eric zostawiał Colina wolnego na trójkach, bo albo zaspał po powrocie z pomocy, albo zapadł się w zasłonę.
  • DJ Wilson nie powinien dzisiaj grać w koszykówkę. Najgorszy w zespole -25. 1/9 z gry. Tylko na Kevina Love (1/10 w 18 minut) patrzyło mi się w tym meczu z większym politowaniem niż na DJa.
  • Tim Frazier nie powinien w ogóle grać w koszykówkę. 0/4 w 15 minut.
  • Zabrakło nam tego gościa:

Zapominamy o tym meczu jak najszybciej i szykujemy się do kolejnego niełatwego pojedynku z Heat.

Bucks @ Heat 113-98. Kosmiczny powrót w drugiej połowie.

Bucks potrafią zaskakiwać. Zazwyczaj jednak robią to w taki sposób, że masz ochotę wyłączyć mecz przed czasem i cisnąć monitorem przez okno. Dzisiaj jednak wygraliśmy mimo wszystkich statystycznych przeciwności: 1-100 i 0-77 na wyjazdach w meczach, w których do przerwy przegrywamy 20 punktami. Dzięki fantastycznej grze w trzeciej i czwartej kwarcie (71-36), Bucks ostatecznie pokonali Heat 113-98.

Dwa słowa wstępu

Jeszcze nigdy w historii żaden zespół nie odrobił 20 punktowej straty do przerwy i wygrał mecz różnicą 15 punktów. Podkreśl to sobie na monitorze. Ostatni raz Bucks wygrali spotkanie po takiej stracie 18 lutego 1977 z Knicks (52-72 do przerwy, thriller 124-123).

Dzisiaj Giannis (33 punkty, 16 zbiórek, 9 asyst, 3 bloki) był liderem nie tylko na parkiecie, ale i w szatni. „Nieważne, czy przegrywasz 20, 15, czy 10. Musimy grać twardo (…) i wygrywać mecze jak ten. Trzeba stawiać czoła przeciwnościom w meczach wyjazdowych, bo w playoffach też nie będzie łatwo. Chcemy być świetnym zespołem i dlatego musimy grać twardo.”

Co się rzuciło w oczy

Wszystko w tym meczu byłoby fantastyczne, gdyby nie kontuzja Brogdona w 7 minucie (pięta). Nie wiadomo jeszcze, jak długa będzie przerwa.

Lopez, przez to że nie trafił ani jednej trójki (0/1), zbliżył się do pobicia rekordu ustanowionego przez Channinga Frye’a, który w sezonie 2010/11 oddał 439 trójek. Brook ma w tej chwili trzy mniej i wszystko wskazuje na to, że w kolejnym meczu pobije rekord sezonu na największą liczbę oddanych trójek w sezonie przez 7-footera. Nie o taką koszykówkę nic nie robiłem. #CentrzyDoTrumnyKurwa

Strefa postawiona przez Heat została całkowicie rozmontowana przez trójki z narożników w trzeciej kwarcie. Ersan, Niko i Pat raz po raz siekali z dystansu wykorzystując błędy w obronie Heat. W rezultacie nasza ławka zdobyła w tym meczu 40 punktów (mimo, że średnio na mecz rzucają tylko 31,5 co stawia ich na 4 miejscu od końca w lidze).

Wielki comeback drużyny = mecz powrotów zza światów. W końcu wrócił Middleton (21pkt, 8 zb, 5 as), który mimo wszystko jako jedyny Kozioł, który zagrał ponad dziesięć minut miał -10 będąc na parkiecie. Wrócił też DJ Wilson, który ostatnio zapadł się pod ziemię (4 pkt, 2zb w 9 minut) – to po jego floaterze wyszliśmy po raz pierwszy na prowadzenie 81-80. Po kontuzji, pierwsze 7 minut na parkiecie liznął też Hill – w tym czasie oddał jeden niecelny rzut.

Na obronie Wade’a skupił się Snell. Tak mocno, że przez 11 minut na parkiecie nie oddał ani jednego rzutu.

MVP meczu

Giannis. Nie może być inaczej. 12/19 z gry, prawie quadruple-double, do którego zabrakło mu asysty i 4 strat.;) Mecz jak na MVP przystało.

PS.

Patrzcie jaki bar sportowy otwiera się w Milwakee. Mekka browarów i NBA. Kocham.

Bucks @ Spurs 114-121.

Bucks tracili wypracowaną w pierwszej kwarcie 15 punktową przewagę i słabą obroną w drugiej połowie (Spurs 55% z gry) zaprzepaścili szanse na wyjazdowe zwycięstwo.

Dwa słowa wstępu

Pierwsza kwarta była jak marzenie – trafialiśmy prawie 57% rzutów z gry, zatrzymując Spurs na 11/26. Jednak wraz z upływem minut widać było, że mamy świeżo w nogach mecz z Hornets. Szczególnie rzucało się to w oczy patrząc na występ Brogdona: 2/10 z gry (0/4 za trzy), 2 asysty, 2 straty, zbiórka i -27 +/- w 23 minuty. Niestety równie słabo zaprezentował się Divincenzo (tylko 1/5 gry, 0/4 w trójkach – 4 punkty w 13 minut). Ewidentnie brakowało rozgrywającego, który wsparł by dobrze grającego Bledsoe (21 punktów, 9/13 z gry).

Mimo, że przez cały mecz nie potrafiliśmy znaleźć odpowiedzi na Derozana (28/6/4) oraz Aldridge’a (29/15), to trójki Millsa (4/7) oraz Belinelliego (4/8) były ciosami, które ostatecznie powaliły nas na deski. Szczególnie bolesne były te w czwartej kwarcie, kiedy udawało nam się zmniejszać stratę do 8 punktów, tylko po to, żeby Marco trafił kolejną szaloną trójkę z odchylenia, łapiąc po drodze nietoperza lewą ręką.

Gdzie jest Ginobili, kiedy Spurs go potrzebują?

Co się rzuciło w oczy

  1. Spurs zmiażdżyli nas z półdystansu 32-6, trafiając 50% z 50 oddanych rzutów. Dla porównania, Bucks z półdychy mieli 7/23.
  2. Gasol zaczyna się robić najbardziej „minusowym” z naszych rezerwowych. Dzisiaj -20 w niecale 15 minut na parkiecie (3 punkty, 3 zbiórki). Gdzie jest DJ?
  3. Giannis zagrał mecz na swoim poziomie (27/13/6) ale zastanawiające jest to, że oddał tyle samo trójek (po 4), co Middleton. Co się dzieje ostatnio z Khrisem? Dzisiaj drugi przeciętny mecz z rzędu – tylko 15 punktów i fatalne jak na niego 1/4 za trzy. Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowa zadyszka przed playoffami.
  4. Pat był dzisiaj cichych MVP z ławki. 5/5 z gry, w tym 4 trójki. 14 punktów w 24 minuty. Do tego świetne chowanie się za sędzią jak po hali latał nietoperz. Lepszą reakcję miał chyba tylko spanikowany Bledsoe.
  5. Mimo tej porażki, Bucks nadal mają drugi najlepszy bilans na wyjeździe 23-12 (tuż za GSW 21-11).
Giannis osłania Lopeza własnym ciałem przed krwiożerczym nietoperzem. Nieważne, że z Hawks. 😉

„I can’t even deal with roaches and ants,” Antetokounmpo said. „There’s no way with a bat. I don’t understand why the mascot is a coyote; it should be a bat.”

MVP meczu

LaMarcus Aldridge, który trafił 14 z 26 rzutów z gry (29 punktów) do których dodał 15 zbiórek i po dwie asysty, bloki i przechwyty. Po tym meczu ma na już w karierze zebranych 7815 piłek, co daje mu 72 miejsce w historii. Wyprzedził tym samym Oscara Robertsona, który przez 14 lat w Cincinnati i Milwaukee zgromadził 7804 zbiórek.

BUCKS VS HORNETS 131-114. 50 WYGRANA W SEZONIE URATOWANA W DRUGIEJ POŁOWIE.

Gdyby nie 18 punktów Lopeza w trzeciej kwarcie i świetna zespołowa skuteczność w drugiej połowie (prawie 60% z gry!), nie moglibyśmy dzisiaj świętować pierwszego od 14 lat sezonu z 50 zwycięstwami Kozłów. Ostatecznie w tę wietrzną jak po pikantnym burrito noc, Bucks pokonali Hornets 131-114.

Dwa słowa wstępu

Panie i Panowie – pierwszy kamień milowy w tym sezonie został osiągnięty. Następnym będzie pierwsze po 18 latach przejcie pierwszej rundy w playoffach. A dalej, to już się zobaczy, bo mam wrażenie, że po każdej naszej kolejnej wygranej po sezonie zasadniczym będę miał wrażenie, że coraz głębiej zapadam w sen, a to wszystko tak naprawdę się nie dzieje. Tak jak to miało miejsce podczas dzisiejszego oglądania meczu w środku nocy. Wichura na dworze zagłuszała kibiców w Fiserv Forum, dwa razy zerwany na moment prąd skutecznie stawiał na nogi, żeby podnieść tyłek z łóżka i przełączyć mecz na tablet. Wszystko było trochę surrealistyczne, jeśli weźmie się też pod uwagę apatyczną grę Bucks w pierwszej połowie (tylko 19/47 z gry, Middleton znowu tylko 1/7 i 3 punkty).

Aż nagle stało się coś, przez co znowu zwątpiłem, czy to sen czy jawa:

https://platform.twitter.com/widgets.js

W drugiej połowie trio Lopez, Giannis i Mirotic zapewniło nam wygraną. Ten pierwszy trafił 5 z 6 rzutów w trzeciej kwarcie (18 punktów), a Antek z Miro dodali odpowiednio 10 i 8 punktów w ostatniej odsłonie. Warte odnotowania jest to, że Greek Freak prawie 1/4 swoich punktów zdobył po stratach Hornets i po kontrze (w sumie wygraliśmy ten element 23-6)

Co się rzuciło w oczy

  1. Middleton znowu się nie rzucił w oczy, w tym problem. Prawie pół godziny na parkiecie, 4/12 z gry, tylko 9 punktów, 6 zbiórek i 3 asysty. Back-to-backi ewidentnie mu nie służą.
  2. Dobrze widzieć zdrowego DiVincenzo. Dzisiaj w dwie minuty po wejściu na parkiet zdążył trafić dwie trójki (skończył z trzema i 11 punktami w 17 minut). Do tego robił jak zwykle czarną robotę – uratował 3 bezpańskie piłki i zaliczył deflection w obronie, po którym poszła jedna z kontra.
  3. Lopez nie dość, że miał dzisiaj znowu więcej zbiórek (8) niż oddanych trójek (5), to jeszcze trafił mniej razy zza łuku niż Giannis (1-2). Nie wiem, czy coś takiego miało miejsce wcześniej w tym sezonie.
  4. Brogdon prawie 55% ze swoich 18 punktów zdobył z pomalowango.

MVP meczu

Znowu Giannis. 26 punktów, 13 zbiórek, 6 asyst, 10/10 z wolnych, 73% eFG, aż 84% TS% i najwyższe w zespole PIE 22.1.

Bucks pewnie wygrywają z Pacers 117-98

Bucks wykorzystali run w trzeciej kwarcie do zbudowania bezpiecznej, dwudziestopunktowej przewagi, której tym razem nie oddali w ostatniej części gry. Kończymy sezonowy duel z Pacers bilansem 3-1 i brakuje nam już tylko 1 wygranej do magicznej liczby 50 zwycięstw.

Pacers @ Bucks 98 – 117

Dwa słowa wstępu

Trzecia kwarta. Piłka idzie do czekającego już pod koszem Giannisa. Wychodzi w górę, żeby skończyć akcję dynamicznym wsadem dwoma rękami. Dostaje po łapach, pada na parkiet, piłka nie wpada do kosza, nie ma gwizdka, a Pacers już wyprowadzają swój atak. To był moment, w którym zaczął się mecz dla Giannisa i Bucks i skończyły nadzieje na wyjazdowe zwycięstwo Indiany. Zbyt agresywne dyskusje z sędzią kończą się technicznym dla Greak Freaka.

Często mówi się o tym, żeby na parkiecie przepalać sportową złość w grę z dodatkową porcją energii i to, co od tego momentu zobaczyliśmy w wykonaniu Bucks jest tego potwierdzeniem. Skończyło się na 13 punktach z rzędu dla Kozłów, w tym miliona wsadów Giannisa (20-2 w PIP w III kwarcie), w które wkładał tyle energii, jakby nie tylko chciał wyrwać obręcz z konstrukcji kosza, ale i pierdolnąć nią w trybuny. Klasyczny wkurw-mode, kiedy zamykasz oczy i walisz gdzie popadnie (czyli odwrotność bukkake-mode, gdzie w sumie też masz zamknięte oczy, ale to na ciebie walą. Czy jakoś tak, nie wiem, nie pamiętam już za dobrze studenckich czasów).

Udzieliło się wszystkim – Lopez trafiał trójki z napisu „fiserv” na parkiecie (czyli z daleka). Snell złamał kostki Bodganoviciowi (pierwszy ankle breaker w karierze). A Donte i Pat oficjalnie stali się białasami z najdłuższym hangtimem przy skoku do zbiórki.

Sorry Bojan.

Co się rzuciło w oczy

Wrócił Middleton. Zaczął mecz od trzech trójek po ISO, w czwartej kwarcie zaliczył 3+1 i był już dzisiaj wszędzie. 27 punktów (8/15 z gry), 4 asysty, 3 przechwyty i 3 zbiórki.

Wrócił DiVincenzo, po dwóch miesiącach przerwy i nawet nie wiesz, jak się cieszę, że znowu zaraża energią na parkiecie. Niby tylko 9 minut, ale udało mu się trafić trójkę i jeden rzut z półdystansu w garbage time. Dodatkowo pokazał, że po kontuzji nie zmalała mu winda w nogach i nadal jest w stanie włączyć lock-down defence.

Mirotić przeszedł obok tego meczu. 1/6 z gry i jedynie 2 punkty w 19 minut to nie wykon, na który liczą kibice Bucks. Dopasował się do stylu gry Gasola, który w 11 minut nie trafił trójki, zebrał 5 piłek, ale po jego udanych zasłonach zdobyliśmy 4 punkty. Wiemy jednak, że rola Pau w zespole jest zupełnie inna niż Nikoli.

Wróciła skuteczność Bucks – trafiliśmy 50% z gry (40% za trzy) i zatrzymaliśmy Pacers na 39%. Zdominowaliśmy deskę (52-40) i punkty z pomalowanego 52-28.

Lopez miał więcej zbiórek (6) niż oddanych trójek (4). Boo!

MVP meczu

Dzisiaj wkurw-mode Giannis. 29 punktów, 12 zbiórek, 5 asyst. Usage na poziomie 35%. EFG% 65.5. To był Giannis, wokół którego budują się Bucks. Nie do zatrzymania.

Fatalną grą w czwartej kwarcie Bucks popsuli debiut Gasola.

Stało się nieuniknione – Bucks po raz pierwszy w tym sezonie przegrali dwa mecze z rzędu. Po wczorajszej porażce z Jazz, dzisiaj ponownie oddaliśmy wysokie prowadzenie w czwartej kwarcie i ostatecznie przegraliśmy z Suns 105-114.

Dwa słowa wstępu

Kiedy w drugiej kwarcie nasze prowadzenie wynosiło już 40-24 i wydawało się, że mamy mecz pod kontrolą, nagle przestaliśmy trafiać. W cały meczu trafiliśmy jedynie 12 z 42 trójek (28%), a Middleton, Bledsoe, Lopez Mirotic mieli fatalne 6/32. Suns zostali pierwszą drużyną, która pokonała nas dwukrotnie w tym sezonie i dodatkowo pokazali, że mają swoją mała receptę na spowolnienie Giannisa (chociaż ciężko mecz na poziomie 21/13/6 nazwać słabym meczem, to jednak Suns ograniczyli jego grę pod koszem i dodatkowo zmusili do 6 strat).

Nie ma żadnego wytłumaczenia na to, że przegraliśmy pod koszami 44-50. Zawodnicy z Phoenix mają najgorszą obronę pod koszami i są na szóstym miejscu od końca pod względem skuteczności z pomalowanego. Zabrakło nam zawodnika, który byłby w stanie wziąć na siebie ciężar gry w momencie, gdy nie siedziały trójki i zostaliśmy zatrzymani na 55% spod kosza (przy 67% w sezonie).

Co się rzuciło w oczy

Nieobecny Middleton. 1/13 z gry, 6 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty i -18 w 31 minut na parkiecie to oczywiście tylko wypadek przy pracy, ale nie da się ukryć że fatalna dyspozycja naszego drugiego All-Stara była jedną z głównych przyczyn porażki.

Lopez rozpoczyna na nowo serię meczów z większą liczbą oddanych trójek niż zbiórek (dzisiaj 9 do 4). Lecimy!

Pau Gasol po raz pierwszy wybiegł na parkiet w koszulce Bucks. Zaczął od asysty do Snella tuż po wejściu na parkiet, przez pozostałe 5 minut udało mu się zebrać dwie piłki i oddać dwa niecelne rzuty. Po meczu przyznał jednak, że dołączenie do Bucks jest dla niego „jak wygrana w totka. Świetna atmosfera, świetne zaplecze treningowe, świetna kadra, świetna sytuacja zespołu.” Bucks też muszą się cieszyć, bo mieć takiego gracza w roli mentora w szatni to skarb.

MVP meczu

Zawodniczka, która siedziała za Budenholzerem.

Nagroda pocieszenia wędruje dla Kelly Oubre Jr, który był tym, kogo zabrakło w Bucks. 27 punktów, 13 zbiórek i 3 potężne bloki były głównym katalizatorem do dwóch runów, jakie zaliczyli Suns. Brał grę na siebie, agresywnie atakował i wchodził po kosz. Do tego całkowicie zgasił Middletona.

Bucks przegrywają w Salt Lake City 17 raz z rzędu.

„Mamy to!” – zdawali się szeptać między sobą rezerwowi Bucks na 9 minut przed końcem meczu, kiedy Kozły prowadziły 17 punktami 90-73. „Idę odpocząć, co złego może się stać?” – pomyślał Giannis i usiadł na ławce. Cztery minuty później był już remis, bo Mitchell włączył MVP mode i praktycznie w pojedynkę rozmontował nasz okrojony skład. „Ja jebie.” – wycedził przez zęby Giannis po końcowym gwizdku.

Bucks @ Jazz 111-115

Dwa słowa wstępu
Liczyłem się z tym, że nasza seria dziesięciu wyjazdowych wygranych skończy się w meczu z Jazz, jednak nie spodziewałem się stylu, w jakim to nastąpi. Pod nieobecność Bledsoe (plecy) i Brogdona (stopa), w pierwszym składzie naszym najniższym zawodnikiem był Middleton (6’8″). Bucks od razu zaczęli mocno atakować pod koszem, Giannis przestawiał łokciami Goberta, co dało nam szybkie, 13 punktowe prowadzenie, które wyparowało po trójce Korvera jeszcze w pierwszej kwarcie. Kolejny run Bucks nastąpił w trzeciej kwarcie (23-4), ale niestety wszystko co dobre skończyło się wraz z wejściem Donovana w tryb ekspert.

Co się rzuciło w oczy
Giannis miał nie grać – zagrał. I to jak. Zdominował całą strefę pod koszem, trafił 15 z 26 rzutów (w tym 2/3 za trzy), nic nie robił sobie z obecności Goberta i Favorsa. Fakt, dostał dwa solidne bloki i trafił tylko 11 z 19 rzutów wolnych, ale gdyby nie jego 43 punkty, 14 zbiórek i 8 asyst, nie moglibyśmy nawet myśleć o zwycięstwie.

Lopez miał dzień konia – w pewnym momencie trzeciej kwarty miał 4/4 trafione trójki 6 bloków. Niewiele mu zabrakło do przekozackiego triple double: 16 punktów, 8 zbiórek, 7 bloków. Niestety, tym meczem przerwał serię spotkań w których miał więcej oddanych trójek niż zbiórek na 4 meczach.

Middleton znowu praktycznie niewidoczny, nie wiadomo kiedy oddał 24 rzuty (trafił tylko 8 z nich), a i tak zakończył mecz z 29 punktami, 9 zbiórkami i 6 asystami.

Szkoda tylko, że generalnie na tej trójce skończyły się dobre strony. Reszta drużyny zdobyła raptem 23 punkty trafiając 8 z 38 rzutów z gry! W pierwszym meczu w wyjściowym składzie zawiódł Mirotić (1/7 z gry, 3 punkty), swoje ostatnie 10 minut w barwach Bucks zagrał raczej Canaan (0/3 z gry). Obrona Jazz zatrzymała Bucks na 38% z gry i totalnie wykluczyła z gry naszych rezerwowych.

MVP meczu
Bezapelacyjne Donovan Mitchell – 46 punktów (rekord kariery), 15/32 z gry. Pociągnął zespół w czwartej kwarcie zdobywając 17 punktów w ostatnich ośmiu minutach. Gdyby jeszcze tylko trafił dwa wolne na niespełna 12 sekund przed końcem, dodatkowo zmniejszyłby dramaturgię tego meczu.

Warto też wspomnieć o Derricku Favorsie, który wyrównał swój rekord kariery (18 zbiórek), do których dorzucił 23 punkty trafiając 10/12 rzutów.

Co dalej
Nie kończymy jeszcze wycieczki do zachodnim wybrzeżu. Na kolejny mecz jedziemy do Phoenix, którzy dzisiaj potwierdzili rezerwację LeBrona w Ośrodku Wypoczynkowym „Leśna Ryba”.

10 zwycięstwo z rzędu na wyjeździe. Bledsoe clutch jak fuck. Pau blisko Bucks.

Kolejny mecz, który pokazuje, że Giannis nie musi być wybitny, żeby Kozły wygrywały. Run 8-0 na minutę przed końcem dał nam, nie do końca sprawiedliwe, 11 punktowe zwycięstwo wyjazdowe nad Lakers 131-120.

Dlaczego piszę, że wysokie zwycięstwo było nie do końca sprawiedliwe? Bo przez cały mecz gra była na styku. 17 remisów. 24 zmiany prowadzenia. Najwyższe prowadzenie Bucks wyniosło 7 punktów, Lakers 12. Dopiero kiedy na 3 minuty przed końcem przy wyniku balansującym na granicy remisu Bledsoe wziął sprawy w swoje ręce, Bucks zaczęli odjeżdżać. Zaczęło się od tańca na obwodzie, szybkiego wjazdu i łatwego and1 spod kosza. Potem była trójka Jamesa po świetnej wymianie podań na in-and-out, a następnie kolejny and1 Bledsoe, tym razem z prawej strony kosza. Jeśli zastanawiasz się, skąd jego ostatnio wysoka forma, to pamiętaj o tym – dopiero co podpisał nowy kontrakt wiążący go z Bucks na kolejne 4 sezony o wartości 70 milionów. Potrzeba lepszej motywacji?

Swoje w końcówce dołożył Ersan, który przechwycił niemrawe podanie spod kosza Lakers, oddał do Middletona, ten odrzucił do czającego się w rogu na trzy Brogdona i JEEB. Potem niecelna trójka Jamesa, brak pomysłu na akcję Giannisa, odrzucenie do Bledsoe na sekundę przed końcem akcji i znowu JEEEEB za trzy – nagle zrobiło się 8 punktów przewagi i było już praktycznie po meczu. Wkurzony LeBron nawet nie pozostał na parkiecie do końcowego gwizdka tylko poszedł do szatni na 9 sekund przed końcem, powoli rozmyślając już o przybliżającym się nieuchronnie wyjeździe na ryby.

Najfajniejsze końcówce było to, jak niewiele w niej potrzebowaliśmy Giannisa żeby wygrać. Zagrożenie nadchodziło z każdej strony, Middleton trafił spokojnie cztery wolne, Bledsoe penetrował, Brodgon paraliżował z dystansu, Ersan wymusił offens na Jamesie i zaliczył wspomniany wcześniej przechwyt, a Giannis po prostu był i rozciągał się pod koszem. Bucks mają tak cholernie głęboki i zbilansowany skład, że będę wielce rozczarowany, jak Budenholzer nie zgarnie COTY. Fenomenalnie to wszystko pozbierał do kupy: aż 7 graczy miało ponad 10 punktów, mieliśmy 30 asyst przy 48 rzutach z gry (52% skuteczności) i tylko 11 strat. Lakers nie bronią? Tak, Lakers nie bronią.

Dla Bucks było to 10 zwycięstwo wyjazdowe z rzędu i jesteśmy o wygraną z Jazz o wyrównanie rekordu z sezonu 1980-81. Zdajesz sobie sprawę z tego, że od Bożego Narodzenia jesteśmy 25-5! W pale się nie mieści, co Kozły w tej chwili wykonują – oby energii i mocy starczyło też na przejście pierwszej rundy playoffs. A na horyzoncie jeszcze doniesienia Woy’a, że Pau Gasol niedługo do nas dołączy. Bracia Gasol w ECF?

https://platform.twitter.com/widgets.js

Dzisiaj w nocy zaliczamy back-to-back z Jazz. Początek meczu w Salt Lake City o 3:00. Napadamy!

Bucks – Magic 83-103 [wrażenia]

Nie było siódmego zwycięstwa z rzędu. Bucks bez Giannisa nie znaleźli swojego rytmu, zagrali w sumie 20 różnymi piątkami, mieli tak ciężkie nogi, że trafili tylko 6 z 35 trójek i muszą jak najszybciej zapomnieć o swoim drugim najgorszym meczu w tym sezonie.

Wbrew moim wczorajszym zapowiedziom, Bucks nie przejechali się po Magic. Okazuje się, że z kolanem Giannisa nadal jest na tyle niedobrze, że raczej odpuści sobie wszystkie back-to-backi do końca sezonu zasadniczego. A oglądanie Kozłów bez naszego lidera przypomina mi trochę czasy oglądania Bucks z lat 2006-07, gdy nic się nie kleiło i nic nie wpadało. Dokładnie tak było dzisiaj – Bucks trafili tylko 6 z 35 prób za trzy (Middleton 0/4, Lopez 0/6, Brogdon 0/4, Wilson 0/5, Brown i Ersan 0/2). I w sumie nic więcej na ten temat nie trzeba dodawać – to był prostu jeden z tych dni, kiedy cegły sypały się na potęgę. Trzeba się otrząsnąć i jak najszybciej zapomnieć o tym meczu.

Zastanawiające jest to, że Budenholzer wystawił w tym meczu aż 20 różnych piątek, z czego żadna z nich nie zagrała dłużej niż 5 minut. Najskuteczniejsza wariacja: Lopez-Bledsoe-Middleton-Snell-Wilson spędzili na parkiecie w sumie 2,5 minuty i zdobyli 10 punktów, a najdłużej grająca piątka Ersan-Lopez-Bledsoe-Middleton-Brogdon w 5 minut oddali 10 rzutów (trafili trzy) i wywalczyli w sumie 7 punktów. Wszystko można tłumaczyć zmęczeniem, tak jak to zrobił Bledsoe: „I’m thinking everybody was tired. We had no legs. We missed a lot of threes.”

Dla Bucks był to najgorszy mecz w ataku w tym sezonie. 22 grudnia w meczu z Heat rzuciliśmy 87 punktów. Dodatkowo, w trzeciej kwarcie ledwo uzbieraliśmy 15 punktów – to też najgorszy wynik w tym sezonie (poprzedni z Knicks – 17).

Z pozytywnych rzeczy, Mirotić już w stroju Bucks. Co prawda jeszcze nie wybiegł na parkiet, ale odbył już pierwszy trening z drużyną, po którym powiedział, że jest w stanie dać drużynie więcej, niż tylko dalekie trójki i rozciągnięcie ataku. Przyznał to też trener Bud, który jest pod wrażeniem wszechstronności Nikoli i ceni go również za umiejętności rozgrywania i gry w obronie. A skoro już o obronie mowa, to zapamiętaj z tego meczu tylko to, że Brook Lopez o mało nie zakończył kariery Aarona Gordona:

Zapominamy o porażce i w poniedziałek widzimy się w Chicago, gdzie będziemy walczyli o piątą z rzędu wygraną nad Bulls.

22 trafione trójki nie starczyły. Bucks – Mavs 122-107

Bucks nie wypuścili z rąk 22 punktowej przewagi, mimo tego, że Mavs rzucali trójki jak szaleni (22/53) , a Dirk miał +14 w 18 minut na parkiecie. Dziwny mecz w Dallas zakończony 41 zwycięstwem Bucks w tym sezonie (pierwszym w Dallas od 5 lat). Dodatkowo, Ersan wyprzedził Ray’a Allena na liście meczów rozegranych w barwach Bucks (495), a Giannis jest już liderem ligi we wsadach (197).

Spotkanie mogło się skończyć zupełnie inaczej. Nie dość, że prawie wypuściliśmy z rąk 22 punktową przewagę (w czwartej kwarcie Mavs doszli nawet na 8 punktów), to jeszcze Mavs prawie pobili rekord klubu w liczbie trafionych trójek (zabrakło jednej). Bucks z kolei od początku dominowali pod koszami (do przerwy 44-16 z pomalowanego), Luka (20 punktów) niby robił swoje przez cały mecz, trafiał szalone stepbacki i szkolił Ersana pod koszem, ale jednak był znacznie mniej widoczny niż w pierwszym meczu tych drużyn. Trzeba mieć dużo szczęścia (albo dużo Giannisa), żeby wygrać z drużyną, która trafia 22 z 53 trójek, a w dodatku samemu rzuca się z 28% skutecznością za trzy.

Giannis stanął na wysokości zadania i nie pozwolił Kozłom przegrać tego spotkania zaliczając 29 punktów (13/19 z gry), 17 zbiórek i 5 asyst. W pierwszej kwarcie znowu zaliczył airballa za trzy, ale zapomniał o tym dwa posiadania później, kiedy trafił z czystej pozycji. Budenholzer powtarza mu to cały sezon: „Jak jesteś wolny – rzucaj!”

Dużo pomógł też Brogdon, który pod nieobecność Middletona (odpoczynek) skończył mecz z 18 punktami. Również z 18 punktów dorzucił Bledsoe, a Brook Lopez uzbierał 20 – w tym trzy po perfekcyjnie wymierzonej trójce o deskę. Połamał też przy okazji parę kostek:

Co się rzuciło w oczy:

  1. Bucks całkowicie dominowali pod koszami, zdobywając 80 punktów z pomalowanego (Mavs tylko 26).
  2. Mavs z kolei trafili więcej rzutów za trzy (22/53) niż za dwa (14/34). W tym sezonie zdarzyło się to tylko czterokrotnie, żeby drużyna trafiła 20+ trójek i mniej niż 15 razy za dwa.
  3. W ostatniej minucie meczu w NBA zadebiutował Trey Duval, trafił layupa i podał za plecami do Ersana.

    Kostas znowu nie dostał szansy, żeby zagrać 1-on-1 z Giannisem.

  4. To była pierwsza wygrana Bucks w Dallas od pięciu lat.
  5. Giannis miał w tym meczu 6 wsadów i tym samym awansował na pierwsze miejsce w lidze ze 197 dunkami. Na drugie miejsce spadł Rudy Gobert – 194.
    Giannis zagrał w 51 meczach, Gobert w 55.
    Giannis idzie na około 305 dunków. Gobert na ~289.
    Zapowiada się, że rekord Dwighta Howarda (269 wsadów) zostanie w tym roku zniszczony.
  6. Ersan Ilyasova rozegrał swój 495 mecz w barwach Bucks i awansował na 10 miejsce all-time. Pełna lista:
    Junior Bridgeman – 711 meczów
    Sidney Moncrief – 695
    Bob Dandidge – 618
    Jon McGlocklin – 595
    Brian Winters 582
    Paul Pressey 580
    Michael Redd 578
    Glenn Robinson 568
    Marques Johnson 524
    Ersan Ilyasova 495
    Ray Allen 494
    Dużo i często się z niego śmieję, ale Ersan jest Kozłem pełną gębą!

Kolejny mecz przed Bucks: w sobotę u siebie z Orlando. Szansa na season sweep.

PS. Jeśli jeszcze nie polubiłeś Katie George, to teraz jest dobra pora na nadrobienie zaległości.

Recap: Skacowani Bucks bez szans z Pacers.

Wczoraj pisałem o tym, że Bucks wchodzą w fazę meczów, które absolutnie muszą wygrywać. Przed nami jeszcze mecz z Orlando, potem GSW, a następnie cztery bardzo ważne pojedynki: Heat, Wizards, Heat i 76ers. Podobnie jak dzisiejszy przespany mecz z Pacers, każda wygrana w tych meczach albo zbliża nas do pierwszej czwórki na wschodzie, albo coraz szybciej spycha do spotkania z Celtami/Cavs w pierwszej rundzie PO.

Bucks @ Pacers 96 – 109

Bucks może i zdają sobie z tego sprawę, ale w dzisiejszym meczu absolutnie nie było tego widać. Pierwszy raz od dawna, po porażce nie mam wyrzutów do Kidda, bo chłopaki zawalili ten mecz już pierwszej kwarcie. Pacers doskonale się bawili, trafiali z 70% skutecznością z gry (!!!) ograniczając Bucks do lewie 29% i ostatecznie zamknęli pierwsze 12 minut prowadząc 37-16 (16 punktów to najmniej ile rzucili Bucks w tym sezonie). Mieli przy tym dwa runy: 15-4 oraz 13-0. My w tym czasie popełniliśmy aż 6 strat i graliśmy tak, jakby była niezła popijawa w szatni przed meczem.

Do przerwy przegrywaliśmy już 64-38 (Pacers zdobyli więcej punktów z pomalowanego – 40 – niż my w całej połówce), po trzech 88-65 i kiedy w czwartej kwarcie miałem już wyłączać mecz i z zaszklonymi od łez bezsilności kłaść się spać, rezerwowi postanowili wnieść się na wyżyny swoich umiejętności i wygrali tę część meczu 31-21 i na minutę przed końcem przegrywaliśmy już tylko 9 punktami.

Wstyd być fanem Bucks po tym meczu, a co dopiero zawodnikiem, albo częścią organizacji. Zagraliśmy z Pacers dobre spotkanie parę dni temu wygrywając 122-101  , a powrót Oladipo nie może być usprawiedliwieniem na taki nagły spadek formy.

Wczoraj wieczorem wrzuciłem na twitterze informację:

Oczywiście Giannis dzisiaj musiał zagrać swój najgorszy mecz w tym sezonie. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby był tak pasywny i uciekający od piłki. Skończył mecz z 17 punktami (tylko 8 rzutów z gry w 32 minuty), 7 zbiórkami i 3 asystami. Do tego miał najgorsze ze wszystkich starterów -19.

Bledsoe (11 pkt) i Middleton (19) trafili w sumie 11 z 27 rzutów z gry.

Snell dalej ma karę i wchodzi do gry z ławki.

Jedynym plusem po tym meczu to 3/3 za trzy Browna.

Zostaliśmy doszczętnie zniszczeni w punktach z pomalowanego 42-60. A przecież to Kozły zajmują 5 miejsce w NBA pod tym względem (średnio 47.6 na mecz), a Indiana dopiero 14 (43,7). Dominacja pod koszem w połączeniu ze świetną obroną Pacers wystarczyły, żeby nas ośmieszyć w wyjazdowym meczu. Do tego granie piłką i ciągły ruch w ataku: Pacers mieli 30 asyst przy 44 trafionych rzutach.

Zapomnijmy o porażce, wyciągnijmy wnioski i grajmy dalej. W środę walczymy o czwarte zwycięstwo z rzędu u siebie – tym razem z Magic.

Recap: Raptors przejechali się po Bucks 129-110

Niestety, mimo zapowiedzi i nadziei na to, że Bucks zrobią wszystko, żeby się zrewanżować za wcześniejszą porażkę, Bucks dali piękny przykład antykoszykówki przegrywając po fatalnym meczu w obronie piąty mecz z Raptors z rzędu, tym razem 110-129. Nie oglądaj całego meczu – włącz sobie tylko trzecią kwartę. Zaufaj mi. Mistrzostwo, ku*wa, świata!

W przeciwieństwie do meczu w Toronto, gdzie swoim 52 punktowym szaleństwem zniszczył nas jeden zawodnik, dzisiaj istne bukkake na twarz Kozłów urządzili sobie wszyscy gracze Raptors.

Jonas 21 punktów i 13 zbiórek w 17 minut.

Serge 21 punktów w 29 minut.

Demar 20 punktów w 29 minut.

Aż siedmiu graczy Raptors rzuciło więcej niż 10 punktów.

Walić to – Valanciunas w 17 minut rzucił więcej punktów (21) niż Snell w trzech pierwszych meczach 2018 roku (w sumie 15 punktów, 4/16 z gry).

To był najgorszy mecz w obronie Bucks za czasów Kidda:

Pamiętasz pierwszą rundę PO rok temu? Przegraliśmy ją w dużej mierze przez typową dla Kidda obronę. Przez odpuszczanie trójek w narożniku (rzutem właśnie z tego miejsca Lowry doprowadził do dogrywki w meczu z Toronto, btw).

Ciekawa statystyka z dzisiejszego meczu: trafiliśmy tylko trzy trójki mniej niż Raptors: 7-10. Co z tego? Ano to, że my oddaliśmy ich 17, a Raptors 33! Oznacza to jedno – po raz kolejny Kidd nawet na moment nie próbuje dokonać drobnych roszad w obronie, tylko w kółko wałkuje to samo. Aby wygrywać mecze tą obroną, trzeba ją egzekwować perfekcyjnie. Bucks nie dość, że są dalecy od perfekcyjnej egzekucji, to jeszcze mam wrażenie momentami mają średnie pojęcie, czego wymaga od nich trener. Dodatkowo, tak strasznie przewidywalne było to, że będziemy podwajać DeRozana w każdym posiadaniu, że nie zdążył jeszcze dobrze złapać piłki, a było przy nim dwóch obrońców. Szybki skip pass, rozrzucenie obrony i czysta trójka (dobrze, że im rzuty z dystansu nie siedziały).

Ten mecz był tak słaby w wykonaniu Bucks, że pod koniec trzeciej kwarty (przegranej przez Kozły 19-43, 17-25 z gry Raptors!!) miałem ochotę zrobić to, co zrobił pies na nasze logo. Totalnie odpuściliśmy deskę, przegrywając w punktach drugiej szansy 5-18, a zbiórkach 28-45 (w trzeciej kwarcie zebraliśmy 2 piłki, Raptors 18).

Dodatkowo, w przerwie meczu ogłoszonych zostało TOP5 najlepszych rozgrywających Bucks w historii. Na liście znaleźli się: Flynn Robinson, Oscar Robertson, Paul Pressey, Sam Cassell i … Brandon Jennings. Ku*wa, przepraszam, ten sam Brandon Jennings, który w tej chwili, w wieku 28 lat, podbija chińską koszykówkę broniąc barw Shanxi Brave Dragons.

Wybacz, ale nie pisnę słowem o ani jednym plusie tego spotkania (chociaż Giannis zaliczył solidne 24/5/5, Delly znowu rozdał 7 asyst przy 1 stracie, a Thon miał trzeci mecz z rzędu z +10 punktami). Fani Bucks nie zasłużyli na parę sekund uśmiechu po tym meczu.

Na następny mecz jedziemy do Waszyngtonu licząc na to, że Wizards znowu zlekceważą teoretycznie słabszą drużynę i zagrają pod statsy.

Brandon Jennings TOP5 rozgrywających Bucks w historii.. Dżizus, k*wa, ja pier*le…

Recap: Łatwe zwycięstwo z Pacers 122-101

Mecze jak ten z Pacers, w którym jesteśmy murowanym faworytem i musimy go łatwo wygrać, nie zdarzają się Kozłom często. Drużyna z Indiany bez Oladipo w składzie teoretycznie nie powinna stworzyć nam żadnych problemów i na szczęście, stanęliśmy na wysokości zadania pokonując gości różnicą 21 punktów 122-101. Dla Milwaukee była to 20 wygrana w sezonie, natomiast Pacers przegrali piąty mecz z rzędu grając bez swojego lidera.

Pacers @ Bucks 101 – 122

Byłby to mecz bez historii, gdyby nie to, że po raz pierwszy w tym sezonie udało nam powiększyć prowadzenie grając w czwartej kwarcie składem Delly/Brogdon/Liggins/Middleton/Maker. Jak zobaczyłem, jakim składem wychodzimy na ostatnie 12 minut meczu głośno westchnąłem i poszedłem zrobić kawę, bo mimo 17-punktowego prowadzenia, zaczęło mi nagle śmierdzieć dogrywką. Na szczęście trzeci dobry mecz z ławki z rzędu zagrał Delly (9 asyst i 8 pkt (3/3 z gry) w 17 minut), który rozdawał asysty na prawo i lewo. W meczach z OKC, TOR i IND miał 27 asyst i 2 straty grając średnio nieco ponad 23 minuty! To jest Delly, którego w Milwaukee potrzebujemy!

Spokojnie dominujący mecz miał Giannis (31 punktów w 29 minut przy 12/18 z gry, a do tego 10 zb i 5 asyst), który w końcu mógł odpocząć w drugiej połowie. Na luzie zagrał też Middleton (27pkt) , który w końcu trafił więcej trójek (3/4) niż Thon (2/2). Maker z kolei zagrał drugie z rzędu dobre spotkanie w ataku (dzisiaj 12 punktów, 5/10 z gry).

Bucks nie są świetną drużyną, która zalicza blow-outy ze słabeuszami co trzeci mecz. Nie jesteśmy jeszcze dobrą drużyną, która potrafi zamykać mecze po dwóch kwartach, a potem spokojnie dowozić wygraną do ostatniego gwizdka. Dlatego ta wygrana jest w pewnym sensie wyjątkowa, bo pokazuje, że jesteśmy w stanie wygrać z łatwością mecz z drużyną, która, delikatnie mówiąc, bez Oladipo wygląda tragicznie.

Kilka szybkich spostrzeżeń:

  • 125.4 OffRTG to jeden z lepszych wyników Bucks w tym sezonie.
  • Dla Pacers był to czwarty z ostatnich pięciu mecz, w którym pozwolili przeciwnikom rzucać z ponad 50% z gry. Bucks dzisiaj: FG 58%.
  • Przed tym meczem Bucks mieli 10 spotkań z rzędu, które rozstrzygnęły się różnicą mniejszą niż 10 punktów. Wyrównaliśmy tym samym rekord klubu sprzed 17 lat. Na szczęście, seria zaciętych meczów skończyła się dzisiaj.

    Kolejny mecz z Toronto już w piątek.

Zaczynamy rok od porażki z Raports 127-131 (OT)

 

Bucks wypuścili z rąk wielką szansę na popsucie rekordowego meczu DeRozana. Gdy przy stanie 110-106 na nieco ponad minutę przed końcem meczu Giannis dostał podanie w trumnie i zebrał się do wsadu lewą ręką, wstałem z krzesła. Jak zawisł w powietrzu trzymając piłkę kilkaset metrów nad obręczą, moje ręce dotykały sufitu. I nagle, jak wślizg jednego z braci Tachibana blokujący potencjalnego game winnera Kojiro w półfinałach zachodu, pojawił się Ibaka z jednym ze swoich 4 bloków w tym meczu. Poszła kontra, and one i zamiast 112-106, zrobiło się 110-109. Pomijam już naszą słabą obronę w dogrywce, ale do teraz zastanawiam się, jakim cudem, mając na zegarze 3,2 sekundy do końca regulaminowego czasu, można NIE ODDAĆ RZUTU!? #FireKidd

Zeszłoroczna potyczka w playoffach z Raptors była fantastyczna dla oczu i jeśli trafimy ponownie na naszych kanadyjskich rywali, to zapowiada się kawał serii. Szkoda, że po niezłej serii przeciwko drużynom z zachodu, nie udało nam się dzisiaj postawić kropki nad „i” i wygrać na trudnym terenie w Toronto.

Giannis zaliczył cichą i spokojną pierwszą połowę, w drugiej przebudzał się tylko momentami, a i tak skończył mecz z 24 punktami, 9 zbiórkami i 7 asystami. Mam wrażenie, po raz kolejny z resztą, że Bucks jakoś niespecjalnie się starają zrobić dla niego więcej miejsca do penetracji i nie rozciągają gry tak, jak na początku sezonu. Nie wiem, czy jest to wynik niezrozumiałych dla wielu obserwatorów rotacji Kidda, czy po prostu pole gry się dodatkowo zacieśniło wraz z pojawieniem się w składzie Erica (w tym meczu 29 punktów, 5/7 za trzy , ale też 3 asysty przy 5 stratach). Dziwi najbardziej to, że w kilku posiadaniach po koniec meczu, Giannis nawet nie dotykał piłki (USG% w całym meczu tylko 23%).

Dobry mecz z ławki zagrał Maker (16 punktów, 3/4 za trzy, 4 zbiórki), który w pewnym stopniu przyczynił się do 5/19 z gry Ibaki (0/5 za trzy).

Middleton chybił wszystkie 4 próby za trzy i z trudem uciułał 18 punktów.

Brogdon wszedł z ławki i dodał swoje standardowe 15 punktów i 6 zbiórek + kolejny mini plakat meczowy, tym razem z Ibaką (parę chwil po tym, jak Bledsoe został przez brutalnie zablokowany w kontrze).

Dellavedova zrobił w tym meczu wszystko, żeby dołączyć do listy Kozłów, którym będę musiał wysyłać listy z przeprosinami i brakiem wiary – 6 punktów, 10 asyst i 5 zbiórek. Niestety, w ostatnich 10 meczach notuje średnie 3,6 punktów i 4,7 ast na mecz.

Dla Raptors była to 8 z rzędu wygrana nad wschodem, a 52 punkty DeRozana to nie tylko jego rekord, ale też i największa zdobycz punktowa Raptors (poprzedni rekord – 51 pkt Cartera). Demar przyznał się, że wcześniej przed meczem oglądał 6 mecz finałów Bulls-Utah z 1998 z pamiętnym rzutem Jordana.

Recap: Playoffy przyszły do Milwaukee w listopadzie. 99-95 z Pistons.

Widzieliście podobieństwa, do poprzedniego meczu? Wolny start (0-8), mozolne dwie kwarty z wymianą punkt za punkt (41-41 do przerwy), ostre przykręcenie śruby w obronie w trzeciej kwarcie (34-21) oraz zapewnienie kibicom dramaturgii w ostatnich minutach (24-33 w IV), ale z upewnieniem się, że nie oddamy frajersko wygranego meczu. Bucks nauczyli się jednej rzeczy w tym sezonie – zamykania spotkań, które są na styku. Po raz kolejny roztrwoniliśmy dużą przewagę z trzeciej kwarty (15 punktów), ale na koniec mogliśmy się cieszyć z czwartego z rzędu zwycięstwa. Pistons pokonani 99-95 po prawie że playoffowym meczu, w którym miałeś wszystko – crunchtime, kontestowanie prawie każdego rzuty (16 bloków Bucks, tylko dwa mniej od rekordu klubu ustanowionego w 1980 w meczu z … Detroit!!) , twardą obronę i szorowanie parkietu, jakby od kolejnego hustle zależały losy meczu. Jak jeszcze nie oglądałeś i masz czas – szczerze polecam, bo takich Bucks chce się oglądać non stop.

  1. Wiemy już, co znaczy zasię ramion Bucks w obronie. W trzeciej kwarcie mieliśmy dzisiaj idealną prezentację siły Kozłów, jeśli są w pełni skoncentrowani i ustawiają swoją „wyjdziemy po przerwie i nie damy im, kurwa, wyjść z dziesięciu”  defensywę. Reggie Jackson nie miał dzisiaj jak oddychać, nie mówiąc już o oddawaniu rzutów (2/7 z gry, 6 punktów). Drummond przy każdym podaniu, jakie do niego szło w pomalowanym, musiał kilka razy przestawiać się w postupie, bo było przy nim 8 zawodników Bucks (takie przynajmniej miałem wrażenie oglądając mecz). Filozofia Bucks w obronie pozostaje taka sama – wcisnąć paluchy gdzie się tylko da, odbić każde podanie i próbować zablokować każdy rzut. Z ich zasięgiem, jest to bardzo słuszna koncepcja.
  2. Middleton miał wczoraj (albo dwa dni temu) rozmowę face-to-face z Garnettem, który regularnie odwiedza i trenuje indywidualnie z Makerem. KG dał Khrisowi radę na wydostanie się ze strzeleckiej niemocy: „Nie przejmuj się niczym. Po prostu graj twardo.”  No to KM zagrał twardo – 27 punktów (3/7 za trzy), 8 asyst, 6 zbiórek i 2 przechwyty. Oddał najwięcej rzutów w meczu (21) i trafił 12 z nich, ale najważniejsze, że był widoczny i aktywny praktycznie w każdej akcji w ataku.
  3. Powoli, powoli robi się fantastyczna chemia w zespole. Bledsoe zaczyna czuć nie tylko gdzie zaraz będzie kroczył Giannis, ale też doskonale znajduje trailującego Middletona.
  4. Akcja z drugiej kwarty: Maker wysyła rzut Morelanda w trybuny. Parę sekund później Giannis blokuje Isha Smitha w trybuny.
  5. W tym meczu, to nie indywidualne popisy były warte swojego akapitu, ale ta cholernie imponująca obrona. Pistons: zatrzymani na 35% z gry. Bucks z 10 przechwytami (Giannis i Bledsoe po 3). Bucks z tymi rekordowymi w tym sezonie 16 blokami (Giannis i Thon po 4). Jeśli zastanawiałeś się, jaki wpływ na obronę Bucks będzie miało dodanie Bledsoe, to teraz masz już odpowiedź. Pominę fakt, że daliśmy sobie zebrać 17 piłek w ataku oraz najwięcej trójek w tym sezonie (15/37)
  6. Def Rtg z Giannisem na parkiecie (35 minut): 87,1
  7. Def Rtg z Giannisem na ławce (13 minut): 130,40. Tak tylko mówię.
  8. Bucks nauczyli się nie panikować pod koniec meczu. W crunch time zachowują więcej spokoju niż Jason Terry mówiący do Siri – obejrzyj końcówkę pomeczowego wywiadu z Antkiem i wsłuchaj się w tło. 🙂
  9. Pisałem już, że to nasza czwarta wygrana z rzędu? Nie chcę nic mówić, ale zaraz gramy z Mavs…

Pędzę robić śniadanie i do przedszkola. Czekając na edit i rozszerzony recap, obejrzyj skrót z meczu (a potem koniecznie całość!)

Recap na szybko: Bucks – Grizzlies 110-103

Powinniśmy być zadowoleni z dwóch rzeczy: (1) z trzeciej z rzędu wygranej i (2) z tego, że pogłoski o kontuzji kolana Bledsoe okazały się nieprawdziwe. Bucks zasłużyli na słowa uznania, głównie dlatego, że po raz kolejny udało im się wygrać mimo, że pod koniec pierwszej połowy przegrywali już 55-65. Rajd zaczął się od dwóch udanych akcji z rzędu Giannisa, potem celna trójka Middletona na początku trzeciej kwarty i pullup jumper Bledsoe dały nam 10 punktów z rzędu. Nie wiedzieć kiedy, z 55-65 zrobiło się nagle 75-70 dla Kozłów. W czwartej kwarcie zimną krew zachował się Henson, który pracuje nad tym, żebym musiał publicznie przepraszać za to, że uznałem go za najmniej wartościowego gracza Bucks w tym sezonie. Dwa punkty odnośnie Hensona w tym meczu:

(1) – uwielbiam jak staje na wysokości osobistych i po dostaniu piłki zaczyna rozgrywać. Jest jedna akcja, w której robi pivot niby na mini półhak lewą ręką, potem odwraca się w drugą stronę i odgrywa na wolne skrzydło do Middletona albo Snella. Swish. Trójka.

(2) – końcówka meczu w jego wykonaniu pozwala kibicom Bucks szybko zapomnieć o braku Monroe. Najpierw blok na Gasolu, potem cztery punkty spod samego kosza. W cały meczu 8/10 z gry, 17 punktów, 8 zbiórek – takiego Johna chcemy widzieć do mecz.

Kluczem do wygranej było, to o czym pisałem w zapowiedzi – szanowanie piłki. Bucks mieli tylko 9 strat (przy 14 Grizzlies) co pozwoliło ograniczyć łatwe punkty dla Memphis. Dodatkowo, w końcu należy pochwalić zbilansowany atak: Giannis miał standardowy prawie triple-double występ (27/9/7 – i ten follow-up blok z pierwszej kwarty, prowadzący do trójki z rogu Middletona – poezja) ale solidnie dorzucili się też wspomniany Henson (17/8), Middleton (17), Bledsoe (15) i Brogdon (10 w 19 minut).

Znowu zaimponował mi Liggins, który w obronie zaczyna się robić naszym głównym zabijaką. Hustle co mecz na poziomie finałów NBA. Trzy przechwyty. Ciągle przy swoim zawodniku. Z nim na parkiecie widać było, jak bardzo dobra obrona ułatwia grę w ataku. Deandre dostał dzisiaj aż 21 minut i nie zdziwię się, jak przy takiej intensywności gry pod bronionym koszem, będzie to regularna porcja minut, jakie będzie dostawał od Kidda.

Z pracy będzie edit i rozszerzenie recapu. Pókico, skrót meczu.

Recap: Bucks przegrywają z Celtics 89-96.

Pierwszą rzeczą jaką robię po usłyszeniu budzika w środku nocy jest doznanie szoku po tym, jak światło z telefonu mnie na moment oślepia. Potem jest moment, który zawsze rano pamiętam jak przez mgłę, gdy nie wiem jakim cudem udaje mi się wstać z łóżka i zapalić światło w pokoju. Chwilowy ból głowy powoduje, że jeszcze bardziej mrużę oczy. Dalej lecę z automatu – jedna ręka sięga po pilota i włącza telewizor, druga uruchamia konsolę. W między czasie spacer do kuchni po zimną wodę z lodówki, na pełne rozbudzenie się. Wracam, odpadam League Passa i nagle nie chce się spać. Dzisiaj w nocy, gdy po raz pierwszy, przepraszam za wyrażenie, jebła mnie jaskrawa żółć świeżo położonego parkietu, myślałem, że oślepnę. Co innego oglądać to na laptopie/tablecie, a co innego włączyć w środku nocy na dużym telewizorze.

Wyglądało to pięknie, musisz przyznać. Retro w najlepszym tego słowa znaczeniu – moja bujna wyobraźnia nie raz w ciągu meczu zabierała mnie na wędrówkę do 1968 i w przerwach googlałem zdjęcia USA z tamtej epoki. Fajnie mieli.

 

 

 

Parkiet zdał egzamin i wyglądał fenomenalnie, szkoda tylko, że Kozły przypomniały przy okazji nasze porażki z Celtami w playoffach latach 80. Z resztą, obie drużyny zagrały tak, jakby się bały, że ładną grą przyćmią lśnienie parkietu-legendy. Pierwsza połowa była wręcz depresyjna (44-43) i gdyby nie kilka kontr, czy wsadów (nawet tych nieudanych – vide Giannis na koniec pierwszej kwarty!!!) można by ją przemilczeć.

Trochę zaczęło się rozjaśniać w trzeciej kwarcie, kiedy Bucks wyszli na spokojne (i chwilowe) prowadzenie, ale nie było to spowodowane nagłym przypływem geniuszu któregoś z naszych zawodników, a raczej z krótkotrwałego zaćmienia Celtów. Goście szybko się ogarnęli i w czwartej kwarcie mogliśmy równie dobrze położyć się na parkiecie i podziwiać grę ceni w Mecce. Z Cavs pogrążyła nas seria 9-0 Korvera i jego trzech trójek z rzędu, teraz oberwało nam się serią 9-0 zespołowo grających Celtics. Wystarczyła chwila grania podaniami i nasza obrona całkowicie się posypała – przerażające było też to, jak łatwo daliśmy się mijać na pierwszym kroku, co otwierało masę sytuacji na łatwe punkty dla gości.

Zabrzmi to strasznie, ale pomimo otarcia się o triple-double (28/10/7), Giannis zagrał najgorszy mecz w tym sezonie. Duża w tym zasługa Horforda, który znalazł na moment receptę, jak nieco ograniczyć szaleństwa Antka w ataku. Al jest wystarczająco silny, żeby nie dać się od razu przepchać, a do tego ma na tyle dobrą pracę nóg, że nie dał się z łatwością mijać. Wymusiło to od Giannisa lekką korektę gry: tylko 14 punktów z pomalowanego (w tym 7 po kontrze), więcej rozgrywania i rzutów z dystansu. W ostatniej minucie meczu, cała NBA wciągnęła mocno powietrze i otworzyła usta z niedowierzaniem, bo Giannis najpierw pewnie trafił trójkę. I w kolejnej akcji ponownie. Back-to-back trójki Giannisa prawie zamieniły się we threepeat, ale niestety rzut po zatrzymaniu nie znalazł drogi do kosza.

Brogdon jest naszą pewną, drugą opcją i w kolejnym meczu pokazał, że w tym sezonie nie będzie zawodził. Gdyby nasi najbardziej doświadczeni gracze: Middleton i Moose stanęli na wysokości zadania i zagrali taki mecz, do jakiego mnie przyzwyczaili rok temu, bylibyśmy naprawdę mocną drużyną. Teraz jednak mieliśmy kolejny popis naszego dynamicznego uno bez większego wsparcia z ławki.

Przegraliśmy ten mecz na deskach. Henson i  Thon byli non factorem w zbiórkach, momentami popełniali podstawowe błędy przy zastawianiu, stąd 6 ofensywnych zbiórek Celtów i wygrana deski 47-37. Nie możemy dopuszczać do sytuacji, w których Brown i Smart skaczą między naszych trzech obrońców i albo zbijają piłkę, albo (o zgrozo), zabierają ją sprzed twarzy naszych wysokich.

Szkoda przegranej, szczególnie że był to mecz podwyższonego podniecenia ze względu na powrót do Mekki. Porażka jednak nie boli tak bardzo, jak styl, a ten dzisiaj pozostawił wiele do życzenia.

Ciekawostka:

  • Giannis jest pierwszym zawodnikiem w historii NBA, który po pierwszych pięciu meczach sezonu notuje średnio 35 pkt, 10 zbiórek i 5 asyst.

Nie łamiemy się, wyciągamy wnioski i gramy dalej. W niedzielę widzimy się o 20:30 na meczu z Hawks!

Bucks – Hornets 104 : 93 (3-1) Wymęczone zwycięstwo.

Meczów jak ten będzie niestety w tym sezonie dużo. Słaba pierwsza kwarta, pod koniec której przegrywaliśmy już nawet 15-25, ratujący nam tyłek buzzerami Teletović (5/9 za trzy, drugi najwyższy OffRtg pod Snellu – 115,7), potem mecz punkt za punkt (14 razy zmieniało się prowadzenie, 11 razy mieliśmy remis), aż w końcu w ostatnich 2 minutach Bucks odjechali na bezpieczny dystans. Najpierw blokiem do deski popisał się Middleton, z kontry dwa punkty zdobył Giannis. W kolejnej akcji Middleton trafił za trzy na +5, a pod koniec kolejny prawie-clutch blok zaliczył Giannis, który, tak na marginesie, tym razem trafiał wolne pod presją. Kiedy zobaczyłem, że w pierwszym składzie nie ma Brogdona, na moment przyszło mi do głowy: „leci do Phoenix”. Na szczęście chwilę potem padła informacja, że nie wiadomo kiedy nabawił się kontuzji (kostka). Póki co nie ma informacji, kiedy wróci do gry.

Antek zrobił swoje – dominował w kontrze, był nie do zatrzymania po eurostepach, bronił jak zawsze, ale do 32 punktów, 14 zbiórek i 6 asyst dołożył też 6 strat (13 Bucks). Nie zmienia to faktu, że udało mu się pobić dwa rekordy:

  1. Żaden zawodnik w historii NBA nie zdobył w pierwszych czterech meczach 147 punktów, 43 zbiórek i 21 asyst,
  2. Stał się pierwszym po Kareemie (1975) zawodnikiem Kozłów, który zdobył +32 punkty w pierwszych czterech meczach sezonu.

Najprawdopodobniej też będzie to jego czwarty mecz z rzędu, kiedy ląduje w akcjach TOP10 dnia – tym razem gościnnie zapozował do plakatu Franka Kaminskiego:

Khris dalej ma problemy, że grać na poziomie jakiego wszyscy od niego oczekują. Dzisiaj zdobył co prawda 20 punktów, popisał się fantastycznym blokiem o deskę w ostatnich minutach, ale znowu trafił tylko jedną z pięciu trójek i skończył mecz z eFG% 44,7. Na szczęście, ta jedyna trójka wpadła na 45 sekund przed końcem meczu i dała nam pięć punktów przewagi. Giannis po meczu powiedział:

„Don’t worry about Khris. He’s the last person you need to worry about…we know he’s always gonna be there for us. He’s going to get out. Next game, he could hit 7 of them.”

Formą z ławki imponuje Teletović, który trafia jak na zawołanie i jest pewnym wzmocnieniem przez około 20 minut (dzisiaj 15 punktów i 5 zbiórek).

Dobrze, że Bucks są w stanie od początku sezonu wygrywać mecze na styku i zamykać końcówki na swoją korzyść. Mieliśmy dużo szczęścia, bo na dobrą sprawę Hornets przegrali ten mecz przez osobiste. Trafili tylko 21 z 36 (53%) przy naszych 14 na 16 (87%). Wynik mógł być zupełnie inny, gdyby Dwight nie skończył meczu na poziomie Dwighta: 0/9 z wolnych, ale też 22 zbiórki (8 w ataku, o 3 więcej niż Bucks) i 4 bloki.

Statystyka meczu: Johnny O’Bryant rzucił w tym spotkaniu więcej punktów (14) niż w 100 meczach w barwach Bucks (12). BRAWO!

Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się z bilansu 3-1 i szykować powoli do drugiego w tym sezonie meczu z Celtami.

 

Recap Blazers @ Bucks 110-113: Giannis unreal.

Czasami mecz kończy się nie po jego myśli i w te dni Giannis się nie przebiera i nie bierze prysznica po meczu, tylko biegnie prosto do swojego wynajmowanego Forda Escalade. Pakuje się do środka i na pełnej kur*ie jedzie do seminarium katolickiego w St. Francis, gdzie księża się modlą, a od 1986 Bucks trenują w Cousins Center. To tam Giannis przechodzi metamorfozę. W samotności daje upust swojej złości, wyniszczając się do ostatniej kropli potu do pierwszej nocy, czasem do trzeciej. Rzuca. Biega. Skacze. Krzyczy. „Jestem taki zły, że gdybym pojechał prosto do domu bałbym się, że ta złość mi nigdy nie przejdzie. W taki sposób odreagowuję.” – powiedział kiedyś Giannis.

Dzisiaj byliśmy świadkami, jak Bruce Banner zamienił się w Hulka. Obejrzyj mecz od stanu 108-101 dla Milwaukee, kiedy nagle, w przeciągu trzech minut, widzimy starych, dobrych Bucks, którzy wypuszczają pewną wygraną z rąk w ostatnich minutach. Kluczowy moment – Giannis nie trafia dwóch osobistych, które wyprowadziłyby nas na jedno punktowe prowadzenie przy mniej niż minucie meczu. Osobistych, do których doprowadził przechwytem, po którym nie mogłem odzobaczyć Jordana kradnącego piłkę od Malone’a w ostatnim finałowym meczu z Jazz. Blazers biorą czas, siada na ławce i widzisz, jak go roznosi. Szuka nerwowo jakiegoś krzesła, którym mógłby rzucić. Karku, który mógłby skręcić. Wojna jaka rozdziera jego serce i powoduje, że zaciska do krwi usta, przejmuje kontrolę nad jego ciałem. Przestaje być sobą. Zmienia się.

Potem wchodzi na boisko i zapomina o tym, co stało się kilkanaście sekund temu. Czysta karta. W jego oczach widzisz, że rozgląda się po hali, ale nie widzi kibiców. Nie słyszy ogłuszających gwizdów i oklasków, które wspierają Kozłów w tych ostatnich sekundach, kiedy piłkę z boku wyprowadzają gracze Blazers. Widzi swojego zmarłego niedawno tatę, który patrzy na niego z góry i wspiera go w tych trudnych minutach jego kariery. Zaciska pięści, staje na środku i kontynuuje wykonanie swojej misji. Przegrywamy jednym, nieco 40 sekund do końca. Czas staje w miejscu.

I wtedy Giannis wklepuje kody. Spowalnia grę do 20%, a sobie podkręca umiejętności do 120%. Kiedy przechwytuje piłkę i biegnie na kosz między trzema zawodnikami Portland ja siedzę już na brzegu łóżka i drę się jak szalony w środku nocy „dawaj k**aa!! DAWAAAAAJ” Wybija się i pewnie kończy wsadem z dwóch rąk. Biegnie przez połowę boiska i robi jeden kozioł. FREAK! I ta mina jaką widzisz potem, ta pewność siebie i sportowa złość, która wręcz kipi z niego każdym kawałkiem skóry. Jakby z kropelką potu wypływała z niego dawka czystej energii, mogącej zasilić start rakiety SpaceX. Prowadzimy 111-110, gdy na 6 sekund przed końcem Nurkić staje do pojedynku nad obręczą z Giannisem. Ponownie czuję jak czas spowalnia po to, żeby Antek mógł wymierzyć w powietrzu idealny moment zablokowania tego rzutu. Gdy jego olbrzymi dłoń zbija piłkę z dala od kosza słyszysz eksplozję. Rozsadza ci głowę od środka. Wyskakujesz w powietrze, budzisz sąsiadów i zaciskasz pięść w geście triumfu, jakbyś to ty właśnie przekroczył kolejną barierę zajebistości. Bo z Giannisem tak jest – możesz podziwiać jego wsady i mecze, ale przede wszystkim, wspierając tego chłopaka w lidze od dawna, łączysz się z nim emocjonalnie na nieznanym dotąd poziomie.

Nie potrafię jeszcze nic więcej napisać.

Jeśli szukasz meczu, żeby uwierzyć w Bucks, nie szukaj dalej. Młodzi i niedojrzali, ale czy potrafią wejść na wyższy poziom w zaciętych końcówkach? Chyba właśnie do udowodnili.

Jeśli jeszcze nie wierzysz, że Giannis to w tym roku kandydat do MVP – nie… szukaj… dalej!

To był dla niego szczególny mecz. 44 punkty i rekord kariery. Do tego game winning steal-dunk-block. Wszystko naraz. Po meczu Giannis zabrał ze sobą piłkę do szatni. Przytulił ją i ścisnął mocno, tak jak ty to robisz za każdym razem, jak po dłuższej przerwie wychodzisz na boisko albo na salę. Tylko, że Antek pożyczył czarny marker i napisał na niej: „To dla tatusia. Wygraliśmy dzisiaj, a ja rzuciłem 44 punkty.” I położył ją w swojej szafce, żeby czekała na niego aż po wywiadach będzie mógł ją zabrać do domu i powiedział dziennikarzom: „Idę pod prysznic. Nie ruszajcie mojej piłki.” Po wywiadach wsiądzie w auto i znowu zamknie się sam w pokoju, gdzie pewnie opuszczą go emocje. Wciągnie mocno powietrze, wypuści głośno i trzymając piłkę w rękach usiądzie w fotelu. Nie przejmuj się Giannis, czasami dobrze sobie popłakać.

Postaram się więcej napisać, jak emocje opadną. Po takiej końcówce i taki emocjonalnym roller-coasterze, nie da się trzeźwo myśleć w środku nocy.


Update bez emocji 18:47

Giannis jest fantastyczny, ale nie wygralibyśmy tego meczu, gdyby reszta ekipy w końcu nie stanęła na wysokości zadania.

  1. DeAndre Liggins  – za nic w świecie nie spodziewałem się go dzisiaj zobaczyć w tym meczu. Do tego tak szybko. W ataku był tragiczny, pierwszy kontakt z piłką zakończył się stratą, potem nie trafił trójki z czystej pozycji, a mimo wszystko zakończył mecz +10, głównie dzięki fantastycznej obronie. Pierwszym plusem tego, że wszedł na boisko było to, że Delly dostał tylko 18 minut i nie grał w końcu jako SG obok Brogdona. Drugim, jego energia i nieustępliwość w obronie były niewiarygodne jak na początek sezonu.
  2. John Henson – wiesz jakie mam zdanie na jego temat. Ale dzisiaj się zamknę i nie powiem nic złośliwego. Chłopak był wszędzie. Pisałem dzisiaj na twitterze o tym, jak fantastycznie zachowywał się na wysokich zasłonach dla McColluma i Lillarda – przekazania były tak płynne, że ręce same składały się do oklasków. W ataku nie jest i nie będzie tak atletyczny jak Maker, ale walczył o każdą wolną piłkę i parę razy udało się zbić na obwód i ponowić akcję. No i, uwaga, trafił jumpera prawie z narożnika.
  3. Mirza Teletović – przez moment rozpalił się tak, że bałem się że usiądzie na środku boiska, rozłoży nogi i będzie czekał na pierwszy lepszy wjazd, kogokolwiek. Nie narzucał wiele, ale te dwie trójki w kolejnych akcjach dały nam chwilowe momentum i pozwoliły rzucić się do odrabiania punktów.
  4. Khris Middleton – nie wiem czemu, ale co raz częściej zaczyna pomagać przy zasłonach i ucieka do krycia centrów. Wczoraj kilka razy kończył twarzą w twarz z Lovem, dzisiaj z Nurkiciem. Zazwyczaj kończy się łatwą stratą punktów. Ważne jednak, że zebrał się w sobie jeśli chodzi o ofensywę – zdobył pierwszy 8 z 14 punktów Bucks, skończył na 18, które może nie są szczytem marzeń, ale na szczęście, na Blazers wystarczyło. Znowu jednak nie trafił trójki (z Cavs też nie szalał) i zaczynam się zastanawiać, skąd ta nagła niemoc z dystansu (chociaż jak znam życie i tak pewnie skończy sezon w granicach 40%).
  5. Czy Brogdon może być jeszcze lepszy? Nawet jeśli motorycznie nie zaskoczy niczym nowym i będzie sukcesywnie dodawał tylko trójki, jego basketball IQ jest absurdalnie wysokie. Do tego dochodzi wrodzona umiejętność przeglądu pola i coś, czym cholernie mi imponuje w dotychczasowych meczach – zdolność do zwalniania tempa akcji. Chłopak ma łeb na karku i myśli na boisku jak mało kto.
  6. Tony Snell – nikomu póki co nie ufam tak bardzo, jeśli chodzi o rzuty za trzy, jak jemu. Każda jego trójka zdaje się rozbudzać na trybunach takie emocje, jakby to był co najmniej rzut w ostatnich sekundach, który jeszcze daje cień nadziei na wygraną. Jego trójki nie są nudne, mimo, że wyraz twarzy Snella zawsze jest wolny od jakichkolwiek emocji.
  7. W drugiej minucie trzeciej kwarty Giannis miał 23 punkty (9/10 z gry), 3 zbiórki, 2 asysty i 2 przechwyty. I wtedy zaczął się nudzić.

Recap: Dominacja Giannisa w czwartej kwarcie. Boston zdobyty 108-100. (1-0)

Jeśli chociaż przez moment zastanawiałeś się, jak silny będzie w tym sezonie Giannis, to mam nadzieję, że pierwszy mecz rozwiał twoje wątpliwości. Nie dość, że zdobywając 37 punktów (w ty aż 24 z pomalowanego) zrównał się na drugim miejscu z Michaelem Reddem pod względem największej liczny punktów zdobytych w meczu otwarcie Bucks (rekord: 41 pkt należy do Kareema. Do przyszłego roku), to jeszcze w trzeciej kwarcie zmusił Arona Baynesa do zakończenia kariery i otwarcia własnego zakładu fryzjerskiego.

Totalna dominacja Giannisa w czwartej kwarcie: 16 punktów (5/7 z gry), 3 zbiórki, 2 asysty i 2 przechwyty. Celtowie – 20 punktów (8/25 z gry).  Usg% Antka w tym meczu: 39,6% – najwyżej w karierze. Komentarz Brada Stevensa po meczu, który powiedział, że patrzyliśmy dzisiaj na prawdziwego kandydata do nagrody MVP wystarcza za wszystkie moje moje słowa.

Bałem się po pierwszej połowie, mimo że schodziliśmy do szatni prowadząc 58-53, bo 40 z tych punktów zdobyło trio: Giannis, Malcolm i Khris. Middleton wyglądał zdrowo i zagrał typowy dla siebie mecz: spokojnie i bez polotu uciułał nie wiadomo kiedy 19 punktów (eFG: 54,7%), miał najwyższy w drużynie Ast% – 22,2% i lekko flirtował z triple-double z 6 asystami i 9 zbiórkami. Byłem bardzo ciekawy pojedynku Brogdona z Irvingiem i nie zawiodłem się. Malcolm pokazał, że jest w stanie grać przeciwko najlepszym w tej lidze, zakończył mecz z 19 punktami (TS% prawie 81%!), ale co najważniejsze ograniczył Irvinga do 32% eFG (17 punktów na 9/25 z gry) i tylko 3 asysty w 39 minut.

Bucks mieli też dwóch cichych bohaterów. Pierwszym z nich był Delly, który w 26 minut dał naprawdę dobra zmianę (8 punktów, 50% za trzy) i do tego pod koniec meczu trafił ważną trójkę dającą nam siedmiopunktowe prowadzenie na kilkanaście sekund przed końcem. Drugim z mini herosów był Henson:  nabił 4 bloki, ale też kontestował (sorry za WMichałowizm) 11 rzutów, miał najlepszy w drużynie DefRtg 89,6 i mimo jedynie 17 minut spędzonych na parkiecie – trzecie PIE w Bucks: 15,6 (Giannis 26,3, Monroe 17,6).

Cieszy mnie też to, że zobaczyliśmy dzisiaj Bucksm, którzy wchodzą pod kosz, a nie rzucają trójki jak szaleni (średnio 30 na mecz w zeszłym sezonie – tylko 21 prób w tym meczu). W drugiej strony jednak, naszą dużą bolączką w obronie są trójki z rogów – Celtowie dzisiaj oddali ich aż 8 z 28 wszystkich prób – trafili na szczęście tylko 3.

Jeśli jeszcze nie widziałeś meczu, to łap skrót.

Jeszcze na deser, pomeczowa wypowiedź Giannisa:

 

 

Dzięki za uwagę – słyszymy się na następnym meczu z Cavs: 21.10 o 1:00

#FearTheDeer!

Preseason: Bucks @ Bulls 101 – 114 (0-3)

Przegapiłem mecz z Indianą, ale miałem wtedy akurat apogeum spotkań i pożegnalnych imprez z gośćmi na targach. Za to w piątek i w sobotę był czas wielkiego odsypiania straconego tygodnia i trzech z rzędu nocy z dwoma godzinami snu. Dobrze wrócić na chatę.

Wczoraj wieczorem, już na spokojnie i bez żadnego pośpiechu, siedząc na wygodnym krześle i popijając bezalkoholowego Bitburgera (<– cudowny), obejrzałem debiut Giannisa w tym sezonie, w meczu z trafiającymi wszystko Bulls (do przerwy 13/21 za trzy, w meczu 17/34). Po pierwszej kwarcie, zakończonej buzzerem za trzy Giannisa (14pkt w 8 minut) przegrywaliśmy jeszcze tylko 24-27, ale już na koniec trzeciej Bulls odskoczyli na 77-89. Ostatnią odsłonę zaczęliśmy bardzo eksperymentalną piątką Marshall-Vaughn-Brown-Wilson-Anthony, które niestety nie była w stanie odrobić strat. W rezultacie mecz zakończyliśmy trzecią z rzędu porażką w preseason, tym razem 101-114

Najważniejsze rzeczy, które rzuciły się w oczy:

  1. Powrót Giannisa wystarczył, żeby ten nieciekawy mecz był warty twojego czasu. Agresywny jakby to był siódmy mecz finałów, walczący o każdą piłkę, lawirujący między obrońcami, robiący te swoje pokraczne/cudowne eurostepy i dominujący w każdej sytuacji. Ta pullup trójka z pełnego biegu w ostatniej sekundzie pierwszej kwarcie dała mi więcej radości niż wsad oburącz z mini pompką między dwoma obrońcami. Po strasznej tragedii jaka go ostatnio spotkała, można powiedzieć jedno – Giannis wrócił.
  2. Obrona Bucks była przerażająca, ale oddaję to temu, że mamy dopiero październik i może motywacja była nie taka jak trzeba. Ale nie wiem, jak wytłumaczyć to, że połowa wszystkich rzutów Byków to były trójki, które daliśmy im trafić z 50% skutecznością. Pobili nas prostymi, szybkimi podaniami na obwodzie, potrafili bez problemu minąć obrońcę i przy kontestowanych rzutach odrzucali do wolnego strzelca na trójce. Plejada zawodników, którzy nie do końca znają jeszcze nas system przekazań w obronie była głównym powodem tego, że gubiliśmy się na zasłonach i nie mieliśmy odpowiedniej komunikacji. Trzeba jednak oddać Bykom to, że Hoiberg wykonał kawał dobrej roboty w nauczeniu swoich chłopaków spacingu.
  3. Kidd bawił się rotacjami jak Durant zmienianiem kont na twitterze. Nie przyniosło do dobrego rezultatu nawet z mizernymi Bulls, ale oprócz zobaczenia (być może po raz pierwszy i ostatni w tym sezonie) piątki Marshall-Vaughn-Brown-Wilson-Anthony, mogłem na moment podziwiać defensywę w wykonaniu Hensona-Giannisa-Middletona-Brogdona i Snella. Powiem wam, że petarda.
  4. Długie skarpetki, opaska na głowie. The Jet is back. Wszedł na kilka sekund, dostał piłkę, podał kozłem do ścinającego Monroe, ten znalazł w rogu Snella – buuum, trójka.
  5. W drugiej kwarcie poszukaj jeszcze raz akcji w której Giannis zbiera się do ataku przeciw Denzelowi Valentinowi. Popatrz na pełne strachu spojrzenie Jeriana Granta, który nie wiedział, czy ma pomagać koledze w obronie, czy zostawić go na w nie-do-wygrania sytuacji 1-na-1. Wybrał pierwszą opcję, zapomniał o Brogdonie w rogu, w rezultacie Giannis zaliczył asystę a nasz Prezydent – łatwą trójkę z czystej pozycji. Giannis All-Star.
  6. Trochę czasu dostał Marshall, ale co z tego, że trafił trójkę, skoro kompletnie nie radził sobie w obronie z objeżdżającym go Krisem Dunnem.
  7. Sterling Brown chyba w końcu przestaje się stresować przed meczami, bo dzisiaj oprócz walenia cegieł za trzy (jedną trafił!) pozwolił sobie na spektakularny wjazd pod kosz i wsad w tłoku.
  8. Joel Anthony wygrał akcję meczu. Czwarta kwarta. Kończy się czas na naszą akcję. Spojrzenie na zegar – „mam czas”. Post-up na Portisie. Bump. Bump. Wygrywamy trochę parkietu. Zwód w jedną stronę. Piłka w lewej ręcej. Hak nad obrońcą, z pomalowanego. „Pięknie leci” – myślisz.
    „A chuj tam, będzie airball.” – odpowiadają koszykarscy bogowie, którzy zatrzymują piłkę w połowie lotu.
    Buzzer-beating-airball spod kosza. Kocham zawsze i wszędzie!
  9. Naprawdę fantastycznie się ogląda Middletona, który dynamicznie mija na pierwszym kroku i kończy akcję z góry. Obu tylko kolano wytrzymało do końca sezonu i będzie dobrze.

Kolejny mecz dopiero w piątek (13.10) o 2:30, w Detroit.

Błyskawiczny recap: przegrywamy z Mavs 104-106

Być na targach narzędziowych w Sosnowcu (gdybyś był w okolicy i chciał pomachać, to śmiało) i ogarniać mecze ma swoje plusy – jak mecz zaczyna się o 2:30, a impreza dopiero się zaczyna, odpada cały problem ze wstawaniem w środku nocy. Gorzej, że nagle wychodzisz z pokoju i mówisz dobranoc, bo Bucks zaczynają preseason. Niestety, mecz zaczęliśmy od porażki 104-106 pomimo szaleńczego pościgu w czwartej kwarcie, w której odrobiliśmy dwucyfrową stratę i o mały włos nie zakończyliśmy tego meczu w pełni niezasłużonym zwycięstwem.

Tak bardzo błyskawicznie dzisiaj:

  1. Henson brał przed meczem coś, co bardzo by mi się dzisiaj przydało. Podręcznikowy dzień konia: 13 minut, 11 punktów, 4 zbiórki i 2 asysty. Ale nie podniecajmy się – to dalej tylko John Henson. To samo tyczy się Vaughana, który rzucił 20 punktów z ławki i wyrósłby na bohatera, gdyby tylko trafił game winnera.
  2. W meczu nie zagrał Giannis, który jeszcze nie wrócił do siebie po śmierci ojca i spędza czas z rodziną.
  3. Nie zobaczyliśmy też Makera, który skręcił kostkę i nie będzie grał przez co najmniej tydzień.
  4. Pod nieobecność Antka i Thona, w pierwszej piątce wyszli DJ Wilson i Sterling Brown.
  5. Mecz jak to preseason – dzielenie czasu na wszystkich zawodników, trzy osoby na trybunach.

Warto było wychodzić z imprezowego pokoju, żeby zaliczyć pierwszy mecz w sezonie?

WARTO!